poniedziałek, 6 lipca 2015

S2 - Rozdział 13

We girls gonna take control


       Plan na zemstę zrodził się następnego dnia, po feralnej imprezie w lesie. Pojawił się zaraz po przebudzeniu, a ja udoskonalałam go leżąc w łóżku i rozkoszując się nim. Chciałam, aby Harper dostała to, do czego od tak dawna dąży. A przez to, że wciągnęła w to Lori, nie miałam żadnych skrupułów, by wcielić go w życie.
       Moim niecnym planem podzieliłam się także z dziewczynami. Becky od razu zakomunikowała, że bierze w tym udział i żadne moje słowa nie pomogły, by zmieniła decyzję. Lori również w to weszła. Ale po tonie jej głosu wywnioskowałam, że jej tym bardziej nie namówię na odwrót. Z drugiej jednak strony cieszyłam się, że nie zostałam w tym sama, bo dobrze mieć wsparcie. Choć pojawiła się też obawa, że teraz Harper będzie prześladować nie tylko mnie, ale także i dziewczyny.
       W poniedziałkowy poranek, zeszłam na dół w bojowym nastroju. Byłam gotowa na akcję. Plan był w stu procentach przemyślany i wszystko zostało przyszykowane. Usiadłam przy stole, przyciągając bliżej siebie talerz z kanapkami. Mój wojowniczy humor nie uszedł uwadze mojej mamy, która stawiając przed Lukiem kubek z kawą, przyjrzała mi się uważniej.
- Co jest Rosalie? – zapytała, wlepiając we mnie zaciekawione spojrzenie. Blondyn również na mnie spojrzał.
- Nic. Spieszę się do szkoły – rzuciłam, wgryzając się w kanapkę.
- Coś się stało?
- Nie, ale się pewnie stanie, jak się spóźnimy –odparłam, zerkając porozumiewawczo na Luke'a, by ten z łaski swojej się pospieszył.
- Mamy jeszcze trochę czasu… - zaczął, ale ja szybko mu przerwałam.
- Ja nie mam czasu – mruknęłam z pełną buzią. Mama uniosła brwi do góry. – Muszę załatwić książkę na historię – jęknęłam, kłamiąc.
- No, to dość ważne – odpowiedziała i odwróciła się w stronę blatu. Przekręciłam oczami. Luke w dalszym ciągu zerkał na mnie. Ciężko westchnęłam, ale przemilczałam to, jak takie natarczywe gapienie się jest denerwujące.

       Wysiedliśmy z samochodu. Zamknęłam go i niewiele myśląc ruszyłam w stronę wejścia do szkoły, zostawiając Luke'a daleko w tyle. Zresztą zrobiłam to celowo, bowiem na horyzoncie pojawili się jego kumple, z którymi nie chciało mi się rozmawiać. Miałam już dość pytań o to, czy wszystko jest w porządku, po całej tej akcji z czerwoną farbą.
       Wleciałam do szkoły i od razu skierowałam się w stronę szafek, przy których umówiłam się z dziewczynami. Poprawiając torbę, która była wypchana po same brzegi, dotarłam do celu. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć – rzuciłam, otwierając szafkę.
- Jestem podekscytowana – powiedziała Lori, odwzajemniając uśmiech. Na całe szczęście blondynka podniosła się po tym, co zrobiła Harper. Choć pewnie gdzieś w środku, czuje jeszcze gorzki smak poniżenia. Otworzyłam torbę i zaczęłam przekładać z niej rzeczy.
- Macie wszystko?- zapytałam, spoglądając na nie. Obie pokiwały głowami. – Ekstra.
- Zrywamy się z ostatniej lekcji, tak? – dopytała się Becky.
- Tak. Ale żeby wszystko sprawnie poszło, musimy działać szybko – odpowiedziałam. – Trzeba zdążyć przed końcem lekcji.
- Sie wie – oznajmiła Lori, unosząc kciuk do góry. – Gadałam z Samem. Możemy skorzystać z jego samochodu.
- Fajnie, to chciałam usłyszeć – powiedziałam. Sam, z którym siedzę na francuskim, ma samochód pick-up, a nam zależało na tym, by gdzieś się dobrze schować w czasie naszej wielkiej misji odwetowej. Jest to stare auto, nieco wyższe, niż inne, więc idealnie pomoże przy realizacji planu.
- Za pamięci daj kluczyki – odezwała się ponownie Lori, wyciągając w moją stronę rękę. Wyciągnęłam je z kieszeni i podałam jej. – Przeparkuję nasze samochody przed ostatnią przerwą.
- Tam gdzie się umówiłyśmy? – zapytałam kontrolnie.
- Dokładnie.
- Powiem wam coś – zaczęła Becky, a my spojrzałyśmy na nią. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. – Nie mogę się doczekać!

       Nie mogłam skupić się na zajęciach. Myślami ciągle wracałam do opracowanego planu, który musiał się udać. Na przedostatniej lekcji siedziałam niemalże, jak na szpilkach, oczekując wymarzonego dzwonka, który oznajmi nam początek akcji.
       W końcu kiedy rozbrzmiał, wrzuciłam niedbale książki do torby i niczym torpeda opuściłam klasę, zostawiając innych uczniów daleko w tyle. Zbiegłam ze schodów, zatrzymałam się przed szafką, wzięłam potrzebne rzeczy i ruszyłam przed siebie. 
       Minęłam zakręt i wleciałam w kogoś, prawie zwalając go z nóg. Usłyszałam głośne stuknięcie, kiedy odbił się od drzwi, znajdujących się za jego plecami. Podniosłam głowę i spojrzałam na Luke'a, który powoli wracał do pozycji pionowej.
- Przepraszam- wydusiłam z siebie.
- Gdzie ty się tak spieszysz?
- Co ty mi za przesłuchania urządzasz? – Luke przekręcił oczami. – Spieszy mi się i tyle. Zaraz mam kolejne zajęcia.
       I zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć minęłam go i pognałam w stronę wyjścia. Za plecami usłyszałam jeszcze jego rozbawiony głos.
- Na dworze?!
       Machnęłam na niego ręką, kontynuując bardzo szybki marsz. Wyszłam na zewnątrz i rozejrzałam się. Becky czekała na mnie przy dużym dębie, przy którym umówiłyśmy się po meczu. Zbiegłam ze schodów i podeszłam do niej.
- Gdzie Lori?- wypaliłam, poprawiając torbę.
- Pewnie zaraz się zjawi – odparła, spoglądając w stronę drzwi. – To będzie piękna zemsta.
- W to nie wątpię – rzuciłam ze śmiechem. – Nie mogę się doczekać jej miny.
- Jest Lori!
       Blondynka niemalże biegła w naszą stronę, a skórzana torba dyndała jej na ramieniu. Pod pachą ściskała białą reklamówkę. Zatrzymała się obok nas lekko zdyszana, a na jej twarzy pojawił się uśmiech triumfu. Nie wiedziałam, kto tu jest bardziej podekscytowany naszą zemstą. Ja, czy ona.
- Zróbmy to – powiedziała, a my pokiwałyśmy głowami. Odwróciłyśmy się i ruszyłyśmy w stronę bramy.

       Nasze samochody zaparkowane były ulicę dalej od szkoły. Wszystko po to, by jak najmniej uczniów wiedziało, kto zemścił się na Harper. Choć i tak podejrzewałam, że plotki szybko się rozniosą, ale chciałyśmy mieć coś w rodzaju alibi. Że zerwałyśmy się z ostatniej lekcji i każda z nas rozjechała się w swoją stronę. Stąd brak naszych aut na parkingu.
       Wciągnęłam na siebie czarne dresy, a także czarną bluzę z kapturem. Słońce grzało nam w plecy i powoli zaczęłam się w tym stroju gotować, ale musiałyśmy mieć kamuflaż. Dziewczyny ubrały się podobnie, jak ja. Zostawiłyśmy w naszych samochodach zbędne rzeczy, zabierając tylko to, co jest nam potrzebne. Następnie w bojowych nastrojach, ruszyłyśmy z powrotem na teren szkolny.
       Zatrzymując się przed bramą, jak na jeden rozkaz zawiązałyśmy sobie kolorowe chusty wokół twarzy – to był pomysł Becky, aby nieco bardziej urozmaicić naszą zemstę. Nazwała nas przez telefon Zamaskowaną Bandą Sprawiedliwości. Następnie naciągnęłyśmy na głowy kaptury i weszliśmy na parking, który zawalony był samochodami innych uczniów.
       Już wcześniej namierzyłam miejsce, w którym znajdował się samochód Harper. Czerwony Opel stał niewinnie niedaleko auta Sama, na którym to Lori i Becky zostawiły butelki z wodą. Podeszłyśmy do niego, a Becky roześmiała się.
- Ale gorąco – rzuciła Lori, przecierając rękawem spocone czoło. Wyglądała śmiesznie z tą chustą na twarzy, jak damski rozbójnik.
- Bierzmy się do roboty – zarządziłam, sięgając do siatki. 
       Wyciągnęłam z niej duży pędzel i dwa mniejsze oraz czarną farbę. Oczywiście nie byłyśmy, aż tak okrutne, by zdewastować samochód Harper. Farba ta łatwo się zmyje przy pierwszym myciu, ale zanim Mills dotrze do myjni, będzie musiała paradować z naszą ozdobą.
       Podałam dziewczyną mniejsze pędzle, a sama chwyciłam za ten największy. Otworzyłam farbę i wycisnęłam ją całą do plastikowego kubka, który podała mi Becky. Ona i Lori zaczęły przyozdabiać drzwi Harper, wypisując takie frazy, jak stwierdzono brak mózgu, jedzie zdzira i tym podobne. Ja zajęłam się maską samochodu. Wielkimi literami napisałam: Harper to suka, dodając do tego wielką dłoń, która pokazywała środkowy palec. 
       Kiedy nasze dzieła były skończone, Lori wyciągnęła paletę z dwudziestoma jajami. Odsunęłyśmy się kawałek i zaczęłyśmy rzucać nimi w jej samochód. Jajka rozpryskiwały się po jego całości, a my miałyśmy z tego jeszcze większą frajdę, bowiem Lori wciąż powtarzała, że wyobraża sobie, że jajka te rozwalają się na twarzy Mills.
       Kiedy przedostatnia faza naszego planu została zakończona, wspięłyśmy się na odkryty bagażnik samochodu Sama. Wyciągnęłyśmy z kieszeni kilka balonów i zaczęłyśmy napełniać je wodą z butelek. Ułożyłyśmy je równo, a następnie słysząc dzwonek, który rozniósł się po szkole, położyłyśmy się na płasko, czekając na nadejście Harper.
       Słyszałyśmy zdziwione i roześmiane głosy uczniów, którzy jako pierwsi zauważyli przyozdobiony samochód Mills. Niektórzy gratulowali nam pomysłu i odwagi, a także na głos stwierdzali, że w końcu ktoś zrobił z nią porządek. Becky chichotała cicho pod nosem, leżąc po mojej prawej stronie, a ja miałam wrażenie, że zaraz sama wybuchnę śmiechem. Nagle usłyszałyśmy głos tej, na którą tak bardzo czekałyśmy.
- Co do cholery?! – krzyknęła Harper. – Kto to zrobił?! Kurwa! Zabiję tego, kto ruszył mój samochód!
       Lori skinęła mi głową, a ja puknęłam Becky. Podniosłyśmy się z miejsca i chwyciłyśmy za balony z wodą. Zagwizdałam i wszystkie oczy spojrzały w naszą stronę. Zamachnęłam się, jako pierwsza i rzuciłam balon z wodą w kierunku Harper. Ten trafił ją w klatkę piersiową, rozpryskując się na boki. Dziewczyny poszły w moje ślady i po chwili cały nasz arsenał poleciał w stronę naszej cudnej koleżanki.
- W końcu się doigrałaś – doszedł do mnie rozbawiony głos Irwina.
       Kiedy nasz wodny arsenał się skończył, Harper była prawie cała mokra. Wśród wesołych okrzyków pozostałych uczniów, zeskoczyłyśmy z samochodu Sama, a następnie biegiem ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Dobiegłyśmy do naszych aut, wskoczyłyśmy do środka i ruszyłyśmy z piskiem opon, byle być dalej od szkoły.
       Zatrzymałyśmy się w centrum Sydney, tuż przy dużym centrum handlowym. Wyskoczyłam z samochodu, ściągając z głowy kaptur i chustę. Dziewczyny zrobiły to samo. Podeszłam do nich i cała nasza trójka uścisnęła się.
- Czuję się zajebiście – powiedziała Lori z szerokim uśmiechem na ustach. Oparła się o maskę mojego samochodu. – Tego potrzebowałam.
- Cieszy mnie to – odparłam, podchodząc do niej. Zarzuciłam jej rękę na ramię, a ona rozczochrała moje włosy.
- Uwielbiam twoje szatańskie plany – rzuciła blondynka. – Muszę zapamiętać, by nigdy z tobą nie zadrzeć.
- Daj spokój – odparłam, lekko pukając ją w ramię.
- Myślicie, że Harper domyśli się, że to my? – zapytała Becky, podchodząc do nas.
- Pewnie tak, ale mam to gdzieś – rzuciłam, wzruszając ramionami. – W końcu przestałam być bierna. Teraz będzie wiedzieć, że jesteśmy zdolne do zemsty.
- Trzymamy się razem – powiedziała Becky, a my pokiwałyśmy głowami.

       Weszłam do domu, w którym panowała cisza. Wiedziałam, że rodziców nie ma, ale sądząc po otwartych drzwiach wejściowych, w domu musiał być Luke. Postawiłam torbę na ziemi, tuż przy szafkach i weszłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki zimny napój- zgrzałam się w tym czarnym stroju, więc potrzebowałam czegoś na ochłodę. Otworzyłam puszkę z colą i usiadłam przy stole. Powoli zaczęłam sączyć napój, rozkoszując się jego smakiem. Rany… Ale chciało mi się pić.
       Nagle usłyszałam kroki i w kuchni pojawił się Hemmings. Uniósł brwi do góry, a następnie uśmiechnął się pod nosem. Nie wiem, co to miało znaczyć, ale miałam to gdzieś. Pałałam się swoim triumfem. Wszystko inne, jak na razie nie istniało.
       Luke pokuśtykał do lodówki i również wyciągnął napój w puszcze. Zamiast go jednak otworzyć, wsunął go do kieszeni spodni dresowych. Odwrócił się w moją stronę i nasze oczy na moment się spotkały.
- Co? – wydusiłam z siebie, kiedy nie przestawał się na mnie gapić.
- To była ładna akcja zemsty – powiedział i zaśmiał się. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- O czym ty mówisz?
- Nie udawaj – rzucił, wzruszając ramionami. – Ashton niemalże piał z uciechy oglądając to wasze widowisko. – Uniosłam brwi do góry, udając, że nie wiem, o co mu chodzi.
- Nie wiem, o czym mówisz.
- Serio, Rose? Myślę jednak, że doskonale wiesz, o czym mówię.
- Oświeć mnie Panie Pewny Siebie.
       Luke pokręcił głową, nie przestając się uśmiechać. Podszedł do mnie i nachylił się w moją stronę tak, że mogłam dokładnie obejrzeć jego twarz z bliska.
- Co ty…
- Wiedziałem. – Wyprostował się. – Masz na policzku trochę zdradzieckiej czarnej farby. 
       Odwrócił się i zadowolony z siebie, wyszedł z kuchni zostawiając mnie samą. Zaskoczoną i nieco zmieszaną. Jednak Luke czasem naprawdę potrafi ruszyć mózgiem i dodać dwa do dwóch. Rozpracował nas w dość szybkim tempie. Ciekawe ile czasu zajmie to Harper?


***
I mamy odwet dziewczyn :) Mam nadzieję, że bawiłyście się tak samo dobrze, jak one :D

Ta część opowiadania powoli dobiega końca. Zostały tylko dwa rozdziały do finału sezonu numer 2 :D 
Nie wiem, czy pamiętacie, ale postanowiłam co sezon zmieniać nagłówek i Monia już przysłała mi nowy, w którym się zakochałam :D Nie mogę się doczekać, kiedy wam go pokażę :D

Wrong time - Niestety nie mogę dodać rozdziału we wtorek, bo od rana do wieczora jestem w robocie. Mam nadzieję, że poniedziałek ci pasuje :D

Następny rozdział w czwartek :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Czyż nie są słodcy? – rzuciłam rozbawiona, a Becky przekrzywiła głowę. Następnie spojrzała na mnie. – Co?
- Nie wierzę, że to powiedziałaś. 

***

- Jak to jest, że zawsze ty zjawiasz się w momencie, kiedy coś się dzieje – powiedział, opierając się o moje ramiona.
- Chyba jesteś na mnie skazany - odparłam. - Taka chyba rola niani.

***

- Czy chcę wiedzieć, co robiliście w męskiej ubikacji razem? – zapytał, unosząc brwi do góry.
- Ja tylko – zaczęłam, ale wyprzedził mnie Hemmings.

***

- Jest dobrze.
- Nie możesz się za dużo forsować na początek – pouczył go Dan, wchodząc w ton rodzica. 


12 komentarzy:

  1. Haha! Zemsta zawsze jest słodka ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha! Zemsta zawsze jest słodka ^.^

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to ale ten rozdział jakoś mi się nie spodobał :/ dawaj next

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny! , ale ta zemsta najlepsza!!
    ♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Zemsta jak najbardziej odpowiednia! �� :P
    Co oni będą robić w męskiej ubikacji?? O.oo.. ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny zemsta była genialna juz nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG!!! Rechotałam przy tym, jak czytałam tą ich zemstę :) wariatki! Ale Harper się należało. Chce kolejny rozdział jak najszybciej ;) i poka ten nagłówek, bo jestem mega ciekawa. Też mnie zastanawia co oni robili w męskiej toalecie XD
    pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. Zemsta ma na imię Rose ;*
    Życzę weny
    Riv

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny rozdział! Oby nie miały przez to kłopotów, bo przecież Mills jest zdolna poskarżyć się dyrektorowi... Przypuszczam, że nie tylko Luke się domyślił. Ale Harper jest na to za tępa XD
    Buziaki, pozdrowienia, weny itd.
    Lusia :"

    OdpowiedzUsuń
  10. cud miód i malina :D czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń