niedziela, 12 lipca 2015

S3 - Rozdział 1

If I could turn back time


       Od pamiętnej kłótni minęło trochę czasu, a nasza wspólna relacja zmieniła się diametralnie. W końcu oboje poszliśmy w odpowiednią stronę – stronę wzajemnego szacunku i porozumienia. Od tamtej pory nie tylko normalnie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, ale wspólnie się uczyć, czy nawet spędzać ze sobą czas, jak dwójka znajomych.
       Ta zmiana nie uszła oczywiście uwadze innych. Pamiętam to, jak dziś, gdy po kłótni zeszliśmy razem na śniadanie i jak gdyby nigdy nic, pochłonęliśmy się w rozmowie na temat szkoły. Wzrok mojej mamy i Dana były bezcenny. Matula pewnie w pierwszej chwili pomyślała, że robimy sobie głupie żarty. Potem jednak uśmiechnęła się szeroko i włączyła się do wspólnego tematu. Dan przetrawił to nieco dłużej, a potem wymienił szybkie spojrzenia z Sarah. Na jego twarzy zauważyłam ulgę. Żadne z nich nie skomentowało nagłos tej nagłej zmiany w naszym zachowaniu. Dopiero później moja matula dopadła mnie w swoje rodzicielskie szpony, wypytując o przyczyny tego, co zaczęło się dziać. Odpowiedziałam jej wprost, że obydwoje doszliśmy do tego momentu, w którym zrozumieliśmy, że dalsze kłótnie i czepianie się o wszystko nie ma sensu. Że czas postawić na bardziej dorosłe podejście. Mama była przeszczęśliwa.
       Dziewczyny na tą naszą nagłą zmianę zareagowały z szerokimi uśmiechami na twarzy. Obydwie w miarę lubiły Hemmingsa i chłopaków, więc było to im na rękę, że ja i blondyn w końcu przestaliśmy na siebie warczeć, jak dwa rozwścieczone psy. Ja za to zrozumiałam, że zbyt szybko oceniłam całe 5 Seconds of Summer, bo zarówno Luke, jak i pozostali z jego paczki, byli normalni i naprawdę w porządku. Nie wzbraniałam się przed spędzaniem z nimi czasu, gdy znajdowaliśmy się w tym samym miejscu. Ogólnie zmiana naszej wspólnej relacji, poprawiła stosunki ze wszystkimi i ułatwiła im życie. Punkt dla nas.
       Gdybym wiedziała, że normalne rozmawianie z Lukiem jest tak proste, może od samego początku postąpiłabym inaczej. Gdybym mogła cofnąć czas i mieć ten sam rozum, co teraz, dałabym mu szansę od samego początku. Wiedziałam też, że on odbiłby tą piłeczkę i dałby tą szansę również i mi. Niestety byliśmy tylko dwójką nastolatków, którzy uczyli się na swoich błędach. My już ponieśliśmy jedną lekcję i wyciągnęliśmy wnioski.

       Nauczyciele nas oszczędzili i tego dnia nie zadali nic do domu. Jakby cała zgraja naszych belfrów skrzyknęła się ze sobą, pozwalając nam złapać trochę tchu od nauki. Pogoda była wyśmienita, więc razem z Becky i Lori postanowiłyśmy spędzić czas po szkole na plaży.
       Wychodząc z domu, wpadłam na Luke'a, który wracał z treningu. Spojrzał na mnie, kiedy zsunęłam na oczy okulary przeciwsłoneczne.
- Gdzie się wybieracie?
- Skąd wiesz, że MY się gdzieś wybieramy? – zapytałam z udawanym przekąsem, a Luke zaśmiał się pod nosem. – Idziemy na plażę.
- Fajnie.
- Ja i dziewczyny – podkreśliłam, choć już wcześniej wpadłam na to, że blondyn mógł się tego najnormalniej w świecie domyślić. – Jak chcesz wpadnij z chłopakami. O ile nas tam znajdziecie.
- Jasne, dam im znać – powiedział, wyciągając komórkę ze swoich spodni.
- W takim razie, może do zobaczenia.
- Na pewno do zobaczenia. W końcu mieszkamy pod jednym dachem – rzucił, a ja przekręciłam oczami. Nienawidziłam, kiedy tak łapał mnie za słówka. Machnęłam mu ręką na odchodnym, a następie wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi.

       Na plaży zebrało się już sporo osób w różnym wieku, choć nadal było dużo miejsca, by się rozłożyć. Piasek palił w stopy, więc trzeba było zakopywać nogi nieco głębiej, w miejsca gdzie był on zimny, by dojść do celu. Słońce świeciło nam w plecy, ogrzewając ciała. Można było się poczuć, jak na wakacjach. Sydney miało swoje uroki, a jednym z nich były niewątpliwie szerokie plaże.
       Rozłożyłyśmy ręczniki, a następnie ściągnęłyśmy ubrania. Jako pierwsza położyłam się na swoim miejscu, zakładając okulary na czubek głowy. Lori rozejrzała się i uśmiechnęła.
- Kto idzie do wody? – zapytała z entuzjazmem.
- Mnie dwa razy nie musisz namawiać – odparła Becky. – Idziesz? – Spojrzała na mnie swoimi zielonymi oczami.
- Przy drugim wejściu – odpowiedziałam, otwierając materiałową torbę. – Chcę się trochę podsmażyć.
- Dobra. My niedługo wracamy –rzuciły i pobiegły w stronę wody.
       Gdy tylko zdążyły się oddalić, ja usłyszałam znajome głosy. Powoli odwróciłam się w stronę trójki chłopaków, którzy szli w moim kierunku. Michael podskakiwał na piasku, a Calum o czymś opowiadał Ashtonowi, który co chwilę chichotał pod nosem. Zatrzymali się obok i wtedy trzy pary oczu spojrzały w moją stronę.
- Hejka Rose – powiedział Calum.
- Hejka chłopaki – rzuciłam, podnosząc głowę do góry, bo oni nadal nade mną stali. – Gdzie Luke?
- Parkuje samochód – poinformował mnie Ashton.
- Gdzie Lori? – zapytał Michael, a ja uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Clifford nadal uganiał się za blondynką, a i ona przestała traktować go nazbyt obojętnie. Choć nadal milczała w tej kwestii, jak i Becky wiedziałyśmy, że chyba Michael przeszedł na nieco wyższy poziom. Lubiła go z pewnością bardziej, niż kiedyś.
- W wodzie.
- Poszła beze mnie?
- Poszła z Becky – odparłam, a on zaczął rozglądać się po plaży. Dobrze wiedziałam kogo próbuje namierzyć.
       Chłopaki obeszli nasze ręczniki i zaczęli rozkładać swoje. Ja cały czas leżałam na tak zwanym wylocie, do póki nie zjawił się Luke. Jak gdyby nigdy nic, rozłożył swój ręcznik obok mojego. Ściągnął z nosa okulary przeciwsłoneczne, uśmiechnął się i spojrzał na swoich kumpli.
- Kto idzie po jedzenie? – wypalił blondyn.
- Tak szybko? – rzuciłam.
- Jestem głodny -  odpowiedział, a ja wzruszyłam ramionami. Żadna nowość. Hemmings potrafił pochłonąć taką ilość jedzenia, że wystarczyłoby dla kilku osób, z czego za godzinę zacząć jęczeć, że znów chce mu się jeść. Zdążyłam się do tego przyzwyczaić.
- Mogę iść – powiedział Irwin.- Rose, chcesz coś?
- Może być zapiekanka.
- Pójdę z tobą – odezwał się Michael. – Weźmy też po zapiekance dla Becky i Lori. – Ashton pokiwał głową.
- Dobra, pomogę wam. Skoro Hemmings uważa, że nie musi się już ruszać, skoro nas tu przywiózł – powiedział Calum, spoglądając na Luke'a swoimi ciemnymi oczami. Na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek.
- Ja przetransportowałem tu wasze tyłki, a ty przetransportuj mi tu jedzenie – skwitował Luke, ściągając koszulkę i spodnie. Hood przewrócił oczami, pokazał mu środkowy palec i poszedł za chłopakami.
       Wyciągnęłam z torebki krem do opalania i powoli zaczęłam go nakładać na nogi i ramiona. Co jakiś czas spoglądałam na stojącego obok blondyna, który w swoich niebieskich kąpielowych spodenkach w białe duże kwiaty prezentował się całkiem dobrze. Miał sylwetkę sportowca, a do tego był wysoki, no i posiadał tą swoją słodką buźkę, za którą tak odwracały się dziewczyny na szkolnych korytarzach. Do tego emanował tą pewnością siebie, która czasem naprawdę mnie wkurzała.
       W końcu Hemmings usiadł na swoim ręczniku i spojrzał w moją stronę. Dokończyłam rozcieranie kremu, a następnie, jak gdyby nigdy nic rzuciłam w niego butelką.
- Co? – wydusił.
- Posmaruj mi plecy łosiu – odparłam ze śmiechem. Kątem oka zobaczyłam jeszcze, jak przekręca swoimi błękitnymi oczami, a następnie odwróciłam się do niego plecami.
       Słyszałam, jak się do mnie przybliżył, a potem, jak otworzył butelkę z kremem do opalania. Po chwili poczułam na plecach przyjemne zimno, kiedy Luke zaczął rozprowadzać białą papkę na mojej skórze. Kiedy skończył, odwróciłam się do niego.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy – odparł, wyciągając pomarańczową butelkę w moją stronę. Uniosłam brwi do góry. – Co?
- Nie zamierzasz się posmarować?
- Po co?
- Spalisz się na raka i będziesz jęczeć – odparłam, odrzucając do tyłu swoje rude włosy. - I ty dobrze wiesz, że mam rację.
- Uwielbiam, jak mówisz do mnie w tak matczyny sposób – prychnął pod nosem. – Nie mam pięciu lat.
- O tym bym podyskutowała.
- Nie będę się smarować tą białą paciają – skwitował i jak gdyby nigdy nic, położył się na brzuchu. – I nie spiekę się na raka.
       Przekręciłam oczami. Choć nasza relacja zmieniła się na lepsze, to i tak czasem lubiliśmy się ze sobą nieco podroczyć. Luke kiedyś określił to mianem wspomnień z początku.
       Niewiele myśląc zakradłam się do niego i wtedy, kiedy się najmniej tego spodziewał, wycisnęłam mu trochę kremu na plecy. Podskoczył w miejscu i warknął coś niezrozumiałego pod nosem, ale ja miałam to gdzieś. Powoli zaczęłam wcierać krem w jego skórę. Gdy skończyłam, odwrócił się do mnie.
- Ty zawsze i tak robisz to, co chcesz, co nie?
- Jak zawsze – odpowiedziałam, rozsmarowując nieco kremu na rękach.
- Nie wiesz, co to nie?
- Nie – odpowiedziałam i zaśmiałam się pod nosem.
- Słodki Jezu – mruknął i już chciał położyć głowę na rękach, ale ja wykorzystałam moment, kiedy - o zgrozo Luke zapatrzył się na mój kostium kąpielowy i nachyliłam się w jego stronę, rozsmarowując mu krem na twarzy.
- No, co ty Rose! – jęknął, łapiąc mnie za ręce.
- To na wszelki wypadek żebyś nie spalił sobie tej swojej słodkiej facjaty – odparłam rozbawiona. Tak, nieraz byliśmy, jak banda zwykłych dzieciaków. Ale jakoś szczególnie nam to nie przeszkadzało.
- Uważasz, że mam słodką buzię? – zapytał, puszczając moje ręce, a ja wklepałam krem w jego twarz.
- Odczep się.
- Dobrze wiedzieć – odparł z triumfem i położył się. Nieco mnie to zatkało, ale uznałam, że nie warto się w to bardziej zagłębiać. W końcu to facet, a oni myślą całkiem inaczej, niż my. Wzruszyłam ramionami i sama położyłam się na ręczniku, czekając na to, kto wróci pierwszy – dziewczyny, czy może chłopaki.
       Pierwsze, co poczułam to przyjemny zapach niezdrowego żarcia. Potem kilka kropel zimnej wody opadło mi na twarz, a ja, aż się wzdrygnęłam. Raptownie usiadłam, otwierając oczy. Jedni i drudzy wrócili w tym samym momencie.
- No, weź Becky – jęknęłam, kiedy dziewczyna otrzepała się przy mnie, niczym pies. Woda poleciała na moje rozgrzane ciało, a ja dostałam gęsiej skórki i dreszczy na plecach. Dziewczyna wybuchła śmiechem na widok mojej miny, a potem, usiadła obok mnie.
- Wziąłem ci z łagodnym sosem – powiedział Calum, klękając naprzeciwko mnie i podając mi długą zapiekankę. – Może być?
- Pewnie. Wielkie dzięki.
- Trzymaj Panie Ja Ci Zawiozłem Tu Tyłek – rzucił w stronę Luke'a, a ten przekręcił oczami. Następnie Hood usiadł na moim ręczniku, więc musiałam skrzyżować nogi, by przypadkiem go nie uderzyć. Wgryzłam się w zapiekankę, czując, jak pieczywo chrupie mi w buzi. Przez chwilę każdy z nas pochłonięty był jedzeniem.
- Co powiecie na wodną siatkówkę? – zapytał Ashton, a my odwróciliśmy się w jego stronę.
- Tylko nie wywalaj mi tu z dziewczyny kontra chłopaki – mruknęła Lori.
- Mogą być składy mieszane – ciągnął, wzruszając ramionami.
- Mi pasuje – rzuciłam, kiwając głową.
- To po jedzeniu mały odpoczynek, a potem wyzywam was na pojedynek – powiedział z uśmiechem Ashton.
- Tylko potem nie płacz, że przeciwna drużyna skopała ci tyłek – odparł Michael. Irwin zmierzył kumpla wzorkiem, a potem wrócił do jedzenia.

       Weszłam po schodach na górę i zapukałam do pokoju blondyna. Bez czekania na jakiś znak, wparowałam mu do środka. Moje nogi poślizgnęły się na papierach, a ja tracąc równowagę, poleciałam w dół. Upadłam na dywan, sycząc przekleństwa pod nosem.
       Podniosłam głowę i spojrzałam na Luke'a, który siedział tuż przy łóżku i siląc się na to, by się nie roześmiać, wpatrywał się we mnie z politowaniem.
- Nic ci nie jest?- zapytał, a na jego twarzy pojawił się głupi uśmieszek.
- Weź się goń – mruknęłam, nie ruszając się z miejsca. – Co ty w ogóle robisz? – dodałam rozglądając się po papierzyskach, które były chyba wszędzie.
- Piszę tekst do nowej piosenki. A raczej dodaję coś od siebie do słów Caluma.
- I musisz tak syfić?
- To mój pokój.
- I musisz tak syfić? – powtórzyłam, wstając. Blondyn uniósł brwi do góry. – Nie chciałam ci przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz – powiedział z uśmiechem.
- Miałam ci tylko przekazać, że rodzice włączają film. Więc, jak chcesz to…
- Jasne, zaraz zejdę. – Kiwnęłam tylko głową i podeszłam do drzwi. Już miałam wyjść, kiedy Luke odezwał się po raz kolejny. – Zrobisz mi popcorn?
- Spoko – rzuciłam, przekręcając oczami.
- To spoko- odpowiedział, a ja wyszłam z jego królestwa, które teraz tonęło w papierach. 


***
Pierwszy rozdział trzeciego sezonu za nami! Mam nadzieję, że wam się spodobał. Jest co prawda typowym wstępem, który miał pokazać nową - lepszą - relację między bohaterami :D

Widać też małą zmianę na blogu, mianowicie nowy nagłówek, w którym ja się zakochałam - ale to wiecie. Monia my guru - jesteś NAJLEPSZA!!! Dzięki za to cudo! 
Mam nadzieję, że nowy nagłówek też wam się podoba :) A jak nie to zażalenia kierować do Moni (hahah) :D

Co powiecie na kolejny rozdział we wtorek? Chyba, że macie inne propozycje? Jestem wstanie się dopasować :)

Dziękuję również za wszystkie wasze pozytywne komentarze - motywujecie mnie do dalszej pracy i to BARDZO! Jesteście NAJLEPSIEJSZE - ale to już wiecie (muszę znaleźć dla was jakieś inne czaderskie określenie - może jakieś propozycje? :D).

Pozdrawiam!

W następnym odcinku:

- Co chcesz? – zapytał, a ja odsunęłam się od niego, udając oburzoną.
- Czy ja muszę coś od ciebie chcieć?

***

- Zagadaj go – powiedział szybko, zerkając w stronę drzwi, jakby się obawiał tego, że zaraz się otworzą i Luke wparuje do środka. Zamrugałam kilka razy oczami. – Możesz go nawet powalić na podłogę, założyć chwyt Nelsona, tylko nie wypuszczaj go z pokoju.

***

- No, weź!
- Nic z tego.
- Jesteś okrutna!
- A ty psujesz niespodzianki!

***

- Co się stało?
- Zepsuj mi komputer, ale nie tak naprawdę – powiedziała, przysuwając laptop bliżej siebie. Dan uniósł brwi do góry. Spoglądał na nas, jak na wariatki. – No, zrób to.

***

- Przytulić cię na pocieszenie?- wypaliłam nie mogąc się powstrzymać. Mimo, że bardzo się starałam, to jednak z moich ust wydobył się cichy chichot. Luke spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Mocniej zacisnął usta. Chyba go jeszcze bardziej wkurzyłam. 

12 komentarzy:

  1. ja to bym chciała przeczytać co będzie dalej już jutroXD świetnie jak zwykle♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Nagłówek jest śliczny, rozdział cudowny, czego chcieć więcej? Jeju kocham to ♥
    a czy next może być jutro? Plooosee *kot ze Shreeka*

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział!
    Aww to się nazywa kochające się rozdzeństwo! ;D
    Z niecierpliwością Czekam na następny rozdział ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nagłówek jest śliczny, rozdział cudowny, czego chcieć więcej? Jeju kocham to ♥
    a czy next może być jutro? Plooosee *kot ze Shreeka*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten nagłówek jest prześliczny a rozdział jak zwykle niesamowity, fantastyczny, cudowny,[...]
    Nie mogę się już doczekać następnego rozdziału!!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest zajebiste! Może być jutro?! *maślane oczęta*
    Nagłówek śliczny i wyściskaj ode mnie Monię :)

    Teraz nareszcie nie są jak pies z kotem, chociaż podoba mi się ,,wspominanie początków" :) Czekam na więcej,
    Buziaki, pozdrowienia, weny
    Lusia :*
    PS. Nie obrazisz się, jak obarczę cię za niedługo nominacją do La? ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zacznę od najprzyjemniejszego: ten nagłówek *-* chyba najlepszy ze wszystkich. :) Gratulacje dla Moni!
    W sumie reszta też jest najprzyjemniejsza XD W końcu, w końcu, w końcu przestali się kłócić i po prostu będę się tym cieszyć jeszcze długi czas. Można? Można! Jak się chce, to się wszystko zrobi, prawda Rosie? :p
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  8. BOSKO! CUDO! SUPER! W końcu ich relacja jest taka, jaka być powinna. Oni razem są taką słodką mieszaniną :D Mam nadzieję, że będzie między nimi coś więcej. Nagłówek jest cudowny, naprawdę bardzo mi się podoba!!! :D Podoba mi się też gif pod spodem - czy Calum wchodzi pod prysznic w skarpetkach, czy mi się wydaje XD
    Ja oczywiście jestem za jutrem! Jutro cem nowy rozdział! JUTROOOO! :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudny nagłówek, super rozdział. W końcu na siebie nie warczą. Jest zaj....... ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. O matkkkoo.. To jest GENIALNE! Słyszysz ? GENIALNE!! Nexta poproszę w poniedziałek czyli jutro!! Bardzo ładnie proszę? :) :D

    OdpowiedzUsuń