czwartek, 28 maja 2015

S1 - Rozdział 11

Life is just a Rollercoaster


       Kolejny nudny dzień w szkole. Kolejna porcja wiedzy serwowanej przez nauczycieli, kolejne pytania i odpowiedzi, kolejne zadania… Dzień, jak co dzień. Nic się nie zmienia. Poniedziałek miesza się z piątkiem, a wtorek z czwartkiem. Aż można popaść w rutynę.
       Tego dnia jednak nastąpiła mała zmiana. Mianowicie pierwszy raz odkąd poznałam dziewczyny, musiałam sama iść na lunch i zjeść go w samotności. Wszystko przez to, że moje zakręcone psiapsióły źle wykonały jedno zadanie na projekcie z angielskiego i musiały natychmiastowo udać się do biblioteki na długiej przerwie, by to poprawić. Becky w sumie miała to gdzieś, ale Lori była tą ambitniejszą jednostką w naszym składzie. Niemalże wymusiła na dziewczynie opuszczenie posiłku, aby poprawić to, co schrzaniły. Becky nie była z tego zadowolona i jęcząc pod nosem, że będzie głodna, poczłapała za blondynką. Obiecałam jej, że zakupie im kanapki i spotkamy się na kolejnej przerwie przy szafkach. To jednak i tak nie poprawiło humoru brunetce.
       Kiedy dziewczyny ruszyły żwawym krokiem w stronę biblioteki – dobra, żwawy krok miała tylko Lori, Becky szła raczej, jak na ścięcie  ja skierowałam się do szkolnej stołówki. Razem z głodnym tłumem uczniów, ustawiłam się w kolejce. Odczekałam parę minut, aż  w końcu przyszła moja kolej na skompletowanie menu. Postawiłam na spaghetti, które dzisiaj było daniem dnia, a do tego cola i galaretka na deser. Wzięłam też zapakowane kanapki dla dziewczyn. Z torbą na ramieniu i czerwoną tacką w rękach, ruszyłam do naszego stolika, który dzisiaj świecił pustką.
       Postawiłam tackę i usiadłam.  Kanapki schowałam do torby. Jako, że spaghetti było gorące, postanowiłam zacząć od deseru. Otworzyłam czerwoną galaretkę, a ta zatrzęsła się w moich dłoniach. Wbiłam w nią łyżkę i wyciągnęłam telefon. Odpaliłam słynnego Facebooka, aby nie siedzieć, jak to nieszczęście i nie patrzeć się w ściany. Powoli zaczęłam sprawdzać, co dzieje się u moich starych znajomych z Brisbane.
       Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy Becky dodała nowy post na swojej tablicy.
– Przerwa na lunch, a ja siedzę w bibliotece  do kitu!  przeczytałam. Moje palce zaczęły szybko przesuwać się po ekranie.
 Przynajmniej ocena będzie wyższa  napisałam, dodając na końcu uśmiechniętą emotkę. Dodatkowo zalajkowałam jej post.
 Też mi pocieszenie  odpisała po chwili.
 Dacie radę. Powodzenia  naskrobałam z uśmiechem, a w wyobraźni stanęła mi skrzywiona i niezadowolona twarz brunetki. Po krótkiej chwili telefon zakomunikował mi kolejną odpowiedź.
 Jestem głodna, a Lori się wkurzyła, że zamiast pomagać siedzę na fejsie  z życia nic mi nie zostało.- Zaczęłam chichotać pod nosem. Polubiłam to, ale nic już więcej nie odpisałam. Wolałam nie wkurzać blondynki, bo będzie też na mnie, że rozpraszałam Becky, kiedy ta powinna się skupić.
       Wylogowałam się z Facebooka i odpaliłam gierkę, aby nieco szybciej mijał mi czas. Nagle usłyszałam kroki. Kroki, które ewidentnie zbliżały się w stronę mojego stolika. Powoli podniosłam głowę i niemalże jęknęłam pod nosem, widząc ich właścicieli. Elita w składzie Ash, Calum, Luke, Ryan i Michael zatrzymali się obok mnie.
 Cześć  rzucił, jak gdyby nigdy nic Calum. Na twarzy, jak zawsze gościł jego szeroki uśmiech. 
 Cześć  odpowiedziałam o wiele mniej entuzjastycznie, niż on.  Zabrakło miejsca przy waszym wypasionym stoliku?
 Wręcz przeciwnie  odezwał się Ashton.  Kiedy zobaczyliśmy cię tu samą, postanowiliśmy się przysiąść, aby nieco umilić ci czas.
 Możecie umilić mi czas, siadając na swoim miejscu  wypaliłam, zerkając po kolei na każdego. Nie uśmiechało mi się jedzenie lunchu razem z nimi.
 No co ty, Rose  zaczął Michael i jako pierwszy usiadł. Zajął miejsce naprzeciwko mnie. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.  Po imprezie u Hooda, kiedy dobrze się razem bawiliśmy, byliśmy pewni, że nie jesteśmy na czarnej liście.
 To temat na dłuższą dyskusję cukiereczku  powiedziałam, przybliżając do siebie talerz ze spaghetti.
       Mimo starań i jadowitego tonu, chłopaki przysiedli się do mojego stolika i jak gdyby nigdy nic, zaczęli pałaszować jedzenie, które mieli na tackach. Tak więc siedziałam teraz między Lukiem i Calumem i miałam wielką ochotę dźgnąć się widelcem w oko. Zupełnie mi to nie odpowiadało, ale jak widać, oni się uparli. Wymyśliłam więc, że może, jak zacznę ich ignorować, to i oni przestaną zwracać na mnie uwagę. Niestety, co i rusz, któryś z nich zerkał w moim kierunku, co naprawdę mnie irytowało.
 Rose  odezwał się ponowne Calum. – Nie miałem okazji się zapytać… Bawiłaś się dobrze?
 Gdzie?  wypaliłam, bo Hood wyrwał mnie z myśli, w których to obrzucałam ich jedzeniem. A oni byli przywiązani… I nie mogli uciec… A ja się tak dobrze bawiłam…
 Ziemia do Rose  powiedział Ash, machając mi ręką przed nosem.
 Zabieraj te łapska  odparłam, odpychając jego dłonie. Odwróciłam się w stronę Hooda, którego miałam po lewej.  Gdzie?
 U mnie  odparł ze śmiechem. Pewnie już raz to powiedział, ale ja byłam jeszcze wtedy w swoim świecie.
 Tak, było fajnie  odpowiedziałam zgodnie z prawdą. 
       Impreza ta, choć była imprezą elity, to wypadła całkiem nieźle. Razem z Lori i Becky bawiłyśmy się znakomicie, bo żadne z nas za bardzo nie wchodziło sobie w paradę. No, oprócz tych naszych głupich zakładów.
 Cieszę się  powiedział Hood, a z jego twarzy nie znikał uśmiech.
 Czy to koniec przesłuchania?  zapytałam, unosząc brwi do góry.
 Nie  odpowiedział szybko Michael. Przekręciłam oczami. Zaczęłam dłubać widelcem w makaronie. Powoli żałowałam tego, że poszłam do stołówki sama.
 A mama mówiła, nie baw się jedzeniem – zaczął Luke ze śmiechem, widząc, jak torturuje niczemu winny makaron.  Nie jesteś głodna?
       Jak w zwolnionym tempie, podniosłam głowę i powoli spojrzałam w jego błękitne oczy. Co on jaja sobie robi? Z Pana Ważniaka zaczyna zmieniać się w mojego rodzica? Najpierw cisnął się o powrót z imprezy, a teraz o jedzenie.
 Straciłam apetyt  rzuciłam, przez zaciśnięte zęby.
 Dobra nie unośmy się tak  powiedział Ashton. Poprawił czerwoną bandanę, którą miał na głowie i uśmiechnął się. – My też chcemy pokoju na świecie i tak dalej.
 Założyliście się z kimś?  wypaliłam, zerkając na każdego.
 O czym ty mówisz?  odezwał się Ryan, a ja uniosłam brwi do góry. Głosu tego pajaca nie słyszałam od dawna, więc zaczęłam wątpić w to, że w ogóle umie mówić.
 Dajcie spokój  mruknęłam  nie przysiedliście się tu od tak. Coś musicie kombinować.  Chłopaki wymienili spojrzenia.  Jeśli to jakiś wasz numer…
 No co ty, Rose  powiedział ze śmiechem Hood.  Nie możemy siedzieć razem przy stoliku i zjeść razem lunchu, jak normalni ludzie?
 Normalność to pojęcie względne  odparłam, machając w jego stronę widelcem.
 Jesteś ciężka i trudna- skwitował Ryan.
 Ja tam lubię wyzwania  oznajmił ze śmiechem Irwin, a ja przekręciłam oczami.  Cały czas się zastanawiam skąd to wrogie podejście do nas. Wiemy, że Luke i Ryan mają swoje za uszami…
 Wielkie dzięki stary  powiedział Hemming, niemalże sycząc. Irwin zignorował go.
 Ale co my ci zrobiliśmy?
 Calum jest całkiem spoko  odparłam, wskazując chłopaka po lewej.  Zadowolony?
 Jesteś uparta  podsumował mnie Clifford.  Jak Luke.
       Zerknęłam na Hemmingsa, który lekko poczerwieniał na twarzy. Miałam ochotę ryknąć śmiechem, na widok jego miny. Jednak powstrzymałam się i spojrzałam na czerwonowłosego.
 Jakoś tak wyszło  odparłam, wciskając telefon do torby.  Co wam zależy? Dlaczego nie możecie mnie olać? Wszyscy byliby szczęśliwi.
 Może my nie lubimy olewać ludzi  odpowiedział mi Irwin.  Nie wpadłaś na to?
 Jestem pod wrażeniem  rzuciłam.  Aż mi mowę odjęło.
       Nagle usłyszałam stukot obcasów. Harper i Angela wkroczyły do stołówki, niczym królowe. Chłopaki stojący w kolejce przepuścili je i dziewczyny szybko zostały obsłużone. Trzymając tacki z sałatkami, spojrzały na stolik elity, który tym razem był pusty. 
       Harper wzrokiem przeszukała stołówkę i zatrzymała się na mnie. Po jej minie było widać, że nie spodobało jej się to, że siedzę w towarzystwie jej ekipy. Obie ruszyły w stronę mojego stolika.
       Aby uniknąć kolejnego starcia, na które dzisiaj kompletnie nie miałam ochoty, zaczęłam się szybko pakować. Chłopaki ze zdziwieniem obserwowali moje tempo i to, co robię.
 A ty dokąd?  zapytał Luke, kiedy podniosłam się z miejsca i złapałam za tackę.
 Odechciało mi się jeść  odpowiedziałam, kiedy Harper i Angela zatrzymały się obok nas.
 Pomyliliście stoliki?  zapytała Harper, zerkając na elitę, do której należała. Następnie spojrzała na mnie, jak na coś obrzydliwego.  I co robicie z nią?
 Wiesz, Mills  zaczął Irwin, wychylając się, by lepiej ją widzieć.  Czasem można coś zmienić. Zmiany dobrze robią.
 A zresztą  odezwał się Calum.  Nie jesteśmy twoimi zabawkami i nie możesz dyktować nam, gdzie i z kim mamy jeść lunch.
       Harper prawie się zagotowała. Poczerwieniała na twarzy i ponownie spojrzała na mnie. Nie mogąc dłużej utrzymać cisnącego się śmiechu, cicho zachichotałam pod nosem. Jednak ona i tak to usłyszała. Posłała mi wściekłe spojrzenie i odłożyła swoją tackę na stół.
       Wiedziałam, że to ostateczna pora na to, by się ewakuować i zostawić ich z tą całą sytuacją. I z wkurzoną Harper. Złapałam za swoją tackę i ruszyłam. Byle szybciej do okienka, a potem do wyjścia. Niestety, aby to zrobić musiałam przejść obok Mills. Kiedy ją mijałam, ta złapała mnie za rękę.
 Nie wiem, co ty kombinujesz, ale ci to nie wyjdzie- wysyczała.
 Daj spokój Harper  usłyszałam głos Luke'a.
– Weź się odczep  powiedziałam, strącając jej rękę ze swojego przedramienia.
 Odkąd pojawiłaś się w szkole, są z tobą same problemy.
 Chyba od tej tony lakieru przegrzewa ci się mózg  skwitowałam. 
       Irwin i Clifford parsknęli śmiechem. To przelało czarę goryczy u Harper. Usłyszałam, jak dziewczyna zazgrzytała zębami, a następnie zrobiła coś, czego się nie spodziewałam. Uderzyła w moją tackę, na której nadal był prawie cały talerz spaghetti. Taca wyleciała mi z rąk, a jej zawartość poleciała w moją stronę. Rozległ się głośny stukot spadającej plastikowej tacki, pustej puszki po coli i brzdęk rozbijanego talerza, któremu towarzyszyły lecące na podłogę sztućce i resztki jedzenia. Wszyscy uczniowie zgromadzeni w stołówce, odwrócili się w naszą stronę. Poczułam na sobie wiele zaciekawionych spojrzeń i niewiele myśląc, minęłam Harper i puściłam się niemalże biegiem w stronę wyjścia. Wiedziałam, że tą bitwę wygrała, ale wojna się nie skończyła.

~***~ 
        Rozum ci odjęło!  wrzasnął Hood, zrywając się z miejsca.  Przechodzisz samą siebie!
       Harper spoglądała, jak Luke, Ash i Michael również wstali od stołu. Dziewczyna przez chwilę stała w osłupieniu. Nie sądziła, że jej koledzy zareagują w taki sposób. Rudzielec denerwował ją na każdym kroku i wychodzi na to, że oni są po jej stronie. Tylko Ryan nie ruszył się ze swojego miejsca. 
       Irwin i Hood zaczęli zbierać to, co zostało z lunchu Rosalie, ale po chwili pojawiła się obok nich pani z bufetu i sama zajęła się bałaganem. Chłopaki przeprosili ją za zamieszanie, a ta tylko spojrzała na Harper i pokręciła głową.
       Harper przeniosła wzrok na Luke'a, który spakował jedzenie na tackę, a następnie podniósł ją. Odwrócił się i ich oczy spotkały się ze sobą.
 Gdzie ty… – zaczęła, ale tan szybko jej przerwał.
 Straciłem apetyt  odpowiedział i zanim zdążyła go zatrzymać, ruszył w stronę okienka. Odstawił czerwoną tacę, a następnie wyszedł ze stołówki. Michael bez słowa zabrał swoje rzeczy i poszedł w ślady kumpla, ulatniając się z pomieszczenia. W dalszym ciągu inni uczniowie z ciekawością spoglądali w ich stronę, cicho komentując to, co przed chwilą się stało.
       Harper była wściekła. Wściekła nie tylko na siebie, ale przed wszystkim na Rivers, która pojawiła się w ich życiu. A teraz powoli przeciągała chłopaków na swoją stronę. Ale Mills nie należała do osób, które tak łatwo popuszczają. Jej paczka się nie rozleci przez tą durną rudowłosą dziewczynę. Szybko postanowiła, że zrobi wszystko, by tworzyli elitę, taką jak dawniej.
 Nie wiem, co się ostatnio z tobą dzieje, ale mam nadzieję, że ci to w końcu przejdzie  oznajmi Irwin i razem z Calumem, ruszyli w stronę wyjścia.
       Harper usiadła obok Ryana, ciężko wzdychając. Angela zajęła miejsce naprzeciwko niej. Blondynka wpatrywała się w przyjaciółkę i Mills miała ochotę ją trzepnąć. Nie lubiła, jak ktoś tak natarczywie się na nią gapi.
 Odwaliłaś niezłe przedstawienie  odezwał się Ryan.
 Zamknij się  syknęła Harper.
 Hej, jestem tu, więc to doceń  powiedział, wracając do jedzenia.  Ale takimi numerami sprawisz, że ta czwórka kopnie cię w tyłek.
 To wszystko wina tej pieprzonej Rivers  warknęła pod nosem, przysuwając bliżej siebie tackę z jedzeniem. – Roznosi mnie na jej widok.
 Wyluzuj się  rzucił.  Nie pozbędziesz się jej ze szkoły. To niewykonalne. Musisz zaakceptować fakt, że się tu uczy. I jak tak bardzo cię drażni, to unikaj domu Hemmingsa. Tam też ją spotkasz.
 Bosko  jęknęła i zabrała się za jedzenie.

~***~
       Stałam przy szafce i spoglądałam na moją niegdyś białą koszulę. Teraz widniały na niej ślady po sosie. Dodatkowo śmierdziałam, jak spaghetti. Plamy kleiły mi się do ciała i nie było to przyjemne uczucie. Byłam wkurzona i miałam wielką ochotę dać dyla z tej pieprzonej budy, byle by więcej nie oglądać tej zacofanej twarzy Harper. 
       Na zmianę zgrzytając zębami i przeklinając pod nosem, próbowałam jakoś wyczyścić koszulę, ale do dyspozycji miałam, tylko zwykłe chusteczki higieniczne. Na całe szczęście moja marynarka nie ucierpiała w tym starciu.
       Kiedy zebrałam większe ilości sosu, spojrzałam w niewielkie lusterko, które miałam w szafce. Zagryzłam wargę. Wyglądałam, jakbym stoczyła bitwę na jedzenie. Zacisnęłam zęby. Musiałam zebrać się i udowodnić sobie, że nie rozsypię się i dam radę przetrwać ten pieprzony dzień. Byle do trzeciej.
       Na korytarzu było pusto, więc szybko usłyszałam echo zbliżających się kroków. Miałam nadzieję, że Harper nie chciała zrobić powtórki, bo nie wiem, czy byłabym wstanie powstrzymać się od rzucenia się na nią. A wiem, że szybko poniosłabym tego konsekwencje. Jednak zamiast Harper zza rogu wyłonił się Luke. W tym momencie on był tą lżejszą opcją, choć nie chciałam patrzeć i na niego. W tym momencie chciałam stać się niewidzialna, by wszyscy dali mi w końcu spokój.
       Hemmings zatrzymał się obok mnie, choć miałam cichą nadzieję, że po prostu przechodzi tym korytarzem. Zamknęłam szafkę z trzaskiem i spojrzałam na blondyna. Przez chwilę milczał.
 W porządku? – zapytał, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
 W porządku?  powtórzyłam jego pytanie i prychnęłam pod nosem.  Tak, w jak najlepszym.  Pokręciłam głową. Nie wiem, co w sobie miał, ale zawsze w rozmowie z nim, mój mózg przestawiał się na tryb odtrącenia i obronności.
 Możesz odpuścić?  ciągnął poważnym tonem.  Chciałem tylko sprawdzić czy…
 Czy co? Czy nie płaczę w kącie? Nic mi nie jest. Nie musisz się o mnie martwić. Jestem dużą dziewczynką.
 Właśnie widzę  mruknął pod nosem i przyjrzał mi się uważniej.  Mam w szafce koszulkę na zmianę. Mogę ci ją przynieść.
 Nic od ciebie nie chcę  powiedziałam i złapałam za torbę. Następnie minęłam go i ruszyłam w stronę schodów. Wiem, że nie powinnam zachowywać się, jak rozkapryszone dziecko, ale Hemmings trafił na nieodpowiedni moment. Nadal wszystko się we mnie buzowało i cała agresja poszła na niego.

       Miałam jeszcze kupę czasu do rozpoczęcia lekcji, bo długa przerwa nadal trwała. Korytarze były prawie puste. Większość osób nadal okupowało stołówkę, a inni siedzieli na zewnątrz i korzystali z pięknej pogody, która dzisiaj odwiedziła Sydney.
       Siedziałam na ławce, tuż przy sali od chemii. Na kolanach leżał mój blok rysunkowy. Ołówek płynnymi ruchami poruszał się po nim, tworząc powoli obraz. Najpierw pojedyncze linie, a potem większe kształty. Rysowanie było czymś, czego potrzebowałam. To skutecznie mnie uspokajało. Tak mogłam odreagować.
       Byłam tak zajęta tym, co robię, że nie słyszałam, jak ktoś siada obok mnie. Dopiero kiedy chłopak się odezwał, a ja aż podskoczyłam, zdałam sobie sprawę z tego, że już nie jestem sama.
 Mam nadzieję, że to nie ty  powiedział Hood, wpatrując się w mój obrazek.
       Nie wiedziałam, o co mu chodzi, więc oderwałam rękę od bloku i spojrzałam na rysunek. Moim oczom ukazał się szkic siedzącego dziecka (z pewnością siedziało pod ścianą, bo na to wskazywałaby jego zarysowana sylwetka), tulącego do piersi misia. Dziecko, a była to prawdopodobnie dziewczynka, miała opuszczoną głowę tak, że nie było widać jej twarzy. Łatwo można było odgadnąć, że pewnie zalewa się łzami.
       Nieraz tak miałam, że rysując całkowicie się zatracałam i nie miałam pojęcia, co powstaje. Było to tak, jakbym oderwała się od rzeczywistości, jakbym była w świecie, do którego nikt poza mną nie ma wstępu. Wtedy zwykle pojawiało się zaskoczenie, gdy rysunek był ukończony, bo obraz przedstawiał coś zupełnie innego, niż to, co chciałam narysować.
– To nie ja  odparłam, odkładając kartkę na bok.  Coś konkretnego Calum, bo jakoś nie mam ochoty na pogaduszki.
 Konkretnego  powiedział powoli, a ja spojrzałam na niego. Chwycił za plecak. Wyciągnął z niego biały, zwinięty materiał. Skinął mi głową, a ja przejęłam go od niego.
 Co to jest?
 Koszulka na zmianę  odpowiedział z lekkim uśmiechem.  Ma nadruk z przodu, ale jak zapniesz marynarkę, to nie będzie widać.  Westchnęłam.  Nie kręć nosem, tylko się przebieraj. Nasze zacne grono pedagogiczne ma bzika na punkcie schludnego wyglądu.
 Serio?  jęknęłam, a chłopak pokiwał głową.
 Będą się na ciebie gapić, będą pytać skąd ten zapach- ciągnął.
 Nie dokańczaj. – Spojrzałam na koszulkę, a następnie znów przeniosłam brązowe oczy na Hooda.  Dzięki.
 Nie ma sprawy  odparł z uśmiechem.

       Przebrałam się w toalecie, a brudną koszulę zwinęłam w ciasny kłębek i wrzuciłam na dno torby. Teraz miałam na sobie białą koszulkę z Nirvaną. Musiałam wcisnąć ją w spódnicę, bo była na mnie trochę za duża. Jednak faktycznie po założeniu marynarki i zapięciu guzików, napis znikał, a ja już tak mocno nie rzucałam się w oczy. Choć brakowało mi kołnierzyka, to jednak żaden z nauczycieli nie zauważył tej drobnej zmiany.
       Becky i Lori z oburzeniem wysłuchały mojej stołówkowej historii, a następnie obrzuciły Harper takimi epitetami, że moja matka dostałaby zawału, gdyby usłyszała połowę z nich. To dodatkowo mnie rozluźniło. Do domu wróciłam, więc już w całkiem normalnym humorze, choć nadal na myśl o Harper dostawałam wścieklizny.

       Siedziałam przy stole w kuchni i pochylałam się nad jedną z gazet, którą przytargała moja mama. Magazyny te prezentowały suknie ślubne, a moja rodzicielka dostawała rozbieganego wzroku od tych wszystkich kiecek. Ugryzłam jabłko, które miałam w ręku.
 Ta jest boska  powiedziałam, wskazując palcem wolnej ręki na bogato zdobioną suknię, która przypominała te z bajek o księżniczkach.
 Boska, ale za pstrokata.
 Tak, wiem. Wolisz na prosto i spokojnie.
 Dokładnie.
 Wybraliście już datę ślubu?
 Prawie…
 Zdradzisz coś?  Mama pokręciła głową.  Okej  odpowiedziałam, zaciskając usta.
 Rozsadza cię ciekawość?
 A dziwisz się? Chcę wiedzieć kiedy nastąpi ten dzień zero!
 Dowiesz się w swoim czasie.
 Mamo  jęknęłam, patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
– To na mnie nie działa  odparła, machając mi palcem przed oczami.
– Wiem, ale spróbować można, nie? 
       Matula zaśmiała się i pokiwała głową. Wzruszyłam ramionami. Jestem uparta po mamie, więc wiedziałam, że jak Sarah się uprze, to i tak nie piśnie słowa, choćby mieli ją torturować. Przewróciłam kolejną stronę w gazecie, kiedy drzwi do domu otworzyły się. W tym momencie rozległ się dźwięk telefonu i mama niczym torpeda wybiegła do salonu.
 Dom wariatów  skwitowałam pod nosem i ugryzłam jabłko, które od dłuższej chwili trzymałam w ręku.
       Słyszałam, jak ktoś kręci się po korytarzu. Po chwili w kuchni pojawił się Luke. Spojrzał na mnie, a następnie bez słowa podszedł do lodówki. Wyciągnął z niej puszkę z napojem. Odwrócił się i oparł o oblat. Czułam jego wzrok na sobie, ale postanowiłam to zignorować.
 Fajna koszulka  powiedział, wskazując na bluzkę, którą dostałam od Caluma. Nie ściągnęłam jej po szkole, bo nie ukrywam, ale przez to, że była za duża, była bardzo wygodna. No i podobała mi się.
 Dzięki, ale nie moja  odpowiedziałam, nie patrząc na niego. Ponownie wgryzłam się w jabłko i przewróciłam stronę gazety.
 Wiem  ciągnął Luke. Powiedział to takim tonem, że powoli podniosłam głowę do góry i wlepiłam w niego zaciekawione spojrzenie. Coś kombinował, a ja nie mogłam go rozgryźć.
 Pytanie  odezwał się po raz kolejny i sięgnął po jabłko, które leżało w misce. Ugryzł kawałek, trzymając mnie w niepewności.
 No, wykrztuś to w końcu  mruknęłam, nie odrywając od niego wzorku. Jego błękitne tęczówki bacznie mnie obserwowały. Uśmiechnął się lekko.
 Ode mnie nie chciałaś pomocy, za to przyjęłaś ją od Caluma. Dlaczego?
 Bo Calum nie jest kretynem?
       Luke pokiwał głową i lekko zacisnął usta. Odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia. Zatrzymał się jednak w progu, jakby nagle coś mu się przypomniało i ponownie spojrzał w moim kierunku.
 Dobrze wiedzieć, do jakiej kategorii mnie zaliczasz  oznajmił spokojnym tonem. Przełknęłam cicho ślinę. Nie wiem czemu, ale nagle poczułam się strasznie głupio.  Jednak i tak postawiłem na swoim.
 Na swoim?
 To moja koszulka  poinformował mnie, a mi prawie oczy wyskoczyły z orbit. Hemmings zaśmiał się.  Poprosiłem Caluma by ci ją dał, bo wiedziałem, że od niego ją przyjmiesz. I nie powiem, pasuje ci, ale lubię ją i jest do zwrotu  rzucił na odchodnym i zostawił mnie w kuchni samą. 


***
Kolejny rozdział za nami. Do końca pierwszego sezonu - jak nazwałam te części opowiadania - zostały tylko trzy rozdziały. Szczerze, nie powiem, ale jakoś szybko to zleciało :D Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał. Wrzucony szybciej dla tych z was, którzy nie mogli się doczekać :) Pozdrawiam :)

#PodJednymDachemFF

18 komentarzy:

  1. Jak to?! Tylko trzy rozdziały do końca? A pocałują się przynajmniej??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy rozdziały do końca pierwszej części :D Będę was męczyć nieco dłużej haha :) A tego czy ktoś kogoś pocałuje to... nie zdradzę :)

      Usuń
  2. Fuck yeah!!!
    W końcu banda boskich idiotów, dostrzegła prawdziwą sukę!
    Jak to miło z ich strony, że nie zostawili Rosalie samą. A Luke.... sweeeeeet boy! Szkoda tylko, że nie przyjęła pomocy, bezpośrednio z jego rąk, ale to fajnie, że się nie poddał i z małym podstępem, udało mu się postawić na swoim. Za duża koszulka, powiadasz? Mam nadzieję, że jednak nie pójdzie do zwrotu, lub kiedyś do niej wróci, jeśli faktycznie coś między nimi zajdzie.

    Chcę już ślub!
    Jestem w ponad połowie pewna, że coś się tam wydarzy, tylko jeszcze nie do końca, wiem co. Może Luke i Rose zostaną drużbą??? Fajnie i zarazem śmiesznie by wyglądał ich wspólny taniec, a jeszcze lepszy byłby moment, gdyby to oni złapali welon i krawat, czy co tam będą młodzi wyrzucać.

    Eh, rozmarzyłam się i wyjechałam nieco poza temat dzisiejszego rozdziału, ale nic nie poradzę na to, że tak na mnie działają Twoje Blogi ;)

    Trzymaj się i do następnego xD

    OdpowiedzUsuń
  3. O rzesz ty to jest GENIALNE. Już nie moge się doczekac kolejnego rozdziału. Szkoda że Rose nie dostrzega Ze Luke nie jest taki zły i mogłaby dac mu szansę

    OdpowiedzUsuń
  4. CASE ŻYCIEM!>>>>>
    Wybacz, Lukey, tu wolę Caluma xd
    Serio, byłabym mega szczęśliwa jeżeli byłby z Rose :o
    Luke może nie jest taki zły, ale ja stawiam jak zwykle na swoim i shippuję Case XD Z racji, że blogger nie cenzuruje komentarzy, powstrzymyję się od napisania tutaj paru epitetów na temat Harper...
    Ale dobrze, że te cztery cioty zobaczyły, kim ona jest :/
    Powiem ci, że to, co tu stworzyłaś zalicza się do moich ulubionych opowiadań i tych, które komentuję nie z przymusu, ale z uśmiechem na twarzy

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdział czekam na next !!! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział czekam na next i mam nadzieję ze w koncu sie pogodzą w koncu Luke teraz nie jest taki kretynem jak na początku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham to opowiadanie ♡ ale Harper nie cierpię. Kurcze Lukieeee to było słodkie na swój sposób i dobry podstęp, by wykorzystać mojego Caluma haha :) jak widać Luke zbiera plusy. Może w końcu ich relacja zacznie się ocieplać. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i mam nadzieję, że szybko go dodasz. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny nie mogę doczekać się next mam nadzieje że pojawi się szybko ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  9. Jezu, Harper, ty biczo, weź idź się utop w kiblu, do jasnej ciasnej. Przeginasz pałę, lala i nawet chłopcy to zauważyli!
    Jak ja uwielbiam Caluma i Rose, przepraszam Luke, ale Cal mój bejbik najdroższy af <3 <3 <3
    Motyw z koszulką wywąchałam od razu, przeczuwałam, że to blondasek kazał Calowi to zrobić. A to ci lisek chytrusek z tego Hemmingsa.
    Chyba tak samo jak Rose nie mogę doczekać się tego ślubu, serio!
    Jak to zostały trzy rozdziały? ;-; Chcesz mi złamać serce? :(
    Pozdrawiam i czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział ! Jestem ciekawa co dalej będzie, robi się coraz ciekawiej :)
    Do następnego - @zosia_official ^.^

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny, zwłaszcza to z tą koszulką.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiedziałam! Wiedziałam, że Luke'a koszulka ;)
    Miło by było, jakby do Rose dotarło, że serio chcą być mili. Liczę że ta @#$#@#@%#$ Harper, jak powiedziała Lariste, utopi się w kiblu!
    Czekam na nex,
    Buziaki :*
    Lusia

    OdpowiedzUsuń
  13. BŁAGAM CIĘ DZIEWCZYNO, ZRÓB TAK ŻEBY ROSE SIĘ POWOLI ZACZĘŁA ZAKOCHIWAĆ W HEMMINGSIE A ON W NIEJ I NIE MG SIĘ DOCZEKAĆ KIEDY SIĘ POCAŁUJĄ!!!!

    OdpowiedzUsuń