środa, 24 czerwca 2015

S2 - Rozdział 7

You can drive me insane


       Wyszłam z pokoju, trzymając za pasek szkolną torbę. Z dołu doszły do mnie głosy pozostałych mieszkańców domu. Z każdym krokiem ich słowa stawały się coraz wyraźniejsze. W końcu robiąc duże oczy, zorientowałam się, że to mama i Luke wdali się w dyskusję na temat – o zgrozo – muzyki. Moja matula znała się na muzyce, którą słuchał blondyn, jak na balecie. Czyli nie miała o niej zielonego pojęcia.
       Rzuciłam torbę w kąt i wparowałam do kuchni, w momencie, kiedy Sarah pogrążyła się w wywodzie na temat gitar elektrycznych. Udając, że w ogóle ich nie słucham, usiadłam obok Dana. Mężczyzna, jak zwykle o tej porze popijał kawę i czytał gazetę.
- Co tam? – zapytał, kiedy Luke zaczął mówić o rytmie i tempie w grze.
- W sumie bez zmian – odpowiedziałam, przysuwając pod nos talerz z jajecznicą.
- Nauczona na sprawdzian?
- Tak. Chyba. Tak mi się zdaje. - Dan zerknął na mnie i zaśmiał się.
- Kobiety – prychnął pod nosem, a ja przekręciłam oczami. – Muszę uciekać – dodał, spoglądając na zegarek.
       Wstał z miejsca, złożył gazetę i podszedł do mamy. Pocałował ją w usta, życząc miłego dnia, a następnie spojrzał na nas.
- Udanego dnia dzieciaki – rzucił z uśmiechem.- I trzymam kciuki za sprawdzian.
- Będzie spoko- odparłam, wzruszając ramionami.
       Kiwnął głową i ulotnił się z pomieszczenia w trybie natychmiastowym. Westchnęłam pod nosem i wróciłam do jedzenia. Luke i mama zakończyli temat muzyki. W kuchni zapanowała cisza. Po kilku długich minutach także i moja matula, wstała i wyszła do pracy. Zostaliśmy sami.
       Śniadanie zjadłam szybciej, niż Luke. Pozbierałam talerze ze stołu i wrzuciłam je do zmywarki. Następnie narzuciłam na siebie czerwoną marynarkę – nieodłączny element naszego gustownego mundurka i spojrzałam na blondyna. Skoro nasi rodzice się ulotnili, to na mnie spadło zadanie przetransportowania jego tyłka w miejsce naszej edukacji. Chcąc, czy nie – bardziej nie – musiałam jednak na niego poczekać.
- Zbieraj się – rzuciłam, kiedy Luke skończył jeść. Porwałam sprzed jego nosa talerz i dorzuciłam do reszty brudnych naczyń. Chłopak spojrzał na mnie i uniósł brwi do góry. –Co? Chyba nie będziesz tam szedł piechotą, nie?
- Spoko. Jestem gotowy – odparł nieco zaskoczony. Czyżby myślał, że go zostawię i skażę na taksówkę? W sumie… Nie, no... Miałam nie być świnią.
       Wyszłam na hol i złapałam za torbę. Otworzyłam drzwi i przetrzymałam je, aby Luke mógł się wytoczyć na zewnątrz. Słońce przyjemnie grzało mi w plecy, kiedy przekręcałam klucz w zamku. Odwróciłam się, a blondyn już czekał przy drzwiach mojego samochodu.
       Bez słowa podeszłam, otworzyłam go i oboje wsiedliśmy do środka. Uruchomiłam silnik, a z głośników poleciała jedna z piosenek Nirvany. Luke zerknął na mnie, ale ja całkowicie go zignorowałam. Jego palec zbliżył się do guzika. Podgłośnił nieco muzykę, a ja wyjechałam z bramy.

       Cała podróż do szkoły minęła nam w kompletnej ciszy. Ciszy w rozumieniu milczenia między nami. Żadne z nas nie odezwało się do drugiego, ani jednym słowem. W sumie obojgu nam było to na rękę.
       Zaparkowałam znacznie bliżej wejścia, niż zazwyczaj. Wyplątałam się z pasów i jako pierwsza wysiadłam z samochodu. Nagle tuż obok nas pojawiła się pozostała część elity.
- Hej Luke – rzucił Ryan, kiedy blondyn wygramolił się z auta. – Jak tam noga?
- Lepiej – odpowiedział Hemmings, zarzucając plecak na ramiona. – Dzięki za podwózkę.
- Spoko – rzuciłam, zamykając samochód.
- Kto by pomyślał, że będziecie w stanie siedzieć w jednym wozie dłużej, niż pięć minut – zaśmiał się Clifford, a ja przekręciłam oczami.
- Postęp – skwitował Calum. Miałam już dość. Dlaczego wszyscy normalne ludzkie odruchy zaliczali od razu do jakiegoś cholernego postępu w naszej relacji?
- Może trzeba było sobie tą nogę złamać wcześniej – powiedział ze śmiechem Irwin, pukając Luke'a w ramię.
- Jesteś idiotą – skwitował Calum, spoglądając na kapitana drużyny.
- Przecież żartowałem!
- Rose, jak tam historia? – zwrócił się do mnie Michael, przypominając jednocześnie reszcie, że nadal jestem obok.
- Dobrze. Powinno być okej. – Clifford uśmiechnął się. – Idę na lekcje. - I zanim, którykolwiek z nich zdążył zareagować, odwróciłam się na piecie i pomaszerowałam w stronę wejścia do budynku.

       Po tym, co stało się na meczu, Hemmings stał się kimś w rodzaju tragicznego bohatera. Niby zespół wygrał, ale ich najlepszy napastnik został poturbowany i na jakiś czas wykluczony z dalszych rozgrywek, co niewątpliwie było dużym ciosem dla kibiców. Co chwilę ktoś klepał go po plecach, życząc szybkiego powrotu do zdrowia, a dyskusje na temat całego zajścia rozbrzmiewały na korytarzach niemalże za każdym razem, gdy ktoś wspomniał o sobotnim meczu.
       Luke był w centrum uwagi, ale nie wydawał się być tym faktem jakoś przytłoczony. Zachowywał się tak, jak zawsze. Zresztą był częścią elity, a oni zawsze są w samym środku najważniejszych wydarzeń.

***
       Stali przy szafkach rozprawiając na temat ich nowego kawałka, który powstawał. Michael jakoś nie pałał do niego entuzjazmem, za to pozostałe 5 Seconds of Summer było zdania, że She looks so Perfect jest dobrą piosenką, która spodoba się innym.
- Co jest z nią nie tak? – zapytał Calum, spoglądając na kumpla, który pokręcił nosem.
- Nie wiem. Coś.
- Wysiliłeś się – skwitował Luke, przekręcając oczami.
- Myślę, że udało nam się stworzyć ciekawą melodię i wpadający w ucho refren – oznajmił Ashton.
- Nad melodią bym jeszcze trochę popracował- ciągnął Clifford. – Coś zmienił.
- Dobrze, że teraz jesteś bardziej konkretny – powiedział Hemmings. – Spotkamy się i dasz swoją propozycję.
- Stoi – rzucił Michael.
       Spojrzał gdzieś w głąb korytarza i uśmiechnął się. Chłopaki, jak na rozkaz odwrócili się w tamtą stronę. Zobaczyli Rosalie w towarzystwie Lori i Becky. Rudowłosa zabrała z szafki plik jakiś kartek, a następnie cała trójka, zawzięcie o czymś dyskutując, ruszyła w stronę schodów. Luke uniósł brwi do góry i zaśmiał się pod nosem. Chłopaki zawtórowali mu.
- No, co? – wydusił Clifford, zezując po kolei na każdego. – Nie moja wina, że mnie kręci.
- Kto by pomyślał – rzucił Irwin.
- Kto by pomyślał – powtórzył za nim Calum.
- To wszystko twoja wina – powiedział Michael, spoglądając na Mulata. – Zaczęło się od tej twojej imprezy.
- Daj, spokój. Ona jest w porządku. Przynajmniej lecisz na kogoś z odpowiednim poziomem – stwierdził Calum.
- Szkoda tylko, że dziewczyny mają nas w głębokim poważaniu- odezwał się Ash. – Częściowo można za to podziękować Harper oraz Lukowi.
- Czemu ja? – odezwał się blondyn, opierając się na kulach. – Nie moja wina, że my… że ona… że…
- Już się nie produkuj – odparł Michael ze śmiechem.
- Cześć chłopaki.
       Spojrzeli na Harper i Angelę, które pojawiły się tuż obok nich. Brunetka spojrzała na Luke'a ze współczuciem, a następnie poklepała go czule po ramieniu, dłużej zaciskając rękę na jego dłoni .
- Cześć.
- Jak tam Luke? W porządku? Tak mi przykro.
- Jest spoko – wydusił z siebie blondyn, a chłopaki na widok jego miny zdusili śmiech.
- Na długo masz przerwę?
- Kilka tygodni.
- Biedaku – zagruchała Mills.
- Błagam cię Harper – rzucił Irwin, spoglądając na koleżankę. – Bo się zrzygam.
- Zazdrosny? – zapytała dziewczyna, unosząc jedną brew ku górze, posyłając mu jednocześnie szeroki uśmiech.
- Raczej zdegustowany – powiedział Ash i wszyscy zaczęli się śmiać. Nawet Harper.

***
       Wyszłam z sali od historii razem z Lori. Obie byłyśmy nieco wymęczone, bo pytania na sprawdzianie były dość ciężkie i szczegółowe, ale dałyśmy radę. Z ulgą, że to już koniec, ruszyłyśmy w stronę schodów, by zjeść porządny lunch.
- Rose, Lori- usłyszałyśmy za plecami jego głos.
       Michael zrównał się z nami. Spojrzałam na czerwonowłosego, który zadowolony z siebie kroczył równym krokiem, przez korytarz. Jego lewa dłoń zaciśnięta była na czarnym plecaku.
- Coś konkretnego? –wypaliłam, nie spuszczając z niego swoich brązowych oczu. Zielone tęczówki Michaela zwróciły się w moją stronę.
- Jak sprawdzian?
- W porządku – odpowiedziałam, a Lori pokiwała głową. – Ty pewnie problemów nie miałeś?
- Raczej nie.
       Zeszliśmy na dół, a następnie cała nasza trójka skierowała się w stronę stołówki. Ja i Lori wymieniłyśmy spojrzenia. Michael przyssał się do nas, jak pijawka, a my nie wiedziałyśmy, czemu zaszczyca nas swoim namolnym towarzystwem.
- Masz jakąś sprawę? – zapytała blondynka, zatrzymując się przy drzwiach od stołówki.
- Tak chciałem pogadać.
- Ty, chciałeś tak pogadać? – odparła ze zdziwieniem, a ja zaśmiałam się pod nosem. Michael wzruszył ramionami.
- To zbrodnia?
- To dziwne – powiedziałam, mierząc go wzorkiem. – Co cię naszło?
- No, co ty Rose – rzucił ze śmiechem. Uniosłam brwi do góry. - Nie uważasz, że warto nam dać szansę? Nie wszyscy jesteśmy, jak Harper.
- To temat do dłuższych przemyśleń- skwitowałam. – Wypiszę sobie wszystkie za i przeciw i zobaczę, co z tego wyjdzie.
- Jesteś uparta – rzucił Michael, a z jego twarzy nie schodził uśmiech. – Mam nadzieję, że kiedyś się do nas przekonasz.
       Już otwierałam usta by mu odpowiedzieć, kiedy zza rogu wyłoniła się pozostała część szkolnej elity. Teraz byli w komplecie. Dumnie kroczyli przez korytarz, a śmiech dziewczyn roznosił się po długim pomieszczeniu. Lori prychnęła pod nosem.
- Jak tam sprawdzian Mikey? – rzucił Calum, zarzucając kumplowi rękę na ramiona. – Gadaj ze szczegółami, bo to samo czeka mnie w czwartek.
       Zauważyłam, jak Harper przetrzymuje drzwi, aby Luke mógł wejść do środka. Następnie on, Harper, Angela, Calum i Michael zniknęli w środku. Na szczęście dziewczyny całkowicie nas zignorowały, co było nam na rękę. Byłam zbyt wyprana psychicznie po sprawdzianie, by jeszcze mierzyć się z nią w mało inteligentnych potyczkach słownych, do których była zdolna. Ona ewidentnie obniżała mi poziom myślenia.
       Spojrzałam na Ashtona, który w dalszym ciągu stał przy drzwiach. Przetrzymał je i wskazał nam wejście. Razem z Lori weszłyśmy do stołówki. Irwin bawi się w dżentelmena.
- Może dołączycie do nas? – zapytał Irwin, posyłając nam swój słynny szeroki uśmiech. Lori szybko pokręciła głową i ustawiła się w kolejce.
- Prędzej strzelę sobie w łeb, niż usiądę z tą kretynką przy jednym stole – powiedziałam z pewnością w głosie.
- Dobrze, że nas to nie dotyczy – odparł Ash i zaśmiał się. – Smacznego.
- Ta… - mruknęłam pod nosem i dołączyłam do Lori, która zaklepała mi miejsce. Po kilku minutach w stołówce pojawiła się także i Becky, więc byłyśmy w komplecie.

       Stałam oparta o samochód i co jakiś czas zerkałam na zegarek. A jego dalej nie było. W końcu wyłonił się zza drzwi, a ja obserwowałam, jak powoli przemieszcza się o kulach. Na matmie uzgodniliśmy i to w bardzo cywilizowany sposób, że Luke zabierze się ze mną do domu. Chłopaki mieli po szkole trening, więc nie mógł jechać z nimi.
- Co tak długo? – warknęłam, otwierając drzwi.
- Spieszysz się?
       Prychnęłam pod nosem i zajęłam miejsce kierowcy. Luke po chwili usiadł obok mnie. Włożyłam klucz do stacyjki.
- Zagadałem się z Ashtonem – powiedział na swoje usprawiedliwienie.
- Akurat to mnie mało obchodzi – odparłam. – Mam umówioną wizytę, a chciałabym się przed nią nieco ogarnąć i przebrać.
- Wizytę?
- U lekarza – odparłam, zapinając pas i odpalając silnik.
- Jakiego?
- Serio Luke? – zapytałam, spoglądając na niego.
- Jesteś chora?
- Nie. To wizyta kontrolna.
- U kogo?
- Co ty mi tu za przesłuchanie urządzasz?
- Po prostu jestem ciekawy.
- Mam wizytę u lekarza, którego ty nigdy nie będziesz potrzebował- rzuciłam. Chłopak zrobił wielkie oczy, a następnie zaśmiał się pod nosem. – A ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Piekło, to ja mam mieszkając z tobą – odparł, a ja zazgrzytałam zębami.
- I vice versa – prychnęłam po nosem.
       Włączyłam się do głównego ruchu. Luke zaczął bawić się moim radiem, przeskakując z piosenki na piosenkę. Jak zaraz nie przestanie to oszaleję. Co on? Sprawdza moją listę utworów, czy jak?
       Zatrzymałam się na światłach, na jednym ze skrzyżowań. W tym momencie poleciała spokojna muzyka wygrywana na gitarze. Zrobiłam wielkie oczy i zerknęłam ukradkiem na radio. Mój Boże… Tylko nie to. Jednak po chwili popłynął wokal Caluma, który wyśpiewywał pierwszą zwrotkę Amnesia’i.
- No… - zaczął Hemmings, a ja szybko odwróciłam się w jego stronę. Błękitne oczy chłopaka spoglądały wprost na mnie. Uśmiechał się z triumfem.
- Radzę ci się nie odzywać, bo inaczej cię wysadzę i będziesz zapieprzał do domu piechotą- powiedziałam.
       Czułam się złapana na gorącym uczynku. Nie chciałam, by Hemmings wiedział, że lubię ich muzykę. Ale nie moja wina, że była niezła i naprawdę wpadała w ucho. Kiedy więc chłopaki nagrali kilka utworów dla mamy, by ta mogła słuchać ich w samochodzie, ja zwędziłam jej płytę i zrobiłam szybką kopię. Następnie dołączyłam kawałki do mojej playlisty.
- Nie wiedziałem, że lubisz moją muzykę – odezwał się, pomimo mojej wcześniejszej groźby.
- Nie twoją, a waszą. Chociaż słuchając jej staram się nie myśleć, że jest wasza.
- Milutko.
- Polecam się na przyszłość. A teraz zamilcz, bo naprawdę cię wysadzę. – I ku mojemu zdziwieniu na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Przekręciłam oczami, a światło zmieniło się na zielone. Mogliśmy ruszyć dalej. 


***
Kolejny rozdział za nami. Mam nadzieję, że wam się spodobał. Zapraszam oczywiście na fragmenty poniżej.
Chcę również podziękować za wasze MEGA MEGA pozytywne komentarze - ale Wy wiecie, że jesteście jakie? Najlepsiejsze! :D  

Kolejny rozdział... Co powiecie na piątek? Chyba, że wolicie w inny dzień. Rozdziały mam napisane sporo do przodu, więc mogę się dopasować do wymagań :D

Pozdrawiam!


A w następnym odcinku:

- Tato – jęknął Luke. – Tam będzie masa osób…
- Pijanych i rozchwianych nastolatków – wtrącił Dan. Blondyn ciężko westchnął.

***

- Pod jednym warunkiem – powiedział powoli starszy Hemmings, a ja wolałam chyba tego nie wiedzieć. – Jedziecie razem, bawicie się razem, pilnujecie się nawzajem i wracacie do domu razem. 

***

- Serio?! To cios poniżej pasa!
- W takim razie, miłego spędzania czasu przed telewizorem słodziaku – rzuciłam i złapałam za drzwi. Już chciałam je zamknąć, ale Luke mi przeszkodził.

***

- Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić. Tak, jak ostatnio – powiedział, odrywając się ode mnie.


14 komentarzy:

  1. Ten gif jest z serii: Mikey jak robi kotek :) haha podoba mi się. Rozdział jest świetny, uwielbiam chłopaków, są tacy pozytywni ;) Luke jako tragiczny bohater meczu- coś w tym jest. Rose mimo wszystko nadal jest miła, a akcja w samochodzie z piosenką chłopaków była ekstra. Niech nie wmawiz mi, że ich nie lubi, bo w to nie uwierzę! Rose pora w końcu się do nich zbliżyć. Fragmenty następnej części bardzo mnie zaciekawiły.
    Ty też jesteś najlepsiejszaaaaa!!!! A nowy rozdział chcem jutroooo, co ci szkodzi skoro masz ich tak dużo ;)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty jesteś najlepsiejsza ;D właśnie jeśli masz napisane na przód to ja tak jak koleżanka wcześniej.. Na jutro poproszę :D ;) weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy rozdział? Mam nadzieję że będzie już jutro bo to co piszesz jest takie BOSKIEEEEEE!!!!!. Uwielbiam Rose i Luke. Już chce następny :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Nope, to ff jest najlepsiejsze xD ♥
    Ja nie mogę, kiedy oni sie chociaż przytulą, co? Ile jeszcze mam czekać?
    Skoro masz tych rozdziałów duuuuużo to co powiesz na kolejny jutro?
    Oh God, chyba się uzależniłam od tego bloga .-.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nope, to ff jest najlepsiejsze xD ♥
    Ja nie mogę, kiedy oni sie chociaż przytulą, co? Ile jeszcze mam czekać?
    Skoro masz tych rozdziałów duuuuużo to co powiesz na kolejny jutro?
    Oh God, chyba się uzależniłam od tego bloga .-.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny!!! Codziennie wchodzę i patrzę czy są rozdziały :) piątek brzmi nieźle czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  7. Dałabyś radę dodać kolejny rozdział w piątek jak tak to super. Masz talent!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam ze to tu pisze. Ale tu tez jest fajne ff --> zapraszam do koleżanki: http://danrerouslukehemmingsff.blogspot.com/2015/02/blog-post.html?m=1. .. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ZAJEBISTOŚCI stało się zadość, to jest tak zajebiste, że nie mogę znaleźć odpowiednich słów żeby wyrazić swoją opinię więc użyłam tego 1, naprawdę jeśli możesz to kolejny rozdział w piątek, ale jeśli byś mogła to nawet wcześniej błagam cię bo wyjeżdżam na wakacje i nie będę miała dostępu do neta więc- ZLITUJ SIĘ

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale by byly jaja jakby oni się w sobie zakochali. Awww. Ale to by bylo megaa xD

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak ja kocham te opo :) Jest naprawdę świetne !!
    Jestem ciekawa co będzie dalej... zapewne szykuje się jakaś impreza :)
    Czekam na kolejny i mam nadzieje, że pojawi się szybko :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Super juz nie mogę doczekać się next piątek jest ok chby ze dasz rade jutro :) ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń