czwartek, 25 czerwca 2015

S2 - Rozdział 8 cz.1

When I yes She's no


       Byłam na strychu, szkicując portret wielkości A3. Co i rusz zerkałam na zdjęcie chłopaka, chcąc, jak najlepiej go odwzorować. Nie spieszyłam się, bo wiedziałam, że mam cały dzień, aby go porządnie skończyć. Portret ten przedstawiał Caluma.
       Czemu w ogóle on? Bo zaprosił mnie na swoje urodziny. O dziwo zaproszenia poleciały także w stronę Lori i Becky, które były nieco zszokowane, że doznały, aż takiego zaszczytu. I tak żadna z nas nie planowała pójścia na jego imprezę. Żadna nie chciała bawić się z Harper i jej przyjaciółką Angelą.
       Postanowiłam jednak nie olewać Hooda, jako osoby. Był w końcu najsympatyczniejszy z całej tej pokręconej elity. Zastanawiając się nad prezentem, jaki dostanie niestety po imprezie urodzinowej, przypomniałam sobie naszą rozmowę, którą to odbyliśmy na strychu tuż przed rozpoczęciem pracy nad projektem ze sztuki. Calum chciał mieć swój portret.
       Jako, że rysuję od małego, nie było to dla mnie zbytnim problemem. Gorzej było ze skombinowaniem zdjęcia. Dlatego wykorzystałam moment, kiedy Luke był poza domem i po prostu włamałam się na jego komputer. Mimo, że jego laptop był zabezpieczony hasłem, trafiłam w nie za trzecim podejściem. 5 Seconds of Summer – łatwizna. Przejrzałam dysk C w poszukiwaniu jakiegokolwiek folderu ze zdjęciami, ale nic tam nie znalazłam. Dopiero dysk D okazał się strzałem w dziesiątkę. Zdjęć było całkiem sporo, a ja wynalazłam idealną fotkę na portret. Zdjęcie przedstawiające samego Caluma, stojącego na plaży. Na głowie miał przekrzywioną czapkę z daszkiem, na ustach jego znany szeroki uśmiech. Do tego był bez koszulki, więc wszystkie jego tatuaże były dobrze widoczne. Przegrałam to zdjęcie na pendrive'a i wróciłam do siebie, by je wydrukować.
       Mimo, że moje tempo pracy nie było jakoś zabójczo szybkie, to jednak tuż przed obiadem, udało mi się skończyć moje małe dzieło. Z uśmiechem na ustach porównałam je ze zdjęciem. Dla mnie było idealne.
       Nagle usłyszałam podniesiony głos Luke'a, a także Dana, który coś zawzięcie mu tłumaczył. Odwróciłam się powoli w stronę schodów. Jeszcze nigdy nie słyszałam, by panowie się o coś spierali.
- Rosalie obiad! – krzyknęła mama.
- Już idę!
       Odłożyłam węgiel i wytarłam ręce w ręcznik, który leżał na stole. Następnie ruszyłam w stronę schodów. Zeszłam na dół, a potem kolejnymi schodami na parter. Kiedy weszłam do kuchni, zobaczyłam naburmuszoną twarz Luke'a oraz Dana, który co chwilę zerkał w stronę swojego syna. Uniosłam lekko brwi do góry i bez słowa podeszłam do zlewu. Umyłam szybko ręce.
- To urodziny mojego najlepszego kumpla – powiedział blondyn.
- To poważny argument Dan – wtrąciła się mama.
- Masz nogę w gipsie – odparł mężczyzna, zezując na swojego syna. – Jak dojdzie do tego alkohol, to może się to skończyć tym, że druga też będzie złamana. Nie udawajmy, że nie wiemy, jak wyglądają te wasze imprezy.
- Tato – jęknął Luke. – Tam będzie masa osób…
- Pijanych i rozchwianych nastolatków – wtrącił Dan. Blondyn ciężko westchnął.
       Z tego, co zdążyłam wywnioskować Dan zmienił się w nadopiekuńczego rodzica i Luke dostał szlaban na imprezy. W tym na imprezę urodzinową Caluma. W sumie wcale się nie dziwię, czemu się wkurzył. Sama nie byłabym zachwycona, dostając wyraźny zakaz na tego typu wyjście, gdyby to się tyczyło, kogoś z mojego towarzystwa. W końcu osiemnastkę obchodzi się raz w życiu.
       Dopiero kiedy usiadłam przy stole, młodszy Hemmings zdał sobie sprawę z tego, że znajduje się w tym samym pomieszczeniu, co on. Szybko spojrzał na mnie, a następnie znów odwrócił się w stronę ojca, niemalże potrącając szklankę z colą.
- Rosalie też tam będzie – rzucił.
       Poczułam, jak wszystkie oczy pozostałych członków naszej zwariowanej rodzinki zwracają się w moją stronę. Spojrzałam po kolei na każdego, zatrzymując wzrok dłużej na błękitnych oczach Luke'a. Zabiję go.
- Rozważam pójście – skłamałam dyplomatycznie.
       Miałam wrażenie, że Dan odetchnął z ulgą. Ostatnio nie zaliczyłam, jakieś poważnej wpadki, a spożycie nadmiernej ilości alkoholu z dziewczynami, kiedy to rodzice bawili się na urodzinach odeszła w niepamięć. Znów zyskałam status wzorowego dziecka, któremu można ufać. Do tego obiecałam pomóc w codziennych czynnościach Panu Połamanemu. To dodawało mi punktów do statusu dobrej córki. Luke najwidoczniej też zdawał sobie sprawę z tego, że Dan i mama wierzą w to, że jestem dla niego idealną nianią, która go upilnuje, by nie zrobił czegoś głupiego. I teraz postanowił to w bestialski sposób wykorzystać. 
- Daj spokój Dan – zaczęła moja mama. – Puść go na tą imprezę. Rose będzie mieć na niego oko, a zresztą Luke nie jest głupi.
- Pod jednym warunkiem – powiedział powoli starszy Hemmings, a ja wolałam chyba tego nie wiedzieć. – Jedziecie razem, bawicie się razem, pilnujecie się nawzajem i wracacie do domu razem.
       Luke spojrzał na mnie z nieukrywaną nadzieją w oczach. Naprawdę mu zależało na tym, by tam być. Jednak, dlaczego to wszystko miało się odbywać kosztem moich planów na wieczór? Byłam umówiona z dziewczynami na mieście.
- Zobaczymy – powiedziałam z udawanym uśmiechem. Następnie spojrzałam na blondyna, dając mu jasno do zrozumienia, że musi się bardzo postarać, aby iść na urodziny Caluma. W tym wypadku to ja rozdawałam karty. I nie ukrywam, ale… odpowiadało mi to.

       Po obiedzie mama wygoniła nas z kuchni, aby w spokoju móc posprzątać. Poszłam, więc do swojego pokoju. Odpaliłam komputer i pogrążyłam się w rozmowie z kumpelą z Brisbane. W tle leciała muzyka, która łączyła się z dźwiękiem szybkich uderzeń palców o klawiaturę.
       Nagle usłyszałam pukanie. Zanim zdążyłam wstać, drzwi od mojego pokoju otworzyły się. Stanął w nich on. Podniosłam się z miejsca i ruszyłam w jego stronę, zagradzając mu wejście. Dzięki temu, że Luke był o kulach, byłam znacznie szybsza od niego.
- Co znowu?
- Chcę pogadać na temat…
- Tego, jak perfidnie mnie wkręciłeś? – Luke przekręcił oczami.
- Nie miałem wyjścia – rzucił, wzruszając ramionami. – Chodź na tą imprezę do Cala. My nie będziemy wchodzić ci w drogę. Namów Lori, by poszła z tobą.
- Lecisz na moją kumpelę? – zapytałam, unosząc brwi do góry. Na mojej twarzy pojawił się złośliwy uśmiech.
- Ja? Nie! – rzucił szybko, a następne dodał. – Ktoś inny… Ale to nie ważne.
- Calum?
- Serio, Rose? – odparł, wlepiając we mnie swoje błękitne patrzały. – Co chcesz w zamian?
- Co?
- Co chcesz w zamian, za to, że tam pójdziesz? – powtórzył zniecierpliwiony, zaciskając mocniej dłonie na kulach.
       Uniosłam nieco głowę do góry, nie kryjąc triumfującego uśmiechu, który wymalował się na mojej twarzy. Luke chce wejść ze mną w układ. Ta zabawa zaczyna mi się coraz bardziej podobać.
- Chcę informacji – odpowiedziałam powoli. Blondyn kiwnął głową. – Komu podoba się Lori?
- Serio?! To cios poniżej pasa!
- W takim razie, miłego spędzania czasu przed telewizorem słodziaku – rzuciłam i złapałam za drzwi. Już chciałam je zamknąć, ale Luke mi przeszkodził.
- Poczekaj – zaczął, odpychając drzwi tak, by znów stanęły otworem. – Chcesz wiedzieć tylko to?
- Taka mała, drobna informacja – odparłam niewinnie. Na mojej twarzy w dalszym ciągu wymalowany był uśmiech, za to Hemmings rozpoczął trudną walkę z samym sobą. Zdradzić sekret, czy też nie? W końcu ciężko westchnął.
- Niech ci będzie – rzucił zrezygnowany. – Skłamałem na początku.
- W którym momencie?
- To mi podoba się Lori. 
       Uniosłam brwi do góry. Akurat tego się nie spodziewałam. Pokiwałam głową, a widząc jego minę miałam ochotę ryknąć śmiechem. Biedny, pokonany chłopczyk.
- Dzięki za informację – rzuciłam i znów złapałam za drzwi. Prawie je zamknęłam, ale blondyn ponownie mi przeszkodził i niemalże wepchnął się do mojego pokoju, chwiejąc się na kulach.
- Mieliśmy umowę!
- Ja umów dotrzymuję – powiedziałam poważnym tonem, wypychając go z mojego królestwa. – A teraz spadaj, bo muszę się wyszykować na imprezę. – I zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Punkt dla mnie. Teraz musiałam tylko namówić dziewczyny, by pojawiły się tam ze mną.

       Na szczęście Lori i Becky bez większych problemów zgodziły się na tą nagłą zmianę w naszych wieczornych planach. Jako, że obie nie były, w aż tak wojowniczych stosunkach z Lukiem, zrobiło im się po prostu żal biednego chłopaka, który mógł opuścić dom tylko i wyłącznie ze swoją nianią – czyli mną.
       Nie miałam zbyt wiele czasu na wybieranie i przebieranie w kreacjach, więc postawiłam na klasykę. Czarne legginsy i zielona dopasowana sukienka na cienkich ramiączkach, odsłaniająca nieco plecy, z ozdobnymi marszczeniami na i pod biustem. Do tego czarne szpilki i niewielka torebka. Włosy ułożyłam tak, by tworzyły zgrabne i równe fale, gdzieniegdzie pozwalając sobie na niewielkie loczki. Nałożyłam na twarz mocniejszy makijaż i dodałam do całego ubioru srebrny łańcuszek, kolczyki i dwie okrągłe bransoletki.
       Na samym końcu zapakowałam prezent dla naszego przewodniczącego szkoły. Jego portret trafił do antyramy, a całość zapakowałam w krwistoczerwony papier w małe misie – innego akurat pod ręką nie miałam i to była największa moja skucha, ale… mówi się trudno. Do tego chciałam dorzucić mu jakiś alkohol, ale postawiłam jednak na coś słodkiego. Wiedziałam, że procentami ratują się dziewczyny, które nic nie przyszykowały dla Hooda i taki prezent był idealny, jako wyjście awaryjne.

***
       - Prezent dla niego masz? – zapytała Sarah, siedząc przy stole i przeglądając papiery. Luke siedział tuż obok niej, czekając na Rose, która szykowała się do wyjścia.
- Już mu daliśmy.
- A tak – odparła kobieta z uśmiechem.- Pamiętam. Była wielka zrzutka i wygraliście tą aukcję.
- Gitara z podpisem Toma DeLonge’a z Blink-182 – przypomniał jej blondyn. – Kupa kasy, ale warto było. Jego mina była bezcenna. Prawie się popłakał.
- Wcale mu się nie dziwię, fajna sprawa. Wszystkim tak robicie zbiorowe prezenty?
- Osiemnastkę ma się jedną, więc i prezent musi być bombowy – powiedział z uśmiechem Luke.
- Z waszej paczki zostałeś wtedy, tylko ty – chłopak pokiwał głową. - Ciekawe, co dla ciebie wymyślą?
- I tak prezent Caluma było najtrudniej zdobyć. Chociaż i z Ashtonem nie było łatwo. Załatwiliśmy bilety na koncert jego ulubionego zespołu z możliwością wejścia za kulisy i poznania ich. Pamiętam, że Calum użył całego swojego czaru, by wydusić taki pakiet vipowski na kobiecie, która odpowiadała za koncert w Sydney.
- Ale zgodziła się?
- Tak. Na szczęście. Z prezentem dla Michaela było najprościej, choć najdłużej go kompletowaliśmy. Dostał zestaw kostek do gry różnych artystów z osobnymi autografami.
       W tym momencie tuż nad nimi rozległ się dźwięk obcasów. Kroki zmierzały wzdłuż holu, aby potem przejść na schody. Po chwili Rose zmaterializowała się w wejściu do salonu.
- Pięknie wyglądasz – powiedział Dan, mijając ją i uśmiechając się szeroko. Luke zmierzył ją od góry do dołu. Naprawdę wyglądała fantastycznie.
- Dzięki.
- Jesteście gotowi? – Obydwoje pokiwali głowami. – Super. W takim razie ładujcie się do samochodu. Zawiozę was.

***
       Blondyn wbił się na miejsce pasażera z przodu, więc ja i mój prezent zajęliśmy miejsce z tyłu. Spojrzałam na chłopaka, który do swoich czarnych wyjściowych dresów – przez gips, tylko takie spodnie mógł wcisnąć na swój tyłek – dodał białą koszulkę. Na to narzucił błękitną koszulę z długim rękawem. Nie prezentował się najgorzej.
       W końcu Dan pojawił się w samochodzie, a ja napisałam szybkiego sms-a do Lori, że właśnie wyruszam z pod domu. Miałyśmy się spotkać na miejscu.
- Pamiętajcie o ustalonych zasadach – powiedział starszy Hemmings, wyjeżdżając na drogę.
- Pamiętamy – odpowiedzieliśmy zgodnym chórem.
- I tak ma być – odparł z uśmiechem.

       Dan wysadził nas przed domem Caluma. Było słychać muzykę, ale nie tak głośną, jak na poprzedniej jego imprezie. Wtedy, aż ściany dudniły od basu. Ja i Luke zatrzymaliśmy się razem przed drzwiami. Chciałam zadzwonić, ale chłopak po prostu otworzył je i najnormalniej w świecie wszedł do środka. Uniosłam brwi do góry. No, tak… Skoro oni u niego nie pukają, to mogłam się domyślić, że i on tego nie robi.
- Idziesz? – zapytał, odwracając się w moją stronę. Kiwnęłam tylko głową i poszłam za nim.
       Tak, jak poprzednio Calum zadbał o odpowiedni klimat. Światła były przygaszone, stoły uginały się od jedzenia i alkoholu. Muzyka grała w tle. W środku była garstka ludzi. Rozpoznałam kilka osób z naszej szkoły. Nie mogłam się doczekać, kiedy zjawią się Lori i Becky.
- Luke! Rosalie! – zawołał Calum.
       Odłożył miskę z chipsami i ruszył do nas szybkim krokiem. Zatrzymał się obok z szerokim uśmiechem na ustach. Następnie przywitał się z Lukiem, poklepując go po plecach.
- Najlepszego raz jeszcze stary – powiedział Hemmings z uśmiechem.
- Jesteście wcześniej, ludzie dopiero się schodzą – poinformował bardziej mnie, niż blondyna. No, tak… W końcu to Calum robi imprezę, więc tłumy pewnie przybędą. – Michael i Ashton już się dorwali do żarcia – wskazał na stół i sofy, przy którym siedzieli chłopaki, obżerając się czymś na długich patykach.
- Nie gadaj, że twoja mama zrobiła te pyszne szaszłyki – rzucił Luke, a Calum szybko pokiwał głową. – Ekstra.
- Łap, póki jest jeszcze co – powiedział Hood, a blondyn pokuśtykał w stronę pozostałych członków zespołu. Calum odprowadził go wzrokiem, a następnie odwrócił się. Jego duże brązowe oczy zatrzymały się na mojej osobie.
- Cieszę się, że przyszłaś.
- Dzięki za zaproszenie. To dla ciebie. – Podałam mu pakunek.
- Ciężkie, co to? – zapytał z nieukrywaną ciekawością.
- Zobaczysz, jak otworzysz – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Może ta impreza nie będzie wcale taka zła? – Wszystkiego najlepszego.
- Dzięki. 
       On również się uśmiechnął, a potem zrobił coś, co zupełnie mnie zaskoczyło. Podszedł do mnie i uściskał. Przez chwilę zamarłam w bezruchu, ale potem oprzytomniałam i odwzajemniłam jego gest.
- Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić. Tak, jak ostatnio – powiedział, odrywając się ode mnie. Kiwnęłam tylko głową i ruszyłam w głąb salonu.

       Niedługo po mnie, pojawiły się dziewczyny, a także inni goście. W salonie Hooda było naprawdę dużo osób. Większości z nich nie znałam, a niektórych kojarzyłam z naszej szkoły. Jak widać Cal miał znajomych wszędzie.
       Razem z Becky i Lori zajęłyśmy miejsce na tej samej kanapie, tuż przy regale z książkami, na której siedziałyśmy na poprzedniej imprezie Caluma. Była ona umiejscowiona bardziej w głębi pomieszczenia, dzięki temu nie byłyśmy w centrum tego, co się działo.
       Kiedy Michael z Ashtonem wnieśli ogromny tort w formie gitary basowej, zrozumiałam, że zjawili się wszyscy i czas naprawdę rozpocząć świętowanie urodzin. Wszyscy odśpiewaliśmy głośne sto lat, a potem Ashton powiedział kilka słów i zaproponował toast. Wypiliśmy zdrowie Caluma.
       Talerze i widelczyki poszły w ruch i niemalże każdy rzucił się w stronę solenizanta, by zgarnąć, choć kawałek ciasta dla siebie. A tort był naprawdę pyszny. Po tym wstępie, w ruch poszły szklanki, butelki i puszki z alkoholem. Czekała nas długa zabawa.


***
Przyznam się, że lubię cały rozdział ósmy :D Wyszedł mi dłuższy, wiec musiałam go podzielić na części. Mam nadzieję, że wam również się podoba i spodoba :)

Naiwna ja, która znów myślała, że będziecie za piątkiem, ale widzę, że jak Milena rzuciła hasło - JUTRO - tak większość była za tym. Oprócz tego jedna z was - Tajemniczy Anonimie :) - napisała mi wyraźne zlituj się. Nie muszę się litować (hehe), wystarczy mi jasny komunikat, a że rozdziałów mam do przodu, więc, jak to się mówi NO PROBLEMO :D Mówisz masz :) Przy okazji życzę Ci udanego wyjazdu na wakacje! Oby było świetnie i na luzie :)

Annie - tego ci zdradzić nie mogę, bo nie chcę odkryć za bardzo fabuły. Ale jeden mały przytulas pojawił się już teraz, choć wiem, że chodziło ci o przytulenie z Lukiem. Calum musi na razie wystarczyć :D

Dzięki wam wielkie za wasze pozytywne komentarze - piszę to tak często, że powinnam na blogu zrobić wirtualny transparent, bo się powtarzam, jak katarynka - ale taka jest prawda. Motywujecie mnie! Dzięki raz jeszcze! 

Pozdrawiam!


A w następnym odcinku:

- Wolałbym sobie odgryźć nogę, niż spotykać się z kimś, kto nie ma w ogóle szacunku do innych ludzi. Sam nie jestem święty, ale ja nie przeginam. Zastanów się nad tym – powiedział tonem rodzica, a następnie uśmiechnął się i pociągnął duży łyk ze szklanki, którą trzymał w ręku. 

***

- Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, to może wypuścisz mnie z tej łazienki?

***

- Czy wy… - zaczął Ashton, wskazując na nas palcem.

***

- Luke! – Warknęłam pod nosem.
- Już będę cicho.

***

- Rozbieraj się – rzuciłam, biorąc od niego kule.
- Tak bez gry wstępnej? - zapytał, unosząc jedną brew do góry.

15 komentarzy:

  1. Świetny jak zawsze :)
    Już nie mogę doczekać się 2 części :)
    Weny życzę i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam co będzie w kolejnych rozdziale i co to : - Rozbieraj się – rzuciłam, biorąc od niego kule.
    - Tak bez gry wstępnej? - zapytał, unosząc jedną brew do góry?! Ale rozdział boski, nie mogę się doczekać kiedy będziesz dodawała kolejny...

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział :) Rosalie coraz bardziej sie do nich przybliża :) czekam na nastepny !!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny już nie mogę doczekać się drugiej części wrzucaj szybko ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  5. Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału i ta zapowiedz.Hashahahs rozdział cudny, mówiłam już, że cię uwielbiam? <3 Dodaj jak najszybciej następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny Luke, tatuś nie chce go na imprezę puścić ;) Rose będzie jego nianią hahaha nieźle jest pewnie przeszczęśliwa XD akcja z umową rozłożyła mnie na łopatki haha Jest pierwszy przytulassss i w rolach głównych Calum i Rose, pasowali by do siebie, choć teraz skłaniam się również w stronę Hemmo :) fragmenty meega ciekawe, szczególnie ostatni. Nie mogę się doczekać kolejnej części. Wrzucaj ją , jak najszybciej!!!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany!!!!
    Nie do końca jestem w stanie się obecnie wypowiedzieć, na temat rozdziału, gdyż jest taki cudowny i zarazem taki słodki. To miło i zarazem fajnie ze strony Rose, że wymyśliła taki prezent, dla Caluma. Jestem pewna, że chłopak się ucieszy i mam nadzieję, że gdzieś umieściłaś ten fragmencik, bo jeśli nie, to od razu Ci napiszę, że masz się za to zabrać i poprawić, gdyż nie chcesz poznać mojej wściekłości, gdy dojdzie co do czego.

    Czekam na imprezki część dalszy i ewidentnie ciekawy powrót do domu Hemmingsa i Rose.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale powiedz chociaż mniej więcej, w którym rozdziale! 14? 15? Jeszcze dalej?
    O jeju kocham to kocham to kocham to!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale powiedz chociaż mniej więcej, w którym rozdziale! 14? 15? Jeszcze dalej?
    O jeju kocham to kocham to kocham to!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie miałam okazji skomentować wcześniej, bo dopiero co odzyskała internet (remont). Jeju, cieszę się że są coraz bliżej siebie :) Co do urywków... Wow! Ale, znając życie i tak wywieziesz nas w pole (ta, ją i moje optymistyczne podejście :P).
    Buziaki, pozdrowienia, jesteś najlepsiejsza na świecie i we wszechświecie :)
    Twoja Lusia

    OdpowiedzUsuń
  11. Błagam kobieto dodaj następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobry tekst"tak bez gry wstępnej?" xD
    Byloby mega jakby oni się w sobie zakochali a ich rodzice by się nie ożenili.. Haha xD odwala mi.. :P
    Bardzo proszę dodaj jak najszybciej next!! ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Wrocilam z zakonczenia roku, i zaczelam szukac jakiegos fanfiction, jak zaczelam go czytac to skonczyc nie moglam i tak minely mi 3 godziny haha. Nie mogę się doczekać dalszej części, jest super!

    OdpowiedzUsuń