niedziela, 24 maja 2015

S1 - Rozdział 10 cz.2

Good Girls are Bad Girls


— Oczywiście, że tak — powiedziałam z pewnością w głosie. 
Siedziałyśmy na niewielkiej kanapie, która znajdowała się obok obszernej, domowej biblioteczki, na której głównie dominowały książki z dziedziny popularnonaukowej lub prawnej. Byłyśmy po kilku drinkach i nasza rozmowa zeszła na filmy i Nagrody Akademii Filmowej.
— Colin Firth nie dostał Oscara.
— Ależ tak. Za rolę w Jak zostać królem — pociągnęłam, a Lori szybko pokręciła głową. Drink w jej szklance zakołysał się, a ona upiła niewielki jego łyk.
— Coś ci się chrzani — skwitowała, uparcie trzymając się swojego zdania.
— Załóżcie się — odezwała się Becky. Obie spojrzałyśmy na nią. — No co? Załóżcie się o coś. Ta, która przegra, będzie musiała wykonać zadanie tej drugiej.
— Czyli mała rywalizacja — odparła Lori, wlepiając we mnie brązowe oczy.
— Tchórzysz? — zapytałam, unosząc jedną brew, co wywołało u nich śmiech.
— Wchodzę w to — powiedziała blondynka z pewnością w głosie, wyciągając rękę w moją stronę. Chwyciłam za nią. — Zakładamy się. Ja w dalszym ciągu trzymam się tego, że Colin Firth nie dostał Oscara.
— Ja wręcz przeciwnie. Dostał. Dostał też Złotego Globa.
— Dobra, uwaga... Przecinam! — krzyknęła kumpela i swoją dłonią przerwała nasze ręce.
— Sprawdzaj — rzuciła Lori do Becky, która wyciągnęła telefon.
Zaczęła szybko stukać w ekran, a ja ledwo nadążyłam za jej zręcznymi palcami. Wiedziałam, że mam rację, więc z niecierpliwością czekałam na rozczarowaną minę Lori. Becky westchnęła i spojrzała najpierw na mnie, a potem na nią.
— Dostał Oscara i Złotego Globa.
— Kurwa — syknęła blondyna, a ja zaczęłam się śmiać. — Byłam pewna, że nie!
— Peszek — odparłam, klapiąc ją po ramieniu. — Będzie zadanie.
— Ale... — wtrąciła się Becky. — Jeśli stchórzysz i tego nie wykonasz, to w szkole na twojej szafce w poniedziałek zawiśnie kartka z informacją, że jesteś ofiarą losu.
— Zgoda — powiedziała zrezygnowana. — Co dla mnie masz?
— Pomyślmy? — odparłam teatralnie i popukałam się palcem po policzku. 
Wzrokiem namierzyłam stojącego niedaleko Michaela. Uśmiechnęłam się pod nosem, a następnie powoli odwróciłam się do przegranej.
— Jezu... już się boję — mruknęła.
— Zatańcz iście erotyczny taniec z Cliffordem.
Becky ryknęła śmiechem, tak że kilka stojących niedaleko nas osób spojrzało na nas z nieukrywaną ciekawością. Lori wytrzeszczyła oczy, a ja myślałam, że skręcę się na widok jej miny.
— To cios poniżej pasa — skwitowała, podnosząc szklankę do ust. — Potrzebuję więcej alkoholu.
Wyzerowała drinka, a następnie wyrwała mi szklankę z ręki i wypiła duszkiem mojego. Ja i Becky wymieniłyśmy szybko spojrzenia i zaczęłyśmy cicho i niekontrolowanie chichotać.
— Czyli podejmujesz się zadania? — zapytałam, kiedy wstała z miejsca.
— Nie będę ofiarą losu — odparła i odgarnęła z ramion blond włosy.
— O mój Boże, ona naprawdę to zrobi — powiedziała piskliwym głosem Becky i znów zaczęła się śmiać.
Lori wyprostowała się i ruszyła pewnym krokiem w stronę Clifforda. Zatrzymała się przy nim. Wyszeptała mu coś na ucho, a chłopak pokiwał głową. Znów zaczęła coś do niego mówić i lekko gestykulować. Michael odpowiedział z uśmiechem i ku naszej uciesze, poprowadził Lori w stronę parkietu.
Myślałam, że ja i Becky spadniemy z kanapy na widok tej tańczącej dwójki. Lori dwoiła się i troiła, aby wyglądać przekonująco, ale co jakiś czas ona i Michael wybuchali śmiechem. Wiła się obok niego, dotykała go, a kiedy zjechała w dół, opierając się o jego nogi, dostałam ataku głupawki.
— Poryczałam się — powiedziała Becky, wycierając drżącymi rękami kąciki oczu.
Muzyka się zmieniła, a Lori podziękowała Michaelowi i szybkim korkiem wróciła do nas. Klapnęła obok mnie i wyrwała z ręki drinka Becky. Wypiła go prawie całego, a następnie spojrzała na mnie.
— Zadowolona?
— Zaliczone — powiedziałam z uśmiechem.
— Myślałam, że padnę na zawał — odparła, opierając się o moje ramię.
— Nie był zdziwiony — oznajmiła Becky. — On jakby wiedział.
— Bo co miałam zrobić? — jęknęła Lori. — Przyznałam się, że przegrałam zakład i muszę z nim zatańczyć. Na szczęście Clifford nie jest sztywniakiem i powiedział, że pomoże zaliczyć zadanie.
— Cóż za odwaga — odparłam, kiwając głową.
— Ale to i tak było żenujące — skwitowała Lori.
— Oj, było — rzuciła Becky i znów zaczęła się śmiać.
Ja i blondynka wymieniłyśmy spojrzenia i uśmiechnęłyśmy się lekko do siebie. Plan imprezy, by wyciągnąć Becky z dołka, szedł dobrze, mimo że musiałyśmy robić z siebie kretynki. Ale jak się bawić, to na całego, nie?


~***~
Michael wrócił do chłopaków, którzy okupywali stolik z alkoholem. Calum robił za barmana i polewał wszystkim. Wszystkim oprócz Luke'a, który w dalszym ciągu pociągał piwo z butelki. Zatrzymał się tuż obok Irwina, który poklepał go po plecach.
— Myślałem, że zaraz zaczniecie się rozbierać — skomentował Hood.
— Lori przegrała zakład — oznajmił Clifford. — A ja...
— Po prostu nie mogłeś się oprzeć, by jej nie pomóc — odpowiedział za niego Luke.
— Dokładnie. W takim wydaniu, no... pociąga mnie. Nic na to nie poradzę — powiedział, wzruszając ramionami. — Ale najlepsze jest to, że zadanie wymyśliła jej Rose.
— Czyli twoja Rose — zaczął Irwin, a Luke spojrzał na niego jak na kosmitę.
— Nie jest moja — odparł szybko.
— Nie to miałem na myśli — rzucił Ashton. — Chodziło mi o to, że Rose nie jest chyba, aż tak grzeczną dziewczynką, za jaką ją mieliśmy.
— Ma tatuaże — dodał Calum, a chłopaki spojrzeli na niego z ciekawością. — Nie widzieliście? — Pokręcili głowami. — Na plecach i kostce.
— Dobra dziewczyna zmienia się w złą dziewczynkę. Uważaj w nocy, Luke — zaczął Ashton ze śmiechem. — Bo sobie nagrabisz i cię wypatroszy!
— Urwie ci głowę — rzucił Michael, pukając Luke'a w plecy. — Ale wiedz, że cię lubiliśmy. Byłeś naprawdę dobrym przyjacielem.
— Matko — wydusił z siebie Hemmings i zaczął się śmiać.
— Kolejeczka? — zaproponował Calum, a chłopaki ochoczo pokiwali głowami.
Luke odstawił pustą butelkę na stół. Złapał za całą, którą pod nos podsunął mu Hood. Następnie ukradkiem zerknął w stronę dziewczyny, o której przed chwilą rozmawiali. Była inna. Była inna w towarzystwie innych osób. Śmiałą się, żartowała i potrafiła się bawić. Kiedy jednak miała styczność z nimi, zmieniała się w prawdziwą zołzę. W sumie po ich relacji nie oczekiwał niczego innego. Oboje działali sobie na nerwy i potrzeba by było cudu, aby coś się w tej kwestii zmieniło. Aby zaczęli traktować się normalnie.


~***~
— Ale się uwzięłyście — skwitowała Becky, kiedy po dwóch kolejnych drinkach, znów powrócił temat filmów. Tym razem sprzeczałyśmy się o produkcję pod tytułem Czarny Łabędź.
— Nie masz racji — pociągnęła Lori, kręcąc szybko głową. — To Natalie Portman grała tam główną rolę!
— To była Keira Knightley w stu procentach!
— Może masz na myśli inny film, bo na pewno nie ten — odparła blondynka.
— Nie chcecie się jeszcze raz założyć? Z chęcią zobaczę, jak jedna z was się kompromituje — rzuciła kumpela ze śmiechem.
— Zajebiste podejście, Becky — skwitowałam, przekręcając oczami.
— Dobry pomysł — poparła ją Lori.
— Czyli jesteś, aż tak pewna swojego? — pociągnęłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Blondynka pokiwałam głową z uśmiechem. — Okej. Wchodzę w to.
— O tak! — zawołała zadowolona Becky. — Zakładajcie się.
— Obstawiam, że to Natalie Portman grała główną rolę w Czarnym Łabędziu — powiedziała jednym tchem blondynka.
— A ja uważam, że była to Keira Knightley — odparłam, podając jej rękę. Lori wyciągnęła swoją.
— Zasady takie same, jak wcześniej — powiedziała Becky, a my przytaknęłyśmy. — Przecinam. 
I przerwała swoją dłonią nasze ręce. Następnie złapała za telefon i znów zaczęła szybko stukać palcami w ekran. – O... Jak mi przykro.
— Co? — zapytała Lori. — Nie pierdol, że to była Keira!
— Nie. To była Natalie Portman — odparła Becky, spoglądając na mnie.
— Kurwa — syknęłam.
— W sumie są do siebie nieco podobne. Odrobinę — powiedziała Lori.
— Weź mnie nie denerwuj — prychnęłam pod nosem.
— Będzie zadanie! — odparła Lori, zacierając ręce.
— Bądź dla mnie miła — jęknęłam, patrząc na nią błagalnie.
— Oj, będę — powiedziała blondynka z uśmiechem. — Już wiem.
— Matko — mruknęłam, zasłaniając oczy. — Chyba nie chcę wiedzieć. — Zerknęłam na dziewczynę zza palców. — No mów!
— Dwie kolejeczki tequili.
— I tyle? 
Ale szybko pożałowałam tego pytania, bo blondynka pokręciła głową.
— Wypite bez użycia rąk. — Uniosłam brwi. — Tak, jak to robią na filmach lub w tych durnych reality show.
— Czyli, że jak? — zapytałam, aby bardziej skonkretyzowała zadanie, bo nie ukrywam, ale nieco mnie zakręciła.
— Ty masz dwie kolejki, więc potrzebujemy minimum dwóch przystojniaków — zaczęła, a ja wytrzeszczyłam oczy. — Jeden będzie trzymał w ustach limonkę, a drugi na szyi pozwoli się posypać solą...
— Chyba ci padło na mózg — skomentowałam, co wywołało u Becky kolejny wybuch śmiechu. — I ja ma to z niego...
— Dokładnie.
— Ja pierdole — syknęłam pod nosem.
— Chłopaków wybieram ci ja — pociągnęła dalej Lori.
— Wiesz... zawsze możesz wybrać opcję z karteczką na szafce — dodała Becky.
Przeanalizowałam to szybko i napis: ofiara losu na szafce nie wchodził w grę. Nie dość, że nadal miałam etykietkę nowej, to jeszcze dowalę sobie w taki sposób. Dodatkowe wytykanie palcami gwarantowane.
— Nigdy w życiu. Wolę pić tequilę na posranych zasadach Lori — powiedziałam, a blondynka się zaśmiała.
— To do dzieła!
Cała nasza trójka wstała z miejsca i skierowała się w stronę stołów z alkoholem. W duchu modliłam się, by Hood nie miał więcej tequili, którą wcześniej widziałam. Niech ktoś ją szybko wypije, wyniesie lub nawet zbije. Choć z drugiej strony Lori mogła wymyślić mi coś znacznie gorszego.
Idąc w kierunku stołów, zauważyłam stojącą tam męską część elity. Wśród chłopaków brakowało Ryana, który parę minut wcześniej wyszedł gdzieś z jakąś brunetką, której nigdy wcześniej nie widziałam. Postanowiłam przyjąć postawę osoby pewnej siebie, a nie tchórza.
Zatrzymałyśmy się przy stole. Lori się rozejrzała. Następnie złapała za butelkę tequili i z triumfem na twarzy spojrzała na mnie. Przekręciłam oczami. Pragnęłam mieć to szybko za sobą. Wiedziałam, że jest to jej mała zemsta za taniec z Michaelem i musiałam przyjąć to na przysłowiową klatę.
— Kieliszki potrzymam ja — powiedziała. — Becky, będziesz je łapać.
— Zgoda.
— Co robicie? — zapytał Hood, który nagle zainteresował się tym, że stoimy obok nich. Już chciałam się odezwać, kiedy wyprzedziła mnie Lori.
— Szukamy przystojniaków — oznajmiła, a ja zrobiłam wielkie oczy. Becky zachichotała pod nosem.
— Czterech wystarczą? — zapytał Irwin, wskazując na siebie i swoją bandę. 
Blondynka zmierzyła ich wzrokiem — gdyby to był ktoś inny, to pewnie parsknęłabym śmiechem, na widok jej miny. Jednak byli to oni, a ja bardzo nie chciałam, by wzięli w tym udział.
— Nadajecie się — odparła, a spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
— Rose — zagadał Luke — przegrany zakład?
— Ty się... 
Ale nie dokończyłam, bo Becky zasłoniła mi usta ręką, tak że prawie ledwo ustałam na szpilkach. Chłopaki zaczęli się śmiać, a Lori zerknęła na nich przepraszającym wzrokiem.
— Ona już będzie grzeczna — zapewniła brunetka. 
Puściła mnie, a ja odgarnęłam z twarzy rude włosy. Poprawiłam sukienkę i spojrzałam na nich, starając się zachować spokój.
— Tak, przegrany zakład — odpowiedziałam Hemmingsowi, siląc się na normalny ton.
— Rose musi napić się tequili — powiedziała Lori, wskazując mnie palcem. — Tak jak w filmach.
— Czyli coś, jak limonka w ustach i te sprawy? — zapytał Irwin.
— Dokładnie tak — odparła, zadowolona ze swojego genialnego planu.
— Dobra — odezwał się Michael. — Ja w to wchodzę...
— Wykorzystamy was wszystkich — pociągnęła blondynka. — Trzeba was ustawić i... Calum, ty i Michael będziecie od soli.
— Zaraz mnie skręci — jęknęłam.
— Luke i Ash... stańcie tutaj. Weźcie po jednej limonce i...
— Lori, serio? — zaczęłam, wskazując Hemmingsa. — Ja z nim mieszkam!
— W sumie nie jesteście spokrewnieni — stwierdził Michael. Spiorunowałam go wzorkiem, ale chłopak dzielnie wytrzymał to mordercze spojrzenie.
— W sumie on ma racje — poparła go Lori. Zerknęłam na nią jak na wariatkę.
— Moglibyście nawet ze sobą... — dodał Clifford.
— Nie dokańczaj! — krzyknęłam razem z Lukiem.
— Ale jesteście nadpobudliwi na swoim punkcie — skomentowała Becky. — Zróbmy to w końcu.
— Tak więc wracając do ustawienia — zaczęła znowu Lori, a ja miałam ochotę stamtąd uciec. — Luke i Ash wy macie po limonce i staniecie obok mnie. Ustawimy się w rządku, co by Rose było łatwiej wykonać zadanie. Becky, ty z tej strony. Będziesz łapać kieliszki. — Lori spojrzała na szyk, który zaczął powstawać. — Idealnie. Teraz Calum i Michael. Nasypię wam trochę soli. Nie możecie się ruszać, bo to wszystko pospada.
— Jasne jak słońce — odparł Hood, który zdążył przyszykować dwa kieliszki z tequilą. 
Lori podeszła do nich i nasypała im sól. Następnie złapała za kieliszki i wcisnęła się między Becky a chłopaków.
— Rose, gotowa?
— Chyba bardziej nie będę — powiedziałam zrezygnowanym tonem.
— To zaczynaj. Im szybciej to zrobisz, tym szybciej będziesz mieć to za sobą — odparła Lori.
Kiwnęłam głową i podeszłam do Michaela. Oparłam ręce na jego ramionach i się przybliżyłam. Językiem zebrałam sól z jego skóry, a następnie dotarłam do Lori. Nachyliłam się i złapałam ustami za kieliszek, który pociągnęłam do góry.
— Dalej, Rose! — dopingowała mnie blondynka.
Kieliszek wyplułam w ręce Becky i przeszłam do kolejnej osoby. Spojrzałam w brązowe oczy Irwina i szybko się nachyliłam. Starałam się nie dotknąć jego ust swoimi i na szczęście to mi się udało. Złapałam za limonkę i wgryzłam się w nią, czując jej smak, który rozchodził się po języku.
— Ostatnia runda! — zakomunikowała mi Becky.
— Do dzieła, Rose!
Usłyszałam śmiech chłopaków i chichot dziewczyn. Podeszłam do Caluma i tak jak poprzednio, zaasekurowałam się o jego ramiona. Zebrałam językiem sól i się wyprostowałam. Puściłam mu zalotnie oczko, na co Clifford zareagował głośnym: o!
Ponownie nachyliłam się przy Lori i chwyciłam ustami za kieliszek z alkoholem. Wypiłam go, a naczynie wyplułam w puste ręce Becky. Zrobiłam krok w bok i spojrzałam na blondyna. Przynajmniej dzięki tej limonce nie mógł się odzywać, więc dobre i to.
Podeszłam bliżej, zachwiałam się i złapałam go za ramiona. Przybliżyłam twarz do jego twarzy. Nie mogłam zamknąć oczu, bo musiałam namierzyć tę cholerną limonkę, a błękitne tęczówki Luke'a wpatrywały się we mnie z ciekawością. Złapałam za owoc, delikatnie dotykając warg Hemmingsa swoimi ustami. Kiedy miałam swoją zdobycz, odsunęłam się od niego raptownie. Nieco cmokając, wyssałam z limonki sok.
— Zaliczone! — krzyknęła Becky. — Chyba nie było tak strasznie?
— Daj spokój — rzuciłam, odwracając się. Chłopaki spojrzeli na mnie, ale zignorowałam ich kompletnie.
— Dzięki za pomoc — powiedziała blondynka, zwracając się do męskiej części elity.
— Nie ma sprawy — odparł Irwin z uśmiechem.
— Polecamy się na przyszłość — dodał Calum. — Pamiętaj, Rose! 
Przekręciłam oczami, pozostawiając to bez komentarza.


Lori i Becky mieszkały naprzeciwko siebie, w dzielnicy zaraz obok mojej. Postanowiłyśmy więc, że spacer do domów dobrze nam zrobi. Nieco dzięki temu wytrzeźwiejemy i poranek będzie bardziej znośny. Wyszłyśmy z imprezy Hooda, kiedy jeszcze połowa osób dalej się bawiła.
Idąc, rozmawiałyśmy głównie o tym, jak się bawiłyśmy i co nas podkusiło, by zakładać się o tak durne rzeczy. Becky za to nadal miała dobry humor i ona jako jedyna była zdania, że te zakłady to były strzały w dziesiątkę, bo dawno nie widziała takich głupich akcji. No cóż... Trudno było nie przyznać jej racji.
Pod moim domem, pożegnałyśmy się. Kiedy dziewczyny powoli odchodziły w swoją stronę, na podjeździe zatrzymała się taksówka. Wysiadł z niej Luke. Odwróciłam się od niego i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Blondyn jednak był posiadaczem długich nóg i stawiał większe kroki niż ja, więc nic dziwnego, że szybko się ze mną zrównał.
Nagle wyminął mnie, wyciągnął klucze z kieszeni i otworzył drzwi. Byłam pewna, że zaraz zamknie mi je przed nosem, ale ten przetrzymał je i przepuścił mnie pierwszą. Z wielkim zdziwieniem na twarzy, weszłam do środka i od razu ściągnęłam buty. Nie chciałam łupać szpilkami w podłogę i pobudzić rodziców. Zerknęłam na blondyna, który zamknął drzwi na zamek.
— Masz taką minę, jakbym miał ci przywalić, ale tego nie zrobiłem — skomentował, wpatrując się we mnie. Przekręciłam oczami. — Chamem nie jestem.
— O tym bym podyskutowała — rzuciłam przez ramię i skierowałam się w stronę schodów.
— Wracałyście pieszo? — zapytał, idąc tuż za mną. Mój Boże, niech on się odczepi!
— Tak, a co?
— Pogięło was? — Raptownie odwróciłam się w jego stronę tak, że Hemmings prawie we mnie wleciał. Zatrzymał się dwa stopnie niżej.
— Nie twój interes. Zmieniłeś się w mojego ojca?
— Nie, ale sądząc po waszym pomyśle, ty i twoje koleżanki po alkoholu macie zbyt małą wyobraźnię na to, co mogło się wam stać w drodze powrotnej.
— Znalazł się Pan Troskliwy — wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
— Po prostu uważam to za głupi pomysł.
Wyminął mnie i jak gdyby nigdy nic, poszedł do siebie, zamykając za sobą drzwi. Stałam jeszcze przez chwilę na środku holu, walcząc z ochotą wtargnięcia do jego królestwa i przywalenia mu czymkolwiek, co bym znalazła w tym jego burdelu. Jednak ostatecznie tylko pokręciłam głową i poszłam do swojego pokoju.



***
I druga część rozdziału za wami. Mam nadzieję, że bawiłyście się podczas czytania, tak samo dobrze, jak dziewczyny na imprezie haha :) 
Chcę wam też podziękować za te wszystkie pozytywne komentarze, które tylko motywują mnie bardziej do pisania tej historii. A nie powiem, że to opowiadanie pisze mi się zadziwiająco szybko i przyjemnie. Zresztą już kiedyś wspomniałam, że jestem już wiele rozdziałów do przodu :) Dzięki raz jeszcze i pozdrawiam!

#PodJednymDachemFF

26 komentarzy:

  1. Oj tak ahahahaha! Wygrywasz, dziewczyno!
    Powiem tak - pozwól, że wymyślę do tego opowiadania mój paring, bo Case (yes, Rose i Cal ^^) przebija wszystkich i wszystko >>> Oddałabym wiele za dużo Case moments, proooszę! ;o
    Genialni są, ale wiem, że zrobisz mi na złość i spikniesz ją z kim innym. Intuicja :')
    Do kolejnego, słońce! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Case - brzmi dobrze hahaha widzę, że parujecie ją z Calem od samego początku :) Choć o ile dobrze pamiętam, gdzieś pojawił się także Ash, jako potencjalny kandydat :D

      Usuń
  2. OłYeah.Jesu, ale jestem podjarana tym rozdziałem.Sądzę że jesli napisałabym w komentarzu tylko jedno słowo czyli w tym przypadku : "zajebiste" nie zmieniło by to postaci komentarza także : ZAJEBISTE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, cieszę się, że aż tak ci się spodobał ten rozdział :)

      Usuń
  3. Hahaha umieram ze śmiechu... Ta akcja z chłopakami... GENIALNY pomysł xdd tylko troche zaczyna mnie wnerwiać Rose... Bo jak Luke stara się być okej (przynajmniej ja tak to odebrałam) to ona jest nadal wredna... Ugh ale nie ważne xd mam nadzieję że ich relacja sie zmieni :) no więc czekam na nexta i życzę weny 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że wkurza cię Rose :) Serio. Nigdy nie chciałam by ona była taka idealna i przesłodzona w każdym calu. Niech wkurza :D Na pewno w końcu się zmieni ich podejście do siebie, bo gdyby tak było do końca to by było nudno- tylko tyle zdradzę :)

      Usuń
  4. LOOL - dziewczyny i ich zakłady, śmiałam się jak nienormalna do tableta, gdy to czytałam. Masz jednak łeb :D Uwielbiam tą historię. Czyżby Luke zaczął się o nią w jakiś sposób nieco martwić? Jeśli tak to... Hemmo! Jakie to słodkie! :D Zgadzam się z Jull - Rose i Calum byliby super parką :D Uwielbiam Hooda - nic na to nie poradzę. Ale znając ciebie ty wepchniesz ją w ręce innego :P Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, mam nadzieję, że dodasz go szybciej - szczególnie, że jesteś już sporo do przodu, więc co ci szkodzi. Jutro dzień matki, ktoś ma urodziny i imieniny - więc przyspiesz :D Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że cię dziewczyny rozbawiły eheh :) Widzę, że ty też parujesz ją z Hoodem. Jeśli nic mi nie wypadnie to "przyspieszę" rozdział :)

      Usuń
  5. O jeeeju, ten rozdział wygrał wszystko! Laski i ich zakłady - mistrzostwo. Luke robi się taki troskliwy af, chyba, że ja to sobie wmawiam, ok. A Rose dalej ma go głęboko w poważaniu XD Calum mój bejbik najukochańszy, ja to bym ich spiknęła, oho.
    " Złapałam za owoc, delikatnie dotykając ust Hemmingsa swoimi ustami." tutaj aż się zakrztusiłam, serio. Rosie taka szalona wariatka.
    Czekam z niecierpliwością na next, mam nadzieję, że dziewczynie nie będzie towarzyszył "syndrom dnia następnego" :D
    Uwielbiam i pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podobało :) Hehe Jak widzę jesteś kolejną osobą, która Rose łączy z Calem. Również pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Zajebisty ! Podoba mi sie takie wydaie dziewczyn szkoda ze nie było więcej Luka ale no nic czekam z niecierpliwością na nexta :* wenyyyyy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super - cieszę się, że ci się podobał ten rozdział. No, Luka w nim nie za dużo, ale w końcu i on będzie miał swoje 5 minut hahaha :D Wena zawsze się przyda - dzięki :)

      Usuń
  7. Cudo!!! Nie spodziwalamam sie tego :) czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  8. Niesamowity *-* czekam na next! I weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba. I dzięki za życzenia weny - to zawsze się przydaje :)

      Usuń
  9. Czy akcję z limonką można uznać za pocałunek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm czy ja wiem... Każdy może to zinterpretować na swój własny sposób :)

      Usuń
  10. Czy akcję z limonką można uznać za pocałunek?

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow super nie mogę doczekać się next mam nadzieje ze dodasz go szybko ♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki - cieszę się :) O ile nic mi nie wyskoczy, to możliwe, że kolejna część pojawi się w czwartek, ale nic nie obiecuję :)

      Usuń
  12. Pojawiam się! Cześć! Mówić mi Łuską. Jestem nowa, czekam na nex!!!
    W ogóle, fakt, nie są spokrewnieni :)
    Nie chcę się powtarzać, więc zgadzam się ze wszystkimi wyżej (tylko w wypadku Case, wolałabym krótki romans)
    Buziaki i Pozdrówka,
    Lusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć i dzięki za komentarz :) No, nie wiedziałam, że tyle osób będzie wciskać Rose w ramiona Cala :)

      Usuń
  13. fajnie by było jakby zakochała się w hemmingsie

    OdpowiedzUsuń