niedziela, 31 maja 2015

S1 - Rozdział 12

Why can't  you look at me like that


        I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o szkolne informacje  powiedział Michael, nachylając się do mikrofonu.  Wiemy jednak, że kochacie nasze seksowne głosy  przepraszam panie dyrektorze za to sformułowanie, ale stwierdzam tylko fakty  poleci jedna z naszych piosenek. Luke, co dziś zaserwujemy naszym kolegom i koleżankom?
       Podniósł głowę i spojrzał w stronę szyby. Niedaleko stała grupka dziewczyn, które po jego słowach zaczęły chichotać i unosić kciuki do góry w jego kierunku. Odpowiedział tym samym, a następnie spojrzał na kumpla, który pospiesznie sprawdzał listę z piosenkami.
 Co powiecie na Don’t stop? Dawno tego nie było  powiedział Luke, i po chwili z głośników poleciała melodia.
       Clifford wyciszył ich mikrofony i wstał z miejsca. Podszedł do żaluzji i zasłonił je, tak by nikt nie mógł zajrzeć do radia. Następnie wrócił na swoje miejsce, złapał za puszkę z energetykiem i bujając się na krześle, wypił kilka porządnych łyków. Zerknął na przyjaciela, który szybko zaczął stukać palcami w ekran swojego telefonu.
 Stało się coś?  zapytał. Luke podniósł głowę i odwrócił się w jego stronę.
– To tylko wiadomość od Cala i Asha. Pasuje im godzina spotkania  odpowiedział, a Michael pokiwał głową. Dziś po szkole chcieli trochę poćwiczyć i skończyć pracę nad nową piosenką.
 I gitara  rzucił Michael, dalej sącząc słodki napój z puszki.
       Nagle drzwi do radia otworzyły się. Chłopaki odwrócili się w stronę wchodzącej do środka Harper. Za jej plecami zauważyli blond czuprynę, więc dziewczyna pojawiła się ze swoją świtą w postaci Angeli, która nie odstępowała jej na krok.
 Nie przeszkadzam?  zapytała.
 Trochę  rzucił Michael. W dalszym ciągu miał jej za złe to, co zrobiła na szkolnej stołówce.
 To tylko dwa szybkie pytania  powiedziała, podchodząc do nich.  Dacie jutro ogłoszenie o spotkaniu cheerleaderek? Chcemy pozyskać nowe talenty.
 Ok  odpowiedział Luke, biorąc od niej zapisaną kartkę.
 I drugie pytanie  ciągnęła brunetka, wpatrując się w blondyna.  Masz może dzisiaj ochotę na kino? Mam dwa bilety do wykorzystania.
 Na dzisiaj jestem już umówiony z  wskazał Michaela.  Mamy próbę.
 Och… Jasne. Spoko. To innym razem.
       Kiwnął jej głową, a ta odwróciła się i poszła w stronę drzwi. Rzuciła im szybkie cześć i opuściła radio. Luke wsunął telefon do kieszeni, a kartkę od Harper położył na zapisanych notatkach, które jutro przed programem będą musieli posegregować i ułożyć. 
       Nagle usłyszał cichy chichot przyjaciela, który z każdą sekundą narastał. Odwrócił się w jego stronę, kiedy Clifford cały czerwony na twarzy, aż trząsł się ze śmiechu.
 A tobie co?  zapytał, nie wiedząc, o co mu chodzi.
 Harper chyba pęknie  powiedział, wycierając kciukiem kąciki oczu.  Nie widziałeś jej miny?
 Skupiłem się na telefonie  odpowiedział zgodnie z prawdą.
 Wyglądała tak, jakby zaraz miała wybuchnąć. Chyba się nie spodziewała, że dostanie od ciebie kosza.
 Bywa. Nie jestem nią zainteresowany.
 A ona chyba wręcz przeciwnie  ciągnął Michael, a blondyn przewrócił oczami.  Zresztą wcale ci się nie dziwie. Ostatnio jej ego ją przerasta. Cal też na nią narzeka, szczególnie po tym, co wyprawia z Rosalie.
 Dla Rosalie, by chyba było lepiej gdybyśmy się od niej faktycznie odczepili  skwitował Luke, przekładając kartki papieru.
 To nie wchodzi w grę  oznajmił Michael.
– Uwzięliście się.
 Nie, co ty. Po prostu poszliśmy za głosem Cala, który nie przywykł do tego, że ktoś go nie lubi  rzucił Clifford z uśmiechem.  Wiesz, ta jego ciemna buźka, duże szczenięce oczy i powalający uśmiech, sprawia, że kobiece serca miękną, a tu BUM!  Luke, aż podskoczył.  Zderzenie ze ścianą w postaci Rose. Zresztą nie możemy jej rozgryźć. Jest tajemnicza, jakby rzucała ci wyzwanie. Dodatkowo większy uparciuch, niż ty.  I jeszcze jedno, mieszka z tobą, więc dobrze by było, gdyby przestała reagować na nas alergią.
 Coś mi się zdaje, że chodzi ci tylko o to, by bardziej poznać Lori  odpowiedział Luke, wlepiając w kumpla swoje błękitne oczy. Michael lekko się zmieszał, a następnie uśmiechnął się, jak gdyby nigdy nic.
 Nie. Chcę poznać twoją przyszłą niespokrewnioną z tobą siostrę. Ma ciekawy charakterek.  Hemmings uniósł brwi do góry, w dalszym ciągu gapiąc się na niego. – Dobra, może też chcę trochę poznać Lori. Ale tu wracamy do tematu Harper, która robi wszystko, by dziewczyny nadal uważały nas za idiotów. Bo wiadomo, jak szybko przyczepia się łatki. Kumplujemy się z Harper, więc według nich mamy jej poziom.  Poprawił się na krześle i upił trochę napoju.  Zresztą tylko Rosalie nas nie lubi. Reszta szkoły- spoko. Kujoni, dobra oni się nas może trochę boją…
 Trochę?  Zaśmiał się Luke.  Dzięki Harper, która ostatnio nawrzeszczała na jednego z nich i wyzwała go od najgorszych, nasza reputacja normalnych ludzi została porządnie nadszarpnięta.
 Wiem. Dzisiaj pożyczałem notatki od Bena. To taki chudzielec w za dużych okularach, z którym chodzę na angielski. Prawie się posikał ze strachu, jak do niego podszedłem. Dlatego trzeba popracować nad Harper i jej nastawieniem do ludzi.
 Ona się nie zmieni  stwierdził Luke.
– To Cal i Ashton dostaną istnej wścieklizny  skwitował Michael.

~***~ 
       W domu panowała przyjemna cisza. Rodziców nie było, a Luke zaszył się w swoim pokoju i chyba nad czymś pracował, bo nie słychać było muzyki, która wydobywałaby się z jego twierdzy. Byłam na strychu i stałam przed sztalugą. W ręku miałam mokry od farby pędzel.
       Podrapałam się po policzku, wpatrując się w dwie postacie, które siedziały na ławce. Starsza kobieta i starszy mężczyzna, z uśmiechami na twarzy. Wiedziałam, że czegoś tu brakuje, ale nie miałam pojęcia czego.
       Nagle usłyszałam głośne łupnięcie, a następnie podniesione głosy i śmiechy. Przekręciłam oczami. Rozpoznając właścicieli owych głosów, szybko zorientowałam się, że paczka Luke'a wtargnęła do środka. Zignorowałam ich.
       Przejechałam pędzlem po płótnie, tworząc poszczególne detale. Słyszałam, jak Luke wychodzi z pokoju, jak rozmawia z kumplami. W pewnym momencie znieruchomiałam, gdy usłyszałam, jak jeden z nich wypowiada moje imię.
 Rose w domu?
 Nie właź tam Ash, ona cię zabije  powiedział Luke.
       Pędzel zawisł kilka centymetrów od płótna, a ja nasłuchiwałam kroków, które zmierzały w stronę mojego królestwa. W tym momencie tak bardzo żałowałam, że mój kochany strych nie ma drzwi.
 Ash, nie przeszkadzaj jej  ciągnął blondyn.
 Chcę się tylko przywitać  odparł Irwin, a odgłos jego kroków był coraz bliżej.
       Zacisnęłam zęby i odwróciłam się. Moim oczom ukazała się poskręcana czupryna w kolorze ciemnego blondu, a następnie czarna bandana, brązowe oczy, szeroki uśmiech, czarna koszulka z napisem Only You i czarne spodnie rurki. Uniosłam brwi do góry, spoglądając na Ashtona, który rozglądał się z ciekawością.
 Fajnie tu  powiedział, gdy jego oczy skupiły się na mojej osobie.
– Dzięki  rzuciłam.
 Co robisz?
 Coś, co nie powinno cię interesować  rzuciłam zgryźliwie.
 Daj spokój, Rose.  Podszedł do obrazu i przyjrzał się mu.  Niezłe. Nie znam się na sztuce, ale podoba mi się.  Ponownie przekręciłam oczami.  Nie jestem tu mile widziany?
– Co ja wam takiego zrobiłam?  mruknęłam pod nosem. Ciągle powtarzanie im, że nie pałam do nich sympatią, jakoś nie przynoszą skutków, więc miałam nadzieję, że Irwin wyjaśni mi, czemu się do mnie tak przyczepili.
 Ty? Nic nie zrobiłaś. To znaczy oprócz tego, że traktujesz Luke'a, jak kretyna, lubisz Caluma, a mnie nie… Wymieniać dalej?
 Jezu  wymknęło mi się.  Macie, jakiegoś bzika na punkcie sympatii do was, czy jak?
 Intrygujesz nas rudzielcu  rzucił z uśmiechem.  Tak po prostu. Nikt nigdy ci nie powiedział, że jesteś interesującą osobą? Masz w sobie to coś.
 Coś?  powtórzyłam bardziej do siebie, niż do niego, bo Irwin zdążył uśmiechnąć się do mnie raz jeszcze, a następnie zniknąć mi z oczu.  Coś. Litości…

       Razem z dziewczynami postanowiłyśmy skorzystać z ładnej pogody i wybrać się na plażę. Spotkałyśmy się przy wejściu, tuż przy górkach, a następnie ulokowałyśmy się niedaleko wody, która dzisiaj była dość spokojna. Zrzuciłam z siebie ubrania, poprawiłam dwuczęściowy niebieski kostium i pacnęłam na kolorowy ręcznik, niczym placek na patelni. Poczułam przyjemne promienie słońca na ciele i aż uśmiechnęłam się pod nosem.
 Nie myśleć o niczym  powiedziała Becky.  Tylko leniuchowanie.
 W Brisbane nie miałam, aż tak blisko do plaży  odezwałam się, po chwili ciszy.
– Uroki Sydney i mieszkania bliżej wody  odezwała się Lori.
– Musiałam trochę dojeżdżać, a potem ciężko było znaleźć miejsce parkingowe  ciągnęłam dalej.  I zawsze były tłumy.
– Tu na szczęście plaży starczy dla wszystkich. Chyba, że zaczyna się prawdziwy sezon wakacyjny, więc jest trochę tłoczno  odpowiedziała Lori. – Ale teraz…
 Luz  wtrąciła się Becky, przeciągając słowo, na co zareagowałam śmiechem.
       Zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim. Trochę o szkole, trochę o filmach  tym razem jednak, ja i Lori nie sprzeczałyśmy się o nic – o muzyce i tak dalej. W pewnym momencie poczułam, jak coś blisko nas ląduje. Zostałam obsypana piaskiem. Podniosłam się do pozycji siedzącej i ściągnęłam z nosa okulary przeciwsłoneczne. Dziewczyny poszły w moje ślady. Spojrzałam na piłkę, która zatrzymała się kilka centymetrów od mojej nogi.
– Przepraszamy – powiedział chłopak, który podbiegł do nas z uśmiechem na ustach.
– Nic się nie stało  odpowiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
 Hej, chodzimy do jednej szkoły  rzucił, kucając obok nas.
 Tak. Mamy ze sobą sztukę  odparłam, przypominając sobie nawet jego imię  Dylan, tak?
– Rosalie?
– Zgadza się.
 Nowa osoba w szkole – ciągnął dalej, a ja pokiwałam głową.  To nad twoimi pracami tak pieje pan Clark.
 Zapytaj się!  krzyknął jeden z jego kumpli.
 A właśnie… Nas jest pięciu i brakuje nam jednej osoby do kompletnego składu. Skoro was jest trójka  uśmiechnął się do Lori i Becky  może macie ochotę do nas dołączyć. Stworzymy czteroosobowe drużyny i rozegramy mały mecz siatkówki plażowej. Co wy na to?
       Spojrzałam na dziewczyny, które intensywnie myślały nad propozycją, którą złożył nam Dylan. Nie miałam jakieś awersji do sportu, a siatkówkę naprawdę lubiłam, więc ja byłam gotowa, aby nieco porywalizować.  W końcu Lori i Becky pokiwały głowami.
– Ekstra. Zapraszamy  rzucił Dylan.
       Wstałyśmy z miejsc, zabrałyśmy swoje rzeczy i ruszyłyśmy za chłopakiem, który poprowadził nas do swoich kumpli. Jak się później okazało większość z nich chodziła do Sydney Boys High School.
 Ale uprzedzam jestem łamagą jeśli chodzi o sport  powiedziała Becky.
– Poduczymy cię  odpowiedział jeden z nich, uśmiechając się do niej.
 Dobra, podzielmy się na drużyny i zaczynajmy  zarządził Dylan.

       Siedziałam w kuchni, a moja lewa dłoń prawie po sam nadgarstek zanurzona była w zimnej wodzie z lodem. Upiłam łyk soku jabłkowego, który przed chwilą postawiła przy mnie mama. Spojrzałam na nią, a ta zacmokała pod nosem.
 Siatkówka  powiedziała ze śmiechem.
 To nie jest śmieszne  odparłam tonem obrażonego dziecka.
 Takie wypadki się zdarzają  ciągnęła dalej.  Ale skoro nie chcesz jechać do lekarza.
 Po prostu to zrób  jęknęłam.
       Mój kciuk pokrył się lekką opuchlizną i bolał i nieco przeskakiwał przy zginaniu. Z pewnością sobie go zwichnęłam, ale nie była to taka kontuzja, która dla mnie wymagałaby wizyty u specjalisty. Wzięłam głęboki oddech i wyciągnęłam rękę z lodowatej wody. Zgięłam i syknęłam pod nosem.
 Jesteś pewna?
 Mamo, nie takie rzeczy się miało, co nie?
 Jak chcesz, ale jak coś się będzie dziać…
 Bez gadania pojadę do lekarza  oznajmiłam jej.
       Nagle w kuchni rozległ się dźwięk dzwonka, a do moich uszu doszła melodia i słowa śpiewane przez Luke'a. Ze zdziwieniem odwróciłam głowę i znów spojrzałam na moją rodzicielkę, która wyciągnęła z kieszeni telefon. Odebrała, wymieniła z kimś kilka słów, a następnie rozłączyła się.
 Dan niedługo będzie  poinformowała mnie.
 Co to za dzwonek?  zapytałam, wskazując brodą telefon, który nadal trzymała w ręku.
 Chłopaki zrobili mi go ze swojej piosenki Amnesia  powiedziała z uśmiechem.  Uwielbiam ten kawałek.
 Chyba 5 Seconds of Summer mają nową fankę.
 Mają talent.
 W to nie wątpię  odparłam, zanurzając rękę z powrotem w wodzie.
       W pewnym momencie drzwi od piwnicy Luke'a otworzyły się i z środka wypadło czterech nastolatków. Wśród śmiechu, ruszyli do drzwi wyjściowych. Zerknęli w stronę kuchni i z zaciekawieniem spojrzeli na mnie i na moją rękę.
 Co się stało? – zapytał Calum.
 Siatkówka  odpowiedziała moja mama.
 Kontuzja?  dopytywał się Michael, a ja jęknęłam pod nosem.
 Nie dobijajcie mi córki  odparła ze śmiechem mama. Clifford uniósł kciuk do góry.  Do zobaczenia chłopcy.
 Pa, Sarah  rzucili i wypadli na zewnątrz, pogrążając się w dyskusji.
       Hemmings zamknął za nimi drzwi i bez słowa wszedł do kuchni. Poczułam jego wzrok na sobie i westchnęłam pod nosem. Blondyn nalał sobie napoju do szklanki, a następnie opróżnił ją całą.
 Coś poważnego? – zapytał, wskazując na mnie palcem. Prychnęłam pod nosem.
 Ej, ja tu jestem  rzuciła moja mama.  A jak ja jestem to?
– To ma być cisza i spokój  wyrecytowaliśmy wspólnie.
 I prawidłowo  powiedziała, podchodząc do mnie.  Rosalie lekko zwichnęła palca.
 To był mocny serw  przypomniałam jej, a następnie wyprostowałam się.  I ja go odebrałam.
 Gratulacje  odparł Luke. Przekręciłam oczami. Dobra, to była też i jego kuchnia, ale musiał w niej siedzieć wtedy kiedy ja?
 Dobra, nastawimy go teraz  powiedziała mama, siadając naprzeciwko mnie.  Robiłam to wiele razy, na sobie oczywiście. Grając w siatkówkę często miałam powybijane palce.
– Grałaś w siatkówkę?  Zainteresował się blondyn.
 W szkole średniej i na studiach. Byłam przyjmującą.
 Dobra byłaś?
– Nie najgorsza  odpowiedziała matula, choć wiedziałam, że musiała być naprawdę niezła. Mama nie lubiła się chwalić swoimi osiągnięciami.  Dobra, trzeba zająć się twoim palcem. Pokaż go.
       Wyciągnęłam go ponownie z wody i podałam rękę mamie. Ta obejrzała go dokładnie. Zauważyłam, że opuchlizna się nie powiększyła, więc nie było tak źle. Matula delikatnie złapała mnie za niego, a ja jęknęłam z bólu i instynktownie wyrwałam jej rękę.
 Odruch niekontrolowany  powiedziałam, przepraszającym tonem.
 Przyda się wsparcie  oznajmiła mama.  Luke wykorzystam cie.
 Jasne. Co mam robić?  zapytał.
 Ja przetrzymam jej rękę, a ty przetrzymasz ją. Usiądź obok, złap ją za ramiona i trzymaj z całej siły tak, by się nie ruszała.
       Skrzywiłam się, jak to usłyszałam. Miał się tu odbyć kontakt czwartego stopnia, a ja nie mogłam zaprotestować. Miałam do wyboru to lub bolący i opuchnięty paluch. Wybrałam pierwszą opcję. Hemmings usiadł obok mnie. Poczułam jego ręce na ramionach.
 Może się odwróć  powiedziała mama, jakbym miała pięć lat.
 Zrób to szybko  odpowiedziałam i mimo wszystko, odwróciłam się. Teraz za obraz służyła mi czarna koszulka Luke'a.
 Wyciągnij rękę.  Wyciągnęłam, a blondyn mocniej zacisnął mi dłonie na ramionach.  Luke, jak możesz podtrzymaj jej rękę.
       Musiałam się do niego przybliżyć, bo choć Luke jest długi, to jednak zasięg ramion też ma ograniczony. Zamknęłam oczy.
 Na trzy – powiedziała moja mama, a ja zacisnęłam zęby.  Raz, dwa, trzy…
       Pociągnęła mnie raptownie za palec. Wrzasnęłam i niewiele myśląc wtopiłam zęby w ramię Luke'a, byleby nie krzyczeć dalej. Poczułam, jak podskoczył, ale nie puścił mnie. W końcu nadeszła ulga. Palec nadal mnie bolał, ale był to o wiele mniejszy ból, niż wcześniej. Miałam, więc pewność, że znalazł się z powrotem na właściwym miejscu.
 Gotowe  powiedziała mama.  Po twojej minie wnioskuję, że już jest lepiej.
 Tak, dzięki  odparłam, odsuwając się od Hemmingsa.
 Ugryzłaś mnie  rzucił, podciągając rękaw. Na jego skórze widniał zaczerwieniony ślad po moich zębach.
 Ugryzłaś go?
 Niekontrolowany odruch  odparłam, a mama przekręciła oczami. Spojrzałam na niego.   Przepraszam.
 Wybaczam  powiedział, a mnie, aż zatkało.
– Co wy tu wyprawiacie?  zapytał Dan, który przyglądał się nam z rozbawieniem na twarzy.  Wiecie, jak to wyglądało? Jakbyście ją torturowali.
 Był mały wypadek  odparła mama, podchodząc do swojego narzeczonego. Cmoknęła go w usta.
 Ale jest dobrze?  zapytał Dan.
 Już jest dobrze  odpowiedziałam i lekko uśmiechnęłam się. 


***
Kilka ogłoszeń parafialnych na koniec tego rozdziału :D

Po pierwsze spokojna głowa opowiadanie jeszcze się nie kończy. Kończy się powoli jego pierwsza część - dokładnie 2 rozdziały do końca. Druga część rozpocznie się zaraz po wydarzeniach z rozdziału ostatniego lub kilka dni później (już teraz sama nie pamiętam :D). Więc, jeszcze się ze mną trochę pomęczycie.

Kami, Lariste - niestety będziecie musiały jeszcze sporo "wycierpieć", bo ślub będzie później - dużo później. Mam nadzieję jednak, że to was nie zniechęci :)

Ostatnia sprawa - z uwagi na to, że Roxy musiała iść na przymusowy urlop w pracy (Roxy pracoholik :D), będę mieć więcej czasu na pisanie i mam nadzieję, że jakoś nadrobię parę rozdziałów na blogi - nie tylko na ten, choć na tym jestem już sporo do przodu :D Dopiero w następnym tygodniu wyjeżdżam, więc kolejny rozdział pojawi się w piątek lub w sobotę- w zależności kiedy zdążę go wrzucić. Ostatnio w ogóle zauważyłam, że częściej te rozdziały się pojawiają - dwa razy w tygodniu - nie wiem, czy to wam pasuje czy nie, dlatego, jak coś dawajcie znać (czy to za często, czy też nie). Ale mi wyszło masło maślane :D

Koniec ogłoszeń parafialnych :D 
Pozdrawiam!

#PodJednymDachemFF

21 komentarzy:

  1. Mało Case <<<<
    Ale uwielbiam to ff! Fajnie, że dodajesz rozdziały regularnie, a nie co dwa miesiące xd
    Mam jeszcze jedną parę do shippowania - Miri XD
    Niedługo zabraknie ci postaci, ktore zacznę shippować, miej się na baczności ;))
    Buziaki! xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe Miri mi się podoba haha :D Naprawdę bardzo się cieszę, że podoba ci się ta historia. Nie, no staram się trzymać regularności - o ile to brzmi po polskiemu haha :)

      Usuń
  2. Gdzie. Był. Calum? :( i jego szczenięcie oczka *-* Mikey, już cię lubię ziomek.
    Harper to się nigdy nie zmieni, boże, jak ja jej nie trawię. może ona z kołyski wypadła, jak była młodsza? Albo ją specjalnie upuścili...
    Aww, biedna Rose :( Znam ból wybitych palców od siatkówki, oj znam.
    Ugryzła go, hahaha, leżę i nie wstaję :D
    Aj tam, że na ślub trzeba poczekać. Wytrwam!
    Pozdrawiam i życzę dużo weny! ;*


    Przy okazji, u mnie nowy na new-roommate :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Calum i jego oczka pojawią się jeszcze nie raz :D Hahaha prawie się poplułam czytając twoją opinię na temat Harper - Lariste wymiatasz haha :D Mam nadzieję, że wytrwasz i że cię nie zanudzę. Również pozdrawiam i dzięki za wenę - zawsze ją chętnie przyjmuję :D

      Usuń
  3. Ekhem ekhem
    Po pierwsze! Rozdziały są wrzucane w idealnym odstępie czasowym, ale to nie zmienia faktu że chciałabym je mieć codziennie!
    Po drugie! Luke i Rose razem- tylko o tyle proszę
    Po trzecie! To jest GENIALNE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super cieszę się, choć niestety nie dałoby się wrzucać nowych części codziennie :) Widzę, że ty za to stawiasz na Luka i Rose a nie na Rose i Caluma :) Coś nowego :)

      Usuń
  4. Ekhem ekhem
    Po pierwsze! Rozdziały są wrzucane w idealnym odstępie czasowym, ale to nie zmienia faktu że chciałabym je mieć codziennie!
    Po drugie! Luke i Rose razem- tylko o tyle proszę
    Po trzecie! To jest GENIALNE!

    OdpowiedzUsuń
  5. Michael - jesteś najlepsiejszy, ty i te twoje gadki hahah :D Widać, że Lori wpadła mu w oko. Bleee Harper - weź dziewczyno wyjdź i się walnij w łeb, bo i tak nikt cię tutaj nie lubi. Ał, powybijane palce bolą, żadna przyjemność. Chechłam na głos czytając, że Rose go ugryzła hahaha Rose zmienia się w wampira :D Chociaż zabrakło mi w tej części mojego AWWWW Caluma Super Sexi Hooda XD to jednak ci wybaczam, tak jak Luke wybaczył Rose za to, że go dziabła w ramię:D
    I kilka spraw odnośnie twojego ogłoszenia:
    - ja się z tobą nie męczę, tzn. nie męczę się z tym opowiadaniem, bo je uwielbiam - UWIELBIAM :*
    - tak Roxy jesteś pracoholikiem
    - nie, rozdziały nie pojawiają się za często, bo ja tak samo jak Annie też chciałabym nowe mieć codziennie :D
    Teraz krótki apel - nie daj się prosić i nie daj nam czekać, aż do piątku tylko dodaj nowy rozdział w środę, a drugi w piątek lub sobotę, dzięki temu przed wyjazdem skończysz część pierwszą, a po twoim powrocie rozpocznie się część druga historii :D Zastanów się nad tym, albo ja... urządzę ci oficjalny strajk hahahah :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha Ta Rose wampir ze Zmierzchu XD Wiem, że dla ciebie rozdział bez Caluma to rozdział stracony, ale Hoodie pojawi się w tym opku jeszcze nie raz - gwarantuje ci to :)
      A nu.. się sprzeczać nie będę odnośnie pracoholizmu :D
      Codziennie się niestety nie da :(
      A nad środą porządnie się zastanowię - boję się twojej groźby, bo za dobrze cię znam i wiem, że możesz coś mi odwalić hahah :D

      Usuń
  6. OłYeah.Jesu, ale jestem podjarana tym rozdziałem.Sądzę że jesli napisałabym w komentarzu tylko jedno słowo czyli w tym przypadku : "zajebiste" nie zmieniło by to postaci komentarza także : ZAJEBISTE

    OdpowiedzUsuń
  7. Ugryzła go XD
    Rozdziały są dodawane idealnie i powiem ci, że zaczęłam czytać twojego drugiego bloga o Malii :) Piszesz zarąbiście! Lose (zgadzacie się na nazwę? A może była inna a nie widziałam :P) powinno być nieco więcej, ale nie będę się czepiać, bo są w końcu prawie przyrodnim rodzeństwem (i taa, jestem wredna, ale jakoś mam nadzieję że do ślubu Sarah i Dana nie dojdzie - zła ja!)
    Buziaki :*
    Weny i czasu,
    Lusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i mam nadzieję, że drugie opowiadanie też cię zainteresuje :) Super - naprawdę dzięki za miłe słowa. Lose - mi pasuje, ale wydaje mi się, że nie było jeszcze żadnego skrótu do tej parki, bo raczej wszyscy obstawiają tu Cala i Rose :D

      Usuń
  8. Genialny rozdział ! a co do rozdziałów to nie nie są za częśtą dla mnie mogłyby być częsciej gdyz kocham to ff !! i czekam na next dodaj szybciutko bo nie moge sie doczekac :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się naprawdę, że ci się podoba :) Moje ego rośnie hahha :)

      Usuń
  9. Cudowny *.*.....zaczyna się ono powoli rozkręca.....kocham te opowiadanie..*.*...pisz, pisz, pisz!!!..czekam na nexta
    weny zycze..!
    //Kxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę się cieszę - dzięki za tak przyjemny komentarz :)

      Usuń
  10. Cudowny rozdział jak dla mnie rozdziały mogły by pojawiać się codziennie nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  11. No, niestety codziennie nie da rady :) Cieszę się, że ci się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialny rozdział jak zwykle <3 Czekam na nexta :D a jak dal mnie rozdziały mogą być nawet codziennie bo sa genialne *.* Dobrze ze druga część szybko nastąpi bo bym nie wytrzymała dłuższej rozłąki xd Pozdrawiam i do następnego :D /Wo.

    OdpowiedzUsuń