środa, 8 lipca 2015

S2- Rozdział 14

I'm flying without wings


       Nasza zemsta jeszcze długo odbijała się echem wśród szkolnych korytarzy. Ludzie w dalszym ciągu rozprawiali o tym, w jaki sposób Harper dostała to, na co od tak dawna zasługiwała. Oczywiście wszyscy szybko dotarli do prawdy, że trzy zamaskowane dziewczyny to właśnie my. Harper nieco spadła z piedestału, a my stałyśmy się nowymi bohaterkami szaraków i kujonów, którymi tak bardzo gardziła. Oczywiście królowej naszej szkoły nie było to w smak, ale na jakiś czas przestała się nas czepiać. Tyle dobrego…
       Dzisiejszy dzień był ważny dla Luke'a, bowiem w końcu po długim okresie chodzenia o kulach, miał się w końcu pozbyć gipsu. Dzięki temu również i ja byłam w lepszym humorze, bo oznaczało to, że skończą się podwózki do szkoły i częstsze przesiadywanie w jego towarzystwie, co było mi na rękę. Choć ostatnio nasza relacja była całkiem znośna i nie warczeliśmy na siebie tak, jak zazwyczaj, to jednak Luke nadal był dla mnie życiowym utrapieniem, które muszę znosić i tolerować.

       Była przerwa. Siedziałam z Becky na ławce, pożerając jabłko, które przytaszczyłam do szkoły z domu. Przyjaciółka wcinała krakersy, a okruchy zatrzymywały się na jej czystym mundurku. Co jakiś czas odruchowo je strzepywała. W pewnym momencie brunetka odwróciła się w moją stronę. Przez chwilę wpatrywała się we mnie w milczeniu. Uniosłam brwi do góry.
- Co jest? – wydusiłam z siebie, odgryzając kawałek jabłka.
- Zastanawiam się, kiedy Harper w końcu pęknie – powiedziała powoli, a następnie znów rozgryzła krakersa. Doszło do mnie powolne chrupanie.
- Pewnie niedługo.
- Myślisz, że coś knuje?
- Nie mam pojęcia, ale na daną chwilę mam to gdzieś – powiedziałam z uśmiechem. Becky kiwnęła mi głową i również się uśmiechnęła. Chrupnęła po raz kolejny.
       W końcu przed nami pojawiła się Lori. Gdy nas zobaczyła, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ruszyła w naszą stronę, poprawiając torbę, którą miała zawieszoną na ramieniu. Nie było jej tak długo, że przez chwilę myślałam, że zgubiła się w damskiej łazience.
       Nagle z klasy obok wyłoniła się paczka Luke'a, z nim na czele. Przywitali się szybko z blondynką, a nam z daleka skinęli głowami. Ja i Becky wymieniłyśmy spojrzenia. Michael widząc Lori zatrzymał się i zagadał do dziewczyny. Reszta jego kumpli odeszła w znanym tylko im kierunku.
- Hmm – usłyszałam głos Becky. Odwróciłam się w jej stronę. Dziewczyna wpatrywała się w przyjaciółkę czujnym wzorkiem.
- Czyż nie są słodcy? – rzuciłam rozbawiona, a Becky przekrzywiła głowę. Następnie spojrzała na mnie. – Co?
- Nie wierzę, że to powiedziałaś.
- No…Eee… Nie rozumiem.
- To Clifford, myślałam, że nie lubisz chłopaków.
- Lubię Caluma – powiedziałam szybko. – Ale to, że ja nie trawię jakoś szczególnie reszty, nie oznacza, że Lori nie może spotykać się z Michaelem.
- Myślisz, że się spotykają? – zapytała szybko, zerkając na blondynkę i czerwonowłosego, którzy z uśmiechami na ustach pogrążyli się w konwersacji.
- Myślę,  że jeszcze nie – powiedziałam powoli. – Chociaż mogliby w końcu zacząć. Widać, że go do niej ciągnie, a i ona pewnie go bardzo lubi.
- Myślisz, że lubi go tak, że go lubi, czy lubi, że po prostu lubi. 
       Zmarszczyłam nos i znów spojrzałam na przyjaciółkę. Nie zrozumiałam nic z tego, co powiedziała. Ona wpatrywała się we mnie oczekując odpowiedzi.
- Co? – wydusiłam ze śmiechem. Becky przewróciła oczami.
- No, że lubi go tak normalnie, czy lubi go jako kandydata na potencjalnego faceta?
- Nie mogłaś tak od razu? Uprościłoby to nam życie.
- Więc? – ponagliła mnie.
- Nie wiem. Ciężko mi to ocenić, szczególnie, że Lori zarzeka się, że lubi go, jak kumpla.
- Myślisz, że w końcu nam się wygada?
- Mam taką nadzieję – rzuciłam ze śmiechem, a Becky mi zawtórowała.
       Odgryzłam kolejny kawałek jabłka i znów spojrzałam w stronę przyjaciółki. Michael o czymś jej opowiadał, szybko gestykulując, a Lori co jakiś czas śmiała się pod nosem. Dobra, może mam jakieś ale do tej całej szkolnej elity, ale ta dwójka naprawdę całkiem fajnie ze sobą wygląda. Jeśli tylko Clifford, w jakiś sposób skrzywdzi naszą Lori, to ja i Becky już za siebie nie ręczymy. Szczególnie, że Lori nie należy do osób, które interesuje jednorazowa nocna przygoda. A ja Cliffordowi do końca nie ufam.
       Lori w końcu skoczyła rozmowę i z uśmiechem na ustach, który od dłuższego czasu nie schodził z jej twarzy, zatrzymała się obok nas. Ja i Becky spojrzałyśmy na nią.
- I? – wydusiłam z siebie, jednocześnie ponaglając ją ręką, by zdradziła coś na temat Michaela.
- Zaprosił mnie do kina – powiedziała, a brunetka gwizdnęła pod nosem.
- Zgodziłaś się?
- Tak – rzuciła.
- Na reszcie coś konkretnego – rzuciłam z uśmiechem.
- Zaraz zacznie się lekcja – rzuciła Becky, wstając z miejsca. – Widzimy się na następnej?
- Pewnie.

       Weszłam po schodach na górę. Do rozpoczęcia zajęć zostało jeszcze trochę czasu, ale korytarze już powoli robiły się puste. Większość uczniów była już w salach i czekała na nauczycieli. Przede mną na lekcję matematyki podążał Luke, który w ostatnim momencie zatrzymał się i wszedł do męskiej toalety.
       Przechodząc obok drzwi, za którymi zniknął, usłyszałam odgłos spadania – wielu rzeczy – a następnie soczyste kurwa, które wydobyło się z ust blondyna. Uniosłam brwi do góry i nie wiem czemu, ale pierwsze co zrobiłam, to parsknęłam śmiechem. Żałowałam, że tego nie widziałam. Potem jednak nieco oprzytomniałam, w końcu Luke mógł sobie coś zrobić. Niewiele myśląc, otworzyłam drzwi i wparowałam do środka.
- Co ty… 
       Ale nie zdążyłam dokończyć, bo poślizgnęłam się na mokrej posadzce i poleciałam w dół, tracąc równowagę. Torba wyleciała mi z ręki i uderzyła o ścianę z głośnym pacnięciem. Upadek zamortyzowały moje cztery litery, które wylądowały na kafelkach. Ale to i tak bolało.
- Kurwa – syknęłam pod nosem.
- Nic ci nie jest? – zapytał Luke, spoglądając na mnie z takiej samej pozycji, w której byłam ja.
- Spoko – odparłam.
       Dość niezgrabnie dźwignęłam się do góry, starając się nie zaliczyć kolejnego upadku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i szybko namierzyłam przyczynę katastrofy. Jeden z kranów był odkręcony prawie na maksa, a woda nie nadążając spływać, wyciekała poza umywalkę mocząc podłogę. Ślizgając się w swoich trampkach, powoli doszłam do kranu i spróbowałam go zakręcić, ale nic to nie dało. Była klasyczna awaria.
       Zostawiając w spokoju kran i spływającą z umywalki wodę, podeszłam do blondyna. Podniosłam jego kule i oparłam je o ścianę. Następnie wyciągnęłam ręce w jego kierunku i pomogłam mu wstać. Przetrzymałam go w pasie, a Hemmings spojrzał na mnie.
- Jak to jest, że zawsze ty zjawiasz się w momencie, kiedy coś się dzieje – powiedział, opierając się o moje ramiona.
- Chyba jesteś na mnie skazany – odparłam. – Taka chyba rola niani.
       Luke skrzywił się słysząc to określenie. Już maiłam podać mu kule, kiedy drzwi do łazienki otworzyły się. Do środka wszedł pan Clark, który uczył sztuki. Uniósł brwi do góry spoglądając to na mnie, to na Luke'a, w momencie, gdy staliśmy tak blisko siebie.
- Rosalie wiesz, że to męska toaleta i … 
       Nie dokończył. Zrobił krok do przodu, a jego nogi, tak samo, jak moje wcześniej, rozjechały się na boki.  Chciał złapać się czegoś, ale nic nie znalazł pod ręką i runął na mokrą podłogę z głośnym plaśnięciem.
- Kurwa – wysyczał pod nosem, a do moich uszu doszedł cichy chichot Luke'a. – To znaczy… Wy nic nie słyszeliście – powiedział ze śmiechem, wstając z podłogi. – Co tu się dzieje?
- Chyba ktoś uszkodził kran – odparłam, wskazując na umywalkę, z której w dalszym ciągu wylewała się woda. Następnie podałam kule Lukowi. W końcu mogłam się od niego odsunąć.
- Czy chcę wiedzieć, co robiliście w męskiej ubikacji razem? – zapytał, unosząc brwi do góry.
- Ja tylko – zaczęłam, ale wyprzedził mnie Hemmings.
- Rose słyszała, jak się przewróciłem, więc przyszła mi pomóc – odparł, a nauczyciel szybko pokiwał głową. Spojrzał na zegarek.
- Idźcie na lekcje. Zaraz dzwonek, a ja zgłoszę tą usterkę.
       Pokiwaliśmy głowami i ruszyliśmy bez słowa w stronę drzwi. Powoli i bez pośpiechu, aby nie zaliczyć kolejnej widowiskowej gleby. Przed wyjściem podniosłam swoją torbę, która leżała pod ścianą, a następnie podążyłam za Lukiem, który zdążył już wyjść na korytarz. Oboje skierowaliśmy się w stronę sali matematycznej.
- Dzięki – rzucił, kiedy dotarliśmy do drzwi. Kiwnęłam tylko głową i jako pierwsza weszłam do środka.

       Wróciłam do domu i od razu skierowałam się na górę. Weszłam do swojego pokoju. Odłożyłam torbę, przy biurku. Następnie ruszyłam do garderoby, aby się przebrać w coś normalnego. Wskoczyłam klasycznie w dresy i luźną koszulkę.
       Kiedy skończyłam się przebierać, usłyszałam, jak ktoś wchodzi do domu. Wyszłam na korytarz i zeszłam na dół. W kuchni stała mama, rozpakowując siatki z zakupami.
- Część słonko – powiedziała, na mój widok z uśmiechem.
- Część mamcia – rzuciłam, a Sarah zaśmiała się pod nosem.- Co tam masz?
- Zrobię dziś pieczeń z sosem, co ty na to?
- Mi pasuje. Pomóc ci?
- Możesz mi pomóc w czymś innym- powiedziała, wyciągając plik jakiś kartek. - Przejrzyj to.
       Usiadłam na krześle i przejęłam od niej kartki. Na nich wydrukowane były zdjęcia kwiatów. Kwiatów w różnych kolorach i kompozycjach. Przekrzywiłam głowę i spojrzałam na mamę, która chowała mleko do lodówki.
- I co?
- Co to jest?
- Kwiaty.
- Widzę, ale po co one?
- Rosalie na ślubie muszą być kwiaty –powiedziała powoli mama, a następnie zachichotała pod nosem widząc moją zmieszaną minę. No, tak… Nie zaskoczyłam od razu. – Pomyślałam, że czas już się rozglądać nad dekoracjami.
- Jakieś konkretnie ci się spodobały? – zapytałam, przerzucając kartki.
- Wszystkie mi się podobają, w tym tkwi problem.
- Niebieskie nie – rzuciłam, odkładając zdjęcie na blat.
- Dlaczego?
- Jakoś mi nie pasują. Te są w porządku – powiedziałam, pokazując jej bukiet z białych i bladoróżowych lilii. – Róże też są ładne, ale oklepane, bo większość osób pewnie stawia właśnie na róże.
- A ty na co stawiasz?
- Lilie albo lilie połączone z różami. Frezje też są ładne – ciągnęłam, a mama przekręciła oczami. –No, co?
- Wcale nie pomagasz.
- Jak nie pomagam?
- Bo teraz tym bardziej nie wiem, co wybrać – rzuciła mama ze śmiechem, a ja prychnęłam pod nosem. Mimo wszystko ja również się uśmiechnęłam.
       Nagle drzwi od domu otworzyły się i do środka wszedł Dan w towarzystwie zadowolonego z życia Luke'a. Zerknęłam w ich stronę. Hemmings znów pewnie stał na dwóch nogach, a kule zniknęły. Oboje weszli do kuchni – blondyn nieco dziwnie stawiając stopę, ale przecież od razu nie będzie biegał, jak nowo narodzony, w końcu dopiero, co pozbył się gipsu.
       Dan usiadł obok mnie, przysuwając sobie pod nos zdjęcia, które oglądałam. Luke zajął miejsce obok niego.
- Jak tam Luke? – zapytała mama z uśmiechem, odwracając się do blondyna.
- Jest dobrze.
- Nie możesz się za dużo forsować na początek – pouczył go Dan, wchodząc w ton rodzica.
- Mogę wrócić do treningów – ciągnął dalej Luke.
- Ale na razie nie do pełnych, masz zwiększać ich ilość i intensywność stopniowo – wtrącił się Dan, a Luke przekręcił oczami. Miałam ochotę parsknąć śmiechem. – Co to jest? – zapytał starszy Hemmings, machając zdjęciami.
- Kwiaty na ślub – powiedziałam, wyciągając z jego dłoni zdjęcia.
- Podoba mi się to – odparł, wskazując na lilie.
- Widzisz – zwróciłam się do mamy. – Lilie, jak na razie prowadzą dwa do zera. Zastanów się nad tym.
- Zastanowię – powiedziała i uśmiechnęła się do nas.


 

***
Rozdział jest typową przejściówką ku finałowi. Dodaję go też o jeden dzień szybciej, bo przyznam się, że się zawinęłam i pochrzaniłam ustalone sobie w głowie terminy. Zresztą ostatnio się nie ogarniam, więc mi wybaczcie te nagłe zmiany :) Mianowicie, chciałam zakończyć ten sezon do piątku, aby w weekend zacząć kolejny. 

Co powiecie na lekkie przyspieszenie? Dzisiaj 14, a jutro (czwartek) 15 rozdział? Chyba, że chcecie 15-stkę w piątek?

Wiktoria Black - mam nadzieję, że następne rozdziały bardziej ci się spodobają od pechowej 13 :)

Milena - nowy nagłówek zobaczysz w weekend :)

Pozdrawiam!

W następnym odcinku:

- Rose?
- Zostaw mnie – mruknęłam. – Po prostu się odczep.

***

- Co jest?- zapytała Becky.
- Mam chujowy dzień- rzuciłam, prostując się. 

***

- Luke też?
- Co ma do tego Luke? – wypaliłam, naprawdę nie wiedząc, o co jej chodzi.
- Bo nagle zapałaliście do siebie sympatią.
- Tu cię boli – rzuciłam, przekręcając oczami. – Jesteś zazdrosna? 

***

- W porządku? – zapytałam powoli.
- Nie udawaj, że cię to w ogóle obchodzi - mruknął, wciskając telefon do kieszeni. Okej...

***

- Nienawidzę cię – warknęłam pod nosem.
- Co powiedziałaś? – Jego błękitne oczy czujnie wpatrywały się we mnie, a on sam chyba nie wierzył w to, co przed chwilą usłyszał. 

11 komentarzy:

  1. Wow. Nie spodziewałam sie dzisiaj kolejnego rozdziału.. xD
    Jakas zazdrość sie szykuje w następnym rozdziale? :D
    Ciekawe..
    15 chciałabym jutro.. ;) ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też się nie spodziewałam, ale miła niespodzianka :) Tak, jutro i po jutrze! Mnie tam by bardzo odpowiadało :P Trzy osoby wylądowały w łazience na czterech literach i każda to samo przekleństwo. Uwielbiam lilie! Ten fragment z ,,Nienawidzę cię" smutno trochę...
    Ale super rozdział, jak zawsze z resztą :)
    Buziaki, pozdrowienia, czekam na nexta i weny,
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę zobaczyć 15 za wszelką cenę jak najszybciej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wstawiaj 15 jak najszybciej juz nie mogę się doczekać ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział!
    Głosuję na czwartek ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Akcja w łazience zajebiaszcza haha uśmiałam się :) nauczycielowi tezż sie wymskło soczyste słowo haha ;) Luke bez gipsu, wraca do akcji ;)
    Kurcze, kurcze, kurcze te fragmenty są mega. Nie mogę się doczekać,!!!! Dawaj 15 jutrooooo!!!!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapowiada się kolejny niesamowity odcinek :>

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział bomba! <3
    Korci mnie bo strasznie zainteresował mnie spojler xd

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział jutro! Koniecznie! Wiem, że w 15 rozdziale do czegoś dojdzie i jeju nie mogę się doczekać ! *0*
    Fangirling poziom hard ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział jak zwykle świetny ;) . Ta sytuacja w łazience jest śmieszniejsza niż chrapanie mojego taty za ścianą (a ten dźwięk przypomina zepsuty samochód).

    OdpowiedzUsuń