sobota, 16 maja 2015

S1 - Rozdział 9

That She's in the crowd of my show


       Zarwałam kilka nocy, zaniedbałam swoje własne projekty, spędzałam na strychu każdą wolną chwilę, aby dokończyć pracę nad dekoracjami dla Caluma. To, na co się porwałam, było wielkim wyzwaniem. Nic więc dziwnego, że nocami miałam koszmary z wciąż powtarzającym się schematem  że muszę malować to od nowa i od nowa, a każda praca zaraz niszczona była przez głupią Harper. Na całe szczęście Hood otrzymał kolaż i logo na czas, a reszta dekoracji skontrolowana przez moje czujne oko również była bez zarzutów. Nareszcie cała ta szopka dobiegła końca i nastał tak wyczekany przez wszystkich dzień. Dzień Otwarty szkoły.

       Dniem Otwartym okazał się być wtorek, więc wszyscy uczniowie zostali zwolnieni z zajęć, ale musieli pojawić się na tej szkolnej imprezie wyszykowanej przez nasz parlament i skontrolowanej przez naszego dyrektora. Pierwszą zasadą było zachwalanie budy oraz ogólna nienaganna prezencja. Tak więc od rana z uśmiechami na ustach, witaliśmy naszych licznie przybyłych gości – wycieczki złożone z rodziców i ich pociech, którzy mogli być potencjalnymi kandydatami na kolejnych uczniów tej szacownej placówki.
       Calum dwoił się i troił, aby jak najlepiej zaprezentować nie tylko swoją działkę, jaką był parlament, ale na jego barkach spoczywało też zadanie bycia uczniowską prawą ręką dyra. Zadziwiał mnie na każdym korku, bo nie było po nim widać zmęczenia, a na jego twarzy cały czas gościł przyjazny uśmiech. Kiedy widział, że ktoś wysiada, motywował go do dalszego działania, podkreślając, że niedługo to wszystko się skończy. Paradował tuż przy boku dyra, od czasu do czasu zatrzymując się przy sektorze parlamentu, który reprezentował Michael. Czerwonowłosy używając swojego talentu bardzo szybko nawiązywał rozmowy i dowcipnie opowiadał, a także odpowiadał na coraz to dziwniejsze pytania zatroskanych rodziców. Hemmings znajdował się tuż obok niego prezentując radiowców i oprowadzając zainteresowanych po ich królestwie. A większość chciała zobaczyć kącik radiowy. Irwin znajdował się na sali gimnastycznej, jako reprezentant drużyny piłkarskiej. Towarzyszył mu oczywiście Ryan i reszta ekipy. Ubrani w ich sportowe stroje, wskazywali na ich osiągnięcia, które zamykały się wśród pierwszej trójki najlepszych szkół. Dodatkowo popisywali się umiejętnościami i zachęcali dzieciaki do ruchu. Cheerleaderki okupowały podwórko i to na nich skupiała się damska część wycieczek. Na korytarzach, w wydzielonych boksach stali reprezentanci kółek i z zaangażowaniem opowiadali o swoich dziedzinach. 
       Ja, Lori i Becky jako niezrzeszone mieliśmy odpowiadać na pytania, gdyby któryś z rodziców chciał się dowiedzieć czegoś jeszcze, a nie miałby się do kogo zwrócić. Tak więc paradując po szkole, od czasu do czasu byłyśmy zaczepiane przez niewielkie grupki, w celu poinformowania ich, gdzie znajduje się sala, jacy są nauczyciele i gdzie jest toaleta.
 Nogi mnie bolą  jęknęła Becky, kiedy robiłyśmy kolejną z rzędu rundkę po korytarzach, przeciskając się przez tłumy, które nagle zgromadziły się w środku.
 Za chwile będzie feta na podwórku  powiedziała Lori, zerkając na zegarek. Była wtajemniczona w plan Caluma, więc nic dziwnego, że służyła za dobre źródło informacji.
 Możemy już tam iść  powiedziałam z zadowoleniem. Chciałam się stąd wydostać i to jak najszybciej. Miałam wrażenie, że ludzi przybywa i że w środku robi się coraz bardziej gęsto.
 W naszym mundurku było by wam do twarzy. 
       Cała nasza trójka odwróciła się w stronę stołu parlamentu uczniowskiego. Michael właśnie zagadywał dwie dziewczyny, które mogły być młodsze od nas.
 Tak myślisz?  odparła brunetka, a Clifford pokiwał głową.  Nasi rodzice chcą nas przenieść z sąsiedniego miasta, bo ta szkoła ma większy potencjał i renomę.
 Wybierzcie nas  oznajmił Michael.  A spotkamy się jeszcze nie raz. Gwarantuję, że nie będziecie się nudzić.
– Bo puszczę pawia  skwitowała Becky.
– Typowe  podsumowała Lori.
 Chodźmy stąd  zaproponowałam i całe nasze trio zaczęło przeciskać się przez dużą grupę rodziców, którzy czytali informacje wywieszone na tablicach.

       Na zewnątrz było o wiele luźniej, więc z łatwością skierowaliśmy się wraz z innymi w stronę stadionu, na którym ustawiono scenę. Korzystając, że większa część tłumu znajduje się w szkole, rzuciłyśmy się w stronę pań z bufetu, które oferowały przeróżne przekąski i napoje. Po napełnieniu nieco brzuchów, rozsiadłyśmy się na pobliskiej ławce, szybko pogrążając się w rozmowie.
       Powoli stadion napełniał się uczniami, tymi aktualnymi i przyszłymi, rodzicami, opiekunami i kadrą nauczycielską. W końcu punktualnie o dwunastej, kiedy zjawili się wszyscy, ze sceny zabrzmiała muzyka. Zaraz po tym, z mikrofonem w ręku zaprezentował się nasz dyrektor.
– Witam wszystkich w Kingsford New South Wales High School  oznajmił z uśmiechem, a ja podziwiałam go na tle mojego kolażu.
 Zdecydowanie ta nazwa lepiej brzmi w skrócie  skomentowała Becky. Zaśmiałyśmy się pod nosami.
 Mam nadzieję, że wszyscy dobrze się tu czujecie i co najważniejsze nie nudzicie się, jak mopsy  odparł i sam zaśmiał się ze swojego wyszukanego żarciku. Tłum mu zawtórował, więc na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech.
 Nasza szkoła nie tylko ma dobre wyniki wśród innych australijskich szkół, ale nasi absolwenci wynoszą z niej umiejętności, które są jak najbardziej przydatne w ich dorosłym życiu. Wysoki poziom nauczania punktuje tym, że nasi uczniowie bez problemu dostają się na studia wyższe, podejmują prace w wymarzonych zawodach i kontynuują swoje rozwinięte pasje.
 Lori, czy ty mu pisałaś tą gadkę? – zapytałam, siląc się na poważny ton.
 Coś ty… Nie przypisuj mi tej klęski – odparła z oburzeniem i ponownie zaczęłyśmy się śmiać.
 Funkcjonują u nas przeróżne koła, dlatego każdy znajdzie tu coś dla siebie. Możemy szczycić się też wysokimi wynikami sportowymi, dzięki naszej piłkarskiej drużynie, która przez wiele lat utrzymuje się wśród pierwszej trójki.
 To dzięki Irwinowi i jego umiejętności dobierania odpowiednich zawodników  dodała Becky.  Bo tego mu odmówić nie można.
 Chłopak ninja  rzuciłam. – Chłopak z bandaną! 
       Dziewczyny ryknęły śmiechem, a kilka osób siedzących obok nas, spojrzało na nas, jakbyśmy były wyrwane z jakieś innej bajki.
– Zapraszam do wspólnego zakończenia Dnia Otwartego. Zagrają dla was nasi uczniowie, których spotkać mogliście w budynku, bo nie tylko tym się zajmują. Dodatkowo zapraszam na poczęstunek.  Wskazał na stoły.  Przed państwem 5 Seconds of Summer.
       Wybuchła wrzawa, głównie wśród naszych uczniów. Spojrzałam ze zdziwieniem na Lori i Becky, które dołączyły do owacji. Nie chcąc pozostać w tyle, dość niepewnie, sama zaczęłam klaskać, choć nigdy w życiu ich nie słyszałam. 
       Na scenie buchnęła muzyka, a po chwili pojawił się zespół. Chłopaki zrzucili sztywne marynarki, zostając w samych koszulach. Ashton zasiadł za perkusją na podwyższeniu, skąd miał doskonały widok na publikę. Pozostali z gitarami ustawili się przy mikrofonach. Luke w środku, po lewej Calum i jego bas, a po prawej Michael. Muszę to przyznać, że wyglądali naprawdę ekstra z tymi instrumentami.
 Ruszamy!  krzyknął Luke do mikrofonu, a ja uniosłam brwi do góry.
 Czas rozruszać towarzystwo!  zawtórował mu Michael, a wśród tłumu dało się słyszeć śmiech.
 Wyglądasz, jakbyś się urwała z choinki  oznajmiła Becky, zerkając na mnie.
 Nie gadaj, że ich nigdy nie słyszałaś  pociągnęła Lori, wytrzeszczając na mnie swoje brązowe oczy. Pokręciłam głową.  Przecież ćwiczą u ciebie?
– Tak, ale w domu nic nie słychać  odparłam, przypominając sobie o piwnicy Luke'a i dźwiękoszczelnych ścianach, które gwarantowały innym domownikom ciszę i spokój.
       Nagle Ash uderzył w perkusję, a chłopaki zaczęli grać na gitarach. Popłynęła przyjemna dla ucha muzyka, która o dziwo mi się spodobała.
 She’s dropping out of school ‘cause she don’t need the grades. The colors in her hair don’t seem to fade. I get dressed up when I go out, but she gets dressed down  zaczął Luke, a ja otworzyłam usta ze zdziwienia. Nigdy bym nie pomyślała, że Hemmings może mieć, aż taki głos.
 She’s 17, I’ve told her I’m 20. I couldn’t take her out ‘cause Mum’s got no money. It’s stuff like this that makes me wish that I could change somehow  zaśpiewał Calum, a ja dodatkowo wytrzeszczyłam oczy. Byli świetni.
 Sitting here at home, It’s obvious. She’s so out of reach, and I’m finding it hard. Cause she makes me feel, makes me feel like I try, like I try, like I’m trying too hard. Cause I’m not being me, and it’s getting me down. That she makes me think, makes me think, that I try, that I try, that I’m trying too hard again
       Refren zaczęli śpiewać niemalże wszyscy, łącznie z Becky i Lori. Poczułam się, jak kosmitka, która nie umie wpasować się w tłum. Piosenka leciała dalej, a ludzie bawili się przy niej. Zauważyłam, że nawet dyro buja się w jej rytm.
 Lubi 5 Seconds of Summer – rzuciła Lori. – Nic dziwnego, że bez problemów zgodził się na ich występ.
– But now, who knew? That she’s in the crown of my show  zaczął Luke, a ja podniosłam głowę i wlepiłam w niego zaciekawione spojrzenie.  Nothing to lose…  Nawet nie podejrzewałam, że ich muzyka mi się spodoba. Co prawda była to dopiero jedna piosenka, ale przecież zagrają coś jeszcze. A byli naprawdę znakomici. Ile mi jeszcze umknęło z życia blondyna?

       Chłopaki zagrali jeszcze kilka utworów, parę swoich  jak poinformowała mnie Lori  i parę coverów. Muszę przyznać, że podobało mi się. Choć nie grali niczego zjawiskowego i nowego, to jednak było w nich coś świeżego. I przyciągali. Głosem, tekstem, muzyką i zachowaniem na scenie. Chciało się bawić razem z nimi przy szybszych utworach, a przy wolniejszych zanurzyć się w słowa, które śpiewali. Kolejny paradoks związany z Lukiem. Nie znosić się, ale lubić coś i podziwiać to, co druga osoba robi. I weź tu człowieku nie zwariuj…


***
Rozdział typowo przejściowy i dość krótki. W następnym będzie się więcej działo - obiecuję :) 
Mam jednak dla was wiadomość, mianowicie potrzebowałam jednego dnia, aby ogarnąć nowego bloga. Dziś rusza kolejne opowiadanie - nie tak cukierkowe, jak pozostałe, ale mimo to mam nadzieję, że się wam spodoba. Zapraszam na The Great Escape.
Pozdrawiam!

#PodJednymDachemFF

12 komentarzy:

  1. Dni otwarte w szkole... brrr... niezbyt za nimi przepadałam.
    Chociaż, gdyby u Nas, pojawił się też taki występ jakiegoś zespołu, to może byłoby lepiej, ale cóż... na szczęście, to już za mną.
    Czy dobrze kombinuję, czy nasza Rose, bardzo, ale to bardzo powolutku, zaczynała się do nich przekonywać? To znaczy, może nie do poszczególnych osób, ale to już coś.
    A co do Michael'a... hahaha niestety, ale takim tekstem, to ten chłopak by mnie nie przekonał do tego, żeby dołączyć do tej szkoły.

    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też, jakoś nigdy tego nie lubiłam :P U nas jedyne co się pojawiało to nuda haha. Ja tam nic nie zdradzę :)

      Usuń
  2. ojezu!\długo trzeba czekać ale opłaca się. wielbię to opowiadanie:)---ANGELA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :D Naprawdę się cieszę. Teraz jednak chyba nie będzie trzeba, aż tak długo czekać na kolejny rozdział :)

      Usuń
  3. Super blog i rozdział . Naprawdę podziwiam kreatywność szacunek w Twoja stronę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za bardzo miły komentarz. Cieszę się, że historia ci się podoba. Zapraszam, jak najczęściej :)

      Usuń
  4. Super jak zawsze nie mogę doczekać się następnego rozdziału i chętnie przeczytam twoje kolejne opowiadanie ♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba. Następny już niedługo. Oczywiście zachęcam do odwiedzenia trzeciego z kolei opowiadania :)

      Usuń
  5. Przejściowy, bo przejściowy i co z tego, że krótki. Mi się podobał, jak zawsze :) Rose polubiła ich muzykę, więc jest postęp :) czekam na kolejną część i mam nadzieję, że znów dodasz go szybciej. Już ja nad tobą popracuję (diaboliczny śmiech w tym miejscu XD). Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D No, można powiedzieć, że postęp jest :) LOL - się boję :P

      Usuń