piątek, 3 lipca 2015

S2 - Rozdział 12 cz.1

We wear the same shirts as our fathers, and our hearts upon our sleeve


       Nastała kolejna wielka sobota. Kolejna sobota, która niosła ze sobą rywalizację. Tym razem nasza drużyna zmierzy się z chłopakami z Oakville. Dla większości uczniów – po wielu dyskusjach z Becky, również i dla mnie – mecz ten był tylko zwykłą formalnością. Bowiem drużyna Irwina była o wiele mocniejsza, niż nasi rywale. Pokazywała to między innymi tabela z wynikami. My byliśmy w pierwszej trójce. Oni również, tyle że od końca.
       Luke dalej był kontuzjowany, więc z góry było wiadomo, że na boisko nie wybiegnie. Chyba, że i reszta grałaby o kulach, to chłopak może miałby większe szanse na nadgonienie pozostałych. Mimo wszystko, rodzice i tak wybierali się na mecz, by wesprzeć przyjaciół blondyna. Zresztą moja mama wciągnęła się w ten sport na tyle, że pierwsza zakomunikowała nam to, że na tym wydarzeniu się pojawi. Ja również dość szybko zdecydowałam się na pójście, bowiem byłam przekonana, że nasi i tak wygrają. A jak wygrają, to czekało nas tradycyjne świętowanie zwycięstwa. Czyli kolejny dobry pretekst, aby się nieco rozerwać.
       Po szybkim obiedzie, Dan zagonił nas do samochodu. Chciał być na stadionie szybciej, aby zająć lepsze miejsca. Zresztą nie tylko on. Mama i Luke podzielali jego zdanie, więc to ja zostałam czarną owcą. Według nich zbytnio się ociągałam i spowalniałam całą wycieczkę, choć ja nadal uważam, że robili wielkie halo o nic.
       Zaparkowaliśmy na parkingu, który w dość szybkim tempie zapełniał się kolorowymi autami. Wysiedliśmy i całą czwórką ruszyliśmy w stronę wejścia na stadion. Rodzice szli z przodu, za nimi Luke, a ja zamykałam całą tą naszą rodzinną kolumnę. Szybko uderzałam palcami w ekran, bo od jakiś piętnastu minut byłam pogrążona w sms-owej rozmowie z dziewczynami. Lori wyzdrowiała, więc razem z nią i Becky miałam się spotkać zaraz po meczu. Oczywiście wszystkie założyliśmy z góry, że nasza drużyna wygra, więc planowałyśmy udać się na imprezę po, razem.
       Przeszliśmy przez bramkę, a następnie powoli zaczęliśmy schodzić schodami w dół, aby usiąść w tym samym sektorze, co zawsze. Zerknęłam ukradkiem na stadion, na którym powoli gromadził się tłum rozentuzjowanych kibiców. Była tam też dość spora grupa przyjezdnych. Kiedy telefon oznajmił mi kolejną przychodzącą wiadomość, ponownie skupiłam uwagę na nim.
       Nagle, gdzieś kątem oka wychwyciłam dziwny ruch. Szybko podniosłam głowę i spojrzałam na Luke'a, który potknął się o stopień. Był tuż przede mną. Z pewnością Hemmings już przed oczami miał wizję siebie, wybijającego zęby i lecącego w dół, jak worek kartofli. Na szczęście mogę się popisać dobrym refleksem, więc niewiele myśląc, złapałam go za tył jego koszuli. Zaparłam się nogami, abym mogła lepiej złapać pion. Przetrzymałam go, dopóki nie stanął pewnie na nogach – a raczej nodze i kulach.
       Chłopak odwrócił się w moją stronę, a ja puściłam jego ubranie. Jego błękitne tęczówki spojrzały w moją stronę. Lekko uśmiechnął się.
- Dzięki.
- Spoko – rzuciłam, wzruszając ramionami, a następnie wróciłam do pisania sms-a.
- Idziecie?! – doszedł do mnie głos Dana.
- Tak! – odpowiedział Luke, nie odwracając się do swojego ojca. Hemmings w dalszym ciągu wpatrywał się we mnie, ale widząc, że całkowicie go ignoruję, ruszył w końcu w stronę rodziców. Poszłam za nim. I musiałam usiąść obok niego.

       Całe to sportowe wydarzenie rozpoczęło się punktualnie o siedemnastej. Najpierw rozbrzmiała muzyka, a zaraz po niej na murawę wbiegły cheerleaderki z naszej szkoły. Szybko odnalazłam wśród nich Harper i Angelę i aż przewróciłam oczami na ich widok. Były ubrane w te swoje fikuśne kiecki, a do kompletu ściskały w rękach duże czarno czerwone pompony. Rozpoczęły swój układ. 
       Spojrzałam w bok. Rodzice spoglądali na tańczące dziewczyny. Luke natomiast skupił swoją uwagę na telefonie, nie zaszczycając ich, ani jednym spojrzeniem. Poszłam w jego ślady i odpisałam szybko Lori, która zaczęła długi, ale zabawny wywód na temat mózgu Harper – porównała go między innymi do trzymającego przez nią pomponu.
       W trakcie pisania, telefon ponownie zawibrował w mojej dłoni. Dokończyłam pierwszego sms-a, a następnie otworzyłam kolejną wiadomość, myśląc, że to Becky. Niestety, to nie była ona. Wytrzeszczyłam oczy, a do moich uszu doszedł chichot Luke'a. Bardzo kurna śmieszne…

Od Luke:
Bierzesz udział w zawodach na szybkie pisanie sms-ów? Jak ci idzie? Jesteś w pierwszej dziesiątce? A może awansowałaś już do pierwszej trójki?

       Powoli, jakby w zwolnionym tempie, odwróciłam się w jego stronę. Blondyn również na mnie zerknął. Zmrużyłam na niego oczy i prychnęłam pod nosem. Nie sądziłam, że ten idiota będzie mnie psychicznie molestował przez telefon. Mieliśmy oficjalny zakaz warczenia na siebie w obecności rodziców, więc nie mogłam mu się jakoś odgryźć słownie. Nie mogłam mu też przywalić, bo to byłoby zbyt okrutne w oczach innych, że biję biednego kontuzjowanego napastnika.  Dlatego wróciłam do telefonu.

Do Luke:
Co ci do tego, Panie Czepiam Się O Wszystko? Lepiej skup się na tym, co dzieje się na boisku. A zresztą mam lepsze rzeczy do roboty, niż marnowanie czasu na pisanie z tobą.

Od Luke:
Na boisku na razie nie dzieje się nic interesującego, ale jak widzę dobrą rozrywką jest pisanie wiadomości z tobą. Szczególnie, że tak fajnie zgrzytasz zębami, jak się denerwujesz.

Do Luke:
Wcale nie zgrzytam zębami.

Od Luke:
Oczywiście, że zgrzytasz. Słyszę.

Do Luke:
Wcale, że NIE!

Od Luke:
Wcale, że TAK!

Do Luke:
Jeszcze jeden sms, a pożegnasz się z telefonem.

Od Luke:
Wnioskuję, że nie masz lepszych rzeczy do roboty, bo jednak piszesz ze mną. Zdradzić ci sekret?

Do Luke:
Co znowu?

Od Luke:
Naprawdę zgrzytasz zębami, jak się denerwujesz :D

       Niekontrolowanie warknęłam pod nosem i odwróciłam się w stronę Luke'a w takim tempie, że ten, aż podskoczył. Na jego twarzy widniało rozbawienie i mogłabym przysiądź, że przez chwilę słyszałam, jego cichy śmiech, który dość szybko został zagłuszony przez kibiców, którzy skandowali nazwy swoich drużyn. Nie wiele myśląc, wyrwałam mu jego telefon z ręki.
- Ej!
- Sam się o to prosiłeś – powiedziałam, wpatrując się w niego. Wyciągnął w moją stronę rękę, ale ja ją odepchnęłam. – Bo zaraz krzyknę, że mnie bijesz!
- No, wiesz? – Uśmiechnęłam się triumfalnie. – Zresztą napisał do mnie Michael i chciałbym mu odpisać.
- O serio? Niezła historia. Wzruszyła mnie. To trylogia, czy jak?
       Role powoli zaczęły się odwracać i to teraz ja byłam górą. Luke zacisnął usta tak, że prawie zniknął jego kolczyk. Poruszyłam brwiami z zadowoleniem. Mój mały triumf. Hemmings w dalszym ciągu nie spuszczał ze mnie oczu.
- Mogę odpisać na sms-a? – zapytał powoli, ponownie wyciągając w moją stronę rękę.
- Jasne. Chcę zobaczyć, jak to robisz bez telefonu – rzuciłam i zaśmiałam się. 
       Wsunęłam zdobycz do kieszeni. Swój nadal miałam w dłoni, która zawibrowała razem z nim, po raz kolejny tego dnia. Dostałam kolejną wiadomość.
- Rose!
- Co?
- Dawaj.
- Magiczne słowo.
- Jesteś kobietą samo zło.
- Polecam się na przyszłość.
- Sama dostałaś sms-a.
- Wiem.
- W takim razie… - I zanim zdążyłam się zorientować, wyrwał mi z ręki mój telefon. Nacisnął na klawisz blokady. – Masz wiadomość – dodał z szerokim uśmiechem na ustach.
- Ej! Oddawaj!
- Skoro tak chcesz grać, to powinniśmy mieć równe szanse.
- Ty…
- Co nerwusie? – zapytał i ponownie się uśmiechnął. 
       Myślałam, ze coś mnie zaraz strzeli. Myślałam, że go zaraz rozniosę, rozerwę na strzępy i Dan z mamą będą go musieli potem pozbierać i złożyć do kupy. Naszła mnie żądza mordu i zemsty. Walka nadal trwała i rozwijała się w rytm puszczanej muzyki.
- Sam tego chciałeś – rzuciłam. Wyciągnęłam jego telefon z kieszeni i odblokowałam go.
- Co ty…- Nachylił się w moją stronę, ale odepchnęłam go. – Ej!
- Wiesz Luke – powiedziałam niewinnym głosem. - Nie czytam cudzych sms-ów, ale mając taką okazję w ręku – machnęłam mu telefonem przed oczami. Ten chciał go złapać, ale byłam jednak szybsza i schowałam go za plecami. Byliśmy w miejscu publicznym, więc nie mogliśmy się zacząć szarpać o nasze komórki, więc wszystkie nasze ruchy musiały być przemyślane, aby nie wzbudzić podejrzeń. Szczególnie podejrzeń pewnej dwójki, siedzącej tuż obok.
- Nie mogę się oprzeć, by czegoś nie zrobić.
       Odwróciłam się od niego, a ten próbował zajrzeć mi przez ramię, a nawet przekręcić w swoją stronę, ale dzielnie odpierałam te ataki. I serio, bawiłam się przednio, choć wiedziałam, że Hemmings i tak się zemści. Choć nie planowałam dotykać zawartości jego cegły. 
       Kiedy Luke niemalże zwisał z moich pleców, starając się dostrzec, co robię z jego komórką, muzyka na stadionie ucichła, a komentator zaczął przedstawiać zawodników obu drużyn. Przekręciłam się w stronę murawy i spojrzałam na wbiegające zespoły. Luke wykorzystał ten moment i wyrwał mi swój telefon z ręki.
- Ej!
- Wygrałem! – powiedział z triumfem i uśmiechnął się. Zazgrzytałam zębami. – Punkt dla mnie. – Prychnęłam pod nosem. – Było fajnie. – Uniosłam brwi do góry, a Luke, jak gdyby nigdy nic, oddał mi mój telefon.
- Jesteś, jak dziecko – rzuciłam, odsuwając od niego moją komórkę, w razie gdyby chciał znów mi ją zabrać.
- I do tego jestem czarujący.
- Bo rzygnę tęczą- odparłam, wlepiając oczy w Ashtona, który podawał rękę kapitanowi przeciwnej drużyny.

       Ja i Luke nie odzywaliśmy się do siebie, aż do końca meczu. Nasza drużyna na boisku robiła z przeciwnikami, co chciała, ale przecież wszyscy doskonale wiedzieliśmy, że Irwin i reszta są naprawdę w znakomitej dyspozycji i świetnej formie, więc zwycięstwo (7:0) było tylko czystą formalnością. Na szczęście obeszło się bez dodatkowych i przykrych kontuzji, co wywołało dodatkowy entuzjazm ze strony kibiców. Wyeliminowanie z gry Luke'a i tak było mocnym ciosem dla chłopaków. W końcu sama muszę to przyznać, że Hemmings jest w te klocki naprawdę dobry. 
       Po meczu, tłum ruszył w kierunku wyjścia. Uczniowie żegnali się z rodzicami, aby udać się na tradycyjne oblewanie sukcesu swojej drużyny. Tym razem miejscem spotkania miała być niewielka polana, osadzona w prawie w samym sercu niedużego lasu, znajdującego się tuż przy plaży. Miejsce to wybrały nasze cheerleaderki, a dokładniej Harper.
       My również odłączyliśmy się od rodziców, którzy w dobrych humorach wracali do domu. Oczywiście nie obeszło się bez obiecania im tego, że będziemy na siebie uważać i że oboje będziemy mieć na siebie oko. Dodatkowo zgodnie z przymusem ze strony Dana, mieliśmy wrócić do domu razem.
       Luke poczłapał w stronę szatni, aby spotkać się z kumplami, a ja ruszyłam w stronę dużego dębu, przy którym umówiłam się z Lori i Becky. Z daleka zamajaczyły mi dwie znane sylwetki, na których widok szeroko się uśmiechnęłam.
- Jest i ona! – zawołała Becky. – Tłumy, co?
- Zrobił się korek przy wyjściu – poinformowałam je, jednocześnie usprawiedliwiając to, że tyle czasu zajęło mi dotarcie do miejsca spotkania. Następnie rozejrzałam się w poszukiwaniu naszej dużej siatki. Lori to zauważyła.
- Namówiłam Sama, by przetransportował nam alkohol na miejsce – powiedziała z uśmiechem. – Jego brat podrzuca go na miejsce samochodem, więc nie musimy tego taszczyć.
- Dobry pomysł- skwitowałam. Zerknęłam na telefon. – Idziemy, czy czekamy na kogoś jeszcze?
- Niby na kogo? – dopytała się Lori. Wzruszyłam ramionami.
- To idziemy. Chcę już zacząć zabawę – zarządziła Becky. Odwróciłyśmy się i ruszyłyśmy w stronę wyjścia z terenu szkoły.

       Po jakiś trzydziestu minutach, w tempie szybkiego spaceru, dotarłyśmy na miejsce. Usłyszeliśmy muzykę, a także głosy uczniów, którzy zbierali się na polanie. Weszliśmy do lasu i podążałyśmy wyznaczoną drogą. W końcu głosy i muzyka były coraz głośniejsze, co tylko oznaczało, że zbliżamy się do celu. Minęliśmy kilka samochodów.
       Kiedy wyszłyśmy na polanę, zobaczyłyśmy tłum świętujących uczniów. Na drzewach porozwieszane były kolorowe lampki. Ustawiono też stoły z jedzeniem i piciem. Po prawej stronie rozłożył się nasz szkolny Dj, który już puszczał znane kawałki. Z bali porobiono prowizoryczne siedziska i kilka grup już zajęło jedne z nich.
- Usiądźmy tam- wskazała Lori, na obalone konary, znajdujące się na skraju polany, tuż przy drzewach. – Znajdę Sama i przytargam naszą siatkę.
- Pomóc ci?
- Nie, poradzę sobie – powiedziała z uśmiechem.
       Ja i Becky kiwnęłyśmy głowami i poszłyśmy w wyznaczonym przez Lori kierunku. Usiadłam na przewróconym balu, opierając się plecami o drzewo, które rosło tuż za nim. Brunetka usiadła obok. Odwróciła się i wlepiła we mnie zaciekawione spojrzenie.
- Co?
- Myślisz, że Lori zacznie kręcić z Cliffordem? – wypaliła, a ja uniosłam brwi do góry. Ona to ma pomysły, szczególnie, że nasza Lori i Michael byli na razie na etapie lubię cię, jak kumpla – a raczej ona była na tym etapie, bo z tego, co udało mi się zaobserwować, to czerwonowłosy przeniósł się nieco wyżej – na poziom podobasz mi się.
- Nie mam pojęcia.
- Czy jeśli zaczną się spotkać, to oznaczałoby to, że na niektóre wspólne wyjścia będziemy musiały chodzić razem z resztą bandy Clifforda?
- Jezu- wydusiłam z siebie, kiedy dotarł do mnie sens słów, które wypowiedziała. Przecież to będzie istna katastrofa. Nie wyobrażam sobie siedzenia z Harper, która należy do paczki Michaela. No i jeszcze Luke…
- Myślisz, że Michael podoba się Lori?
- Nie mam pojęcia, ale widzę, że zainteresował cię ten temat –odparłam ze śmiechem.
- Może dlatego, że Lori zamiast szukać Sama, stoi i gada z Cliffordem – rzuciła, a ja wyprostowałam się i rozejrzałam po zgromadzonych. 
       Faktycznie dopiero teraz doszło do mnie małe zamieszanie, które zrobiło się na polanie. Nasza drużyna dotarła na miejsce. Były oklaski, okrzyki. Odnalazłam blondynkę, która z uśmiechem rozmawiała z Michaelem, który nie robił sobie nic z tego, że właśnie tłum skanduje nazwę jego drużyny. Odłączył się od chłopaków, zostając w tyle.
- Lori i Michael, dałabyś wiarę – rzuciła Becky, opierając brodę o rękę. – Bo ja nigdy bym się tego nie spodziewała.
- Życie to pasmo niespodzianek – odparłam, wzruszając ramionami.
- Ładnie powiedziane.
       W dalszym ciągu spoglądałam na przyjaciółkę. Lori pokiwała głową, a Michael uśmiechnął się i lekko dotknął jej ramienia. Do moich uszu doszedł głos Becky, która wydusiła z siebie głośne uuu. W końcu blondynka odwróciła się od chłopaka i podeszła do innej grupy uczniów. Wśród nich był Sam. Chłopak podał jej kolorową siatkę, a dziewczyna podziękowała mu i ruszyła w naszą stronę.
- Sorki, że tak długo – rzuciła, siadając obok mnie. – Zagadałam się.
- Widziałyśmy – powiedziała Becky, uśmiechając się do niej w dość dwuznaczny sposób.
- Wybij to sobie z głowy – odparła Lori, przekręcając oczami. – Michael, to tylko kolega.
- Yhy…
- Błagam cię Rose, weź jej coś powiedz – jęknęła Lori, wpatrując się we mnie z nadzieją.
- Mówię ci coś Becky – rzuciłam i obie wybuchłyśmy śmiechem. Blondynka pokręciła nosem i bez słowa wyciągnęła kolorowe butelki z drinkami.
- Jesteście… Jesteście – zaczęła, a ja poklepałam ją po ramieniu.
- Cudowne przyjaciółki? – weszła jej w słowo Becky.
- Walnięte- skwitowała Lori z uśmiechem, a Becky wytrzeszczyła oczy, co spowodowało, że zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej. Za to je uwielbiałam. Bo były normalne. 


*** 
Kolejna część za nami. Ten rozdział wyszedł dłuższy i musiałam go podzielić. Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu :)

Druga część tego rozdziału pojawi się w... wolicie niedzielę czy poniedziałek?

Lusia - będzie czwarta część też, więc mam nadzieję, że nie zanudzę was na śmierć :D

Justyna T. - nie będę, aż taka zachłanna :D Ash jest twój haha :) Oprócz tego, jak zwykle twój komentarz rozwali mnie na łopatki :D

Lariste - aż chechłam do tableta, gdy przeczytałam pierwsze zdanie twojego komentarza XD

Pozdrawiam i do następnego!



W następnym odcinku:

- Uwielbiam cię za ten twój cięty język – powiedział Calum, pukając mnie w ramię, a ja przekręciłam oczami. Następnie spojrzał na Luke'a i kiwnął do niego głową. – W domu to masz wesoło.
- Nie zaprzeczę – odpowiedział blondyn z uśmiechem. Serio? SERIO?!

***

- Idealne miejsce na horror – rzuciła ze śmiechem Lori.
- Weź bo się stresuję!- krzyknęła Becky, a my parsknęłyśmy śmiechem.

***

- Możesz ze mną pogrywać – syknęłam, wychylając się w jej stronę. – Ale Lori do tego nie mieszaj.
- Problem w tym, że ona na własne życzenie się w to zamieszała – odparła, krzyżując dłonie na klatce piersiowej, a ja załapałam, że chodzi jej o kontakt, jaki ma z Michaelem.

*** 

- Nie, poczekaj – zaczął Hood.
- Zostawcie je – powtórzyła. – Teraz tylko pogorszycie sytuację.

***

- Rose wiem, że kłamiesz.
- Jest spoko. Chcę być po prostu sama i iść spać.
- Spoko...
- Spoko. 

13 komentarzy:

  1. Niedziela albo jutro xD
    W niedziele mam urodziny ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. I LOVE U ♡♥♡♥
    świetny rozdział !!!
    Oczywiście wolałabym aby terminem następnego rozdziału była niedziela :)
    To naprawdę wspaniały rozdział :-D , masz talent ! , to zdecydowanie mój ulubiony blog ;-)
    ~Pati~

    OdpowiedzUsuń
  3. Japierdyle! :o Mogłabyś dać więcej kłótni z Harper! Trzeba zniszczyć tą szmatę! Spalić, nie wiem! :o
    Albo gdyby była akcja, że coś powie na Rose a chłopcy jej uwierzą! :oo
    Czekam na rozdział! :o

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuuu Lori i Clifford... uuuuu ^.^
    Rozdział jak najszybciej!
    Czy ja widzę zmiany w zachowaniu Luke'a?

    OdpowiedzUsuń
  5. Luke sie zmienia.. Ooo... xD
    Rozdział jutro albo w niedziele.. ;) życzę weny..;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby tak dalej i rozdział żeby był w niedzielę :>

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie paruję teraz tą dwójkę i zgadzam się z dziewczynami - widać zmianę u Luka. Podobała mi się ta akcja na stadionie z telefonami - była zabawna :D "To trylogia, czy jak" - Rose jesteś najlepsza hahaha :D Już sobie w głowie nawet tą całą sytuację wyobrażałam :D Lori i Michael jestem na wielkie ogromne TAK TAK TAK!!! Tak, jesteście walnięte, jak to powiedziała Lori, ale w bardzo pozytywnym sensie :D
    Jestem, jak najbardziej za kolejną częścią opowiadania - piątą, ósmą i dziesiątą - niech to będzie opowiadanie, które nigdy się nie skończy!
    Z fragmentów domyślam się, że na horyzoncie znów stanie Harper i będzie mieć coś do Lori. Ostatni fragment tajemniczy - czyżby coś się między nimi stało?
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy - może być na przykład JUTRO, a jak nie to błagam niedziela. Nie każ nam zbyt długo czekać!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudny Luke i Rose są tacy słodycy jak się kłócą wstawiaj next jak najnajszybciej juz nie mogę sie doczekać ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  9. KOCHAM!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak! Ash kochanie jesteś mój. :D haha
    Ooo... Szykuje sie romansik.
    Ta pisemna rozmowa rozwaliła mnie na łopatki. :D
    Widać że się ich relacja zmienia.
    Przepraszam (znowu) ze dopiero tera ale wczoraj ledwo co rozdział przeczytałam. :D
    Jak zwykle genialna jesteś. Rozdział cudowny. Widać moja wena sie ci przydała.
    Ja jestem za niedzielą. :D
    Ps. Zarazilas mnie emotkami malpo głupia. :P
    Ps#2. Komentarz krótszy ale następnym razem bardziej sie postaram. :D
    Ps#3 Pozdrowienia piekna i udanego weekendu. :)
    ~Justyna T. 🙋💕✌

    OdpowiedzUsuń