poniedziałek, 15 czerwca 2015

S2 - Rozdział 3

Like Fire and Rain


       Usiadłam i przetarłam zaspane oczy. Musiałam przyszykować się na kolejny dzień w szkole, choć dzisiaj najchętniej zostałabym w łóżku. Nie chciało mi się z niego ruszać, ale wiedziałam, że muszę podnieść swoje cztery litery. Z ciężkim westchnięciem wstałam i poszłam po czyste ubrania.
       Wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę łazienki. Wtedy usłyszałam szybkie kroki, raptownie otwierane drzwi i nagle coś wpadło mi na plecy, popychając mnie do przodu. Zachwiałam się, ale ktoś pociągnął mnie za koszulkę i dzięki temu nie padłam na twarz, bo z pewnością, to by mi groziło. Plus przy moim szczęściu skutkowałoby to wybiciem także przednich zębów.
       Odwróciłam się raptownie i napotkałam zdenerwowanego Luke'a, który wlepiał we mnie swoje ślepia. Nagle, jakby o czymś sobie przypomniał, szybko minął mnie i w trybie natychmiastowym wpadł do łazienki, zamykając mi drzwi przed nosem.
- Ej! – warknęłam, uderzając pięścią w białe drzwi.
- Zaspałem! Spóźnię się na trening!
       Prychnęłam z niezadowoleniem i z miną obrażonego dziecka, oparłam się o ścianę i chcąc czy nie, musiałam poczekać na swoją kolej. Po jakimś czasie blondyn wyleciał z łazienki, jak torpeda.
- Jest mokro – rzucił i tyle go widziałam.
- Jest mokro – odparłam naśladując go. 
       Przekręciłam oczami i weszłam ostrożnie do łazienki. Faktycznie w pomieszczeniu panował istny mokry sajgon, a ja miałam ochotę kopnąć Hemmingsa w jego cztery litery. Dlaczego on nie może brać prysznica, jak normalni ludzie?

       Siedziałam na matematyce. Po swojej prawej stronie miałam Luke'a, z którym to dzieliłam także i na tym przedmiocie ławkę. Temat poruszony przez nauczyciela, jak zwykle był dla mnie obcy. Nigdy nie lubiłam matmy i często musiałam w domu po swojemu dochodzić do tego, o co chodzi w tych pieprzonych formułkach i działaniach. Mimo tego miałam całkiem niezłe stopnie, bo jak czego się wyuczyłam, to od razu stawało się to dla mnie prostsze. Tym razem jednak nie mogłam się skupić na lekcji i oddałam się czemuś, co kocham najbardziej. Rysowaniu.
       W moim zeszycie od matmy powstawał portret naszego nauczyciela. Był to pulchny mężczyzna, z lekko wyłupiastymi brązowymi oczami i niewielkim wąsikiem pod nosem. Głos miał zachrypnięty, ale z nieukrywaną pasją rozprawiał o funkcjach.
       Nagle usłyszałam, jak mężczyzna wypowiada moje imię. Podniosłam powoli głowę do góry i spojrzałam na niego nieco zmieszana.
- Panno Rivers?
- Tak?
- Jeśli A jest większe od jeden to funkcja logarytmiczna, jaka będzie?
- Że co?! Facet, o czym ty pieprzysz – pomyślałam, ale zaczęłam udawać, że się zastanawiam.
- A jest większe od jeden? – wydusiłam z siebie, aby zyskać na czasie. Nauczyciel pokiwał głową, a następnie odwrócił się w stronę biurka i powoli poczłapał w jego stronę.
- Rosnąca – usłyszałam cichy szept Hemmingsa. Zerknęłam na niego. – No, rosnąca.
- Od kiedy to mi podpowiadasz? – prychnęłam cicho.
- Panno Rivers – powiedział nauczyciel, spoglądając ponownie w moją stronę. – Jaka to będzie funkcja logarytmiczna?
- Rosnąca – rzuciłam.
- Zgadza się.
       Niemalże odetchnęłam z ulgą. Facet zjechałby mnie, gdybym źle odpowiedziała. W końcu byłam pewna, że zauważył to, że jednak na dzisiejszej lekcji nie zbyt uważam. Oparłam głowę o rękę i wlepiłam oczy w tablicę. Musiałam teraz do końca lekcji trzymać pion, co by znów nie narazić się belfrowi.
       Usłyszałam cichy chichot Luke'a. Zerknęłam na niego, a ten uspokoił się. Jednak na jego twarzy pojawił się triumfujący uśmiech. Miałam ochotę zdzielić go podręcznikiem, ale za przemoc w szkole niestety karają, więc musiałam się powstrzymać.
- Miałem rację – rzucił szeptem.
- Dzięki – wydusiłam z siebie, choć to słowo ledwo przeszło mi przez gardło.
- Niedowiarek – skwitował blondyn. Przekręciłam oczami. – Już się nie unoś.
- To mnie nie wkurzaj – syknęłam, a chłopak zaśmiał się. – Matko, jesteś niemożliwy.
- Ale uroczy.
- Wypchaj się.
- Przejdźmy teraz do funkcji logarytmicznych malejących – powiedział nauczyciel. Przewróciłam kartkę w zeszycie i zabrałam się za notowanie.

       Siedziałam z Lori i Becky na stołówce. Uczniowie nadal gromadzili się w tym pomieszczeniu, a kolejka do bufetu wcale nie malała. W końcu dopiero niedawno rozpoczęła się przerwa na lunch.
       Wgryzłam się w zapiekankę, słuchając, jak Lori i Becky rozprawiają o naszej drużynie piłkarskiej. Niedługo miał się odbyć kolejny ważny mecz o punkty i powoli cała szkoła zaczynała żyć właśnie tym wydarzeniem. Jednak, jako że rozmowę o piłce nożnej poruszyły dziewczyny, to nie zatrzymały się tylko na umiejętnościach naszych kopaczy, ale także na innych aspektach. Dodatkowo Becky od jakiegoś czasu znów była wolna, więc chętniej rzucała okiem na przystojniaków.
- Irwin ma słodkie loczki – powiedziała Lori.
- I wymiata na perkusji – dodała Becky, a blondynka pokiwała głową. – No i nie da się ukryć, że mamy trochę ciasteczek w tym naszym zespole. Taki Luke i te jego nieziemskie błękitne oczy.
- Hemmings to idiota – odezwałam się, przełykając kawałek zapiekanki. – Wkurzający idiota.
- Ale przyznaj, oczy to ma niezłe.
- Szkoda, że padło mu na mózg, bo może coś by z niego było – skwitowałam, wzruszając ramionami. Napotkałam natarczywe spojrzenie Becky, która nadal oczekiwała na moją normalną odpowiedź. – Tak ma niezłe – rzuciłam dla świętego spokoju, bo brunetka w końcu i tak wydusiłaby ze mnie to zdanie.
- W sobotę będzie mega widowisko – powiedziała Lori, popijając wodę. – Drużyna z Chester Hill wcale nie jest taka zła. Często walczą o pierwszą trójkę w tabeli.
- Nasi i tak skopią im tyłki – odparła Becky z pewnością w głosie. – Jestem tego pewna.
- Też myślę, że dadzą sobie radę – powiedziałam.
- Zobaczymy w sobotę – rzuciła Lori, otwierając jogurt. – Rose wybierasz się na mecz?
- Nie odpuszczę takiej imprezy – powiedziałam, a blondynka uśmiechnęła się. – Zresztą Dan i mama też zapowiedzieli, że będą, więc nawet jakbym nie chciała iść, to matula by mnie tam zaciągnęła siłą.
- Moi starsi też idą. Oboje uwielbiają tą szkolną rywalizację – odparła brunetka. – Tata ciągle wtedy wspomina, jak on sam grał w szkolnej drużynie. Słyszałam te różne historie z milion razy, ale i tak udaję, że nadal mnie interesują.
       Ja i Lori wymieniłyśmy spojrzenia i obie zaczęłyśmy się śmiać. Becky machnęła na nas ręką, ale i ona po chwili zachichotała pod nosem. Kiedy opróżniłyśmy to, co miałyśmy na tackach, wstałyśmy od stołu i całą trójką ruszyłyśmy w stronę okienka. Odstawiłyśmy brudne naczynia i wyszłyśmy ze stołówki. Kiedy skręciłyśmy w stronę szafek, usłyszałam za plecami głos Clifforda.
- Rosalie!
       Kiwnęłam na dziewczyny dając im znać, że zaraz do nich dołączę i zatrzymałam się. Michael podszedł do mnie i uśmiechnął się. Przez chwilę przyglądał mi się, jakby oceniał, czy w ogóle powinien poruszać ze mną jakikolwiek temat bez obecności pozostałych członków swojej elity.
- Co?- rzuciłam, aby przerwać tą ciszę między nami.
- Mam pytanie.
- Słucham – powiedziałam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Masz trochę czasu w tygodniu?
- W jakim sensie?
- Drużyna piłkarska, którą teraz w tej rozmowie reprezentuję – wskazał na siebie, a następnie odgarnął z czoła czerwone włosy- chce cię o coś prosić.
- Co? Mam skosić wam trawę na boisku?
- Nie, chodzi o coś zupełnie innego – powiedział ze śmiechem. – Powiem wprost…
- Tak by było najlepiej – przerwałam mu. – Dobra, kontynuuj.
- Czy namalowałabyś nam nowy transparent? Tamten jest już stary, a potrzebujemy odświeżenia. Zresztą nie prezentuje się już tak dobrze, jak kiedyś.
- Czemu akurat ja?
- Bo jesteś w tym najlepsza. – Przekręciłam oczami. Oni się chyba nigdy ode mnie nie odczepią. – To, jak będzie?
       Zastanowiłam się nad tym. W sumie mogłabym coś maznąć dla szkolnej drużyny. Może w ten sposób zaangażowałabym się w ich mecze jeszcze bardziej. Michael wpatrywał się we mnie, oczekując mojej odpowiedzi. Kiedy zaczął kręcić młynki kciukami, odezwałam się.
- Dobra. Zrobię transparent. Może być jutro?
- Jutro nam pasuje. Przygotujemy ci wszystko.
- Gdzie mam się z wami spotkać?
- Na sali gimnastycznej.
- Okej. – Kiwnęłam głową i odwróciłam się. Ruszyłam w stronę dziewczyn, które z daleka obserwowały moją krótką konwersację z Cliffordem. Podeszłam do nich i otworzyłam swoją szafkę.
- Co znowu od ciebie chcą?
- Transparent na mecz.
- Nieźle- powiedziała z uśmiechem Lori. – Wymyślisz, coś bombowego!
- Skąd wiesz? – wydusiłam z siebie.
- Bo ty masz do tego głowę – odpowiedziała blondynka. – Przypomnieć ci, jak dyro piał z zachwytu nad twoimi dziełami na Dzień Otwarty?
- Nie musisz, pamiętam – powiedziałam z uśmiechem. 
       Fakt dyro był uradowany, jak małe dziecko, które dostało wymarzony prezent. Mimo wszystko Lori nieco dodała mi pewności, że i temu zadaniu jakoś sprostam. Nie wiedziałam tylko, czego dokładnie oczekują ode mnie chłopaki i być może pomysł na transparent, który powoli kiełkował się w moim mózgu, mógł się nie pokryć z tym, czego oni chcieli. Ale, jak to mówią: pożyjemy zobaczymy.

       Siedziałam w kuchni pochylona nad zeszytem. Facet od matematyki zadał nam dziesięć zadań do zrobienia. Wszystkie dotyczyły tych przeklętych funkcji logarytmicznych. Trzeba było je wyrysować i odpowiednio wszystko pozaznaczać, a ja jakoś dzisiaj nie miałam do tego głowy. Myślałam, bowiem o tym transparencie i o udoskonaleniu pomysłu, jaki narodził się w moich myślach na wf-ie.
       Zaczęłam rysować linie i zaznaczać na niej wszystkie współrzędne, kiedy do kuchni wparował Luke. Rzucił swoją torbę przy wejściu i podszedł do lodówki. Wyciągnął z niej zimny sok. Nalał go do szklanki, a następnie wypił całą jej zawartość.
       Przestałam zwracać na niego uwagę i dalej wlepiałam oczy w zeszyt od matmy. Nagle blondyn, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, zawisł nade mną.
- Tu masz źle i tu – powiedział, pokazując mi palcem tabelkę. – Masz źle wyliczone końcowe wartości.
- Idź, przeszkadzasz mi – rzuciłam, odpychając go od siebie.
- Przeszkadzam? – Uniósł brwi do góry i zaśmiał się.
- Możesz przestać? – warknęłam, bo znów zaczął mnie irytować. On potrafi to zrobić w ciągu sekundy. A potem wszyscy dziwią się, czemu na niego warczę.
- Bo?
- Jezu – mruknęłam.
- Nie Jezu, tylko Luke. Zapomniałaś, jak się nazywam? Chyba się starzejesz, skoro szwankuje ci pamięć – powiedział i ponownie zaśmiał się.
- Odczep się – warknęłam wkurzona. – Zajmij się sobą Hemmings.
- Widzę, że przeszliśmy na nazwiska. Sprawa robi się poważna. Ale dobra… Wycofuję się.
       Odwrócił się i z uśmiechem na ustach, złapał za torbę i wyszedł z kuchni. Przekręciłam oczami, a następnie ciężko westchnęłam. Co za kretyn. Przez niego w końcu wyląduje u psychiatry na kozetce, albo trafię za kratki za uduszenie go poduszką podczas snu. I weź tu normalnie funkcjonuj. Dom wariatów. 


***
Jak na razie życie bohaterów płynie normalnym rytmem i niewiele się dzieje, ale więcej "akcji", że to tak określę, pojawi się w numerze 5. 
Zastanawiałam się, kiedy wrzucić wam kolejny rozdział, bo akurat ta część jest dość spokojna i krótsza. Więc dostosuję się do was. Wolicie w czwartek około 22, czy w piątek wieczorem? 

Dziękuję za wasze tak bardzo pozytywne komentarze :) 
Pozdrawiam!

15 komentarzy:

  1. Kocham ,kocham , kocham ,kocham,kocham,kocham, Cięęęęę , za to jak piszesz i .♡♡♡♡♡♡@Maliczeg♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział wspaniały! wcale go nie zepsułaś, tylko dlaczego w TAKIM MOMENCIE!!! Masz talent dziewczyno i pojęcie!
    ♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    Pozdrawiam, Ania z fb ♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale dlaczego ona tak się wkurza? :P. Taaak, nasz uroczy idiota :)Jak zwykle świetnie, krótko troszkę, ale nie będę narzekać. Czwartek - zdecydowanie czwartek - jestem uzależniona! ;)
    Czeka, buziaki, pozdrówka
    Lusia

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieważne jaki to będzie rozdział byle szybciej ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Luke jest słodki :D No, Rose weź w końcu przestań na niego warczeć i przytulcie się, jak dobre i grzeczne niespokrewnione ze sobą rodzeństwo :D Czyżby Michael bał się z nią gadać w pojedynkę? Hahah rozmowa dziewczyn na temat chłopaków mnie rozśmieszyła haha :D
    W czwartek - jestem, jak najbardziej za czwartkiem! Może być nawet i jutro kolejna część! Chcę więcej :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział czekam na next mam nadzieje ze pojawi się w czwartek :)♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział czekam na next mam nadzieje ze pojawi się w czwartek :)♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział czekam na next mam nadzieje ze pojawi się w czwartek :)♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  9. WOW! genialnie piszesz! i ten koniec! no po prostu wow!Kocham to opowiadanie: * a rozdział no świetny na maxa *.*

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem tak - byle jak najszybciej. Może być nawet środa o 5 rano hahah
    Kolejny pewnie przeczytam i skomentuję z opóźnieniem, bo wybieram się nad morze, ale komentarz tak czy siak będzie. ;p
    ROSE, PINDO, NIE DRZYJ SIĘ NA LUCYNĘ!
    *wkraczam do akcji, bójcie się wszyscy :v*
    Do kolejnego, kochana! ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja chcę kolejny już teraz! ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialne.. Jestem ciekawa jakie to będą te "akcje" ? :D nie mogę się doczekać.. Czekam na next.. I jestem za czwartkiem! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czwartek! Bo do piątku nie przeżyję xd Genialny rozdział :D Pozdrawiam :D /Wo.

    OdpowiedzUsuń