środa, 1 lipca 2015

S2 - Rozdział 11

But there's a side to you, that I never knew


       Razem z Lukiem siedziałam w moim samochodzie. Naszym celem, jak co rano była szkoła. Między nami panowała klasyczna cisza. W tle leciała muzyka. Ciągnęliśmy się za sznurem innych aut. Na głównej ulicy powstał korek.
       Poprawiłam okulary przeciwsłoneczne, które miałam na nosie. Moje palce bębniły w kierownicę. Z głośników wypłynęła piosenka Bon Jovi’ego Livin’ On A Prayer.
       Odgarnęłam z czoła rude kosmyki włosów i zerknęłam na blondyna. Spoglądał w drugą stronę, podśpiewując pod nosem znane słowa. Delikatnie bujał się w fotelu, a ja miałam ochotę parsknąć śmiechem. Był tak skupiony na tym, co leci, że nie interesowało go nic innego. Jednak szybko przekonałam się, że blondyn nie zatracił się w muzyce na tyle, na ile myślałam.
- Uważaj! – krzyknął, a ja raptownie podskoczyłam, odwróciłam się i spojrzałam na drogę. Mocno nacisnęłam hamulec. Samochód stanął kilka centymetrów od srebrnego Mercedesa przed nami. Pasy zadziałały, wbijając nas w fotele. Dzięki nim, żadne z nas nie przywaliło głową w tapicerkę.
- Serio?! – odparł, spoglądając na mnie.
- Mój Boże – wydusiłam z siebie, ciężko oddychając.
- Prawie miałem zawał – powiedział, nie odrywając ode mnie swoich błękitnych oczu. – W porządku?
- Tak.
- Refleks to ty jednak masz – odparł i spojrzał przed siebie. – Chciałbym jednak dojechać do szkoły w całości.
       Przekręciłam oczami i ruszyłam za Mercedesem, któremu o mały włos nie wjechałam w tył. Przez resztę drogi nie spuszczałam oczu z ulicy. I całe szczęście, bo właścicielem srebrnego samochodu okazał się być nasz boski dyrektor, który chyba sprawił sobie nowe auto.

       Lori nadal chorowała, a ja znów starałam się robić dla niej, jak najlepsze notatki z języka francuskiego. W tym dniu także i Becky mnie opuściła. Choć nie do końca, bo na połowie lekcji była. Kiedy wybiła przerwa na lunch, przyjaciółka spakowała się i z miną zbitego psa, spojrzała na mnie.
- Głowa do góry – powiedziałam z uśmiechem, starając się jej dodać otuchy. Becky miała, bowiem dzisiaj wizytę u dentysty i była nią totalnie przerażona.
- Ja tam umrę – jęknęła, krzywiąc się.
- Przeżyjesz.
- To leczenie kanałowe – powiedziała, a następnie zacisnęła usta tak mocno, że zmieniły się one w wąską linię.
- Dostaniesz znieczulenie i głupiego Jasia, więc nic nie poczujesz i będziesz na darmowym haju.
- Pocieszenie – mruknęła.
       Podeszłam do niej i poklepałam ją po plecach. Zresztą na jej miejscu też bym była przerażona. Jakoś wizyty u dentysty nie wpisują się w moje ulubione zajęcia. To w końcu nic przyjemnego. Jakiś obcy facet czy baba grzebią ci w buzi, słyszysz ten przerażający brzdęk narzędzi i masz wrażenie, jakby przez usta wwiercali ci się do mózgu. No, miodzio…
- Duchem będę z tobą – powiedziałam, kiedy obie skierowałyśmy się w stronę schodów. Becky skrzywiła się. Miała taką minę, jakby szła tam za karę i jakby miała już nigdy stamtąd nie wrócić.
- Będzie dobrze.
- Muszę iść – rzuciła. – Widzimy się jutro?
- Jasne.
       Kiwnęła mi głową i ruszyła w stronę wyjścia. Przez chwilę stałam i obserwowałam, jak odchodzi mając nadzieję, że nie spanikuje i nie ucieknie z fotela z wielkim krzykiem. Choć mogę się założyć, że i taka opcja przeleciała jej przez myśl. Ale jeśli nie chciała stracić zęba, musiała go wyleczyć.

       Pchnęłam drzwi od stołówki, na której już panował harmider. Uczniowie przemieszczali się w różne strony, ściskając w rękach czerwone tacki. Poprawiłam torbę, którą miałam na ramieniu i ruszyłam w stronę kolejki, która na razie nie była zbyt duża. Zatrzymałam się tuż za Hemmingsem.
       Chłopak z początku nie zdawał sobie sprawy z tego, że za nim stoję. Dopiero po chwili odwrócił się i zerknął w moją stronę. Zdziwiłam się, że stoi tu sam, bez swoich kumpli i pustej Harper, którzy byli nieodłącznym elementem elity. Rozejrzałam się po stołówce, ale i tam ich nie zobaczyłam. Czyżby Luke został na pewien czas wyautowany z elitarnego klubu uczniów? Chyba, że reszta jego bandy zaraz się tu zjawi.
       Blondyn został obsłużony, jako pierwszy. Ja byłam następna. Kątem oka obserwowałam Luke'a, który starał się wziąć tackę z jedzeniem i jednocześnie utrzymać się na kulach. Uniosłam brwi do góry. Z góry ta cała jego misja była skazana na niepowodzenie.
       Jako, że ostatnio – odkąd został zagipsowany – coraz częściej mam wobec niego bardziej ludzkie odruchy, zrobiło mi się go po prostu szkoda. Pan z elity nagle został sam, a inni jego znajomi, jakoś nie kwapili się, by mu pomóc. Złapałam za swoją tackę z jedzeniem i podeszłam do niego.
- Poczekaj – powiedziałam, zaczynając przekładać jego jedzenie na swoją tackę. Blondyn bez słowa obserwował moje szybkie ruchy. Choć było ciężko, to jednak wszystko się zmieściło, a ja złożyłam dwie tacki w jedną.
- Dzięki.
- Spoko – odpowiedziałam i jako pierwsza ruszyłam w stronę stołu elity, który dzisiaj był pusty. Gdzie oni się podziali? Zresztą, co mnie to obchodzi.
       Przy stole znalazłam się pierwsza, więc kiedy doszedł do niego Luke, zdążyłam już rozdzielić jedzenie. Blondyn usiadł i podniósł głowę do góry. Przez chwilę czułam jego wzrok na sobie. Chwyciłam za swoją tackę i już chciałam odejść, kiedy się odezwał.
- Usiądź ze mną.
- Co? – wydusiłam z siebie, unosząc brwi do góry.
- Usiądź ze mną.
- Nie, dzięki.
- Dlaczego?
- To nie mój stolik, tylko wasz, a zresztą zaraz pewnie i tak będziesz miał towarzystwo…
- Chłopaki mają trening przed sobotnim meczem, więc nie przyjdą – rzucił, otwierając puszkę z napojem. - A zresztą to tylko jeden z wielu stolików, więc nie jest też nasz.
- Jasne – prychnęłam pod nosem.
- Ty też będziesz jeść sama – ciągnął, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – Lori jest chora, a Becky, jak widzę gdzieś zniknęła.
- Ma wizytę u dentysty.
- Więc też nie przyjdzie. Siadaj, przynajmniej nie będziemy jeść w samotności. 
       Zerknęłam na niego i lekko zacisnęłam usta. Fakt, siedzenie na stołówce w pojedynkę jest do bani. Szczególnie, kiedy otaczają cię rozgadani i roześmiani ludzie. Powoli usiadłam naprzeciwko niego.
- Ale nie będziemy ze sobą gadać – rzuciłam, przysuwając tackę w swoją stronę.
- Nie ma sprawy – odpowiedział, zabierając się za jedzenie.
       Kiwnęłam głową, choć on już tego nie widział. Złapałam za widelec i wbiłam go w makaron, który miałam na talerzu. Miałam wrażenie, że inni uczniowie dziwnie się na mnie patrzą. W końcu siedziałam przy stoliku elity, a tam raczej byle kto nie je. Jeśli zaczną się jakieś plotki, że jestem jedną z nich, to chyba palnę sobie w łeb. Nie chcę by ktoś myślał, że moimi nowymi psiapsiółkami zostaną Harper i Angela. Na samą myśl, aż się wzdrygnęłam. To by był dopiero upadek społeczny.
- Co jest?
       Podniosłam głowę. Luke spoglądał wprost na mnie, a jego widelec z jedzeniem zatrzymał się kilka milimetrów od ust. Najwidoczniej blondyn należy do dobrych obserwatorów.
- Nic. Wszystko ok – powiedziałam szybko, wzruszając ramionami.
- O! Wzięłaś budyń – odparł, spoglądając na moją tackę. Uniosłam brwi do góry, a następnie zerknęłam na jedzenie, którym to zainteresował się Hemmings. – Szkoda, że sam o tym nie pomyślałem.
- Przynieść ci? – wydusiłam z siebie, choć szczerze to nie chciało mi się ruszać tyłka i znowu stać w kolejce. Chciałam po prostu szybko zjeść i jeszcze szybciej się stąd ulotnić. Ale chyba rola, jaką narzucili na mnie nasi rodzice zaczynała wchodzić mi w nawyk. W końcu dla nich byłam jego prywatną nianią. Nianią, która o mało, co nie rozwaliłaby dzisiaj samochodu.
- Nie, ale dzięki – powiedział to tak swobodnym tonem, że aż się zdziwiłam. Nie byłam do czegoś takiego przyzwyczajona. Obserwowałam go, jak wkłada powoli jedzenie do ust, a następnie, jak oblizuje dolną wargę, w której znajdował się kolczyk. Zaczął dłubać widelcem w talerzu.
- Masz – odparłam, chwytając za kubeczek z budyniem. Postawiłam go na jego tacce. – Ja i tak, jakoś nie mam na niego ochoty.
- Serio?- Pokiwałam głową i zabrałam się za swoje jedzenie, które powoli stygło. – Dzięki – rzucił i lekko się uśmiechnął.
- Dlaczego macie trening w czasie lekcji? – wypaliłam, kiedy talerz Hemmingsa zaświecił pustką, a on wziął się za mój budyń.
- Czasami trener tak robi – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Chociaż ciężko to nazwać treningiem, bo wtedy przeważnie omawiane są wszystkie taktyki, jakie mogą się przydać na zbliżającym się meczu. Dyro się na to zgadza, by zawodnicy byli zwolnieni od czasu do czasu z kilku lekcji. W końcu to chodzi o uzyskanie punktów i zdobycie mistrzostwa.
- Czemu ty w tym nie uczestniczysz? Może jesteś kontuzjowany, ale w końcu jesteś częścią drużyny.
- Bo przez gips, mam zwolnienie ze spotkań. Nie jestem im tam potrzebny – oznajmił z nutą goryczy, której nie udało mu się ukryć. 
       Spojrzałam na niego i po raz kolejny tego dnia zrobiło mi się go szkoda. Żadna przyjemność czuć się niepotrzebnym. Luke był jednym z lepszych napastników, jakich miał Kingsford. Był też częścią czegoś większego. Częścią drużyny. I choć nadal należał do składu, to jednak teraz to wszystko, jakby go omija, a on sam znalazł się na aucie. Postanowiłam nie drążyć tematu dalej i z powrotem zajęłam się swoim jedzeniem, które miałam na talerzu.
       Luke dokańczał budyń, a ja byłam w połowie jedzenia głównego posiłku, czyli makaronu z sosem pomidorowym i serem, gdy nagle rozległ się na stołówce charakterystyczny dźwięk obcasów. Ich właścicielki rozpoznałam od razu. Na horyzoncie pojawiła się Harper w towarzystwie Angeli. Zanim jednak zdążyłam zareagować, stanęły tuż obok nas. Nie powiem, ale były szybkie.
- Nie rozpędziłaś się za bardzo? – odezwała się Harper, mierząc mnie wzorkiem. – To stolik elity.
- Błagam cię Harper – odparł Luke, przekręcając oczami. – Nie dzisiaj.
- Czemu ona tu siedzi? – zapytała ze złością, wlepiając swoje brązowe oczy w blondyna.
- Bo ja tak chciałem – powiedział powoli, odwracając się w jej stronę i zaszczycając ją swoim spojrzeniem. Jej usta wygięły się w duże O. – To zbrodnia?
- To nasze miejsce – odezwała się Angela, wpatrując się we mnie z irytacją.
- Nie jest nigdzie podpisane – rzuciłam, wzruszając ramionami.
- Co ty w przedszkolu jesteś? – pociągnęła blondynka, a ja prychnęłam pod nosem.
- Patrząc na was dwie dochodzę do wniosku, że chyba tak – odpowiedziałam.
- Nie rozpędzaj się tak rudzielcu – warknęła Harper. – Bo…
- Byłbym wdzięczny, gdybyście skończyły – wtrącił się Luke, a ja i Harper jeszcze przez chwilę świdrowałyśmy się wzrokiem.
- Luke to jest… to – zaczęła Mills. – I co jeszcze? Wejdzie do naszej grupy?!
- Za żadne skarby tego świata – oznajmiłam.
- Nic ci do tego Harper – powiedział Hemmings. – A zresztą to nie poważne. 
       Harper miała taką minę, jakby ją spoliczkowano. Nie powiem, ale ten widok był dość zabawny. Chyba dziewczyna nie sądziła, że i Luke zacznie się stawiać. A tu jednak proszę… Taka zmiana.
- To nasz stolik – powtórzyła Angela, a blondyn przekręcił oczami.
- Jest wasz – skwitował, a następnie spojrzał na mnie. – Idziemy?
       Bez słowa kiwnęłam głową. Pozbierałam nasze rzeczy i wstałam z miejsca. Luke również się podniósł, zarzucając na plecy plecak, a następnie chwycił za kule i jako pierwszy zrobił kilka kroków w stronę wyjścia.
- No, co ty Luke – rzuciła Harper z niedowierzaniem.
- To wasz stolik – powiedział, spoglądając na nie, a następnie ruszył w stronę drzwi. Zabrałam tackę i poszłam za nim.
- I co zrobiłaś idiotko?- Usłyszałam jeszcze za plecami pretensjonalny głos Harper. 
       Zerknęłam przez ramie. Byłam pewna, że te słowa skierowane były do mnie. Jednak okazało się, że Mills spogląda na swoją psiapsiółkę, która najwidoczniej swoimi słowami nieco jej podpadła. Zachichotałam cicho pod nosem. To zaczynało się zmieniać, w jakąś kiepską komedię. 
       Odstawiłam tacki, a następnie wyszłam na korytarz. Luke stał oparty o ścianę, tuż przy wyjściu. Spojrzałam na niego.
- Harper czasami przegina – powiedział, wkładając rękę do kieszeni.
- Czasami? – Chłopak zrobił przepraszającą minę i wzruszył ramionami. – To nie twoja wina – powiedziałam, co było zgodne z prawdą, bo Luke nie miał wpływu na to, co gada i robi ta kretynka.
- Masz. – Wyciągnął z kieszeni coś szeleszczącego. – Wiem, że nie dokończyłaś lunchu. – Wcisnął mi w rękę czekoladowego batona. - Widzimy się w domu.
- Nie czekać na ciebie?
- Ashton mnie podrzuci. – Kiwnęłam mu głową, a następnie każde z nas ruszyło w swoją stronę.

       Moja grupa z języka angielskiego okazała się być tak świetna w środkach stylistycznych, że na jutro zapowiedziano nam z tego powodu sprawdzian. Wyszło, bowiem na to, że duża część uczniów zapomniała, co to są te całe środki stylistyczne i choć ich używa, to nie potrafi ich zdefiniować i odpowiednio nazwać. Nauczycielka nieco się wkurzyła, że zawalamy materiał z poprzednich klas, który powinniśmy mieć już w jednym palcu i dała nam jeden dzień na naukę.
       Choć nie miałam nigdy z tym większych problemów, to jednak i tak musiałam odświeżyć wiedzę, bo nie wszystkie potrafiłam wymienić. Dlatego po zjedzeniu obiadu zaszyłam się w salonie i studiowałam je, starając się nie pominąć żadnego z nich. Do nauki dołączył także i Luke, który usadowił się na kanapie. Ja zajmowałam fotel.
       W tle leciała cicho muzyka, która wypływała z telewizora, a co jakiś czas dało się słyszeć szelest przewracanych notatek. Każde z nas skupione było na tym, co trzyma w ręku.
       Oderwałam wzrok od zapisanych kartek i spojrzałam na Luke'a, który marszcząc nos, coś wyszeptywał. Uniosłam brwi do góry. Chyba Hemmings postawił na klasyczne wykucie się tego na pamięć, aby tylko odbębnić sprawdzian i mieć spokój. W pewnym momencie podniósł głowę i nasze oczy spotkały się ze sobą. Odwróciłam się i już chciałam wrócić do definicji synekdochy, kiedy Luke przerwał ciszę, jaka była między nami.
- Rozumiesz coś z tego? – Spojrzałam na niego po raz kolejny. Pokiwałam głową. – To oświeć mnie i wytłumacz, czym się różni metafora od porównania. Bo ja wielkiej różnicy nie widzę.
       Cicho westchnęłam pod nosem. Odłożyłam notatki i podniosłam się z miejsca. Podeszłam do niego i usiadłam obok, przysuwając sobie jego notatki pod nos. Jego pismo było szybkie, nieco niedbałe, ale czytelne.
- Zapomniałeś zaznaczyć, że porównanie wykorzystuje takie słowa jak, jak gdyby, na kształt czy na podobieństwo.
- Okej – rzucił i dopisał to do formułki.
- Podam ci dwa przykłady, abyś odróżnił jedno od drugiego. – Hemmings pokiwał głową. – Najpierw porównanie. Jest proste, bo bazuje na tych konkretnych słowach. Na przykład… - Zamyśliłam się, szukając czegoś, co mogę wykorzystać. Luke w dalszym ciągu wpatrywał się we mnie. Dostrzegłam kolor jego tęczówek, co jednocześnie podsunęło mi pomysł.
- Skup się – powiedziałam, a on przekręcił oczami. – To będzie porównanie. Masz oczy niebieskie, jak ocean.
- Dobra, łapię.
- Metafora to przeniesienie nazwy z jednej rzeczy na inną, ale to wykułeś – Luke pokiwał głową. – Metaforą do twoich niebieskich oczu może być… - Popukałam się palcem w policzek. – W twoich oczach lśnią gwiazdy, otoczone błękitem nieba. Chociaż ciężko zobaczyć gwiazdy, gdy jest błękitne niebo, ale pomińmy to.
- Nie, spoko. Załapałem – powiedział powoli.
- Ty i chłopaki dużo metafor wykorzystujecie w swoich piosenkach, choć jak widzę nie zdajecie sobie z tego sprawy.
- Ja nigdy nie byłem w tej dziedzinie zbyt dobry.
- Nie można być dobrym we wszystkim. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
- Tak. A to? – zapytał, wskazując palcem.
- Oksymoron?
- I to.
- Okej. Zrobimy powtórkę materiału wspólnie.



***
Kolejna część za nami :) Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał :)

Annie - pracuję w handlu :)

Lumina - hahah pewnie, jak mam nie wybaczyć osobie z tym samym uzależnieniem XD

Justyna T. - znów rozbrajasz mnie komentarzem - tak masz niewątpliwie talent :) Jestem uzależniona od kawy, więc energii to mam sporo, ale cukrowanie przyjmuje chętnie (moje ego rośnie :D). Caluma też bierem :D Bierem całego :D Pozdrów ode mnie też królika - Siemanko Pasztet! :D

Milena - dzięki, że doceniasz moje wypociny po, które są na takim, a nie innym poziomie XD Żadnych strajków - myślę nad kontynuacją, więc na razie takie zapewnienie musi ci wystarczyć. Co do Aska - nie wiem, nie wiem, czy jest sens. 

Wiktoria Black - padłam po twoim komentarzu XD

To co? Następny rozdział w piątek, bo jutro niestety szoruję do roboty. Zdradzę wam tylko jeszcze, że (byłam sama zdziwiona, że tak szybko poszło) za cztery rozdziały - choć nie wiem, czy jakiegoś nie będzie trzeba rozbić na części - zakończy się drugi sezon opowiadania. Bez łez, bez trwogi na mym dysku czeka już w całości sezon number trzy! A tam... Tam są fajne rzeczy:D Sama go bardzo lubię - choć to głupio brzmi.

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

Od Luke:
Wnioskuję, że nie masz lepszych rzeczy do roboty, bo jednak piszesz ze mną. Zdradzić ci sekret?

***

- Sam się o to prosiłeś – powiedziałam, wpatrując się w niego. Wyciągnął w moją stronę rękę, ale ja ją odepchnęłam. – Bo zaraz krzyknę, że mnie bijesz!

***

- Czy jeśli zaczną się spotkać, to oznaczałoby to, że na niektóre wspólne wyjścia będziemy musiały chodzić razem z resztą bandy Clifforda?
- Jezu - wydusiłam z siebie, kiedy dotarł do mnie sens słów, które wypowiedziała.



10 komentarzy:

  1. Dziękuję za wybaczenie i postaram się poprawić na przyszłość :3
    Zmiana niemal diametralna... Jeju, tak nagle jakoś można ze sobą żyć i się po drodze nie zjeść XD
    Jak mówisz, że w części trzeciej fajne rzeczy, to już się nie mogę doczekać ^^
    Nie będę naciskać, może być piątek :) W końcu też jesteś człowiekiem! Akurat zdążę dokończyć książkę (u mnie średnio wychodzi jedna książka 300-400 stron na 2-3 dni i noce).
    Wspólna nauka - sweet *.*
    Buziaczki, weny na część czwartą (bo będzie?), mimo, iż dopiero druga, czasu i tak dalej...
    Lusia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny już nie mogę doczekać się piątku ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu, ten rozdział jest taki uroczy! Wreszcie zaczęli się dogadywać i jejku, Luke ją bronił! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu, ten rozdział jest taki uroczy! Wreszcie zaczęli się dogadywać i jejku, Luke ją bronił! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Matko, Harper, weź wsadź łeb do kibla i spłucz wodę kilka razy. może wtedy trochę ochłoniesz -,- jak ja nie cierpię takich osób, wrr.
    Rosie jak zwykle się nie dała i za to ją kocham <3 Lukey taki pokrzywdzony, taki słodki nasz niedorajda :D
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zmieniam zdanie, zmieniam ZDANIE!!! ROSE I LUKE! Tak... Mój nowy typ na parę, to właśnie oni. Są mega słodcy razem! Podoba mi się to! Biedny Lu, nie miał kto mu pomóc, ale jest jego osobista niania, która zawsze wyciągnie do niego pomocną dłoń, choć nadal zarzeka się pewnie, że go nie lubi. Jasne Rose, bujać to my, ale nie nas - my wiemy, że i tak go lubisz i nas nie oszukasz! HA!
    Nie mogę doczekać się kolejnej części!!! Ja chcę go już teraz! Chyba nie przeżyję psychicznie od piątku.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  7. Yeahh.. W końcu dowalił Harper.. :D i ta pomoc.. Aww.. Tak suodkoo.. ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Oh... Haha teraz to ty mi słodzisz. *puszcza oczko* Zanim zacznę wychwalać ciebie i ten rozdział pozwól że najpierw opisze ci mój poranek.
    Otóż budzę sie rano, świeża, wypoczęta, pachnąca, po wielogodzinnym śnie. (tak ok. 12:30) Otwieram swoje pikne niebieskie oczy, siadam i wzdycham z zachwytu myśląc: "Jaki ten dzień jest cudowny. Czy mógłby być jeszcze piękniejszy?" Przeciągam sie i odruchowo sięgam po swój telefon wchodząc na swojego ulubionego bloga. Oh! A tu co? Nowy rozdział! Robię zaskoczoną minę i zabieram sie za czytanie. Owy rozdział okazuje sie lepszy od nie jednej książki. Nic więc dziwnego że czytając go mam minę pedofila i ciągle się chichram. Następnie przychodzi czas na twoją odpowiedź. Jak zwykle robi mi sie cieplej na sercu. Przeważnie odpisuje odrazu, jednak nie mogłam tego uczynić gdyż na tym telefonie sie nie da wyslac z anonima. (taki szpan. Ha drugi telefon a co. ;D) Potem poszłam do toalety szczęśliwa, że jest jednak ktoś kto uczynił ten dzień jeszcze bardziej niesamowitym. Tak o to właśnie wyglądała moja pobudka. OK. Masz mnie. Z tym "świeżym i pachnącym" porankiem troche przesadzilam ale kto by się czepiał. ;**
    Więc rozdział CUDO!!!
    Harper jedziesz na oddział zamknięty. Ja juz ci to załatwiłam. Ooo. Lukey stanął w obronie Rosi (taka moja ksywka a co <33). Eh... Szkoda mi go. To że jest kontuzjowany nie oznacza że nie jest już częścią drużyny. :(
    Wspulna nauka. Coraz więcej wspólnej nauki. :) No i to mi sie podoba.
    Nie. Nie nauka. Nienawidzę nauki. Ona jest be. (haha jak do dziecka ,,nie ruszaj tego to jest BE" ;P) Chodzi o ich wspólne spędzanie czasu. :D
    Bek rozumiem cie, też nienawidzę dentysty. Raz jednego ugryzłam, spróbuj tego. :D
    No co ja mogę powiedzieć. Komentarze mówią same za siebie. :D
    Ps. Pamiętaj ,,Don't Worry Be Happy"
    Ps#2. Mój królik dziękuję. Aż. Się szczęśliwszy zrobił. A w jego przypadku to ciężkie, w końcu ma imię jak jedzenie (tak. Tata mu je nadał, gdy był głodny. To wszystko wyjaśnia:D)
    Ps#3. Wiem że obiecałam Ashtona. No ale... Ale... On jest taki przytulaśny. Pozwól mi go zatrzymać. Będzie mu ze mną dobrze. W zamian Mikey powinien wystarczyć. Mam nadzieje że mi wybaczysz. *smuta*
    Nie moja wina że ma takie piękne oczy. *rozmarzyła sie*
    Ps#4. Standardowo pozdro, wena i idę spać.


    ~Justyna T. 🙋👍💕

    OdpowiedzUsuń