sobota, 6 czerwca 2015

S1 - Rozdział 14

What did I do last night?


       Obudziłam się i poczułam wiele rzeczy na raz. Najpierw łupiący ból głowy, który wędrował od skroni w tył. Najbardziej odczuwalny jednak był w miejscu, w którym przywaliłam się w stół. Potem bolący kręgosłup, pewnie od upadku, który zaliczyłam, a następnie istną Saharę w buzi. Do tego doszło uczucie brudu, bo jak się okazało, zasnęłam w ubraniach. Wpadające przez okno słońce wycisnęło mi łzy. Ledwo widziałam na oczy. Dopiero kiedy stanęłam na nogi, mój wzrok się wyostrzył.
       Rozejrzałam się po pokoju. Uniosłam brwi do góry. Byłam święcie przekonana, że mam tu prawdziwy chlew, jednak mój pokój prezentował się tak, jak zawsze. Zero butelek, zero żarcia. Po prostu porządek. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie pamiętam, bym w nim sprzątała.
       Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czystą bieliznę oraz szare dresy i luźną koszulkę. Wzięłam telefon. Następnie cicho wyszłam na hol. Przez chwilę nasłuchiwałam, ale nie słyszałam nikogo. Poczłapałam do łazienki.
       Dorwałam się do kubka i nalałam do niego wody. Wypiłam kilka solidnych łyków, aby ugasić pragnienie i w tym momencie zawirowało mi w żołądku. Byłam pewna, że zaraz zwrócę wszystko, łącznie z wczorajszym winem, wódką i pizzą, ale na szczęście mój brzuch po chwili się uspokoił. Spojrzałam w lustro i aż jęknęłam. Wyglądałam tragicznie. Blada twarz, podkrążone oczy i rozczochrane włosy. Niewiele myśląc, zrzuciłam ubranie i wpakowałam się pod prysznic.
       Prysznic nieco mnie orzeźwił i dobudził. Przebrana w czyste rzeczy, nie czułam się już, jak brudas. Do kubka nalałam kolejną porcję wody i wypiłam ją, a następnie umyłam zęby. Mokre włosy związałam w wysoki kok, telefon wsunęłam do kieszeni i wyszłam z łazienki.
       Zeszłam do kuchni i zabrałam się za robienie kawy. Potrzebowałam kofeiny, która tchnie we mnie trochę życia. Spojrzałam na zegarek. Było po jedenastej, a rodziców dalej nie było. Chyba, że odsypiali imprezę w sypialni, a ja o ich powrocie nic nie wiedziałam.
       Po zrobieniu kawy, usiadłam przy stole i rozejrzałam się po kuchni. Tutaj też panował idealny porządek. Z tego, co pamiętam tu też razem z dziewczynami zrobiłyśmy istny sajgon. Ale tak samo, jak w przypadku pokoju, zupełnie nie pamiętam, bym tu sprzątała. 
       Szybko zeskoczyłam z miejsca i zerknęłam w stronę salonu, który też prezentował się idealnie. Nic mi się kupy nie trzymało i zaczęłam się zastanawiać, czy aż tak urwał mi się film. Jednak zdałam sobie sprawę, że będąc pod wpływem takiej ilości alkoholu nie byłabym wstanie posprzątać domu na błysk. Jedyną opcją był Luke, ale wiedziałam, że chłopak raczej bałagani, niż sprząta. Mimo wszystko tylko on był w stanie, to zrobić.
       Zdziwiona i lekko zmieszana wróciłam do kuchni. Z zamrażarki wyciągnęłam mały kubek lodów, sięgnęłam po łyżkę i znów zasiadłam przy stole. Zaczęłam powoli jeść lody, w dalszym ciągu myśląc o tych posprzątanych pomieszczeniach, kiedy najpierw poczułam wibrację na nodze, a potem dzwonek rozniósł się po kuchni. Wyciągnęłam telefon, spojrzałam na wyświetlacz i uśmiechnęłam się. Odebrałam.
 Witam w świecie żywych  powiedziałam ze śmiechem, a z drugiej strony usłyszałam śmiech Lori i Becky.
 Jesteś na głośniku  poinformowała mnie blondynka. – Jak tam? Słyszę, że żyjesz.
 Mogło być gorzej, więc nie mam, co narzekać  odpowiedziałam zgodnie z prawdą.  A jak u was?
 Trzy razy zaliczyłam rozmowę z toaletą, ale teraz jest już dobrze  rzuciła Becky.  Chociaż nie pamiętam wielu rzeczy.
– Mi też urwał się film  pociągnęła temat Lori.
 Tobie?  zapytałam zaskoczona, bo to właśnie Lori wyglądała z nas najlepiej. Przynajmniej, tak mi się zdawało.
 Nie tak mocno, ale trochę. Zupełnie nie pamiętam, jakim cudem dotarłyśmy do domu  odpowiedziała i po chwili cała nasza trójka zaczęła chichotać.
       Nagle usłyszałam otwierające się drzwi od piwnicy i kroki. Domyśliłam się, do kogo należą. Luke już był na nogach. Wyszedł na hol, a następnie wlazł do kuchni. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek, a ja przekręciłam oczami. Bez słowa podszedł do lodówki i z zamrażarki wyciągnął kubek lodów. Następnie brzdękając sztućcami, szukał łyżeczki, a mi ten dźwięk wdzierał się do mózgu, siejąc w głowie spustoszenie. Głowa rozbolała mnie na nowo i miałam ochotę go udusić.
 Zostawiłyśmy ci prawdziwy syf  powiedziała Lori, przepraszającym głosem.
 Spoko. Bywa.
 Dałaś radę to posprzątać przed powrotem rodziców?
 Problem w tym, że nawet nie wiem, czy oni już wrócili  odpowiedziałam, na co dziewczyny zareagowały wybuchem śmiechu. – Niedawno stanęłam na nogi. Ale w domu jest porządek, więc nie jest źle.
       Spojrzałam na Luke'a, który w końcu znalazł łyżeczkę i przestał trzepać sztućcami. Oparł się o blat, otworzył lody i zaczął je jeść, co jakiś czas zerkając z ciekawością w moją stronę.
 O tyle dobrze  powiedziała brunetka.
 A jak ty się czujesz Becky?  zapytałam, odwracając się od blondyna.
 Dalej czuje się, jak gówno, ale trochę mi lepiej. Potrzebuje trochę więcej czasu.
 To zrozumiałe. Pamiętaj, że w razie czego masz nas.
 Pamiętam  powiedziała, a ja wyczułam, że się uśmiechnęła.
– Zdzwonimy się później  rzuciłam szybko, kiedy Luke podszedł do okna. Delikatnie odsłonił firankę i zaczął się czemuś przyglądać.
 Jasne. Do usłyszenia.
 Do usłyszenia.
       Rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni. Usłyszałam silnik, jakiegoś samochodu, który zatrzymał się przy naszym domu. Po chwili doszły do mnie głosy naszych rodziców. Upiłam szybko łyk kawy i instynktownie zaczęłam poprawiać włosy. Zza plecami usłyszałam cichy śmiech Luke'a.
 Lepiej wyglądać nie będziesz  powiedział, a ja odwróciłam się w jego stronę.
 Wal się  mruknęłam. Jak ten człowiek potrafił działać mi na nerwy.
 Idą  zakomunikował i wrócił do poprzedniej pozycji, czyli oparł się o blat i znów pochłaniał lody z kubeczka.
       Wyczekiwałam, aż usłyszę charakterystyczny szczęk zamka i po chwili się go doczekałam. Rodzice weszli do środka. Zrobili kilka kroków do przodu, a ich oczy skierowały się w naszą stronę. Zlustrowali nas o góry do dołu. Spojrzałam na mamę i zobaczyłam jej minę. Ona wiedziała. Zresztą kogo ja chciałam oszukać, matula zna mnie od urodzenia i widziała mnie w niejednym stanie.
 Rosalie Rivers!  zagrzmiała, a stojący obok Dan, aż podskoczył.
– Cześć  rzuciłam niewinnie.
 Zrobiliście imprezę  to raczej nie było pytanie, a raczej stwierdzenie.
 Nie  powiedziałam szybko zgodnie z prawdą.
 Ty zrobiłaś imprezę?
 Nie  ciągnęłam dalej.
 Luke zrobił imprezę?  wypalił Dan, a blondyn szybko pokręcił głową.
 Wpadli do nas tylko znajomi. Było na grzecznie i spokojnie  poinformowałam ich, na co moja matula odetchnęła z ulgą. Mimo to nadal świdrowała mnie czujnym matczynym wzrokiem. Podeszła bliżej i przyjrzała się mojej twarzy, a ja lekko odsunęłam się od niej.
 Piłaś  stwierdziła.  Przeholowałaś z alkoholem. Widzę to.
 Mamo  jęknęłam. Usłyszałam cichy śmiech Luke'a. Mama spojrzała na niego, a ten szybko się uspokoił.
 Nic się nie działo  powiedział, wracając do jedzenia lodów.
– Nagle zaczęliście trzymać swoją stronę?  drążyła temat matula.  Tyle, że ja Rose, widzę kiedy przesadzasz. Myślałam, że po ostatniej imprezie u Max w Brisbane odechciało ci się przeginania z alkoholem.  Zacisnęłam lekko usta.  Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Mogło ci się coś stać! Mogłaś dostać zatrucia!
 Ale nic się nie stało  odparłam.
 Poprzesz mnie Dan?  zapytała, odwracając się do mężczyzny w garniturze. Przeniosłam na niego swoje ciemne oczy.  Dan?
– Jestem zaskoczony  powiedział powoli, a mama spojrzała na niego z niedowierzaniem.
 Zaskoczony? Tylko tyle?  ciągnęła matula, a ja miałam ochotę zacząć się śmiać. Cała ta sytuacja stawała się coraz bardziej komiczna.
 Zaskoczony  odparł ponownie Dan.  Byłem pewny, że to Luke może wywinąć jakiś numer, ale nie Rosalie.
 Wielkie dzięki tato  mruknął blondyn, wyrzucając pusty kubeczek po lodach.
 Zaskoczony  prychnęła moja mama.  Dom wariatów  skwitowała, a następnie wymierzyła we mnie palec.  Zawiodłaś mnie.
       Spuściłam głowę, a mama odwróciła się i poszła na górę. Kiedy zniknęła mi z pola widzenia, wyprostowałam się. Słowo zawiodłaś było jeszcze gorsze, niż jakakolwiek kara, którą mogłam od niej dostać. Czułam się jeszcze gorzej. Nagle poczułam rękę na ramieniu, która poklepała mnie z otuchą. Spojrzałam na Dana, który lekko się uśmiechnął.
 Wszyscy byliśmy młodzi. Wy też musicie uczyć się na swoich błędach  powiedział cicho.  Zresztą ja z twoją mamą też trochę zaszaleliśmy na urodzinach.  Uśmiechnęłam się.  Ale wiedz, że ja też nie popieram picia bez umiaru.
 Jasne. To się już nie powtórzy.
 Ufam ci Rose. Jesteś słowną osobą, więc tyle mi wystarczy.  Puścił mi oczko, a następnie odwrócił się i poszedł na górę.
 Nie było tak źle  odezwał się Luke. Zupełnie zapomniałam, że nadal był w kuchni. Odwróciłam się w jego stronę.
 Dzięki  rzuciłam szybko.
 Za co?
 Za wszystko. Za transport do pokoju i za posprzątanie tego całego syfu, jaki zrobiłyśmy.
 Nie ma sprawy  odparł, wzruszając ramionami. Złapał za butelkę z napojem i on również wyszedł z kuchni. Westchnęłam i powoli zaczęłam dopijać kawę, która zdążyła już ostygnąć.



***
Uwaga! Uwaga! Kolejna seria wysoce inteligentnych ogłoszeń parafialnych Roxy :D 

Po pierwsze - pierwszy raz dodaję rozdział o takiej godzinie, ale bałam się, że normalnie w dzień nie zdążę :D 
Po drugie - w niedzielę rano wyjeżdżam i wracam dopiero w czwartek wieczorem.
Po trzecie - nie... nie przerwę dobrej passy, jeśli chodzi o rozdziały dwa razy w tygodniu :D Mianowicie poprosiłam moją kumpelę (Monia my guru :D), aby we wtorek wbiła na moje konto i za pomocą magicznego przycisku "opublikuj" wrzuciła na blogi (ten, tamten i ten trzeci :D) kolejne rozdziały, które dzisiaj przygotowałam. Więc są i czekają :)
Po czwarte - wymyśliłam sobie, że kolejny sezon to nico inny nagłówek, więc Monia także zmieni trochę wygląd tego bloga. Sama jestem ciekawa, jak to będzie wyglądać. Jak pojawi się nowy nagłówek dajcie koniecznie znać, czy wam się podoba :) 
Po piąte - w czasie wyjazdu będę mieć dostęp do neta, więc postaram się być na bieżąco z historiami, które czytam. 
Po szóste - trzymajcie za mnie kciuki w niedziele i w czwartek, bym nie wyzionęła ducha, bo panicznie boję się latać :) 
Po siódme - mały smaczek dla was, a mianowicie na samym dole małe fragmenty z pierwszego rozdziału drugiego sezonu - trochę durnie to brzmi, ale jest już prawie pierwsza :D
Po ósme - LOL ósme - bardzo dziękuję za wasze tak mocno pozytywne komentarze! Jesteście najlepsze, zajebiste i cudowne! :D 
Po dziewiąte - kierowane do tej grupy z Was, które nie mogą doczekać się pocałunków/cmoków/hot scen (niepotrzebne skreślić). One w końcu nastąpią - kiedyś :D Ale będą :D Nie zdradzę jednak kto z kim i dlaczego :)
Po dziesiąte - Pozdrawiam! A tak, by dobić do magicznej ogłoszeniowej dziesiątki! :) Żem się rozpisała...

#PodJednymDachemFF


A w następnym odcinku...


- Myślisz, że jesteś taka cwana? 
- Nie dziś Harper – rzuciłam.
- Rudzielec nie ma odwagi?
- Rudzielec może ci dziś zrobić krzywdę i to w prawdziwej postaci, aż cię rodzice nie poznają.

***
- A jak myślisz geniuszu? Wiesz, która jest godzina? Jest po drugiej. Po drugiej w nocy!– Wypaliłam, przecierając oczy. – Co się dzieje? – Dodałam, słysząc podniesiony gdzieś w oddali głos Ashtona.
- Potrzebujemy pomocy - powiedział błagalnym tonem.

***
- Czekaj, czekaj – przerwałam mu, pocierając czoło ręką. – Mówisz o tym Picton? O tej drużynie, z którą od tak dawna toczycie boje?
- Myśleliśmy, że to będzie pojednawcza impreza - odparł Cal, a ja spojrzałam na niego, jak na kosmitę.

***
- Ściągnij mu koszulkę – rozkazałam.
- Co?

13 komentarzy:

  1. Cudo !!!! Juz nie moge sie doczekać wtorku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny czekam z niecierpliwością na next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ juz nie mogę doczekać się wtorku :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Narobiłaś mi ochoty na kolejny rozdział i teraz będę cały czas myśleć co się stanie xd
    I znowu ta * wiele epitetów* Harpet ._____.
    Miłego wyjazdu! xxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, zapowiada się ciekawie ;) szczególnie ten ostatni fragment :P
    Czy mi się zdaje, czy zaczynają być dla siebie w miarę mili?
    A tak przy okazji, wybacz, że nie komentuję na rwoim drugim blogu, ale czytam i już od paru dni jestem na bierząco, tyle, że nie lubię się logować na gablecie, a na mim najczęściej czytam. Ten z kolei na telefonie, gdzie zalogowana jestem bez przerwy ;)
    Buziaki, miłej podruży, miej wenę, przeżyj XD
    Lusia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *tablecie
      **podróży

      No i znowu twój rozdział poprawił mi humor, jak ty to robisz?!

      Usuń
  5. Małej Rosie się oberwało! Ugh, tymi fragmentami bardziej rozpaliłaś moją ciekawość i kurde nie wiem, jak ja wytrzymam tyle czasu. Miłej podróży, żeby strach przed lataniem Cię nie zjadł. Pozdrawiam i życzę weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ubóstwiam nad życie ten fan fiction i kocham Ciebie :D życzę weny kotku <3

    OdpowiedzUsuń
  7. LOL :D Rose dostała po uszach, za pijaństwo hahahah biedna hahah :D Ale, jak widać Luke wziął się do roboty i wysprzątał dom na błysk, bo pewnie inaczej by oberwało by się jej bardziej. Twoje ogłoszenia parafialne hahah - są tak świetne, jak samo opowiadanie. Bez stresu w czasie podróży będę cię trzymać za rękę :D Fragmenty poniżej - są mega interesujące i naprawdę mnie zaciekawiły. Nie mogę się doczekać kolejnej części.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. O Matko *0* Już nie mogę się doczekać! Akurat bd w tym tygodniu na wycieczce klasowej ale mam nadzieję że bd miała internet by móc być na bierząco ♡

    OdpowiedzUsuń
  9. O Matko *0* Już nie mogę się doczekać! Akurat bd w tym tygodniu na wycieczce klasowej ale mam nadzieję że bd miała internet by móc być na bierząco ♡

    OdpowiedzUsuń
  10. Biedę na dół żeby przeczytać kolejny rozdział, a tu nic nie ma! Nie ma mojej 'kochanej ' strzałki!
    Niemogę się doczekać kolejnego!!
    Proszę,
    Napisz dziś albo jutro, bo nie wytrzymam!!

    OdpowiedzUsuń