sobota, 18 lipca 2015

S3 - Rozdział 4

In my bedroom thinking of ya


       Obudziłam się. Rozejrzałam się po pokoju, który nie był moim pokojem. No tak… Od razu powróciły wspomnienia z tej nocy, w której to ja i Hemmings rozpoczęliśmy dziwną grę między sobą. Grę, która swój finisz miała w jego łóżku.
        Spojrzałam na śpiącego Luke'a. Leżał na brzuchu, twarzą do mnie, a jego ręka nadal obejmowała mnie w talii. Słyszałam jego cichy i spokojny oddech. Starając się robić, jak najmniej hałasu, wyswobodziłam się z jego objęć i wstałam z łóżka. Na palcach przeszłam przez pokój, zbierając z ziemi swoje ubrania, a następnie czmychnęłam z jego królestwa, zamykając za sobą drzwi.
       Pierwsze, co zrobiłam to poszłam wziąć prysznic. Tylko na filmach panny po imprezie wyglądają idealnie. Ja byłam ich przeciwieństwem. Włosy sterczały mi we wszystkie strony, a rozmazany makijaż wyglądał, jakbym miała dostać angaż w domu strachów. Czułam się brudna, jakbym nie balangowała przez jedną noc, ale co najmniej z tydzień. Do tego dochodziły lekkie oznaki kaca, takie jak ścisk żołądka i suchość w ustach. Ale musiałam wziąć się w garść, bo czekało mnie jeszcze sprzątanie. Na samą myśl jęknęłam niezadowolona, jakbym miała od tej roboty paść trupem.

       W kuchni, na holu i w salonie panował istny syf. Pierwsze, co zrobiłam to pootwierałam wszędzie okna, bo panujący tam zaduch z domieszką unoszącego się w powietrzu alkoholu, stanowił mieszankę dość wybuchową. Potem wyszukałam w szafce czysty kubek i zabrałam się za robienie kawy. Potrzebowałam tego, by ruszyć z robotą.
       Siedząc przy stole i starając się o niego nie opierać, bo kleił się niesamowicie, zaczęłam tworzyć plan działania. Najpierw korytarz, potem kuchnia, a na końcu salon. No i Luke… Kurwa! Dlaczego o nim pomyślałam?
       Prawda była taka, że blondyn wrył mi się w mózg, niczym cholerny wirus, którego nie mogłam się pozbyć. Podobał mi się sposób, w jaki na mnie patrzył, w jaki całował i dotykał. Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że wyląduję z nim w łóżku, to chyba bym popukała się po głowie. Teraz jednak, nie miałabym nic przeciwko temu, aby to powtórzyć. To był tylko seks. Przypadkowy, który czasem się zdarza. Ale to było tak przyjemne…
       W końcu jednak musiałam ruszyć się z krzesła. Czas upływał, a trzeba było doprowadzić dom do porządku, zanim wrócą nasi rodzice. Wolałabym, aby nie widzieli tego chlewu, jaki panował na dole. Powinnam obudzić Hemmingsa i zagonić go do roboty, ale postanowiłam mieć dzisiaj dobre serce i dać mu się wyspać. Dopiłam kawę, nie myśląc nawet o jedzeniu, bo mój żołądek od kolorowych drinków był zbyt przewrażliwiony i chcąc, czy nie – bardziej nie, bo dostałam totalnego lenia i najchętniej wróciłabym do łóżka i poszła spać – zabrałam się za sprzątanie.

***
       Gdy się obudził, miejsce obok niego było puste. Ciężko westchnął pod nosem, przekręcając się na plecy. Przez jakiś czas leżał w bezruchu, wpatrując się w sufit. Myślami jednak był zupełnie gdzie indziej.
       Wczorajsza noc z Rosalie była dla niego, niczym wisienka na urodzinowym torcie. Choć on sam do końca nie wiedział, czemu zaczął to wszystko. Podobała mu się i w jakiś sposób go pociągała, a kiedy zaczęli się kłócić, on myślał tylko o tym, by się do niej zbliżyć. I poddał się temu. Nie miałby nic przeciwko, aby znów to zrobić.
       Uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie jej dłonie na jego ciele, jej wzrok, w którym widział te wesołe iskierki, tatuaże, które ozdabiały jej ciało. Podobał mu się sposób, w jaki do niego mówiła. Ta gra kręciła go jeszcze bardziej, gdy okazało się, że Rose też lubi pociągać za sznurki. Że też lubi być dominującą osobą, stawiać na swoim i nie być tą grzeczną stroną. Powoli odtwarzał to wszystko od początku, skupiając się na tym, gdy ona była na nim, a potem pod nim, jak zagryzała wargę doprowadzając go do szaleństwa. Uwielbiał, gdy to robiła. Wtedy nie mógł myśleć o niczym innym, jak o jej pełnych wargach. Niedawno mógł także bardziej poczuć ich smak.
       Nagle usłyszał, jakieś dźwięki dochodzące z dołu. Uświadomił sobie, że Rose pewnie już jest na nogach i sama ogarnia syf, jaki zrobili jego znajomi. Niechętnie wstał z łóżka – bo wolał w nim leżeć i dalej o niej myśleć, ale nie chciał się przed sobą nawet do tego przyznać – i podszedł do garderoby. Zabrał czyste rzeczy i skierował się do łazienki.

***
       Usłyszałam trzask drzwi, a potem dźwięk prysznica, co oznaczało tylko, że Luke jest już na nogach. Lepiej późno, niż wcale. Dokończyłam wycieranie blatu i stołu, a następnie wrzuciłam do kolejnego dużego worka, puste butelki po piwie i wódce. Dodałam do tego trochę śmieci, które znalazłam na ziemi, a także puste opakowania po jedzeniu. Kuchnia lśniła czystością, tak samo, jak hol. Trzeba tu było tylko zmyć podłogę.
       Po jakiś trzydziestu minutach, usłyszałam kroki, które skierowały się w stronę schodów. Po chwili Luke zmaterializował się w kuchni. Podniosłam głowę i spojrzałam na blondyna. Po jego twarzy wnioskowałam, że pewnie myślami nadal przebywa w krainie snów. Podszedł do lodówki, wyciągnął z niej puszkę z colą i odwrócił się. Uniósł lekko brwi do góry, w momencie, kiedy zorientował się, że nie jest tu sam. Kąciki jego ust delikatnie uniosły się ku górze.
- Pewnie od dawna jesteś na nogach – to było raczej stwierdzenie, niż pytanie.
- Jak widać – odparłam, wrzucając do miski mokrą ścierkę.
- Trzeba było mnie obudzić – powiedział powoli. – Pomógłbym ci sprzątać.
- Samej też poszło mi dość szybko.
       Luke tylko kiwnął głową i przyssał się do puszki, jakby nie pił od tygodnia. Oderwałam wzrok od jego błękitnych oczu i bez słowa ruszyłam w kierunku wyjścia. Kiedy go mijałam, blondyn odwrócił się w tym samym momencie i wtedy nasze ramiona delikatnie się o siebie otarły. Prawie wypuściłam miskę z rąk, gdy po moim ciele przeszedł przyjemny elektryzujący dreszcz.
- W czym ci pomóc? – zapytał.
- Na początek możesz wynieść śmieci. – Kiwnął głową, a ja już miałam zamiar wyjść, kiedy Luke odezwał się po raz kolejny.
- Jedna sprawa.
- Słucham?
- Wtedy w nocy – zaczął, a ja uniosłam brwi do góry. – Zapomniałem i… bierzesz tabletki. 
       Przez chwilę spoglądałam na niego z niedowierzaniem, a potem zaczęłam się śmiać. Luke wyglądał na lekko zdezorientowanego, ale miałam to gdzieś. Tym pytaniem kompletnie mnie zaskoczył.
- Biorę – odpowiedziałam, uspakajając się. Hemmings zmierzył mnie wzrokiem. – Gdybym nie brała, to bym ci na to nie pozwoliła. Zawsze o takich sprawach myślisz po?
- Nie – rzucił, zgniatając puszkę w ręku. Minął mnie i podszedł do śmieci. Wrzucił ją do jednego z worków, a następnie zatrzymał się tuż za mną. Poczułam, jak nachyla się w moją stronę.
- I nigdy nie myślę o takich sprawach po – wyszeptał, a jego usta były kilka milimetrów od mojego ucha. – Myślę przed, ale ty nakręciłaś mnie tak bardzo, że nie mogłem myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, by znów być blisko ciebie.
       Potem, jak gdyby nigdy nic, wyprostował się i wyszedł z kuchni. Zamarłam. Za plecami słyszałam, jak otwiera drzwi i bierze worki, a następnie wychodzi z domu. Przełknęłam ślinę, czując, jak robi mi się gorąco. Całe szczęście, że poszedł. Nie musiał oglądać mojej twarzy, która teraz spłonęła czerwienią. Dlaczego na niego tak reaguję? Pieprzony Hemmings!

       Sprzątanie salonu z Lukiem, który był w najbardziej opłakanym stanie, było, jak próba ujarzmienia małego dziecka, które nie chce podporządkować się matce. Chłopak co chwilę jęczał i przeklinał pod nosem, kiedy ja wydawałam mu kolejne rozkazy. Wiedziałam, że miał kaca i mega lenia po wczorajszej imprezie, ale dom się sam nie wysprząta. Narzuciłam nam spore tempo, co wcale mu się nie podobało.
       Pracę przerwaliśmy tylko dwa razy. Najpierw, gdy zadzwoniły do mnie dziewczyny, Luke wykorzystał okazję i padł na kanapę, ciężko wzdychając. Potem, gdy do niego zadzwonili chłopaki, którzy wrócili do świata żywych. Wtedy to ja skorzystałam z kolejnej przerwy, by pójść do kuchni, dorwać się do energetyka i przez dobre dziesięć minut raczyć się zimnym napojem.
       W końcu jednak w całym domu błyszczało, a my znów mogliśmy dostać miano wzorowych dzieci, które umieją zadbać o powierzony na czas imprezy budynek. Moja mama pewnie by dostała zawału, gdyby zobaczyła salon i kuchnię przed sprzątaniem.
       Usiadłam na kanapie, odgarniając z twarzy rude kosmyki włosów. Byłam wykończona, ale zadowolona z efektu końcowego. Po chwili tuż obok mnie, na sofę klapnął Luke. Oparł się łokciami o kolana i po raz kolejny uraczył mnie ciężkim westchnięciem.
- Zmęczyłem się- powiedział, zerkając w moją stronę.
- Nie tylko ty.
       Przez chwilę między nami panowała cisza. Mój wzrok skupił się na jego plecach. Luke miał na sobie czarny luźny bezrękawnik, ale ja nie patrzyłam na jego ubranie, tylko na to, co wychodziło spod niego. A Luke miał kilka niewielkich zadrapań na ramieniu, które chowały się pod jego koszulką. Coś mnie tknęło. Rany… Czy ja go tak urządziłam?
       Niewiele myśląc, podniosłam się z miejsca i klęknęłam za nim. Złapałam za kawałek materiału i lekko odgięłam go do tyłu. Jak nic, to były ślady paznokci.
- Co ty robisz? – Usłyszałam jego głos.
- Muszę coś zobaczyć. 
       Dla pewności, że to na pewno ja, wygięłam rękę i przyłożyłam palce do jego skóry. Rozstaw dłoni pasował niemalże idealnie. Gdy moje palce dotknęły jego pleców, poczułam, jak przez jego ciało przeszedł pojedynczy dreszcz.
- Rose?
- Nie chciałam cię podrapać – powiedziałam, zaciskając usta. Chłopak odwrócił się w moją stronę i utkwił we mnie swoje błękitne oczy.
- Podrapać?
- Ja chyba… W czasie… No, wiesz… Nie chciałam – wydusiłam z siebie, a on zaśmiał się pod nosem.
- To nic takiego.
- Skoro uważasz, że to nic takiego, to po sprawie – odparłam i po prostu oparłam się o jego plecy.
- Rose?
- Co znowu? – wydusiłam z siebie.
- Co ty robisz?
- Znalazłam sobie idealną podpórkę. Jesteś idealną podpórką Luke – powiedziałam, a potem to ja zaczęłam się śmiać. Kątem oka zauważyłam, jak blondyn przekręca oczami. Jednak on też się uśmiechnął.
       W tym momencie nie wiem czemu, ale miałam ochotę nieco się z nim podroczyć. I to nie w sposób, jaki robiliśmy to do tej pory. Szczególnie, gdy już wcześniej poczułam, jak zareagował na mój dotyk. Zapragnęłam powtórki z wczoraj. Jak tylko o tym pomyślałam, na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, która znalazła się tam, z powodu tego, że ogarnęła mnie najnormalniej w świecie czysta ekscytacja. Żeby wykorzystać jeszcze ten moment, gdy jesteśmy sami.
       Uśmiechnęłam się pod nosem, a następnie wolno wsunęłam mu rękę pod koszulkę. Jedną ręką oparłam się o jego nogę, aby się nieco zaasekurować. Hemmings od razu odwrócił się w moją stronę. Przejechałam paznokciami po jego klatce piersiowej, a on zacisnął usta. Spoglądał na mnie, a ja nie mogłam oderwać oczu od jego błękitnych tęczówek.
- Rose?
- No? – Przybliżyłam twarz do jego ucha, a potem wyszeptałam. – Co Luke?
       Usłyszałam, jak głośniej wypuszcza powietrze z ust. Spodobało mi się to jeszcze bardziej. Naparłam na niego mocniej, a on uważnie obserwował to, co robię. Lekko musnęłam ustami jego szyję. Moja lewa ręka poruszyła się wzdłuż jego nogi, od kolana w kierunku uda. Poczułam, jak Luke spina mięśnie.
- Rose – syknął, a ja pocałowałam go. Przygryzłam lekko jego dolną wargę. – Mój Boże…
- Co Luke?- zapytałam zadziornie, odrywając się od niego.
- Przestań – rzucił, odwracając się ode mnie, a ja zaśmiałam się pod nosem. Złapałam za jego podbródek i zmusiłam, by spojrzał na mnie ponownie. Zagryzłam wargę. – Naprawdę przestań, bo stracę nad sobą kontrolę.
- A co jeśli ja chcę, byś stracił nad sobą kontrolę? - wyszeptałam, nachylając się znów w jego stronę, tak, że moje usta znalazły się w pobliżu jego ucha. Moja ręka mocniej zacisnęła się na jego udzie. Ponownie przejechałam ustami po jego szyi. Wstrzymał oddech.
- Rose?
- Co?
- Jesteś... jesteś…
- Niewyżyta? – odparłam, parskając śmiechem. Spojrzałam na jego twarz, a on uśmiechnął się i szybko pokręcił głową.
- Chciałem raczej powiedzieć, że nienasycona.
- To określenie bardziej mi się podoba. Podoba mi się twój zasób słów. – Luke spojrzał na mnie nieco nadąsany. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej. – Uraziłam twoją męską dumę?
- Odczep się – rzucił przez ramię.
- No, co ty kotku – powiedziałam, trącając jego policzek nosem. – Zapomniałeś o czymś?
- O czym?
- Że zawsze dostaję to, co chcę? – rzuciłam ze śmiechem.
- Nie tym razem.
- Ach, tak… - mruknęłam zadowolona, że i tak stanęło na moim. Bo dał się wciągnąć w tą grę.
       Zbliżyłam się do niego, dotykając ustami, miejsca tuż za jego uchem. Następnie lekko przygryzłam jego płatek. Jego ciało zadrżało, zdradzając, że jednak to mu się podoba. Jego zaciśnięte na piersiach ręce, nieco się poluźniły. A ja wykorzystałam ten moment, by znów wsunąć jedną dłoń pod jego koszulkę. Przejechałam nią w górę i w dół, na końcówce znów używając do tego lekko paznokci.
- A niech cię Rose – powiedział, odwracając się ponownie w moją stronę.
       Objął moją twarz rękami i wpił się w moje usta. Wyprostowałam się, objęłam go i mocniej przyciągnęłam do siebie. Całował zachłannie i szybko, w sposób, jaki podobał mi się najbardziej. Jego język tańczył razem z moim w takim samym rytmie, co tylko dodatkowo mnie nakręcało.
       Naparł na mnie mocniej, a ja oparłam się o oparcie kanapy. Luke znalazł się między moimi nogami. Wolną ręką odgarnęłam z twarzy włosy, a on wykorzystał ten moment, by przenieść swoje usta na moją szyję. Wstrzymałam oddech, rozkoszując się tą chwilą. Byłam świadoma tego, że nie powinnam go w żaden sposób prowokować, ale po tej nocy, kto by się mógł oprzeć temu, by się do niego nie zbliżyć, gdy siedział tak niewinnie tuż obok.
       Ściągnęłam z niego koszulkę, rzucając ją na ziemię. Syknęłam pod nosem, gdy jego dłonie znalazły się pod moją bluzką. Wzięłam głęboki oddech, a on znów zamknął mi usta pocałunkiem. Jedną ręką oplotłam jego kark. Palcem drugiej ręki zjechałam od jego dolnej wargi, po brodę i klatkę piersiową. Po raz kolejny zgięłam lekko palce, by dokończyć paznokciami. 
       Moja ręka przeniosła się jeszcze niżej i złapałam za klamrę od jego paska. Rozpięłam ją. Usłyszałam, że jego oddech odrobinę przyspieszył. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego niebieskie oczy, w których widać było pożądanie, którego nawet nie próbował ukryć. Zsunęłam nieco jego spodnie, aby mieć łatwiejszy dostęp do jego kolorowej bielizny. Zagryzłam wargę, a on pocałował mnie po raz kolejny i kolejny. 
       Niewiele myśląc wsunęłam dłoń w jego bokserki, a on jęknął, kiedy moja ręka zacisnęła się na nim. Kiedy moje palce się poruszyły, Luke złapał mnie za biodra i mocno szarpnął w swoją stronę. Zjechałam niżej tak, że teraz górował nade mną. Poczułam przyjemne dreszcze, gdy jego ręce ponownie wsunęły się pod moje ubranie.
       Kiedy przybliżył twarz do mojej szyi, a z jego ust wydobył się kolejny cichy jęk, który sprawi, że nakręciłam się na niego jeszcze bardziej, usłyszałam, coś jeszcze. Coś, co sprawiło, że na chwilę zamarłam. Głosy.
- Luke – szepnęłam, a on podniósł się i spojrzał na mnie. – Ktoś idzie.
- Niech się pieprzą, udamy, że nie ma nas w domu – powiedział, całując mnie. Ewidentnie miał to gdzieś. Ale wtedy ja je rozpoznałam. Zrobiłam wielki oczy, odpychając od siebie chłopaka.
- Luke…
- Co?
- To nasi rodzice.
- Kurwa – syknął pod nosem.
       Odskoczył ode mnie tak szybko, że prawie spadł z kanapy. Wyprostowałam się, poprawiając włosy i ubranie. Spojrzałam na blondyna, który pospiesznie zapinał spodnie. Zadrżały mu ręce, co spowodowało to, że miał problem z zapięciem guzika. 
       Nie wiem czemu, ale to wszystko wydało mi się teraz takie komiczne. Nie mogąc się powstrzymać, wybuchłam śmiechem. Luke spojrzał na mnie, unosząc lekko brwi do góry, a następnie zgarnął z ziemi koszulkę i zaczął się w nią ubierać. Zdążył ją na siebie naciągnąć, gdy drzwi od domu otworzyły się. Do środka weszli rodzice, a zaraz za nimi… rodzice Dana.
       Usiadłam normalnie na kanapie i jak gdyby nigdy nic, spojrzałam w ich stronę. Mama weszła i wynurzyła się z holu, jako pierwsza, uśmiechając się szeroko.
- Cześć dzieciaki – rzuciła, machając siatką. – Przywieźliśmy ciasto i coś na kolację. Po drodze zgarnęliśmy kogoś jeszcze.
       Wstałam z miejsca, gdy mama poszła do kuchni. Luke stanął tuż obok mnie i lekko obciągnął mi koszulkę na plecach. Uśmiechnęłam się pod nosem, powstrzymując chęć parsknięcia śmiechem. Blondyn zerknął na mnie, puścił mi oczko i poszedł w stronę gości.
- Mój mały Lu – usłyszałam kobiecy głos. Już kiedyś miałam okazję poznać rodziców Dana. Paul i Emily to naprawdę fajni i wyluzowani ludzie i naprawdę ciężko ich nie lubić. – Mój mały skarbek jest już pełnoletni.
- Nie jest taki mały Em – odezwał się męski głos. – Jest wyższy ode mnie.
- On zawsze będzie moim małym Lu – zaświergotała, a ja cicho zaśmiałam się pod nosem. – To dla ciebie. Wszystkiego najlepszego.
- Wszystkiego najlepszego chłopcze.
- Dziękuję, ale nie musieliście…
       W zasięgu mojego wzorku pojawił się Dan, który skinął mi głową. Uśmiechnęłam się do niego, jednocześnie podnosząc kciuk do góry. Dałam mu tym znać, że wszystko było pod kontrolą. On odpowiedział tym samym i poszedł do kuchni. Ruszyłam za nim. Nie powiem, ale zgłodniałam. Szczególnie, że po domu zaczął roznosić się przyjemny zapach przypraw i ciepłego mięska. Jednak przed tym, musiałam przywitać się z rodzicami Hemmingsa.
       Wyszłam na hol i spojrzałam na starsze małżeństwo. Nic się nie zmienili, odkąd widziałam ich po raz ostatni. Emily nadal spinała swoje blond włosy w idealnego ciasnego koka. Paul miał na twarzy ten sam szczery i dobroduszny uśmiech.
-  Jest i ona – powiedziała kobieta. Podeszła do mnie z wyciągniętymi ramionami i uścisnęła mnie, jakbym należała do jej rodziny. – Dobrze cię widzieć kruszyno.
- Ciebie też babciu – odparłam, bo od samego początku państwo Hemmings zażyczyli sobie, bym zwracała się do nich per babcia i dziadku, co z początku przychodziło mi z trudem.
- Rosalie – zaczął Paul, który też mnie uściskał. Następie przyjrzał się mi uważniej i pokiwał głową. – Z dnia na dzień piękniejesz.
       Uśmiechnęłam się do niego i wszyscy weszliśmy do kuchni. Mama i Dan już szykowali jedzenie, a mi zaburczało w brzuchu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że ja i blondyn niczego jeszcze dzisiaj nie jedliśmy.
- Jak się udało przyjecie? – zapytała Em, siadając na krześle.
- Było świetnie – powiedział Luke, stawiając kolorową papierową siatkę na stole.
- Widzę, że było, bo jak widać nie doszedłeś jeszcze do siebie – odparł Dan. Kątem oka zauważyłam, jak Luke zmarszczył nos nie wiedząc, o co mu chodzi.- Masz koszulkę ubraną na lewą stronę. 
       Wszyscy spojrzeliśmy na blondyna. Moja mama nie wytrzymała i jako pierwsza parsknęła śmiechem. Zaraz dołączyła do niej reszta.
       Ja i Luke szybko wymieniliśmy spojrzenia. Zrobiłam przepraszającą minę – byłam tak pochłonięta tym, co dzieje się na holu, że nawet tego nie zauważyłam. Luke wzruszył tylko ramionami. Nikt jednak nie zauważył tych drobnych gestów, które wykonaliśmy do siebie. I całe szczęście. 


***
Kolejny rozdział za nami. Widziałam, że poprzednia część się wam spodobała i mega mnie to cieszy i mam nadzieję, że ta też przypadnie wam do gustu :)


Annie - no, można powiedzieć, że coś w tym stylu hahah :D A tak serio to myślałam, że przerwa się po prostu przyda :)

Lusia - dzięki za nominację :) Zajmę się LA może jeszcze dziś, a ja nie to w szybkim wkrótce :D

Lariste - jak już zostaniesz tym jasnowidzem, to może w wolnej chwili przewidzisz mi dobre numery w totka? XD

Wiktoria Black- widzę, że jesteś kolejną osobą, co parowała Rose z Calumem. Co do jej dziewictwa, to Rose ma już osiemnaście lat i ma już swój pierwszy raz za sobą, bo miała już faceta w Brisbane (ale cii, żeby nie było, że się wygadałam haha:D).

Dużo pojawiło się słowa ciąża, ale to wam zdradzę - nie planuję, by oni wpadli. Jakoś w tym wypadku nie pasuje mi, aby oni zaczęli zbyt szybko bawić się w dom :D Oprócz tego, jeśli pojawiłaby się kontynuacja opowiadania (bo się nad tym dalej zastanawiam), to oni pojechaliby na studia, a tam dziecko też za bardzo mi nie pasuje :D

Nie powiem, ale micha cieszyła mi się, gdy czytałam wasze komentarze. Naprawdę mega się cieszę, że poprzedni rozdział, aż tak wam się spodobał. Mam nadzieję, że pozostałe w mniejszym lub większym stopniu, też przypadną wam do gustu :) 
Dziękuję BARDZO BARDZO za tak pozytywne opinie :) 
Jesteście najlepsiejsze!!! - tak, to wiecie, ale nadal nie wymyśliłam lepszego określenia :)

To, co? Kolejny za dwa tygodnie?

Żartowałam :D Co powiecie na poniedziałek?

Pozdrawiam!





W następnym odcinku:

- Chcę zobaczyć, czy nauczyciel jest wolny…
- Nie jest dla ciebie za stary? – pociągnęłam, a Becky przybiła mi piątkę.
- Przypomnijcie mi, czemu ja się z wami kumpluje?

***

- Bo to działa też na twoje dobre serducho – odparł zadowolony z siebie Luke.
- Bo jeszcze zostaniecie parą – rzucił Ash, przechodząc obok nich.

***

- Sorki, zawiesiłam się – powiedziałam, wzruszając ramionami.
- I chyba zrobiło ci się gorąco – rzuciła ze śmiechem Lori.
- Co?
- Dostałaś wypieków – pociągnęła blondynka, wskazując na mnie palcem.

***

-To pomóż mi – odparł. Rzucił książkę i zeszyt w jej stronę, a następnie wpakował się na miejsce obok niej, zakładając ręce za głowę. Dziewczyna w dalszym ciągu go obserwowała, unosząc przy tym brwi do góry.
- Co tym razem?

11 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :) Masz talent ;* kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko o matko o matko o matko.. Czy to ff może być jeszcze bardziej idealne? Czy ty możesz być jeszcze bardziej cudowna? (Pytania retoryczne bo ty jesteś na MAKSA cudowna) kocham cie za tą całą akcje w salonie. Luke i ślady na plecach >>>>>
    Luke i koszulka na lewej stronie >>>>>
    Pytanie o tabletki do Rose >>>>>
    Ten rozdział >>>>>
    Nie no nie mogę sie doczekać kolejnego! I to w poniedziałek jeszcze akcja w szkole albo chociaż z dziewczynami omg tak! Życzę weny i chęci a także miłego dnia / Anna

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezuniu kochany Rose... ja wiem, to LUKE HEMMINGS i wgl, ale opanuj żądze dziewczyno! Albo nie, bo ja kocham ich razem <33
    Nie wiem co powiedzieć, naprawdę. To jest takie awsome *0* *.*
    Kocham to kocham to kocham to!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy przeczytałam "kolejny za dwa tygodnie" serce mi stanęło. Nie rób nam więcej takich żartów.
    Co do rozdziału oczywiście cudowny!
    Z niecierpliwością czekam na następny :)
    Pozdrawiam, Cecile

    OdpowiedzUsuń
  5. o boziu, to jest zajebistością, błagam cię rób dalsze części bo ja poprostu żyje tym fF-JUST I LOVE IT AND I LOVE YOU, GIRL WITH THE BIGGEST TALENT--------^^^^^^_____-------to jest cudowne a i najlepszy moment kiedy mama rose orient, że luke ma koszulkę na 2 stronę...hahaha, dobrze że udało im się ukryć co wyrabiali..., kocham i czekam na następne

    OdpowiedzUsuń
  6. o loloolllooo kocham cieszę się,że w końcu połączyłaś luka i rose a nie rose i jakiegoś innego chłopaka, bo od początku ta 2 do mnie pasowała, mimo że zbierało się na to, że to rose będzie z calem.., ale ja jestem HAPPY

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny oni tak do siebie pasują juz nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  8. I całe szczęście, że żadnych dzieci - nie psuj im życia XD Kurczę, napalona Rose to jest to, zresztą popieram jej słowa - kto mógł by się mu oprzeć, gdy siedzi tak sobie niewinnie hahahah :D Bież go tygrysie hahahah :D Matko uwielbiam ich razem :D Chcę więcej takich scenek!!! Buhahah ci też nie mieli kiedy wrócić. Ten tekst z koszulą wymiata :D Wyobrażałam sobie te ich bezcenne miny!
    Myśl kobieto myśl porządnie nad tą kontynuacją, bo ja jestem jak najbardziej za! Jak wyjadą na studia to dopiero będzie! :D Więc tak, pisz drugą część opowiadania z tymi słodziakami - wszystkimi, bo mój Cal też ma się tam pojawiać!
    Jakie kur... śmieszne Roxy :P Dwa tygodnie, myślałam, że kurcze źle przeczytałam, ale na szczęście żartowałaś, bo inaczej byśmy sobie musiały POWAŻNIE porozmawiać. Szkoda, że nie wrzucić go w niedzielę. A może jednak? CZO TY NA TO?
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  9. Hejo :) Wiesz, że lubię się rozpisuwać, ociaż Milenki teraz nie pobiję, ale ograniczę się to super jak zawsze, bo mnie czas goni...
    Super!!!
    Buziaki :*
    Twoja Lusia

    OdpowiedzUsuń