sobota, 27 czerwca 2015

S2 - Rozdział 8 cz.2

Wake me up before you go go


       Ludzie ze sobą rozmawiali, śmiali się, dyskutowali. Kilka osób tańczyło na środku salonu – głównie panny. Chłopaki okupowali kanapy i stoły, co jakiś czas spoglądając w stronę wijących się na parkiecie dziewczyn. Wszyscy pili.
       Wychodząc z toalety, prawie w malowałam się w naszego solenizanta, który starał się za jednym razem zataszczyć wszystkie otrzymane prezenty na górę. A trochę mu się tego nazbierało. Wychyliłam się w bok, by zobaczył przyczynę, która go zatrzymała. Uśmiechnął się.
- Sam chcesz to zanieść? – zapytałam ze śmiechem, widząc, jak się męczy.
- Dam radę.- Przekręciłam oczami. Faceci…
- Pomogę ci. - Nie czekając na jego odpowiedź, zabrałam od niego kilka pakunków. – Gdzie to zanieść?
- Do mojego pokoju.
- Prowadź.
       Ruszył w stronę schodów, a ja podążałam tuż zanim. Weszliśmy na górę, gdzie panowała pustka. Nikt obcy się tu nie kręcił. Calum podszedł do jednych z drzwi i otworzył je. Jako pierwszy wszedł do swojego pokoju.
       Gdy znalazłam się w środku, położyłam pakunki na jego łóżku. Następnie rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ściany były w odcieniu jasnej zieleni, a meble zrobione z ciemnego drewna. W kącie zauważyłam gitarę z podpisem jednego z członków Blink-182. W rogu, tuż przy oknie stało biurko z komputerem, a nad komodą wisiał mój rysunek oprawiony w antyramę. Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej.
- Nie sądziłam, że nadal go masz- powiedziałam, wskazując go palcem.
- Przecież mówiłem, że mi się podoba – odparł, przekładając pakunki. – Jest świetny. Masz coś przeciwko temu, że otworze przy tobie twój prezent? Jestem ciekawy, co tam jest.
- Śmiało – rzuciłam, odrywając wzrok od rysunku kobiety z tatuażami. – I przepraszam za te misie. Nie maiłam nic lepszego pod ręką.
       Calum zaśmiał się, wpatrując w kolorowy papier. Następnie szybko rozerwał go i wytrzeszczył oczy. Na jego twarzy znów pojawił się ten znany uśmiech. Uśmiech, który widniał również na jego portrecie.
- Łał, Rose – powiedział, nie ukrywając zadowolenia. – Pamiętałaś!
- Podoba się?
- Pewnie! Wielkie dzięki! Zawsze chciałem…
- Mieć coś takiego- dokończyłam za niego, a on szybko pokiwał głową.
- Powieszę go obok. Będą do siebie pasować.
       Podszedł do biurka i oparł rysunek o głośniki komputera. Przez chwilę przyglądał się mu, a ja miałam nadzieję, że nie będzie dopytywał się o to, skąd wzięłam to zdjęcie. Jednak Calum nie był tym zainteresowany. Odwrócił się i zgarnął prezenty z łóżka, ustawiając je tuż pod oknem.
- Rozpakuję je później. Czas wracać na dół. – Kiwnęłam głową i oboje wyszliśmy z pokoju.

       Po dwunastej wszyscy byli już w dobrych i kumpelskich nastrojach, za co zdecydowanie odpowiadał alkohol. No, może nie wszyscy, bo Harper, co i rusz zerkała na mnie ze wściekłością. Może była pewna tego, że nie zjawię się u Hooda. Zresztą przyzwyczaiłam się do tego, że ona ciągle się na mnie gapi, więc najnormalniej w świecie przeszłam z tym na poziom totalnej ignorancji.
       Ciekawiło mnie, bowiem coś zupełnie innego. Zresztą nie tylko mnie, bo Becky również obserwowała pewną dwójkę. Mianowicie Clifforda i Lori. Ta para już od dłuższego czasu stała przy stoliku z przekąskami. Oboje pochłonięci byli rozmową. Oboje z uśmiechami na ustach.
       Każda z nas jednak myślała o nich w zupełnie inny sposób. Becky wlepiała w nich oczy, zaskoczona nieco tym, co widzi, zastanawiając się na głos, czy coś między nimi może kiedyś być i jakie to będzie miało skutki. Zagroziła też, że jeśli Michael w jakikolwiek sposób skrzywdzi biedną Lori, ta po prostu rozerwie chłopaka na strzępy w ramach zemsty.
       Mnie za to zastanawiał fakt, dlaczego to Michael kręci się wokół blondynki, a nie Luke skoro w domu przyznał się do tego, że ona mu się podoba. Im dłużej tak patrzyłam na to, w jaki sposób rozmawiają, jakie gesty wykonuje Michael, dochodziłam do wniosku, ze Luke wcisnął mi po prostu zwyczajny kit. Wszystko tylko dlatego, bym zgodziła się przyjść na urodziny Cala.
       Pobudzona nieco procentami, postanowiłam wyjaśnić tą sprawę z Hemmingsem. Niech nie sądzi, że jestem głupia i naiwna. Poderwałam się z miejsca tak raptownie, że Becky obrzuciła mnie zdziwionym spojrzeniem.
- A tobie, co?
- Muszę pogadać z Lukiem – rzuciłam, rozglądając się po salonie.
- Wyrwał się ze szponów Harper i poszedł do łazienki.
- Zaraz wracam.
- Nie zrób mu krzywdy – powiedziała, a ja spojrzałam na nią zaskoczona.
- Co?
- Wkurzyłaś się o coś, więc nie zrób mu krzywdy. Skoro masz być jego nianią… - Ale nie dokończyła, bo wybuchła śmiechem. Przekręciłam oczami, ale mimo to również się zaśmiałam.
- Zaraz wracam – powtórzyłam, i skierowałam się w stronę łazienki państwa Hood.
       Oparłam się o ścianę, tuż przy drzwiach, aby Luke nie zdołał mi uciec. Zresztą w jego stanie, to nawet nie miałby jak. Moje dwie zdrowe nogi. Mimo, że na wysokich obcasach i tak były szybsze od jego. 
       Zerknęłam w bok, kiedy usłyszałam znany głos. Ashton rozmawiał z Angelą, która wlepiała w niego swoje niebieskie oczy, jakby był jakąś gwiazdą filmową, czy kimś w tym rodzaju. Czyżby pusta Bell miała chrapkę na naszego boskiego kapitana?
- Daj spokój Ang – rzucił ze śmiechem Irwin, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę. Nie chciałam, by ktoś pomyślał, ze ich podsłuchuję. – Co z tego?
- Jak to, co?
- Odpuść. To, że się kiedyś ze sobą przespaliśmy nie oznacza, że między nami coś jest – powiedział Ashton, a mi prawie oczy wyleciały z orbit. Nieźle… Robi się coraz ciekawiej. Blondynka coś odpowiedziała, ale zagłuszył ją jakiś chłopak, który pokrzykiwał za swoim kumplem.
- Byłem pijany – ciągnął dalej Ash. – A zresztą musisz coś wiedzieć.
- Co takiego?
- Wolałbym sobie odgryźć nogę, niż spotykać się z kimś, kto nie ma w ogóle szacunku do innych ludzi. Sam nie jestem święty, ale ja nie przeginam. Zastanów się nad tym – powiedział tonem rodzica, a następnie uśmiechnął się i pociągnął duży łyk ze szklanki, którą trzymał w ręku. Brawo Ash, jednak masz mózg i umiesz go używać.
       Przez tą całą ich rozmowę, prawie bym zapomniała o blondynie, który właśnie wyłonił się z łazienki. Na szczęście dzisiaj refleks mi nie szwankował, dlatego szybko zagrodziłam mu drogę. I to po raz drugi w ciągu jednego dnia.
- Co…- zapytał Luke, ale nie dane mu było skończyć. Wepchnęłam go do środka, zamykając za nami drzwi. Przekręciłam zamek, tak by nikt nieproszony nie władował nam się do łazienki. Kątem oka zauważyłam, jak blondyn łapie się za umywalkę, by nie upaść na cztery litery. Jego noga w gipsie, nie pomagała mu w zachowaniu równowagi, szczególnie, że Luke dodatkowo wlewał w siebie alkohol.
- Pogięło cię?- warknął pod nosem. Wyprostował się, poprawił błękitną koszulę i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Okłamałeś mnie – odparłam, wytykając go palcem.
- Co?
- Mieliśmy umowę Hemmings!
- Przecież wiem…
- Podły kłamca – mruknęłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Nie dąsaj się…
- Nie mów mi, co mam robić! – Podeszłam do niego. – Powiedziałeś, że Lori podoba się tobie, ale wychodzi na to, że to jednak Clifford coś do niej ma.
- Czyli jednak…
- Czyli, co?
- No, co ty – powiedział, przekręcając oczami. – Chyba nie sądziłaś, że sypnę Michaela. – Zrobiłam zaskoczoną minę. – Mogę się założyć, że ty też wymyśliłabyś jakieś kłamstwo, by nie wydać kumpeli, która ma na oku, któregoś z moich kumpli. To prosta dedukcja.
       Kurwa… Miał rację. Nawina ja. Prychnęłam pod nosem, odwracając się od niego z miną nadąsanego dziecka. Usłyszałam za plecami jego cichy śmiech. Miałam ochotę mu przyłożyć.
- Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, to może wypuścisz mnie z tej łazienki?
       Bez słowa podeszłam do drzwi. Przekręciłam zamek i otworzyłam je. Oboje wyszliśmy na korytarz i zamarliśmy. Ashton, Angela, Lori, Michael, Calum i kilka innych osób spoglądało w naszą stronę. Na wielu twarzach malowało się rozbawienie. Tamta piątka była raczej zaskoczona. I to bardzo. Clifford nie wytrzymał i jako pierwszy zachichotał pod nosem.
- No, co wy – wydusił Luke. 
       Zrobiło mi się ciepło i miałam wrażenie, że twarz zapłonie mi czerwienią od tych wszystkich oczu, które natrętnie dalej gapiły się na nas.
- Czy wy… - zaczął Ashton, wskazując na nas palcem. Kąciki jego ust podjechały do góry.
- Nie! – krzyknęliśmy jednocześnie.
- Zlituj się stary – mruknął Hemmings, przekręcając oczami.
- Nigdy w życiu – powiedziałam zawzięcie, a następnie odsunęłam się od blondyna.
- Chcecie wiedzieć, jak to wyglądało?- zwrócił się do nas Michael, w dalszym ciągu śmiejąc się pod nosem.
- Raczej nie – skwitował Luke. – Daj mi żyć.
- Nigdy w życiu – powtórzyłam i ruszyłam w stronę Becky, która obserwowała to całe zajście z naszej kanapy. Usłyszałam za sobą kroki. Lori podążała za mną. Teraz pewnie czekało mnie przesłuchanie w wykonaniu tej dwójki. Musiałam się na to szybko przyszykować.

       Urodziny Caluma przerodziły się po prostu w wielką balangę z nielimitowanym alkoholem. To skutkowało tym, że większość opuszczała jego dom naprawdę wstawiona. Sam solenizant zaniemógł i Michael przetransportował go na górę. Również i Ashton, który wyłonił się z garażu z jakąś czarnulą, po jakimś czasie tak dał sobie do pieca, że i on musiał oddać się na szybki spoczynek w bezpiecznym miejscu. Tak samo w tym przypadku z pomocną dłonią przyszedł Clifford, który odstawił kumpla do pokoju gościnnego na górze. Harper i Angela zajęły się pijanym Ryanem, który stanowczo protestował przed – dla niego- tak wczesnym opuszczeniem imprezy. Prawda była taka, że dobijała piąta rano, ale o nie miał o tym zielonego pojęcia.
       Również Luke nie prezentował się najlepiej, ale przynajmniej kontaktował. Do tego dopisywał mu humor, co nie było, aż tak złe. Wolałam to, niż perspektywę zgona totalnego. Michael trzymał się najlepiej z nich wszystkich, choć i jemu plątał się język, a nogi czasem prowadziły nie tam gdzie trzeba.
       Wyszliśmy z domu Caluma, zatrzaskując za sobą drzwi tak, by nikt obcy do niego nie wszedł. Luke i Michael zaczęli śpiewać piosenkę Green Day American Idiot, a ja zaczęłam się bać, że pobudzą sąsiadów Cala, a ci zawiadomią policję. Na szczęście do niczego takiego nie doszło.
       Jako, że Michael, Lori i Becky mieszkają w tej samej dzielnicy, pojechali jedną taksówką. Druga czekała na mnie i na blondyna, któremu musiałam nieco pomóc w dojściu do samochodu. Hemmingsowi rozwinął się język i przez całą drogę paplał z kierowcą, co jakiś czas zaznaczając, że właśnie wraca z urodzin przyjaciela. Było to zarazem śmieszne, ale też i mega żenujące.

       Weszliśmy do cichego domu. Starałam się robić, jak najmniej hałasu, ale co z tego skoro tuż obok szedł Luke, który akurat mało się przejmował tym, że w domu są także inni. Puknęłam go raz w ramię, a potem następny, ale olał mnie zupełnie.
- Zachowuj się ciszej – syknęłam, szarpiąc go za rękaw koszuli. – Obudzisz rodziców.
- Przepraszam – mruknął, przeciągając sylaby, a następnie roześmiał się.
- Luke! – warknęłam pod nosem.
- Już będę cicho.
       Doszliśmy do schodów i powoli zaczęliśmy wspinaczkę na górę. Musiałam go podtrzymywać, by nie wyrżnął orła. Krok za krokiem, stopień za stopniem, ale w końcu dotarliśmy na piętro – w miarę cicho i bez żadnych komplikacji.
       Przeszliśmy do jego pokoju. Zamknęłam za nami drzwi i poprowadziłam go w stronę łóżka. Usiadł i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Rozbieraj się – rzuciłam, biorąc od niego kule.
- Tak bez gry wstępnej? – zapytał, unosząc jedną brew do góry. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, a ten parsknął śmiechem. – Nie bądź taka…
- Jaka?
- Nie śmieszna. To tylko żarty. – Przekręciłam oczami. Zaraz nie wytrzymam i najnormalniej w świecie uduszę go poduszką.
       Podeszłam do niego i pomogłam mu zdjąć koszulę. Kiedy powiesiłam ją na krześle, usłyszałam jego cichy chichot. Odwróciłam się i spojrzałam na Luke'a, który próbował ściągnąć koszulkę. Niestety był w takim stanie, że nawet tak najprostsza czynność była dla niego wielkim wyzwaniem. Materiał zatrzymał się w połowie ramion, odsłaniając jego klatkę piersiową i brzuch, a głowa zaklinowała się w otworze. Widok ten sprawił, że teraz to ja miałam ochotę ryknąć śmiechem. Luke nie wytrzymał i pacnął na łóżko, ze słowami:
- Potrzebuję pomocy.
       Ponownie podeszłam do niego i niewiele myśląc, złapałam go za materiał. Pociągnęłam za niego, sprawiając, że Luke wrócił do pozycji siedzącej. Zręcznym ruchem wyswobodziłam go z koszulki. Jego włosy sterczały w różne strony, a na jego twarzy znów zagościł uśmiech.
- Jesteś niemożliwy – powiedziałam, nachylając się nad nim. – Jak dziecko.
       Nie wiem, co w tym było zabawnego, ale blondyn znów parsknął śmiechem. Przekręciłam oczami i pomogłam ściągnąć mu spodnie. Teraz siedział przede mną jednie w gipsie i bokserkach w Batmana.
- Dzięki –powiedział, szukając dłonią kołdry. Kołdry, na której siedział. Złapałam go za rękę, a on wstał. Wysunęłam pościel spod jego czterech liter. Luke usiadł z powrotem.
- Kładź się – rozkazałam. Nie ukrywam, ale byłam już zmęczona. Hemmings potrafi wykończyć człowieka.
- Tylko coś ci powiem.
- Serio Luke?
- Tylko chwila – jęknął, robiąc przy tym oczy, niczym szczeniak.
- Co?
- Wiesz, co?
- Co?
- Masz jeden z piękniejszych uśmiechów, jakie widziałem – powiedział, klepiąc mnie po ręce.
- Idź spać – odparłam i po prostu popchnęłam go. Efekt tego był taki, że Luke runął na posłanie, wprost na poduszkę. Złapałam za jego nogę w gipsie i podniosłam ją, aby i ona znalazła się na łóżku. Przykryłam go kołdrą.
- Dzięki – powiedział raz jeszcze.
- Śpij.
- Jasne.
       Wzięłam jego ubrania i położyłam je na krześle. Następnie odwróciłam się i wyszłam z pokoju, zostawiając go samego. Samego pogrążonego na granicy snu i jawy, bo tuż przed wyjściem zdążyłam usłyszeć, jak jego oddech powoli się wyrównuje. 


***
I tak właśnie zakończyła się ich wspólna impreza :D Mam nadzieję, że druga część, też wam się spodobała. 

Kami - fragmencik z prezentem i Calumem był i nie musiałam nic dopisywać :D (uszłam z życiem :D)

Annie - na pewno w numerze 15, ale czy wcześniej to przyznam się bez bicia, że nie pamiętam :D Sprawdziłabym to, ale muszę szykować się do pracy :)

Co powiecie na kolejny w poniedziałek?

Dziękuję oczywiście za wszystkie tak bardzo pozytywne komentarze :) 
Miłego dnia wam życzę, a ja biegnę do roboty.
Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Co? – zapytał zachrypniętym głosem.
- Lepiej wywietrz pokój i weź porządny prysznic – oznajmiłam, odwracając się od niego. 

***

- Ten kolor będzie pasował mu do oczu – odpowiedziała Lori.
- Ten kolor ma pasować do mnie, a nie do niego – powiedziałam, odwracając się w ich stronę.

***

- Z kolorem brzoskwiniowym – powiedziała powoli mama.
- Że to niby jaki? – odparł, odrywając usta od aluminiowej puszki. 

***

- Michael jest spoko.
- W jakim sensie spoko? – odezwałam się, a Becky kiwnęła mi głową. 

***

- Ja nie… Chciałam tylko…
- Oczywiście - przerwał mi z triumfem Hemmings.

13 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział juz nie mogę doczekać się next wstawia szybko ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww pijany Lukey jest taki uroczy!! *0*
    W takim razie czekam do rozdziału 15 ! XD
    Chcę jak najszybciej next!

    OdpowiedzUsuń
  3. Awww pijany Lukey jest taki uroczy!! *0*
    W takim razie czekam do rozdziału 15 ! XD
    Chcę jak najszybciej next!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rose - opiekunka Luke'a.
    Luke - dziecko. Wiek -(1)8 lat

    Strasznie mi się podoba ten rozdział. Czekam niecierpliwie na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne..! ;) dopiero w poniedziałek?. Haha.. Spoko moze uda mi się tyle wytrwać;D

    OdpowiedzUsuń
  6. jaki poniedziałek? Jutro niech bedzie błagam. To zdecydowanie jeden z najlepszech blogów jakie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rose jak widzę idealnie trafiła w prezent dla Caluma ;) Mikey i Lori jestem jak najbardziej za tą parą :) Za to Luke jest uroczy gdy się nawali hahahah Dobrze, że ma Rose bo by miał o wiele cięższy powrót :) Uwielbiam ich razem :)
    Też chciałbym rozdział kolejny już jutro- może dasz radę ;)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak bardzo cie kocham że nominowałam cie do LBA
    http://mroczne-miasto.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Na wstępnie chciałam Cie przeprosić za brak aktywności pod ostatnimi rozdziałami, nie miałam możliwości komentowania :(
    Pijany Lukey - najlepszy Lukey! Zdecydowanie! Ashton wygrał spławieniem tej wywłoki, kocham Cię chłopaku <3
    Gdyby rozdział pojawił sie jutro, byłabym najszczęśliwsza pod słońcem! Serio :>
    Pozdrawiam i życzę weny! ;*

    OdpowiedzUsuń