niedziela, 5 lipca 2015

S2- Rozdział 12 cz.2

Please, just let me go


       Po jakimś czasie świętowanie zwycięstwa rozkręciło się na dobre i ludzie zaczęli się naprawdę dobrze bawić. Na środku polany stworzyło się coś na wzór parkietu do tańca, na którym szalały głównie dziewczyny. Chłopaki zakotwiczyli się z boku, popijając napoje z mniejszą lub większą ilością alkoholu. Z różnych stron dochodziły do nas śmiechy i rozmowy innych uczestników spotkania. Całe towarzystwo się po prostu wyluzowało.
       Otworzyłam kolejną butelkę z drinkiem, które wczoraj zrobiłyśmy z Lori. Były dość mocne, ale całkiem smaczne, choć przy końcówce potrafiły sprawić, że każda z nas się krzywiła. Był to pomysł Lori, aby nieco mocniej ubarwić nasze napoje. Od jakiegoś czasu byłyśmy pogrążone w tematyce piłki nożnej i ewentualnej szansy naszych na zdobycie pierwszego miejsca w tabeli. A szanse były spore. Dyskusja ta pochłonęła nas na tyle, że nie zauważyłyśmy chłopaków, którzy szli w naszą stronę. Chłopaków, z którymi nie za bardzo uśmiechało mi się rozmawiać. Chłopaków z naszej przeklętej szkolnej elity.
- Cześć dziewczyny – rzucił wesoło Michael. Zdążyłam podnieść głowę do góry, a Clifford już siedział obok Lori.
- No, cześć- wydusiłam z siebie, uważnie ich obserwując. Becky tylko kiwnęła głową. – Czego chcecie?
- Rose – zaczął Calum i wepchnął się między mnie, a Becky. – A gdzie pojednanie między nami?
- Serio? – zapytałam, unosząc brwi do góry. Hood posłał mi ten swój słynny szeroki uśmiech, który sprawiał, że i tak nie masz serca, by go wywalić z miejsca.
       Spojrzałam na pozostałych. Ashton usiadł obok Becky, a Luke i Ryan zajęli miejsce na pustym balu, który znajdował się naprzeciwko mnie. Na chwilę zapanowała między nami cisza. My obserwowałyśmy ich, a oni nas.
- Przerwaliśmy ważną rozmowę? – zapytał Irwin, wychylając się, by lepiej nas widzieć. Następnie otworzył butelkę z piwem i wypił kilka dużych łyków. – W takim razie przepraszamy.
- To nic ważnego – rzuciła Lori, wzruszając ramionami.
- O czym rozmawiałyście? – zainteresował się Ryan.
- O poziomie waszej inteligencji – prychnęłam pod nosem, bo akurat ten członek elity wyjątkowo mnie wkurzał. Był chyba jeszcze gorszy, niż Hemmings. O ile było to w ogóle możliwe. Jego zielone oczy zatrzymały się na mojej twarzy. Zignorowałam go.
- Uwielbiam cię za ten twój cięty język – powiedział Calum, pukając mnie w ramię, a ja przekręciłam oczami. Następnie spojrzał na Luke'a i kiwnął do niego głową. – W domu to masz wesoło.
- Nie zaprzeczę – odpowiedział blondyn z uśmiechem. Serio? SERIO?!
- Rozmawiałyśmy o waszych szansach na pierwsze miejsce – powiedziała dla świętego spokoju Becky.
- Szanse są – pociągnął temat Michael.
- Nawet spore – dodał Ryan.
- Będą większe, jak Picton zawali kilka spotkań – pociągnęłam temat, choć sama nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam. Chłopaki skrzywili się słysząc nazwę ich największych wrogów nie tylko na boisku, ale i poza nim.
- Trafne spostrzeżenie Rose – rzucił Irwin i uśmiechnął się. – Nie wiedziałem, że się w to, aż tak wciągnęłaś.
- Nie wciągnęłam – odparłam szybko.
- Jasne – rzucił cicho Luke, a ja spojrzałam i zmrużyłam na niego oczy. Hemmings uniósł brwi do góry i jak gdyby nigdy nic, wypił kilka łyków piwa.

***
       Harper spojrzała w kierunku chłopaków. Prychnęła pod nosem i zazgrzytała zębami. Nie podobało jej  się to, że Rivers znów zaciska pazury na jej paczce. Do tego dołączył do nich także i Ryan, który powinien być po jej stronie. Nie rozumiała, jakim cudem to wszystko się dzieje. Rosalie odkąd pojawiła się w ich szkole miesza i rozbija elitę, która do tej pory była tak mocnym składem. A ona rozwala to wszystko, dzieląc ich, jakby byli tylko domkiem z kart, który tak łatwo jest zburzyć. Nie cierpiała rudzielca.
- Wyluzuj – powiedziała Angela, z szerokim uśmiechem na ustach. – Dziś wielki dzień.
       Dziewczyna odwróciła się w stronę jej przyjaciółki i również uśmiechnęła się z triumfem. Tak, dzisiaj to ona będzie rozdawać karty. I to ona dzisiaj będzie górą.
- Złapmy też tą całą Bentley – odparła blondynka.
- Tak. Za bardzo klei się do Michaela – powiedziała Harper. – To będzie piękne. Musimy tylko wykorzystać odpowiednią okazję, kiedy się oddalą od polany.
- Będzie piękne – zawtórowała jej Angela, kiwając szybko głową. Harper po raz kolejny przeniosła wzrok na chłopaków i paczkę Rivers i zaśmiała się cicho pod nosem. To będzie piękne…

***
       Uwolniłyśmy się od chłopaków dopiero w momencie, w którym Becky zajęczała, że chce potańczyć. Jako, że byłyśmy już w dobrych humorach imprezowych – nie napite na tyle, by się przewracać, ale nie też trzeźwe, by siedzieć ciągle w jednym miejscu – ruszyłyśmy na prowizoryczny parkiet, który był okupowany przez innych bawiących się ludzi. Becky rzuciła hasło, by i chłopaki ruszyli tyłki, ale oni oznajmili, że na razie wolą być obserwatorami. Na całe szczęście nie poszli z nami.
       Bujając się w rytm muzyki, można było całkowicie przestać myśleć. Dając się porwać i pozwolić, by to ona cię prowadziła. Lori tańczyła tuż obok mnie, a Becky wcisnęła się w środek, będąc plecami do bawiącego się tłumu. Odchyliłam głowę w bok i zerknęłam na nasze miejsce. Chłopaki wciąż tam byli. I co gorsza, patrzyli na nas i coś do siebie mówili. Jeśli poruszyli nasz temat, to akurat w tym momencie miałam to w głębokim poważaniu.

       Zeszłyśmy z parkietu, kiedy nasz szkolny Dj puścił muzykę w stylu House. Jakoś nigdy nie lubiłam takich klimatów i z tego, co powiedziały dziewczyny, one także. Mieliśmy już ruszyć w kierunku naszego siedzenia, które na szczęście było puste, kiedy Becky zatrzymała się przy stoliku, by zerknąć na przekąski. Następnie odwróciła się w naszą stronę.
- Chce mi się siku - powiedziała.
- Dobra, to znajdźmy jakieś miejsce – rzuciła Lori.
       Wyszłyśmy z polany. Zaczęły otaczać nas drzewa. Przy pobliskim samochodzie stała nasza elita, która wesoło rozmawiając, co chwilę wybuchała śmiechem. Na szczęście nas nie widzieli.        Skręciłyśmy w bok, i brnąć wśród krzaków i suchych gałęzi, odeszłyśmy dalej od tłumu, by Becky mogła załatwić swoją potrzebę.
- Kurwa nic nie widzę- jęknęłam, zaczepiając się bluzką o jakieś krzaki. – Może starczy tej wędrówki?
- Dobra – oznajmiła Becky. – Stańcie na czatach.
       Odeszła jeszcze kawałek dalej, a ja i Lori stanęłyśmy obok siebie. Otaczała nas ciemność, a do uszu dochodziła wygrywana przez Dj-a muzyka.
- Idealne miejsce na horror – rzuciła ze śmiechem Lori.
- Weź bo się stresuję!- krzyknęła Becky, a my parsknęłyśmy śmiechem.
- Obstawiasz mordercę, czy duchy?
- Mordercę, bankowo mordercę – ciągnęła temat Lori.
- Błagam! Mam pietra! – Ponownie zaczęłyśmy się śmiać. – Nigdy nie lubiłam ciemności! A ciemność połączona z lasem jest jeszcze gorsza!
- Sikaj tam – rzuciła Lori, powstrzymując chęć ponownego wybuchnięcia śmiechem. – Jesteś z nami, nie ma się czego bać.
- Ale wiesz, że przeważnie osoba, która zostaje w tyle, znika jako pierwsza? – wyrzuciłam z siebie, a Lori zachichotała pod nosem.
- W tym momencie cię nienawidzę – mruknęła Becky, a ja zawtórowałam Lori, która dalej śmiała się, jak nienormalna.
- Już? – zapytała po chwili blondynka, kiedy udało nam się uspokoić. – Becky? – Cisza.
- Becky? Dorwał cię jakiś psychopata z siekierą? – zapytałam, rozglądając się dookoła, choć niewiele widziałam.
- Becky? – ciągnęła Lori. Cisza.
- Becky!
- To przestaje być śmieszne!
- Zjem wasze mózgi! – warknęła Becky zachrypniętym głosem, świecąc sobie telefonem w twarz. 
       Wyskoczyła nam znienacka, tak blisko nas, że obie podskoczyłyśmy. Lori wpadła na drzewo, a ja potknęłam się o leżącą na ziemi gałąź i poleciałam w dół.
- Ał! Jesteś wariatką! – krzyknęłam z dołu, ale mimo wszystko wybuchłam śmiechem.
- Kurwa, prawie zeszłam na zawał – odparła Lori.
       Becky ze śmiechem wyłączyła telefon i pomogła mi wstać z ziemi. Otrzepałam się z liści, które poprzyklejały mi się do ubrania.
- Bu, kozaki – rzuciła i zaśmiała się perliście. – Może następnym razem odechce wam się straszenia mnie.
- Się okaże cwaniaku – skwitowała Lori. –Idziemy?
- Tak. – Pokiwałam do tego głową, ale dziewczyny i tak, by tego nie widziały. 
       Ja i Lori ruszyłyśmy jako pierwsze, a Becky podążała za nami dalej śmiejąc się triumfalnie z tego, w jak łatwy sposób nas wkręciła. Nie powiem, ale jej dobry nastrój udzielał się także i mi, więc i ja w czasie naszej niedługiej drogi, parę razy zachichotałam pod nosem.
       W końcu doszłyśmy do miejsca, w którym było o wiele jaśniej, a to za sprawą lampek i lampionów, które zostały umieszczone przy głównym wejściu na polanę. Becky minęła nas i skręciła w bok, aby ominąć wieli krzak rosnący na jej drodze. My wyminęłyśmy go z drugiej strony, wchodząc między dwa rozgałęzione drzewa, rosnące blisko siebie.
       Nagle poczułam, że zahaczyłam o coś nogą. Zauważyłam, że i Lori się zatrzymała. Usłyszałam dziwny dźwięk, który znajdował się tuż nad naszymi głowami. Nie zdążyłam jednak spojrzeć w górę. Coś mokrego i zimnego zalało mi twarz, uniemożliwiając widzenie. Ciecz rozchodziła się po całym ciele. Słyszałam, jak Lori pisnęła. Na końcu coś metalowego uderzyło o ziemię, a ja podskoczyłam.
- Co do cholery?! – warknęła zdenerwowana Becky.
       Przetarłam powieki dłońmi. Otworzyłam oczy. Moje ręce, ubranie i pewnie także włosy i twarzy były w czerwonej farbie. Odwróciłam się w stronę Lori. Wyglądała podobnie, jak ja. Nie wiedziałam, co się stało, jak się stało i kto to zrobił, ale szybko zyskałam odpowiedź, kiedy doszedł do mnie gromki śmiech Harper i Angeli. Zazgrzytałam zębami.
       Dziewczyny stały niedaleko chłopaków ze swojej paczki. Luke siedział na masce samochodu, a pozostali stali po obu jego stronach. Żaden z nich się nie śmiał. Żaden z nich się nie odezwał. Wpatrywali się w nas, zszokowani tym, co się stało. Po ich minach było widać, że nie mieli pojęcia o zasadzce, jaką urządziła na nas Harper.
       Spojrzałam po raz kolejny na Lori. Przypatrywała się swoim czerwonym dłoniom, a jej oddech przyspieszył. Była bliska płaczu. To spowodowało, że zagotowało się we mnie jeszcze bardziej. Teraz nie byłam wściekła, byłam mega wkurwiona.
       Niewiele myśląc, wyszłam z lasu i szybkim tempem podeszłam do Harper, która stała obok Ashtona. Dziewczyna ze śmiechem na ustach, odsunęła się ode mnie, wyciągając w moją stronę ręce, w geście, bym się do niej nie zbliżała.
- Weź, nie chcę się pobrudzić – rzuciła. Następnie spojrzała na Angelę. – Miałaś rację żeby wybrać te drzewa. – I znów spojrzała na mnie. – Jesteście do bólu przewidywalne!
       Miałam ochotę ją walnąć. Złapać za jej idealnie ułożone włosy i rzucić o ziemię. Ale wpadłam na całkiem inny pomysł. Bo tamten groził tym, że mogłam ją w jakiś sposób naprawdę uszkodzić, za co pewnie poniosłabym później jakieś prawne konsekwencje, a nie chciałam tego typu problemów.
- Możesz ze mną pogrywać – syknęłam, wychylając się w jej stronę. – Ale Lori do tego nie mieszaj.
- Problem w tym, że ona na własne życzenie się w to zamieszała – odparła, krzyżując dłonie na klatce piersiowej, a ja załapałam, że chodzi jej o kontakt, jaki ma z Michaelem.
       Zacisnęłam usta i odwróciłam się do Irwina. Bez słowa wyrwałam mu piwo z ręki, a następnie wylałam jego całą zawartość na głowę przemądrzałej Harper. Dziewczyna krzyknęła ze wściekłością i odepchnęła mnie. Pusta butelka wyleciała mi z rąk.
- Ty… - warknęła Harper, odgarniając z twarzy mokre włosy. – Pożałujesz tego!
- To za Lori – rzuciłam, a następnie odwróciłam się na pięcie i odeszłam. Złapałam blondynkę za ramię i pociągnęłam ją w stronę drogi. – Idziemy.
- Rose! Rosalie! – Usłyszałam za plecami głos Hooda i Hemmingsa, ale w tym momencie miałam ich gdzieś. Nie chciałam nawet na nich patrzeć.

***
       Becky zatrzymała się, kiedy chłopaki ruszyli w stronę jej przyjaciółek, które szybkim tempem oddalały się od pechowego miejsca. Dziewczyna spojrzała na nich. Z ich twarzy dało się wyczytać wiele różnych emocji. Wściekłość, żal i współczucie.
- Zostawcie je – powiedziała z pewnością w głosie, siląc się na spokojniejszy ton. W środku ją roznosiło.
- Nie, poczekaj – zaczął Hood.
- Zostawcie je – powtórzyła. – Teraz tylko pogorszycie sytuację.
- Ale – zaczął Michael.
- Zadzwonisz do Lori jutro, dziś daj jej spokój- ciągnęła swoje, kręcąc głową.
- Nie mam nawet do niej numeru telefonu – rzucił rozczarowany.
- Serio Clifford? Jesteś beznadziejny – skwitowała, a następnie odwróciła się na pięcie i ruszyła w ślad za przyjaciółkami, które pewnie już zdążyły wyjść z lasu.

***

       Wyszłyśmy z lasu. Lori cicho chlipała w tulona w moje mokre od farby ramię. Było mi jej szkoda. Nie była niczemu winna. Harper uderzyła w nią, tylko dlatego, że ona się ze mną kumpluje i że Michael nagle poczuł do niej miętę. Było to niepoważne i tak płytkie.
       Byłam wkurzona, że właśnie to musiało ją spotkać. W momencie kiedy miała tak dobry humor, kiedy tak dobrze się bawiła. I oprócz tego Lori była pod tym względem ode mnie psychicznie słabsza. Została upokorzona na oczach innych, co ewidentnie ją dobiło. Teraz trzęsąc się z zimna, wyrzucała z siebie kolejne łzy. Ja już wielokrotnie znosiłam zaczepki Harper, ale jakoś zawsze dawałam sobie radę, zaciskając usta. Byłam też w pewien sposób do tego przyzwyczajona i uodporniona. Ona jednak rozsypała się.
       W końcu z lasu wyłoniła się Becky, która klnąc pod nosem, podeszła do nas. Wyrzucając z siebie kolejną wiązankę soczystych przekleństw, postanowiła zorganizować transport. Spojrzałam, jak podchodzi do jednej z taksówek znajdujących się na postoju. Po chwili machnęła na nas ręką.
- Facet weźmie tylko jedną z was – powiedziała, mierząc nas wzrokiem. – Nie chce sobie pobrudzić wypacykowanego samochodu – mruknęła niezadowolona.
- Pojedziesz z Lori – rzuciłam, a ona kiwnęła głową. Następnie odwróciłam się do blondynki. Złapałam ją za ręce i mocniej je uścisnęłam. – Przykro mi, że tak właśnie się stało.
- To nie twoja wina – powiedziała wilgotnym głosem. Otarła łzy spływające z twarzy, które mieszały się z czerwoną farbą.
- Głowa do góry. Nie daj jej tej satysfakcji, że w jakiś sposób cię pokonała. – A blondynka pokiwała głową. – Zdzwonimy się rano, ok?
- Okej. – Wsiadła do samochodu, a ja spojrzałam na Becky.
- Zajmę się nią – powiedziała, zanim jeszcze zdążyłam zadać pytanie. – Bez obaw.
- Dzięki – odparłam.
- Harper to suka.
- Pożałuje tego, co zrobiła – wysyczałam.
- Nie znam jeszcze planu, ale wchodzę w to. – Otworzyłam usta, by jej odpowiedzieć, ale ona znów mnie wyprzedziła. – I bez żadnego gadania, że to sprawa pomiędzy tobą, a nią. Wywijając wam taki numer, sama prosi się o wojnę. Nie pozwolę, by ta zdzira w taki sposób traktowała moje przyjaciółki. – Kiwnęła mi głową i wsiadła do taksówki, w której od dłuższego czasu była Lori.

***
       Calum zacisnął pięści i odwrócił się w stronę Harper, która przy pomocy Angeli, starała się wysuszyć. Miał dość tej całej walki pomiędzy nimi. Miał dość jej zagrywek, które były poniżej jakiegokolwiek poziomu. Zanim jednak zdążył cokolwiek zrobić, Michael doskoczył do Harper. Szarpnął ją za ramię tak, by dziewczyna znalazła się z nim twarzą w twarz.
- Co? Zmieniasz się w damskiego boksera? – wydusiła z siebie Angela, spoglądając na rozwścieczoną twarz Clifforda.
- Popieprzyło cię?! – warknął Michael. – Co to miało w ogóle być?!
- To tylko miał być niewinny żart – usprawiedliwiła się Harper.
- Niewinny żart?!
- Dobra, dobra Michael. Spokojnie. – Zaraz obok niego pojawił się Irwin i odciągnął od niej przyjaciela. Choć z góry wiedział, że Clifford nie byłby w stanie uderzyć dziewczyny. Nie należał do tych, którzy kiedykolwiek to zrobili i którzy mogliby to zrobić.
- Czyżby ta cała Bentley na tyle zawróciła ci w głowie…
- Pierdol się Harper! – warknął Michael. 
       Zrzucił z ramion dłonie Asha i ruszył w kierunku wyjścia z lasu. Za nim ruszył Luke, który bez słowa wpatrywał się w tą całą scenę. Ale i na jego twarzy widniało niedowierzanie, połączone ze złością.
- No, nie wierzę… - zaczęła Harper, a Irwin pokręcił głową.
- Przegięłaś. Teraz przegięłaś totalnie. – powiedział. 
       Odwrócił się na pięcie i poszedł za resztą. Z ich paczki został tylko Calum, stojący kawałek dalej. Zmierzył Harper pogardliwym wzrokiem, a potem również i on, ruszył drogą ku wyjściu z lasu.

***
       Na całe szczęście rodzice spali, kiedy dotarłam do domu. Dzięki temu nie musieli mnie takiej oglądać, a co za tym idzie, uniknęłam zbędnych pytań o to, co się stało. Nie miałam nawet na nie ochoty odpowiadać.
       Poszłam do łazienki, aby zmyć przeklętą czerwoną farbę. Wątpiłam w to, że ubrania w jakikolwiek sposób się dopiorą, dlatego od razu zrzuciłam je z siebie i spakowałam je w siatkę, aby je wyrzucić. Tyle dobrego, że to czerwone dziadostwo puściło i nie zabarwiło mi włosów i skóry.
       Kiedy wyszłam z łazienki, usłyszałam powolne kroki, które od razu rozpoznałam. Luke wrócił do domu. Po tym, co się stało, naprawdę nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ani nawet na niego patrzeć. Wiedziałam, że to nie jego wina, ale że nadal byłam mocno wkurzona, wolałam nie stawać z nim twarzą w twarz. Znając jego szczęście, wyładowałabym na nim swoją złość, co pewnie wpędziłoby mnie później w jeszcze gorsze poczucie winy. Poczucie winy, które rosło przez to, że Harper na swój cel wybrała Lori.
       Zanim Luke wspiął się po schodach, ja wleciałam do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi. Przyłożyłam twarz do zimnego drewna, nasłuchując. Jego kroki były coraz bliżej i bliżej. Zatrzymały się w okolicach naszych pokoi. Wstrzymałam oddech. A następnie odsunęłam od drzwi, słysząc pukanie.
- Rose?
- Daj mi spokój Luke – powiedziałam, nie otwierając drzwi.
- Otwórz.
- Odczep się – syknęłam. 
       Chłopak nacisnął na klamkę. Przycisnęłam się do drzwi mocniej tak, aby nie mógł wejść do środka.
- Rose…
- Luke, proszę. Nie teraz.
- Naprawdę jest mi przykro przez to, co się stało. – Prychnęłam pod nosem. Jasne. - W porządku?
- Jak najlepszym…
- Rose wiem, że kłamiesz.
- Jest spoko. Chcę być po prostu sama i iść spać.
- Spoko...
- Spoko.
- W takim razie dobranoc Rose.
- Dobranoc Luke.
       Przez chwilę jeszcze przetrzymałam drzwi, aby mieć pewność, że Hemmings odpuścił. I na całe szczęście odpuścił naprawdę, bo już więcej do mnie nie zapukał. Ciężko westchnęłam i skierowałam się w stronę łóżka. Miałam dość tego parszywego dnia, który rozpoczął się całkiem nieźle, a skończył tak, jak się skończył. Wskoczyłam do łóżka i przykryłam się kołdrą po samą brodę. Zamknęłam oczy z nadzieję, że sen szybko przyjdzie.


***
Kolejny rozdział za wami i do końca sezonu numer dwa zostały tylko...tylko... jep... trzy rozdział :) Idzie szybko - nie powiem, że nie :D

Wiktoria Black - WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI URODZIN! :) Dużo zdrowia, szczęścia, radości, niezapomnianych wakacji tych i następnych (o ile je masz, chyba, że jesteś tak stara, jak ja - buhahah- i nie pamiętasz już, co to znaczy mieć wakacje, więc to słowo zmień na urlopy :D) i duuuużo miłości :D

Milena - popłynęłaś z tymi częściami XD

Justyna T. - przepraszam nie chciałam XD EMOTKI GÓRĄ! :D I nie... To z wiekiem nie przechodzi hahahah :D

Wiem, że niektóre z was chciały rozdział "jutro", ale nie dałabym rady tego zrobić po przyjściu z pracy. Dlatego rozdział zgodnie z głosami pojawił się w niedzielę (w samiuśki początek niedzieli), a nie w poniedziałek :) I znów stawiam przed wami pytanie otwarte - kiedy chcecie kolejny? 

Dziękuję wam za wszystkie mega cudne, pozytywne i rozbrajające komentarze! Jesteście najlepsiejsze, ale wy to już bardzo dobrze wiecie :)

Pozdrawiam i do następnego!


W następnym odcinku:

- Mamy jeszcze trochę czasu… - zaczął, ale ja szybko mu przerwałam.
- Ja nie mam czasu - mruknęłam z pełną buzią.

***

- Macie wszystko?- zapytałam, spoglądając na nie. Obie pokiwały głowami. – Ekstra.
- Zrywamy się z ostatniej lekcji, tak? - dopytała się Becky.

***

- Gdzie ty się tak spieszysz?
- Co ty mi za przesłuchania urządzasz? – Luke przekręcił oczami. – Spieszy mi się i tyle. Zaraz mam kolejne zajęcia.

***

- Ale gorąco – rzuciła Lori, przecierając rękawem spocone czoło. Wyglądała śmiesznie z tą chustą na twarzy, jak damski rozbójnik.

***

- Nie wiem, o czym mówisz.
- Serio, Rose? Myślę jednak, że doskonale wiesz, o czym mówię.
- Oświeć mnie Panie Pewny Siebie. 

11 komentarzy:

  1. No nie wierze :0 Ale bedzie pomiędzy nimi wojna juz to czuje :) czekam na nastepny i mam nadzieje ze dziewczyny dadzą popalić tym pustym lalą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Łooo w końcu wojna! Chociaż... to by było trochę za bardzo przewidywalne, że Rose wygra, prawda?
    Mam nadzieje, że następny pojawi się jak najszybciej!

    OdpowiedzUsuń
  3. No i pięknie... III WOJNA ŚWIATOWA!
    Rozdział jak najszybciej ^^
    Zmiany w zachowaniu Luke'a są poważne, on się nią przejmuje 0.0
    PS Nie mogę doczekać się rodziału 15 xD

    OdpowiedzUsuń
  4. No i pięknie... III WOJNA ŚWIATOWA!
    Rozdział jak najszybciej ^^
    Zmiany w zachowaniu Luke'a są poważne, on się nią przejmuje 0.0
    PS Nie mogę doczekać się rodziału 15 xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Dodaj we wtorek prosze♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Loooool tego się nie spodziewałam. Naprawdę nie nawidzę Harper! Szkoda mi Lori. Michael wpadł w szał i wcale mu się nie dziwię. Będzie wojna, tak czuję. Luke jest taki słodziak kiedy się martwi o Rose :D
    Ja rozdział chcę, jak najszybciej, więc JUTROOOO!!! Dodaj proszę jutro!!!!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  7. genialny rozdział chciałabym jutro <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny rozdział ♡♡ juz nie mogę doczekać się jak Rose odwdzięczyć się Harper czekam z niecierpliwością na next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  9. Co prawda nie pierwsza ale co tam ważne że rozdział przeczytałam i w ogóle. Rozdział jak zawsze boski :D Życzę weny i czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Wybacz mi, że mnie nie było, ale nie miałam prądu i ruter nie działał.... Nie miałam jak przeczytać, a tym bardziej skomentować :( (Winda też zepsuta, więc siedem pięter w górę po schodach - a co tam!)
    A co do rozdziału, Harper serio przegieła. Elita się rozwala (JUPIIII!). Luke <3 Super, jak zawsze :)
    Godzina późna, więc kończę.
    Buziaki, pozdrowienia, weny i tak dalej..
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuje <3
    Rozdział bomba <3
    Czekam na więcej^^

    OdpowiedzUsuń