poniedziałek, 29 czerwca 2015

S2 - Rozdział 9

Started out like in the movies


       Na imprezie urodzinowej Caluma nie piłam, aż tak dużo, by na drugi dzień umierać. Choć odczuwałam małe skutki kaca. Suchość w ustach i lekki ból głowy. Na szczęście te objawy szybko minęły po zażyciu proszków przeciwbólowych i zjedzeniu porządnego śniadania.
       Luke do świata żywych wrócił po dwunastej. Kiedy wychodziłam z pokoju, on wyłonił się ze swojego. Spojrzałam na niego i uniosłam brwi do góry. Wyglądał koszmarnie – blada twarz, przekrwione oczy i zgarbiona sylwetka, świadczyły o tym, że blondyn łatwej tej części dnia mieć nie będzie.
- Co? – zapytał zachrypniętym głosem.
- Lepiej wywietrz pokój i weź porządny prysznic – oznajmiłam, odwracając się od niego. Ruszyłam w stronę schodów, zostawiając go za plecami.
       Zeszłam na dół i usiadłam na krześle tuż obok mamy. Sarah powyciągała przeróżne gazety, a także swój notes ślubny. Dziś chciała wybrać kreacje dla świadków, a ja chciałam dopilnować tego, że nie wciśnie mnie w kieckę z piekła rodem. Ślęczałyśmy nad tym już od dłuższego czasu.
       Przyciągnęłam pod nos kubek z kawą. Z góry doszedł do mnie odgłos włączonego prysznica. Mama spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Jak widzę Luke żyje – powiedziała i zaśmiała się pod nosem. Kiwnęłam tylko głową.
       Spojrzałam na katalog z sukienkami. Było tam niemalże wszystko. Od długich i bufiastych kiecek, po krótsze i bardziej obcisłe kreacje. W każdym kolorze, w każdym rozmiarze i na każdą figurę. Do tego można było od razu dobrać buty i dodatki, czyli załatwić wszystko za jednym zamachem i takie rozwiązanie najbardziej mi odpowiadało. Zresztą mojej mamie tak samo.
- Ta jest fajna – powiedziała, pukając palcem w rozłożystą sukienkę w kolorze ecru.
- Daj spokój, będę w tym wyglądać, jak beza – mruknęłam pod nosem. – I nie, nie patrz na tą drugą, bo w to też nie dam się wcisnąć.
- A co myślisz o tej?
- Ma ładny kolor – odparłam, przyglądając się kolejnemu typowi mamy, sukience do kostki, w odcieniu bladego błękitu.
- Ty i Luke musicie mieć podobne wstawki, a ten kolor będzie do niego pasował – ciągnęła matula.
       Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Podniosłam się z miejsca, by je otworzyć. Kiedy to zrobiłam, zobaczyłam Lori i Becky z wielkimi uśmiechami na ustach. Jak widzę i one nie umierały po imprezie Caluma.
- Wchodźcie – powiedziałam, robiąc im miejsce. Następnie wszystkie weszłyśmy do kuchni. Dziewczyny przywitały się z moją mamą i usiadły na krzesłach. Becky do ssała się do ciastek, które leżały na okrągłym talerzu.
- Kawy?
- Tak – odpowiedziały razem. Kiwnęłam głową i zabrałam się za szykowanie napoi dla przyjaciółek.
- Co myślicie o tej?- zapytała mama, podsuwając im gazetę pod nos. – I w takim samym kolorze dodatki do garnituru Luke'a.
- Ten kolor będzie pasował mu do oczu – odpowiedziała Lori.
- Ten kolor ma pasować do mnie, a nie do niego – powiedziałam, odwracając się w ich stronę.
- Mnie podoba się ta – odezwała się Becky, wskazując palcem na długą sukienkę w kolorze butelkowej zieleni. – Ta będzie pasować ci do włosów.
- Bo jestem ruda? – zapytałam ze śmiechem, a reszta zawtórowała mi.
- A pani już sukienkę wybrała? – zwróciła się Lori do mojej matuli.
- Mam kilka na oku, dokładnie trzy i nie wiem, na którą postawić. Pokazać?
- No, pewnie – rzuciła z entuzjazmem Becky, przyciskając się bliżej mamy, aby lepiej widzieć.
       Sarah otworzyła swój notatnik i wyciągnęła z niego trzy wycinki z gazet.
- Ta jest niesamowita – powiedziała Lori, wskazując na lekko rozszerzaną sukienkę z drobnymi cekinami na biuście i tiulu.
- Mi się podoba ta druga – stwierdziła Becky.
- To mi chyba nie pomożecie, bo Rosalie wybrała trzecią – odparła mama ze śmiechem. – A liczyłam na coś w stylu głosowania.
       Kiedy kawy były gotowe, wzięłam kubki i ustawiłam je przed dziewczynami. Następnie usiadłam obok Lori, przysuwając bliżej siebie otwarty katalog z sukienkami. W milczeniu przewertowałam kilka stron. W pewnym momencie natrafiłam na coś idealnego. Uśmiechnęłam się i odwróciłam gazetę w stronę rodzicielki.
- To jest to – powiedziałam, pukając palcem w zdjęcie.
- Jest super.
- Dokładnie, jest super – zawtórowała jej Lori.
       Mama spojrzała na zdjęcie i również się uśmiechnęła. Chyba wybieranie kiecki mieliśmy już za sobą. Spojrzałam raz jeszcze na kreację. Sukienka była w kolorze jasnej brzoskwini, długa do ziemi, zwiewna i prosta, bez żadnych dodatkowych ozdób. Bez ramiączek, z zaokrąglonym i marszczonym dekoltem. Obcisła u góry i luźna od pasa w dół. Wyglądała na wygodną, a na takiej mi zależało.
- Podoba mi się – powiedziała mama. – Naprawdę mi się podoba.
- To po problemie – rzuciłam, podając jej gazetę, a ona wyrwała stronę i schowała ją do swojego notesu. – Do tego buty i srebrna biżuteria. A Luke w brzoskwiniowym kolorze też nie będzie wyglądał durnie. Zresztą ma mieć go tylko w ramach akcentów do swojego garniaka.
       Mama pokiwała głową i wtedy w holu zjawili się Hemmingsowie. Dan wyłonił się w końcu z sypialni, w której to szykował, jakiś raport, a Luke najwyraźniej zgłodniał, bo pierwsze, co zrobił, to spojrzał w stronę lodówki. Dopiero po chwili blondyn zorientował się, że spoglądają na niego, aż cztery pary oczu.
- Cześć – rzucił w kierunku dziewczyn.
- Dobrze się czujesz? – zapytała Sarah, powstrzymując śmiech.
- Jest okej – oznajmił.
- Ile tu pięknych kobiet – skwitował Dan z uśmiechem. – Cześć dziewczyny.
- Dzień dobry – odpowiedziały mu, a ja i Sarah parsknęłyśmy śmiechem. Następnie matula spojrzała na Luke'a.
- Dobrze, że jesteś – powiedziała, kiwając na niego palcem. – Właśnie ustaliłyśmy kolor dodatków do twojego garnituru na ślub. Pasuje ci opcja z brzoskwinią?
- Z czym? – zapytał, otwierając lodówkę i wyciągając z niej puszkę z energetykiem. Syknęło, a Luke wypił kilka dużych łyków napoju.
- Z kolorem brzoskwiniowym – powiedziała powoli mama.
- Że to niby jaki? – odparł, odrywając usta od aluminiowej puszki. Uniosłam brwi do góry i spojrzałam na dziewczyny, które wlepiały w blondyna oczy, jakby ten był kosmitą.
- No, brzoskwiniowy – ciągnęła dalej mama, nie wiedząc, jak mu to wyjaśnić.
       Luke zmarszczył nos i zerknął na swojego ojca, szukając u niego ratunku. Dan jednak też nie za bardzo wiedział, jak ten kolor naprawdę wygląda, bo tylko wzruszył ramionami. Miałam ochotę parsknąć śmiechem, przez tą idiotyczną sytuację, która ewidentnie pokazywała, że jednak my kobiety i oni faceci jesteśmy z dwóch różnych światów. Zlitowałam się jednak nad biednym skacowanym blondynem, chwyciłam za notes mamy i wyciągnęłam z niego wycinek.
- Taki – powiedziałam, machając zdjęciem. – Brzoskwiniowy to taki kolor.
- Spoko. Może być- rzucił Luke. – Ładna sukienka.
- Trzeba było tak od razu – skwitował Dan. – Brzoskwiniowy… To jest po prostu jasny pomarańcz.
- Ty chyba jasnej pomarańczy nie widziałeś – powiedziała mama, a my – młodzi- ryknęliśmy śmiechem. Dan po raz kolejny wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
- Brzoskwiniowy brzmi okej – powiedział. Sarah przekręciła oczami, co wywołało kolejny chichot z naszej strony.

       Siedziałyśmy z dziewczynami przed domem, rozkoszując się ciepłym słońcem i zajadając lody, które z zamrażarki wydobyła mama. Dochodziła powoli godzina piąta, a my rozprawiałyśmy o imprezie, na której byłyśmy.
- Lori – zaczęła Becky, bacznie przyglądając się przyjaciółce. Z nieukrywaną ciekawością odwróciłam się w ich stronę. – Małe pytanie. Co z Michaelem?
- Z kim?
- No, z Cliffordem – rzuciła, pukając ją w ramię. – Wczoraj się miło rozmawiało?
- Michael jest spoko.
- W jakim sensie spoko? – odezwałam się, a Becky kiwnęła mi głową. Zaczynało się małe przesłuchanie. Obie byłyśmy ciekawe, co oni do siebie mają.
- W normalnym sensie – odpowiedziała Lori, patrząc to na mnie, to na Becky. Przy tym kręciła głową, bo siedziałyśmy po obu jej stronach.
- Lubisz go?
- Lubię, bo jest normalny – widząc jednak minę brunetki, szybko dodała. – Ale nie lubię go tak, jak ty myślisz! – A następnie wybuchła śmiechem.
- On jednak cię lubi chyba w nieco inny sposób – rzuciłam z uśmiechem. Lori powoli odwróciła się w moją stronę i wlepiła we mnie swoje brązowe oczy.
- Że jak?
- To było widać, że jednak mu się podobasz. Wiesz… Jego gesty i ta cała otoczka. Wszystko to, ewidentnie na to wskazywało – powiedziałam powoli. Sama nie wiedziałam, czemu zataiłam prawdziwą informację skąd to wiem. Luke w końcu się przyznał, a ja jakoś teraz nie puściłam pary z ust.
- Serio?
- Yhy… - wydusiłam.
- Yhy – powtórzyła za mną Becky.
- Dobrze wiedzieć.
- Więc, co do Cliff… - ciągnęła dalej temat Becky, ale szybko przerwała słysząc znajome głosy.
       Cała nasza trójka podniosła głowy do góry. Spojrzałyśmy na zbliżających się chłopaków. Pozostali członkowie 5 Seconds of Summer, właśnie wchodzili przez bramkę. Na ich twarzach gościły szerokie uśmiechy, choć było po nich widać, że kac morderca ich nie opuścił. Mimo to mieli dobre humory. Kiedy podeszli bliżej, zauważyli nas. Michael uśmiechnął się szeroko, a ja i Becky szybko wymieniłyśmy spojrzenia. Lori tylko przekręciła oczami, starając się nas zignorować.
- Cześć dziewczyny – rzucił Ashton, a pozostali zawtórowali mu.
- Cześć – odpowiedziałyśmy.
- Jak tam po imprezie? – zapytała Becky.
- Ciężko, ale się żyje – oznajmił Hood. – A jak u was?
- U nas się żyje… Normalnie – odpowiedziała Lori.
- Może wpadniecie do nas na próbę? – zapytał Michael, spoglądając na blondynkę. – Raczej to nie będzie próba, a zwykle granie. Żadnemu z nas nie chce się pracować.
- Mogłybyśmy was posłuchać? – odparła Becky.
- Pewnie – odparł z entuzjazmem Irwin.
- Zagralibyście 18? – zapytała z nadzieją Lori.
- Nie ma sprawy – odpowiedział szybko Clifford i znów uśmiechnął się do dziewczyny.
       Poczułam nagle, że wszyscy spoglądają w moją stronę. Co ja? Osoba decydująca, czy jak? Choć nie powiem, ale miałam cichą nadzieję, że dziewczyny nie będą chciały kisić się z chłopakami w piwnicy Luke'a. Niestety ich muzyka jednak przyciąga i w sumie sama nie miałabym nic przeciwko temu żeby ich posłuchać. Z drugiej jednak strony trzeba by było na nich patrzeć, a to już gorsza rzecz. Tak, nadal jestem nastawiona negatywnie, choć oni wielokrotnie udowadniali to, że czasem należą do tych normalnych ludzi.
- Dobra – odparłam, wzruszając ramionami. – Chodźmy na tą wasz próbę.
- Fajnie – rzucił Calum.
       Wstałyśmy z miejsca i cała nasza szóstka wtoczyła się od domu. Chłopaki przywitali się z Danem i mamą. Kiedy tylko Luke usłyszał głosy kumpli, wyłonił się z kuchni. Zrobił nieco zaskoczoną minę, widząc, że stoimy razem z nimi.
- Dziewczyny wpadną nas posłuchać – poinformował go Michael, któremu uśmiech z twarzy nie schodził.
- Jasne, zapraszam – powiedział Luke, wychodząc na hol i wskazując drzwi do swojego królestwa.
       Lori i Becky, w towarzystwie Michaela, Ashtona i Caluma zeszły na dół, jako pierwsze. Ja i Pan Połamany zostaliśmy z tyłu. Luke zaczął schodzić po schodach, a ja zamknęłam za nami drzwi. Nagle blondyn odwrócił się i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem na ustach.
- Co się szczerzysz?
- Jednak naprawdę lubisz naszą muzykę – powiedział cicho.
- Ja nie… Chciałam tylko…
- Oczywiście – przerwał mi z triumfem Hemmings. Następnie odwrócił się i dalej powoli pokonywał schody. Zazgrzytałam zębami. W tym momencie miałam ochotę go udusić. Teraz jeszcze będzie mi to wypominał.
       Kiedy zeszłam na dół, chłopaki już zaczęli przygotowywać instrumenty, a Lori i Becky zajęły miejsca na sofie, tuż naprzeciwko nich. Usiadłam obok blondynki i utkwiłam wzrok w 5 Seconds of Summer. Przez chwilę siedziałyśmy cicho, kiedy oni rozprawiali nad tym, co zagrają, jak zagrają i jak się ustawią. W końcu kiedy byli gotowi, spojrzeli w naszą stronę.
- Ponoć chciałyście 18 na sam początek? – zapytał Luke. A Lori szybko pokiwała głowa. – Okej.
- To jedziemy – zarządził Ashton. 
       I popłynęła muzyka, a zaraz po niej pierwsze słowa piosenki. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, licząc na to, że nikt tego nie zauważy. Podobał mi się ten kawałek tak, jak i reszta tego, co grali. W sumie siedzenie na tej ich pseudo próbie, wcale nie było takie złe.



***
Chciałam dodać ten rozdział szybciej, bo pojawiły się głosy, by jednak przyspieszyć tą część, ale... nie miałam go przygotowanego na blogu i nie zdążyłabym tego zrobić przed pracą :/ 

Następny rozdział w środę lub w czwartek - nie pamiętam teraz, jak idę do pracy, bo mam sklerozę i nie wzięłam grafiku... Więc, ta... Nie wiem, jak pracuję XD
Chyba, że wolicie inny dzień, to śmiało możecie sobie go wybrać, bo jeszcze dziś postaram się go sobie przygotować.

Lariste - no, co ty kobieto :) Nie musisz mnie za takie coś przepraszać :D Luz, blues i orzeszki - jak to mówią :D

Wiktoria Black - dzięki wielkie za nominację do LA. Chętnie odpowiem na pytania, ale tym razem nie nominuję nikogo - jest to trzecia nominacja i najnormalniej w świecie nie mam już kogo nominować :D Jeśli jesteście ciekawe pytań i odpowiedzi to zapraszam do zakładki LA.

Oczywiście dziękuję wam baaaaardzo (bardzo, bardzo, bardzo) za wasze komentarze - aż mi się przyjemniej pracowało, gdy udało mi się raz zerknąć na bloga w czasie chwili wolnego :) Jesteście jakie?... Wiecie jakie :D (dla tych co nie wiedzą lub mają sklerozę, tak jak ja, podpowiadam - Najlepsiejsze :D) Ewidentnie jestem uzależniona od emotek :D

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Serio? – wydusiłam z siebie, kiedy blondyn ponownie spojrzał na mnie.
- Nie odrobiło się pracy domowej?
- Małe przeoczenie – odparłam, zawzięcie.

***

- Widziałeś Luka? – zapytał Michael, który pojawił się tuż obok kumpla, z plikiem kartek w ręku. – Muszę mu pokazać nowy program i… LOL.

***

- Nie pójdę do tablicy – odparłam z zaciętą miną.- Zrobię z siebie głupka.
- Co ty… Dasz radę.

***

- Dobrze wiemy, że zaprosił cię tylko z uwagi na to, że twoja mama spiknęła się z ojcem Luke'a, a że Luke to jego kumpel, to…no… proste nie?
- Harper – mruknęłam, pocierając dłońmi kąciki oczu. –Skorzystaj z psychiatry.

***

- Co narysowałaś?
- Co?
- Co narysowałaś? – powtórzył, a ja zerknęłam na mój rysunek. 


13 komentarzy:

  1. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Chcę go jak najszybciej, teraz! Zaraz! Już! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny jak zawsze juz nie mogę doczekać się nastepnego wstawiaj jak najszybciej ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawaj mi rozdział, bo jak nie to ci go wydrę siłą! ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy to będzie mój pierwszy komentarz tutaj? Jeśli tak, przepraszam xD. Czytam Twojego bloga od kilkunastu dni i muszę przyznać, że zostałam Twoją fanką. A co do komentarzy postaram się teraz przy każdym nowym rozdziale dodawać. Rozdział fajnie by było jakbyś dodała w środę, bo im szybciej tym lepiej :) Jednak jak pojawi się w piątek również będę zadowolona z resztą jak inni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aj tam, nie muszę przepraszać, wypadało no! :D
    Haha, faceci i ich obszerna znajomość kolorów, to chyba już międzynarodowy standard. Lori i Michael, niech coś się między nimi kręci, błagam. ^^
    Rozdział oczywiście chcemy jak najszybciej, to nie podlega żadnym dyskusjom czy negocjacjom. :D
    Pozdrawiam cieplutko! ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Też jestem uzależniona od emotek :) Jak można nie wiedzieć, jaki to brzoskwiniowy? Rozdział jaknajszybciej :) Nawet jutro :P
    Podoba mi się, że dajesz fragmenty, chociaż czasami mam przez to deja vu XD
    Pozdrawiam, najlepsiejsza bloggerko na świecie :*
    Całusy, przytulaski, weny itd...
    Lusia

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz ogromny talent. re opowiadanie jest znakomite. Aż chce się go czytać. Znakomita fabuło i dużo akcji. Mam pytanie czy nie dałabyś rady dodawać częściej rozdziałów bo piszesz genialnie i zawsze kiedy kończę czytać rozdział czuję sie nienasycona bo chciałabym jiż wiedzieć co się będzie działo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham to!!? Chyba Rosę zaczyna sie do nich coraz bardziej przyzwyczajać. Bedą wątki z jej znajomymi ze starej szkoły? Czekam na nastepny:)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Ty chyba jasnej pomarańczy nie widziałeś" padłam hahahaha uwielbiam Dana i Sarah :) no tak faceci to się zupełnie na kolorach nie znają, oni są z innej planety. Michael i Lori taaaak jestem za by ich połączyć ;) pasują do siebie. Czy mi się zdaje czy Luke zmienił podejście do Rose... chciałabym ;) choć parowałam ją z Calumem to teraz coraz częściej zwracam się ku Hemmo.
    Chce rozdział szybciej, jutro chcę !!!!! Proszę, proszę, proszę. ..
    a tak pytanie z innej beczki, nie myślałaś o tym by założyć sobie wattpada i aska?
    czekam na jutrzejszy rozdział z niecierpliwością :D
    pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  10. Ty droga najlepsiejsza..! Ja ci tu pisze: Dodaj rozdział jutro.xD to jest tak cholernie wciągające! Ufff.. Nie trzymaj nas dlugo w napięciu.. ;D ;) nie mogę się doczekać tego 14 czy 15 rozdziału. :P ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. A więc możemy wybrać datę rozdziału? Hym... Interesujące. Zastanówmy się. No nwm może by tak... JUTRO? Tak. Wiem. Jestem genialnie oryginalna. Haha cała ja. XD Co do rozdziału MEGA!!! Mikey i Lori? Kocham to!! Ooo... Czyżby Lukey sie przekonywał do naszej Rose? 💕 Jak?!?! Ja się pytam jak nie można wiedzieć jaki to brzoskwiniowy? Ehhh... Zaczynam wątpić w tych mężczyzn. 😫 no to... No... Chyba tyle. Na koniec chce cie niezmiernie przeprosić za brak moich komentarzy pod ostatnimi (czytaj "wszystkimi") rozdziałami. *smutam* 😡 mam nadzieje że mi to paskudne przewinienie wybaczysz. Ps. Jesteś genialna. Twoje rozdziały rozwalają system. A ja, jako wierna fanka/czytelniczka składam wyrazy największego szacunku w twym kierunku. ;** Ps#2. Życze udanych wakacji i niesamowicie dużo Pani Weny. 😘 Ps#3. I żebyś dostała takiego osobistego Luka.

    ~Justyna T. 🙋😎 XD

    OdpowiedzUsuń