wtorek, 30 czerwca 2015

S2 - Rozdział 10

Let's forget the past


       Niestety to, co dobre szybko się kończy. Weekend minął w mgnieniu oka, a ja i Luke znów musieliśmy wcisnąć się w mundurki i udać się do szkoły, by podnieść swój poziom wiedzy. Tak, jak i ostatnio blondyn zabrał się do budy ze mną. A nasza, jakże krótka podróż upłynęła nam tradycyjnie w milczeniu.
        Becky na dzień dobry poinformowała mnie, że nasza Lori zachorowała. Jako, że Becky nie należy do osób zbyt pilnych i uważnych, tak więc poprosiła mnie, czy to ja mogłabym przesłać notatki z francuskiego blondynce. Lori miała dobre stopnie ze wszystkiego, ale jej piętą achillesową były języki obce, więc to właśnie na notatkach z tych lekcji zależało jej najbardziej. Od razu się zgodziłam i obiecałam, że wieczorem zeskanuje je i prześlę pierwsze z nich. Dlatego na francuskim uważałam, jak nigdy dotąd, by ułatwić życie blondynce i zapisać wszystko, co jej się przyda.

       Nie wiem, jakim cudem, ale zapomniałam odrobić zadania z matematyki. Musiałam jakoś je przeoczyć, choć byłam pewna, że w niedziele dwa razy sprawdzałam, czy wszystko mam przygotowane. Jak się okazało, jednak nie wszystko. Aby to nadrobić, odłączyłam się od Becky i Sama, którzy dyskutowali na temat, jakiegoś nowego programu telewizyjnego, który swoją premierę miał w piątek po południu.
       Usiadłam na ławce i wygrzebałam z torby zeszyt i podręcznik. Nie wiem, jakim cudem chciałam odwalić to zadanie na szybko, ale warto było spróbować. W razie czego zaimprowizuje i powpisuje byle co. Ważne by było.
       Otworzyłam zeszyt, czytając zadanie raz za razem. Odeszliśmy już od logarytmów i teraz na matematyce skupialiśmy się na wielomianach. Zaczęłam powoli rozwiązywać pierwszy przykład, nie wiedząc do końca, czy robię to dobrze.
       Nagle poczułam, jak ktoś zatrzymał się obok mnie. Podniosłam głowę i spojrzałam na Luke'a, który wpatrywał się w mój zeszyt. Po chwili usiadł obok mnie i bez słowa przeczytał zadanie.
- Serio? – wydusiłam z siebie, kiedy blondyn ponownie spojrzał na mnie.
- Nie odrobiło się pracy domowej?
- Małe przeoczenie – odparłam, zawzięcie.
- Pokaż to. – Bez słowa, odwróciłam zeszyt bardziej w jego stronę. - Nie możesz tego do siebie dodać – powiedział, nachylając się bardziej i pukając palcem w zeszyt. – Nie mają tych samych potęg.
- Czyli tylko to i to?- zapytałam, wskazując odpowiednie jednomiany, które były do siebie podobne.
- Tak. Ja zawsze dla ułatwienia zaznaczam kreskami te same, by się nie pogubić.
- Dobry pomysł. – Zrobiłam tak, jak mówił.
- Teraz wyjdzie ci dobry wynik. – Kiwnęłam głową i rozwiązałam zadanie do końca. – Kolejne zrób sama. – Zabrał mi książkę i podyktował kolejne równanie. – Tylko pamiętaj o kreskach.
- Jasne. 
       Wykorzystując metodę zarzuconą przez Hemmingsa, zabrałam się za kolejne dodawanie i odejmowanie. Po chwili zadanie zostało rozwiązane.
- Pokaż, sprawdzę cię – powiedział, przejmując ode mnie zeszyt.
       Podniosłam głowę spoglądając na niego. Blondyn utkwił wzrok w papierze i w milczeniu studiował to, co tam nabazgroliłam. Miałam nadzieję, że wszystko wyszło mi tak, jak wyjść powinno. Luke pokiwał głową i oddał mi zeszyt.
- Zgadza się. – Uśmiechnęłam się z triumfem. – Teraz ostatnie z zadań. Rozłożenie wielomianu na czynniki. – Jęknęłam. – To proste – rzucił ze śmiechem.- Musisz tylko pamiętać o podstawowym wzorze skróconego mnożenia. Zresztą to jest łatwiejsze, niż dodawanie i odejmowanie, a ty to opanowałaś.
- Dobra, ucz mnie dalej – powiedziałam, przysuwając zeszyt bliżej niego.
- To pierwszy przykład…

***
       Calum z uśmiechem na ustach obserwował pewną scenę, która odgrywała się na jednej z ławek postawionych na szkolnym korytarzu. Luke pomagał Rose w matematyce. Z początku myślał, że dziewczyna tej pomocy od blondyna nie przejmie. Jednak ona słuchała tego, co mówił, kiwała głową i ba, nawet parę razy się uśmiechnęła.
       Calum w dalszym ciągu nie rozumiał, w jaki sposób mogło dojść do tej wojny między nimi. Mimo, że Hemmings nie raz się tłumaczył. Hood jednak był pewny, że jedno i drugie po prostu przesadza. I miał nadzieję, że ta dwójka w końcu kiedyś zacznie się dogadywać. Bo naprawdę Rose była osobą, którą da się lubić. Jej wrogie nastawienie do ich paczki wnikało nie tylko z konfliktu z Lukiem, ale także z Harper, która była cięższą opcją do pokonania. Ale on powoli dążył do tego, aby i to przeskoczyć. 
       Zresztą nie tylko on lubił Rivers. Dziewczyna mimo swojego zaciętego charakteru i uparcia, zyskała też sympatię u pozostałych, choć wielu mogłoby uważać, że jest inaczej. Wielokrotnie pokazując bezinteresowną pomoc i wybawianie ich z opresji, udowodniła, że i ona może trochę ich lubi. W końcu gdyby było inaczej, to nie przyjechałaby po nich w środku nocy na jakieś zadupie, tylko po to by przetransportować ich tyłki do domów.
- Widziałeś Luke'a? – zapytał Michael, który pojawił się tuż obok kumpla, z plikiem kartek w ręku. – Muszę mu pokazać nowy program i… LOL.
- Nieźle, co – rzucił Calum, kiedy Clifford dostrzegł Hemmingsa w towarzystwie Rose. – Byłbym wdzięczny, gdybyś im teraz nie przeszkadzał.
- Nie mam zamiaru. To postęp stary – odparł z uśmiechem Michael.
- Ewidentnie postęp.
- Nareszcie – skwitował Clifford. - Dam mu te papiery później.
- Słusznie – powiedział Calum, odwracając się w stronę Michaela. Obydwoje ruszyli w przeciwnym kierunku, zostawiając Luke'a i Rose z zadaniami z matematyki.  

***
       Ostatnie zadanie dobiegło końca, a ja odetchnęłam. Praca domowa została skończona i bez przeszkód mogłam udać się na lekcje. Nie groziła mi jedynka za jej brak. W sumie to dzięki Lukowi, bo nie wiem, czy sama dałabym radę ogarnąć ten temat.
- Koniec – powiedziałam, zamykając zeszyt i książkę.
- Ulga?
- Ulga – odparłam i uśmiechnęłam się do niego. Na jego twarzy również zagościł uśmiech.
       Nagle, jakby coś mnie tchnęło. Odwróciłam się od niego. To krótkie spojrzenie i te uśmieszki były czymś, co mnie zaskoczyło. Nie w naszej relacji, jaką mieliśmy. Nie w dwóch przeciwnych obozach, w jakich żyliśmy od początku naszej znajomości. To było dziwne, bo było też naturalne dla innych. Ale nie dla nas.
- Zaraz zacznie się lekcja – powiedział, zerkając na zegarek. – Będziesz mogła wykorzystać to przy tablicy.
- Nie pójdę do tablicy – odparłam z zaciętą miną.- Zrobię z siebie głupka.
- Co ty… Dasz radę.
       Usłyszałam, jak Hemmings zaśmiał się. Tak, jego to bawiło, a mnie do śmiechu nie było. Matma nie była moją mocną stroną, a znając mojego pecha trafie na takie zadanie, przy którym wyzionę ducha i najem się obciachu. Żadnej tablicy. Mam nadzieję, że nauczyciel w ogóle mnie dzisiaj nie zauważy.
- Dasz radę – powtórzył Luke i poklepał mnie po ramieniu. Następnie wstał i pokuśtykał w stronę schodów. Wzięłam głęboki oddech i niechętnie ruszyłam za nim.

       Nauczyciel jednak wziął mnie od tej przeklętej tablicy. Ale zadanie okazało się być proste. Powtórzenie tego wszystkiego z Lukiem rozjaśniło mi mózg i bez trudu zrobiłam odpowiednie równania. Dumna z siebie wróciłam na swoje miejsce, a Luke pokiwał mi z uśmiechem głową. Cicho podziękowałam mu i byłam zdziwiona tym, jak łatwo to słowo przeszło mi przez gardło. Dziękuję… Takie proste, a jednak nieraz tak cholernie trudne.

       Niestety dzień przyszykował dla mnie kolejne ciężkie starcie, na które nie byłam przygotowana. Mianowicie znów na mojej drodze postawił głupią Harper i jej kumpelę.
       Wyciągałam właśnie książkę z chemii, kiedy drzwiczki od szafki zatrzasnęły się tuż przed moim nosem. Cieszyłam się, że na czas wyciągnęłam rękę, bo mogła przytrzasnąć mi palce. Powoli odwróciłam się w kierunku naszej królowej szkoły. Była wścieła, choć z początku nie miałam pojęcia, o co może jej chodzić.
- Radzę ci Rivers, abyś odpieprzyła się od moich znajomych – zagrzmiała, przez zaciśnięte zęby.
- A nie wpadło ci do tej twojej pustej głowy, że staram się to robić, tylko oni przyssali się do mnie, jak pijawki? – odpowiedziałam, chowając książkę do torby. Kiedy Harper analizowała moje słowa, ja zamknęłam szafkę na kłódkę.
- Co masz na myśli?
- Jesteś, aż tak głupia, czy jak? – Wkurzała mnie od samego pojawienia się obok, więc zaczęłam reagować agresją.
- Zważaj na słowa rudzielcu- prychnęła Angela.
- Jeny, ty jednak umiesz mówić – powiedziałam do niej i parsknęłam śmiechem. –Odczepcie się ode mnie.
- Powiem wprost – zaczęła Mills, a ja przekręciłam oczami. – Przestań z nimi łazić, wpraszać się na imprezy Hooda i ogólnie nawet nie myśl, że mogłabyś być bliżej nich.
- Nawet o tym nie myślę – powiedziałam. – A na imprezy dostałam od Caluma zaproszenia, więc to z nim powinnaś pogadać na ten temat.
- Dobrze wiemy, że zaprosił cię tylko z uwagi na to, że twoja mama spiknęła się z ojcem Luke'a, a że Luke to jego kumpel, to…no… proste, nie?
- Harper – mruknęłam, pocierając dłońmi kąciki oczu. –Skorzystaj z psychiatry.
- Obraź ją jeszcze raz… - zagrzmiała Angela, robiąc krok w moją stronę.
- To, co? – powiedziałam akcentując każdy wyraz. – Przestań mi grozić. Jesteś tylko jej popychadłem.
- Wypluj te słowa – ciągnęła blondynka, zgrzytając zębami.
- Zajmij się sobą i swoją nieodwzajemnioną miłością do Irwina – powiedziałam, a Angela wytrzeszczyła swoje oczy. – Na przyszłość radzę o takich sprawach rozmawiać w bardziej ustronniejszym miejscu, a nie na środku imprezy, gdzie wszyscy cię słyszą.
- Ty… -  zaczęła, ale Harper odepchnęła ją do tyłu. Mills wlepiła we mnie swoje brązowe oczy, które teraz przepełnione były wściekłością. Choć to delikatnie powiedziane.
- Grabisz sobie Rivers – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
- Przynajmniej się nie nudzisz – odparłam. – A teraz wybaczcie, ale mam lepsze rzeczy do roboty, niż stanie z wami. Zresztą nie chcę, by ktoś mnie z wami zobaczył. To nadszarpnęłoby moją reputację.
- Ty nie masz reputacji Rivers.
- Ale z pewnością mam, większy poziom IQ, niż wy obie razem. Buźka Mills.
       Cmoknęłam powietrze, a następnie ze złośliwym śmiechem odwróciłam się od nich. Ruszyłam na chemię z poczuciem małego triumfu. Raz wygrywasz, a raz przegrywasz. Dziś szala zwycięstwa przesunęła się na moją stronę.

       Wieczorem Dan namówił nas wszystkich na wspólne oglądanie filmu. On razem z mamą siedzieli na kanapie, chrupiąc chipsy. Luke i ja zajmowaliśmy fotele. Blondyn pochłaniał drugą miskę popcornu, nie odrywając oczu od ekranu. Ja natomiast nie przepadałam za bardzo za filmami sensacyjnymi połączonymi z kryminałem, więc nieco mnie ten obraz męczył. Znalazłam jednak małą odskocznię, a mianowicie wyciągnęłam swój szkicownik. Rysowałam i słuchałam jednocześnie. Miałam podzielność uwagi, więc bez problemu wiedziałam, co dzieje się na ekranie.
       Stawiałam kreskę za kreską, a rysunek powoli nabierał kształtów. Dopiero po czasie zdałam sobie sprawę z tego, CO tak naprawdę rysuję. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na miniaturową wersję nauki matematyki. Nauki, którą na szkolnej ławce dał mi Luke. Musiałam zrobić jakąś dziwną minę, bo blondyn nagle się mną zainteresował.
       Czując jego wzrok na sobie, powoli podniosłam głowę i spojrzałam w jego błękitne oczy. Żadne z nas się nie odezwało. Odwróciłam się od niego i spojrzałam w ekran telewizora. Moja mama uznałaby to za postęp. Dla mnie to było tylko chwilowe zawieszenie broni.
       Film dobiegł końca, a my mogliśmy się ruszyć ze swoich miejsc. Rodzice wyszli do kuchni, pogrążeni w rozmowie na temat obejrzanej produkcji. Luke też miał wyjść, ale w ostatnim momencie cofnął się i podszedł do stołu, na którym leżała jego książka. Wziął ją pod pachę i spojrzał na mnie.
- Co narysowałaś?
- Co?
- Co narysowałaś? – powtórzył, a ja zerknęłam na mój rysunek.
- Nic szczególnego.
- Dasz zobaczyć.
- Nie - powiedziałam stanowczo. – Nie wyszedł mi i… nadaje się do śmieci.
- Pokaż.
       Luke wyciągnął rękę w stronę szkicownika, który leżał na fotelu. Na szczęście ja byłam szybsza. Porwałam blok, wyrwałam kartkę i nie wiele myśląc, zgniotłam ją w dłoni, ku wielkiemu zdziwieniu blondyna. Następnie wsunęłam ją do kieszeni. 
       Hemmings jeszcze przez chwilę spoglądał na mnie, jak na wariatkę, a potem ruszył w kierunku wyjścia. Wzięłam głęboki oddech. Luke zatrzymał się i ponownie spojrzał w moją stronę.
- Myślę, że rysunek nie był do kitu – powiedział, opierając się na kulach. – Myślę, że narysowałaś coś, co niekoniecznie chciałabyś pokazywać innym. Ale spoko, wszyscy przecież mamy tajemnice.
       Odwrócił się i wyszedł z salonu, zostawiając mnie samą z lekkim szokiem, który z pewnością wymalował się na mojej twarzy. Ten chłopak potrafił mnie zaskoczyć. Może nie jest tak do końca idiotą?


***
Miałam ten rozdział dodać później, ale skoro nie mogłyście się doczekać następnej części to - TA DAM! - jest :D

Benia - jeszcze częściej? O_O - teraz to mnie zatkało. Rozdziały są dodawane co dwa lub co drugi dzień (jakoś nie po polskiemu mi to wyszło, ale chyba wiadomo, o co chodzi :D), a nieraz nawet i co dziennie. Gdyby była taka możliwość, to bym wam je wrzucała nawet i co godzinę, ale niestety... nie da rady, bo komu by się chciało to czytać z taką intensywnością, po drugie musiałabym chyba nie spać i nie pracować, by nadążyć je pisać :D

Martunia - zdradzę ci to - na razie nie przewiduję wątków z jej znajomymi. Milena i Monia napomknęły mi parę razy, by zrobić kontynuację tego opowiadania (a dokładniej wysłać ich na studia). Myślałam nad tym i gdybym faktycznie zrobiła drugą część, to wtedy pojawiłby się ktoś ze starych znajomych Rose.

Milena -  LOL, wyjechałaś z tym. Nie, nie myślałam o Wattpadzie, bo nawet się na nim nie znam i nie wiem, po co by mi to było. Co do Aska jest podobnie - bo niby kto miał by ochotę zadawać mi jakieś pytania?

Justyna T. - LOL twój komentarz był zarąbisty, aż chechłam do monitora :D Na słodziłaś mi tak, że mi się poziom cukru w organizmie podniósł :D Dziękuję bardzo za tak miłe słowa :D Chętnie bym wróciła do czasów, gdy miałam legalne długoterminowe wakacje, ale czasy szkolne mam za sobą i teraz pocieszam się urlopami. Pani Wena zawsze się przydaje, więc bierem ją! Osobistego Luke'a biorę w ciemno (łorginał łoczywiście:D, a co będę zachłanna) - i mam gdzieś, że jest młodszy ode mnie:D

Sorki za zbyt dużą ilość emotek - ale wiecie, że to uzależnienie - na szczęście nie tylko moje (Lumina może powinnyśmy założyć jakiś klub haha :D) i za te LOLe, ale to zostało mi po grach komputerowych - przyznam się, swego czasu byłam uzależniona od apokalipsy zombie i Fify :D 

Dziękuję wam BARDZO BARDZO za wasze pozytywne komentarze - UWIELBIAM JE! :D 

Kolejna część kiedy? A nie wiem... Bo dalej nie mam grafiku :D
Wychodzi na to, że dalej muszę trzymać poprzednio napomknięte dni - środa lub czwartek. 

Pozdrawiam!

Ale żem się rozpisała... :D Może dlatego, że jest już późno. Spać jeszcze jednak nie idę, bo trzeba dokończyć pisanie kolejnego rozdziału. 
Buziaki!


W następnym odcinku:

- Serio?! – odparł, spoglądając na mnie.
- Mój Boże – wydusiłam z siebie, ciężko oddychając.

***

- Usiądź ze mną.
- Nie, dzięki.
- Dlaczego?

***

- Byłbym wdzięczny, gdybyście skończyły – wtrącił się Luke, a ja i Harper jeszcze przez chwilę świdrowałyśmy się wzrokiem.

***

- Ja nigdy nie byłem w tej dziedzinie zbyt dobry.
- Nie można być dobrym we wszystkim. Chcesz wiedzieć coś jeszcze? 

12 komentarzy:

  1. Nareszcie się trochę uspokoili :p jak uroczo z tą matmą i wgl ^.^
    Rozdział dodaj jak najszybciej, bo ja nie mogę tak czekać i czekać *co z tego, że czekam tylko kilka godzin xd*
    A jeszcze chciałabym się spytać... gdzie pracujesz?? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie się trochę uspokoili :p jak uroczo z tą matmą i wgl ^.^
    Rozdział dodaj jak najszybciej, bo ja nie mogę tak czekać i czekać *co z tego, że czekam tylko kilka godzin xd*
    A jeszcze chciałabym się spytać... gdzie pracujesz?? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny już nie mogę doczekać się nastepnego ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny!! Jest duży postęp.. No to prosimy o nexta jutro.. Napisalas stopa lub czwartek.. Wybieramy środę! ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, załużmy klub :P Taki dość duży ten postęp! Spodziewałam się, że go wygoni, albo coś. Coś się święci.. A ja się dowiem! W środę! (a co w ogóle dzisiaj za dzień?XD) Nie będę okrutna i dam ci spać :3 A tak w ogóle, to przepraszam, że nie komentuję zbyt często na twoim drugim blogu, ale czytam go zazwyczaj na tablecie, gdzie się nie loguję, a jak już, to rzadko :( Wybaczysz? *maślane oczka*
    Buziaki, weny, pozdrówka
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ah... Dziękuję, dziękuję. *rumieni się* Nareszcie ktoś inny docenił mój talent komentatorski. (?) XD
    Co do słodzenia to cukier zawsze ci się przyda. Choćby żeby mieć energię do dalszego pisania. ;**
    A co do rozdziału... Powtórzę się jak powiem że MEGA? Ok. Ok. Niech będzie. Rozdział jest ZACZEPISTY!!! <33
    Lepiej? Pewno że lepiej. 👍
    Ooo... Nasz Lukey pomaga Rosi w matematyce.Tego sie nie spodziewałam. *szczerzy się jak idiotka* 😎
    To jest takie słodkie. Tak Cal. Masz racje.
    To jest już duży postęp. 😏
    Ehh... Rozpływam się jak masełko na świeżym, cieplutkim, pachnącym toście. 💖
    Zgłodniałam. ;P
    Harper. Przysięgam że niedługo sama ją do tego psychiatryka wyślę. Ale najpierw ba dywanik do swirologa. ;D
    Ok. Może sie nie rozpisałam ale wystarczy. Jeszcze cukrzycy dostaniesz i co bedzie?
    Ps. Ja mam tera 2miechy wakacji i jeszcze pare (dużo) lat nauki. Także... no... ten... no... mam dużo czasu żeby czytać twoje rozdziały. 😘
    Ps#2. Tak. Wiem. Znowu sie powtarzam. Jesteś genialna. Pisz dalej. Nie poddawaj się. I pamiętaj ,,Co cie nie zabije to cie wzmocni''.
    Ps#3. Co ja będę żałować. Trzymaj Calumcia do kompletu. (Ashtona dostaniesz po kolejnym rozdziale) XD
    Ps#4. Pozdro od mojego królika, który wabi się Pasztet. ;) Haha :**


    ~Justyna T. 🙋💕😁

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG!!! Uśmiechnęła się do niego! To niewątpliwie postęp! Pomoc przy matmie była słodka. Hemmings jak cie chłopie nie kochać. A końcówka taka w pewien dla mnie sposób emocjonalna. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Chce go w środę!
    Ja tam lubię twoje teksty po rozdziale :) zawsze są optymistyczne i zabawne ;)
    Co do aska, ta bo my ci pytań nie zadajemy :p i oczywiście, że masz zrobić kontynuację opowiadania! Bo jak nie to straj ci urządze!
    pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. Będę cie całować po nogach jak szybko dodasz rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Taaa chwilowe zawieszenie broni? Ha ha ha kocham to opowiadanie. Czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeeej :3 dołączam do grona Twoich wielbicieli <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham to!
    Świetnie piszesz. Każdy rozdział czyta się łatwo i płynnie.
    Pokochałam Twój styl pisania.
    Zawsze z niecierpliwością wyczekuje nowego rozdziału.
    Rozdział świetny.
    Pozdrawiam. x

    OdpowiedzUsuń