środa, 29 lipca 2015

S3 - Rozdział 10

How am I supposed to leave you now?
When you're looking like that


       Ubrana w swój szykowny mundurek, siedziałam w kuchni, pochłaniając śniadanie, na które składały się płatki z mlekiem. Miałam zarzuconą nogę na nogę, a o kolano oparłam rękę, którą co jakiś czas przerzucałam kolorowe kartki magazynu. Pod drugiej stronie stołu siedział Luke, który też jadł, jednocześnie szybko przesuwając palcami po ekranie swojego telefonu.
- Miłego dnia – rzuciła mama, która wleciała do kuchni. Zapięła szybko żakiet.
- Mamo – odezwałam się, nie odrywając oczu od artykułu.
- Skarbie, naprawdę jestem spóźniona…
- Zostawiłaś teczkę na blacie przy lodówce – powiedziałam, wkładając do ust kolejną porcję płatków. Sarah wypuściła głośniej powietrze z ust i uśmiechnęła się. Wzięła ją, poklepała Luke'a po ramieniu, a potem cmoknęła mnie w czubek głowy.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Pewnie w połowie drogi musiałabyś zawrócić – rzuciłam, wzruszając ramionami. Uśmiechnęłam się do niej, a mama pokiwała głową, a następnie, niczym torpeda wyleciała z domu.
       Gdy usłyszałam zamykające się za nią drzwi, przekręciłam oczami. Cała mama, wiecznie zabiegana i roztargniona, ale odkąd pamiętam taka była. Przerzuciłam kolejną kolorową stronę. Nagle poczułam, jak Luke mi się przygląda. Powoli podniosłam głowę do góry i wlepiłam w niego swoje brązowe oczy.
- Co? – wydusiłam z siebie, zamykając gazetę.
- Wybierasz się na bal? –wypalił, a ja uniosłam brwi do góry.
- Nie wiem – powiedziałam, po raz kolejny wzruszając ramionami. – Jakoś nigdy nie lubiłam tych wszystkich szkolnych szopek. Jeszcze nie zdecydowałam, czy iść.
- A jakby ktoś cię zaprosił?- ciągnął dalej.
- Wtedy zastanowiłabym się bardziej – odparłam, a on tylko kiwnął głową. – Zresztą, to tylko głupi szkolny bal.
       Luke oderwał ode mnie swoje błękitne oczy i znów skupił się na telefonie. Dokończyłam płatki, a następnie odstawiłam miskę do zlewu. Rzucając mu przez ramię szybkie zobaczymy się w szkole, złapałam za torbę i wyszłam z domu.
       Poczułam na twarzy ciepłe promienie słońca oraz delikatny wietrzyk. Wzięłam głęboki oddech i niechętnie poczłapałam w stronę samochodu. Komu w taką pogodę chce się kisić w budzie? Otworzyłam go i wsiadłam do środka, kładąc torbę na siedzeniu pasażera. Włożyłam kluczyk do stacyjki i przekręciłam go. Silnik zakręcił raz, a potem drugi raz. Jednak nie odpalił.
- Co do cholery? – syknęłam pod nosem. Spróbowałam kolejny raz i kolejny, ale mój samochód odmówił mi posłuszeństwa.
       Warknęłam cicho, chwyciłam za torbę i wysiadłam z niego, klnąc pod nosem. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Już chciałam je otworzyć, kiedy one same stanęły otworem. Luke prawie na mnie wleciał.
- Jeszcze tutaj?- zapytał, a następnie uniósł brwi do góry. – Co jest?
- Nie mogę zapalić – mruknęłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Blondyn spojrzał na zegarek.
- Chodź, podrzucę cię – powiedział i zamknął drzwi od domu, a następnie ruszył w kierunku swojego samochodu. – Po szkole zobaczę, co się tam dzieje.
- Znasz się na tym? – zapytałam, idąc za nim. Ten raptownie zatrzymał się i odwrócił. Teraz to prawie ja, bym na niego wpadła, gdybym na czas nie zahamowała.
- Nie ubliżaj mi – odparł. Uniosłam brwi do góry, a on posłał mi ten pewny siebie uśmieszek. Przekręciłam oczami.
       Podeszłam do jego czarnego samochodu. Hemmings otworzył go, a ja wsiadłam na miejsce pasażera. Po chwili usiadł za kierownicą. Zapięłam pasy. Położyłam torbę na kolanach i spojrzałam na niego, uśmiechając się złośliwie.
- Co?
- Dasz poprowadzić?
- Po moim trupie.

       Z powodu rady pedagogicznej, odwołano nam dwie ostatnie lekcje. Wszyscy uczniowie piali z zachwytu, że mogą urwać się ze szkoły znacznie wcześniej. Niestety ja oraz kilka innych osób pracujących przy balu, musieliśmy zostać w naszej szacownej placówce. Ale i tak każdy z nas był zadowolony. Mogliśmy zacząć szybciej, a co za tym idzie, szybciej skończyć.
       Siedziałam na ławce w parlamencie uczniowskim, machając nogami. W ręku trzymałam puszkę z napojem. Co jakiś czas pociągałam z niej łyk, wsłuchując się w głos rozkazującego Caluma, który przedstawiał nam plan działania. Obok mnie siedział Michael, który z kawałka papieru stworzył coś na wzór gadającej głowy i teraz poruszał jej ustami udając Hooda. Prawie parsknęłam śmiechem.
- Rose?
- Tak? – wydusiłam z siebie, czując, jak boli mnie szczęka. Musiałam ją mocno zaciskać, by się nie roześmiać.
- To da się zrobić? – zapytał Calum.
- Tak, jasne. Połączy się kolorowy papier tworząc łańcuch, a potem rozgałęzi się go na boki – powiedziałam tonem znawcy. - W poprzedniej szkole zrobiliśmy coś takiego i wyglądało naprawdę dobrze.
- To chciałem usłyszeć – rzucił z uśmiechem.
- To chciałem usłyszeć – powtórzył cicho Michael, ruszając papierową głową i jednocześnie dziobiąc mnie nią w nogę. Parsknęłam cichym śmiechem, zasłaniając usta ręką. – To chciałem usłyszeć Rose… Właśnie to…
- Michael – powiedział Calum, a Clifford wyprostował się, udając, że uważnie go słucha. – Luke. – Usłyszałam, jak czerwono włosy wypuszcza z ust cicho powietrze. Chyba przez chwilę myślał, że złapie ochrzan od naszego przewodniczącego.
- Muzyka to wasza działka – ciągnął dalej Calum.
- Przyszykujemy listę kawałków – odezwał się Luke, który siedział kawałek dalej. – Będzie ją puszczać Ben.
- Zajmiemy się też ustawieniem i rozłożeniem sprzętu – dodał Michael.
- To chciałem usłyszeć- rzucił Hood, kiwając głową.
- To chciałem usłyszeć – mruknęłam, zmieniając głos tak, jak wcześniej on to robił, a Michael zachichotał pod nosem.
- To chciałem usłyszeć – pociągnął Clifford, a w ruch znów poszła jego papierowa głowa.
- Wiesz Michael?- rzuciłam, wskazując na niego palcem. – To chciałem usłyszeć –wyszeptaliśmy jednocześnie i zaczęliśmy oboje dusić się ze śmiechu.

       W pokoju parlamentu był dość spory składzik, w którym to trzymano różne rzeczy. Naprawdę różne rzeczy. Mogłabym się założyć, że większość członków parlamentu w ogóle nie jest świadoma, co tam można znaleźć. 
       Calum pozwolił mi tam pogrzebać, a ja wynalazłam parę przydatnych rzeczy – mianowicie srebrno złote długie włosie, zamknięte szczelnie w oryginalnym opakowaniu i nigdy nie używane, które idealnie nada się do ozdobienia wejścia sali gimnastycznej, pakowane kolorowe lampki, które można dorzucić do tych, które uzbieraliśmy, kilka łańcuchów stworzonych ze sznurka i płyt kompaktowych i parę plakatów z zespołami, które można będzie dorzucić do całości. W końcu mają to być lata 80 i 90. Do tego doda się kilka kolorowych malunków, dyskotekową kulę, którą załatwił od swojego wujka Ashton, duży plakat oraz ozdobiony łańcuchami sufit. No i oczywiście balony… Balony, które chłopaki będą dmuchać przed samym balem. Jeszcze nie utworzył mi się w mózgu dokładny plan rozmieszczenia tego wszystkiego. Znając mnie i tak wyjdzie to w przysłowiowym praniu.
       Postanowiłam zabrać się za duży plakat z napisem lata 80 i 90. Girlandy biorę do roboty do domu, bo to nad nimi najwięcej spędzę czasu. Rozłożyłam się na końcu pokoju, a Ash odsunął mi ławki tak, bym miała więcej miejsca. Od razu zabrałam się za pracę.

***
       Siedzieli ściśnięci przy jednym komputerze. On i Michael starali się zrobić wstępną listę zespołów, a potem wybrać ich największe hity. Calum z Ashtonem wisieli nad nimi, co jakiś czas zaglądając im przez ramię.
- Koniecznie to- powiedział Hood, wyciągając palec i pukając nim w monitor.
- Kto tu decyduje, my czy ty? – rzucił ze śmiechem Clifford, a Mulat przewrócił oczami. –Ale tak ich koniecznie.
- Luke – odezwał się Irwin, nachylając się w stronę blondyna. – Zaprosiłeś w końcu Rose na bal?
- A co? Jesteś zainteresowany pójściem ze mną? – odparł Hemmings, zerkając na niego ze złośliwym uśmiechem na ustach.
- Tak, o ile zagwarantujesz mi szybki numerek po – rzucił Ashton i cała ich czwórka wybuchła śmiechem. – A tak serio, pytam poważnie.
- Rose chyba nie jest zainteresowana balem – powiedział powoli Luke.
- Jak to nie? – wydusił z siebie Calum. – To ostatni bal! Bal maturalny!
- Nie drzyj się – mruknął Clifford, krzywiąc się, bo Hood prawie wykrzyczał mu to do ucha.
- A co chcesz iść z nią? – zapytał Luke, spoglądając na kumpla.
- Wiesz, że nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił – powiedział poważnym tonem Ashton.
- Daj spokój, tylko żartowałem – ciągnął dalej blondyn.
- Zresztą – odparł Irwin. – Ja już mam partnerkę.
- Z kim idziesz? – zainteresował się Michael.
- Z Courtney.
- A czy ty przypadkiem nie umówiłeś się z Michelle? – odparł Clifford, odwracając się w stronę Hooda. Ten pokiwał głową z uśmiechem. – Ładnie…
- Bliźniaczki – rzucił Luke, kiwając głową.
- Piona stary – powiedział Irwin, wyciągając rękę w stronę Hooda. Calum przybił mu piątkę i oboje ryknęli śmiechem.
- A teraz zjeżdżać – odparł Miachel, machając ręką. – Przeszkadzacie nam.
- Ja mam, co robić – odezwał się Calum. – Muszę przejrzeć to jeszcze raz – pociągnął, machając zapisanymi kartkami.
- A co ja mam robić? – zapytał Irwin.
- Idź i pomóż Rose – powiedział Calum. – I namów ją na bal. Ma tam iść z Hemmo.
- Zejdźcie ze mnie – mruknął blondyn.
- Zejdźcie ze mnie – przedrzeźnił go Irwin. – Nie wiem, co ta laska z tobą robi, ale jeśli o nią chodzi, to gdzieś zgubiłeś tą swoją pewność siebie.
- Co?
- Bo od kiedy to masz problem z wyciągnięciem dziewczyny na imprezę? – zakpił Ashton. – Ty chyba serio mocno wpadłeś…
- Spieprzaj – rzucił Luke. Ashton zaśmiał się tylko, odwrócił się i odszedł w stronę rudowłosej.

***
       Weszła do pokoju parlamentu, w którym od dłuższego czasu trwały prace. Zostawiła Angelę na korytarzu. Pewnym krokiem ruszyła w kierunku Hooda. Wyciągnęła w jego stronę teczkę, a ten bez słowa przejął ją od niej.
- I? – zapytał Calum.
- Umówiony – rzuciła, a on uśmiechnął się.
- Dzięki Harper, to wszystko.
- Mam pytanie – zaczęła powoli, spoglądając na niego spod wachlarzu gęstych rzęs.
- Tak?
- Idziesz z kimś na bal? – Chłopak uniósł brwi do góry i spojrzał na nią. Pokiwał głową. – A Ashton?
- Idzie z Courtney.
- A reszta?
- Michael zaprosił Lori i z tego, co wiem to pewnie Luke pójdzie z Rosalie.
- Ah, tak… Okej. – Calum w dalszym ciągu wpatrywał się w nią uważnie. – Nie, nie myśl sobie, że jestem zdesperowana, czy coś. Po prostu byłam ciekawa. – Hood tylko kiwnął głową i wrócił do papierów.
       Harper odwróciła się i wyszła z pokoju. Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, warknęła cicho pod nosem. Była wściekła. Luke nie może iść na bal z Rivers!

***
       Wrzucałam do szafki podręczniki i zeszyty, których nie będę potrzebować w domu. Jednocześnie zrobiłam sobie więcej miejsca w torbie. Nagle zauważyłam na ręku plamy od farby. Wyjęłam chusteczki i zaczęłam pospiesznie się wycierać. Na całe szczęście farba nie zaschła i całkiem dobrze schodziła.
- Rose? – Obok mnie pojawił się Hemmings. Oparł się ręką o metalowe szafki i wlepił we mnie swoje błękitne oczy.
- Luke?
- Gotowa?
- Tak, możemy jechać.
- Poczekaj, masz coś tutaj – powiedział i przybliżył się do mnie. Wstrzymałam oddech.
- Co?
- Masz farbę na nosie – rzucił ze śmiechem. Przejął ode mnie chusteczkę i delikatnie przejechał materiałem po moim nosie. – Już.
- Dzięki – odparłam z uśmiechem.
- Luke!  - Przekręciłam oczami słysząc jej głos. Potem doszedł do mnie stukot jej obcasów.
- Spotkamy się przy samochodzie – rzuciłam szybko. Minęłam blondyna, który kiwnął mi głową i ruszyłam w stronę wyjścia.

***
       Spojrzał na dziewczynę, która szła w jego stronę. Jej brązowe włosy, spięte w wysoki kucyk mocno podskakiwały, kiedy ona stawiała kolejne kroki. Gdzieś w tle wyłapał Angelę, która czekała na swoją przyjaciółkę.
- Luke – powtórzyła Harper, a na jej twarzy wymalował się uśmiech.
- Tak?
- Tak myślałam… Czy nie chcesz się o coś mnie zapytać odnośnie balu? - Luke zmarszczył czoło, a potem kiwnął głową i lekko się uśmiechnął.
- Prawie bym zapomniał – powiedział, poprawiając plecak.
- Tak, Luke?
- Czy dasz radę załatwić napoje? Calum zapomniał się ciebie o to spytać.
- Ach… No… Nie ma sprawy.
- Super. Dam mu znać. Muszę iść. Do zobaczenia.
- Cześć – rzuciła. 
       Luke uśmiechnął się do niej raz jeszcze, a następnie odwrócił się i poszedł w stronę wyjścia. Nie słyszał, jak Harper zazgrzytała zębami. 


***
       Na parkingu spotkałam Ashtona, z którym wdałam się w krótką rozmowę. W krótką, bo Luke po chwili wyłonił się ze szkoły. Oboje pożegnaliśmy się z Irwinem i podeszliśmy do samochodu. Blondyn otworzył go. Wsiedliśmy do środka w tym samym momencie. Zapięłam pas, położyłam na kolanach torbę i odwróciłam się w jego stronę.
- Luke?
- Nie, nie dam ci poprowadzić – rzucił, kręcąc głową.
- Nie o to mi chodzi – mruknęłam. Spojrzał na mnie. – Wysadzisz mnie przy galerii handlowej?
- Nie ma sprawy.
       Luke odpalił samochód i po chwili wyjechaliśmy z terenu szkoły. W tle leciała cicho muzyka, którą puścił z radia. Między nami zapanowała cisza. W końcu zaczęliśmy rozmawiać na temat 5 Seconds of Summer.
- Nie chwaliłeś się, że dyro wam pozwolił- rzuciłam z uśmiechem, kiedy Luke oznajmił mi, że zagrają na balu. – Nawet chłopaki nic nie mówili.
- Nie było okazji.
- Nie było okazji – odparłam, kręcąc nosem. Uśmiechnął się. – To jakaś wielka tajemnica?
- Jasne, że nie – rzucił, przekręcając oczami. – Nawet jakby była, to i tak bym ci powiedział - dodał ciszej.
-Co?- zapytałam, odwracając się do niego. Luke tylko pokręcił głową. Wzruszyłam ramionami, skupiając oczy na drodze. Mimo wszystko uśmiechnęłam się lekko pod nosem.
       Samochód zatrzymał się tuż przy placu, od strony głównego wejścia. Wyswobodziłam się z pasów. Rozpięłam torbę i wyciągnęłam z niej niewielkie lusterko. Poprawiłam włosy, a Luke parsknął śmiechem. Zerknęłam na niego, walcząc z pokusą, by go nie walnąć. Jednak przekręciłam tylko oczami, chowając lusterko z powrotem do torby.
- Dzięki – rzuciłam, łapiąc za klamkę.
- Długo tam będziesz?
- Idę tylko odebrać buty, które zamówiłam – powiedziałam, wpatrując się w niego. – To mi zajmie góra dziesięć minut. Idę na parter.
- To poczekam.
- Nie musisz.
- Spoko, poczekam.
- Dzięki – odparłam po raz kolejny i uśmiechnęłam się. – Mogę zostawić tu torbę? – Pokiwał głową. Wyciągnęłam portfel i wysiadłam z samochodu.

***
       Rozsiadł się wygodniej w fotelu, pogłaśniając muzykę. Wyjął telefon i odpisał na wiadomość od Caluma. Potem włączył jedną z gier. Może tym razem pobije swój rekord?
       Co jakiś czas zerkał na zegarek. Minęło pięć, potem dziesięć, aż w końcu piętnaście i dwadzieścia minut, a ona nie wracała. Prychnął pod nosem, wyłączając grę. Zaczął pukać palcami w kolano, zastanawiając się, czy do niej zadzwonić. W końcu jednak odszukał jej numer telefonu w kontaktach i przystawił komórkę do ucha. Czekał.
       Nagle rozległ dźwięk dzwoniącego dzwonka, który dochodził z jej torby. Rose nie wzięła telefonu. Warknął pod nosem i pokręcił głową. Chyba wychodzi na to, że będzie musiał ze sklepu wylec ją siłą.
       Schował jej torbę pod siedzenie, a następnie wysiadł z samochodu. Zamknął go i szybko ruszył w kierunku wejścia. Poczuł, jak burczy mu w brzuchu. Był głodny, a ona robiła zakupy. Życie go chyba pokarało.
       Wszedł do środka. Zaczął się rozglądać za jakimś sklepem obuwniczym. W końcu powiedziała, że będzie na parterze. Minął jeden, ale tam jej nie było. Zerknął do kolejnego, ale i tam nie odnalazł rudowłosej. W końcu zatrzymał się przy trzecim. Bingo.
       Zauważył ją siedzącą na czerwonej pufie, mierzącą czarne szpilki z koronką. Uniósł lekko brwi do góry. Jej szkolna spódnica lekko zadarła się do góry, odsłaniając nieco więcej, niż zazwyczaj. A do tego doszły te seksowne buty. Luke nie znał się na tego typu obuwiu, ale w nich jej nogi wyglądały rewelacyjnie.
       W pewnym momencie Rosalie podniosła głowę i ich spojrzenia spotkały się ze sobą. Zrobiła zaskoczoną minę. Luke pokręcił nosem i wszedł do sklepu. Dziewczyna poderwała się z miejsca i okręciła się wokół własnej osi.
- Co myślisz? – zapytała, robiąc minę niewiniątka. – Wiem, zasiedziałam się. Ale nie mogłam się zdecydować, czy wziąć te czy czerwone. Miałam zamówione czerwone, ale te są chyba lepsze. Więc? Co myślisz?
- I tak mało cię obchodzi moje zdanie, bo i tak zrobisz, to co będziesz chciała – mruknął, siadając na pufie, na której ona siedziała wcześniej. Rose pokręciła nosem i podeszła do lustra, by zobaczyć, jak buty leżą na jej stopach. Potem wróciła do niego.
- Oj, przestań – powiedziała, klepiąc go po ramieniu. – Obchodzi mnie twoje zdanie.
- Jasne – odparł, przekręcając oczami. – Szczególnie w kwestii mody. – Roześmiała się i wzruszyła ramionami. – Są fajne. Pasuje? Ale Rose… Ty już masz czarne buty.
- Ale nie takie.
- Ale tamte też są czarne.
- Ale nie takie.
- Ale są podobne, też są na obcasie…
- Ale nie takie – rzuciła po raz kolejny, a Luke przekręcił oczami.
- Chłopakowi się podoba? – zapytała ekspedientka, która znalazła się tuż obok niej. Luke uniósł brwi do góry.
- To nie jest mój chłopak – powiedziała szybko Rose, a blondyn zacisnął lekko usta. – Chyba je wezmę.
- W końcu się z tymi butami nie zmieścisz w swojej garderobie – pociągnął blondyn.
- Przeniosę się do twojej – rzuciła ze złośliwym uśmiechem na twarzy. Hemmings znowu przewrócił oczami.
- Bierz je i idziemy. Jestem głodny. –  Usta wykrzywiła w triumfalnym uśmiechu, a potem szybko wskoczyła w swoje trampki.
- Jak widzę brat pomógł podjąć decyzję – powiedziała kobieta, biorąc od niej pudełko z butami.
- O tak… Mój braciszek – zagruchała Rose, klepiąc go po policzku, a Luke skrzywił się.
- Z bratem się nie sypia – wydusił z siebie, a ekspedientka spojrzała to na nią, to na niego mocno zszokowana. Rosalie zrobiła wielkie oczy, a na jej twarzy pojawiły się lekkie rumieńce, które uwielbiał. Luke parsknął śmiechem. – Idź, płać i wychodzimy.
- Jesteś nienormalny- rzuciła, przez ramię i poszła z kobietą w stronę kasy.
       Wyszli ze sklepu. Luke włożył ręce do kieszeni i już chciał ruszyć w stronę wyjścia, kiedy poczuł, jak Rose przywaliła mu z pięści w ramię.
- Ał! Za, co?!
- Za ten chory tekst. Myślałam, że spalę się ze wstydu – warknęła, mrużąc na niego oczy. – Babka pewnie pomyślała, że jesteśmy w jakimś związku kazirodczym, czy co.
- Od kiedy obchodzi cię to, co myślą o tobie inni, których tym bardziej nie znasz? – zapytał, unosząc brwi do góry. Pokręciła ustami, a potem wzruszyła ramionami.
- W sumie racja.
- Po prostu chciałem zobaczyć jej minę – odparł Luke i zaczął się śmiać. – Nie mogłem się powstrzymać.
- Jesteś…
- Uroczy?
- Nienormalny – odparła, przekręcając oczami.
- Ale idziemy już?- jęknął.
- Poczekaj wejdę jeszcze tylko do jednego sklepu…
- Rose – wydusił z siebie, niczym małe dziecko.
- Tylko jeden. Wyczaiłam fajną bluzkę. – Spojrzała na niego z błagalnym uśmiechem. – Proszę! Tylko jeden sklep. Jedna rzecz i spadamy, serio. No, Luke... – Poczuł jej ciepłą dłoń, która wsunęła się w jego rękę. Zacisnęła mocniej palce. Wiedział, że będzie tego żałował. Westchnął ciężko.
- Niech będzie.
- Super.
       I zanim zdążył się zorientować, Rosalie pociągnęła go w stronę kolorowego sklepu z ubraniami. Wpadła do środka, a on ciągnął się za nią. W końcu wcisnęła mu w ręce siatkę z butami, a potem przeciągnęła przez wszystkie wieszaki, by na końcu zaszyć się z bluzką – ale nie tą co upatrzyła, tylko całkiem inną – sukienką i koszulą w przymierzalni.
       Oparł się o ścianę, kręcąc głową z niedowierzaniem. Jak mógł dać się tak wrobić? Spojrzał przed siebie. Niedaleko niego stał nieco starszy od niego chłopak i Luke mógłby przysiądź, że oboje mają identyczne miny- zrezygnowane i zmęczone. A jedyne, na co mają teraz ochotę, to na szybką ewakuację ze sklepu. Nigdy nie rozumiał tego szału zakupów, jaki ogarniał niektóre osoby. I nie tylko tyczyło się to kobiet. Wiedział, że i faceci lubią taką rozrywkę. Luke jednak był z tych, którzy wolą to załatwiać, jak najszybciej – wejść, wziąć, co się potrzebuje i wyjść.
       Chłopak stojący naprzeciwko niego podniósł głowę i spojrzał na blondyna. Uśmiechnął się do niego ze współczuciem i wtedy z przymierzalni wynurzyła się jego dziewczyna, która pokazywała mu jakąś sukienkę.
- Jest ładna- powiedział.
- Dla ciebie wszystkie są ładne – warknęła blondynka i zaszyła się z powrotem w przymierzalni.
- Luke?
- Tak?
- Przyniesiesz mi większy rozmiar tej miętowej koszuli w czarną kratkę?
- Jasne – mruknął pod nosem, a potem poszedł w stronę półki. 
       Po chwili wrócił, podając Rose koszulę. Oparł się z powrotem o ścianę. Zdążył wziąć głębszy oddech, gdy znowu usłyszał jej głos dochodzący zza czerwonej zasłonki.
- Luke, to nie jest ta koszula.
- Jak nie ta?
- Przyniosłeś mi jasno niebieską, a ja chciałam miętową.
- Jaką?
       Z przymierzalni, niczym torpeda wystrzeliła w jego stronę ręka z wieszakami, a Luke zdążył odskoczyć, by nie oberwać nimi w szczękę. Spojrzał na dwie koszule.
- Dla ciebie one są takie same? – ciągnęła Rose.
- Są niebieskie – jęknął.
- Ta pierwsza jest miętowa. Przynieś mi taką większą - a potem dodała – proszę.
- A co przytyło ci się? – odparł ze śmiechem.
- Pieprz się Hemmings – syknęła.
- Z tobą zawsze – powiedział ciszej i zachichotał pod nosem.
       Odwrócił się i podszedł do półki, by wziąć większy rozmiar koszuli w kolorze MIĘTOWYM. Wrócił i podał jej wieszak. Ponownie oparł się o ścianę. Po chwili Rose wyszła z przymierzalni. Bez słowa ruszył za nią. Odwiesiła sukienkę i bluzkę, a z koszulą udała się do kasy. Zapłaciła kartą, a potem wyszli na główny hol.
- Wracamy do domu? – jęknął, spoglądając na nią z nadzieją.
- Jeszcze tylko…
- Rose – rzucił niezadowolony, a ona roześmiała się.
- Żartowałam. Idziemy – powiedziała ze śmiechem. Przekręcił oczami i oboje ruszyli w kierunku wyjścia. 


***
Wiem, że zapowiadałam ten rozdział na czwartek, ale poszłam za tymi kilkoma głosami - jutra- i pomyślałam, a co mi tam, dodam go dziś :D

Jest to już kolejny rozdział dodany pod rząd - z dnia na dzień, więc teraz trzeba zrobić przerwę. A będzie to przerwa przymusowa, bo nie mam więcej zapisanych rozdziałów na blogu, a od wczoraj siedzę u siostry i nie mam dostępu do swojego kompa. Do domu wracam dopiero w czwartek po pracy, więc kolejny rozdział będzie w piątek. Przerwa nie jest więc, aż tak tragicznie długa :) - Chyba mi masło maślane wyszło :D

Cieszę się, że poprzedni rozdział wam się spodobał i że ogólnie lubicie to opowiadanie :) Wasze komentarze naprawdę działają na moją wenę twórczą! Jesteście NAJLEPSIEJSZE!

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:


- Ktoś inny cię zaprosił, że zmieniłaś zdanie?
- Nie. Po prostu je zmieniłam i już – odpowiedziałam, a potem wskazałam na drzwi. – Możemy już iść?

***

- Co?
- Nie gadaj, że się tym przejmujesz.
- A ty nie?

***

- Popieram. Szczególnie, że w samochodzie spojrzałaś na niego tak… tak…
- Jak?
- Inaczej - dokończyła Becky. - Jakby, nie wiem... Był jakimś cudnym zjawiskiem, czy co.

***

- Uwielbiam, jak mi rozkazujesz – mruknął.
- Tak, szkoda tylko, że tak rzadko się tego słuchasz.

***

- Usłyszę od ciebie to, co tak bardzo lubię?
- Może… 

10 komentarzy:

  1. Biedna blond królewna :D
    Wymęczony i nie odróżnia kolorów haha
    Jak zwykle świetny <3
    Nie wiem jak wytrzymam do piątku ale jakoś dam radę ♥
    Miłej pracy :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, biedna Harper, będzie musiała się jakoś pogodzić z tym, że na bal pójdzie z Angelą.
    Kurde, na tych zakupach się nasza księżniczka zmęczyła. Jakbym widziała mojego chłopaka i jego znajomość kolorów, serio :D
    Niech się Lukey w końcu odważy i spyta o ten bal, bo zrobię to za niego XD
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedna Harper *mówi to z uśmiechem na ustach* ^^
    JAK MOŻNA NIE ODRÓŻNIAĆ MIĘTOWEGO OD NIEBIESKIEGO?! PRZECIEŻ TO DWA RÓŻNE KOLORY!! LUCAS CO Z TOBĄ NIE TAK?! xd
    Kocham to tak bardzo mocno <33

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedna Harper *mówi to z uśmiechem na ustach* ^^
    JAK MOŻNA NIE ODRÓŻNIAĆ MIĘTOWEGO OD NIEBIESKIEGO?! PRZECIEŻ TO DWA RÓŻNE KOLORY!! LUCAS CO Z TOBĄ NIE TAK?! xd
    Kocham to tak bardzo mocno <33

    OdpowiedzUsuń
  5. No, nieeee Luke jak mogłeś odpuścić tą rozmowę w kuchni? A tak niewiele by brakowało, a może by razem na ten bal poszli. Buhahah Michael i Rose - dobre agenty, ładnie słuchacie mego Caluma seksi Hooda XD Harper dziewczyno do cholery weź się wypchaj i się od nich odczep - jak ta wariatka mnie denerwuje, zawsze się wchrzania tam gdzie nie powinna. Biedny Luke hahahah XD Taki głodny i na zakupach XD Serio? Typowe... Jak można nie odróżnić tych dwóch kolorów??? Chyba naprawdę biedny był bardzo zmęczony XD
    Buuu Roxy ty niedobra kobieto... przerwę nam robisz :P Ale cóż... Będę dzielna i wytrzymam do piątku.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział !!!
    Pozdrawiam serdecznie ��

    OdpowiedzUsuń
  7. Co z Lukiem jest nie tak że nie odróżnia miętowego od niebieskiego ?? Rozdział cudny (jak zwykle :-> ) a sytuacja w przymierzalni mnie rozwaliła :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rose i Michael - jak ja i moja przyjaciółka na niektórych lekcjach :P
    Biedny Luke, musiał po sklepach łazić. Chłopaki i ta ich znajpmość kolorów.
    Harper - no przykro... (Wcale nie) Muahahaha. Dobrze jej tak.
    Rozdział jak zawsze supermegahiperextawspaniały (zacytowałam kolezankę :))
    Buziaki, weny, pozdrowienia
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń