poniedziałek, 4 maja 2015

S1 - Rozdział 7

Now it feels we're as close as strangers


       Zeszłam po schodach. Rzuciłam swoją szkolną torbę na ziemię, tuż obok szafki i weszłam do kuchni. Mama krzątała się przy blacie, uczesana w ciasny kok. Na twarzy miała pełny makijaż. Od góry już przypominała nauczycielkę. Nie zdążyła się jeszcze ubrać w jedną ze swoich garsonek, więc przechadzała się po kuchni w zielonych dresach i luźnej czarnej koszulce. 
       Spojrzałam na blat, przy którym zawsze jedliśmy śniadanie. Mój talerz znajdował się tuż przy talerzu Luke'a. Blondyn pochłaniał właśnie drugą kanapkę, kiedy usiadłam obok niego i bez słowa przyciągnęłam naczynie bliżej siebie. Rzadko kiedy jedliśmy razem pierwszy posiłek. Przeważnie Luke miał przed zajęciami treningi lub spotkania członków radia albo ja wychodziłam na ostatnią chwilę i dosłownie mijaliśmy się w drzwiach.
       Nagle do kuchni wpadł, ubrany w swój służbowy garnitur, Dan. Dopił kawę, która stała na blacie i cmoknął moją mamę w usta.
 Miłego dnia, kochanie  powiedział z uśmiechem.
 Miłego dnia  odpowiedziała moja rodzicielka.
       Dan podszedł do mnie i do Luke'a i zmierzwił nam włosy na głowach.
 Ej  wydusiliśmy oboje i szybko zaczęliśmy się poprawiać.
 Miłego dnia, dzieciaki  odparł ze śmiechem. Po chwili już go nie było. Usłyszałam jeszcze zamykające się za nim drzwi wejściowe, przez które wyleciał niczym torpeda. Cały Dan.
       Utkwiłam wzrok w kanapce, którą zdążyłam już porządnie nadgryźć, kiedy poczułam lekkie szturchnięcie. Powoli odwróciłam głowę w kierunku blondyna, który jak gdyby nigdy nic, dalej pożerał swoje śniadanie. Zignorowałam to. Wyciągnęłam rękę po kubek z herbatą. Znów poczułam lekkie szturchnięcie. Zacisnęłam usta. Upiłam łyk i odstawiłam kubek z powrotem na miejsce, kiedy po raz kolejny Luke szturchnął mnie w ramię. 
       Niewiele myśląc odpowiedziałam mu tym samym. Blondyn podniósł głowę i utkwił we mnie swoje błękitne oczy. Uniosłam brwi do góry, a on tym razem z premedytacją ponownie szturchnął mnie łokciem. Spojrzałam na niego, jak na kosmitę i znów odpłaciłam mu się tym samym. Przez chwilę, niczym banda dzieciaków, przepychaliśmy się między sobą, a nasze talerze z kanapkami jeździły po stole, jak po torze wyścigowym. 
       W pewnym momencie wymierzyłam mu solidnego kopniaka w piszczel. Chłopak podskoczył na krześle tak, że zabrzęczały stojące na nim kubki.
 Ał… To już jawna agresja  wysyczał, nachylając się w moją stronę.
 Nie wiedziałam, że znasz, aż tak trudne słowa  odpowiedziałam, odsuwając się od niego.
 Możecie się w końcu uspokoić?  zagrzmiała moja matka, odwracając się raptownie w naszą stronę.  Bo przestanę  być miła.
 Sarah, ty zawsze jesteś miła  powiedział Luke, uśmiechając się do mojej matuli, która dosłownie świdrowała nas wzrokiem.
 Nie przeginaj, młody  ciągnęła, machając w naszą stronę palcem. Zaśmiałam się pod nosem. Mama przeniosła na mnie swoje niebieskie oczy.  To się tyczy też ciebie, moja panno.  Wyprostowałam się na krześle.
 Chcecie być traktowani, jak dorośli, a zachowujecie się, jak pięcioletnie dzieci. Tu  wskazała na blat, mając na myśli naszą wspólną kuchnię, a może i też cały dom  ma być cisza i spokój, jasne?  Pokiwaliśmy głowami.  Czy tak trudno normalnie funkcjonować?  Żadne z nas się nie odezwało.
       Mama raz jeszcze obrzuciła nas surowym wzorkiem, a następnie wyszła z kuchni. Oparłam głowę o rękę i złapałam za niedojedzoną kanapkę. Przeważnie w towarzystwie rodziców umieliśmy się pohamować, ale dzisiaj zarówno ja, jak i on wyszliśmy poza nasze nieustalone granice, by nie wszczynać sporów przy starszych. Spojrzałam na Luke'a, który w dalszym ciągu wpatrywał się we mnie, jakbym wybiła mu pół rodziny.
 To wszystko twoja wina  powiedzieliśmy jednocześnie.  Właśnie, że twoja.
 Litości  mruknął Luke, łapiąc za kubek.
 Zadowolony?
 Nadal was słyszę!  ryknęła moja matula, a my, aż podskoczyliśmy na swoich miejscach.  Cisza!
       Oczy wbite miałam w swój talerz. Kątem oka zauważyłam, że i Luke czujnie obserwuje swoje niedojedzone śniadanie. I nie wiem czemu, ale miałam ochotę ryknąć śmiechem. Moja matula zareagowała, jak typowa rodzicielka, która ma niesfornych urwisów pod jednym dachem. Nie mogąc się dłużej powstrzymać, uśmiechnęłam się pod nosem. A kiedy podniosłam głowę do góry, zobaczyłam, że i Luke uśmiecha się do swojego talerza.

       Trwała właśnie dłuższa przerwa między zajęciami. Razem z dziewczynami siedziałyśmy na dworze, tuż pod jednym z drzew, które rzucało miły cień, separując nas nieco od grzejącego słońca. Becky wertowała swój kalendarz, a Lori grzebała w torbie w poszukiwaniu książki. Ja siedziałam naprzeciwko nich, popijając pepsi w puszce.
 Dziwię się, że ty i Hemmings jeszcze się nie pozabijaliście  odparła Becky, odrywając swoje zielone oczy od zapisanych kartek.
 Dziwię się, że moja matula nie wywaliła nas dzisiaj z domu  powiedziałam, upijając kolejny łyk zimnego napoju.
 Od czego to się w ogóle zaczęło?  zainteresowała się Lori.
 Chyba od samego spojrzenia na siebie  odpowiedziałam, wzruszając ramionami.  Zresztą sama nie wiem.
 Nie mam pojęcia, kiedy będzie dobry termin  skwitowała Becky, odrzucając kalendarz na trawę.  Może po prostu spotkajmy się dzisiaj po zajęciach. Odwalmy to zadanie z chemii i miejmy to z głowy.
 Jestem za  powiedziałam.
 Mi też to pasuje  odparła Lori. – Poszperamy trochę w książkach, sięgniemy do netu. Coś się wymyśli. Na szczęście to nie jest trudne zadanie.  Ja i Becky wymieniłyśmy szybko spojrzenia.  Dobra, to może inaczej. To dla mnie nie jest trudne zadanie.
 Jesteś dobra w te klocki  rzuciła Becky.  Ja nie lubię chemii.
 Ja też. I chemia nie lubi mnie  odparłam ze śmiechem. – Ale całe szczęście, że w grupie mamy Lori.  Blondynka uśmiechnęła się szeroko.  Będziesz mózgiem tej operacji.
 I lepiej się postaraj  powiedziała poważnym tonem Becky.  Chcę to zaliczyć na piątkę.
       Razem z Lori wpatrywałyśmy się w nią. Dziewczyna po chwili delikatnie uśmiechnęła się, a następnie ryknęła śmiechem tak, że siedzące niedaleko nas grupki uczniów z ciekawością odwróciły się w naszą stronę. Becky skinęła im głową, dając im znak, by zajęli się sobą. Spojrzała na nas w dalszym ciągu mając na twarzy szeroki uśmiech.
 Jesteś kosmitką  skwitowała Lori.
 Ale w pozytywnym sensie?
 W pozytywnym  powiedziałam, zgniatając pustą puszkę w dłoni.

~***~
       Podszedł do zapisanej przez Caluma tablicy. Na niej z dokładnością, co do jednej osoby, rozpisane zostały zadania przygotowawcze do Dnia Otwartego szkoły. Co roku dyrektor ogłaszał, jakże to ważne wydarzenie, aby przyciągnąć, jak największą ilość potencjalnych nowych uczniów. Większość pracy spoczywała na parlamencie uczniowskim, a Calum, jako przewodniczący dwoił się i troił, aby zadowolić dyrcia. Hood był profesjonalistą i wszystko zawsze musiało być zamknięte na ostatni guzik. Dodatkowo miał wszystkie cechy, jakie powinien mieć przewodniczący, więc mało kiedy coś mu nie wychodziło. Potrafił dobrze zarządzić uczniami, zmotywować ich do pracy, a do tego miał dobre podejście do ludzi i szybko zyskiwał ich sympatię. Nic dziwnego, że w kolejnych wyborach zyskał, aż tak wielką przewagę w liczbie głosów nad innymi kandydatami, że jego zwycięstwo było tylko czystą formalnością.
 Cal, a co z dekoracjami?  zapytał Luke.  Wiesz, że dyro ma obsesję na punkcie upiększania budy.
 Właśnie nad tym myślę  odparł Hood, drapiąc się po policzku.
 Potrzebna nam osoba, która się na tym zna  ciągnął Luke, choć było to oczywiste, że muszą znaleźć kogoś, kto będzie umiał sprostać wymaganiom dyra.
 W sumie…  zaczął Calum i spojrzał na kumpla.  Znam kogoś takiego.
 To po problemie. Kto to?
 Ty też znasz tę osobę.
 Wow… Mówisz zagadkami  mruknął Luke, a Hood uśmiechnął się.  Wykrztuś to z siebie. Umówiłem się z Michaelem w radiu za pięć minut. A wiesz, że jak nie przyjdę na czas, to zacznie mi zrzędzić. Więc, kto to?
 Mieszka z tobą.
 Rose?  Luke wytrzeszczył oczy i uniósł brwi do góry. Spojrzał na kumpla, jakby temu przed chwilą coś spadło na głowę i majaczył.
 Daj spokój, widziałeś co potrafi, nie? 
       Luke przygryzł wargę. W sumie widział tylko jeden jej rysunek. Był naprawdę dobry. Ale zupełnie nie miał pojęcia, co tak naprawdę potrafi Rosalie. Poczuł się dziwnie, że jego przyjaciel zna o wiele lepiej osobę, z którą mieszka pod jednym dachem. Jakby on i Rose byli dwójką zupełnie obcych sobie osób. I w sumie tak właśnie było. Jedyne co potrafili robić wspólnie, to drzeć koty i obarczać się winą, kto komu bardziej niszczy życie.
 Ty w ogóle próbowałeś ją poznać?  wypalił Calum, przyglądając się blondynowi uważniej.
 Akurat w naszym przypadku to niemożliwe  powiedział szybko Luke.
 W takim razie polegaj na mnie. Ona ma talent i my możemy go wykorzystać.
 O ile się zgodzi.
 Hej  zaczął Calum i ponownie uśmiechnął się szeroko.  Mam urok Hooda. Dam radę ją namówić.
 Powodzenia – odparł Luke ze śmiechem.

~***~ 
       Grzebałam w szafce szukając podręcznika od historii. Przeważnie wszędzie zawsze staram się utrzymywać porządek, ale szkolna szafka to całkowicie inna bajka. Tam dzieją się dziwne rzeczy, a ja mam wrażenie, że nie mam na nie wpływu. W końcu udało mi się wyciągnąć przeklęty przedmiot, który znajdował się pod startą papierzysk, w które wchodziły luźne notatki, szkice i prace domowe, których nikt już nie chciał.
       Wcisnęłam książkę do torby i zamknęłam drzwiczki od szafki. Podskoczyłam, a serce zabiło mi mocniej. Właśnie stanęłam twarzą w twarz z Hoodem. Chłopak uśmiechnął się i oparł się o rząd innych metalowych szafek.
 Mogłam paść na zawał  wydusiłam z siebie, zakładając kłódkę.  Ktoś powinien przyczepić ci do szyi dzwonek. Może wtedy byłbyś słyszalny z daleka.
 Ja się też cieszę, że cię widzę, Rose  odpowiedział.
 Czego chcesz?
 Ej, myślałem, że ty i ja jesteśmy na pokojowej drodze w naszej krótkiej znajomości.
 No tak, zapomniałam, że nie jesteś bezmózgim członem elity.
 Uznam to za komplement- powiedział, nie przestając się uśmiechać.
 Więc?
 Więc?
 Chciałeś mnie od tak sprawdzić, czy jednak masz do mnie jakiś interes?
 W sumie mam do ciebie sprawę.
 To szybko. Zaraz zaczynają się zajęcia.
       Calum wyprostował się i utkwił we mnie swoje duże brązowe oczy. Spojrzałam na niego z ciekawością, jednocześnie starając się go ponaglić. Chłopie nie mam całego dnia żeby stać z tobą na tym przeklętym korytarzu!
 Niedługo jest Dzień Otwarty szkoły  zaczął, a ja kiwnęłam głową.  Jako parlament uczniów musimy go jakoś zorganizować.  Ponownie pokiwałam głową.  Jednak w naszych szeregach brakuje kogoś, kto zająłby się dekoracjami.
 I co związku z tym?
 Chcę cię prosić o pomoc w tej dziedzinie  powiedział, uśmiechając się szeroko.
 Nigdy w życiu  odparłam szybko.
 Daj spokój, Rose, kto jak nie ty. Jesteś utalentowana, pełna pomysłów…
 Nie nakręcaj się  wtrąciłam.
 Nie będziesz musiała gadać z Lukiem, obiecuję…
 Nie o niego tu chodzi – odparłam, a samo imię blondyna podniosło mi ciśnienie.  Po prostu ja się do tego nie nadaję.  Choć tak naprawdę nie miałam ochoty spędzać czasu po lekcjach z elitą, na którą nie mogłam patrzeć. W dodatku będąc sama, kiedy oni byliby w tak licznej przewadze.
 Chyba właśnie powiedziałem, że kto, jak nie ty.
 Calum  jęknęłam, ale chłopak pokręcił głową.
       Nagle, jak z pod ziemi wynurzyła się Lori. Zatrzymała się tuż obok nas i spojrzała z ciekawością to na mnie, to na chłopaka.
 Cześć  rzuciła w stronę Hooda, a następnie odwróciła się do mnie.  Masz ten podręcznik?
– Tak.
 Super. To idziemy, bo belfer nas rozszarpie, jak przyjdziemy po czasie.  Następnie odwróciła się do Caluma.  Jutro po zajęciach?
 Tak. Spotkamy się w sali parlamentu. I nie zapomnij wziąć…
 Wiem  mruknęła.  Planu otwarcia. Przedstawię ci poprawki.
 Bierzesz udział w dniu otwartym? – zapytałam ze zdziwieniem.
 Lori to dobry strateg  powiedział z zadowoleniem Calum.
 Uczęszczałam kiedyś do gazetki szkolnej, ale mnie znudziło. Teraz od czasu do czasu pomagam Hoodowi. Coś skrobnę, coś poprawię... No, ale mniejsza o to  rzuciła blondynka i uśmiechnęła się.  Idziemy?
 Rose cię dogoni.
 Ok  odparła Lori i ruszyła  stronę sali. Spojrzałam na Caluma, jak na kosmitę.
 Już wydajesz mi rozkazy  mruknęłam.
 Nie bądź taką buntowniczką  ciągnął, krzyżując ręce na klatce piersiowej.  Rozważ proszę moją prośbę. Zależy mi na tym…
 Niech ci będzie – odparłam, zrezygnowana. Skoro Lori mogła współpracować z tymi pajacami, to i ja mogę się przełamać i coś przygotować dla szkoły. W sumie Calum był całkiem spoko, a to on miał tu najważniejszy głos.
 Ekstra! Widzimy się jutro po zajęciach  powiedział z uśmiechem.  Do zobaczenia!  Odwrócił się i pognał na zajęcia.
 Bomba  mruknęłam po nosem. – W co ja się pakuję.

~***~
       Wszedł do domu. Ściągnął buty i już miał zamiar ruszyć w stronę schodów, kiedy z pomieszczenia obok doszedł do niego dźwięk stawianego kubka i szelest papierów. Poprawił plecak, który miał na ramieniu i powoli przekroczył próg salonu.
 A co ty tu robisz?  zapytał, unosząc brwi.
 Tak się składa, drogi synu, że też tu mieszkam  odparł Dan, odrywając wzrok od teczki. Uśmiechnął się do Luke'a.
 Myślałem, że jesteś w pracy.
 Wyszedłem dzisiaj szybciej. A ty nie masz treningu?
 Dzisiaj nie.
 To co powiesz na pizzę i jakiś odmóżdżający program dla facetów? Sarah wróci wieczorem, a Rose, o ile mi wiadomo, robi jakiś projekt na chemię.
 Chętnie.
 Ale najpierw…
 Lekcje  mruknął Luke.  Wiem. Może wpadną też chłopaki.
 Mnie to tam nie przeszkadza.
 Wiem, tato  odpowiedział blondyn i całkiem przypadkowo spojrzał na dwa obrazy wiszące przy kominku. Jeden z nich przedstawiał las i łódkę, która samotnie stała na brzegu ciemnego jeziora. Drugi ukazywał zatłoczone miasto nocą.
 Ekstra, nie?  zapytał Dan, wpatrując się w syna. Luke pokiwał głową.  Rose to namalowała.
 Rose?
 Prawdziwy talent. Wyciągnąłem od niej jeszcze trzy, jeden powiesiłem w sypialni, a dwa zawiozłem do biura. Mojemu zastępcy tak się jeden z nich spodobał, że namówił mnie na to, bym mu go odstąpił. I zgodziłem się.
 Nie wiedziałem, że Rose, aż tak potrafi malować.
 Sądząc po waszej jakże rodzinnej relacji, to wielu rzeczy o niej nie wiesz.
       Luke oderwał wzrok od obrazów i spojrzał na swojego ojca. Dan wpatrywał się w niego w milczeniu. Już po raz drugi tego dnia, ktoś mu wytknął to, że jej nie zna. A czy ona zna jego? Ile tak naprawdę o sobie wiedzą. Mimo, że się nie znoszą, to jakieś podstawowe informacje wiedzieć powinni. Ale czy możliwe jest to, że znają się tylko, jako czepiający się, uparci i wiecznie złośliwi członkowie tej pokręconej rodziny?
 Muszę iść odwalić pracę domową z matematyki  powiedział Luke. 
       Dan kiwnął głową i wrócił do swoich papierów. Blondyn odwrócił się i ruszył w stronę schodów. Wspiął się na górę i wszedł do swojego pokoju. Rzucił plecak na łóżko i szybko przebrał się w normalne rzeczy. 
       Następnie cicho wyszedł z pokoju i spojrzał w stronę kolejnych schodów, które prowadziły na strych. Strych należący do Rose. Przez chwilę słuchał, upewniając się, że jego ojciec nadal jest w salonie. Nie chciał by ktoś przyłapał go, jak kręci się gdzieś, gdzie nie powinien. Rosalie wpadłaby w furię, gdyby dowiedziała się, że łaził po jej ulubionym miejscu w tym domu. A wtedy wybuchłaby prawdziwa wojna domowa. 
       Powoli zaczął wchodzić na górę. Stopień za stopniem. Krok za krokiem. W końcu stanął na samym szczycie i rozejrzał się po kolorowym pomieszczeniu. Na sztaludze stał niedokończony obraz. Podszedł bliżej i przyjrzał się okrągłej buzi roześmianego dziecka. Mała dziewczynka w swoich brązowych lokach miała wpięte czerwone wstążki, uformowane na górze w niewielkie kokardki. Jej policzki były zaróżowione, a oczy pełne radości i szczęścia. W małej rączce ściskała kolorowego podłużnego lizaka. Zerknął na stół z farbami i dopiero po chwili zauważył fotografię. Rose przenosiła ją na płótno. Uniósł brwi. Dziecko ze zdjęcia, jak i dziecko z obrazu było identyczne. Dziewczyna miała naprawdę talent, o którym tak ciągle mówili inni.
       Odwrócił się i spojrzał na zawalony kartkami stół. Cicho podszedł do niego i zaczął przewracać szaro białe szkice. Co jakiś czas przed oczami stawała mu martwa natura, jacyś obcy ludzie, architektura, zwierzęta i parki. A on kolorował je w swoim umyśle i dopisywał do tego odpowiednią historię. Obrazy krążyły mu po głowie niczym stary film, a on jak reżyser decydował, co zaraz się zdarzy.
       Nagle wyprostował się, odłożył rysunki i szybko ruszył w stronę schodów. Zszedł na dół, minął swój pokój i pokonał kolejne schody, z których niemalże zbiegł.
 Luke?
 Tak?  Zatrzymał się, przy drzwiach od piwnicy.
 Ponoć miałeś iść robić lekcje.
 To może poczekać  rzucił szybko, otwierając jednocześnie drzwi. 
       Wleciał, jak torpeda do piwnicy i złapał za zapisany notatnik z piosenkami. Zabrał ze stojaka gitarę i rozsiadł się na kanapie. W końcu ruszył z piosenką, którą tak długo pisał. W końcu wiedział, jak ją poprowadzić. Musiał tylko szybko to zapisać.  Nie mógł uwierzyć w to, że rysunki Rose odblokowały mu wenę twórczą i dodały kolejnych pomysłów. Że tą inspirację miał niemalże na wyciągnięcie ręki. Ona opowiadała obrazem, a on melodią i słowem. Czas odkurzyć i dokończyć starą historię.



***
Dziękuję za wszystkie komentarze - naprawdę miło się je czyta :) Życzycie mi tak dużo weny, że chyba ma to odbicie w realnym życiu, bo historię tą pisze mi się szybko i łatwo. Już sporo rozdziałów "nastukałam" i jestem, że tak to określę - bardzo do przodu :D. Jeszcze raz wielkie dzięki! Pozdrawiam!

#PodJednymDachemFF

22 komentarze:

  1. Twoje pismo, charakter pisma jest taki: wow.
    Brawo, rozwijaj się!!! //Pozdrawiam Chołka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O.. Wielkie dzięki :) Zapraszam w takim razie częściej :) Również pozdrawiam

      Usuń
  2. Jeej, nareszcie! Uwielbiam, Boże, kocham! Po prostu idealne! Relacja miedzy Luke'iem i Rose bardzo mi się podoba, bo nie lubię przesłodzonych opowiadań, gdzie bohaterowie od razu się w sobie zakochują hahaha. Twoje bardzo łatwo się czyta ;) To ja dorzucę jeszcze trochę - weny! Pisz i nie przestawaj, wszyscy cieszymy się z wyprzedzenia :D
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe zawsze jak czytam twoje komentarze to mam tzw. banana na twarzy :) Cieszę się, że ci się podobało. Wenę z chęcią przyjmę w każdej ilości :)

      Usuń
  3. Kocham to opowiadanie !!!
    Czekam z niecierpliwością na nexta!!
    Życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :) Cieszę się. Wenę przesyłaną biorę garściami :D Kolejny rozdział już niedługo

      Usuń
  4. Kocham to opowiadanie. Ciągle dodajesz nowe akcję. Ciągle coś się dzieje. Zazdroszczę talentu. Też bym chciała tak pisać... Życzę weny bo już nie mogę się doczekać następnego rozdziału. WENY <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę cieszę się czytając takie komentarze :) Weny oooo tak :) Kolejny rozdział już wkrótce :)

      Usuń
  5. Świetny rozdział !!!! Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :) Cieszę się, że ci się spodobał :)

      Usuń
  6. Nie wiem jak innym, ale ja bardzo lubię relację Luke-Rose. Wydaje mi się, że wspólnymi siłami, malutkimi kroczkami dojdą do porozumienia, bo gdyby od początku było tak hop-siup wszystko w porząsiu, to by było za łatwo. :)
    Wiedziałam, że Rosie zgodzi się na współpracę z Calem, w końcu kto da radę oprzeć się "urokowi Hooda", nie? :D
    Pozdrawiam i życzę weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie - cieszy mnie to, że ci się ich ta dziwna relacja podoba :D No, nie ma to, jak Calum :D Również pozdrawiam :) I biorę życzoną wenę hahah

      Usuń
  7. Luke i Rose lubię to połączenie :) mamuśka już z nimi nie wytrzymała. Caluuuuum jaki pewny siebie, ale fakt, kto się oprze jego urokowi :) no i wyszło i tak na Caluma haha oby współpraca poszła w miarę gładko :) Luke nie grzebie się w cudzych rzeczach :P uzależniłam się od emotek :) czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm jak widać Calum dostaje to, czego chce - ma za dobrze! :D Nie tylko ty uzależniłaś się od emotek - ja też to mam XD

      Usuń
  8. Tobie milo sie czyta przyjazne komentarze a nam twoje uzalezniajace "wypociny" ;) Z niecierpliwoscia czekam na next !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj miło :D Niedługo kolejna część. Dzięki za komentarz :)

      Usuń
  9. Mega *.* czuje się jakbyś opisywała prawdziwe rodzeństwo xd Genialny rozdział :D Czekam na nexta i pozdrawiam :D /Wo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to, że ci się spodobało :) Niedługo pojawi się kolejna część. Dzięki za komentarz :)

      Usuń
  10. Super rozdział nie oferty doczekać się następnego ♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz - cieszę się, że ci się rozdział spodobał. Następny już niedługo :)

      Usuń
  11. To może skoro tak ci słodzimy, to może zrobisz nam przyspieszony dzień dziecka, matki, ojca, siostry, strażaka czy tam czegoś innego i dodasz kolejny rozdział szybciej? :D
    pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień strażaka już był z tego, co się orientuję hahahah XD Nie przesadzaj :D Się obaczy... Los pokaże :D

      Usuń