czwartek, 18 czerwca 2015

S2 - Rozdział 4

Put your flags up in the sky


       Zawiązałam buty, a następnie wstałam z ławki. Właśnie skończyłyśmy zajęcia z wychowania fizycznego. Zamknęłam szafkę i odwróciłam się w stronę dziewczyn, które też kończyły się przebierać.
       Nie ukrywam, ale byłam padnięta. Dzisiaj bowiem zaserwowano nam biegi, więc musieliśmy wyjść na dwór. Bieganie po boisku, kiedy słońce grzeje ci w kark, nie należało do moich ulubionych zajęć. Obserwując skwaszone miny Lori i Becky, wnioskowałam, że i one za tym nie przepadały. Wracając do szkoły byłyśmy zdyszane i spocone. Na szczęście w naszych szatniach są prysznice, więc można było się odświeżyć.
- Idziemy? – zapytała Becky, zarzucając torbę na ramię.
- Ja zostaję. Umówiłam się z Cliffordem – odparłam, kręcąc nosem.
- A tak… Ten transparent – rzuciła brunetka. – Powodzenia ci życzę – dodała ze śmiechem.
- Nie kop leżącego – prychnęłam, ale uśmiechnęłam się do niej.
- Będzie dobrze. Chłopaki są w porządku – odezwała się Lori, odrzucając do tyłu blond włosy. – I nie rób takiej miny. W końcu zmienisz do nich nastawienie.
- Chyba w innej rzeczywistości – mruknęłam, kręcąc głową.
- Jesteś uparta – skwitowała Lori.
- Ale i tak cię lubimy – oznajmiła Becky, a ja uśmiechnęłam się szeroko. – W takim razie widzimy się jutro w budzie.
- Jasne.
- Do zobaczenia.
- Pa. Trzymajcie się – rzuciłam, a dziewczyny odwróciły się i ruszyły w stronę drzwi.
       Kiedy wyszły, chwyciłam za swoją torbę. Skierowałam się w stronę drugich drzwi, które prowadziły na salę gimnastyczną. Minęłam rząd metalowych szafek i łazienkę, a następnie wyszłam z szatni. Ashton i Calum już na mnie czekali. Na ziemi leżał prostokątny duży materiał, a na ławce spoczywały farby i pędzle.
- Rosalie! – zawołał na mój widok Mulat. Na jego twarzy pojawił się dobroduszny uśmiech.
- Cześć – rzucił Ash.
- Cześć – odpowiedziałam mniej entuzjastycznie.
       Zatrzymałam się obok nich. Otworzyłam torbę i wyciągnęłam z niej mały plik kartek. Wręczyłam je Hoodowi, który razem z Irwinem zaczął je przeglądać.
- To tylko kilka propozycji – rzuciłam, wzruszając ramionami.
- Żółwie Ninja? – Zaśmiał się Ashton. – Skąd taki pomysł?
- Tak, po prostu – skłamałam. Wolałam nie wspominać, że inspiracją do tego pomysłu był koc Hemmingsa.
- Podoba mi się – odparł Calum, kiwając głową. – Wyobraź sobie stary, jak to czadersko będzie wyglądać w kolorze! Najbardziej podoba mi się ten.
       Wysunął kartkę w moją stronę. Na niej znajdowała się czwórka wcześniej wspomnianych żółwi, ubranych w sportowe stroje naszej szkoły. Miały groźne i wojownicze miny. Jeden z nich w rękach ściskał piłkę, a inny miał na nich rękawice bramkarskie. Żółw w środku posiadał opaskę kapitana.
- Pod spodem oczywiście będzie hasło : Kingsford na boisko – wygrana jest już blisko – dodałam, przypominając sobie o znanym okrzyku kibiców.
- I co Ash? – zapytał Calum, wlepiając oczy w przyjaciela.
- Podoba mi się – powiedział, a następnie spojrzał na mnie i uśmiechnął się. – Dobra robota.
- W takim razie biorę się do pracy.
       Odłożyłam torbę na ławkę i spojrzałam na przyszykowane rzeczy. Wśród nich odnalazłam marker, który idealnie nada się do malowania na materiale. Chłopaki w dalszym ciągu stali z kartkami i obserwowali mnie. Wróciłam do nich.
- W czym ci pomóc? – zapytał Calum.
- Pomóc?
- Nie będziemy przecież bezczynnie stali i patrzyli, jak się męczysz –oznajmił Mulat.
- Okej… Naciągnijcie materiał, a ja zacznę przenosić szkic.
       Bez słowa pokiwali głowami i zabrali się do pracy. Po chwili wszystko było gotowe i do roboty zabrałam się ja.
- Zrobicie hasło – rzuciłam, kucając przy materiale. Wyrysowałam im pomocnicze linie. – Postarajcie się, by to było proste. Możecie najpierw zrobić kontury, a potem wypełnić je kolorem.
- Jasne. Bułka z masłem – skwitował Irwin, biorąc ode mnie dużą linijkę. Uniosłam brwi do góry. – Aż tak beznadziejni to nie jesteśmy – dodał, widząc moją minę.

***
       Wyszli z radia, gdy tylko skończyli przygotowywać wiadomości na jutrzejszy dzień. W szkole od dawna panowała cisza i spokój. Ruszyli pustym korytarzem, zmierzając w stronę sali gimnastycznej. Tam umówili się z resztą.
       Gdy tylko minęli zakręt, tuż przy sali, usłyszeli, że ktoś nadchodzi z nad przeciwka. Przerwali rozmowę i spojrzeli na dwie dziewczyny. Stukot ich obcasów odbijał się echem od ścian. Na twarzach wymalowane miały uśmiechy.
- Cześć chłopaki – rzuciła Harper, a Angela zawtórowała jej.
- Cześć – odpowiedział Luke.
- No, cześć – burknął Michael.
- Nie wiedziałam, że jeszcze was tu spotkam – ciągnęła dalej Mills, ignorując ton Clifforda. – Idziecie już?
- Nie, mamy jeszcze spotkanie w sali gimnastycznej.
- Jakieś zebranie drużyny?
- Nie – odpowiedział szybko Michael. – Rosalie robi nam nowy transparent na mecz.
- O – wydusiła z siebie Harper.
       Chłopaki minęli ją i ruszyli w stronę podwójnych drzwi. Harper i Angela ruszyły za nimi. Gdy tylko weszli do środka, zobaczyli pozostałą trójkę pochyloną nad białym materiałem. Irwin i Calum klęczeli po jednej stronie, Rose znajdowała się naprzeciwko nich. Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, podnieśli głowy i spojrzeli na wchodzących.

***
       No, kurwa mać – pomyślałam, kiedy zobaczyłam Harper i Angelę, które stały tuż za plecami Hemmingsa i Clifforda. Jeszcze ich tu mi do szczęścia brakowało. Zazgrzytałam zębami.
- Po co wam nowy transparent? – rzuciła Harper, wymijając chłopaków i podchodząc do Irwina. – Co z tamtym jest nie tak?
       Nie miałam pojęcia, o co ona tak się ciśnie, w końcu to tylko kawałek materiału. Pomalowanego materiału. Ashton dźwignął się na nogi i wlepił w nią swoje brązowe oczy.
- Tamten jest stary i zniszczony.
- Stary? – ciągnęła unosząc brwi do góry.
- Stary, stary – odezwał się Luke. – Potrzebujemy czegoś nowego.
- I niby to, to…- Spojrzała na moje małe dzieło i prychnęła pod nosem. – Będzie lepsze. Żółwie Ninja? Serio, rudzielcu?
- Harper – powiedział Calum. – Byłbym wdzięczny, gdybyś zechciała wyjść.
- Co?
- Wyjdź – warknął pod nosem. Zrobiłam zdziwioną minę. No… Calum, zaskakujesz mnie coraz bardziej.
- To dobry pomysł Harper – oznajmił Michael.
       Dziewczyna prychnęła pod nosem, a następnie odwróciła się i szybkim tempem ruszyła w stronę swojej przyjaciółki. Następnie obie wyszły z sali, trzaskając za sobą drzwiami.
- Nie mogę z nią – powiedział Calum, wskazując na drzwi, za którymi zniknęły. – Przechodzi samą siebie!
- Ale o dziwo się nie stawiała – odparł Irwin.
- Ale na nią działasz – rzucił Michael, spoglądając w moją stronę. Wzruszyłam tylko ramionami i wróciłam do przerwanej pracy. – Myślę jednak, że bardziej wściekła się o to, że jej transparent chcemy zastąpić nowym.
- No, już wyluzuj chłopie – powiedział Irwin, klepiąc Caluma po plecach.
- Co mamy robić?- zapytał Luke.
- Zapytaj się Rose. Ja i Calum robimy hasło – odparł Ashton, a ja ponownie oderwałam się od malowania. Nasze oczy na chwilę się spotkały.
- Więc?- odezwał się ponownie Michael.
- Ta strona jest już namalowana – wskazałam obraz po lewej. – Możecie nakładać kolory. Ja to później wszystko zacieniuję.
- Co zrobisz?- zapytał Clifford, marszcząc nos.
- Nie ważne – mruknęłam i machnęłam w jego stronę ręką. – Po prostu pokolorujcie to. – Chłopaki kiwnęli głowami i chwycili za pędzle.

       Nie ukrywam, ale praca poszła nam nad wyraz sprawnie i szybko. Może dlatego, że chłopaki zaangażowali się w projekt i bez marudzenia robili to, o co ich prosiłam. Kiedy transparent był gotowy – a byłam mocno zdziwiona, że udało nam się go skończyć – wyszliśmy ze szkoły. Rzuciłam im szybkie cześć i ruszyłam w stronę swojego samochodu. Następnie odpaliłam silnik i jako pierwsza wyjechałam poza teren szkoły.
        Wysiadłam z samochodu, zamykając za sobą drzwi. Tuż za mną pojawił się Luke. Nie miałam zamiaru na niego czekać, więc od razu skierowałam się w stronę domu. Weszłam do środka. Odstawiłam torbę na bok i poszłam do kuchni. Tam zastałam moją mamę i Dana, który pogrążeni w rozmowie, wcinali jakieś ciasto.
- Cześć – rzuciłam, podchodząc do lodówki. Wyciągnęłam z niej puszkę z colą, a następnie znów odwróciłam się w ich stronę.
- Dobrze, że jesteś – powiedziała mama. – Jest pewna sprawa.
- Co się stało?
- Poczekamy jeszcze na …
       I w tej chwili do domu wszedł także i blondyn. Moja matula zamilkła i uśmiechnęła się do Dana. Nie wiedziałam, o co im chodzi, ale najwidoczniej mieli dla nas jakąś nowinę i czekali, by wszyscy byli w komplecie. Luke położył plecak obok mojej torby i również wszedł do kuchni.
- Cześć – rzucił w ich stronę. – Co wy macie takie miny?
- Czekaliśmy na was – powiedziała mama, a Dan szybko pokiwał głową.
- No, mówcie, bo zżera mnie ciekawość – odparłam, przetrącając oczami.
- Chcemy – zaczął Dan, zerkając na moją mamę. Sarah pokiwała głową, zachęcając go do kontynuowania. – Chcemy, abyście byli naszymi świadkami na ślubie!
- Ja i ona? –wydusił Luke, wskazując na mnie.
- Ty i ona – powiedziała mama. – Wy.
- Ale super! – skwitowałam. Choć nie uśmiechało mi się dzielnie tego zaszczytu z blondynem, to jednak byłam zadowolona. W końcu to ślub mojej mamy i to właśnie mnie przypadła ta funkcja.
- Ekstra – oznajmił Luke z uśmiechem.
- No, to tą najważniejszą część mamy za sobą – powiedziała mama.
- A jest jeszcze jakaś mniej ważna część? – zapytałam, popijając napój.
- Nie zrobiliśmy dziś zakupów, więc musimy zamówić pizzę – odpowiedział Dan, a Luke parsknął śmiechem. – No, co? Jedzenie jest ważne.
- Racja, ale i tak pizza rządzi – skwitowałam.



***
Kolejny rozdział z serii krótko i niewiele, ale obiecuję, że w następnych będzie lepiej :D Choć z drugiej strony wychodzę z założenia, że i takie części są potrzebne :D Mam jednak nadzieję, że rozdział w miarę przypadł wam do gustu.

Rozdział miał się pojawić w czwartek po 22, ale obawiałam się tego, że mogę jednak nie zdążyć, więc wrzucam go w czwartek tyle, że o innej porze XD - masło maślane mi wyszło. 

Dziękuję za wasze komentarze - Jull twoja LUCYNA rozwaliła mnie na łopatki :D

Pozdrawiam i do kiedy... może same wybierzecie sobie dzień? W końcu dwa ostatnie rozdziały były słabe, więc Wy zdecydujcie, kiedy chcecie kolejną część. Rozdział już czeka na blogu, więc mi wsio ryba, kiedy stanie się publiczny :D Dajcie znać w komentarzach. Powiedzmy, że głosowanie trwa do piątku do godziny 15. Zobaczymy, co z tego wyjdzie :)
Raz jeszcze pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Zrobili takie trzy, dla każdego po jednej – odparł, podając mi ją. Skrzywiłam się.
- Mam to założyć?
- Mogłabyś? – Widząc moją minę, szybko dodał. – Dla mnie?
- Dla ciebie...

***

- No, wstawaj - mruczał Dan. Było widać, że jest zdenerwowany.

***

- Przestań – mruknął, zasłaniając twarz rękami.
- Co?
- Przestań tak się na mnie gapić. Przecież nie umieram.

***

- Dlaczego się w ogóle do mnie odzywasz? – Wypaliłam, zezując na niego.
- Nie mam pojęcia.

***

- No, co wy – wtrąciłam się, spoglądając to na jednego to na drugiego. – Luke jest duży, da sobie radę. A zresztą ja w planach mam naukę na poniedziałkowy sprawdzian z historii, więc będę w domu. W razie co, to mu pomogę. – Mama zrobiła wielkie oczy. – No, co?
- Postęp - skwitowała i uśmiechnęła się. - To jest niewątpliwie postęp.

11 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. A co do następnego. to ja głosuje na piatek, jak głosowanie trwa do piątku do godziny 15, to i tak wejdziesz na bloga i wrzuciłabyś następny(:

      Usuń
  2. Rozdział wcale nie maslany.. ;) jest świetny.. Czekam na następny.. ;) ciekawi mnie w czym ona pomoże Hemmingsowi?! ;D jestem nie cierpliwa. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak widzę była owocna współpraca z całą czwórką :) też niucham postęp ;) ooo fajnie, że zostali świadkami, oby do tego czasu przestali na siebie warczeć. Fragmenty na końcu mega ciekawe. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału i głosuje za... OCZYWIŚCIE PIĄTKIEM!!!!! Może teraz jak jest głosowanie to za jakiś czas konkursik :) czekam w piątek na nowy rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  4. żółwie ninja! Kocham Michaelangelo za jego dziwaczne pomysły! Prawie jak nasz kochany Mikey! :D
    Lukey i Rosalie świadkami? Jeśli byłoby to typowe, polskie wesele, to na pewno prowadzący zacząłby im śpiewać "gorzka wódka" i byłoby wesoło XD
    Oczywiście, że głosuję za piątkiem, jeśli chodzi o Twoje rozdziały, to mogłabym je czytać na okrągło.
    Pozdrawiam i życzę dużodużo weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  6. Popieram dziewczyny wyżej - PIĄTEK!!! Będą świadkami! Jupiiiii! Ciągle mam jednak chorą nadzieję (tak, tak, zastrzelcie mnie, ale uprzedzam - kolejka dłuuuga) że do tego ślubu nie dojdzie. Co się stanie Luke'owi? Mam jakieś przeczucie, że coś sobie złamie...
    Żółwie ninja!!! Chyba uzależniłam się od wykrzykników ;) Podoba mi się, że są skłonni pracować razem i się nie pozabijać...
    Pozdrawiam, buziaki :*
    Jeszcze raz - w piątek,
    Lusia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. z niecierpliwością czekałam na ten rozdział! omg czy ty zawsze musisz tak się znęcać i kończyć w takich momentach? *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedna z najlepszych historii jakie kiedykolwiek czytałam. Pozdrawiam i życzę dużo weny. <3

    OdpowiedzUsuń
  9. To co kochani, rozdział w piątek o 15! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. To co kochani, rozdział w piątek o 15! :D

    OdpowiedzUsuń