środa, 3 czerwca 2015

S1 - Rozdział 13

Big girls cry when their hearts are breaking


       Razem z Lukiem siedziałam na kanapie w salonie. Nasi rodzice, wystrojeni od stóp do głów, stali naprzeciwko nas. Dan miał na sobie jeden ze swoich lepszych garniturów, a mama założyła granatową sukienkę do kolan. Oboje wybierali się na pięćdziesiąte urodziny kolegi Dana i mieli wrócić jutro między dziesiątą, a jedenastą. Impreza ta miała być długa, ale w pełni elegancka, choć ja wiedziałam, że jak staruszkowie sobie popiją, to urodziny te z pewnością przerodzą się w większą balangę.
 Żadnych imprez  powiedziała mama poważnym tonem.  Niedawno się przeprowadziliśmy i nie chcemy od razu zostać skreśleni u sąsiadów przez to, że po ulicy będą biegać napite nastolatki.
 Żadnych imprez  powtórzyłam za nią.
 Jedzenie macie w lodówce  ciągnęła.
 Nie spalcie domu, nie roznieście go i nie pozabijajcie się – dodał Dan.
 Nie spalić, nie roznieść i nie pozabijać się  powtórzył za nim Luke, kiwając głową.
– Zrozumiano?  zapytał, unosząc brwi do góry.
 Tak  rzuciliśmy razem.
 W razie co, dzwońcie, przyjedziemy  powiedziała mama.
 Ale tylko w nagłych wpadkach  odparł Dan, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
 Dan!  rzuciła mama, ale sama zaśmiała się pod nosem.
 Kochanie nam też należy się odrobina spokoju i rozrywki, co nie dzieciaki?
 Popieram  odpowiedziałam szybko.
 Zgadza się – powiedział Luke.
 Bądźcie grzeczni.
 Idźcie już  odparłam, machając im, kiedy wychodzili na hol.  Jesteśmy duzi, damy sobie radę.
       Mama uśmiechnęła się raz jeszcze, a następnie Dan otworzył drzwi i jako pierwsza wyszła z domu. Mężczyzna pomachał nam i on również zniknął nam z oczu. Spojrzałam na Luke'a, który wyciągnął telefon i zaczął szybko stukać palcem w jego ekran. Następnie przyłożył go do ucha i z uśmiechem na ustach odezwał się.
 Pojechali… Dobra, czekam.
       Kiedy się rozłączył, uniosłam brwi do góry i utkwiłam w nim brązowe oczy. Czyżby Luke organizował w naszym domu imprezę?
 Co ty kombinujesz?  wypaliłam, kiedy wstał z miejsca. Zrobiłam to samo.
 Nagle interesuje cię, co robię?
 Powiedzieli żadnych imprez  odparłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
 Bo żadnej imprezy nie będzie  powiedział, akcentując wyraźnie każde słowo, a ja miałam ochotę mu przywalić.  Przychodzą chłopaki i zostaną po prostu dłużej. Zresztą, czemu ja się tobie tłumaczę  prychnął pod nosem i ruszył do kuchni.
       Pokręciłam głową i wyciągnęłam telefon, który zawibrował w mojej ręce. Idealne wyczucie czasu. Uśmiechnęłam się pod nosem i odczytałam sms-a.

Od Lori:
Zaraz będziemy. Mam nadzieję, że pojechali. Jest mały kryzys.

Do Lori:
Pojechali. Jaki kryzys?

Od Lori:
Zobaczysz.

       Nieco zaniepokojona, poszłam do kuchni. Luke krzątał się przy blacie, wyciągając przekąski. Zauważyłam na podłodze siatkę z piwem. Jak widać chłopaki też postanowili wspierać się alkoholem. Dołączyłam się do niego i z innej szafki, w której przeważnie mama trzymała makaron i ryż, wyciągnęłam swoje zakupy  chipsy, paluszki, krakersy i inne słodkie rzeczy.
– Umówiłaś się z kimś?  zapytał, obserwując, jak wysypuję niektóre rzeczy do miski.
 Nagle interesuje cię, co robię?  odpowiedziałam mu tak samo, jak on mi. Luke wzruszył ramionami.
 Biorę salon.
– Chyba cię pogięło  rzuciłam, wpatrując się w niego, jak w kosmitę.  Zgarniałeś salon już trzy razy z rzędu!
 Nas jest więcej.
 Nas jest więcej  powtórzyła, przedrzeźniając go.  Co ty w przedszkolu jesteś? Teraz moja kolej na salon.
 Życie jest pełne niespodzianek, Rose  odparł.  Taka niespodzianka, że zgarniam salon.
 Nigdy w życiu!
 Nie unoś się.
 Nie mów mi, co mam robić!
 Znów się wnerwiasz.
 Bo doprowadzasz mnie do szału!  wrzasnęłam.
       Nagle usłyszałam pukanie. Odetchnęłam z ulgą. Nareszcie przyszły, a ja nie będę musiała tkwić w towarzystwie tego dupka. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam na hol. Złapałam za klamkę i otworzyłam drzwi. Uśmiechnęłam się szeroko, ale po chwili uśmiech zszedł mi z twarzy. Lori spojrzała na mnie błagającym o pomoc wzrokiem, a Becky… Becky zalewała się łzami.
 Właźcie  powiedziałam, wpuszczając je do środka.  Co się stało?
 Robert  rzuciła blondynka, a Becky zaniosła się szlochem.
       Nie wiele z tego rozumiałam, ale widać było, że ja i Lori musiałyśmy działać szybko. Dziewczyna ewidentnie potrzebowała naszego wsparcia i być może pomocy. Wpadłam do kuchni i złapałam za przekąski. Biorąc siatkę i miski do rąk, napotkałam spojrzenie Luke'a. W jego oczach zobaczyłam zmieszanie.
 Co do salonu  zaczął cicho.
 Weź sobie ten salon  odparłam, bo w tym momencie kłótnia o miejsce w domu nie była dla mnie priorytetem. Wróciłam do dziewczyn. Lori wzięła ode mnie rzeczy, a ja objęłam Becky i poprowadziłam ją do swojego pokoju.
       Weszłyśmy do środka. Lori ustawiła jedzenie na biurku. Posadziłam brunetkę na łóżku i kucnęłam obok niej. Lori oparła się o biurko i delikatnie uśmiechnęła do mnie.
 Becky powiesz mi, co się stało?  zapytałam, opierając się na jej kolanach. Dziewczyna pociągnęła nosem i wytarła dłońmi wypływające z oczu łzy.
 Robert mnie rzucił – powiedziała i po raz kolejny z jej ust wydarł się cichy szloch.
 Trzymaj.  Lori podała jej chusteczki.
 Rzucił tak po prostu?  dopytywałam się, aby mieć jakieś większe pole widzenia w tej całej sytuacji. Wiedziałam, że ich związek jest dość… trudny. Robert wiecznie czepiał się Becky i wiele rzeczy mu nie pasowało. Ona jednak była w nim zakochana i choć Lori często powtarzała, że Robert to dupek, ona była w niego wpatrzona, jak w obrazek. Oczywiście, jak nie była na niego wściekła. A kłócili się często.
 Uznał, że jestem za mało rozrywkowa i za mało wyluzowana, jak dla niego  powiedziała, a ja wytrzeszczyłam oczy. Żadne z tych określeń nie pasowały do dziewczyny siedzącej przede mną. Becky mało wyluzowana? Mało rozrywkowa? Ten pajac chyba nie rozumie tych pojęć.
– Powiedział też, że za często wychodzę sobie ze swoimi znajomymi. Że nie traktuje go poważnie.
 Co za bzdura  rzuciła Lori, kręcąc głową. Usiadła obok niej i objęła ją. Becky wtuliła się w jej ramię.
 Powiedział, że nie widzi w tym związku przyszłości i w sumie nie wie, czy mnie kocha. Że woli się rozstać, bo z tego i tak nic nie będzie.
 Kawał chama  oznajmiłam, gładząc ją po ramieniu.
 Wiem, że go nigdy nie lubiłyście, ale ja… ale ja…
 Kochałaś go  dokończyłam za nią, a ona pokiwała głową i wylała kolejną porcję łez.
– Miałyście racje. To dupek  powiedziała, wycierając oczy.  Tylko czemu to tak cholernie boli?
 Bo kochałaś go naprawdę  odpowiedziałam, siląc się na spokojny ton. W głębi duszy miałam ochotę odnaleźć Roberta i wygarnąć mu, co tak naprawdę o nim myślę. Widząc minę Lori, ona chciałaby zrobić to samo.
 Przejdzie ci Becky. Nie teraz, nie jutro, ale niedługo się uwolnisz i znów zaczniesz podrywać chłopaków.  odparłam. Brunetka zaśmiała się przez łzy.  Ale nikt mi nie wmówi, że jesteś sztywniarą, która jest za mało rozrywkowa.
 Popieram  odezwała się Lori.  Umiesz nasz rozruszać. A jego kopnij w tyłek. On nawet nie wie, co traci.
 Dużo traci  dodałam.  Jesteś jedną z dwóch najbardziej zajebistych osób w tym mieście. A wiem, co mówię, bo jestem tu nowa. – Becky ponownie uśmiechnęła się.  Pieprzmy facetów, oni mają nie po kolei w głowie.
 Faceci to gorszy gatunek. Nie warto się nimi przejmować  pociągnęła temat Lori. Wymieniłyśmy spojrzenia, a ja lekko kiwnęłam głową.  Głowa do góry słonko. Masz nas, a my cię nie zostawimy.
 Nigdy.
 Nigdy przenigdy  skwitowała Lori.
 Obiecujecie?
– A czy moje nigdy przenigdy było mało wymowne?  zapytała blondynka ze śmiechem. Becky pokręciła głową.  Właśnie. Pieprzyć Roberta i cały męski gatunek.
 Dobrze gadasz. Wypijmy za to.
 Będziemy topić smutki w alkoholu?  zapytała wilgotnym głosem Becky.
 A co innego nam zostało w ten sobotni wieczór?  odpowiedziałam, wstając. – Lori w szafce jest trochę wina i wódki. To były pożegnalne prezenty od znajomych i trochę mi się tego uzbierało. Teraz jest jednak dobry moment, by opróżnić zapas  Blondynka kiwnęła głową.  Becky ogarnij się trochę. Zrobimy fotki, wrzucimy je na fejsa i pokażemy Panu Rozrywkowemu, że ty masz go gdzieś i wcale nie siedzisz sama i nie płaczesz w poduszkę. Niech faktycznie zobaczy, co stracił.

       Opijanie smutków Becky przeniosło się na wyższy poziom, bowiem później lekko wypite przekreśliłyśmy cały męski gatunek. Uznaliśmy, że faceci tak naprawdę do niczego nie są potrzebni, że jedyne, co potrafią to łamać serca i są strasznie wkurzający. Że większość z nich dorasta w wieku trzydziestu lat, ale i tak wielu z nich nadal posiada ptasie móżdżki. Na całe szczęście Becky polepszył się humor i choć nie raz milkła, to starałyśmy się z Lori wyciągać ją z tego stanu, jak najczęściej.
       W moim pokoju zapanował istny burdel, ale akurat w tym momencie miałam to gdzieś. Było już po dwunastej, a nam włączyła się tak zwana gastrofaza i każda miała ochotę na coś do jedzenia. Najlepiej gdyby to było coś mega kalorycznego.
       Wleciałyśmy do kuchni, jak burza  dobra, jak pijacka burza. Zaczęłam przeglądać zawartość lodówki i zamrażarki, licząc na to, że znajdę tam coś w rodzaju zapiekanek do odgrzania. Niestety oprócz wędlin i serów, a także zupy nic nie znalazłam.
 Czuję pizzę  powiedziała Becky, podrywając nos do góry.
 Jesteś pijana  oznajmiłam i zachichotałam pod nosem.
 Ja też czuję pizzę  odparła Lori.
 Też jesteś pi… Czuję pizzę  powiedziałam, odwracając się gwałtownie w ich stronę.
 Ktoś je pizzę  zajęczała Becky.
 Luke  rzuciłam i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że chłopaki nadal okupują salon. Słyszałam ich rozmowy, ich śmiechy. Oni najwidoczniej nie zdawali sobie z tego sprawy, że jesteśmy tuż obok. Domyśliłam się, że blondyn uprzedził swoją elitę o kryzysowej sytuacji Becky, więc żadna męska jednostka nie zakłóciła nam spokoju.
– Chcę ich pizzę, aż mnie skręca  powiedziała Lori, wychylając się w ich stronę.
 To spróbujmy ją załatwić  oznajmiłam z uśmiechem. 
       Po ilości wypitego alkoholu było mi wszystko jedno. W salonie mógł stać jednorożec, a ja i tak poszłabym ubłagać go o pizzę. Chłopaki tym bardziej nie stanowili problemu, szczególnie, że po winie stałyśmy się jeszcze bardziej odważne.
       Upiłam łyk wina  już po drugiej butelce darowałyśmy sobie kieliszki  a następnie odstawiłam butelkę na stół. Przejęła ją Lori, która też pociągnęła sporego łyka. Wygładziłam włosy, poprawiłam koszulkę i zawiesiłam na ustach miły uśmiech.
 Będzie akcja  skwitowała Becky.   Jesteśmy, jak na polowaniu. Cel: zdobycie pożywienia.
       Lori machnęła na mnie, a ja jako pierwsza ruszyłam w stronę salonu. Zatrzymałam się w wejściu i oparłam o framugę. Tuż obok stanęły dziewczyny. Chłopaki przestali rozmawiać i spojrzeli w naszym kierunku. Na początku lekko unieśli brwi do góry, a następnie zaczęli chichotać pod nosami. W tym momencie miałam to gdzieś. Widziałam na stoliku butelki z piwem, paczki chipsów i duży zamknięty karton z pizzą.
 No, cześć  rzuciłam i nie mogąc się powstrzymać, parsknęłam śmiechem.
 Cześć  odpowiedzieli.
 Wszystko gra?  zapytał Calum.
 Wszystko jest w porządeczku  oznajmiłam im.  O! Zamawialiście pizzę?
 Czemu nic nie powiedzieliście?  odezwała się Lori.
– Nie chcieliśmy wam przeszkadzać  poinformował nas Ashton.
 Nie, dobrze – wymamrotałam i znów zaśmiałam się.
 Rose jesteś pijana  skomentował Luke, a ja machnęłam na niego ręką i podeszłam do stołu.
 Nie spinaj się tak tatuśku, duże z nas dziewczynki  odparłam. Zatrzymałam się obok niego i poklepałam go po głowie.  Wiecznie się ciśniesz.  Michael nie wytrzymał i wybuchł śmiechem.
 Rose przejdź do konkretów  poprosiła Becky, a język zaplątał się jej w trakcie wypowiadania tego krótkiego zdania.
 A tak… Panowie  powiedziałam z uśmiechem.  Mamy na was ochotę.  Chłopaki wytrzeszczyli oczy.  Lori tak ryknęła śmiechem, że miałam wrażenie, że zatrzęsły się ściany w moim domu.  Nie… Nie na was. Na wasze jedzenie – poprawiłam się szybko.
 Na co konkretnie?  zapytał Calum, starając się przybrać poważny ton. Jednak nie wytrzymał i zaczął śmiać się pod nosem.
 Na pizzę.
 Ta, pizza górą!  zawołała Becky, wyciągając rękę do góry.
 Częstujcie się. Połowa została  powiedział Luke.
 Serio?  zapytałam, unosząc brwi do góry.
 Serio  pokiwał głową.  Tylko jest już zimna i…
 Dzięki.
       Złapałam za karton i ruszyłam w stronę dziewczyn, które zaczęły się nieco kręcić. A raczej to zaczął kręcić mi się świat przed oczami. Nie za mocno, ale tak trochę.
 Cel zdobyty  powiedziała wojskowym tonem Becky, a ja i Lori parsknęłyśmy śmiechem.
       Wróciłyśmy do kuchni i postawiłyśmy na stole karton z naszą zdobyczą. Otworzyłam go i naszym oczom ukazała się połowa pizzy. Ogromnej pizzy.
 Ale jestem głodna  odezwała się Lori.
 Że też same o tym nie pomyślałyśmy  powiedziałam, wyciągając z szafki talerz. Napakowałam na niego pizzy, tyle ile się na nim zmieściło, a następnie wsunęłam go do mikrofali. Nastawiłam ją.
 Ja już nie myślę – odparła Becky.
 I słusznie  powiedziałam, podchodząc do stołu. 
       Zahaczyłam ręką o miskę z owocami i przewróciłam ją. Dało się słyszeć charakterystyczny brzdęk, a jabłka, gruszki i winogrona rozleciały się na wszystkie strony. Rzuciłam się, by je pozbierać, ale źle wymierzyłam i uderzyłam się głową w stół. Zachwiałam się i upadłam na tyłek. Pierwsze, co zrobiłam to wybuchłam śmiechem, a dziewczyny zawtórowały mi. Potarłam dłonią głowę. O dziwo nie bolało, aż tak mocno.
 Nic ci…  zaczęła Lori.
 Nie, luz  odparłam, próbując wstać. Ale jak tylko uniosłam się na kilka centymetrów, świat zawirował, a ja ponownie klapnęłam na swoje cztery litery.
 Co wy robicie?  Usłyszałam męski głos.
       Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na Luke'a i jego ekipę, którzy stali w wejściu do kuchni. Ich oczy skierowane były na nas. Michael i Ash, chichotali pod nosami.
 Postanowiłam sobie odpocząć  odparłam i znów parsknęłam śmiechem.
– Właśnie słyszałem  mruknął Luke, przekręcając oczami.
 Dobra, wstajemy  rzucił Calum i podszedł do mnie. Wziął mnie pod ramiona i jednym zgrabnym ruchem postawił do pionu.
 Dzięki Panie Przewodniczący  powiedziałam, klepiąc go po plecach.  Zawsze można na ciebie liczyć. Co z naszą pizzą?
 Ciepła  zakomunikowała Becky, która zdążyła otworzyć drzwiczki. 
       Podeszłam do lodówki, wyciągnęłam keczup i odwróciłam się do dziewczyn. Chłopaki zbierali z ziemi rozwalone owoce, o których ja zapomniałam. Brunetka wyciągnęła talerz i postawiła go na stole.
 Chcecie pizzę?  zapytała Lori.
 Ja nie  odpowiedział Luke.
 Ja też jestem pełny  odparł Calum. Michael i Ash pokręcili głowami.
 I dobrze, więcej dla nas  powiedziała blondynka, biorąc kawałek do ręki.
 Bez keczupu?  zapytałam, machając jej butelką przed oczami.
 Bez. 
       Wzruszyłam ramionami i otworzyłam butelkę. Wylałam trochę keczupu na pizzę (i poza pizzę, ale o tym dowiedziałam się, kiedy włożyłam w to rękę).  Następnie wgryzłam się w nią.
 Pyszne  powiedziałam z pełną buzią.
 Chcecie się do nas przyłączyć?  zapytał Irwin.
 Nie  odpowiedziała szybko Lori.  Dzień bez facetów.
 Faceci to świnie – dorzuciła Becky, wojowniczym tonem.
 Chyba czas na nas  odparł Calum i cała czwórka wróciła do salonu.
 I elegancko  skwitowałam, biorąc kolejny gryz.

       Kiedy po pizzy nie było śladu, dopiłyśmy wino, a ja udałam się do pokoju po kolejne. Po powrocie rozsiadłyśmy się w kuchni, ale na naszym horyzoncie pojawił się kolejny problem. Mianowicie przerastało nas otworzenie butelki.
– Musisz tam iść  powiedziała Becky.
 Czemu ja? – jęknęłam.
 Bo ty tu mieszkasz  odpowiedziała brunetka, wciskając mi w rękę korkociąg.  Do dzieła Power Rangers!
       Przekręciłam oczami, a następnie zeskoczyłam z krzesła. Złapałam za butelkę i nieco chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę salonu. Usłyszałam skrawek rozmowy. Chłopaki gadali o piłce nożnej. Niewiele myśląc wparowałam im do środka. Tak, jak w za pierwszym razem, umilkli i spojrzeli na mnie.
– Pomożecie mi?  wydusiłam z siebie i podeszłam do nich. Klapnęłam na sofę obok Luke'a, a ten przyjrzał mi się uważnie.
 Nie macie dość?
 Czy ja ci wytyczam limity?  odpowiedziałam, wciskając mu w rękę butelkę i korkociąg. Blondyn uniósł brwi do góry.  No, otwórz.
       Luke złapał za butelkę, ulokował korkociąg. Po chwili usłyszałam lekki pyknięcie i korek uwolnił szyjkę butelki. Przysunęłam sobie miskę z chipsami i bez pytania poczęstowałam się.
 Ktoś będzie miał jutro kaca  zaśmiał się Michael.
 A ty masz czerwone włosy  powiedziałam, wlepiając w niego swoje brązowe oczy. Oparłam głowę o rękę.  Dlaczego one są czerwone?
– Serio, Rose?  odezwał się ponownie Hemmings, stawiając butelkę na stole.
 Się zapytać nie mogę?  odpowiedziałam, zezując na niego. Następnie wróciłam do Michaela.  Dlaczego są czerwone?
 Bo myślę, że w nich wyglądam seksownie, a zresztą lubię być kolorowy  rzucił ze śmiechem.
– Jasne  odparłam i pyknęłam ustami, jednocześnie mierząc do niego palcem, co wywołało śmiech u Caluma i Ashtona. Zauważyłam, że i Luke zaczął chichotać pod nosem.
– Potrzebujesz czegoś jeszcze?  zapytał Luke, kiedy w salonie znów zapanowała cisza.
 Nie, nie… Już sobie idę  odpowiedziałam. 
       Wstałam i zachwiałam się. Hood i Hemmings rzucili się w moją stronę, ale ja podniosłam ręce do góry. 
 Złapałam pion. Nie przeszkadzam.
 Nie przeszkadzasz  powiedział Irwin, na którego twarzy nadal gościł szeroki uśmiech.  Wierz mi, że jesteście mega zabawne.
 Cieszę się, że dostarczamy ci rozrywki  odpowiedziałam, łapiąc za butelkę.  Miło było, ale… Musimy to wypić. – Odwróciłam się na pięcie i poczłapałam chwiejnym krokiem z powrotem do kuchni.

       Przegięłyśmy. Przegięłyśmy i to totalnie. Świat nie kręcił mi się, jak stałam, ale ściany latały mi też wtedy, kiedy siedziałam. Becky uparła się, że musi wrócić do domu, bo czuje, że będzie musiała to niedługo odchorować i za nic nie dało się jej przekonać żeby została u mnie na noc. Lori uznała, że nie może jej tak zostawić, więc wbije się do niej do domu i w razie co, to jej pomoże. W sumie Becky była w najgorszym stanie.
       Na ratunek ponownie przyszli nam chłopaki z naszej szkolnej elity, którzy też zbierali się do wyjścia. Clifford i Irwin zaoferowali się, że pomogą dziewczyną w dojściu do domu. Mieszkali w tej samej okolicy, więc mieli najbliżej. Luke zamówił dwie taksówki. Jedną dla nich, a drugą dla Caluma. W końcu w naszym domu zostaliśmy tylko my oraz totalny bałagan, który zrobiłam ja z dziewczynami.
– Zaszalałyście.  Na dźwięk głosy Luke'a otworzyłam oczy i spojrzałam na niego, choć jego sylwetka była nieco rozmazana. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że siedzę w salonie, choć nie wiedziałam, jakim cudem się tu znalazłam. Przecież przed chwilą byłam na zewnątrz i żegnałam się z dziewczynami.
 Trochę wina, tylko trochę   wydusiłam z siebie i usiadłam prosto.
 Trochę?  Luke uniósł brwi do góry, a następnie zaśmiał się.  To nie było trochę wina i to nie było tylko wino.
 Czemu ty się zawsze zemną kłócisz  mruknęłam.
 Czy ja się z tobą kłócę?
 Zaczynasz.
 Wcale nie.
 Właśnie, że tak.
 Wcale nie.
– Widzisz!  wybełkotałam, machając rękami.  Znowu to robisz! Jesteś taki…
– Jaki?
 Denerwujący. Idę spać… Spać mi się chcę.
       Próbowałam się podnieść, ale za bardzo nie wiedziałam jak. W końcu kiedy stanęłam na nogi, ściany w domu zawirowały jeszcze mocniej, a ja zachwiałam się. Luke podtrzymał mnie, a ja dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę, że stoi tak blisko mnie.
 Dasz radę wejść na górę?  zapytał, a ja odepchnęłam go.
 A co ja chodzić nie umiem?
       Zrobiłam krok do przodu i poleciałam w stronę stołu. Na całe szczęście blondyn był dość czujny i miał dobry refleks. W ostatniej chwili złapał mnie, a ja niczym człowiek bez kości, poleciałam na sofę, ciągnąc go ze sobą.
– Właśnie widzę, jak umiesz chodzić w tym stanie – odpowiedział, kiedy wyplątał się z moich rąk i stanął na nogi.
 Mogę spać na kanapie  odparłam, siadając.  Kanapa też jest wygodna.
 Idziemy na górę.
 Daj mi spokój.
– Idziemy.
       I nim zdążyłam się zorientować, wziął mnie na ręce. Oplotłam dłońmi jego szyję i oparłam głowę o jego ramię. Poczułam przyjemny zapach jego perfum, które mi się spodobały. Ciężko westchnęłam i przymknęłam oczy. Przynajmniej świat przestał się kręcić.
 Jesteś uparta  skwitował Luke, kiedy wszyliśmy na hol, a on zaczął wspinać się po schodach.
– A ty jesteś… jesteś… Męczący. Wkurzasz mnie!
 I wzajemnie.
 Dlaczego ty taki jesteś?
 Bo ty jesteś taka dla mnie.  Prychnęłam pod nosem.  Warczysz na mnie nawet wtedy, kiedy chcę ci pomóc.
 Czy ja na ciebie teraz warczę?  zapytałam i szeroko ziewnęłam.
 A nie?
 Nie.
 Jasne.
 Znowu to robisz  powiedziałam, kiedy Luke otworzył drzwi od moje pokoju.
 Nawet po pijaku nie dajesz za wygraną  odpowiedział Hemmings, kładąc mnie na łóżku.  Nawet wtedy.
 Tak już jest  powiedziałam, wtulając się w poduszkę.  Dzięki  dodałam, kiedy poczułam, jak przykrywa mnie kołdrą. Usłyszałam jeszcze śmiech Luke'a, a następnie zapanowała ciemność. Zasnęłam od razu. 


***
Milena - Wydusiłaś ten rozdział ze mnie, bo miał się pojawić później :P
Chcę wam również podziękować za te wspaniałe komentarze, które naprawdę dodają mi ochoty i weny do dalszej pracy przy opowiadaniach :) Jesteście wielkie! 

#PodJednymDachemFF

15 komentarzy:

  1. Pijaczki! Hahahahaha, cciałabym to zobaczyć. Szczególnie, jeśli Cal i Mike też byloby podpici - mega XD
    Sezon się kończy, a tu żadnych seksów (^^) ani buziaka, no ale cóż ;D
    #TeamCase
    Pozdrawiam xxx

    OdpowiedzUsuń
  2. Ochh to słodkie że Luke był tak miły dla Rose ♡♥♡świetny rozdział. Kocham twojego bloga!
    Ps.Z niecierpliwością czekam na nexta ! , i życzę Ci duuużo weny ♥☜☆☞☜☆☞

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahah, dusiłam śmiech, bo nie chciałam, żeby wszyscy lokatorzy słyszeli ;)
    Oj, zaszalały! Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, jak zobaczyłam rozdział. Ja chcę więcej Lose!!! Tia, Luke się stara, a Rose nadal "warczy", chociaż po pijaku mniej :P
    Weny i czasu :)
    Buziaki, pozdrowienia, czekam na nex itp...
    Lusia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O cholera, to jest świetne, genialne!! Kolejny znakomity rozdział, aż się ucieszyłam widząc, że jest, co poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem, wiem ja to umiem cię tak zakręcić, że dasz się namówić :D Ale wracając do rozdziału. Szkoda mi Becky, ma złamane serduszko :( LOOOL one są wariatki do kwadratu - nieźle sobie popiły. Nie dziwię się, czemu chłopaki mieli z nich taką bekę :D Oooo Luke ty to jednak jesteś uroczy :D I bardziej odpowiedzialny niż Rose, która z koleżankami popłynęła :D Ale przynajmniej było zabawnie :D Przynajmniej ja się rewelacyjnie bawiłam czytając to. Czekam z niecierpliwością na ostatni rozdział z tej części :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  6. SUPER! !Nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na kolejny! :))) Chciałabym umieć pisać tak dobrze jak ty XDD

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chcę następny rozdział do niedzieli! JASNE?! Bo bd sie wykłócać jak Luke i Rose !! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja chcę następny rozdział do niedzieli! JASNE?! Bo bd sie wykłócać jak Luke i Rose !! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. boże to jest cudowne, dziewczyno błagam dodaj kolejny rozdział i niech luke i rose się pocałują- błagam

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam powstrzymać śmiechu przez "złapałam pion". Nie wiem dlaczego! Może dlatego, że to sobie wyobraziłam? Boże uwielbiam to ff. Tak się go lekko i przyjemnie czyta!

    OdpowiedzUsuń