poniedziałek, 18 maja 2015

S1 - Rozdział 10 cz.1

Oh, Girls just want to have fun


       Wszyscy uczniowie w piątek opuszczają szkołę, niczym torpedy. Każdy chce, jak najszybciej wydostać się z miejsca edukacji i legalnie rozpocząć weekend, w którym to można wreszcie mocniej wyluzować. Oczywiście nie wszyscy mają wolne od razu po trzeciej. Takie jednostki, jak szkolna drużyna piłkarska musi jeszcze odbębnić przymusowy trening. Dlatego, kiedy ja już od dawna siedziałam w domu, Luke dopiero się w nim zjawił.
       Znajdowałam się na strychu i malowałam. Przed moimi oczami powstawała powoli łąka, jezioro i chata. Do tego pojawić się miała dziewczyna z psem i mężczyzna siedzący pod drzewem. Ot, co taka leśna sielanka. Wiedziałam, że nie skończę tego obrazu dzisiaj, ponieważ umówiłam się z dziewczynami. A sama chciałam się porządnie wyluzować, szczególnie, że ostatnio pochłonięta byłam pracą nad dekoracjami dla szkoły.
       Jako że nie mam na strychu drzwi, słyszałam krzątających się po domu pozostałych mieszkańców. Na szczęście, w ogóle mi to nie przeszkadzało. Przyzwyczaiłam się do tego, że jest nas więcej, a co za tym idzie, robimy więcej hałasu niż wtedy, kiedy mieszkałam tylko z mamą.
       Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi po schodach. Pędzel zatrzymał się parę milimetrów od płótna. Nasłuchiwałam. Ktoś zatrzymał się, a ja powoli odwróciłam się w jego stronę. Na mojej twarzy pojawiło się zdziwienie. Uniosłam lekko brwi do góry. Luke utkwił we mnie swoje błękitne oczy i odezwał się pierwszy.
 Mam ci coś przekazać.  Wyciągnął z kieszeni spodni podłużny kawałek papieru. Następnie wszedł wyżej i położył go na końcu poręczy.
 Co to?  wydusiłam z siebie, bo widok blondyna na moim strychu był dla mnie nowością.
 Calum robi imprezę. To zaproszenie dla ciebie. Powiedział, że jak chcesz możesz zabrać ze sobą dziewczyny. Nie złapał cię później w szkole, a nie ma do ciebie numeru telefonu. Robię, więc za pośrednika.  Kiwnęłam głową.  Start o dziewiątej.  Odwrócił się i zszedł po schodach. Po chwili usłyszałam, jak zamyka drzwi od swojego pokoju.
       Powoli odłożyłam pędzel. Wytarłam dłonie w leżący na stole ręcznik i podeszłam do poręczy, na którym znajdowało się zaproszenie. Miałam tak powolne ruchy, jakby ta niewinna kartka papieru miała zaraz wybuchnąć. Powoli wzięłam kolorowe zaproszenie w ręce. Był tam adres, informacja o rozpoczęciu imprezy i kto ją organizuje. W mojej poprzedniej szkole przeważnie zaproszenia były ustne, ale jak widać, tu kierowano się innymi zasadami. Z drugiej jednak strony impreza ta była wśród elity, więc wiadomo, że tylko wybrane osoby były tam mile widziane.
       Złożyłam zaproszenie na pół, a następnie włożyłam je do kieszeni spodni. Nie miałam zamiaru tam iść. Nie miałam na to największej ochoty. Żadna mi to zabawa wśród tych zacofanych neandertalczyków.

       Po osiemnastej usłyszałam pukanie do drzwi. Rodzice w salonie oglądali jakiś film, a Luke niedawno wybył do Caluma. Odstawiłam szklankę na blat i ruszyłam w stronę holu. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
 Jesteście  powiedziałam z uśmiechem.
 Cześć.
       Lori i Becky weszły do środka. Od razu zauważyłam, że brunetka jest nie w sosie. Poprosiłam, by na mnie chwile poczekały, a ja wróciłam do kuchni. Zabrałam przygotowane ze stołu szklanki i napój, a następnie pokierowałam je do góry, do mojego pokoju.
 Czujcie się, jak u siebie  rzuciłam, stawiając naczynia na biurku.
       Odwróciłam się w ich stronę. Znów przyjrzałam się Becky. Była wkurzona, a z drugiej strony wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać. Wymieniłam szybkie spojrzenie z Lori, który pokiwała głową. Najwidoczniej Becky przeżywała jakiś kryzys. Przez chwilę między nami panowało milczenie, aż w końcu zniecierpliwiona wydusiłam z siebie pytanie.
 Co się stało?
 Pokłóciłam się z Robertem  oznajmiła Becky, podciągając nogi po samą brodę. Robert był jej chłopakiem i spotykali się od paru miesięcy. Osobiście nie znałam gościa, ale Lori uznała, że Becky trafiła na toksyczny związek, który już dawno powinien się skończyć.
 Znowu  zaznaczyła Lori.
 Nie pomagasz  odparłam, podchodząc do dziewczyny.
– To wszystko jego wina  ciągnęła brunetka. – Ciska się o każde gówno! Mam go dość!
– Przywal mu  odparła blondynka.
 Lori!  rzuciłam, ale nie mogłam się oprzeć i uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Entuzjastyczne podejście Lori do życia było zaraźliwe.
 Mam ochotę się napić  stwierdziła Becky.
 Utopić smutki w alkoholu?  zapytałam, a ona pokiwała głową.  Okej…
 Trzeba cię wyciągnąć z tego doła  oznajmiła Lori.
 Dokładnie  poparłam ją i włożyłam ręce do kieszeni. 
       Pod palcami wyczułam kawałek papieru. Powoli wydobyłam go z kieszeni i rozłożyłam. Spojrzałam na zaproszenie od Hooda, o którym kompletnie zapomniałam. I nagle w głowie pojawił mi się genialny pomysł.
 Co?  zapytała Lori, pukając mnie w ramię.
 A co powiecie na imprezę w gronie naszej zacnej elity? – odpowiedziałam, machając zaproszeniem przed ich nosami.  Znając Caluma, to nie będzie nudno.
 Impreza u Hooda?  zainteresowała się Becky.
– Rozerwiemy się  powiedziałam, wstając z miejsca.  Zrobimy się na bóstwo i zawładniemy imprezą!
 Takie femme fatale, które poniewierają facetami  dorzuciła Lori.
 No… Nie znałam cie z tej strony! Podoba mi się to!
       Obie spojrzałyśmy na Becky. Nie musiałyśmy długo czekać. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i z entuzjazmem pokiwała głową.
– To czas się szykować!  oznajmiłam, podchodząc do garderoby.

       Aby zyskać na czasie, postanowiłyśmy, że dziewczyny pożyczą ode mnie ubrania na imprezę. Byłyśmy podobnych gabarytów, więc większych problemów nie było. Postawiłyśmy na sukienki. Miało być seksownie i zmysłowo, ale bez przesady. Dlatego wyciągnęłam wszystko, co się do tego nadawało i cała nasza trójka zaczęła przebierać w wieszakach. Po jakimś czasie każda z nas wybrała coś dla siebie. Większym problemem okazały się buty. A mianowicie buty dla Lori. Okazało się bowiem, że dziewczyna ma o rozmiar większą nogę ode mnie i moje szpilki na nią nie pasują.
 Dobra…  pociągnęłam, pukając się palcem w policzek.  To też da się załatwić.
 Jak?
 Wiem. Dajcie mi pięć minut.
       Rzuciłam szybko okiem na kreację, którą wybrała blondynka, a następnie w trybie natychmiastowym ulotniłam się z pokoju. Zbiegłam na dół i zatrzymałam się między rodzicami, a telewizorem.
 Rosalie, jakbyś nie zauważyła, to my tu oglądamy…  Nie dałam jej dokończyć.
 Potrzebuję twojej pomocy  rzuciłam szybko.
 Co się stało?
 Pożyczysz buty?  Moja mama spojrzała na mnie, jak na kosmitkę.  Nie dla mnie, dla Lori.
 Wybieracie się gdzieś? – dopytała.
 Na imprezę do Caluma.
 To tam gdzie Luke?  zapytała Dana.
 Dokładnie. Widzę impreza na spontanie  odparł mężczyzna ze śmiechem.
 To pożyczysz?
 Jasne.
 Jesteś ekstra.
       Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę schodów. Wleciałam na górę i wparowałam do ich sypialni, która utrzymana była w odcieniach granatu i szarości. Doskoczyłam do garderoby i otworzyłam ją. Następnie szybko zaczęłam szperać po kartonach, w których mama przetrzymywała swoje buty. W końcu znalazłam czarne szpilki. Razem z nimi opuściłam sypialnie i wróciłam do swojego pokoju.
 Mam!  oznajmiłam z uśmiechem, machając butami, jak zdobyczą.  Zobacz, czy pasują.  Lori wsunęła buty na stopy.
 Idealnie leżą.
 To załatwione.
 Dziewczyny musimy się pospieszyć  powiedziała Becky, zerkając na zegarek.
– To ubierać się!  zarządziłam.
       Lori i Becku zaczęły szybko zrzucać z siebie ubrania. Ja po chwili zrobiłam to samo. Wcisnęłam się w czerwoną sukienkę bez ramiączek. Była dopasowana w tali i lekko rozszerzana na dole. Sięgała mi przed kolano. W pasie miała ozdobny czarny pasek z niewielkimi cekinami. Becky postawiła na małą czarną, z grubymi ramiączkami i bardziej wyciętym dekoltem, a Lori na sukienkę w kolorze butelkowej zieleni, bez ramiączek, lekko pum-piastą na dole.
 Masz tatuaż!  zawołała blondynka, wskazując na mnie palcem.
 Nie jeden  odparłam, odwracając się do nich tyłem. Na łopatkach miałam wytatuowane skrzydła i napis.
 If you belive… You can fly  przeczytała Becky.  Niezłe. Co masz jeszcze?
 Fikuśny wzorek na dole pleców i na kostce gwiazdki.  Odwróciłam nogę w ich stronę i pokazałam rząd czarnych gwiazd, które zaczynały się od śródstopia, a kończyły powyżej kostki. Dziewczyny spojrzały na mnie z uśmiechem i lekkim zaskoczeniem.  Mam wyluzowanego ojca. To on podpisał mi zgodę na te tatuaże i poszedł ze mną do studia.
 A mama?  zapytała Lori.
 Dostała szału  odparłam ze śmiechem.  Ale już się do nich przyzwyczaiła. Ten na kostce zrobiłam trzy miesiące temu. Łopatki i plecy trochę dawniej.
 Rose ty buntowniku  rzuciła Becky.
 Ale mniejsza o moje tatuaże  odparłam, machając ręką.  Czas na fryzury i makijaż.

       Zgodnie z pomysłem Lori, na który przystanęłyśmy, miałyśmy wcielić się w femme fatale. Dlatego postawiłyśmy na mocne podkreślenie oczu w ciemnych kolorach i mocno czerwone usta. Becky dla zabawy dorysowała sobie pieprzyk nad górną wargą. Oprócz tego obwiesiłam dziewczyny biżuterią, choć bez przesady. Nie chciałyśmy dzwonić i świecić z daleka.
       Na samym końcu zabrałyśmy się za włosy. Przytargałam z łazienki wszystkie niezbędne do tego rzeczy i każda każdej zaczęła tworzyć coś na głowie. Becky zachciało się koka. Podjęłam się tego zadania. Upięłam jej włosy, a grzywkę i lewą część fryzury lekko zafalowałam za pomocą prostownicy. Była to stylizacja na lata dwudzieste, ale akurat jej idealnie to pasowało do całości. Natomiast Becky zrobiła Lori fryzurę na gwiazdę z Hollywood, prostując i skręcając nieco kosmyki. Ja dostałam uczesanie w postaci idealnie prostych włosów, o które postarała się Lori.
       Zabawa ze wcielaniem się w kogoś, kim nie jesteśmy, pochłonęła nas na tyle, że Becky zaczęła wymyślać nam zastępcze imiona. Dodatkowo postawiłyśmy na kokieteryjne gesty i zachowanie, które miało być po całości przerysowane. No, coż… Miała to być czysta parodia i totalna zabawa. Ale dzięki temu Becky wyluzowała i przestała myśleć o tym całym Robercie.
 Rose ty jesteś Candy  powiedziała Becky, wskazując mnie palcem.  Lori ty będziesz Shugar. A ja…
 Mayonnaise?  rzuciła blondynka i obie zaczęłyśmy się śmiać.
 Co ty… Musi pasować do reszty. Hmm…
 Honey. Też na słodko.
 Pasuje.
 Brzmią, jak imiona dla jakiś tanich panienek z burdelu  oznajmiła Lori.
 Jak się bawić, to po całości  odparła Becky.  A i nie zapominajcie o naszych ustalonych ruchach. 
 Jasna sprawa  rzuciłam.  Idziemy!

       Dan był na tyle uprzejmy, że podrzucił nas pod dom Hooda. Budynek był duży, biały z kwadratowymi oknami z czarnymi wstawkami. Z domu dochodziła dudniąca muzyka. Cała nasza trójka spoglądała na niego, jak na paszczę lwa, która zaraz miała nas pochłonąć. Z drugiej jednak strony nasze przygotowania i dodana do tego zabawa, nie pozwoliła nam na jakiekolwiek tchórzostwo.
 Pamiętacie, co ustaliłyśmy?  zapytała Lori.
 Jasne. Trzymamy się planu Shugar  odparłam ze śmiechem. Blondynka zachichotała pod nosem.
 Przyjmijcie postawy i zaczynajmy ten cyrk  zarządziła Lori.
       Kiwnęłyśmy głowami i ruszyłyśmy w stronę drzwi. Tuż przed nimi, ustawiłyśmy się w bojowym szyku. Ja z przodu, dziewczyny tuż za mną.
 Ciekawe, czy usłyszą?  odezwała się ponownie Lori.
 Zaraz się przekonamy. Candy czyń honory  powiedziała Becky.
       Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Te nowe imiona kompletnie rozwalały mi mózg. Były tak przesadzone, że aż mało wiarygodne. Odwróciłam się i spojrzałam na dzwonek. Wyciągnęłam rękę i biorąc głęboki oddech, nacisnęłam go.
 Jakby co, zmieniamy się w Power Rangers i wchodzimy oknem  rzuciła Becky, a ja i Lori wybuchłyśmy śmiechem.
       Nagle, mimo głośnej muzyki, usłyszeliśmy kroki. Cała nasza trójka, jak na rozkaz wyprostowała się. Wyciągnęłam zaproszenie i włożyłam je między dwa palce lewej ręki. Czekałyśmy.
       W końcu drzwi otworzyły się i buchnął na nas bas. Przed nami stał Calum. Gdy na nas spojrzał, jego twarz zmieniła się. Jego ciemne oczy nieco się powiększyły, a usta lekko rozchyliły.
 Rose?  wydusił, mierząc mnie od góry do dołu.
 Dzięki za zaproszenie  powiedziałam przesłodzonym głosem, wręczając mu zaproszenie. Wziął je, nie odrywając od nas wzroku. Usłyszałam cichy chichot Becky.
 Cieszę się, że wpadłyście. Zapraszam  odparł, przepuszczając nas w drzwiach. 
       Uśmiechnęłam się do niego uśmiechem mówiącym: chłopcze my wiemy, że jesteśmy boskie, i jako pierwsza weszłam do dużego kremowego salonu. Światła były przygaszone, a tłumy kłębiły się przy stołach z jedzeniem i alkoholem. Środek pokoju robił za parkiet i to tam było najwięcej dziewczyn. Odwróciłam się w stronę Lori i Becky, które miały na ustach identyczny uśmiech, co ja. Przedstawienie czas zacząć.
 Czujcie się, jak u siebie  powiedział Calum, w dalszym ciągu badawczo nas obserwując.  No i bawcie się dobrze.
 Och, zamierzamy  odparłam, klapiąc go po ramieniu. Hood uśmiechnął się, a my ruszyłyśmy w głąb pomieszczenia.
 Chodźmy się napić – zaproponowała Becky.  Lori, chcesz pójść na pierwszy ogień?
 Z przyjemnością – powiedziała blondynka, a ja miałam ochotę ryknąć śmiechem. Oczami wyobraźni już widziałam, jakie to będzie komiczne.
       Lori wysunęła się na prowadzenie. My szłyśmy tuż za nią. Zatrzymała się miedzy przyjaźnie wyglądającym blondynem z twarzą dziecka, a brunetem z dłuższymi włosami i dużymi zielonymi oczami. Kiedy chłopaki zorientowali się, że ktoś obok nich stoi, odwrócili się w naszą stronę. Lori spojrzała na nich spod wachlarza idealnie wytuszowanych rzęs i uśmiechnęła się kokieteryjnie.
– Drodzy panowie  zaczęła, a ja poczułam, jak śmiech grzęźnie mi w gardle.  Co polecacie do picia?
 A na co masz ochotę?  odezwał się lekko zachrypniętym głosem brunet.
 Może coś mocniejszego?  ciągnęła Lori.
 To może zaserwuję  spojrzał na mnie i na Becky i przesunął się w bok, byśmy miały więcej miejsca  wam mojego popisowego drinka?  Wymieniłyśmy spojrzenia.
 To do dzieła chłopcze  powiedziała Becky, opierając jedną rękę na biodrze, a brunet uśmiechnął się szeroko.
 Jesteście nowe w Sydney? Nigdy was nie widziałem u Hooda? – zapytał blondyn, kiedy jego kolega zaczął szykować napoje.
– Nie.
 Jaka szkoła?
– Jesteśmy z Kingsford  odpowiedziała Lori, przeciągając ostatnią sylabę.
 Zaraz się skręcę  szepnęła mi do ucha Becky, a ja musiałam zdusić w sobie śmiech. Blondynka grała znakomicie. Nigdy bym nie pomyślała, że ma, aż takie zdolności aktorskie.
 A wy panowie?  ciągnęła Lori.
 Z Sydney Boys High School  odpowiedział blondyn, prostując się.
 Mmm…  zamruczała, a ja poczułam, jak łzy dochodzą mi do oczu.  Sami mężczyźni.  Blondyn rozochocony pokiwał głową.
 Czy wszyscy są takimi dżentelmenami, jak wy?  odezwałam się w końcu, kiedy nieco się uspokoiłam.
 W większości  odpowiedział chłopak, posyłając mi szeroki uśmiech. Odpowiedziałam tym samym.
 Drogie panie  powiedział brunet, podając nam przezroczyste szklanki.  Wasze drinki.  Spojrzałam na jasnego drinka.  Wódka, limonka i sok z limonki, odrobina brązowego cukru i oczywiście lód.
 Wasze zdrowie  odparł blondyn, trzymając identyczną szklankę w dłoni.
 Za miłe towarzystwo  powiedziała Lori i wszyscy stuknęliśmy się naczyniami.

~***~
       Elita z Kingsford okupowała dwie sofy, które znajdowały się w bardzo dobrym miejscu w salonie. Był to ich punkt obserwacyjny, gdyż właśnie stąd był doskonały widok na tańczące panienki, a także na stoły, które nazywali mini barem Hooda. Luke od paru chwil wpatrywał się w gospodarza, który najpierw długo stał przy drzwiach wejściowych, a potem niczym zombie wrócił na swoje miejsce. Usiadł obok.
 Cal? Bo zaraz twoje gały będziemy musieli zbierać z podłogi  powiedział blondyn, pukając go w ramię.
 Co się stało?  zainteresował się Ashton, który siedział na sofie obok.
 Zjawiskowe  odpowiedział Calum, zerkając w stronę stołów.
 Padło ci na mózg  skwitował Luke, chwytając za butelkę z piwem. Dzisiaj postanowił nie pić nic mocniejszego. Po ostatniej imprezie Hooda był ledwo żywy, a przez następne dwa tygodnie nie mógł patrzeć na alkohol.
 Jej  wydusił z siebie Michael, który siedział razem z Ashtonem. Calum, jakby dopiero teraz wyrwał się z tej dziwnej śpiączki. Uśmiechnął się szeroko.
 Niezłe, co?  odezwał się ponownie Hood.
 Co wam…  Ash spojrzał w stronę stolików i zrobił wielkie oczy.  Niezłe, niezłe  zawtórował kumplowi.  Michael weź zamknij buzię, bo zaraz zaczniesz się ślinić.
 Aż miło popatrzeć  pociągnął Clifford.  Podoba mi się ta blondynka.
 To Lori  poinformował go Calum.
 TA Lori? Ta, która pomagała ci…  Ale nie dokończył, widząc kiwającą głowę przyjaciela.  Nie wiedziałem, że z niej taka sztuka!
 Jej, brawo dla ciebie Michael  rzucił Irwin ze śmiechem.
       Luke dopiero teraz podniósł głowę do góry. Spojrzał na kumpli, którzy wpatrywali się w jedno miejsce. Uniósł brwi do góry i powoli odwrócił się w tamtą stronę. Jego błękitne oczy powiększyły się, kiedy natrafił na trzy dziewczyny. Trzy znane mu dziewczyny, które przeszły istną metamorfozę.
       Musiał przyznać Calumowi rację, wyglądały zjawiskowo. Wyróżniały się na tle innych dziewczyn bawiących się na imprezie. Miały zupełnie inny styl, niż reszta. Głownie dominowały tu skąpo ubrane panny, które więcej odsłaniały, niż zakrywały. Minispódniczki, świecące bluzki na prawie niewidzialnych ramiączkach lub prześwitujące sukienki, które odsłaniały bieliznę lub jej brak. One postawiły na pewien rodzaj elegancji i klasę, którą oglądać można w starych filmach. Zwrócił uwagę na ich gesty, które choć były kokieteryjne, to jednak w pewien sposób subtelne. Postawa tej trójki po dłuższej obserwacji mówiła jedno  możemy mieć każdego, ale żadnego nie potrzebujemy. Nic dziwnego, że chłopaki z Sydney Boys High School zwrócili na nie uwagę. Choć z góry było wiadomo, że będą musieli obejść się smakiem.
 Ej, Harper zaraz rozniesie  skomentował ze śmiechem Ashton, a Luke odwrócił się w stronę jej i Angeli. Zaśmiał się pod nosem. Faktycznie dziewczyna wyglądała, jakby dostała przeciążenia mózgu ze złości. Był pewny, że zgrzyta zębami, a jej dłonie zaciskały się w pięści. Blondynka coś do niej szeptała.
– Chyba zobaczyła Rose i jej koleżanki  skomentował Michael.  Czyżby poczuła konkurencję?
       Hemmings zerknął na Caluma, który utkwił surowy wzrok w głównej cheerleaderce. Harper po chwili również spojrzała w ich stronę. Uśmiechnęła się, kiwnęła głową i porwała do tańca, jakiegoś przypadkowego chłopaka.
 I tak ma być  odparł zadowolony Hood, rozsiadając się wygodniej na kanapie.  Żadnych zadym.
       Nagle tuż obok nich zjawił się Harry, który jeszcze przed chwilą okupował stolik z alkoholem i z którym rozmawiała Rosalie i jej kumpele. Z drinkiem w ręku, klapnął obok Clifforda i z szerokim uśmiechem na ustach, pociągnął duży łyk ze szklanki.
 Coś taki zadowolony?  wypalił Ashton.
– Powiem wam, że nie wiedziałem, że w waszej szkole są takie dziewczyny  oznajmił, odgarniając z czoła brązowe kosmyki włosów.
 Jakie?
 Takie inne. Czuje wyzwanie stary. One nie są takie, jak wszystkie. Biorą cię na dystans, przetrzymują i…
 Nie rozpędzaj się tak  rzucił Calum.  Skąd wiesz, że masz u nich szanse?
 Wiem. Widziałem to w ich oczach  odparł triumfalnie.
 A poznałeś, chociaż ich imię? – zapytał Luke, siląc się na powagę.
 Candy, Shugar i Honey  odpowiedział, a na jego twarzy dalej gościł szeroki uśmiech. Chłopaki wymienili spojrzenia i ryknęli śmiechem.
 Powodzenia stary – rzucił Irwin, który prawie dusił się ze śmiechu. 



***
Postanowiłam dodać ten rozdział szybciej, szczególnie, że poprzedni był typową przejściówką. 10-tka wyszła mi długa, dlatego byłam zmuszona podzielić ją na dwie części. W ramach tego, by zachęcić was jeszcze bardziej do przeczytania części drugiej zostawiam wam małe zapowiedzi - fragmenty :D


- Czyli podejmujesz się zadania?- zapytałam, kiedy wstała z miejsca.
- Nie będę ofiarą losu – odparła i odgarnęła z ramion swoje blond włosy.
- O mój Boże, ona naprawdę to zrobi - powiedziała piskliwym głosem Becky i znów zaczęła się śmiać.
***
- Co robicie? – zapytał się Hood, który nagle zainteresował się tym, że stoimy obok nich. Już chciałam się odezwać, kiedy wyprzedziła mnie Lori.
- Szukamy przystojniaków - oznajmiła, a ja zrobiłam wielkie oczy. Becky zachichotała pod nosem.
***
- Lori serio – zaczęłam, wskazując na blondyna. – Ja z nim mieszkam!
- W sumie nie jesteście spokrewnieni - stwierdził Michael. Spiorunowałam go wzorkiem, ale chłopak dzielnie wytrzymał to mordercze spojrzenie.
***
- Masz taką minę, jakbym miał ci przywalić, ale tego nie zrobiłem – skomentował, wpatrując się we mnie. Przekręciłam oczami. – Chamem nie jestem.
- O tym bym podyskutowała - rzuciłam przez ramię i skierowałam się w stronę schodów.

Pozdrawiam i do następnego! :)

#PodJednymDachemFF

14 komentarzy:

  1. Swietny ! Ciesze się ze dodałaś wczesniej <3 i czekam na nexta ,dodaj szybko bo nie moge sie doczekać co tam się wydarzy :*

    OdpowiedzUsuń
  2. O jeju Świetny !!!!! Juz nie moge sie doczekać następnego, czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedna z najlepszych historii jakie kiedykolwiek czytałam. Pozdrawiam i życzę dużo weny. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz nie będę robić nic innego niż myślenie o dalszym ciągu tej historii

    OdpowiedzUsuń
  5. aaaa genialny :D !!
    cudoo<3
    szybciutko następny xd
    ---ANGELA

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny... Zreszta jak każdy rozdział i każde twoje opowiadanie... Nie mogę sie doczekać nexta ☺ dużo weny życzę xdd

    OdpowiedzUsuń
  7. Awww @.@
    Cal i Rose moja ulubiona para jednak ahahahah <3
    Po prostu muszą być razem, idealni :oo

    OdpowiedzUsuń
  8. Mega. Jestem ciekawa dalszej relacji Luka i Rose :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny nie mogę doczekać się następnego mam nadzieje ze pojawi się szybko ♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Rose i dziewczyny, ale także chłopaków :) Calum robi imprezę, więc będzie się działo. Nie powiem, ale Rose pasuje do Hooda ;) ładna z nich by była parka. Zaciekawiłaś mnie jeszcze bardziej tymi zapowiedziami i nie mogę się doczekać kiedy pojawi się nowy rozdział. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy bedzie nastepny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jejestem fanką 5 SOS, ale to się po prostu świetnie czyta. Ja chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń