poniedziałek, 18 maja 2015

S1 - Rozdział 10 cz.1

Oh, Girls just want to have fun


Wszyscy uczniowie w piątek opuszczają szkołę niczym torpedy. Każdy chce, jak najszybciej wydostać się z miejsca edukacji i legalnie rozpocząć weekend, w którym to można wreszcie mocniej wyluzować. Oczywiście, nie wszyscy mają wolne od razu po trzeciej. Takie jednostki, jak szkolna drużyna piłkarska muszą jeszcze odbębnić przymusowy trening. Dlatego, kiedy ja już od dawna siedziałam w domu, Luke dopiero się w nim zjawił.
Znajdowałam się na strychu i malowałam. Przed moimi oczami powstawała powoli łąka, jezioro i chata. Do tego pojawić się miała dziewczyna z psem i mężczyzna siedzący pod drzewem. Ot co taka leśna sielanka. Wiedziałam, że nie skończę tego obrazu dzisiaj, ponieważ umówiłam się z dziewczynami. A sama chciałam się porządnie wyluzować, szczególnie że ostatnio pochłonięta byłam pracą nad dekoracjami dla szkoły.
Jako że nie mam na strychu drzwi, słyszałam krzątających się po domu pozostałych mieszkańców. Na szczęście, w ogóle mi to nie przeszkadzało. Przyzwyczaiłam się do tego, że jest nas więcej, a co za tym idzie, robimy więcej hałasu niż wtedy, kiedy mieszkałam tylko z mamą.
Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi po schodach. Pędzel zatrzymał się parę milimetrów od płótna. Nasłuchiwałam. Ktoś zatrzymał się, a ja powoli odwróciłam się w jego stronę. Na mojej twarzy pojawiło się zdziwienie. Uniosłam lekko brwi. Luke utkwił we mnie błękitne oczy. Odezwał się pierwszy.
— Mam ci coś przekazać. 
Wyciągnął z kieszeni podłużny kawałek papieru. Następnie wszedł wyżej i położył go na końcu poręczy.
— Co to? — wydusiłam, bo widok blondyna na strychu był dla mnie nowością.
— Calum robi imprezę. To zaproszenie dla ciebie. Powiedział, że jak chcesz, to możesz zabrać ze sobą dziewczyny. Nie złapał cię później w szkole, a nie ma do ciebie numeru telefonu. Robię, więc za pośrednika. — Kiwnęłam głową. — Start o dziewiątej. 
Odwrócił się i zszedł po schodach. Po chwili usłyszałam, jak zamyka drzwi od swojego pokoju.
Powoli odłożyłam pędzel. Wytarłam dłonie w leżący na stole ręcznik i podeszłam do poręczy, na którym znajdowało się zaproszenie. Miałam tak powolne ruchy, jakby ta niewinna kartka papieru miała zaraz wybuchnąć. Powoli wzięłam kolorowe zaproszenie w rękę. Był tam adres, informacja o rozpoczęciu imprezy i kto ją organizuje. W mojej poprzedniej szkole przeważnie zaproszenia były ustne, ale jak widać, tu kierowano się innymi zasadami. Z drugiej jednak strony impreza ta była wśród elity, więc wiadomo, że tylko wybrane osoby były tam mile widziane.
Złożyłam zaproszenie na pół, a następnie włożyłam je do kieszeni spodni. Nie miałam zamiaru tam iść. Nie miałam na to największej ochoty. Żadna mi to zabawa wśród tych zacofanych neandertalczyków.


Po szóstej usłyszałam dzwonek. Rodzice w salonie oglądali jakiś film, a Luke niedawno wybył do Caluma. Odstawiłam szklankę na blat i ruszyłam w stronę holu. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
— Jesteście — powiedziałam z uśmiechem.
— Cześć.
Lori i Becky weszły do środka. Od razu zauważyłam, że brunetka jest nie w sosie. Poprosiłam, by na mnie chwilę poczekały, a ja wróciłam do kuchni. Zabrałam przygotowane ze stołu szklanki i napój, a następnie pokierowałam je do góry do mojego pokoju.
— Czujcie się, jak u siebie — rzuciłam, stawiając naczynia na biurku.
Odwróciłam się w ich stronę. Znów przyjrzałam się Becky. Była wkurzona, a z drugiej strony wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać. Wymieniłam szybkie spojrzenie z Lori, która pokiwała głową. Najwidoczniej Becky przeżywała jakiś kryzys. Przez chwilę między nami panowało milczenie, aż w końcu zniecierpliwiona wydusiłam z siebie pytanie.
— Co się stało?
— Pokłóciłam się z Robertem — oznajmiła Becky, podciągając nogi po samą brodę.
Robert był jej chłopakiem i spotykali się od paru miesięcy. Osobiście go nie znałam, ale Lori uznała, że Becky trafiła na toksyczny związek, który już dawno powinien się zakończyć.
— Znowu — zaznaczyła Lori.
— Nie pomagasz — odparłam, podchodząc do dziewczyny.
— To wszystko jego wina — pociągnęła brunetka. — Ciska się o każde gówno! Mam go dość!
— Przywal mu — odparła blondynka.
— Lori! — rzuciłam, ale nie mogłam się oprzeć i uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Entuzjastyczne podejście Lori do życia było zaraźliwe.
— Mam ochotę się napić — stwierdziła Becky.
— Utopić smutki w alkoholu? — zapytałam, a ona pokiwała głową. — Okej...
— Trzeba cię wyciągnąć z tego doła — oznajmiła Lori.
— Dokładnie — poparłam ją i włożyłam ręce do kieszeni.
Pod palcami wyczułam kawałek papieru. Powoli wyciągnęłam go i rozłożyłam. Spojrzałam na zaproszenie od Hooda, o którym kompletnie zapomniałam. I nagle w głowie pojawił mi się genialny pomysł.
— Co? — zapytała Lori, pukając mnie w ramię.
— A co powiecie na imprezę w gronie naszej zacnej elity? — odpowiedziałam, machając zaproszeniem przed ich nosami. — Znając Caluma, to nie będzie nudno.
— Impreza u Hooda? — zainteresowała się Becky.
— Rozerwiemy się — powiedziałam, wstając z miejsca. — Zrobimy się na bóstwo i zawładniemy imprezą!
— Takie femme fatale, które poniewierają facetami — dorzuciła Lori.
— No... nie znałam cię z tej strony! Podoba mi się to!
Obie spojrzałyśmy na Becky. Nie musiałyśmy długo czekać. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i z entuzjazmem pokiwała głową.
— To czas się szykować! — oznajmiłam, podchodząc do garderoby.


Aby zyskać na czasie, postanowiłyśmy, że dziewczyny pożyczą ode mnie ubrania na imprezę. Byłyśmy podobnych gabarytów, więc większych problemów nie było. Postawiłyśmy na sukienki. Miało być seksownie i zmysłowo, ale bez przesady. Dlatego wyciągnęłam wszystko, co się do tego nadawało i cała nasza trójka zaczęła przebierać w wieszakach. Po jakimś czasie każda wybrała coś dla siebie. Większym problemem okazały się buty. A mianowicie buty dla Lori. Okazało się, że dziewczyna ma o rozmiar większą nogę ode mnie i moje szpilki na nią nie pasują.
— Dobra... — pociągnęłam, pukając się palcem w policzek. — To też da się załatwić.
— Jak?
— Wiem. Dajcie mi pięć minut.
Rzuciłam szybko okiem na kreację, którą wybrała blondynka, a następnie w trybie natychmiastowym ulotniłam się z pokoju. Zbiegłam na dół i zatrzymałam się między rodzicami a telewizorem.
— Rosalie, jakbyś nie zauważyła, to my tu oglądamy... 
— Potrzebuję twojej pomocy — rzuciłam szybko, przerywając jej.
— Co się stało?
— Pożyczysz buty? — Mama spojrzała na mnie jak na kosmitkę. — Nie dla mnie, dla Lori.
— Wybieracie się gdzieś? — dopytała.
— Na imprezę do Caluma.
— To tam, gdzie Luke? — zapytała Dana.
— Dokładnie. Widzę impreza na spontanie — odparł mężczyzna ze śmiechem.
— To pożyczysz?
— Jasne.
— Jesteś ekstra.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę schodów. Wleciałam na górę i wparowałam do sypialni rodziców, która utrzymana była w odcieniach granatu i szarości. Doskoczyłam do garderoby i otworzyłam ją. Następnie szybko zaczęłam szperać po kartonach, w których mama przetrzymywała buty. W końcu znalazłam czarne szpilki. Razem z nimi opuściłam pokój i wróciłam do siebie.
— Mam! — oznajmiłam z uśmiechem, machając butami, jak zdobyczą. — Zobacz, czy pasują.
Lori powoli włożyła buty, a potem uniosła kciuk.
— Idealnie leżą.
— To załatwione.
— Dziewczyny, musimy się pospieszyć — powiedziała Becky, zerkając na zegarek.
— To ubierać się! — zarządziłam.
Lori i Becku zaczęły szybko zrzucać z siebie ubrania. Ja po chwili zrobiłam to samo. Wcisnęłam się w czerwoną sukienkę bez ramiączek. Była dopasowana w talii i lekko rozszerzana na dole. Sięgała mi przed kolano. W pasie miała ozdobny, czarny pasek z niewielkimi cekinami. Becky postawiła na małą czarną, z grubymi ramiączkami i bardziej wyciętym dekoltem, a Lori na sukienkę w kolorze butelkowej zieleni, bez ramiączek, lekko pum-piastą na dole.
— Masz tatuaż! — zawołała blondynka, wskazując mnie palcem.
— Nie jeden — odparłam, odwracając się do nich tyłem. Na łopatkach miałam wytatuowane skrzydła i napis.
If you belive... You can fly — przeczytała Becky. — Niezłe. Co masz jeszcze?
— Fikuśny wzorek na dole pleców i na kostce gwiazdki. 
Odwróciłam nogę i pokazałam rząd czarnych gwiazd, które zaczynały się od śródstopia, a kończyły powyżej kostki. Dziewczyny spojrzały na mnie z uśmiechem i lekkim zaskoczeniem. 
— Mam wyluzowanego ojca. To on podpisał mi zgodę na te tatuaże i poszedł ze mną do studia.
— A mama? — zapytała Lori.
— Dostała szału — odparłam ze śmiechem. — Ale już się do nich przyzwyczaiła. Ten na kostce zrobiłam trzy miesiące temu. Łopatki i plecy trochę dawniej.
— Rose, ty buntowniku — rzuciła Becky.
— Ale mniejsza o moje tatuaże — odparłam, machając ręką. — Czas na fryzury i makijaże.


Zgodnie z pomysłem Lori, miałyśmy wcielić się w femme fatale. Dlatego postawiłyśmy na mocne podkreślenie oczu w ciemnych kolorach i mocno czerwone usta. Becky dla zabawy dorysowała sobie pieprzyk nad górną wargą. Oprócz tego obwiesiłam dziewczyny biżuterią, choć bez przesady. Nie chciałyśmy dzwonić i świecić się z daleka.
Na samym końcu zabrałyśmy się za włosy. Przytargałam z łazienki wszystkie niezbędne do tego rzeczy i każda każdej zaczęła tworzyć coś na głowie. Becky zachciało się koka. Podjęłam się tego zadania. Upięłam jej włosy, a grzywkę i lewą część fryzury lekko zafalowałam za pomocą prostownicy. Była to stylizacja na lata dwudzieste, ale akurat jej to idealnie pasowało. Natomiast Becky zrobiła Lori fryzurę na gwiazdę z Hollywood, prostując i skręcając nieco kosmyki. Ja dostałam uczesanie w postaci idealnie prostych włosów, o które postarała się Lori.
Zabawa ze wcielaniem się w kogoś, kim nie jesteśmy, pochłonęła nas na tyle, że Becky zaczęła wymyślać nam zastępcze imiona. Dodatkowo postawiłyśmy na kokieteryjne gesty i zachowanie, które miało być w całości przerysowane. No cóż... Miała to być czysta parodia i totalna zabawa. Ale dzięki temu Becky wyluzowała i przestała myśleć o tym całym Robercie.
— Rose, ty jesteś Candy — powiedziała Becky, wskazując mnie palcem. — Lori, ty będziesz Shugar. A ja...
— Mayonnaise? — rzuciła blondynka i obie zaczęłyśmy się śmiać.
— Co ty... Musi pasować do reszty. Hmm...
— Honey. Też na słodko.
— Pasuje.
— Brzmią, jak imiona dla jakiś tanich panienek z burdelu — oznajmiła Lori.
— Jak się bawić, to po całości- odparła Becky. — A i nie zapominajcie o naszych ustalonych ruchach.
— Jasna sprawa — rzuciłam. — Idziemy!


Dan był na tyle uprzejmy, że podrzucił nas do Hooda. Budynek był duży, biały, z kwadratowymi oknami z czarnymi wstawkami. Z domu dochodziła dudniąca muzyka. Cała nasza trójka spoglądała na niego, jak na paszczę lwa, która zaraz miała nas pochłonąć. Z drugiej jednak strony nasze przygotowania i dodana do tego zabawa, nie pozwoliła nam na żadne tchórzostwo.
— Pamiętacie, co ustaliłyśmy? — zapytała Lori.
— Jasne. Trzymamy się planu, Shugar — odparłam ze śmiechem. Blondynka zachichotała pod nosem.
— Przyjmijcie postawy i zaczynajmy ten cyrk — zarządziła Lori.
Kiwnęłyśmy głowami i ruszyłyśmy w stronę drzwi. Tuż przed nimi, ustawiłyśmy się w bojowym szyku. Ja z przodu, dziewczyny za mną.
— Ciekawe, czy usłyszą? — odezwała się ponownie Lori.
— Zaraz się przekonamy. Candy, czyń honory — powiedziała Becky.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Te nowe imiona kompletnie rozwalały mi mózg. Były tak przesadzone, że aż mało wiarygodne. Odwróciłam się i spojrzałam na dzwonek. Wyciągnęłam rękę i biorąc głęboki wdech, nacisnęłam go.
— Jakby co, zmieniamy się w Power Rangers i wchodzimy oknem — rzuciła Becky, a ja i Lori wybuchłyśmy śmiechem.
Nagle, mimo głośnej muzyki, usłyszeliśmy kroki. Jak na rozkaz, wyprostowałyśmy się. Wyciągnęłam zaproszenie i włożyłam je między dwa palce lewej ręki. Czekałyśmy.
W końcu drzwi otworzyły się i buchnął na nas bas. Przed nami stał Calum. Gdy na nas spojrzał, jego twarz się zmieniła. Jego ciemne oczy nieco się powiększyły, a usta lekko rozchyliły.
— Rose? — wydusił, mierząc mnie od góry do dołu.
— Dzięki za zaproszenie — powiedziałam przesłodzonym głosem, wręczając mu zaproszenie. 
Wziął je, nie odrywając od nas wzroku. Usłyszałam cichy chichot Becky.
— Cieszę się, że wpadłyście. Zapraszam — odparł, wpuszczając nas do środka.
Uśmiechnęłam się do niego uśmiechem mówiącym: chłopcze my wiemy, że jesteśmy boskie, i jako pierwsza weszłam do dużego, kremowego salonu. Światła były przygaszone, a tłumy kłębiły się przy stołach z jedzeniem i alkoholem. Środek pokoju robił za parkiet i to tam było najwięcej dziewczyn. Odwróciłam się w stronę Lori i Becky, które miały na ustach identyczny uśmiech, co ja. Przedstawienie czas zacząć.
— Czujcie się, jak u siebie — powiedział Calum, w dalszym ciągu badawczo nas obserwując. — No i bawcie się dobrze.
— Och, zamierzamy — odparłam, klapiąc go po ramieniu. 
Hood uśmiechnął się, a my ruszyłyśmy w głąb pomieszczenia.
— Chodźmy się napić — zaproponowała Becky. — Lori, chcesz pójść na pierwszy ogień?
— Z przyjemnością — powiedziała blondynka, a ja miałam ochotę ryknąć śmiechem. Oczyma wyobraźni już widziałam, jakie to będzie komiczne.
Lori wysunęła się na prowadzenie. My szłyśmy tuż za nią. Zatrzymała się miedzy przyjaźnie wyglądającym blondynem z twarzą dziecka, a brunetem z dłuższymi włosami i dużymi, zielonymi oczami. Kiedy chłopaki zorientowali się, że ktoś obok nich stoi, odwrócili się. Lori spojrzała na nich spod wachlarza idealnie wytuszowanych rzęs i uśmiechnęła się kokieteryjnie.
— Drodzy panowie — zaczęła, a ja poczułam, jak śmiech grzęźnie mi w gardle. — Co polecacie do picia?
— A na co macie ochotę? — odezwał się brunet, lekko zachrypniętym głosem.
— Może coś mocniejszego? — pociągnęła Lori.
— To może zaserwuję — spojrzał na mnie i na Becky i przesunął się w bok, byśmy miały więcej miejsca — wam mojego popisowego drinka? — Wymieniłyśmy spojrzenia.
— To do dzieła, chłopcze — powiedziała Becky, opierając jedną rękę na biodrze. Chłopak uśmiechnął się szeroko.
— Jesteście nowe w Sydney? Nigdy was nie widziałem u Hooda? — zapytał blondyn, kiedy jego kolega zaczął szykować napoje.
— Nie.
— Jaka szkoła?
— Jesteśmy z Kingsford — odpowiedziała Lori, przeciągając ostatnią sylabę.
— Zaraz się skręcę — szepnęła mi do ucha Becky, a ja musiałam zdusić w sobie śmiech. Blondynka grała znakomicie. Nigdy bym nie pomyślała, że ma, aż takie zdolności aktorskie.
— A wy panowie? — pociągnęła Lori.
— Z Sydney Boys High School — odpowiedział blondyn, prostując się.
— Mmm... — Zamruczała, a ja poczułam, jak łzy nachodzą mi do oczu. — Sami mężczyźni. — Blondyn rozochocony pokiwał głową.
— Czy wszyscy są takimi dżentelmenami jak wy? — odezwałam się w końcu, kiedy nieco się uspokoiłam.
— W większości — odpowiedział chłopak, posyłając mi szeroki uśmiech. Odpowiedziałam tym samym.
— Drogie panie — powiedział brunet, podając nam przezroczyste szklanki. — Wasze napoje. — Spojrzałam na jasnego drinka. — Wódka, limonka i sok z limonki, odrobina brązowego cukru i oczywiście lód.
— Wasze zdrowie — odparł blondyn, trzymając identyczną szklankę w dłoni.
— Za miłe towarzystwo — powiedziała Lori i wszyscy stuknęliśmy się naczyniami.


~***~
Elita z Kingsford okupowała dwie sofy, które znajdowały się w bardzo dobrym miejscu w salonie. Był to ich punkt obserwacyjny, gdyż właśnie stąd był doskonały widok na tańczące dziewczyny, a także na stoły, które nazywali mini barem Hooda. Luke od paru chwil wpatrywał się w gospodarza, który najpierw długo stał przy drzwiach wejściowych, a potem niczym zombie wrócił na miejsce. Usiadł obok.
— Cal? Bo zaraz twoje gały będziemy musieli zbierać z podłogi — powiedział blondyn, pukając go w ramię.
— Co się stało? — zainteresował się Ashton, który siedział na sofie obok.
— Zjawiskowe — odpowiedział Calum, zerkając w kierunku stołów.
— Padło ci na mózg — skwitował Luke, chwytając za butelkę z piwem.
Dzisiaj postanowił nie pić nic mocniejszego. Po ostatniej imprezie u Hooda był ledwo żywy, a przez następne dwa tygodnie nie mógł patrzeć na alkohol.
— Wow — wydusił Michael, który siedział razem z Ashtonem. Calum, jakby dopiero teraz wyrwał się z tej dziwnej śpiączki. Uśmiechnął się szeroko.
— Niezłe co? — odezwał się ponownie Hood.
— Co wam... — Ash spojrzał w stronę stolików i zrobił wielkie oczy. — Niezłe, niezłe — zawtórował kumplowi. — Michael, weź zamknij buzię, bo zaraz zaczniesz się ślinić.
— Aż miło popatrzeć — pociągnął Clifford. — Podoba mi się ta blondynka.
— To Lori — poinformował go Calum.
— Ta Lori? Ta, która pomagała ci... — Ale nie dokończył, widząc przyjaciela, który kiwał głową. — Nie wiedziałem, że z niej taka sztuka!
— No brawo dla ciebie, Michael — rzucił Irwin ze śmiechem.
Luke dopiero teraz podniósł głowę. Spojrzał na kumpli, którzy wpatrywali się w jedno miejsce. Uniósł brwi i powoli odwrócił się w tamtą stronę. Jego błękitne oczy powiększyły się, kiedy natrafił na trzy dziewczyny. Trzy znane mu dziewczyny, które przeszły istną metamorfozę.
Musiał przyznać Calumowi rację, wyglądały zjawiskowo. Wyróżniały się na tle innych dziewczyn bawiących się na imprezie. Miały zupełnie inny styl niż reszta. Głownie dominowały tu skąpo ubrane panny, które więcej odsłaniały, niż zakrywały. Minispódniczki, świecące bluzki na prawie niewidzialnych ramiączkach lub prześwitujące sukienki, które odsłaniały bieliznę lub jej brak. One postawiły na pewien rodzaj elegancji i klasę, którą oglądać można w starych filmach. Zwrócił uwagę na ich gesty, które, choć były kokieteryjne, to jednak w pewien sposób subtelne. Postawa tej trójki po dłuższej obserwacji mówiła jedno — możemy mieć każdego, ale żadnego nie potrzebujemy. Nic dziwnego, że chłopaki z Sydney Boys High School zwrócili na nie uwagę. Choć z góry było wiadomo, że będą musieli obejść się smakiem.
— Ej, Harper zaraz rozniesie — skomentował ze śmiechem Ashton, a Luke odwrócił się w stronę jej i Angeli. 
Zaśmiał się cicho pod nosem. Faktycznie dziewczyna wyglądała, jakby dostała przeciążenia mózgu ze złości. Był pewny, że zgrzytała zębami, a jej dłonie zaciskały się w pięści. Blondynka coś do niej szeptała.
— Chyba zobaczyła Rose i jej koleżanki — skomentował Michael. — Czyżby poczuła konkurencję?
Hemmings zerknął na Caluma, który utkwił surowy wzrok w głównej cheerleaderce. Harper po chwili również spojrzała w ich kierunku. Uśmiechnęła się, kiwnęła głową i porwała do tańca jakiegoś przypadkowego chłopaka.
— I tak ma być — odparł zadowolony Hood, rozsiadając się wygodniej na kanapie. — Żadnych zadym.
Nagle tuż obok nich zjawił się Harry, który jeszcze przed chwilą okupował stolik z alkoholem i z którym rozmawiała Rosalie i jej kumpele. Z drinkiem w ręku, klapnął obok Clifforda i z szerokim uśmiechem na ustach, pociągnął duży łyk ze szklanki.
— Coś taki zadowolony? — wypalił Ashton.
— Powiem wam, że nie wiedziałem, że w waszej szkole są takie dziewczyny — oznajmił, odgarniając z czoła ciemne kosmyki włosów.
— Jakie?
— Takie inne. Czuje wyzwanie, stary. One nie są takie jak wszystkie. Biorą cię na dystans, przetrzymują i...
— Nie rozpędzaj się tak — rzucił Calum. — Skąd wiesz, że masz u nich szanse?
— Wiem. Widziałem to w ich oczach — odparł triumfalnie.
— A poznałeś, chociaż ich imiona? — zapytał Luke, siląc się na powagę.
— Candy, Shugar i Honey — odpowiedział, a na jego twarzy dalej gościł szeroki uśmiech. Chłopaki wymienili spojrzenia i ryknęli śmiechem.
— Powodzenia, stary — rzucił Irwin, który prawie dusił się ze śmiechu.



***
Postanowiłam dodać ten rozdział szybciej, szczególnie, że poprzedni był typową przejściówką. 10-tka wyszła mi długa, dlatego byłam zmuszona podzielić ją na dwie części.

Pozdrawiam i do następnego! :)

#PodJednymDachemFF

14 komentarzy:

  1. Swietny ! Ciesze się ze dodałaś wczesniej <3 i czekam na nexta ,dodaj szybko bo nie moge sie doczekać co tam się wydarzy :*

    OdpowiedzUsuń
  2. O jeju Świetny !!!!! Juz nie moge sie doczekać następnego, czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedna z najlepszych historii jakie kiedykolwiek czytałam. Pozdrawiam i życzę dużo weny. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz nie będę robić nic innego niż myślenie o dalszym ciągu tej historii

    OdpowiedzUsuń
  5. aaaa genialny :D !!
    cudoo<3
    szybciutko następny xd
    ---ANGELA

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny... Zreszta jak każdy rozdział i każde twoje opowiadanie... Nie mogę sie doczekać nexta ☺ dużo weny życzę xdd

    OdpowiedzUsuń
  7. Awww @.@
    Cal i Rose moja ulubiona para jednak ahahahah <3
    Po prostu muszą być razem, idealni :oo

    OdpowiedzUsuń
  8. Mega. Jestem ciekawa dalszej relacji Luka i Rose :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny nie mogę doczekać się następnego mam nadzieje ze pojawi się szybko ♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Rose i dziewczyny, ale także chłopaków :) Calum robi imprezę, więc będzie się działo. Nie powiem, ale Rose pasuje do Hooda ;) ładna z nich by była parka. Zaciekawiłaś mnie jeszcze bardziej tymi zapowiedziami i nie mogę się doczekać kiedy pojawi się nowy rozdział. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy bedzie nastepny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jejestem fanką 5 SOS, ale to się po prostu świetnie czyta. Ja chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń