niedziela, 19 kwietnia 2015

S1 - Rozdział 5

It's a beautiful day for a beautiful game.
See the players run out and the anthems ring.        


        Nastała sobota, a razem z nią czas na bardziej gruntowne porządki w domu. To był taki rytuał w moim poprzednim życiu, kiedy to mieszkałyśmy tylko we dwie. Mama postanowiła przenieść go także do tego domu. Tak więc, jak tylko ja i Luke zjedliśmy śniadanie, zostaliśmy zagonieni do robót sprzątających. Dan niestety nie mógł wziąć udziału w porządkach, ponieważ w sobotę też chodził czasem do pracy. Moim skromnym zdaniem  najnormalniej w świecie się wykręcał.

        Myłam podłogę w łazience na piętrze, a mama pucowała kominek w salonie. Miałam tam więcej pracy, niż zazwyczaj, ponieważ Luke robił w łazience prawdziwy burdel. Myślałam, że palnę sobie w łeb, kiedy próbowałam wyszorować półkę, na której rozlał się jego żel do włosów, który niewytarty na czas po prostu zasechł. Że też muszę dzielić to pomieszczenie z kimś, kto zostawia łazienkę, jak po przejściu tornada.
       Dźwignęłam się do pionu i wyrzuciłam mokrą ścierkę do wiadra. Wolałam zmywać podłogę ręcznie, bo miałam pewność, że jest wyczyszczona porządnie. Jakoś nie przekonywały mnie mopy, choćby nie wiem, jak były wspaniałe. Odwróciłam się i już miałam odejść, kiedy stanął przede mną Luke. Chciał wejść do środka, ale ja zdążyłam złapać go za koszulkę i wyciągnąć z powrotem na hol.
 Porąbało cię?
 Wejdź tam, a cię zabiję  powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
– Zaraz muszę być na spotkaniu drużyny.
 Mam to gdzieś. Skończyłam właśnie szorować podłogę.
 Ale ja…
 Co? Musisz położyć żel na tę swoją blond czuprynę?  Zmrużył na mnie oczy.  Nie wejdziesz.
        Zacisnął usta tak mocno, że prawie zniknął jego kolczyk. Następnie odwrócił się na pięcie i wparował do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Uśmiechnęłam się pod nosem, zadowolona z siebie. 
          Złapałam za wiadro i zeszłam na dół. Weszłam do kolejnej łazienki. Wyciągnęłam szmatę i wypłukałam ją. Następnie wylałam brudną wodę do toalety. Pochowałam rzeczy do szafki i wyszłam na korytarz. Skierowałam się do salonu.
 Skończyłam  oznajmiłam mamie, która ustawiała ramki ze zdjęciami na kominku.
 To koniec pracy na dziś.
        W tym momencie blondyn zbiegł po schodach, a następnie z dyndającą po boku sportową torbą, zatrzymał się w wejściu. Instynktownie odsunęłam się od niego. Zignorował to i spojrzał na Sarah.
 Wychodzę.
 Powodzenia życzę.
 Nie dzięki  odparł z uśmiechem. 
        Odwrócił się na pięcie i wyleciał na zewnątrz. Uniosłam brwi. Dopiero po chwili zaskoczyłam, że dzisiaj jest mecz piłki nożnej. Nasza drużyna zmierzy się z chłopakami z Newcastle. Od kilku dni wszyscy uczniowie żyli tym wydarzeniem. I nie tylko, bo mecze szkół średnich chętnie też są oglądane przez miejskich fanów tego sportu. Jak to mówią  da się tam wyczuć prawdziwą rywalizację. Niema gwiazdorzenia, a jest talent i wspaniała gra.
 Musimy coś zjeść i pojedziemy na mecz  oznajmiła mi mama, a ja zrobiłam wielkie oczy.
 Jak to pojedziemy?
 Obiecałam Danowi, że pojawimy się na meczu Luke'a w komplecie. I błagam cię, Rosalie, nie rób takiej miny, jakbyś miała się od tego się rozchorować.
 Już się źle czuję.
 Będzie fajnie  odparła z uśmiechem, jednocześnie klepiąc mnie po ramieniu.
 Ta… Fajnie  prychnęłam pod nosem i ruszyłam za nią do kuchni.

        Nasz szkolny, duży stadion w barwach czerwono -czarnych, był zapełniony po brzegi. Było tu ciasno i głośno. Nie sądziłam, że zmieści się tu tyle ludzi. Nie wiem, jakim cudem wśród tej masy znalazł nas Dan, ale jakoś mu się to udało. Usiadł po lewej stronie Sarah. Ja siedziałam po prawej. Znajdowaliśmy się w dobrym sektorze, z którego idealnie było widać całe boisko. Z początku nie chciałam tu przyjechać, choć teraz dałam się nieco porwać atmosferze i liczyłam na to, że nasza drużyna pod przywództwem Irwina, skopie przyjezdnym tyłki.
 Zaczyna się!  krzyknął Dan, a na murawę wleciały cheerleaderki z naszej szkoły. 
         Widziałam Harper, która szła jako pierwsza. Tuż za nią była Angela. Po chwili rozległa się muzyka i dziewczyny zaczęły swój układ. Na ich twarzach malowały się sztuczne uśmiechy. Przekręciłam oczami. Niech ten cyrk się skończy.
        Kiedy skoczna muzyka ucichła, rozległy się werble i dwie drużyny pojawiły się na boisku. Nasi grali w czerwonych koszulkach i skarpetkach oraz czarnych spodenkach. Przeciwnicy ubrani byli cali na zielono. Ustawili się, a spiker  jeden z uczniów  przedstawił składy obu drużyn. Potem nastąpiła szybka wymiana zdań z sędziami, podanie sobie rąk przez zawodników i kapitanów, a następnie chłopaki zaczęli się ustawiać. Gdy rozległ się pierwszy gwizdek, ruszyli do walki o zwycięstwo.

        Moja mama zupełnie nie zna się na piłce nożnej, więc co chwilę podpytywała Dana o to, co dzieje się na boisku. Jako stereotypowa kobieta, za nic nie mogła zrozumieć, na czym polega spalony. Ale kibicowanie ją wciągnęło i było widać, że zarówno ona, jak i Dan, dobrze się bawią.
        Nagle ktoś sfaulował Luke'a, który niemalże przeleciał przez zawodnika przeciwnej drużyny. Upadł na plecy, a ja w swojej wyobraźni usłyszałam, jak zatrzeszczały mu wszystkie kości. To musiało boleć.
 Boże… Nic mu się nie stało?  zapytała matula, nachylając się w moją stronę. 
         Calum pomógł wstać Luke'owi, a blondyn pokazał, że nic mu się nie jest. Chłopak z przeciwnej drużyny, z numerem dziewięć na plecach, otrzymał żółtą kartkę.
 A kogo to obchodzi?  odparłam, wlepiając oczy w boisko. Luke przygotowywał się do wolnego. Mama sprzedała mi sójkę w ramię, a mnie, aż zachwiało.  Ej! To bolało.
 Nie bądź wredna.
 Wiesz, że to można podpiąć pod znęcanie się nad dzieckiem?  Sarah zaśmiała się, kręcąc głową.
 Możesz, chociaż raz być miła?
 Może… W zależności, ile to będzie kosztować.
 Materialistka  skwitowała i ponownie zaczęła się śmiać.
 Jaka materialistka?  odparłam, udając oburzenie.  Po prostu wiem, jak zadbać o swoje interesy. W tych niepewnych czasach to dobra umiejętność.
 Trudno się nie zgodzić, ale to też może się obrócić na twoją niekorzyść.
 Jestem skłonna zaryzykować. Bo kto nie ryzykuje, ten traci. 
          Mama parsknęła śmiechem i ponownie skupiła się na meczu. Ja również spojrzałam na boisko. Luke zaryzykował i wbił idealną bramkę, która dała prowadzenie naszej drużynie.
 Kto nie ryzykuje, ten traci  powiedziałam cicho pod nosem i przyłączyłam się do owacji na stojąco.

        Mecz dobiegł końca, a na dworze zdążyło się już ściemnić. Wygraliśmy dwa do zera. Hemmings był strzelcem obu bramek i Dan pękał z dumy. Zresztą moja matula tak samo. Stadion powoli pustoszał. Mimo to nadal panował harmider. Nagle, bardziej poczułam, niż usłyszałam, swoją komórkę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. 

Od Lori:
Jest ognisko z okazji wygranej. Nie daleko wejścia na plażę, tuż przy budzie. Daj znać, jak dotrzesz na miejsce.

        Szybko odpisałam, że będę i schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Spojrzałam na mamę i Dana, którzy pogrążyli się w rozmowie, oczywiście, na temat meczu. Odczekałam chwilę, aż skończą.
 Rose?  zapytał Dan.  Pędzisz oblać zwycięstwo naszej boskiej drużyny?
 Właśnie chciałam to wam zakomunikować.
– Baw się dobrze, kochanie  powiedziała mama.  I uważaj na siebie.
 Zawsze na siebie uważam.
 Nie znasz jeszcze miasta, więc ostrożnie. Gdyby coś się działo…
 Sarah  przerwał jej Dan.  Będzie tam ze znajomymi. Oprócz tego będzie też tam Luke, więc nic się jej nie stanie.  Skinął mi głową.  Miłego świętowania.
       Uśmiechnęłam się, a następnie odwróciłam. Ruszyłam wzdłuż krzesełek w stronę najbliższego wyjścia. Kiedy byłam dostatecznie daleko, by mnie nie usłyszeli, prychnęłam pod nosem z niezadowoleniem. Będzie tam też Luke, więc nic jej się nie stanie. Rany… Jakby blondyn był moją nianią. Sama umiem o siebie zadbać i nie potrzebuję opiekuna. Tym bardziej w postaci Hemmingsa.

         Dotarłam na miejsce bez problemów. Z daleka zobaczyłam wysokie ognisko, a wokół niego pełno ludzi. Podobierani byli w grupki, jedne większe, drugie mniejsze. Byłam pewna, że zjawiła się większość uczniów ze szkoły.
         Przeszłam wzdłuż długiego stołu, na którym poustawiane były kolorowe napoje w plastikowych butelkach. Dostarczone były przez nasz szkolny bufet i każdy mógł korzystać z tego, ile tylko chciał. Dałam znać Lori, że już jestem i teraz szukałam blondynki wzrokiem. W uszach huczała mi muzyka, puszczana przez jednego z chłopaków z radia. Miałam wrażenie, że mój mózg podskakuje razem z wybijanym rytmem. W końcu z daleka zauważyłam dziewczyny, które machały w moją stronę. Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich.
 Myślałam, że się nie pojawisz  powiedziała Becky.  Z tego, co pamiętam, nie chciałaś iść.
 Zostałam zmuszona  odparłam, zgodnie z prawdą.
 Więc zabawimy się razem  oznajmiła Lori.  Trzeba uczcić zwycięstwo!
 I piękne bramki!
 I naszych zdolnych chłopaków!
 Ale się rozkręciłyście – powiedziałam, kiedy przestały się przekrzykiwać.
         Nagle rozległy się głośne krzyki i wiwaty. Spojrzeliśmy w stronę podestu, na którym stał nasz szkolny DJ i jego komputer. Obok niego pojawiła się cała drużyna. Umyci, wypachnieni i zadowoleni z siebie, dziękowali za doping i obiecali, że następny mecz też zostanie wygrany. Tłum uczniów znów zaczął klaskać, a potem ponownie rozbrzmiała muzyka. Oficjalnie rozpoczęło się świętowanie. Tuż przy całej drużynie kręciły się cheerleaderki, które nadal ubrane były w swoje stroje. Miały te same uśmiechy, co na boisku. Aż mnie skręciło.
 Czas zacząć imprezę  zarządziła Becky, grzebiąc w swojej dużej torbie, na którą dopiero teraz zwróciłam uwagę. Wyciągnęła butelki i wręczyła każdej po jednej.
 Co to jest?  zapytałam, choć nie musiałam tego robić. Złocisto brązowy płyn przypominał mi tylko jedno. Piwo.
– Jak świętować, to świętować  pociągnęła Becky, zapinając torbę.  Zajmijmy miejsce przy ognisku.
        Cała nasza trójka skierowała się w stronę ławek, zbitych z bali drewna, ustawionych naokoło ognia. Wcisnęliśmy się pomiędzy kółko szachowe. Rzuciłam szybkie cześć w stronę Sama, z którym siedzę na francuskim.
 Ale przyjemnie  rozmarzyła się Lori, popijając piwo z plastikowej butelki.
 Szkoda, że nie urządzili imprezy na plaży. Tam jest dopiero ekstra  odparła Becky.
– Robią imprezy na plaży?  zapytałam ze zdziwieniem.
 Czasami.
 Nieźle  skwitowałam, odkręcając swoją butelkę. Wypiłam kilka małych łyków.  Może następnym razem.
 Oby. Lubię imprezy na plaży  ciągnęła Becky.
 Ty w ogóle lubisz imprezy  odparła Lori i cała nasza trójka zaczęła się śmiać.

        Becky posiadała w torbie butelki na jeszcze jedną kolejkę. Potem musiałyśmy raczyć się napojami serwowanymi z bufetu. Zaoferowałam się, że skoczę po napoje, a dziewczyny miały trzymać mi miejsce. Było wielu chętnych na siedzenie przy ognisku.
        Otrzepując spodnie, ruszyłam w stronę długiego stołu. Dopiero gdy dotarłam na miejsce, zorientowałam się, że dodali również przekąski. Były tu małe ciastka, chipsy, dropsy, cukierki i inne słodycze pakowane w kolorowe, szeleszczące opakowania. Rozglądałam się, nie wiedząc, co wybrać. Ochotę miałam na wszystko, ale mój żołądek później nie byłby zadowolony z takiego posunięcia. 
        Nagle, całkiem niechcący, puknęłam kogoś w ramię. Odwróciłam się i spojrzałam na chłopaka. Luke przeniósł swoje błękitne oczy na mnie i uniósł brwi.
– Przepraszam  wydusiłam z siebie.
 Spoko  odparł, jak gdyby nic się nie stało.
 Gratuluję wygranej i ładnych bramek.  Sama się dziwiłam, z jaką łatwością mi to przeszło przez gardło. Może to przez alkohol?
 Dzięki  odpowiedział, a na jego twarzy wymalowało się zaskoczenie. Chyba wcześniej był gotowy na kolejną sprzeczkę.
        Odwróciłam się. Poprawiłam rude włosy, które opadły mi na twarz. Wyciągnęłam dłoń w stronę pomarańczowych, gazowanych napoi. Zerknęłam na leżące obok chipsy. Odskoczyłam, czując, że położyłam rękę na kogoś dłoni. Moje oczy przeniosły się na Caluma. Tuż obok niego stał Ashton i Michael. Bosko… Dotarłam na terytorium elity.
– Jesteś pewna, że chcesz to pić?  zapytał Ashton, na którego głowie znów gościła czerwona bandana.
– Tak, jestem pewna.  Chciałam już wracać do dziewczyn, ale Calum nadal zagradzał mi drogę do napoi. Gdy wyciągałam rękę, ten zakrywał butelkę.  Co do cholery jest z wami nie tak?
 Wcześniej nie piłaś soczków  odparł Ashton z uśmiechem na twarzy.  Mamy więcej tego, co przyniosła Becky, więc możemy się dogadać.
 Nic od was nie chcę.  Spojrzałam na Caluma.  Mógłbyś w końcu przestać?
 Chcemy przełamać lody, a ty robisz nam pod górkę  odparł przewodniczący szkoły, a ja uniosłam brwi.
 Tyle że ja nie chcę nic z wami przełamywać – ciągnęłam uparcie swoje.
 Daj spokój, Rose  odezwał się Michael.
 Trzymaj. 
        Ashton wyciągnął przed siebie plastikową butelkę. Wyjął ją z turystycznej lodówki, która znajdowała się tuż obok niego. Spojrzałam na nią, jakby ta miała zaraz wybuchnąć.
– Jezu… Chyba nie myślisz, że chcemy cię otruć  powiedział ze śmiechem Michael.
 Właśnie coś takiego powiedziałaby osoba, która chciałaby to zrobić.
 Stanowczo za dużo myślisz. Wrzuć na luz  odparł Calum. Bosko. Teraz zostałam sztywniarą.         Obok pojawił się kolejny chłopak z drużyny. Nachylił się, otworzył lodówkę i wyciągnął jedną z wielu plastikowych butelek. Odkręcił ją, wypił kilka łyków, bez słowa przybił chłopakom piątki i odszedł z powrotem do swojej grupy. Po raz kolejny uniosłam brwi.
 I my chcemy cię otruć?  powiedział Ash, kręcąc głową.  Luke, ona tak zawsze?
        Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że blondyn nadal stoi obok. Zacisnęłam usta. Miałam ich serdecznie dość. Hemmings pokiwał głową, a ja zauważyłam, jak ukradkiem się uśmiecha.
– Dobra  odezwałam się z rezygnacją.  Co mam do cholery zrobić, żebyście się odwalili?
 Przyjmij to od nas na znak pokoju  oświadczył Calum poważnym tonem, a Michael się zaśmiał.
 Nie będę sama piła  odparłam, grając na zwłokę.
 Fakt. Jest jeszcze Lori i Becky  pociągnął Hood, a Ashton wyciągnął z lodówki jeszcze dwa piwa. Następnie znów skierował butelki w moją stronę.
 Taki prezent z okazji nowej szkoły  skwitował Michael.
 Myślałam, że chcecie coś w zamian?
 Ja chcę  oznajmił Ashton.
 W takim razie, wypchaj się.
 Nie ma nic za darmo  pociągnął Irwin. Przekręciłam oczami.  Nie będzie cię to wiele kosztować. Poślij nam jeden uśmiech i damy ci spokój.
 Że co?  wypaliłam i zaczęłam się śmiać.  Dzisiejszy mecz zlansował wam mózgi.
 Uśmiech. Tylko nie taki zły i złośliwy, jakim raczysz codziennie Luke'a  powiedział Ash.
        Usłyszałam, jak blondyn ciężko wzdycha. Chyba sam miał dość tej sytuacji. Przeanalizowałam wszystko i postanowiłam się uśmiechnąć. Przynajmniej się ode mnie odczepią, a ja wrócę do dziewczyn. Jeśli jednak to się okaże, jakąś podpuchą, to chyba ich zamorduję.
– Więc, jak będzie?  zapytał Irwin. 
            Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się, tak prawdziwie i naturalnie, jak tylko pozwoliły mi na to moje napięte mięśnie, które kipiały ze wściekłości.
 Wow  odparł Calum.
 Jednak masz miłą stronę  powiedział Clifford.
 Zadanie ukończone. Piękny uśmiech trzeba nagrodzić  odparł Ash, podając mi butelki.
         Szybko przejęłam je, złapałam jeszcze za paczkę chipsów i zwiałam stamtąd, jak najprędzej. Miałam nadzieję, że i oni wywiążą się z umowy i odwalą się na długi czas. Prawie biegiem pokonałam dystans ze stołu do ogniska. Usiadłam na swoim miejscu, wciskając dziewczyną butelki z alkoholem.
 Co tak długo?  zapytała Becky.  I skąd to masz?
 Nawet nie pytaj  odparłam. Ale dziewczyny i tak chciały wiedzieć, więc szybko streściłam im akcję przy stole z napojami. 


9 komentarzy:

  1. No wreszcie! :D
    Podoba mi się Twój styl pisania - Twoje opowiadanie jest lekkie w czytaniu - bez żadnych udziwnień, aczkolwiek bardzo wciągające. No co powiedzieć - zakochałam się po prostu w tym ff, masz mnie XD
    No, a jak mnie masz - nie pozbędziesz się aż do epilogu! ^^
    A teraz na temat - stwierdzam fangirling x 2 (my feelings, yeah) bo piłka nożna :D
    Trafiłaś w samo sedno, poproszę więcej takich akcji :')
    I wiesz co? Po dogłębnej analizie, nie mam już wątpiwości, że:
    SHIPPUJĘ ROSE I ASHA! ♥
    Nie obraziłabym się, jeżeli na końcu byliby ze sobą, ale to zostawiam już tobie :D
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to i to bardzo :) Nawet nie zamierzam haha Super :D Takich akcji trochę będzie, ale najwięcej w ostatniej części, ale nic więcej nie zdradzę :) Dzięki za mega pozytywny komentarz :)

      Usuń
  2. Przecudny rozdział!
    Z niecierpliwością czekam na nexta! :)
    Ps. Duuuuuuuuuużo weny życzę :) x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się spodobał. A wena zawsze się przyda, choć ostatnio na nią nie narzekam :)

      Usuń
  3. Wzmianką o meczu i ogólnie piłce nożnej przypomniałaś mi o opowiadaniach z Dortmundu :) ah... kiedy to było haha :) Dan jaki dumny z syneczka ;) a akcja po meczu niezła, sie potem dziwią, że doprowadzają ją do szału ;) Ja jestem w team Calum, wiec mam nadzieję, że to z nim połaczysz Rosalie :) ale to okaże się później. Stwierdzam dziś za dużo emotek, więc to tyle ode mnie ;) czekam na kolejną część. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, coś z tego opowiadania mi zostało :D No, cóż lubię piłkę. A było to no, jakiś czas temu- niestety nie wypaliło do końca :P. Nie tylko ty jesteś uzależniona od emotek :D

      Usuń
  4. Kiedy kolejny rozdział ?! :)
    Koffam twoje opowiadanie <3
    JESTEŚ NIESAMOWITA :)
    Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super cieszę się, że tak je lubisz :) A następny rozdział w poniedziałek :)

      Usuń
  5. O JEZU. TO OPOWIADANIE TAKIE AWWW *-*-*-**
    Nie mogę się doczekać kolejnego. Tak przyjemnie się to czyta :D
    Życzę weny.
    Hihi do poniedziałku :)))))))

    disguise-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń