poniedziałek, 13 lipca 2015

S3 - Rozdział 2

Every day it's the same, all the games that you play
Back and forth, round and round, kinda like it this way


       Niedługo Luke miał mieć swoje osiemnaste urodziny. Rodzice na ten dzień wybywali z domu tak, abyśmy my mogli zaszaleć ze swoimi znajomymi. Szykowała się po prostu impreza u Hemmingsów i Rivers pełną gębą.
       Wciągnęłam się w przygotowania do święta blondyna. Razem z mamą dwoiłyśmy się i troiłyśmy, by wszystko przygotować. Luke i Dan co chwilę starali nam się wtrącać, ale na dłuższą metę nie ułatwiali nam zadania, więc w końcu ja z matulą wygoniłyśmy ich z kuchni. Bez nich praca poszła nieco szybciej, a z pewnością płynniej.
       Do wspólnych przygotowań przyłączyli się także przyjaciele Luke'a. Chłopaki zaproponowali, aby i on dostał na urodziny, jakiś odjazdowy tort. I to oni mu go wymyślą. Moja mama podchodziła na początku do tego pomysłu dość sceptycznie. W końcu jednak widząc te ich maślane oczy – a nie ukrywajmy chłopaki potrafili robić z nich użytek, szczególnie Calum – odpuściła i stwierdziła, że mogą wybrać to, co uważają za słuszne. Oni zadowoleni z tego, co uzyskali, zaczęli wymyślać, jak to dzieło cukiernicze powinno wyglądać, a ja myślałam, że parsknę śmiechem, na widok mamy – kobiety po czterdziestce, która tak łatwo dała się urobić młodziakom.
       Urodziny oznaczają także prezenty. Luke od chłopaków dostał swój dwa tygodnie wcześniej. Była to nowa płyta zespołu Marianas Trench, w którym to gra jego ulubiony muzyk Josh Ramsey, a także gitara z jego autografem i dedykacją specjalnie dla niego. Blondyn prawie piał z zachwytu, a jego nowe cacko stanęło tuż przy biurku tak, że każdy wchodzący do pokoju doskonale ją widział. Rodzice postawili na bardziej normalniejszy prezent i postanowili kupić mu nowego laptopa, bo Luke od dłuższego czasu narzekał na swojego– jak on to określił – grata. Ja natomiast głowiłam się, co takiego mogę mu kupić. Byłam w kropce, a czas mijał. W końcu sam Luke podsunął mi pomysł, a ja, aby osiągnąć cel musiałam wykazać się sprytem i zaangażować w to więcej osób.

       Zeszłam na dół, podciągając dresy, które niemalże zsunęły mi się z tyłka. Zawiązując sznurek, weszłam do kuchni. Szybko rzuciłam okiem na blondyna, który zawisł nad swoim telefonem, nie odrywając od niego wzorku. Uniosłam brwi do góry i podeszłam do lodówki. Wyciągnęłam napój energetyczny. Przez chwilę obserwowałam Hemmingsa.
       Luke dopiero po chwili zorientował się, że w kuchni już nie jest sam. Wyprostował się i spojrzał na mnie, uśmiechając się lekko. Bez słowa podeszłam do niego. Usiadłam obok. Otworzyłam puszkę, która wydała z siebie charakterystyczny syk i upiłam niewielki łyk, przez chwilę rozkoszując się zimnym i słodkim napojem. Następnie z nieukrywaną ciekawością spojrzałam w jego błękitne tęczówki.
- Co chcesz? – zapytał, a ja odsunęłam się od niego, udając oburzoną.
- Czy ja muszę coś od ciebie chcieć?
- Widzę to po twojej minie – skwitował. No i… weź go tu nie uduś. – Matematyka?
- Tym razem nie trafiłeś chłopcze – rzuciłam, wzruszając ramionami. Dobra, Luke od zawsze był lepszy z matmy i parę razy prosiłam go o pomoc, ale no… będzie mi to teraz wypominał do końca życia, czy jak?
- To, co jest?
- Nic. Nic nie jest. Po prostu chciałam zobaczyć, co robisz – powiedziałam od niechcenia. Przecież się nie zdradzę z tym, że od bitych kilku dni próbuję wymyślić dla niego jakiś prezent, który nie okaże się niewypałem.
- Obserwuję aukcję – odpowiedział po chwili, wzruszając ramionami i ponownie przeniósł wzrok na ekran telefonu.
- Aukcję? 
       Nie powiem zaciekawiło mnie to. Może jest coś, co Luke chce mieć? Po chwili chłopak rozwiał moje wątpliwości, a w mojej głowie narodził się szatański pomysł.
- Znalazłem to przypadkiem – powiedział, przysuwając się bliżej mnie i wyciągając telefon bardziej w moją stronę, tak bym i ja mogła zobaczyć to cudo. Tym cudem okazała się być koszulka. Biała koszulka z logiem Blink-182, która zawierała podpisy wszystkich muzyków.
- Myślałam, że tylko Calum ich lubi – rzuciłam, zerkając na niego.
- My wszyscy ich bardzo lubimy – odpowiedział, kiwając szybko głową. – Choć wiem, że powinienem zainwestować w nowy komputer – kiedy to powiedział, poruszyłam się lekko. Blondyn nie był świadomy tego, że Dan załatwił mu nowy sprzęt. Luke jednak był tak zapatrzony w tą koszulkę, że nawet tego nie zauważył.
- Ale muszę ją mieć – dodał po chwili z entuzjazmem. – I jestem blisko. Aukcja kończy się dzisiaj o dziewiątej pięć. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, będzie moja.
- Takiego – pomyślałam sobie, a na mojej twarzy pojawił się triumfujący uśmiech. Tym razem jednak Hemmings był bardziej spostrzegawczy.
- Co? – wydusił, przenosząc na mnie swoje błękitne oczy. – Co się cieszysz?
- Nic. Po prostu… Ja nie jestem gadżeciarą, więc nie rozumiem, czym tu się zachwycać – odpowiedziałam, siląc się na obojętny ton. W głowie, bowiem już układał się powoli plan przejęcia tej koszulki. Blondyn uniósł brwi do góry i spojrzał na mnie, jak na kosmitkę. – Nie ważne – odparłam, machając ręką.
- Wyjdź i idź przemyśl swoje zachowanie – powiedział udając oburzony ton. Prychnęłam pod nosem, ale wystałam z miejsca i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Powodzenia na aukcji.
- Mm… dzięki – rzucił, wracając do telefonu.

       Leżałam na łóżku. Przede mną stał laptop, a ja śledziłam aukcję wymarzonej koszulki Luke'a. Po naszej rozmowie, jak tylko wróciłam do pokoju, założyłam konto na stronie internetowej i co jakiś czas śledziłam postęp aukcji. Chętnych było wielu. Wśród nich znalazłam LHemmo, którego od razu zidentyfikowałam. Koszulka do tanich nie należała, zważywszy na to, że co jakiś czas ktoś podbijał cenę. Miałam jednak dość spore oszczędności na moim kącie, a to za sprawą tatuśka, który raczej kasy mi nie żałował. W końcu byłam jego jedyną córką, a on od jakiegoś czasu znacznie częściej uznawał, że pieniądze wynagrodzą mi to, że olewał mnie wcześniej.
       Odświeżyłam stronę po raz kolejny, kiedy do mojego pokoju wpadł – i to dosłownie – spanikowany Dan. Nie powiem, ale w pierwszej chwili pomyślałam, że stała się, jakaś tragedia. Zerwałam się z łóżka, a on szybko zamknął drzwi od mojego pokoju.
- Co jest? – zdążyłam wypalić, a ten syknął na mnie, bym była cicho. Podszedł do mnie i nachylił się w moją stronę.
- Kurier – powiedział tylko, a ja nie wiedziałam, o co mu chodzi. Spojrzałam na niego, lekko unosząc jedną brew do góry i czekając, aż powie coś jeszcze. – Przywieźli nowy laptop dla Luke'a. Tutaj. Do naszego domu. Mieli go zostawić u mnie w pracy, a oni przywieźli go tutaj – wyszeptał.
- I?
- To ma być niespodzianka – ciągnął ojciec blondyna.
- I?
- Serio Rose? – Boże… W tym momencie tak bardzo przypominał swojego syna, że aż chciałam parsknąć śmiechem. Wiedziałam jednak, że nie jest to odpowiednia chwila.
- Bo nie wiem, o co ci chodzi – wydusiłam z siebie.
- Zagadaj go – powiedział szybko, zerkając w stronę drzwi, jakby się obawiał tego, że zaraz się otworzą i Luke wparuje do środka. Zamrugałam kilka razy oczami. – Możesz go nawet powalić na podłogę, założyć chwyt Nelsona, tylko nie wypuszczaj go z pokoju.
- Okej. Kiedy będzie ten kurier?
- Praktycznie… Już tu jest.
       Zrobiłam wielkie oczy. On kiwnął mi głową, a ja posłusznie wyszłam z pokoju. Dan ruszył za mną, tyle tylko, że ja skierowałam się do królestwa Luke'a, a mężczyzna zszedł szybko na dół. Zdążyłam otworzyć drzwi, narzucić na twarz wesoły uśmiech, kiedy usłyszałam za plecami głos dostawcy.
- Przesyłka dla pana Hemmingsa.
       Blondyn podniósł głowę do góry, a ja udałam, że na dole nic ciekawego się nie dzieje. Skubany jednak ma rozwinięte dość dobrze szare komórki, więc szybko dodał dwa do dwóch. Zanim zdążyłam zamknąć za sobą drzwi, ten wstał z miejsca.
- Zamówili coś?
- Nie.
- Kłamiesz – powiedział, a na jego twarzy pojawił się ten słynny pewny siebie uśmieszek.
       Zamknęłam drzwi i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie, a im bardziej ja zaczynałam się denerwować, że nie podołam zadaniu utrzymania tajemnicy, ten uśmiechał się jeszcze bardziej.
- Co?! – warknęłam pod nosem.
- Zamówili mi prezent?
- Co?
- No, co ty – rzucił, robiąc kilka kroków w moją stronę. – Kupili mi coś, a ty masz mnie przypilnować zanim to schowają?
- Nie wiem, o czym mówisz- odparłam, kręcąc głową. Mój Boże… Niech on przestanie się tak szczerzyć. Nie wiem czemu, ale zrobiło mi się gorąco. Jakoś zawsze potrafiłam kłamać, utrzymywać tajemnice, ale tak na szybko i to przy nim, byłam w tym naprawdę beznadziejna.
- Rose- powiedział powoli, a ja niekontrolowanie przekręciłam oczami. Podeszłam do niego, udając, że zaciekawiło mnie to, co robi na komputerze. Oczywiście śledził aukcję.
- Nic z tego Luke –rzuciłam. – Skup się na koszulce.
- Nic jej nie będzie, jak na chwilę spuszczę ją z oka.
       Podniosłam głowę do góry i spojrzałam w jego błękitne tęczówki, które teraz były pełne ekscytacji. Luke cieszył się, jak dzieciak. Ale jeśli myślał, że dostanie laptopa szybciej, to grubo się mylił. Postanowiłam zrobić wszystko, by wywiązać się z zadania, jakie zlecił mi jego ojciec.
- Tylko zerknę – rzucił i minął mnie. Ruszył w kierunku drzwi.
- Luke!
       Zanim zdążył się zorientować, ja pociągnęłam go za koszulkę. Przez chwilę szarpał się ze mną, ale co ja mogłam. Był ode mnie silniejszy. Wyrwał mi się, a ja niewiele myśląc, wskoczyłam mu na plecy. Skoro Dan sam dał mi oficjalne pozwolenie powalenia jego dziecka na ziemię, to ja postanowiłam to wykorzystać.
       Blondyn nie spodziewał się takiego ataku z mojej strony, więc zachwiał się i runął na ziemię razem ze mną. Słyszałam, jak z jego ust wydobywa się cichy jęk. Chyba dość mocno zaliczył przyłożenie z podłogą.
- Powaliło cię?!
- Nie wyjdziesz z pokoju – powiedziałam, siadając na jego plecach i przetrzymując mu ręce.
- Założymy się?
- Lubię wyzwania kotku – mruknęłam do jego ucha, a następnie roześmiałam się.
- Wiem gdzie to schowają – pociągnął, starając się uwolnić. – Pewnie w garażu. W szafce tuż przy narzędziach, albo zaniosą to do swojego pokoju i położą na szafę. Ja wszystko wiem, więc…
- Nic z tego – odparłam, nachylając się nad nim. Oparłam się o jego plecy na łokciu, a na ręku położyłam głowę. – Będę tak na tobie siedzieć, dopóki pan kurier sobie nie pojedzie i dopóki nasi rodzice nie schowają prezentu.
- Czyli to jednak prezent – powiedział triumfującym tonem, a ja myślałam, że walnę się w głowę. Pieprzony skubany Hemmings. Nienawidzę, jak tak robi. Jak analizuje szybko każde wypowiedziane zdanie i potrafi cię podejść w momencie, kiedy się tego nie spodziewasz.
- Nic nie powiem.
- Już się wygadałaś.
- Nic nie powiem.
- Zobaczymy mała.
       Zmarszczyłam nos, nie wiedząc o co mu chodzi, ale ta chwila dekoncentracji mu wystarczyła. Wykorzystał moment mojej nieuwagi i poruszył się tak raptownie, że ja zsunęłam się z jego pleców i poleciałam na podłogę. Podniósł się na rękach i już chciał wstać, kiedy ja chwyciłam go mocno za koszulkę i pociągnęłam w dół.
- No, weź!
- Nic z tego.
- Jesteś okrutna!
- A ty psujesz niespodzianki!
       Był ode mnie silniejszy, więc z łatwością powalił mnie na podłogę. Widziałam jego zadowolony uśmieszek, który zaczynał mnie irytować. Luke niewiele myśląc usiadł na moich biodrach, a następnie złapał za ręce. Włożył w to nieco więcej siły, a ja poddałam się temu. Moje dłonie wylądowały za moją głową.
- Wygrałem – powiedział z pewnością w głosie. – Mm… Rose. Z tej perspektywy wyglądasz naprawdę…
- Zamknij się – warknęłam, próbując go z siebie zrzucić, ale blondyn nic sobie z tego nie robił. Roześmiał się.
- Mówiłem, że ja i tak dopnę swego – rzucił i znów zaśmiał się. Zacisnęłam usta i spojrzałam na niego.
- Luke – powiedziałam ciszej.
- Co? – Nadal na jego twarzy widniał szeroki uśmiech zwycięscy.
- To boli.
       Zdębiał. Powoli puścił moje ręce i jakby w zwolnionym tempie wyprostował się. Spojrzałam na niego, nie wierząc, że tak łatwo łyknął to kłamstwo. Wpatrywał się we mnie, jakby oceniał, czy faktycznie mógł mi przez tą naszą zabawę zrobić jakąkolwiek krzywdę. To było nawet urocze z jego strony.
- Przepraszam – wydusił z siebie.
       Uniosłam się na łokciach, wlepiając w niego swoje brązowe oczy. Odwrócił się i spojrzał na drzwi, a po chwili zerknął na mnie i pokręcił głową. Próbowałam rozgryźć, co mu teraz chodzi po głowie, ale nie miałam pojęcia, o czym teraz myśli. On jednak prychnął pod nosem, a na jego twarzy ponownie zagościł szeroki uśmiech.
- Dobra ściema. Dałem się nabrać – powiedział szybko i już chciał wstać, kiedy ja po raz kolejny chwyciłam go za koszulkę.
- Nigdzie nie idziesz.
- Wiesz, że to nie ładnie tak kłamać?
- To tylko taki mały chwyt – oznajmiłam, uśmiechając się do niego złośliwie.
- Czemu nie chcesz mnie puścić? – zapytał, łapiąc mnie za rękę, którą w dalszym ciągu miałam zaciśniętą na jego koszulce. Próbował wyswobodzić moje palce z materiału, ale ja zacisnęłam dłoń tak mocno, że aż pobielały mi knykcie.
- Bo obiecałam to Danowi.
- To było do przewidzenia.
- Och, jasne.
- Ależ tak.
- Jasne.- Nachylił się w moją stronę tak, że jego twarz znalazła się kilka centymetrów od mojej.
- Oczywiście, że tak –wyszeptał, a ja przełknęłam ślinę. 
       Poczułam jego ciepły oddech na swoim policzku. Nie wiem, czemu ale moje ciało zareagowało na to nagłym uderzeniem gorąca. Jego błękitne oczy były tak blisko, że mogłam dokładniej się im przyjrzeć. Pochłaniały i przyciągały jeszcze bardziej. Luke też, jakby na chwilę zamarł, wpatrując się we mnie. Jego dłoń drgnęła na mojej. Zauważyłam, że jego policzki lekko się zaczerwieniły. Czyżby i jemu zrobiło się cieplej?
       Wstrzymałam oddech, gdy blondyn przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Co on robi? Co on do cholery robi?! Ale nie poruszyłam się. Nie zrobiłam nic, by go zatrzymać. Po prostu, jakby moje ciało czekało tylko na to, co ma się zaraz wydarzyć. A on był tak blisko…
       Zamknęłam oczy, a on musnął swoimi ustami moje usta. To było tak delikatne, ale mimo wszystko zaszumiało mi w uszach. Jego oddech owiał moje wargi, a ja rozchyliłam je nieco bardziej. W tym momencie do moich uszu doszły kroki. Kroki, które sprowadziły mnie na ziemię. Kurwa! Nie pocałuję Hemmingsa za żadne skarby! I niewiele myśląc zwaliłam go z siebie.
       Podniosłam się szybko z podłogi, a Luke dalej wpatrywał się na mnie lekko zaskoczony. Chyba sam do końca nie wiedział, co przed chwilą się stało i co mogło się stać. Nagle drzwi otworzyły się, a my podskoczyliśmy w tym samym momencie. Moje serce zabiło szybciej, widząc stojącego w drzwiach Dana.
- Już – oznajmił mi zadowolony, a następnie spojrzał na Luke'a. – Widzę, że mój syn się połapał.
- Nie jestem głupi – rzucił, podnosząc się z ziemi. Jeśli powie, że się wygadałam, to go uduszę we śnie poduszką, jak mamę kocham. Spojrzałam na niego. Ale ten wzruszył tylko ramionami.
- Wasze skrytki są spalone – powiedziałam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Wiemy – odpowiedział ze śmiechem Dan, a Luke spojrzał na niego z niedowierzaniem. – Sarah znalazła nową. Przykro mi synu, musisz poczekać do urodzin.
- Tatko – jęknął, a ja zachichotałam pod nosem. Blondyn obrzucił mnie spojrzeniem, jakby to była moja wina. Posłałam mu triumfujący uśmiech.
- Skoro moja robota skończona, to pójdę do siebie- powiedziałam zadowolona, że tym razem to ja byłam górą, a Pan Pewny Siebie dostał po głowie.
- Dzięki za pomoc Rose – rzucił Dan.
- Polecam się na przyszłość – odparłam, mijając go. Odwróciłam się jeszcze w stronę Luke'a, który nadal bacznie mnie obserwował. Uśmiechnęłam się raz jeszcze i puściłam mu oczko, co jeszcze bardziej go zirytowało. Punkt dla mnie. Czas na kolejną część planu. Czas sprzątnąć mu sprzed nosa wymarzoną koszulkę. Biedny Luke… Takie życie zbliżającego się solenizanta.

       Kiedy było po ósmej, wyszłam z pokoju. Rozglądając się na boki, zeszłam na dół. Musiałam mieć pewność, że Luke'a nie ma w pobliżu. I nie było go. Zgadywałam, że skoro na aukcji powoli zbliża się godzina zero, to blondyn ślęczy teraz przed laptopem, zacierając ręce.
       Mój plan był dość prosty. Trzeba go było czymś zająć, tuż przed zakończeniem licytacji tak, aby nie mógł wziąć w niej udziału do końca. Potrzebowałam do tego jeszcze jednej osoby, która weźmie na siebie Hemmingsa. Wiedziałam, że pewnie blondyn do końca będzie korzystał z komórki, ale na szczęście komputery są szybsze. To dawało mi nad nim przewagę. Na szczęście strona, na której odbywała się aukcja nie dawała użytkownikom możliwości automatycznego podbijania ceny, więc wszyscy biorący w niej udział mieli podobne szanse na zdobycie koszulki.
       Weszłam do salonu. Przy stole siedziała mama, stukając palcami w klawisze swojego laptopa. Usiadłam obok niej i wlepiłam w nią swoje brązowe oczy. Po chwili ona również na mnie spojrzała.
- Co tam córuś?- zapytała, odwracając się w moją stronę.
- Potrzebuję pomocy.
- Co się stało?
- Zrób coś z Lukiem. – Mama uniosła brwi do góry i przyjrzała mi się uważniej.
- Pokłóciliście się?
- Nie. Po prostu, chcę mu kupić koszulkę, którą licytuje i ty musisz go czymś zająć, bym ja mogła ją zgarnąć, zanim on to zrobi – wyrzuciłam na jednym oddechu. Sarah w dalszym ciągu wpatrywała się we mnie. Następnie zamrugała szybko oczami.
- Okej… Potrzebowałam więcej czasu, by zrozumieć, o co ci chodzi – powiedziała ze śmiechem. – Nie ma sprawy.
       Spojrzała szybko na swój komputer i niewielki stosik papierów leżących obok. Wiedziałam, że matula obmyśla plan działania. Po chwili na jej twarzy ponownie zagościł szeroki uśmiech.
- Dan!
- Tak?- Usłyszałam głos dochodzący z kuchni.
- Pozwól na chwilę.
       Usłyszałam brzdęk naczyń, a zaraz po nim w salonie zmaterializował się starszy Hemmings. Podszedł do nas, opierając się o oparcie krzesła mamy i wlepił w nas swoje błękitne oczy.
- Co się stało?
- Zepsuj mi komputer, ale nie tak naprawdę – powiedziała, przysuwając laptop bliżej siebie. Dan uniósł brwi do góry. Spoglądał na nas, jak na wariatki. – No, zrób to.
- Ale po co? – wypalił.
- Musimy odwrócić uwagę Luke'a. A i jedź na stację benzynową po tabletki przeciwbólowe, bo rozbolała cię mocno głowa. – W tym momencie mina Dana była po prostu bezcenna. Nie wytrzymałam i parsknęłam cicho śmiechem.
- Nie boli mnie głowa – powiedział powoli, spoglądając to na mnie, to na mamę.
- Teraz już tak.
- Sarah weź mi to po ludzku wytłumacz – zajęczał, a mama przekręciła oczami.
- Jak powiedziałam wcześniej, musimy zająć czymś Luke'a. Ty poprzestawiasz mi coś w komputerze, a ja poproszę, by mi w tym pomógł, bo pilnie muszę coś zrobić. Ty będziesz poza domem, więc nie będzie mógł tego zwalić na ciebie. Rose się na tym nie zna, więc i ona odpada. Luke to dobry chłopak, więc na pewno mi pomoże. W tym czasie Rose zgarnie mu sprzed nosa koszulkę, którą tak bardzo chce.
- To będzie jego prezent na urodziny – dodałam. Dan jeszcze przez chwilę analizował słowa mamy, a potem chyba w końcu doznał jakiegoś olśnienia. Uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową.
- Co zrobisz?
- Ile czasu potrzebujesz? – zwrócił się do mnie.
- Dziesięć minut- wypaliłam, mając nadzieję, że tyle mi wystarczy.
- Okej… Poprzestawiam ci ustawienia dotyczące internetu, a dokładniej jego parametry. Luke pewnie zacznie od sprawdzania sieci, centrum udostępniania i tak dalej. Pewnie na końcu złapie się za głębszą analizę. – Następnie spojrzał na mnie. – To ci da jakieś piętnaście minut.
- Pasuje- odpowiedziałam z uśmiechem.
- To do roboty – rzuciła mama.

***
       Siedział przy komputerze, co jakiś czas odświeżając stronę. Był blisko zgarnięcia tego, czego chciał. Zauważył, że kilka osób odpadło z dalszej walki o koszulkę, co było dobrym znakiem. Było mniej ludzi do pokonania.
       Nagle drzwi od jego pokoju otworzyły się, a do środka weszła Rosalie. Utkwił w niej swoje błękitne oczy, mierząc dziewczynę od góry do dołu. Oparła się o framugę, odrzucając do tyłu swoje rude włosy. Przez chwilę spoglądali na siebie w milczeniu.
- Mama prosi cię na dół – rzuciła, wskazując kciukiem korytarz. – Powiedziała, że to bardzo pilne.
        Pokiwał głową. Niechętnie wstał z miejsca. Raz jeszcze zerknął w kierunku monitora. Złapał za telefon i szybko ruszył w stronę drzwi. Miał nadzieję, że to nie potrwa długo, a on zdąży na końcówkę aukcji.
       Minął Rosalie, która wróciła do swojego pokoju. Zszedł po schodach. Z salonu dochodził do niego odgłos włączonego telewizora. Jego kroki skierowały się w tamtą stronę. Gdy wszedł do środka, zauważył Sarah pochyloną nad laptopem, którego często używała do pracy.
- Jestem- powiedział, podchodząc do kobiety.
- Luke możesz mi pomóc?- odparła, odwracając się w jego stronę. – Muszę pilnie wysłać raport z jednej sesji, a nie działa mi internet. Dyrektor chce mieć to na dzisiaj. Dan wyszedł, a Rose się na tym nie zna.
- Jasne, pokaż to – rzucił, choć wcale nie miał na to ochoty. 
       Przylepił na twarz uśmiech, który nieco ukrył rozdrażnienie. Gdyby to działo się w innym momencie, to nie stanowiłoby to dla niego żadnego problemu, ale teraz miał do wygrania aukcję. Chciał zdobyć tą koszulkę. Z drugiej jednak strony to było coś ważnego, coś do pracy, więc musiał to zrobić teraz.
       Usiadł obok niej, przysuwając laptop bliżej siebie. Zaczął szybko wszystko sprawdzać, starając się, jak najszybciej odnaleźć przyczynę awarii internetu. Miał wrażenie, że czas ucieka mu przez palce, ale skupił się na zadaniu porządnie, licząc na to, że może jednak zdąży.
       W końcu znalazł przyczynę problemu i szybko naprawił go. Internet w komputerze ruszył pełną parą. Sarah uśmiechnęła się szeroko i wypuściła powietrze z ust z widoczną ulgą.
- Dzięki wielkie – powiedziała, a on odpowiedział uśmiechem.
- Mogę już iść?
- Tak, pewnie – odparła, odwracając się w stronę komputera.
       Luke zerwał się z miejsca i ruszył biegiem na górę. Spojrzał na zegarek. Minuta. Miał dosłownie minutę. Wleciał do pokoju, prawie potykając się o swoje długie nogi, a następnie doskoczył do swojego laptopa. Odświeżył stronę.
- Kurwa – syknął. – Kurwa, kurwa, kurwa…
       Spojrzał na nieznany nick, którego wcześniej nie widział. Ktoś nowy włączył się do wyścigu o koszulkę. I ku niedowierzaniu blondyna, wygrał aukcję. Ktoś musi być pierdolonym szczęściarzem. Zerknął na nick po raz ostatni i przeklną tą osobę w myślach. Pieprzony JaToMam.

***
       Zestresowałam się pod koniec aukcji. Bowiem w moim planie nie uwzględniłam jednej opcji. Mianowicie takiej, że ja również mogę nie zdążyć przelicytować koszulki w odpowiednim momencie. Gdybyśmy walczyli o nią we dwoje, była by większa szansa, że jednak trafi ona do Hemmingsa.
       Niestety było już pozamiatane, bo mama wcielała swój niecny plan w życie. Siedziałam więc, jak na szpilkach, licząc na to, że może dopisze mi szczęście i koszulka będzie moja.
W końcu kiedy wybiła godzina zero, wstrzymałam oddech. Zerknęłam niepewnie na stronę, odszukując zwycięskiego nicku. Zrobiłam wielkie oczy, a następnie uśmiechnęłam się szeroko. Koszulka była moja. W końcu mam prezent dla blondyna!
       Od razu zapłaciłam za nią, a następnie napisałam nieco długiego meila do posiadacza koszulki, w którym to naciskałam dość mocno na to, by wysłał ją jak najszybciej. Dodałam, że sama pokryję koszty dostawy kurierem, byleby tylko koszulka dotarła do Sydney w odpowiednim momencie. Facet na początku chciał ją wysłać po prostu pocztą.
       Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Przyszła dosłownie po chwili, w którym to mężczyzna oznajmił, że nie ma najmniejszego problemu i prezent dojdzie na czas. Dodatkowo życzył Lukowi wszystkiego najlepszego.
       Sprawa z koszulką była zakończona, więc mogłam legalnie oderwać się od laptopa. Domyślałam się, że blondyn pewnie jest mega wściekły, że przegrał aukcję. Aby potwierdzić swoje przypuszczenia, wyszłam z pokoju, a następnie zatrzymałam się przed drzwiami Luke'a. Zapukałam i nie czekając na odpowiedź – czyli, jak zawsze – weszłam do środka. 
       Chłopak leżał na łóżku z zaciętą miną. Ręce miał pod głową i wpatrywał się w sufit. Uuu… Chyba będzie żałoba rodzinna z powodu jego przegranej. Jego wyraz twarzy potwierdził to, że mu naprawdę na niej zależało. Nie powiem, ale to ucieszyło mnie jeszcze bardziej. Będzie to mega trafiony prezent.
       Gdy weszłam do jego pokoju, Luke rzucił na mnie okiem, a następnie znów spojrzał w sufit, jakby ten był naprawdę interesującym zjawiskiem. Podeszłam do niego i usiadłam obok, przybierając na twarzy w miarę normalny uśmiech, choć najchętniej roześmiałabym się na cały głos, widząc, jak go wkręciłam. Musiałam jednak zachować pokerową twarz i wytrzymać ten cyrk do końca.
- Jak tam aukcja? Koszulka jest twoja? – wypaliłam siląc się na to, by mój głos mnie nie zdradził.
- Weź nic nie mów – mruknął, przekręcając oczami. – Nie zdążyłem.
- Co się stało?
- Twoja mama miała problemy z kompem…
- Wiem.
- I przez to nie zdążyłem. Jestem na siebie wściekły, bo mogłem wbić na aukcję na jej komputerze, a nie lecieć do siebie i tracić cenny czas. – Nie powiem odetchnęłam z ulgą, że na ten pomysł wpadł po fakcie.
- Może następnym razem się uda – rzuciłam, wzruszając ramionami. Blondyn obrzucił mnie surowym wzorkiem, jakbym co najmniej wytłukła mu pół rodzinny.
- Była prawie unikatowa – skwitował. – Nie często można na coś takiego trafić. Szczególnie jeśli chodzi o Blink-182.
- Spoko, rozumiem.
- Spoko.
- Przytulić cię na pocieszenie?- wypaliłam nie mogąc się powstrzymać. Mimo, że bardzo się starałam, to jednak z moich ust wydobył się cichy chichot. Luke spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Mocniej zacisnął usta. Chyba go jeszcze bardziej wkurzyłam.
- Nie – odpowiedział, odrywając ode mnie swoje błękitne oczy.
- Spoko.
- Spoko.
       Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. W pewnym momencie Luke zerwał się z łóżka, zajmując miejsce tuż obok mnie. Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Zmieniłem zdanie.
- Co? – odparłam, bo nie wiedziałam, o co mu chodzi.
- Przytul mnie na pocieszenie – powiedział tonem nadąsanego dziecka.
       Prychnęłam pod nosem, a następnie uśmiechnęłam się. Objęłam go, a on mocniej wtulił się w moje ramię. Pogłaskałam go po głowie.
- Kupimy ci nową zabawkę – rzuciłam, rozbawiona.
- Zamilcz kobieto i po prostu tul – odparł, a ja zaczęłam się śmiać. 


***
Rozdział wyszedł mi nieco dłuższy, ale nie wiedziałam, jak go podzielić, więc dostajecie go w całości.
Dodany dla tych wszystkich dzisiaj, co nie mogli doczekać się kolejnej części :) Mam nadzieję, że wam się spodobał :)

Monia dziękuje za tak pozytywne opinie na temat jej pracy. Macie też od niej ciepłe pozdrowienia! :D

Lusia - nie, nie obrażę się :D - cóż to za pytanie :P choć przyznaje się, że nie mam już kogo nominować dalej.

Milena - tak, mi to też wygląda na kawałek skarpetki XD

Na następny rozdział zapraszam w środę :)

Dziękuję za tak mega pozytywne komentarze! Wiecie, jak zmotywować człowieka do pracy! Moje NAJLEPSIEJSZE!!! :D

Pozdrawiam!

W następnym odcinku:

- Matko Rose! Jesteś podstępna!
- Jestem najlepsza – poprawiłam go, na co mama parsknęła śmiechem.
- Jesteś najlepsza – powiedział blondyn, wpatrując się w białą koszulkę z logiem Blink-182 z podpisami zespołu. 

***

- A ja? – jęknął blondyn, kiedy odsłoniłam mu oczy. – Też chcę zobaczyć, cokolwiek to jest.
- Ty zobaczysz to później – odparł Hood, siadając obok niego. – I nie dąsaj się, jesteś dużą dziewczynką. Najlepszego stary! – Luke prychnął pod nosem, krzyżując ręce na piersi, a Calum poklepał go po ramieniu. Naprawdę on dzisiaj kończy osiemnaście lat, a nie osiem? 

***

- Co się tak szczerzysz? – zapytał ze śmiechem Michael.
- Łaszę się na twoją koleżankę, z którą niedawno rozmawiałeś. Jest wolna?

***

- W takim razie twoje zdrowie Luke – powiedziała, odwracając się do niego.
- Żeś się wysiliła – prychnął Irwin ze śmiechem.

***

- Ku zgodzie dziewczyny – odparł Ash, wyciągając w naszą stronę drinka.
- Goń się Irwin – syknęłam, ale stuknęłam się z nim szklanką, a następnie uśmiechnęłam lekko. 

13 komentarzy:

  1. A było tak blisko!!
    Niech oni się w końcu pocałują <3
    Z niecierpliwością czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeee!!! Szykuje się kolejna impreza! OMG prawie miałam emocjonalny zawał z ekscytacji czytając ten fragment z Lukiem i Rose :) nie mogę się doczekać kiedy pocałują się tak naprawdę :D może dojdzie do tego na imprezie urodzinowej :)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Chce już środę!!!!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no! To było genialne! Tak blisko...! Mam nadzieję, że takich scen będzie więcej! To było takie... hmmmmm... Słodkie? XD Ale pomysł z koszulką rozegrany po mistrzowsku :P
    Co do LA, ja mam dopiero 5/11 osób :/ Ciężko znaleźć aż tyle...
    Okay, niech bédzie środa... zwłaszcza, że ja czytam duzo blogów tych samych autorów (jak u ciebie :) ) i na Wattpadzie, gdzie te nominacje wygladają inaczej.
    Więc buziaki, pozdrowienia, weny
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww jakie to było słodkie!
    Ta akcja z koszulką najlepsza♡♥
    Impra się szykuje! Łuhu!!
    Jeśli oni się w końcu pocałują to gwarantuję Ci że wybuchnę z nadmiaru ekscytacji znajdującej się w moim organiźmie xdd
    No to życzę Ci weny , choć myślę że to niepotrzebne jeśli jesteś do przodu z rozdziałami ale co tam ! ;*
    ~Pati~

    OdpowiedzUsuń
  5. ja pierdole dziewczyno to było zajebiste, szczególnie ostatnie słowa hemmingsa, poprostu kocham to fanfiction. This is my lover

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham to!!! Kocham to!!!
    Jezuss.... to jest takie zajebiste! <3
    Jesteś cudowna :* Kocham cie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeszłan zawał
    JUŻ KURDE TAK BLISKO BYŁO NOOO .-. !!!! ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    I TA AKCJA NA KOŃCU
    ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    BOŻE .... *0*
    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA WYMIĘKAM XD <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Super kocham. Cudny rozdział 💛💛💛💛

    OdpowiedzUsuń
  9. Super kocham. Cudny rozdział 💛💛💛💛

    OdpowiedzUsuń
  10. Super kocham. Cudny rozdział 💛💛💛💛

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mam słów! *,* To jest świetne! Zaskoczyłaś mnie na prawdę XD Dziękuję za tego bloga :>

    OdpowiedzUsuń