piątek, 8 maja 2015

S1 - Rozdział 8

She wears high heels, I wear sneakers
She's Cheer Captain and I'm on the bleachers


       Po co ja się na to zgodziłam? Dlaczego tak łatwo dałam się na to namówić? Co ja w ogóle sobie myślałam? Od rana właśnie takie pytania krążyły mi po głowie, a pojawiały się znacznie częściej, gdy zbliżała się godzina zero  mianowicie koniec lekcji i spotkanie w jakże zaszczytnym gronie parlamentu uczniowskiego, któremu to będę pomagać w dekoracjach.
       Na całe szczęście dziś ostatnią lekcja było wychowanie fizyczne, więc gra w siatkówkę pochłonęła mnie zupełnie. Dzień Otwarty szkoły nieco zszedł z piedestału, a ja mogłam odetchnąć. Niestety miałam wrażenie, że zajęcia tak szybko się skończyły, jak się zaczęły. Usłyszałam gwizdek, a następnie nauczyciel zagonił nas do szatni, życząc miłego dnia.
       Wzięłam szybki prysznic, a następnie nieco się ociągając, zaczęłam wkładać przeklęty mundurek, do którego powoli zaczynałam się przekonywać. Choć nadal mi się zupełnie nie podobał.        Siedziałam na ławce zawiązując trampka, kiedy tuż obok mnie pojawiła się uśmiechnięta Becky. Dziewczyna pożegnała się z nami, a mi dodatkowo życzyła cierpliwości przy pracy nad dekoracjami. Wiedziałam, że na myśli ma bardziej naszą szkolną elitę i blondyna, niż faktycznie jakieś cholerne dekoracje. Pod czujnym okiem Lori, która od jakiegoś czasu nade mną zawisła, dokończyłam wiązać sznurówki.
 Myślisz, że stchórzę i dam nogę?  zapytałam ze śmiechem, podnosząc głowę do góry.
 Kilka razy przeleciało mi to przez myśl  odpowiedziała blondynka i uśmiechnęła się lekko.
 Nie jestem tchórzem  powiedziałam z pewnością w głosie, podrywając się z miejsca.  I dotrzymuje obietnic.
 Dobrze wiedzieć   odparła, podając mi plecak. – Czas na zajęcia z twórczości i rozkazującego Hooda.
 Się doczekać nie mogę- mruknęłam pod nosem.
       Lori ruszyła, jako pierwsza w stronę wyjścia z szatni, a ja poczłapałam za nią z miną, jakby mieli mnie zaraz torturować. W coś ty się wpakowała Rosalie? Praktycznie bez słowa pokonaliśmy drogę na drugie piętro. Szkoła już opustoszała, a echo naszych kroków lekko odbijało się od ścian. Ci szczęśliwcy, którzy nie byli zaangażowani w Dzień Otwarty mogli legalnie udać się do swoich domów, by odrabiać lekcje lub marnować czas przed komputerem. Albo robić i jedno i drugie. Grono wybranych musiało pozostać w tych chłodnych murach, aby swoimi pomysłami zadowolić dyrektora.
       Nagle Lori zatrzymała się przed czarnymi drzwiami, a ja pogrążona we własnych myślach, zatrzymałam się na jej plecach. Dziewczyna zachwiała się, a po chwili odwróciła w moją stronę.
 Ziemia do Rose  odparła z uśmiechem.
 Przepraszam  jęknęłam.  Ale wiesz, że wolałabym mieć wizytę u dentysty, niż siedzieć tu z nimi.
– Wiem  powiedziała ze śmiechem.  Twoja mina, to świetnie obrazuje.
       Przekręciłam oczami i spojrzałam na drzwi, przy których się zatrzymałyśmy. Na nich wisiała tabliczka z napisem: Parlament uczniów Kingsford NSW HS. Zaraz obok znajdowało się nasze szkolne radio, które było całe oszklone, a chłopaki łatwo mogli zobaczyć, co dzieje się na korytarzu. I vice versa.
– Zrobimy to szybko  powiedziała Lori, wskazując na drzwi.  Odbębnimy swoje i spadamy na chatę.
 Spadanie na chatę, jak najbardziej mi odpowiada  odparłam.  Miejmy to już za sobą.
       Lori złapała za klamkę i otworzyła drzwi. Obie weszłyśmy do środka. Wszystkie oczy skierowały się w naszą stronę. Szybko rozejrzałam się po pomieszczeniu, które było duże- oczywiście w barwach naszej czarno czerwonej budy. Parlament w mojej poprzedniej szkole, w porównaniu z tym, gnieździł się w klitce. Tu znajdowały się osobne ławki, cztery komputery i drukarki, regały zawalone teczkami i papierzyskami oraz tablica, która teraz była prawie cała zapisana. 
       Calum stał przy oknie, witając nas swoim znanym uśmiechem. Luke i Michael bujali się na krzesłach, a Ashton przewracał zapisane kartki papieru. Stolik naprzeciwko nas okupywała ósemka uczniów, których kompletnie nie znałam, ale niektórych kojarzyłam z lekcji. Na szczęście nigdzie nie było widać Harper i Angeli.
 Jesteście!  powiedział Hood, a następnie spojrzał na Luke'a z miną: a nie mówiłem. Coś mi się zdaje, że blondas był w stu procentach pewny, że nie pomogę jego kumplowi w dekoracjach. No, cóż panie Hemmings… Punkt dla Caluma.
       Lori podeszła do wolnego biurka i szybko otworzyła torbę. Wygrzebała z niej zieloną teczkę, a następnie podała ją przewodniczącemu. Hood bez słowa otworzył ją, przejrzał i pokiwał głową.
 Może być?  zapytała blondynka.
 Genialnie  odparł Hood, a uśmiech nie znikał z jego twarzy.
 Trzeba się jeszcze zastanowić nad punktem trzecim i piątym  wskazała Lori palcem.
 Za chwilę. Najpierw Rose.
       Kiedy tylko usłyszałam swoje imię, oderwałam wzrok od tablicy i spojrzałam na chłopaka. Calum skinął na mnie głową, a ja niechętnie podeszłam do niego. Miałam wrażenie, że między nami wszystkimi panuje dziwna cisza. Z drugiej jednak strony mogłam to sobie najnormalniej w świecie wymyślić. Pod czujnym okiem pozostałej elity  ósemka uczniów zajęła się znowu jakimś zdaniem zleconym przez Caluma  położyłam torbę na wolny stół.
 Co mam zrobić?  wypaliłam.
 Będziesz naszym głównym specem od dekoracji  zakomunikował mi Calum, a ja myślałam, że strzelę sobie w łeb. Nie pisałam się, aż na taką akcję. Poczułam, jak Lori puka mnie w plecy. Wzięłam głęboki oddech i powstrzymałam chęć zgrzytania zębami.
 Ty decydujesz  ciągnął dalej Hood.  Znasz się na tym najlepiej. My pomagamy.
 Dobra, czego oczekujesz? – Chłopak kiwnął na Ashtona, który zerwał się ze swojego miejsca i stanął obok mnie. Przeniosłam na niego swoje ciemne oczy. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu. Następnie Irwin, jakby nieco się obudził i pomachał kartką, którą miał w dłoni.
 Oddaję pałeczkę  odparł Calum.  Lori, kilka pytań.
 Jasne  usłyszałam odpowiedź blondynki.
 Więc?  Ponagliłam chłopaka w czarnej bandanie.  Jakieś konkrety?
– Na głównym holu będą zaprezentowane nasze szkolne kółka, do których można się dołączyć. Trzeba je jakoś udekorować i postawić odpowiednie boksy. Dla każdego z koła po jednym.
– Poczekaj  powiedziałam i już chciałam zanurkować do torby, kiedy ktoś przysunął w moją stronę plik kartek i długopis. Powoli odwróciłam się i spojrzałam na Michaela.  Dzięki  wydusiłam z siebie i szybko zgarnęłam rzeczy ze stołu.
 Nie ma sprawy – odparł zadowolony i wrócił do swojej dawnej pozycji, czyli do bujania się na krześle. Szybko zapisałam informację o boksach i kółkach.
 Na sali gimnastycznej będzie sport, czyli nasza szkolna drużyna  ciągnął Irwin, a ja skrobałam długopisem po papierze.  Parlament uczniowski prezentować się będzie tuż przy radiu. Wymyśliliśmy, by między nimi postawić dłuższy stolik i tam umieścić najważniejsze informacje: czym się zajmują i tak dalej. Dodatkowo na boisku stanie scena, a tuż obok niej będzie można spróbować naszych stołówkowych specjałów. Chcielibyśmy, aby scena miała kolaż z tym wszystkim, co znajduje się w naszej szkole, no i oczywiście plakat z logo zespołu.
 Jakiego zespołu?  zapytałam, podnosząc głowę i wlepiając w niego oczy.
 Naszego.
 Czyli?
 5 Seconds of Summer  powiedział dumnie Irwin.  Dyro chętnie się zgodził, byśmy zagrali.
 Okej…  wydusiłam z siebie i zanotowałam informację o zespole chłopaków.
 Trzeba to połączyć w jakąś spójną całość i…
 Spoko  przerwałam mu.  Już coś mam.
       Ash otworzył usta, a po chwili je zamknął. Uniosłam brwi do góry, zastanawiając się, czy coś jeszcze chce mi powiedzieć, ale Irwin, jakby czytał mi w myślach i pokręcił szybko głową. Odwróciłam się i złapałam za torbę. Zrobiłam kilka kroków w stronę drzwi, kiedy usłyszałam głos Lori.
 A ty dokąd? Pracujemy tutaj  oznajmiła mi z uśmiechem.
 Wiem  odpowiedziałam, chwytając ręką zimną klamkę.  Po prostu mam już pomysł, tylko muszę go jakoś uporządkować.
 Tylko wróć  odezwał się Calum.
– Wrócę – zapewniłam, choć najchętniej wróciłabym do domu.
       Wyszłam na pusty korytarz. Wokół mnie panowała cisza. Odeszłam kawałek dalej i usiadłam na ławce. Spojrzałam na zapisane kartki papieru. Zawsze w takich pracach, gdzie trzeba było coś konkretnego wymyślić, coś połączyć, coś stworzyć z zarysu, szukałam spokoju i ciszy, aby móc się dobrze skupić. Korytarz był dobrym miejscem. Wszyscy gnieździli się w pokoju parlamentu, a tu mi nikt tyłka nie zawracał.
       Wyciągnęłam z torby ołówek. Zapisaną kartkę położyłam obok siebie. Czystą kartkę miałam tuż przed sobą. Ołówek dotknął papieru. Zamyśliłam się. Powoli, a nawet mogę powiedzieć, że ślamazarnie, kiełkował się w moim mózgu pomysł na dekorację. Szkoła ta, choć wiecznie na nią narzekam, to ma kilka swoich plusów. Te plusy trzeba było przedstawić. I gdy zaczęły pojawiać się pierwsze pomysły, zaraz pojawiały się następne i następne. Po jakimś czasie z wizualizowałam swój plan.

       Już miałam się podnieść, kiedy usłyszałam z daleka dochodzące głosy. Głosy, które od razu rozpoznałam. Głosy, których nienawidziłam. Do parlamentu zmierzały Harper i Angela, które akurat nie zdając sobie sprawy z mojej obecności, plotkowały na temat urody naszych sportowców. A dokładniej Hemmingsa i Irwina.
       Powtarzałam sobie w myślach, by pierwsza nie zaczynać. By nie zaczepiać. Dlatego chciałam, czym prędzej czmychnąć do pokoju, w którym znajdowała się reszta. Niestety nie wiedziałam, że są, aż tak blisko. Dlatego kiedy wyszłam zza rogu, niemalże się z nimi zderzyłam.
 Rudzielec – powiedziała Harper, a na jej twarzy pojawił się złośliwy uśmiech.  Podsłuchujesz?
 Proszę cię… Wasze gadki obniżają mi poziom IQ, o ile wiecie, co to takiego. A zresztą już po kilku zdaniach mnie zemdliło.  Harper zmrużyła na mnie swoje brązowe oczy, a Angela prychnęła pod nosem z wyższością.
 Dlaczego szarak czai się pod pokojem parlamentu?  wypaliła nagle blondynka.  Chcesz dołączyć do elity?
 Uuu… Jaka szkoda, że nikt cię nie zaprosił  pociągnęła Harper. 
       Zaśmiała się, a następnie minęła mnie, szturchając jednocześnie w bok. Angela zawtórowała jej i obie podeszły do drzwi. Otworzyły je i zniknęły w środku. Uniosłam brwi do góry i klnąc pod nosem, ruszyłam za nimi. Weszłam do pokoju.
 Nie zapędziłaś się Ru…  zaczęła Harper, ale przerwał jej Calum.
 Rose i jak?
 Gotowe  odpowiedziałam, machając kartkami. Następnie posłałam dziewczynom uśmiech typu: ugryźcie mnie w tyłek i podeszłam do Hooda i Irwina, którzy nachylali się nad jakimś planem.
 Co wymyśliłaś?
 Moja wizja  powiedziałam i zaprezentowałam im wstępne szkice.  Boksy udekorowane adekwatnie do tematu. Każdy z nich z ich hasłem. Dodatkowo fotografie. Szkolna drużyna będzie mieć podobnie, ale tu dodamy też kilka obrazowych statystyk, które zaprezentują wasze osiągnięcia. Przy stole parlamentu będą przyozdobione ściany i zwisające z góry hasła. Stół okryje się czerwonym obrusem, a na nim znajdować się będą czarno białe informacje.
– Podoba mi się  odezwał się Ash.
 Na całej ścianie sceny będzie kolaż prezentujący nauczycieli, dyra i uczniów oraz budynek szkoły w tle. Wasze logo z nazwą znajdować się będzie zaraz przy głośnikach. Pomyślałam by na brzegach dodać instrumenty, nuty czy coś, co wiąże się z muzyką.
 Dobry pomysł  powiedział Calum.
– Stoły z jedzeniem będą przykryte pomalowanymi obrusami, a na środku pojawi się herb szkoły  dokończyłam i spojrzałam na chłopaków. Calum i Ash wymienili spojrzenia, a następnie obaj pokiwali głowami.
 Naprawdę dobrze wykombinowane  oznajmił Irwin.
 Mówiłem, że się do tego nadajesz  powiedział Hood z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech.  W takim razie do roboty. Timothy  zwrócił się do chłopaka siedzącego przy środkowym stole. Rudowłosy odwrócił się w jego stronę, a wraz z nim pozostałe siedzące obok niego osoby.  Plan gotowy. Rose wam powie, co robić.  Następnie spojrzał na mnie.  Powodzenia.

       Jako że pracy było sporo, Calum do dekoracji zagonił także Michaela i Luke'a oraz ku mojemu nieszczęściu Harper i Angele. On, Irwin i Lori pracowali nad dopieszczeniem planu Dnia Otwartego i prezentacji drużyny i parlamentu. Chłopaki z elity bez słowa realizowali mój plan, za to Harper i Angela silnie stawiały opór, więc po jakimś czasie najnormalniej w świecie je olałam. Skupiłam się na grypie Timothy’ego, który okazał się być całkiem niezły w te klocki. Pozostała siódemka tak samo. Im dałam większe zadania, które wymagały nieco większych umiejętności w posługiwaniu się pędzlami i farbami.
       Małymi krokami powstawały boksy, budowane i przyozdabiane przez Michaela i Luke'a, którym od czasu do czasu pomagały zadufane w sobie panienki. Powoli też wyłaniały się ozdoby do stołu parlamentu oraz duże kolorowe obrusy. Ja zabrałam się za największy projekt, a mianowicie za kolaż. Połączyłam kilka kartek, na których miał powstać wstępny szkic. Hood zapewnił mi o wiele większą powierzchnię do malowania, ale nie chciałam jechać z tym dużym dziełem od razu na żywca.
 Ups… Przepraszam  powiedziała jadowicie Harper, która po raz kolejny wleciała we mnie, powodując, że na szkicu pojawiła się długa kreska, zrobiona ołówkiem. Zazgrzytałam zębami i zaczęłam ją ścierać, modląc się w duchu o to, by nie stracić kontroli i nie ukatrupić tej idiotki na miejscu.
 Rose, rozłożymy się z tym na korytarzu. Potrzebujemy więcej miejsca  powiedział Timothy, a ja pokiwałam głową.
 Przepraszam  odezwała się Angela, która dźgnęła mnie pędzlem w bok. Zamknęłam oczy i zaczęłam powoli oddychać. Następnie odsunęłam się od nich i dalej starałam się skupić na wykończeniu wstępnego szkicu. W tym momencie Lori oznajmiła, że musi wracać do domu i szybko pożegnała się z nami. Zostałam, więc w paszczy elity sama jedna. Nie licząc Timothy’ego i jego ludzi, który pracowali na korytarzu.
       Jakby tego było mało Harper i Angela naprawdę się na mnie uwzięły, a ich kolejne poszturchiwania, obijania i uderzania stawały się coraz bardziej nie do zniesienia. W końcu miarka się przebrała. Raptownie odwróciłam się w ich stronę.
 Zrób to jeszcze raz, a…  Nie dokończyłam. Harper stanęła mi na ręce – pracowałam na ziemi, bo tam było najwięcej miejsca- a Angela wylała na mój projekt wodę, w której czyścili pędzle. Na szczęście woda była nie dawano zmieniona przez Michaela, jednak i tak zniszczyła szkic.
 Ojej  powiedziała blondynka z miną niewiniątka, a następnie cicho zaśmiała się.
 Przegięłyście  wydusiłam przez zaciśnięte zęby. Dźwignęłam się na nogi.  Niszczyć moją pracę to jedno, ale niszczyć pracę robioną dla szkoły, to drugie. Też mi cheerleaderki, które mają w dupie prezentacje własnej budy.
       Dziewczyny spojrzały na siebie, a ich miny mówiły wszystko. Obie mają za małą wyobraźnię, by bawić się w takie rzeczy. Dopiero moje słowa uświadomiły im, że nie tylko robią mi na złość, ale także innym osobą pracującym nad Dniem Otwartym.
       Wytarłam szybko szkic, który i tak zdążył już się rozmazać. Kątem oka zauważyłam, że chłopaki, przyglądają się tej scenie z niedowierzaniem. Na twarzy Caluma widniała zmieszana mina, jakby chłopak nie do końca wiedział, kiedy powinien zainterweniować. Dla mnie jednak było już po zamiatane. Miałam po dziurki w nosie tych dwóch kretynek. Wolałam wrócić do domu i tam wszystko dokończyć.
       W trybie natychmiastowym spakowałam się, zabierając ze sobą rzeczy potrzebne do wykonania kolażu i loga zespołu, a następnie ruszyłam w stronę drzwi.
 Rose.  Obok mnie pojawił się Calum. Złapał mnie za ramię, więc musiałam się zatrzymać.
 Daj spokój – odparłam i spojrzałam na niego.  Dokończę to w domu. Będziesz mieć wszystko na czas.
       Wyrwałam ramię z jego uścisku, otworzyłam drzwi i wypadłam na korytarz. Szybko pożegnałam się z pracującymi tam osobami i prawie biegiem pokonałam dystans między nimi, a schodami. Byłam tak pochłonięta ucieczką z tego przeklętego miejsca, że nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że ktoś podąża za mną. 
       Dopiero, kiedy zatrzymałam się przy swojej szafce, aby zabrać z niej zeszyt od ekonomii, usłyszałam kroki. Na początku je zignorowałam. Otworzyłam kłódkę, a następnie szafkę i wygrzebałam z niej notatnik. Władowałam go do torby, a następnie zamknęłam drzwiczki z trzaskiem. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Lukiem.
 Czego chcesz?  wydusiłam z siebie, zakładając kłódkę.
 Chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku.
 Bo ciebie to interesuje – prychnęłam pod nosem, jednocześnie kręcąc głową.
 Harper przegina  zaczął Luke.
 Mam to gdzieś  odparłam, wlepiając w niego swoje brązowe oczy.  Mam gdzieś ją i Angelę.
 Chcę po prostu…  Przerwał, kiedy ja pokręciłam szybko głową. Byłam wściekła. Miałam wrażenie, że zaraz mnie rozniesie.
 Odpuść, bo to i tak niczego nie polepszy  odparłam. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę wyjścia, zostawiając Hemmingsa samego.

~***~
       Calum lustrował Harper, która w dalszym ciągu analizowała to, co się stało. Słyszał, jak Irwin raz za razem ciężko wzdycha. Nie tylko on miał dość zachowania tej dwójki, która ewidentnie zaczynała przekraczać granicę dobrego smaku. O ile w takim zachowaniu w ogóle istniała, jakaś granica.
       Hood odłożył papiery na bok i podszedł do brunetki. Angela w tym momencie ścierała wodę, którą sama rozlała na wypolerowaną podłogę. Zatrzymał się obok Mills i chrząknął. Spojrzała na niego.
 Jeszcze jeden taki numer  zaczął, ale Harper szybko mu przerwała.
 No co ty, Cal  powiedziała i zatrzepotała rzęsami.
 Na mnie to nie działa  ciągnął poważnym tonem. – Nie chcę więcej takich zachowań.
 Przecież nic się nie stało  odparła Harper z miną niewiniątka.  To tylko Rudzielec…
 Ma na imię Rose  poprawił ją.  I dobrze by było, gdybyś zaczęła traktować ludzi z szacunkiem, którego tak oczekujesz od innych. – Odwrócił się i wrócił do Irwina, który klepnął go w plecy, popierając jego słowa.

~***~ 
       Praca w domu szła o wiele szybciej. Bez problemów dokończyłam szkic kolażu. Teraz musiałam przenieść go tylko na właściwy nośnik, który był dużym podłużnym i grubym płótnem, który Calum skądś wytrzasnął. Postanowiłam jednak najpierw zrobić próbny szkic dla zespołu chłopaków. Niestety przez tą całą aferę z Harper, nie zdążyłam zapytać się, jak w ogóle to ich logo wygląda. Nie miałam ochoty dzwonić do Luke'a, a nie miałam numeru kontaktowego do Caluma. 
       Wychodząc jednak z kuchni, natknęłam się wzrokiem na drzwi od piwnicy. Piwnicy Luke'a. Skoro chłopaki tam tak często grywali, to pewnie gdzieś musieli mieć swoje logo. Zerknęłam w kierunku salonu. Dan oglądał coś w telewizji. Mama natomiast była pochłonięta robieniem ciastek, więc nawet, jakby walnęła nam w ogródku bomba, to by się pewnie nawet nie zorientowała.
       Po cichu podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Następnie zapaliłam światło i powoli zaczęłam schodzić w dół. Nie chciałam, by ktoś mnie tu znalazł, a w szczególności blondyn, który dostałby pewnie ataku furii, gdyby zobaczył, że łażę tam gdzie nie powinnam.
       Kiedy znalazłam się na dole, rozejrzałam się. Po drugiej stronie poustawiane były instrumenty, a także długie biurko z mnóstwem kabli i konsolą. Tuż obok mnie stały dwie długie kanapy oraz szeroki stolik, który teraz zawalony był kartkami. Na ścianach wyłożonych boazerią wisiały kolorowe lampki i płyty, a także plakaty zespołów wsadzone w antyramy. Tuż przy biurku znajdowała się duża tablica korkowa, która zwierała kilka zdjęć zespołu, a także… ich logo. Logo z nazwą.
       Szybko podeszłam do mebla, wyciągając jednocześnie komórkę. Wspięłam się na palce i zrobiłam zdjęcie. Następnie niczym przestępca, ulotniłam się z miejsca zbrodni.

~***~
       Wszedł do domu, stawiając torbę tuż przy szafce. Poczuł przyjemny zapach pieczonych ciastek, który wydobywał się z kuchni. Połechtany zapachem, ruszył do pomieszczenia, mając nadzieję, że Sarah zostawiła trochę łakoci dla niego. Kiedy tylko minął próg, kobieta odwróciła się w jego stronę, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
 W końcu w domu.
 Myślałem, że nigdy nie skończymy  odpowiedział.
 To dla ciebie.
       Przesunęła w jego stronę duży talerz z czekoladowymi ciastkami. Podziękował jej, a następnie razem z nimi oraz jego torbą, wspiął się na górę. Zatrzymał się tuż przy swoich drzwiach. Z góry dochodziły do niego roześmiane głosy Rose i jego ojca. Odstawił torbę, a na nią położył talerz, a następnie niczym szpieg, zaczął powoli wspinać się po schodach. Zatrzymał się na odpowiedniej wysokości i spojrzał na uśmiechniętą dwójkę.
       Rosalie siedziała na ziemi, a wokół niej porozkładane były farby, pędzle i kartki papieru. Stał tam też talerz z ciastkami. Jego ojciec niemalże wisiał nad nią, spoglądając z ciekawością na to, co wychodził spod jej utalentowanej ręki.
 Muszę to skończyć, jak najszybciej  powiedziała dziewczyna.
 Dyro będzie ci wdzięczny  oznajmił Dan.  Namalowałaś go bardziej przystojnego. Spojrzeli na siebie i oboje wybuchli śmiechem.
       Nagle Dan odwrócił się i spojrzał na swojego syna. Luke pokręcił głową. Nie chciał psuć Rose humoru, szczególnie po tym, jak oberwała dzisiaj od Harper. Mężczyzna odpowiedział jednym skinięciem, a następnie odezwał się do niej.
 Nie będę ci już przeszkadzać.
 Nie przeszkadzasz, tylko boję się, że zjesz moją porcję ciastek.
 Właśnie ciastka… Może twoja mama zostawiła jeszcze coś bonusowo dla mnie.
 Może  rzuciła dziewczyna, a jej dłoń wraz z pędzlem powoli tańczyła po materiale.
       Luke cicho zszedł na dół, zabrał swoje rzeczy i wszedł z nimi do pokoju. Talerz z ciastkami postawił na biurku, a torbę rzucił na łóżko. Będzie musiał ją dzisiaj rozpakować. W pewnym momencie drzwi od jego pokoju otworzyły się. Blondyn odwrócił się i spojrzał na ojca.
 Czy chcę wiedzieć, co się stało? – zapytał, unosząc brwi.
 Nic się nie stało  powiedział Luke.
 Jasne…
 Nie z mojej strony.
 Dobre i tyle  oznajmił Dan. Spojrzał uważniej na syna.  Ty i ona… Oboje gotujecie sobie piekło na własne życzenie  dodał, a następnie wyszedł z pokoju.
 Wiem  powiedział sam do siebie i rzucił się na łóżko.  Bardzo dobrze o tym wiem. 


***
Rozdział ten miał się pojawić nieco później, ale cały weekend,a także poniedziałek jestem w pracy i nie dałabym go rady wrzucić. Więc Milena - powiedzmy, że masz swój przyspieszony Dzień Dziecka :D 
Oprócz tego mała niespodzianka dla was (Milena twoja wina :P). Otóż od nadmiaru weny, której mi tak ciągle życzycie, powstało kolejne opowiadanie o 5SOS - chyba się od nich w jakiś sposób uzależniłam :D Będzie to całkiem inna historia, niż ta i wcześniejsza, która znajduje się na pierwszym blogu. Od razu powiem, że nowe opowiadanie nie będzie dla wszystkich. Nic więcej nie powiem. Prace nad blogiem trwają i może uda mi się go otworzyć w połowie maja lub pod koniec - na pewno was o tym powiadomię.
W ramach małego smaczku, zaprezentuję wam ten cudny zwiastun, który także wykonała dla mnie Monia - jesteś najlepsiejszaaa! 


Mam nadzieję, że spodoba wam się tak samo mocno, jak mi :) Pozdrawiam!

#PodJednymDachemFF

12 komentarzy:

  1. OJESUOJESUOJESUUUU!
    Gratuluję, mój poziom fangirlingu osiągnął poziom hard. :v Nie usnę XD
    Tak się cieszę, że zakładasz kolejnego bloga!
    Co do rozdziału...
    *wyrzuca z siebie garść niewybrednych epitetów dotyczących zachowania Harper*, ale mówi tylko:
    A to pieprzona suczi!
    Brak mi słów, w tej pięknej wiązanki do góry nie chciałabyś usłyszeć :)))
    Buzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umarłam po twoim komentarzu XD Super, cieszę się, że cię to zainteresowało. Już zapraszam na bloga, choć go jeszcze nie ma hahah :)

      Usuń
  2. Rozdział świetny cieszę sie że dodałaś szybciej ! Harper jaka sucz ! Ale Luke za nią poszedł to się liczy
    Co do następnego opowiadania zapowiada sie ciekawie i napewno przeczytam !
    Dodaj szybko next i do zobaczenia ! weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harper to widzę zdobywa waszą sympatię po całości ahahha :D Cieszę się, że cie zainteresowałam nową tworzącą się historią :)

      Usuń
  3. Rozdział genialny jak zawsze super ze dodała go wcześniej . czekam z niecierpliwością na next . Mega.super ze będziesz pisać nowe opowiadanie ♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział ci się spodobał :) Dzięki za komentarz :)

      Usuń
  4. AWW ♡♡♡♡ mój Calum na gifie wygląda tak meeeega ;) Harper to po prostu sucz i tyle. Rose powinna jej przywalić. Dobrze, że Luke za nią poszedł, sie zmartwił chłopak. Czatuję na twojego next bloga. Cieszę się, że wybrałaś tą historię ;) zwiastun super ;) Uznam to za dedykacje dla mnie (ja nie skromna :D) i ta mam dobre sposoby by coś z ciebie wydusić ;) czekam na kolejną część. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz uznać to za dedykację dla ciebie :) Mam nadzieję, że nowa historia ci się spodoba :)

      Usuń
  5. Świetny rozdział (tak jak każdy) Nie mogę się doczekać następnego
    PS. Niesamowity zwiastun, spodobała mi się ta historia :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba. Kolejny rozdział jutro lub w niedzielę - w zależności, jak się wyrobię :)

      Usuń
  6. Heja :)
    Właśnie z głupoty, znalazłam Twojego Bloga i jestem nim zachwycona!
    Przyznam szczerze, że 5SOS, pojawił się w moim życiu, dopiero bardzo niedawno, ale opowiadania z Nimi, są o Niebo lepsze, niż z moim drugim ulubionym (byłym) zespołem.
    Bardzo fajnie, że masz jeszcze innego bloga, bo zaraz pójdę go czytać.
    Od dziś, staję się Twoją stałą czytelniczką/komentatorką, także możesz się mnie spodziewać, na każdym kolejnym rozdziale.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę się cieszę, że zyskałam kolejną czytelniczkę :) Zapraszam do siebie częściej :)

      Usuń