piątek, 12 czerwca 2015

S2 - Rozdział 2

Just saying


       Obudził się. Promienie słońca wdzierały się przez okno, rozświetlając salon. Nie wiedział, która jest godzina. Po chwili zdał sobie sprawę z tego, że śpi na kanapie i to w dodatku w ubraniu. Przykryty był prawie po samą szyję błękitnym kocem, który należał do Rosalie.
       Powoli usiadł i spojrzał na śpiącą dziewczynę. Pod głową miała jedną z ozdobnych kanapowych poduszek. A jej łóżko składało się z fotela i pufy, na której wyciągnęła nogi. Na oparciu znajdował się jej telefon.
       Cicho wstał z sofy. Nie chciał jej obudzić. Wziął brudną koszulę, która zwisała z oparcia kanapy. Wyszedł z pokoju i skierował się na górę. Koszulę wrzucił do kosza w łazience i poszedł do swojego pokoju. Złapał za kolorowy koc w Żółwie Ninja, który kiedyś dostał od ojca. Był to jego ulubiony koc, którym niechętnie się dzielił. Mimo wszystko zszedł z nim na dół i zatrzymał się przy fotelu. Rozwinął go i przykrył śpiącą dziewczynę. Następnie wrócił na górę i wszedł do łazienki.
       Czuł się dziwnie, jakby jego ciało nie należało do niego, a do zupełnie obcej osoby. W ustach czuł suchość, w żołądku pustkę, a głowa pulsowała lekkim bólem. Zrzucił z siebie brudne ubrania i wskoczył pod prysznic.
       Po szybkim doprowadzeniu się do porządku, założył czystą bieliznę oraz białą koszulkę, z krótkim rękawem. Umył zęby, a następnie z tego samego kubka wypił kilka dużych łyków zimnej wody. Naciągnął na nogi dresowe szare spodnie i wrócił na dół.
       Dochodziła godzina dziesiąta, ale on nadal był nieco senny. Położył się na sofie i przykrył się błękitnym puchatym kocem. Spojrzał w sufit, starając się uporządkować wszystko to, co wydarzyło się wczoraj. Nie miał jednak pełnego obrazu. Urwał mu się film i choć pojawiały się czasami jakieś skrawki wydarzeń, to jednak nie dopełniały one w stu procentach całości. Nie wiedział, jakim cudem doprowadził się do tego stanu, bo w końcu nie wypił, aż tyle, by nie pamiętać. I jaką rolę w tym wszystkim odgrywała Rosalie?
       Pamiętał, że jechali na imprezę do Picton. W jednym z klubów spotkali się z chłopakami z tamtejszej szkoły – ich odwiecznymi rywalami, którzy nagle zapałali do nich braterską miłością i chcieli się pogodzić. Calum z entuzjazmem przyjął ten nagły zwrot relacji między nimi, licząc na to, że ich wspólne spotkania w końcu będą odbywały się na normalnym cywilizowanym poziomie. O dziwo także i Michael był pewien, że jest to jakiś postęp i warto wyciągnąć do nich przyjacielską dłoń. Luke od samego początku był do tego pomysłu nastawiony dość sceptycznie i z tego, co zauważył, Ash również podzielał jego zdanie.
       W klubie zaczęli wspólną imprezę. Chłopaki pili piwo, a on i Michael postawili na drinki. Clifford narzucił sobie dość duże tempo, jednak Luke nie próbował iść z nim w konkury. Pamiętał, że czuł się dobrze i nawet dogadywał się z drużyną Picton. Jednak po jakimś czasie i chyba piątym drinku jego samopoczucie nagle uległo zmianie. Zaczęło się niewinnie od dziwnych nagłych uderzeń ciepła, a potem zimna. Potem doszedł rozmazujący się przed oczami obraz. W końcu poinformował chłopaków, że musi wyjść na zewnątrz. Ashton poszedł z nim i całe szczęście, bo idąc sam z pewnością wywróciłby się na schodach. Gdy tylko wyszedł z klubu, zwymiotował do najbliższego kosza na śmieci. Słyszał, jak Irwin co chwilę pyta się, czy dobrze się czuje, ale on jakby w ogóle nie umiał sformułować odpowiedzi na tak proste pytanie. A potem wszystko się rozmazało i w głowie powstała ciemna plama.
       Nie było tak, że nie pamiętał wszystkiego. Czasami jego świadomość przezwyciężała ten dziwny stan, a Luke wracał do rzeczywistości. Pamiętał słowa Caluma, który mówił, że Michael też odpłynął i nie wiedzą, co się z nim dzieje. Słyszał też głosy tamtych, którzy oferowali podwózkę do Sydney. Wiedział, że zanim wsiadł do ich samochodu, zwymiotował po raz kolejny. A potem znaleźli się na jakimś zadupiu, w którym panowała kompletna cisza. Dochodziły do niego głosy Asha i Cala, ale nie wiele mógł z nich zrozumieć. Czuł, jak jeden z nich wyciąga mu z kieszeni telefon. W głowie miał totalny kołowrotek, a ciało niczym kłoda, którą nie da się poruszyć. Co jakiś czas nawiedzała go ciemność, jakby wciągał go przymusowy sen, z którym nie potrafił walczyć. Jego zmysły były niemalże wyłączone, a on nie wiedział dokładnie, co dzieje się wokół niego.
       Nie słyszał nadjeżdżającego samochodu, ale nagle znikąd pojawił się jej głos. Nie rozumiał, co Rosalie robi w miejscu, w którym byli i zastanawiał się, czy też pojawiła się na imprezie. Potem jednak przestał kontaktować na nowo, a mózg wznowił pracę, kiedy Cal prowadził go do jakiegoś wozu.
       Drogi do domu nie pamiętał w ogóle, ale znów ocknął się w tym samym samochodzie. Chłopaków nigdzie nie było, a jedyną osobą, którą widział i słyszał była ona. Co chwilę do niego mówiła, a on stawiał krok za krokiem, by dojść do domu. Potem znalazł się na kanapie, na której bezpiecznie mógł pogrążyć się we śnie.
       Uniósł się lekko i spojrzał na śpiącą dziewczynę. Czy ona znała wszystkie odpowiedzi? Wątpił w to. Jedyną opcją była rozmowa z Calem lub Ashtonem, którzy chyba byli najbardziej ogarnięci w tym, co się wydarzyło w Picton. Po ich słowach wnioskował, że Michaela spotkał ten sam los, co i jego. Położył się z powrotem i zamknął oczy. Sen szybko przyszedł.

***
       Powoli otworzyłam oczy. Z moich ust wydobył się cichy jęk, kiedy próbowałam podnieść się do pozycji siedzącej. Spanie na fotelu nie było zbyt dobrą opcją, bo całe moje ciało najnormalniej w świecie zdrętwiało. W końcu usiadłam i rozmasowałam zbuntowany kark, który lekko pobolewał. Spojrzałam na siebie. Byłam przykryta kolorowym kocem w Żółwie Ninja.
       Przez chwilę przeraziłam się, że rodzice wrócili do domu i zastali nas w kompletnej rozsypce. Jednak kiedy spojrzałam na Luke'a, dostałam odpowiedź. Hemmings musiał się przebudzić, a następnie ogarnąć, bo nie prezentował się już tak tragicznie, jak wcześniej. Z pewnością zaliczył szybką kąpiel, ponieważ jego blond włosy nadal były lekko wilgotne. Był także przebrany, o czym świadczył skrawek szarych spodni, który wydostał się spod mojego koca. To on również musiał mnie przykryć. Jak widać, to co mu podali musiało już przestać działać, skoro był w stanie zrobić to wszystko sam.
       Wstałam z fotela, złożyłam koc, złapałam za telefon i cicho wyszłam z salonu. Zegarek w kuchni pokazywał wpół do pierwszą. Westchnęłam ciężko pod nosem i poszłam do góry. Weszłam do łazienki, aby doprowadzić się do stanu używalności.
       Kiedy wróciłam do kuchni, włączyło mi się totalne ssanie. Byłam tak głodna, że pochłonęłam cztery jogurty na raz. Następnie zrobiłam kawę i usiadłam przy stole w kuchni. Spojrzałam na wyświetlacz. Miałam dwie wiadomości.

Od Calum:
Michael wrócił do normalności. W nocy nic już się nie działo. Co z Lukiem?

Od Calum:
Pewnie jeszcze śpisz, ale my się tu martwimy. Jak nie odezwiesz się do pierwszej, to zbombarduje cię telefonami.

       Spojrzałam po raz kolejny na zegarek. Miałam pięć minut, do momentu, aż Hood spełni swoje groźby. Upiłam łyka kawy i szybko odpisałam.

Do Calum:
Wszystko jest ok.

Od Calum:
Całe szczęście. Dzięki za wszystko Rose i przepraszam za wyrwanie cię w środku nocy.

Do Calum:
Spoko. Nie ma sprawy.

       Kiedy odpisałam na ostatniego sms-a od Hooda, usłyszałam ruch w salonie. Po chwili do kuchni wszedł zaspany Luke. Nadal był blady na twarzy, ale przynajmniej normalnie trzymał się na nogach. Spojrzał na mnie zmęczonymi oczami. Nie powiem, ale w środku odetchnęłam z ulgą, że ani jemu, ani Cliffordowi w żaden sposób się nie pogorszyło. Myślę, że na jedną noc było dość przygód, a dodatkowe akcje, by nas chyba do końca zmiażdżyły.
       Luke podszedł do blatu, a potem przyssał się do soku jabłkowego, jakby nie pił od miesiąca. Następnie otworzył lodówkę i zrobił sobie trzy kanapki. Usiadł obok mnie, ugryzł kawałek i ponownie wlepił we mnie swoje błękitne oczy. Uniosłam brwi do góry i odłożyłam telefon na stół.
- Co się stało?- zapytał znienacka, a ja z początku nie zaskoczyłam, o co mu może chodzić.
- Gdzie? – wypaliłam.
- W Picton – odpowiedział, przekręcając oczami. Miałam ochotę go trzepnąć. Czemu on zawsze musi to robić? Ten facet działał mi na nerwy.
- Nie mam pojęcia, bo mnie tam nie było – powiedziałam jednym tchem.
- Byłaś.
- Ale nie tam – rzuciłam, popijając kawę. – Wiem tylko tyle, ile powiedział mi Calum i Ashton.
- Podzielisz się tym ze mną, czy to jakaś wielka rządowa tajemnica?
- Co chcesz wiedzieć? – zapytałam, odwracając się w jego stronę. Spojrzał na mnie, jak na kosmitkę.
- Co się działo?! Serio, Rose?- prychnął pod nosem. Nie mogłam się oprzeć pokusie, by go z rana nieco przykurzyć i jak widać, to mi się udało. Jednak zaraz przypomniałam sobie, że blondyn miał w końcu ciężką i nie zafajną noc, więc postanowiłam, że dzisiaj jednak z niego zejdę i nie będę go specjalnie dobijać.
- Chłopaki uważają, że te debile z Picton coś wam dosypali do napojów – poinformowałam go, a ten ciężko westchnął. – W sumie – zmierzyłam go wzrokiem – na to by wyglądało. Byliście, jak zombie.
- A co ty tam robiłaś? – zapytał, nawet na mnie nie patrząc.
- Calum po mnie zadzwonił.
- Dlaczego po ciebie?
- Zapytaj się swojego kumpla – odparłam i ponownie wzięłam kilka małych łyków kawy. – Wolałbyś pewnie, by był to ktoś inny – dodałam z przekąsem. Luke zignorował moją zaczepkę.
       Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, gdy nagle usłyszeliśmy samochód, a potem głosy naszych rodziców. W końcu drzwi od domu otworzyły się. Sarah i Dan weszli na hol i spojrzeli na nas z wielkimi uśmiechami na ustach.
- Co tam dzieciaki? – zapytał Dan. – Ciężka noc?
- Ciężka – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Luke nadal milczał.
- Wyglądacie, jakbyście w ogóle nie spali- powiedziała mama. – Mam nadzieję, że…
- Byliśmy grzeczni – odparłam z uśmiechem. Spojrzeli na nas czujnym wzorkiem. – W sumie to był nudny piątkowy wieczór.
- Nudny? – Drążyła temat matula, a ja błagałam w myślach, by się odczepiła. Jednak wiedziałam, że moja mama jest ciekawa wszystkiego, co robimy, więc ignorowanie nas nie wchodziło w rachubę.
- Skończyłam malować, a potem oglądałam filmy – rzuciłam.
- A jak twoje wyjście z kolegami Luke? – odezwał się ponownie Dan.
- Było nudno, więc postanowiliśmy wrócić do domu- skłamał blondyn.
- Spaliście w salonie? – zapytała mama, wskazując na pomieszczenie naprzeciwko.
- Tak, choć całkiem przypadkowo – odpowiedziałam, kiwając głową. – Luke wrócił wcześniej i ku mojemu nieszczęściu – spojrzałam na niego, a następnie znów odwróciłam się w ich stronę- przyłączył się do oglądania filmów. Na jednym z kanałów leciał piątkowy maraton horrorów.
- Na szczęście nie musiałem się do ciebie odzywać – dodał blondyn.
- I vice versa – odparłam, nawet na niego nie patrząc. – Finał był taki, że Luke odpłynął pierwszy, a ja przysnęłam przy końcówce ostatniej produkcji. Ale film był tak nudny i głupi, że nawet nie zamierzam robić powtórki, by dowiedzieć się, jaki był finał.
- Czyli kompletny gniot – rzuciła mama, a ja pokiwałam głową.
- Choć zapowiadał się ciekawie, wiesz… Walka dobra ze złem, czyściec, wybaczenie, dziwny szpital bez wyjścia. Ale wykonanie kompletna porażka. Marne aktorstwo i jeszcze marniejsze efekty.
- Kiepsko – skwitowała mama. - Idę rozpakować torbę.
- A ja pod prysznic. Cuchnę ogniskiem.
- Mieliście ognisko? – zainteresowałam się.
- Tak. Wielkie.
- Super.
- Było super – rzucił Dan, a następnie razem z moją mamą udali się na górę.
       Cicho westchnęłam pod nosem. Do czego to doszło, że kryłam Hemmingsa. Z drugiej jednak strony chłopak miałby przekichane, gdyby dowiedzieli się, gdzie nasz blondasek udał się na piątkowe party ze swoimi kumplami. Dopiłam kawę do końca i już chciałam wstać z miejsca, kiedy odezwał się Luke.
- Niezła bajeczka. Nie wiedziałem, że tak umiesz kłamać. Nawet ja w to uwierzyłem.
- Wielu rzeczy o mnie nie wiesz Panie Imprezowiczu– powiedziałam, zeskakując z krzesła. Ruszyłam w stronę holu.
- Rose. – Odwróciłam się. – Dzięki za wszystko. – Kiwnęłam tylko głową i poszłam do siebie.

  
***
Wróciłam! :D 
Latanie samolotem nigdy nie będzie moim ulubionym środkiem transportu, choć nie był to pierwszy raz, gdy z niego korzystałam, ale - PRZEŻYŁAM :D 
Monia naprawdę wielkie WIELKIE dzięki za wszystko - za opublikowanie rozdziałów i za nagłówek, który jest CUDNY!
Dziękuję również Wam, za te wszystkie świetne komentarze, które potrafią mnie rozbawić i zmotywować do dalszej pracy - ale to wiecie, bo ciągle to piszę :D Jesteście NAJLEPSIEJSZEEE! :D 

Padło pytanie o pocałunek - tak, w końcu ktoś kiedyś kogoś gdzieś pocałuje, ale ja nie zdradzę kto z kim i dlaczego :) Niestety będzie trzeba na to trochę poczekać, bo ta część bardziej skupia się na tej dziwnej relacji Luke'a i Rose. Nic więcej nie powiem, co by nie wyjawić dalszej fabuły :)

Niestety to, co dobre szybko się kończy - mój urlop dobiegł końca, a ja muszę wrócić do pracy. Ale postaram się w miarę regularnie - jak do tej pory - wrzucać kolejne części. Następna już w poniedziałek (miała być we wtorek, ale wybieram się na mecz, a przed mogę nie zdążyć), dlatego będzie ciutę szybciej. 

Pozdrawiam! 

W kolejnym odcinku:

- Rosnąca – usłyszałam szept Hemmingsa. Zerknęłam na niego. – No, rosnąca.
- Od kiedy to mi podpowiadasz? - Prychnęłam cicho.

***
- Irwin ma słodkie loczki – powiedziała Lori.
- I wymiata na perkusji – dodała Becky, a blondynka pokiwała głową. – No i nie da się ukryć, że mamy trochę ciasteczek w tym naszym zespole. Taki Luke i te jego nieziemskie błękitne oczy.

***
- Co? Mam skosić wam trawę na boisku?
- Nie, chodzi o coś zupełnie innego – powiedział ze śmiechem. – Powiem wprost…

***
- Idź, przeszkadzasz mi – rzuciłam, odpychając go od siebie.
- Przeszkadzam? – Uniósł brwi do góry i zaśmiał się.
- Możesz przestać?

13 komentarzy:

  1. Ty też jesteś najlepsiejsza *.*
    Skąd ja znam lęk do samolotów, hahaha. Nie polecam czterogodzinnego siedzenia na tyłku i patrzeniu się w drugie siedzenie tylko dlatego, że boisz się wyjrzeć za okno XD
    Powiem ci, że z bajerowaniem rodziców mam podobnie. :')
    Do kolejnego! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zawsze idealnie dopracowany w szczegółach. Jakby się rodzice dowiedzieli to by im nie dali żyć :D Czekam do poniedziałku w takim razie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny jak zawsze nie mogę doczekać się poniedziałku ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie! Od rana czekałam i przeczytałam dosłownie parę minut po dodaniu :) nie miałam czasu skomentować. Jesteś najlepsiejsza na świecie :*
    A jednak o siebie mimo wszystko dbają :)
    Dobrze, że przeżyłaś! Inaczej ja bym nie przeżyła :P
    Jak ja ich szczerze uwielbiam :) Jestem śpiąca, bo dopiero co wróciłam z dworu i padam, więc kończę...
    Twoja Lusia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Boze super, po prostu brak słów, nie wiem co mam napisać , to jest extra , życzę weny i do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny Luke - nic przyjemnego mieć dziurę w mózgu, po takiej akcji. Nie powiem, ale to słooodkie w jaki sposób oni sobie pomagają i o siebie dbają, bo dbają :) Może w końcu zaczną się dogadywać - na to liczę. Nie powiem, ale mega mnie zaciekawiłaś tymi fragmentami. Nie mogę się doczekać. Ty też jesteś najlepsieeeeejsza!!! I to jedno z najlepsiejszych opowiadań, plus oczywiście dwa pozostałe :D Uwielbiam!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny rozdział :D Cieszę sie że dodałaś :D Nie mogę sie doczekać nexta !! Pozdrawiam i no następnego :D /Wo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jacie. Aleś ty tajemnicza. :D do następnego..;D

    OdpowiedzUsuń