piątek, 31 lipca 2015

S3 - Rozdział 11

But I've found my sweet escape when I'm alone with you


       Siedziałam w łazience, szybko poprawiając makijaż. Drzwi były otwarte, przez co doskonale słyszałam to, co dzieje się na dole. Mama i Dan zdążyli już wyjść do pracy. W domu zostałam tylko ja i Luke, który dziś też będzie robił za moją taksówkę.
- Rose! – krzyknął po raz kolejny z dołu, a ja przekręciłam oczami. Nagle mu się kurna spieszy.
- Już idę!
       Poprawiłam jeszcze włosy, gdy usłyszałam kroki Hemmingsa, które zmierzały na górę. Ups… Chyba będę mieć przekichane. Starłam nieco szminki z dołu ust i powoli odwróciłam się. Luke oparł się o framugę drzwi i wlepiał we mnie swoje błękitne oczy.
- Już idę – powtórzyłam, znów spoglądając w lustro.
- Słyszałem to jakiś czas temu – odparł. – Chodź już! - I zanim zdążyłam się zorientować, złapał za moją torbę, a potem chwycił mnie za ramię i wyciągnął z łazienki.
- No, ej!
- Wyglądasz perfekcyjnie, idziemy – powiedział, sprowadzając mnie na dół, niczym małe dziecko.
       Puścił mnie dopiero wtedy, kiedy znaleźliśmy się na dworze. Ruszyłam ramionami i poprawiłam koszulę i marynarkę, którą miałam na sobie. Spojrzałam na niego. Zamykał drzwi od domu. Przekręciłam oczami. Miałam ochotę go udusić. Zbawiłoby go pięć minut?
       Bez słowa ruszyłam w stronę jego samochodu. Luke szybko mnie dogonił. Minął mnie i otworzył go. Wsiadł do środka. Usiadłam na miejscu pasażera, a Hemmings podał mi torbę. Odpalił silnik, a następnie włączył radio. Z głośników huknęła Nirvana.
- Co z moim samochodem? – zapytałam, kiedy wyjechaliśmy na ulicę.
- Już myślałem, że się obraziłaś – odparł, nie odrywając oczu od jezdni. Prychnęłam pod nosem. – Tata kupił wczoraj części, więc dzisiaj się nim zajmę. Znasz się na tym? – zapytał, spoglądając na mnie. Pokręciłam głową. Jakbym się znała, to bym go sama naprawiła. – W takim razie mniejsza z tym, co się zepsuło. Ważne, że będzie śmigał, jak nowy.
- Cieszę się – mruknęłam, odwracając głowę do bocznej szyby.
- Co? Nie pasuje ci wspólne jeżdżenie do szkoły? – zapytał ze śmiechem. Zmarszczyłam nos. – Czyli się obraziłaś…
- Wcale nie – odparłam, znów spoglądając na niego.
- To gdzie ten twój znany uśmieszek?
- Wal się.
- Czyli się obraziłaś – powiedział, a we mnie się zagotowało. Zabiję go. Normalnie go zabiję. Usłyszałam jeszcze jego śmiech i naprawdę miałam ochotę go walnąć. Na całe szczęście Hemmings w końcu się przymknął i przestał się do mnie odzywać. Milczeliśmy, aż do końca drogi.

       Na szkolnym parkingu było już mnóstwo różnokolorowych aut. Luke zaparkował na swoim stałym miejscu, niedaleko głównego wejścia. Wyłączył radio, a potem silnik. W samochodzie zapanowała cisza. Złapałam za torbę, odpięłam pas i już chciałam wysiąść, kiedy Luke odezwał się ponownie.
- Po lekcjach mam trening – powiedział, spoglądając na mnie. Odwróciłam się w jego stronę. – Musisz załatwić sobie inną podwózkę.
- Spoko. I tak po szkole wybieramy się z dziewczynami po sukienki, więc wrócę z Lori – odpowiedziałam. Hemmings przez chwilę wpatrywał się we mnie w milczeniu, jakby analizował moje słowa, a potem wziął głęboki oddech.
- Idziesz na bal? – zapytał zdziwiony.
- Idę – oznajmiłam, jednocześnie przypominając sobie wieczorną pogadankę z Sarah. 
       Do mojej mamy po prostu nie docierało, że nie miałam ochoty na szkolny bal. Zaczęła mi jęczeć, że stracę takie ważne wspomnienie, że inni będą się dobrze bawić, a ja będę gnić w domu. W końcu dla świętego spokoju powiedziałam jej, że pójdę, na co ona odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się do mnie szeroko. W sumie w tym, co mówiła było trochę racji. Wszyscy po balu mówiliby tylko o tym, co tam się działo, a ja ten epizod miałabym wycięty z życiorysu.
- Ktoś inny cię zaprosił, że zmieniłaś zdanie?
- Nie. Po prostu je zmieniłam i już – odpowiedziałam, a potem wskazałam na drzwi. – Możemy już iść?
- Poczekaj. – Złapał mnie za ramię, kiedy sięgnęłam ręką w stronę klamki. Odwróciłam się w jego stronę. Przez chwilę zagapiłam się na te jego błękitne oczy. – Idziesz na bal, ale i tak nie chcesz iść tam ze mną. Dlaczego?
- Z tobą? – wydusiłam z siebie. – Nawet mnie o to nie pytałeś.
- Pytałem wczoraj przy śniadaniu – powiedział, puszczając mnie. 
       Wyprostowałam się. Przypomniałam sobie wczorajszy poranek i dałabym sobie rękę uciąć, że Luke o nic takiego mnie nie pytał. Spojrzałam na niego, jak na kosmitę, zupełnie nie wiedząc, o co mu chodzi.
- Wczoraj?
- Pytałem się, czy idziesz na bal, a jak ty powiedziałaś, że nie wiesz, to zapytałem, czy jakby ktoś cię zaprosił, to byś poszła – wytłumaczył. Zamrugałam oczami. O to mu chodziło…
- Nie mogłeś zapytać wprost? – powiedziałam, unosząc brwi do góry. Teraz to on zamrugał oczami. Weź tu zrozum facetów. Oni naprawdę są z innej planety.
- Wprost?
- Ułatwiłoby to sprawę – ciągnęłam swoje, a on westchnął. – Idziemy? Zaraz mamy angielski.
- Poczekaj- powiedział po raz kolejny i znów złapał mnie za ramię, kiedy odwróciłam się w stronę drzwi. – Teraz to ja nic nie rozumiem.
- Czego nie rozumiesz Luke?
- Pójdziesz ze mną, czy nie?
       Uśmiechnęłam się do niego. Odsunęłam nieco torbę i przybliżyłam się do niego. Luke wstrzymał oddech, a ja przejechałam palcami po jego policzku. Zaśmiałam się.
- Widzisz – powiedziałam ciszej. – Tak to jest, jak nie mówi się wprost.
- Czyli, że co?
- Pójdę z tobą na bal – rzuciłam, a on uśmiechnął się.
       Już chciałam się odwrócić, ale on złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę. Ujął jedną dłonią moją twarz. Oparłam się na jego udzie, a on po prostu pocałował mnie. Pocałował mnie w miejscu publicznym. Pocałował w samochodzie, który stał na szkolnym parkingu. Czy go pogrzało?
       Oderwał się ode mnie, przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze, a ja cicho wypuściłam powietrze. Uśmiechnął się po raz kolejny, a potem wysiadł z samochodu. Lekko zdziwiona tym, co zrobił, sama wynurzyłam się z jego czarnego wozu.
- Cześć dziewczyny – powiedział, a mnie, aż zamurowało. 
       Przed nami stały moje kumpele, które z rozbawieniem spoglądały w naszą stronę. Mimo, że one wiedziały, że ja i Luke mamy nieco przesuniętą granicę w naszej znajomości, to i tak w tym momencie miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zrobiło mi się gorąco i byłam pewna, że moja twarz przypomina teraz kolorem soczystego pomidora.
       Luke zaśmiał się pod nosem, skinął mi głową i jak gdyby nigdy nic, poszedł w kierunku szkoły. Zarzuciłam torbę na ramię i ruszyłam w stronę Lori i Becky. Brunetka, aż podskakiwała w miejscu, a ja wiedziałam, że czeka na mnie seria niezbyt wygodnych pytań dotyczących Hemmingsa.
- Ani słowa – mruknęłam, kiedy cała nasza trójka skierowała się w stronę wejścia. To wywołało jeszcze większy śmiech u dziewczyn.
- Powiem tylko jedno – zaczęła Becky. – Chcę znać szczegóły tej waszej pseudo przyjaźni. – Prychnęłam pod nosem.
- Nasze wyjście po sukienki nadal aktualne? – zapytała Lori.
- Co tam sukienki – rzuciła Becky, machając na nią ręką. – Rose obściskiwała się z Hemmingsem!
- Zrób coś z nią – powiedziałam do blondynki, a ta zachichotała pod nosem.
- Zrobiłabym, ale wiesz… - W jej oczach dostrzegłam błysk ekscytacji. – Sama chcę wiedzieć.
- Teraz?
- Może być później – powiedziała szybko Lori, a Becky skrzywiła się. Blondynka spojrzała na nią. – Zaraz zaczynamy lekcje.
- Co tam lekcje – odparła Becky, ale widząc uniesione brwi Lori, szybko dodał. –Dobra, niech będzie później.

       Weszłam do klasy. Spojrzałam na ławkę, w której siedział Luke. Jak zwykle jego oczy skupiały się na telefonie. Wychwyciłam jego zadowolony uśmiech, który wymalował się na jego twarzy. 
       Zmrużyłam na niego oczy i ruszyłam w jego stronę. Usiadłam obok i wlepiłam w niego swoje brązowe oczy. Byłam w klasie, w której od jakiegoś czasu już siedziała nauczycielka, więc nie mogłam go od tak trzepnąć. A miałam na to wielką ochotę.
- Co jest? – zapytał, odwracając się w moją stronę. Uśmiechnął się po raz kolejny.
- Wtedy w samochodzie… Czy cię popieprzyło? – wydusiłam z siebie szeptem.
- Sama zaczęłaś – odparł, wzruszając ramionami.
- Ja? Co ja niby takiego zrobiłam?
- Nie moja wina, że tak na mnie działasz, gdy jesteś blisko – powiedział, a na jego twarzy wymalował się ten pewny siebie uśmieszek. Prychnęłam pod nosem, odwracając się od niego. Weź tu z nim gadaj.
- Rose – rzucił ciszej, nachylając się w moją stronę, kiedy nauczycielka oznajmiła nam początek lekcji.
- Co?
- Nie gadaj, że się tym przejmujesz.
- A ty nie?
- Mam gdzieś to, czy ktoś nas widział – oznajmił, a ja zrobiłam wielkie oczy. Uśmiechnął się po raz kolejny, a potem przeniósł swoje błękitne oczy na tablicę. Wypuściłam cicho powietrze z ust i sama zrobiłam to samo.

       Jechałyśmy z Lori samochodem. Byłam pewna, że dziewczyny chcą wybrać się na zakupy do jakiegoś centrum handlowego, czy do innej dużej galerii. Blondynka jednak zatrzymała się na parkingu w centrum miasta, tuż przed kolorowym butikiem. Spojrzałam na drewniany szyld – Sukienki Sally. Na wystawie dostrzegłam poubierane w kolorowe kiecki manekiny. Uniosłam brwi do góry i wychyliłam się z tylnego siedzenia, aby lepiej spojrzeć na swoje przyjaciółki.
- Sally ma sukienki na wszystkie okazje – poinformowała mnie Lori, odpinając pas. – Naprawdę duży wybór.
- Popieram – wtrąciła się Becky. – U niej na pewno znajdziemy coś fajnego.
- Ja tam się nie znam na sklepach w Sydney – powiedziałam, machając ręką. – Idziemy?
       Cała nasza trójka wysiadła z samochodu blondynki. Poprawiłam torbę, która wisiała na moim ramieniu i poszłam za dziewczynami, której już zmierzały w stronę oszklonych drzwi.
       Becky pchnęła je. Weszłyśmy do białego pomieszczenia. Rozejrzałam się dookoła dostrzegając mnóstwo wieszaków z kolorowymi ubraniami. Faktycznie, na pierwszy rzut oka było tu wszystko. Sukienki długie i krótkie, w ostrych pstrokatych kolorach i tych bardziej stonowanych, buty, torebki i inne dodatki. Można było dostać oczopląsu.
- Sally mieszka nad sklepem – powiedziała Becky, a potem odezwała się głośniej. – Dzień dobry!
       Z zaplecza wynurzyła się pulchna kobieta po pięćdziesiątce. Miała tak samo rude włosy, jak ja, a na jej okrągłych policzkach widniały jasne piegi. Jej zielone oczy spoglądały wprost na nas, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Witam u Sally – rzuciła, podchodząc do nas. – Jestem Sally. W czym mogę wam pomóc?
- Szukamy sukienek na bal maturalny – odpowiedziała Lori.
- Dobrze trafiłyście.
- Lata 80 i 90 – dodałam, a ona uśmiechnęła się jeszcze bardziej.
- Cudownie. Piękne i kolorowe czasy – oznajmiła. – Zapraszam.
       Poprowadziła nas w głąb sklepu. Dopiero teraz zorientowałam się, że pomieszczenie to jest naprawdę olbrzymie. Z początku sklep nie wyglądał na tak duży. Pozory jednak mylą. Wskazała nam białą długą kanapę. Ściągnęłyśmy marynarki i razem z torbami, ułożyłyśmy je na skórzanej sofie.
- Macie jakiś konkretny obraz waszych sukienek? – zapytała. Pokręciłyśmy głowami. – W porządku. Na tych wieszakach są koronki, tu falbanki, a tu sukienki z cekinami. To będzie pasować do waszej tematyki przewodniej. Przejrzyjcie je sobie na spokojnie, może coś wpadnie wam w oko.  
- Dziękujemy – rzuciła Lori i jako pierwsza podeszła do długiego wieszaka.
       Ja i Becky wymieniłyśmy spojrzenia i zrobiłyśmy to samo. Ona skierowała się na cekiny, a ja w stronę koronek. Wyciągnęłam rękę i zaczęłam powoli przesuwać wieszaki, zatrzymując wzrok dłużej, na niektórych kreacjach. Kompletnie nie miałam pomysłu na to, jak powinnam wyglądać. Wiedziałam, że te lata w ubiorze były nieco kiczowate, kolorowe i szalone, ale ja jakoś nie wyobrażałam sobie, bym wcisnęła się w zbyt pstrokatą kieckę. Nie chciałam jednak długiej sukni do ziemi. Wolałam coś przed kolano.
       Nie wiem ile minęło czasu, ale w końcu każda z nas ściskała kilka sukienek w ręku. Najpierw przejrzałyśmy je na wieszakach, omawiając zalety i wady, a potem w końcu przyszedł czas na mierzenie. Zaszyłyśmy się w przymierzalniach obok siebie.
- Rose –usłyszałam głos Becky, którą miałam po swojej lewej.
- Tak? – odpowiedziałam, wciągając na siebie brązową sukienkę z tiulem. Z dużą ilością tiulu.
- Jak to jest w końcu z tobą i Hemmingsem?- zapytała, a ja zacisnęłam usta. Następnie skrzywiłam się. To zdecydowanie nie było to.
- A co ma być?
- Ale idziecie razem na bal? – odezwała się Lori.
- Tak. – Odwiesiłam sukienkę na wieszak i chwyciłam za kolejną. Tym razem czerwoną. Szybko w nią wskoczyłam. Była na pewno lepsza od tej pierwszej.
- Pokażcie się – zarządziła Becky.
       Cała nasza trójka wyszła z przymierzalni. Lori miała na sobie blado zieloną sukienkę z krótkim rękawkiem, a brunetka postawiła na klasyczną czerń. Pokręciłam nosem. One też najwidoczniej nie były zbyt do nich przekonane.
- Macie się ku sobie? – pociągnęła temat Becky. Spojrzałam na nią.
- Przyjaźnimy się tylko.
- Tak, przyjaźń z dodatkiem, to wiemy – odparła Lori, podchodząc do nas. – Myślę jednak, że to coś więcej.
- Co?
- Popieram. Szczególnie, że w samochodzie spojrzałaś na niego tak… tak…
- Jak?
- Inaczej – dokończyła Becky. – Jakby, nie wiem… Był jakimś cudnym zjawiskiem, czy co. – Skrzywiłam się, odwracając się od niej. Spojrzałam w lustro. Czerwona zdecydowanie odpada. – Tak Lori nieraz patrzy na Michaela, a on na nią. Matko… Przysięgam, że nawet wyłapałam ten sposób patrzenia u Hemmingsa, gdy byliśmy razem na imprezie w BillyRock. Tak patrzył się na ciebie.
- Zejdź na ziemię – odparłam. – Między nami nic nie będzie.
- Dlaczego? – dopytywała się. 
       Przez chwilę spoglądałam na nią, a potem po prostu wzruszyłam ramionami. Sama nie potrafiłam znaleźć dobrej odpowiedzi na to pytanie. Becky pokręciła nosem, a potem przeniosła swój wzrok na Lori.
- Co?
- A ty i Clifford? – zapytała, a ja spojrzałam na nie.
- Co z nim?
- No, ty nam powiedz – pociągnęła, a ja zaśmiałam się. – Kiedy wy w końcu oficjalnie będziecie razem?
- Nie wiem.
- A rozmawialiście na ten temat? – ciągnęła Becky.
- Tak konkretnie, to nie – odpowiedziała po chwili.
- Jesteście ciężkie – skwitowała brunetka. – Ściągajmy te kiecki, to nie to.

       W końcu udało nam się wybrać kreacje na bal. Lori postawiła na szarą sukienkę za kolano, z dopasowaną górą, zapinaną za głowę, z dodatkiem czerwonych wstawek na końcu sukienki. Becky poszła w bladoróżowy kolor. Jej sukienka była bez ramiączek, marszczona z przodu. W pasie znajdowała się niewielka różyczka, a dół był cały z tiulu, obsypany mnóstwem cekinów. Ja postawiłam na błękitną sukienkę, z cieniutkimi ramiączkami i prostym dekoltem w koronkę. Koronka również wychodziła z dołu zza pierwszej warstwy materiału. W pasie oraz w połowie dołu znajdował się przeszyty czarny pasek materiału. Sukienka była dopasowana u góry, a rozkloszowana na dole.

       Lori podrzuciła mnie pod dom. Pomachałam dziewczynom i ruszyłam w stronę furtki. Gdy tylko ją minęłam, zobaczyłam Luke'a pochylającego się nad moim samochodem. Jego biała koszulka w kilku miejscach była mocno przybrudzona. Zresztą blondyn cały był brudny.
       Kiedy parsknęłam śmiechem na jego widok, Luke podniósł głowę. Uśmiechnął się lekko. Podeszłam do niego, a on szybko wytarł ręce w szmatę, która wisiała na otwartych drzwiach mojego kochanego autka.
- Moje maleństwo będzie żyło? – zapytałam.
- Będzie żyło – odpowiedział Luke. - Niedługo koniec.
- Wielkie dzięki – powiedziałam, klepiąc go po ramieniu. Luke po raz kolejny się uśmiechnął.
- A kto podziękuje mi?- Usłyszałam głos Dana dochodzący z garażu. 
       Po chwili starszy Hemmings wyszedł nam naprzeciw, a wyglądał tak samo, jak jego syn. Najwidoczniej obaj panowie połączyli siły i pracowali wspólnie.
- Dzięki Dan – rzuciłam z uśmiechem.
- Sukienka kupiona? – zapytał starszy. Pokiwałam głową. – A ktoś tu nie chciał iść na bal…
- Mama ci doniosła?
- Tak, wygadała się. – Przekręciłam oczami. – Fajnie, że ty i Luke idziecie tam razem –dodał z uśmiechem. – Zabawa będzie przednia. Sam pamiętam swój bal. Co prawda nie w całości, ale to zawsze coś. – Ja i Luke wymieniliśmy spojrzenia i parsknęliśmy śmiechem.
- Idę do środka. Jesteście głodni?
- Ja tak – rzucił szybko Luke. Żadna mi nowość. Dan również pokiwał głową.
- To kończcie robotę, a ja przyszykuje coś do jedzenia.
       Nie czekając na ich odpowiedź, odwróciłam się i ruszyłam w stronę drzwi. Weszłam do środka i szybko wbiegłam na górę. Sukienkę powiesiłam w garderobie. Torbę odłożyłam przy biurku. Następnie przebrałam się w czarne dresy i luźną koszulkę z zespołem Kiss. Wychodząc z pokoju, związałam włosy i zeszłam na dół, by przyszykować facetom coś do jedzenia. Sama nie byłam głodna, ale w końcu mała rekompensata za reanimacje mojego samochodu im się należy.

       Zrobiłam szybki sos pomidorowy z makaronem. Kiedy moje danie powoli zaczynało się gotować, do środka wszedł Dan i Luke. Odwróciłam się w ich stronę. Blondyn zatrzymał wzrok na mojej koszulce.
- Co?
- Fajna bluzka – rzucił, wskazując ją palcem.
- Nie twoja.
- Wiem. Nie mam żadnej z tym zespołem – powiedział z uśmiechem.
- Rose, zdążę wziąć szybki prysznic? – zapytał Dan.
- Jasne – odpowiedziałam, a on ruszył na górę. Odwróciłam się w stronę kuchenki. Usłyszałam za plecami kroki, a Luke stanął tuż obok mnie. Zajrzał mi przez ramię.
- Jestem głodny.
- Wiem, ty zawsze jesteś głodny.
       Usłyszałam jego śmiech. Nałożyłam trochę sosu na mały talerzyk. Musiałam się upewnić, że wszystko jest dobrze przeprawione. Przez przypadek zamoczyłam w nim palca. Niewiele myśląc, wsadziłam go do buzi, oblizując go. Uniosłam lekko oczy do góry i mój wzrok spotkał się ze wzrokiem Luke'a.
- Co?
- To było cholernie pociągające – powiedział ciszej.
- Pociągający jesteś ty w takim wydaniu – rzuciłam ze śmiechem, ciągnąc go za skrawek jego brudnej koszulki. Blondyn zaśmiał się. – Szczególnie – przybliżyłam się do niego – że masz smar na nosie. – Odsunęłam się od niego i tym razem to ja zaczęłam się śmiać. Luke przekręcił oczami. – Idź wziąć prysznic, bo jedzenie zaraz będzie gotowe.
- Uwielbiam, jak mi rozkazujesz – mruknął.
- Tak, szkoda tylko, że tak rzadko się tego słuchasz.
       Luke prychnął pod nosem, a potem pokręcił głową. Mimo to po chwili znów na jego twarzy wymalował się lekki uśmiech. Wskazałam mu palcem wyjście, a on powoli ruszył w tamtą stronę. Niewiele myśląc klepnęłam go w tyłek, a ten, aż podskoczył.
- Rose! – Odwrócił się ze śmiechem.
- Rusz się maleńki, nie będę na ciebie wiecznie czekać – odparłam ze śmiechem.

       Leżałam na łóżku. W rękach miałam książkę. Poznawałam kolejne poszlaki dotyczące pewnego tajemniczego mordercy, którego to rozpracować miał detektyw, który był w tej powieści głównym bohaterem. Odwróciłam głowę, gdy drzwi od mojego pokoju otworzyły się. Luke wszedł do środka.
- Co jest? – zapytałam, wracając do książki.
       Nie dane mi było jednak przeczytać, ani jednego zdania więcej, bo Luke po prostu wyrwał mi książkę z rąk. Odłożył ją na szafkę, okładką do góry, tak bym wiedziała, gdzie skończyłam. Obok mojej lektury położył swój telefon.
- Ej! – warknęłam, spoglądając na niego zaskoczona.
       Wszedł na łóżko i zawisł tuż nade mną. Wstrzymałam oddech. Splótł moje dłonie ze swoimi, a potem podciągnął mi je do góry tak, że znalazły się tuż przy mojej głowie. Jego twarz zatrzymała się blisko mojej. Poczułam jego gorący oddech na swoich wargach. Przyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach. Zamknęłam oczy, kiedy połączył nasze usta. Przechylił głowę w bok, by pogłębić pocałunek, a jego palce zacisnęły się mocniej wokół moich.
- Luke – wyszeptałam, gdy odsunął się. Wpatrywał się we mnie tymi swoimi nieziemskimi błękitnymi oczami, przez co ja zaczynałam mieć problemy z racjonalnym myśleniem.
- Tata i Sarah poszli na spacer – powiedział cicho. –Jesteśmy sami. Mówili, że idą w stronę plaży, więc mamy trochę czasu. – Uśmiechnął się lekko. – Jakąś godzinę, może i dłużej.
- I?- zapytałam, po czym spróbowałam go z siebie zepchnąć. Luke tylko musnął swoimi wargami moje wargi, a ja zamarłam.
- Kochaj się ze mną – wyszeptał cicho, a ja przez moment zapomniałam, jak się oddycha.
- Co? – wydusiłam z siebie, bo blondyn pierwszy raz użył takiego sformułowania wobec mnie.
- No, co... Tekst pieprz się ze mną należy do ciebie – powiedział, zakładając na twarz ten swój słynny pewny siebie uśmieszek. – Wolisz żebym powiedział, chodź ze mną do łóżka? – Wzruszyłam ramionami. – Mniejsza z tym…
- Luke?
- Tak Rose? – Uniosłam lekko brwi do góry, a ten zaśmiał się. – No, co? Nic na to nie poradzę, że tak na mnie działasz. Szczególnie dzisiaj – ponownie musnął ustami moje usta – w kuchni – znów to zrobił, a ja poczułam, jak robi mi się gorąco – i ogólnie – dokończył ze śmiechem.
- I ty chcesz wykorzystać to, że…
- Dokładnie księżniczko – odparł, całując mnie. Westchnęłam głośniej. – Że sobie poszli. Na spacerek… No, więc, jak będzie Rosalie?
- Hmmm…- mruknęłam, unosząc jedną brew do góry, a ten zaśmiał się. Uśmiechnęłam się.
- Usłyszę od ciebie to, co tak bardzo lubię?
- Może…
- Wiedziałem – rzucił, przygryzając mi dolną wargę. Cicho jęknęłam. Mój Boże… Uwielbiałam, gdy on to ze mną robił. Kiedy doprowadzał mnie właśnie do takiego stanu.
- Kotku – mruknęłam, a on uśmiechnął się szeroko. – Pieprz się ze mną Hemmings.
- O to chodziło – rzucił i wpił się w moje usta.



***
Wybił piątek i kolejny rozdział jest już za nami :D 
Cieszę się bardzo, że podobała wam się poprzednia część - tak, Luke nie odróżnia tak kolorów, jak inni bardziej "ogarnięci" ludzie hahah XD

Oczywiście dziękuję wam za wasze komentarze, które naprawdę są cuuuuuuudne :D Potrafią mnie skutecznie rozbawić i zmotywować do dalszego pisania :) Wielkie, ogromne, megaśne DZIĘKI! :)

Czas wybrać kolejny dzień na dodanie następnego rozdziału. Hmm... Co powiecie na (zero pomysłu w tej kwestii, ale udaje, że ogarnia sytuację) niedzielę lub poniedziałek? Jest, okej? Albo raczej, jak to mówią Luke i Rose - spoko? :D

Pozdrawiam ciepło w te chłodne lato!

W następnym odcinku:

- Jesteś wolna?- zapytał, zatrzymując się i spoglądając na mnie.
- W jakim sensie? 

***

- Jakie miny?- rzucił szybko Irwin.
- Podejrzane – skwitował Calum, poruszając brwiami.

***

- No, kurwa bosko – powiedział Calum. – Teraz żeś dopieprzył do pieca.
- Powiedziałem tylko to, co myślę – rzucił Clifford i sam podniósł się z krzesła. Pozostali zrobili to samo.

***

- Jesteś wkurzony – powiedziałam powoli.
- A dziwisz się! – krzyknął, a ja podskoczyłam. 

***

- Jak?
- Lepiej – odparłam, by znów paść na łóżko. – Przepraszam za moje zachowanie. 

10 komentarzy:

  1. Tak tak tak w końcu ją zaprosił ! Jak zwykle boski , ale ... no może SOBOTA co kochana proszę <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział na prawdę super^^
    Niedziela proszę ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ebie oni są jacyś niewyżyci xDD. Ciągle ruchaliby się, a czas pomyśleć o przyszłości tych korzyści. Lók tępa szmato weź ją na randkę po balu. Rozdział najlepiej na sobote xDD

    OdpowiedzUsuń
  4. No w końcu królewna się odważyła i zaprosiła Rose na bal! I w ogóle ten kiss w samochodzie, o luju, czy on chce przejść na jakiś wyższy level, czy co?
    Lori i Michael >>>>> Chciałabym wiedzieć jak się u nich sprawy mają :D No, Lori to moja ulubiona koleżanka, shippuje Mori!
    Jezusie Brodaty, to to dopiero seksoholiki niewyżyte. Ale ja im nie zabraniam, kochajcie się moje bejbiki. *-*
    Pozdrawiam cieplutko <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam bardziej napalonego człowieka niż Luke. Serio. I mam takie przeczucie, że w następnym rozdziale też będzie... ten tego xD
    Jak najszybciej rozdział proooszę <3
    Uwielbiam to tak bardzo, że ugh!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam bardziej napalonego człowieka niż Luke. Serio. I mam takie przeczucie, że w następnym rozdziale też będzie... ten tego xD
    Jak najszybciej rozdział proooszę <3
    Uwielbiam to tak bardzo, że ugh!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tylko dzięki tobie rozrużniam dni tygodnia *-*

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG! Uwielbiam tą końcówkę, tylko czemu nie pociągnęłaś tego daaalej - tak, uwielbiam takie hot scenki XD Luke i Rose i ich pocałunek w samochodzie - no Hemmo chyba ty naprawdę wpadłeś. Podoba mi się, jak oni ze sobą rozmawiają z tym podtekstem seksualnym :D Uwielbiam ich razem, tak samo, jak uwielbiam Lori i Michaela - ale co ja mogę ubóstwiam całe to opowiadanie!!! I chcę już kolejną część, więc Roxy nie każ nam czekać tak długo! Jestem za SOBOTĄ oczywiście!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  9. No, brawo geniuszu, ciesz się, że ci jej nikt nie sprzątnął sprzed nosa :P Oni są sweet. Sukienki - też bym tak chciała, ja to nigdy nic nie potrafię dla siebie znaleźć
    A u mnie ciepłe lato :/ (preferuję wiosnę)
    Może być niedziela :)
    Buziaki, pozdrowienia, weny
    Lusia

    OdpowiedzUsuń