środa, 15 lipca 2015

S3 - Rozdział 3 cz.1

Hand you another drink, drink it if you can


       Nie było tak, że zapomniałam o tym, co stało się w pokoju Luke'a. Wtedy, kiedy miałam zrobić wszystko, by nie wydostał się z niego i nie odkrył prezentu urodzinowego od rodziców. Rozpamiętywałam to, przez pewien czas. Zastanawiałam się nad tym, jak w ogóle do tego doszło. Jakim cudem, w tak krótkim czasie nastąpił tak nagły przełom. 
       W końcu jednak postanowiłam to zamknąć do pudełka i zepchnąć w najdalszą część podświadomości i wspomnień. Nie ruszać, nie otwierać i nie wracać do tego ponownie. Choć nie było to takie złe i było – o zgrozo- naprawdę przyjemne. Nie był to, co prawda pocałunek, ale tak blisko nie byliśmy chyba nigdy.

       Urodziny Luke'a przypadały w sobotę. Postanowiliśmy wspólnie go obudzić i zacząć świętować. W tym celu wstałam nieco wcześniej, choć nie było to, aż nadto konieczne, bo blondyn w wolne dni lubił sobie pospać. Mój prezent już czekał w garderobie, schowany pod bluzami i zapakowany w czarno biały papier.
       Kiedy doprowadziłam się do stanu używalności i przebrałam się w dresy i luźną koszulkę, do pokoju wleciała mama, niosąc na niewielkiej tacce mały czekoladowy tort. Tort ten był idealny dla jednej osoby. Symboliczny przed tym dużym, którego dostanie na imprezie. Na jego środku stała czerwona świeczka.
- Gotowa?
- Pewnie – rzuciłam, podchodząc do garderoby. 
       Otworzyłam drzwi i zaczęłam szperać w ubraniach. W końcu natrafiłam palcami na papier. Wydobyłam prezent i obie wyszłyśmy z pokoju. Na korytarzu już stał Dan, ściskając pod pachą laptopa opakowanego w czerwony papier z dużymi żółtymi osiemnastkami.
- Wchodzimy i budzimy, czy wchodzimy i krzyczymy? – zapytał z uśmiechem, spoglądając to na mnie to na mamę, jakbyśmy my tu były osobami decyzyjnymi.
- A może wchodzimy, okradamy i uciekamy? – zaproponowałam, na co moja mama przekręciła oczami, a potem parsknęła śmiechem. Zawtórował jej Dan. Przez to musieliśmy jeszcze trochę poczekać, aż oboje się uspokoją. Czasami nasi rodzice zachowywali się, jak dzieci.
- Jestem za wchodzimy i budzimy, nie chcę, by dostał zawału –odparła mama.
- Daj spokój, opcja z wchodzimy i krzyczymy jest lepsza. Wyobraź sobie jego minę, będzie bezcenna. A zresztą trochę adrenaliny z rana dobrze mu zrobi – rzuciłam, na co Dan pokiwał głową i najnormalniej w świecie się ze mną zgodził. Mama odpuściła. Ja i starszy Hemmings postawiliśmy na swoim. Na dowód tego przybiliśmy sobie piątki, a Sarah przekręciła oczami.
       Weszłam do pokoju blondyna, jako pierwsza. Za mną podążali rodzice. Spojrzałam na łóżko i uśmiechnęłam się złośliwie pod nosem. To będzie piękna akcja. Luke spał w najlepsze, przyciskając twarz do białej poduszki. Jedną rękę miał na kołdrze, tuż przy policzku. Zauważyłam, że pościel zadarła mu się do góry, odsłaniając jedną stopę.
       Przez chwilę staliśmy w milczeniu, a następnie zakradliśmy się do niego. Mama zapaliła świeczkę, a następnie wyciągnęła rękę. Pokazała nam trzy palce, potem dwa i w końcu jeden. Gdy znikły wszystkie, cała nasza trójka krzyknęła.
- Wszystkiego najlepszego!
       Luke raptownie zerwał się do pozycji siedzącej. Przez chwilę chyba nie wiedział, o co chodzi, bo rozejrzał się po pomieszczeniu, przecierając dłońmi oczy. Zamrugał kilka razy, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Najlepszego synu! – zawołał Dan, a Sarah podsunęła mu pod nos tort.
- Najlepszego Luke- powiedziała mama. – Pomyśl życzenie!
       Blondyn zastanowił się przez chwilę, a potem zdmuchnął świeczkę. Mama odstawiła tort na bok i jako pierwsza zaczęła składać mu życzenia. Na końcu przytuliła go do siebie i pogłaskała po głowie, jakby był pięcioletnim dzieckiem. W sumie… Nieraz był.
       Potem życzenia zaczął składać mu Dan, tuląc syna do ramienia, a na końcu oboje wręczyli mu pakunek. Luke rozwinął papier i zrobił wielkie oczy.
- Bez jaj! Kupiliście mi nowy komputer?
- A wygląda na stary? – wypalił Dan ze śmiechem.
- Wielkie dzięki!
- Teraz ja – rzuciłam, siadając obok mamy, która zrobiła mi miejsce. – Najlepszego wredoto – uśmiechnął się do mnie. – Samych sukcesów w sporcie i muzyce, a także dużo miłości!
       Uściskałam go, a potem podałam mu pakunek. Oparł prezent na kartonie od laptopa i zaczął go szybko rozwijać. W końcu otworzył szeroko usta i spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- JaToMam to ty?
- Aha – rzuciłam rozbawiona.
- Matko Rose! Jesteś podstępna!
- Jestem najlepsza – poprawiłam go, na co mama parsknęła śmiechem.
- Jesteś najlepsza – powiedział blondyn, wpatrując się w białą koszulkę z logiem Blink-182 z podpisami zespołu. Uśmiechnęłam się szeroko widząc zadowolenie na jego twarzy. Tak… To był zdecydowanie trafiony prezent.

       Mama pomogła mi wszystko przyszykować. Zresztą w przygotowaniach pomagał też Dan i Luke. O ósmej mieli się zejść do nas goście, więc wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik. Po szóstej wyszli z domu. Mieli zarezerwowany weekend w Spa, na które Dana namówiła mama. Mieli wrócić jutro w godzinach popołudniowych lub nawet nieco później, jakby zabiegi się przedłużyły. Starszy Hemmings jakoś nie pałał optymizmem, co do wyjazdu, pewnie wyobrażając sobie to, że mama zmusi go do nakładania na twarz maseczki, kąpania się w błocie, czy innych cudacznych rzeczy. Zapomniał, że Spa to także sauny, baseny i ogólny relaks.
       Kiedy rodzice poszli, ja zaszyłam się w pokoju, aby się przebrać. W końcu jako współgospodarz imprezy, musiałam się jakoś prezentować. Postawiłam na czarne legginsy i sukienkę w czarno czerwoną kratę, na grubych ramiączkach, z dekoltem w serek. Do tego dorzuciłam czarno srebrną biżuterię. Zrobiłam nico mocniejszy makijaż, a na głowie zafundowałam sobie niewielkie loki. Założyłam czarne szpilki i wyszłam z pokoju.
       Gdy doszłam do schodów, usłyszałam pukanie. Reszta 5 Seconds of Summer oraz Lori i Becky, mieli się zjawić szybciej. Doszłam do drzwi pierwsza, spoglądając na Luke'a, który zatrzymał się w połowie salonu i zerkał w moją stronę. Uśmiechną się. Odpowiedziałam tym samym i otworzyłam drzwi.
- Uuu... Rose wyglądasz szałowo – skomentował Ashton.
- Was też dobrze widzieć – odparłam. – Właźcie.
- Gdzie Luke? –zapytał Calum, a potem dodał ściszonym głosem. – Musimy wnieść tort.
- Zaczekajcie, dam wam znać kiedy.
- To oni? – Usłyszałam głos blondyna.
- Tak.
- Czemu nie wchodzą?
- Bo, tak – rzuciłam przez ramię, a następnie znów spojrzałam na chłopaków. – Postawcie go w kuchni na stole.
       Odwróciłam się i ruszyłam w stronę salonu. Luke spoglądał na mnie z uniesionymi brwiami, nie za wiele rozumiejąc z tego, co się dzieje. Bez słowa złapałam go za rękę i poprowadziłam go do krzesła.
- Siadaj.
- Bo?
- Siadaj i nie komplikuj sprawy – powiedziałam, a ten tylko przekręcił oczami. Mimo to usiadł. Stanęłam za nim i dla pewności, że nie będzie patrzał, zasłoniłam mu dłońmi oczy.
- Ej!
- Chwila. To niespodzianka – odparłam. – Możecie wejść! – krzyknęłam przez ramię, a Luke podskoczył w miejscu. – Sorki, nie chciałam cię wystraszyć.
- Spoko.
- Spoko.
       Słyszałam za plecami szmery. Chłopaki weszli do środka, a potem skierowali się w stronę kuchni. Hemmings kręcił się w miejscu, mając pewnie nadzieję, że jakimś cudem coś podejrzy. Ale nic z tego. Byliśmy dobrze zorganizowani.
       Nagle obok mnie pojawił się Calum. Uśmiechnął się i kiwnął mi głową, dając znać, że tort został przetransportowany w odpowiednie miejsce.
- Posiedzę z nim – powiedział. – Możesz zobaczyć.
- A ja? – jęknął blondyn, kiedy odsłoniłam mu oczy. – Też chcę zobaczyć, cokolwiek to jest.
- Ty zobaczysz to później – odparł Hood, siadając obok niego. – I się nie dąsaj, jesteś dużą dziewczynką. Najlepszego stary! – Luke prychnął pod nosem, krzyżując ręce na piersi, a Calum poklepał go po ramieniu. Naprawdę on dzisiaj kończy osiemnaście lat, a nie osiem?
       Zostawiłam ich w salonie, a sama udałam się do kuchni. Kiedy weszłam Ash, otwierał duże tekturowe pudło. Tort był spory. Stanęłam obok Michaela, na którego twarzy wymalował się triumfujący uśmiech. Czas zobaczyć to dzieło chłopaków, które wymyślili. 
       Irwin otworzył karton, a ja zrobiłam wielkie oczy. Tort Luke'a prezentował się świetnie. Był trzy piętrowy, w kolorze niebiesko zielonym. Na górze ustawiono świeczkę – liczbę osiemnaście – w formie gitary i dwóch złączonych piłek. Poniższe rzędy prezentowały dwie pasje blondyna, muzykę i sport.
- Jest super – powiedziałam, oglądając go dokładnie.
- Dzięki – odparł z dumą Ashton.
- Mała fotka dla mamy – rzuciłam, wyciągając telefon z kieszeni. Zrobiłam szybkie zdjęcie i przesłałam je rodzicielce.
- Gdzie go schowamy?
- W tym problem, że miejsce w lodówce jest, ale Luke ma za łatwy do niej dostęp – powiedziałam, spoglądając na nich.
- Czyli pilnujemy, by nie wlazł do kuchni. To da się zrobić. - Nagle usłyszałam kolejne pukanie do drzwi. Wiedziałam kto to.
- Tak szybko? – zapytał Ash, zerkając na zegarek, który miał na prawej ręce.
- To Lori i Becky – rzuciłam i już chciałam iść w stronę drzwi, kiedy minął mnie Michael.
- Ja otworzę- powiedział przez ramię i wyleciał z kuchni, jak oparzony. Ja i Ash spojrzeliśmy na siebie i oboje stłumiliśmy chęć parsknięcia śmiechem. Nie Michael, wcale nie było widać, jak zareagowałeś na imię blondynki.
       Usłyszałam znane mi głosy dochodzące z holu, a potem moim oczom ukazały się moje przyjaciółki. Becky miała na sobie czarną sukienkę, a Lori poszła w kolor pudrowo różowy. Obie wyglądały świetnie.
- Gdzie solenizant? – zapytała Becky.
- W salonie.

       O ósmej w naszym domu było pełno osób. Zjawiła się cała drużyna, w której gra Luke, ludzie ze szkoły – Harper i Angela także – oraz jego znajomi z poza budy. Szczerze? Nie wiedziałam, że nasz dom pomieści tyle osób, a było jeszcze trochę miejsca.
       Impreza rozpoczęła się wniesieniem przez chłopaków ich czadowego tortu, który spodobał się Hemmingsowi. Potem Calum powiedział kilka słów, by wznieść toast. Całe nasze towarzystwo odśpiewało solenizantowi Sto lat, a potem zaczęło się tradycyjne upijanie, wyżeranie jedzenia i ogólna rozluźniająca hulanka. Muzyka dudniła z głośników, a ja czułam się, jakbym nie była w domu, a w jakimś klubie.
       Przecisnęłam się w stronę kanapy, którą okupował Michael, Lori i Becky. Usiadłam obok brunetki, podsuwając sobie pod nos kolorowego drinka. Postanowiłam się dzisiaj nie upijać zbyt mocno, aby przypilnować towarzystwo. Nie chciałam, by roznieśli nam chatę. Dlatego nie narzucałam sobie zbyt wielkiego tempa.
       Clifford wpakował do buzi garść chipsów, zapijając to alkoholem, a następnie kontynuował rozmowę z Lori na temat muzyki. Becky wpatrywała się gdzieś w kąt, a ja podążyłam za jej wzrokiem. Spoglądała na Ashtona, Caluma i Luke'a, którzy rozmawiali z Harper i Angelą. Zmarszczyłam nos. Do czego to doszło, że ta idiotka łazi po moim królestwie.
- Nie wiem, jak oni mogą z nią rozmawiać – odparła Becky, mrużąc na nią oczy. – Kretynka.
- Olej ją –skwitowałam, wzruszając ramionami.
       Od jakiegoś czasu stosunki chłopaki – Harper były dość napięte, a to po tej całej akcji z czerwoną farbą. Michael nadal traktował ją dość chłodno, więc nic dziwnego, że wolał siedzieć z nami, niż wdawać się w pogaduchy z Mills. Do tej pory nie mógł przegryźć tego, co się wtedy stało Lori i mnie. Reszta najwidoczniej postanowiła dać Harper drugą szansę, która po naszej wielkiej zemście, przestała się nas czepiać. Rozmawiali z nią, choć widać było, że zachowują pewien dystans. Ja jednak wiedziałam, że Harper to po prostu dobra aktorka, która prędzej, czy później znów zacznie wieszać psy na mnie i na dziewczynach, znów zarzucając nam rozbijanie ich paczki i wtrącanie się w jej towarzystwo.
- Pusta krowa –podsumowała Becky, a ja zaczęłam się śmiać. Powiedziała to takim tonem, że po prostu to było silniejsze ode mnie. Dziewczyna spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko.
- Pusta krowa – powtórzyłam za nią. – Drinka?
- Pewnie.

***
       Co chwila ktoś poklepywał go po ramieniu lub plecach, życząc po raz kolejny wszystkiego najlepszego. Luke nie miał problemów z tym, że był w centrum uwagi. Choć na dłuższą metę było to trochę wkurzające.
       Upił niewielki łyk drinka, którego jakiś czas temu podała mu Rosalie i znów spojrzał na Caluma, który ciągnął temat ich drużyny. Michael, co chwilę wtrącał swoje trzy grosze. Powstała dyskusja na temat ich taktyki, a także umiejętności innych zawodników. Hood liczył na zmiany, a Michael twierdził, że ich układ jest tak samo dobry, jak wcześniej. Luke nie wiedział komu przyznać rację. Co prawda ich drużynie przydałaby się jakaś zmiana dla odświeżenia i zmotywowania całego składu, ale z drugiej strony po co ruszać coś, co tak dobrze funkcjonuje.
- To kwestia sporna Michael – rzucił Calum i przekręcił oczami. – My jesteśmy już tak do siebie przyzwyczajeni, że rozumiemy się na boisku bez słów. Z Victoriem jest trochę gorzej…
- Mi się z nim dobrze gra. To dobry pomocnik.
- Ale brak mu ogłady – skwitował Hood, kręcąc głową. – Często porywa się na samotne akcje i wtedy wszystko szlag trafia. Jakby zapominał, że piłka nożna to sport zespołowy.
- Popieram, Victor czasami za bardzo szarżuje – odezwał się Hemmings.
- Najlepszego stary! 
       Ktoś klepnął go w plecy, a blondyn odwrócił się w kierunku Harry’ego. Chłopak stuknął się z nim szklanką. Na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech.
- Co się tak szczerzysz? – zapytał ze śmiechem Michael.
- Łaszę się na twoją koleżankę, z którą niedawno rozmawiałeś. Jest wolna? – odparł, zerkając w stronę kanapy, na której Becky i Lori chichotały ze śmiechu. 
       Luke zauważył, jak Clifford zmrużył na niego oczy. Był pewny, że gdyby było ciszej, to wszyscy usłyszeliby, jak zgrzyta zębami. Miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Powstrzymał się jednak, widząc Hooda, który też walczył sam ze sobą, by się nie roześmiać.
- Jest zajęta – powiedział szorstko Michael.
- Lipa – oznajmił Harry, ignorując jego ton. – Trzeba poszukać sobie jakieś innej panny na ten wieczór.
- Jesteś niewyżyty – skwitował Calum.
- One też, tylko udają takie święte – rzucił Harry. Kiwnął im głową i odszedł w stronę swojego kumpla ze szkoły.
- Nie skomentuję tego – powiedział powoli Hood ze śmiechem. – A ty wyluzuj, nikt ci Lori nie sprzątnie sprzed nosa…
- Weź się odczep – wtrącił Michael.
- Mikey my wszyscy to widzimy – odezwał się Luke ze śmiechem. – Zresztą sam powiedziałeś, że ci się podoba.  - Chłopak prychnął pod nosem, ale po chwili uśmiechnął się lekko.
- Wracając do tematu… - zaczął Michael.
       Luke przekręcił oczami i zerknął w bok. Tuż przy wejściu do salonu namierzył Rosalie w towarzystwie Asha. Oboje o czymś rozmawiali i co chwilę wybuchali śmiechem. Nagle Irwin zarzucił jej rękę na ramię, a ona nachyliła się w jego stronę. Coś jej powiedział, a ona pokiwała szybko głową. Blondyn wstrzymał oddech. Sam nie wiedział, czemu tak zareagował, ale nagle poczuł się w pewien sposób zagrożony. Jakby Ashton mógł zająć jego miejsce, miejsce dobrego kumpla, a nawet przyjaciela, bo w końcu ich relacja powoli wspinała się na kolejny szczebel.
       Widział, jak dziewczyna się uśmiecha. Zacisnął mocniej usta, kiedy położyła mu dłoń na klatce piersiowej i poklepała go ze śmiechem. Ten znów nachylił się w jej stronę. Luke chciał wiedzieć, o czym rozmawiają. W pewnym momencie Ash złapał ją za rękę, okręcił wokół jej własnej osi i pozwolił, by ona poprowadziła go do kuchni.
- Luke, ty w ogóle nas słuchasz? – zapytał Calum.
- Mm… Co? – wydusił z siebie, odwracając się raptownie w stronę przyjaciół.
- Czy według ciebie powinniśmy dać szansę Oscarowi?
- Ta, czemu nie... Zaraz wracam.
       Zignorował ich zaskoczone spojrzenia. Dalej trzymając szklankę z drinkiem, który już powili się kończył, przecisnął się przez tłum gości. Dotarł do korytarza, a potem, jak gdyby nigdy nic, wszedł do kuchni.
- Poczekaj, przemyję te szklanki. Nie mam pojęcia, gdzie zniknęły wszystkie czyste. Było ich tak dużo – powiedziała Rosalie przez ramię.
- Jest i nasz Hemmo! – krzyknął Ash, podchodząc do niego. – Jak tam stary? W końcu dołączyłeś do elitarnej grupy osiemnastek.
- Ta… Co robicie? – zapytał, okrążając stół. Rosalie wytarła szklanki i postawiła je na stole. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko.
- Będziemy pić – odpowiedział Irwin, łapiąc za butelkę czystej wódki. – Widzę, że i ty masz pusto. Daj szklankę.
       Bez słowa dopił resztki, a następnie podał mu puste naczynie. Ashton ustawił je w rządku i zaczął rozlewać alkohol. Potem zalał je napojem gazowanym, dorzucając do tego po plastrze limonki. Rose stanęła obok niego, a Luke nie spuszczał z niej swoich błękitnych oczu.
- To, co może mały toast? – zaproponowała. Kiwnął głową, podchodząc do niej bliżej. Wziął swoją szklankę.
- Masz głos Rivers – rzucił Ashton, a ona przekręciła oczami. Na jej ustach w dalszym ciągu gościł szeroki uśmiech. Szybko zmierzył ją wzrokiem. Wyglądała fantastycznie.
- W takim razie twoje zdrowie Luke – powiedziała, odwracając się do niego.
- Żeś się wysiliła – prychnął Irwin ze śmiechem.
- Wybacz, że nie mam tak dobrej gadki, jak Calum.
- Twoje zdrowie stary!
       Stuknęli się szklankami, a następnie cała trójka upiła z nich kilka łyków. Luke poczuł ostry smak wódki, który zaraz zmieszał się z napojem i lekką nutą limonki. Drinki były mocne. W końcu robił je Ash. Zaśmiał się widząc, jak rudowłosa nieco się skrzywiła. To wywołało u Ashtona kolejny wybuch śmiechu. Dziewczyna klepnęła Irwina w ramię, a ten zaśmiał się po raz kolejny.
- Zaniosę to Lori i Becky –powiedziała, łapiąc za pozostałe szklanki i niczym kelnerka, opuściła kuchnię, a stukot jej obcasów zmieszał się z lecącą w tle muzyką. 
       Luke odprowadził ją wzrokiem, a potem spojrzał na Irwina, który musiał robić dokładnie to samo. Przełknął cicho ślinę. Czy on właśnie poczuł się zazdrosny?
- Jak tam Luke? – powiedział Ash, odwracając się w jego stronę. – Impreza jest genialna.
- Super. Cieszy mnie to, że się dobrze bawisz.
- Ale ty jesteś spięty.
- Co?
- Coś się stało?
- Nic się nie stało – rzucił i uśmiechnął się lekko.
- W takim razie raz jeszcze twoje zdrowie – zaproponował Ash, wyciągając szklankę w jego stronę. Luke stuknął w nią, a następnie oboje wypili prawie połowę jej zawartości. – Chodź, napijmy się z chłopakami!  Chyba, że Michael znów dorwał się do Lori. Może Rose z nami się napije?
- Może – odpowiedział Luke i ruszył za Ashem, który złapał za butelkę z wódką i skierował się w stronę salonu, by odnaleźć pozostałych przyjaciół.

***
       Michael wyciągnął Lori na środek pokoju, w którym to utworzył się prowizoryczny parkiet do tańczenia. Najwięcej było tam oczywiście dziewczyn, a większość płci brzydkiej spoglądała w stronę wyginających się koleżanek. Calum też bujał się w rytm muzyki z jakąś brunetką, którą kojarzyłam z naszych szkolnych korytarzy. I muszę to przyznać, że Hood umiał się ruszać.
- Ona nie spuszcza z niego oczu – usłyszałam cichy głos Becky, kiedy nachyliła się w moją stronę.
- Kto i co? – wydusiłam z siebie, przysuwając się bliżej niej. Musiałam to zrobić, bo Ashton i Luke zaczęli gadać tak głośno, że ledwo słyszałam przyjaciółkę. Zresztą Calum podkręcił muzykę, więc większość rozmawiających musiała podkręcić swoje gardła.
- Harper – powiedziała, popijając drinka. – Harper ma na oku Hemmingsa.
- Żadna nowość – oznajmiłam, wzruszając ramionami. – Ma na oku całą ich czwórkę. Wiesz, jesteśmy na cenzurowanym.
- Się wie. Ona chyba myśli, że chcemy się wbić do jej elity. Ewidentnie jej nie pasuje, że zaczęliśmy z nimi coraz częściej rozmawiać. Mam ochotę nieco ją powkurzać.
- Becky – rzuciłam i roześmiałam się. Brunetka wzruszyła ramionami, a na jej twarzy pojawił się zacięty uśmiech. – Wchodzę w to.
- To, co włączymy się do rozmowy tej dwójki, którzy nawalają nie wiadomo, o czym? – zapytała, wskazując Asha i Luke'a, którzy siedzieli obok.
- Jasna sprawa.
- To zmienię miejsce – powiedziała, wstając.
       Uśmiechnęłam się pod nosem i przesunęłam. Becky przecisnęła się obok mnie. Nagle zahaczyła butem o długie nogi Hemmingsa i poleciała w dół. Mignęła mi tak szybko przed oczami, że przez chwilę nie wiedziałam, co się stało. Dziewczyna wleciała na blondyna, który mając całkiem niezły refleks, zaasekurował ją. 
       Zacisnęłam usta, starając się powstrzymać śmiech. Niestety słysząc głośny chichot Ashtona, nie wytrzymałam i sama parsknęłam niekontrolowanym śmiechem.
- Jest okej? – zapytał Luke z uśmiechem, kiedy Becky wyprostowała się i wygładziła dłońmi sukienkę.
- Tak… Nie ma to, jak moja pieprzona kobieca gracja – podsumowała, co wywołało kolejną salwę śmiechu. Odwróciła się w moją stronę, a ja przetarłam kąciki oczu, w których zgromadziły mi się łzy. – Sie małpo śmiejesz najgłośniej.
- Przepraszam, ale… Matko, to wyglądało tak pięknie – wydusiłam z siebie, opierając się na ramieniu Luke'a, by lepiej ją widzieć. Becky przekręciła oczami, przeszła dalej i usiadła obok Asha, który spojrzał na nią cały czerwony.
- Zostaw to bez komentarza Irwin – syknęła, a chłopak zachichotał.
- Co wy robicie? – zainteresował się Luke, kiedy Becky założyła nogę na nogę i pochyliła się w ich stronę.
- Postanowiłyśmy włączyć się do rozmowy, ale siedząc dalej od was, Becky ledwo was słyszała – poinformowałam go, jak gdyby nigdy nic.
- A znacie się na komputerach? – wypalił Ash.
- Serio? –mruknęłam. – Nie macie innych tematów?
- Może wolisz porozmawiać o sukienkach, czy kosmetykach- rzucił Luke, a ja uderzyłam go w ramię, co wywołało na jego twarzy szeroki uśmiech. 
       Kątem oka zauważyłam, jak Harper i Angela uważnie nas obserwują. Nie miały zbytnio zadowolonych min, więc wnioskowałam to, że plan brunetki działał.
- Jesteście wredni – skwitowała Becky. – A jeszcze przez chwilę myślałam, że was lubię.
- Ej, nie dąsaj się złociutka – powiedział Ashton. Dziewczyna przekręciła oczami. – Możemy po obgadywać ludzi.
- Co? – wydusiłam z siebie, spoglądając na niego z niedowierzaniem. Jeśli Irwin myśli, że dziewczyny potrafią tylko plotkować, to się grubo myli.
- To zawsze dobry temat. Ja tam lubię czasem po obgadywać ludzi – skwitował, a Luke wybuchł śmiechem. Ja i Becky wymieniłyśmy spojrzenia. Nie wiedziałam, czy on mówi serio, czy tylko nas wkręca.
- Możemy obgadać Michaela i Lori – wtrącił się blondyn, powstrzymując się od śmiechu. – Oni są zajęci tańczeniem, a my możemy podyskutować nad ich egzystencją.
- Jesteście beznadziejni – skwitowałam, co spowodowało, że oni znów zaczęli się śmiać. I weź tu z nimi gadaj. Irytujące neandertalczyki. Faceci naprawdę są z innej planety, a ta sytuacja całkowicie to potwierdza.
- O czym chciałyście porozmawiać? – zapytał niewinnie Ash, a Becky zacisnęła usta i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
- Teraz to już nie ważne – odparłam, machając w jego stronę ręką.
- Się nie fochuj – odparł Ash, a ja przekręciłam oczami. Zabiję go zaraz. – Złość piękności szkodzi. – Prawie zazgrzytałam zębami. – No, dobra, dobra – dodał ze śmiechem. – Może napijmy się po prostu.
- Dobry pomysł- powiedział Luke, łapiąc za szklankę.
- Ku zgodzie dziewczyny – odparł Ash, wyciągając w naszą stronę drinka.
- Goń się Irwin – syknęłam, ale stuknęłam się z nim szklanką, a następnie uśmiechnęłam lekko. 


***
Rozdział wyszedł mi dłuższy, więc klasycznie musiałam go podzielić na dwie części :D
Cieszy mnie to bardzo, że poprzedni rozdział się wam tak spodobał :) Dziękuję za tak pozytywne i mocno nakręcające mnie do pisania komentarze.
Po nich wnioskuję, że nie możecie się doczekać pocałunku między tą dwójką - no, cóż... Ja nic nie zdradzę :D

Mam przygotowaną już kolejną część, więc znów możecie sobie wybrać dnień "wrzutki" drugiej części tego rozdziału.

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Co?
- Idź sobie. Wolę to zrobić sama, niż patrzeć, jak się krzywisz - powiedziałam, machając na niego ręką.

***

- To ty doprowadzasz do szału mnie.
- Pieprz się Hemmings – warknęłam, mrużąc na niego oczy.

***

- To, co?
- Ale z ciebie małpa - mruknęłam, a on ponownie się uśmiechnął.           

***

- To był najlepszy prezent urodzinowy, jaki dostałem.

***

- Cóż za delikatność – prychnęłam pod nosem.
- Może być?
- Może.
- Spoko.
- Spoko.

10 komentarzy:

  1. Niech oni się w końcu pocałują!!
    Rozdział jak zwykle cudowny a następny dodaj jak najszybciej! :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Suuuper rozdział :) A zresztą - jak zawsze! Twoje FF się czyta jak książkę :)
    Może być jutro? :)
    Też bym chciała, żeby się wreszcie pocałowali, ale będę cierpliwie czekać, chociażby miało to trwać długo. Mike i Lori - mam nadzieję, że coś z tego będzie. Ashton... czy tylko ja mam jakieś dziwne podejrzenia?
    Dobra, do następnego,
    Buziaki, pozdrowienia, weny
    Lusia :"

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku.. Chce juz szybciutko nexta... Jeśli to nie problem to poproszę jutro o kolejny!! ;) chce juz ten ich pocałunek. �� �� ��
    I co to takie: " ty doprowadzasz do szalu mnie?" Ooo.. �� :D

    OdpowiedzUsuń
  4. zajebiste, chce więcej!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział :) Szybko wstaw następny !!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Uuuu zazdrosny Luke! <3
    Zakładam, że "spoko" będzie ich "zawsze" xd
    Kocham to taaaaaaak mocno!
    Zawsze piszę "rozdział jutro" ale nie! Ja chcę go jeszcze dzisiaj!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta dwójka jest najlepszaaa!!! :D Chcę więcej Luka i Rose razem :) Nie Hemmo, tak sobie wmawiaj, że nie poczułeś się zazdrosny buhahahaha Ash i Rose? Nie, no cukiereczku zostaw ją blondynowi :D Becky i jej kobieca gracja rozwaliła mnie na łopatki :D Super, że dziewczyny już tak dobrze dogadują się z chłopakami, bo naprawdę tworzą świetną paczkę przyjaciół :D Też nie mogę się doczekać, kiedy się pocałują :)
    Chcę kolejny już JUTROOOO! Bo nie wyrobię :D
    Nie mogę z tego gifu - Mikey czo ty robisz? XD
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń