poniedziałek, 20 lipca 2015

S3 - Rozdział 5

Have you seen that girl, have you seen her


       Wszystko, co dobre szybko się kończy. Dla mnie skończył się znakomity weekend, pełen zaskakujących, a także przyjemnych momentów. Luke stał się dla mnie osobą jeszcze bliższą, niż do tej pory. Nasza nowa, dziwna relacja wypełniała mój mózg, przez co nie mogłam myśleć o niczym innym. Chyba w pewien sposób uzależniłam się od jego dotyku, zapachu i tych błękitnych oczu. Luke zmieniał się w narkotyk, a ja wiedziałam, że prędzej, czy później poniosę tego konsekwencje.

       Zeszłam na dół, rzucając torbę przy szafce z butami. Wparowałam do kuchni i usiadłam na krześle, przysuwając bliżej siebie talerz z tostami, które przed chwilą zrobiła mama. Dan zerknął na mnie zza gazety i uśmiechnął się.
- Ktoś tu poważnie zgłodniał – powiedział, a ja przekręciłam oczami.
- Spieszę się. Przed zajęciami umówiłam się z dziewczynami i nie chcę się spóźnić – odpowiedziałam z pełną buzią.
- Zwolnij kochanie – rzuciła mama, ze śmiechem. – Uduszenie się wcale nie sprawi, że pojawisz się tam szybciej.
- Zostało jeszcze trochę ciasta z wczoraj? – zapytał Dan, wlepiając oczy w moją mamę.
- Trochę zostało. Zapakować ci do pracy? – Mężczyzna kiwnął głową i ponownie skupił się na gazecie.
- A zostały te małe ciasteczka z kremem czekoladowym?- odezwałam się ponownie.
- Tak, o ile Luke nie dorwał się do nich pierwszy– odpowiedziała mama. 
       Prychnęłam pod nosem. Miał nade mną tą przewagę, że dzisiaj wstał szybciej, bo czekał go poranny trening. Miałam jednak nadzieję, ze ta blond małpa nie do ssała się do tych pysznych wypieków. Mama podeszła do lodówki i otworzyła ją. Zbadała szybko jej zawartość, a następnie odwróciła się do mnie z uśmiechem.
- I? – wydusiłam z siebie.
- Są.
- Biorę wszystkie- rzuciłam, wpychając do buzi duży kawałek tosta.
- Wszystkie?
- Wiesz, nie będę ich jeść sama – odparłam, łapiąc za kubek.

       Wyskoczyłam z samochodu i spojrzałam w stronę Lori i Becky, które już czekały na mnie przed budynkiem naszej szacownej placówki edukacyjnej. Zarzuciłam na ramię torbę, zamknęłam moje niebieskie auto i szybko ruszyłam w ich kierunku.
- Co masz taką minę? – zapytałam, spoglądając na Becky.
- Chyba jeszcze nie doszłam do siebie po imprezie urodzinowej Hemmingsa –odpowiedziała. Ja i Lori wymieniłyśmy spojrzenia, a następnie wybuchłyśmy śmiechem. – Mam tak ściśnięty żołądek, że…
- To dobrze się składa – odparłam, uśmiechając się do niej złośliwie i wyciągając z torby pudełko z ciastkami. – Więcej dla mnie i dla Lori.
- Ej, ale nie mówiłam, że ciastek nie zjem – powiedziała szybko brunetka, na co ja zareagowałam śmiechem. 
       Becky przejęła ode mnie pudełko i wzięła jedno z ciastek. Następnie wsadziła je do buzi. Głośno mlaszcząc odwróciła się w naszą stronę.
- Bo rzygnę – skwitowała Lori, ze śmiechem. - Podejdziecie ze mną jeszcze na stadion? Chcę zobaczyć, czy chłopaki skończyli trening.
- Czy może chcesz zobaczyć jednego z trenujących? – zapytała złośliwie Becky, a ja ryknęłam śmiechem na widok miny Lori, która prawie zazgrzytała zębami.
- Chcę zobaczyć, czy nauczyciel jest wolny…
- Nie jest dla ciebie za stary? – pociągnęłam, a Becky przybiła mi piątkę.
- Przypomnijcie mi, czemu ja się z wami kumpluje?
- Daj spokój – rzuciłam, obejmując ją ramieniem. Przejęłam jedno ciastko od Becky i wyciągnęłam je w stronę blondynki. – To na zgodę.
- Jesteście walnięte – skwitowała, odwracając się. Wzięła sama jedno ciastko i wsadziła je do buzi. – Chcę zobaczyć, czy skończyli, bo dziś zwalniam się z ostatniej lekcji. Mam wizytę u okulisty.
- Dobra, nie stójmy tak. Obczajmy trenera – zarządziła Becky i cała nasza trójka skierowała się w stronę boiska.
       Przez chwilę szłyśmy w milczeniu, zajadając się ciastkami, a okruchy lądowały na naszych mundurkach. Strzepałam je szybko i podniosłam głowę. Doszliśmy do celu, ale okazało się, że nasza piłkarska drużyna nadal ciężko trenuje. Słońce mocno świeciło i współczułam chłopakom, którzy musieli wylewać siódme poty w tym skwarze.
- Dobra, złapię go na jakieś przerwie – powiedziała Lori. Przeszłyśmy wzdłuż boiska, kierując się w stronę drugiego wejścia do szkoły.
- Masz szczęście, że zrywasz się z wychowania fizycznego – odparła Becky. – Jak mnie wyciągną na tą parówę, to chyba sama się zabije. Oby nie kazali nam biegać – jęknęła, a ja na widok jej zdesperowanej miny, parsknęłam śmiechem. Nie ma co ukrywać, ale Becky nie należała do osób, które lubią się gimnastykować.

***
       Od samego początku trener narzucił im duże tempo. Postanowił też zacieśnić więzy w drużynie, stawiając na trening w parach. Biegali parami, robili brzuszki i pompki, a także wykonywali masę innych ćwiczeń, które mają im pomóc w poprawie kondycji, zwiększeniu szybkości i równowagi. Słońce ostro świeciło z nieba, ogrzewając ich ciała, po których spływały duże krople potu. Nawet trener, co chwilę przecierał spocone czoło, choć przez większość czasu stał w miejscu i tylko na nich pokrzykiwał. By dawali z siebie więcej i więcej.
       Luke od samego początku ćwiczył w parze z Calumem. Koszulka kleiła mu się do ciała, a jego blond włosy nieco oklapły. Oczy bolały od tej jasności, a Hemmings nie mógł się doczekać momentu, kiedy będą mogli w końcu zejść z boiska. Marzył o prysznicu.
       Kolejnym ćwiczeniem zarządzonym przez trenera, który zaczął wachlować się czarno czerwoną podkładką do pisania, było tak zwane ćwiczenie zaufania. Jak sam im powiedział, ma to na celu zwiększenie, nie tylko ich komfortu podczas gry, ale także wyraźne zaznaczenie, że na boisku muszą sobie ufać i móc na sobie polegać. Było to zadanie dość łatwe i nie tak ciężkie, jak ostatnie, które wykonywali. Luke już czuł, jak jego mięśnie brzucha zaczynają protestować od nadmiaru wykonywanych ćwiczeń. Dodatkowo zgłodniał.
       Nagle odwrócił się i spojrzał w bok. Jego oczy natrafiły na trójkę dziewczyn, które od razu rozpoznał. Rosalie przechodziła obok boiska w towarzystwie swoich przyjaciółek. Przez moment obserwował ją, jak gestykuluje, a potem jak wybucha śmiechem, reagując na to, co powiedziała Becky.
       Jego oczy dokładnie śledziły ich trasę. Zmierzały w kierunku wejścia do szkoły. W pewnym momencie Rosalie podniosła głowę i ich spojrzenia spotkały się ze sobą. Posłała mu szeroki uśmiech, lekko kiwając w jego kierunku głową. Odpowiedział jej tym samym, na moment wstrzymując oddech. Bardzo lubił sposób, w jaki się uśmiecha. Rose znów skupiła się na koleżankach. Odprowadził ją wzrokiem niemalże pod same drzwi, ale ona już na niego nie spojrzała.
       Nagle coś mocno uderzyło go w nogi, prawie zwalając na ziemię. Utrzymał jednak równowagę. Brutalnie wyrwany z myśli o niej, przez chwilę nie wiedział, co się stało. Dopiero, kiedy usłyszał z dołu cichy jęk, zorientował się, że przecież miał ćwiczyć z Calumem.
- Kurwa Luke– syknął Mulat, leżąc na trawie i mrugając szybko oczami.
- Cholera, wybacz stary – rzucił, pomagając się mu podnieść do pionu. 
       Z boku doszedł do niego śmiech Michaela i Asha, którzy ćwiczyli ze sobą. Szybko pokazał im środkowy palec, na co oni zareagowali kolejnym wybuchem śmiechu.
- To miało być ćwiczenie zaufania Luke – odparł Hood, rozcierając sobie głowę. – I ja mam ci ufać?
- Zamyśliłem się – odpowiedział szybko blondyn.
- Mam nadzieję, że powód twojego zamyślenia się był dobry, a nie gówniany – syknął. – I nie rób takiej miny. Ja nie jestem żadną dziewczyną, która się na to nabierze – dodał, kiedy Luke utkwił w nim przepraszający wyraz twarzy. – Kurwa Hemmings… Weź się wal! – Blondyn wybuchł śmiechem. – Jak ja mam się na ciebie wkurzyć, kiedy ty to robisz?
- Bo to działa też na twoje dobre serducho – odparł zadowolony z siebie Luke.
- Bo jeszcze zostaniecie parą – rzucił Ash, przechodząc obok nich.
- Spieprzaj Irwin – mruknął Calum.
- Dobra koniec! – krzyknął trener, powodując, że wszyscy spojrzeli w jego stronę. – Trochę się zagapiłem! Nasz czas już dawno się skończył! Jesteście wolni! Idźcie do szatni!

***
       Usiadłam w swojej ławce. Zaraz miał się rozpocząć angielski. Klasa pomału się zbierała, ale nauczycielki jeszcze nie było. Wyciągnęłam zeszyt i podręcznik, a następnie złapałam za długopis. Zaczęłam nim bębnić w ławkę, choć i tak było to ledwo słyszalne przez harmider, jaki panował w pomieszczeniu.
       Nagle do sali wpadł zdyszany Hemmings, a za nim dwójka jego kumpli z boiska. Jego plecak dyndał mu na ramieniu. Przywitał się z kilkom osobami, a potem podszedł do ławki i usiadł obok mnie.
- Zmęczony? – zapytałam, spoglądając na niego. Przekręcił oczami.
- I głodny – rzucił, opierając głowę o rękę.
- To trzymaj. Kilka zostało- powiedziałam, wyciągając w jego kierunku pudełko z ciastkami.
- Uwielbiam cię – skwitował, biorąc jedno do ręki i szybko wkładając je do buzi. Potem przejął całe pudełko i pochłonął jego zawartość w kilka minut.
- Ta, nie krępuj się – mruknęłam ze śmiechem.
- Masz coś do picia? – zapytał, oddając mi puste plastikowe pudełko.
- Wodę.
- Weź się podziel. 
       Uniosłam brwi do góry i bez słowa schyliłam się w kierunku torby. Wyciągnęłam małą wodę niegazowaną i podałam mu ją.
- Ale jest otwarta.
- Akurat po tobie nie brzydzę się pić – odparł, uśmiechając się do mnie lekko. Przekręciłam oczami, uważnie obserwując, jak otwiera butelkę, a potem wypija prawie całą jej zawartość.
- Jeny, jesteś pasożyt – skwitowałam, kiedy mi ją oddał, a ja zakręciłam butelką kółko, tak, że niewielka ilość wody zakołowała się w środku.
- Ale uroczy – wyszeptał, kiedy do sali weszła nauczycielka. 
       Spojrzałam na niego, a ten po raz kolejny uśmiechnął się do mnie. Pokręciłam głową, ucinając jednocześnie naszą rozmowę. Przeniosłam wzrok na tablicę i mimo wszystko, ja też się lekko uśmiechnęłam.

       Dzisiejsza pogoda naprawdę była znakomita. Razem z dziewczynami postanowiłyśmy odpuścić gnicie w stołówce i na lunch wybrałyśmy się na dwór. Na całe szczęście nasze drzewo było wolne, wiec rozwaliłyśmy się pod nim, rozkoszując się tym, że jego gałęzie rzucają sporo cienia wokół nas.
       Siedziałam oparta o jego konar. Tuż obok mnie siedziała Becky. Lori usiadła po turecku naprzeciwko nas. Zajadałyśmy się chłodnymi sałatkami, popijając je colą, a na deser czekały na nas dobrze schłodzone jogurty owocowe. Nic tylko siedzieć, jeść, pić i nie robić nic innego.
- Jak to jest w końcu z tobą i Cliffordem?- wypaliła Becky, kiedy zeszliśmy na temat chłopaków.
- Lubię go. Naprawdę – odpowiedziała blondynka, a ja zauważyłam lekkie rumieńce na jej policzkach. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Tak inaczej, czy jak kumpla? – dopytywała się Becky.
- Chyba inaczej – powiedziała powoli Lori.
- No, wyduś to z siebie – rzuciłam ze śmiechem.
- Jest cudowny – odparła, oblewając się rumieńcem jeszcze bardziej. – Lubię te jego zielone oczy i ten pewny siebie uśmieszek, który jest na swój sposób całkiem słodki. I naprawdę lubię spędzać z nim czas. Mimo wszystko mamy dużo tematów do rozmowy.
- Uuu… Chyba ktoś tu wpadł po uszy – powiedziała brunetka.
- Zazdrosna? – zapytała Lori, unosząc jedną brew do góry. Becky skrzywiła się.
- Ja mam na razie po dziurki w nosie miłości – odparła, machając w jej stronę ręką.
- Ale tak przyznaję się, Michael mi się podoba – powiedziała Lori, odgarniając z ramion swoje blond włosy.
- To dobra wiadomość, zważywszy na to, że ty kręcisz jego- odparłam z uśmiechem. – Będziecie słodką parą…
- Nie rozpędzaj się tak – przerwała mi szybko.
- To zdradź nam jeszcze, jak Clifford całuje – rzuciła Becky, a blondynka tylko wzruszyła ramionami.
- Nie mam pojęcia.
- Jak to nie masz? – ciągnęła temat Becky.
- Nie mam.
- To wy jeszcze nie?- dopytywała się, a Lori pokręciła głową.
- Nie chcę się spieszyć, a on najwidoczniej też nie.
- Nie uwierzę, że Clifford nie skradł ci, chociaż jednego całusa – powiedziała Becky, robiąc wielkie oczy.
- Bo nie skradł.
- Jacy święci – skwitowała Becky.
       W tym momencie moje myśli popłynęły w kierunku zupełnie innej osoby, o której nie rozmawiałyśmy. Skoro ta dwójka wychodzi na taką ckliwą drogę grzecznych ludzi, to ja i Luke z pewnością trafimy do piekła. W końcu żadne z nas nie patyczkowało się, by stanąć tylko na pocałunku. My zagraliśmy w inną grę, zajmując ostatnią bazę. Poszliśmy na całość i to praktycznie nie jeden raz, choć przy drugim brutalnie przerwali nam rodzice.
- Rose? Jesteś jeszcze z nami?- zapytała Becky, machając mi ręką przed oczami.
- Sorki, zawiesiłam się – powiedziałam, wzruszając ramionami.
- I chyba zrobiło ci się gorąco – rzuciła ze śmiechem Lori.
- Co?
- Dostałaś wypieków – pociągnęła blondynka, wskazując na mnie palcem.
- Serio?- Dotknęłam swoich policzków. Faktycznie były gorące, jakbym co najmniej miała gorączkę. – To chyba od tej temperatury.
- Pewnie tak – rzuciła Lori, wpatrując się we mnie z uwagą. Jak gdyby nigdy nic, wróciłam do jedzenia, wyrzucając z moich myśli Hemmingsa.

***
       Skończył odrabiać matematykę. Za lekcje zabrał się późno, więc nic dziwnego, że na dworze powoli zaczynało się ściemniać. Musiał jeszcze nauczyć się na sprawdzian z biologii, który miał jutro. A najlepsza metoda na nauczenie, przebywała w sąsiednim pokoju. Rose, bowiem idealnie nadawała się do tej roboty, a on przy jej pomocy zaczynał wszystko lepiej rozumieć. Wiedział, że i ona ma ten sprawdzian. Miała go każda ostatnia klasa.
       Wstał od biurka, łapiąc za podręcznik i zeszyt. Wsunął telefon do kieszeni i szybko wyszedł z pokoju. Zatrzymał się przed jej drzwiami, a następnie zapukał.
- No?! – Usłyszał po drugiej stronie.
       Przekręcił oczami i otworzył drzwi. Wszedł do środka. Rosalie leżała na łóżku i coś zawzięcie bazgrała w bloku rysunkowym. Odwróciła się w jego stronę.
- Nie uczysz się? – zapytał, podchodząc do niej.
- Już umiem.
-To pomóż mi – odparł. Rzucił książkę i zeszyt w jej stronę, a następnie wpakował się na miejsce obok niej, zakładając ręce za głowę. Dziewczyna w dalszym ciągu go obserwowała, unosząc przy tym brwi do góry.
- Co tym razem?
- Ostatnia lekcja – powiedział. – Przyznaję się, że całą ostatnią lekcję z biologii przegadałem z Ashem i nie mam pojęcia, co na niej było.
- Gratuluję Luke – prychnęła pod nosem.
- To jak będzie? Pomożesz?
- Spoko.
- To spoko.
       Obserwował, jak bierze jego zeszyt. Jak lekko się krzywi, widząc jego niedbały charakter pisma. Przekartkowała go, a następnie odłożyła na bok. Uniosła się lekko na łokciach, odkładając na szafkę, która stała przy łóżku, swój szkicownik i ołówek, a Luke wyłapał na nim fragment jakiegoś drzewa i siedzące pod nim trzy postacie.
- Dobra, resztę rozumiesz? – zapytała.
- Resztę wiem. Chodzi o ostatnią lekcję.
- Mogłeś po prostu poczytać podręcznik.
- Nie lubię tego naukowego pseudo bełkotu – odparł, a ona przekręciła oczami, co wywołało u niego uśmiech. – Wiem, że Sarah jest biologiem, ale nie chcę jej wkurzyć informacją, że nie słucham na lekcji. A wszystkie klasy idą tym samym programem, więc…
- Dobra, już skończ – powiedziała, podciągając pod nos podręcznik. – Zaczniemy od początku.
- To słucham…
       Lubił słuchać jej głosu i to, w jaki sposób mu wszystko tłumaczyła. Gdy czegoś nie rozumiał, ona starała się znaleźć inny sposób, aby mógł to przyswoić. Często też posługiwała się schematami, czy rysunkami, które szybko wychodziły spod jej ręki, a on o wiele łatwiej pojmował te wszystkie terminy. Omijała niepotrzebne rzeczy, skupiając się na najważniejszych zagadnieniach i ich definicjach. Czasem Luke dla zabawy i własnej satysfakcji, podpuszczał ją i jęczał, że dalej tego nie rozumie. Wtedy ona lekko marszczyła nos i przygryzała wargę, co niesamowicie mu się podobało. A musiał się do tego przyznać, że to przygryzanie wargi naprawdę na niego działało.
       Rose od jakiegoś czasu siedziała oparta o łóżko. On w dalszym ciągu leżał obok niej. Ich wspólna nauka dobiegła końca, a dziewczyna urządziła mu szybką odpytkę, aby sprawdzić poziom jego wiedzy. Gdy bezbłędnie odpowiedział na wszystkie pytania, uśmiechnęła się szeroko. W tym momencie drzwi do jej pokoju otworzyły się i stanął w nich Dan.
- Uczycie się?
- Właśnie skończyliśmy – odparła Rose. – Jest spora szansa, że Luke zaliczy sprawdzian z biologii – dodała, posyłając blondynowi złośliwy uśmieszek.
- Nie spora, a duża – poprawił ją. Dan uśmiechnął się szeroko.
- To chodźcie na kolację. Sarah zrobiła omlety.
- Nie gadaj, że z czekoladą- rzuciła Rose.
- Z czekoladą.
- Pychota- odparł Luke, wstając. 
        Zanim jednak zdążył całkowicie się podnieść, Rosalie zerwała się z łóżka i wyprzedziła go. Uśmiechnął się pod nosem i ruszył za nią i ojcem, którzy skierowali się w stronę schodów. 


***
Tym razem nieco więcej z perspektywy Hemmingsa. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał :)

Cecile - obiecuję, więcej nie będzie takich żartów :D

Milena - sorki, ale nie dałabym rady wrzucić go wcześniej :)

Jak zwykle w tym miejscu - czas na podziękowania - WIELKIE OGROMNE MEGAŚNE DZIĘKUJĘ!!! Za takie mocno pozytywne komentarze. Za dużo mi słodzicie i jeszcze się do tego przyzwyczaję XD Skutecznie potraficie zmotywować mnie do dalszej pracy. Jesteście NAJLEPSIEJSZE Z NAJLEPSIEJSZYCH!!!

A kolejna część? Sama nie wiem... Możecie wybrać sobie dzień, bo rozdział i tak mam już wrzucony na bloga, więc tylko czeka, by kliknąć na magiczny przycisk "opublikuj". Tradycyjnie dajcie znać w komentarzach, a ja się dostosuję :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Okej – powiedziałam i uśmiechnęłam się od niego. – Pójdę z tobą do kina.
- Super. Umówmy się na piątą, pod kinem w centrum handlowym.
- A film?
- Już wybrałem – odparł z uśmiechem. – O ile nie masz nic przeciwko temu.

***

- Jakiej rozrywki?– odparłam, ignorując fakt, że powiedziała słowa rozrywka i Hemmings w jednym zdaniu.
- Go lubię najmniej. To pewny siebie dupek – powiedziała Lori. 

***

- A czy ja się spinam? – zapytał, odwracając się do nich.
- Tak, spinasz się. Wyglądasz teraz, jakbyś miał mi ochotę przyjebać, tylko dlatego, że nie masz nikogo innego pod ręką – powiedział jednym tchem Ashton, a Luke przewrócił oczami. 

***

- Jesteś!
- Myślałeś, że nie przyjdę?
- Przeleciało mi to przez myśl. Wyglądasz rewelacyjnie.

***

- Błagam cię Rose – jęknął. – Naprawdę nie chcę o tym mówić.
- Spoko.
- Spoko.

***

- Nie przesadzaj – rzuciłam, prychając pod nosem. – To było tylko spotkanie. Jak dla mnie jednorazowe.  A zresztą nie jestem nim zainteresowana. 

11 komentarzy:

  1. Jak zawsze rewelacyjnie! Wszystko perf i nie można sie w żaden sposób doczepić. Wspólna nauka jakie to urocze aww.. Kit że to nie pierwszy raz jak sie uczą.
    Fragment na boosku jak Cal upadł bo Hemmo zagapił sie na Rose mnie rozwalił.
    A co do następnego to tak bardzo go chce że nawet jutro byłoby bosko ale boje sie że jak tak z dnia na dzień to później długo nie będzie nowego, więc może w środę? No decyzja jest twoja więc pomyśl idodaj jak najszybciej. Kocham, życzę weny i chęci a takrze miłego dnia a nawet tygodnia i miesiąca! /Anna x

    OdpowiedzUsuń
  2. oooooł maaj gaaad *.* Oni są taaaaaaacy uroczy razem! A Mike i Lori <33 Aww ( normalnie napisałabym jakiś sensowny komentarz, ale lol jest 6 rano 0.0 hmm SPOKO) :D

    OdpowiedzUsuń
  3. oooooł maaj gaaad *.* Oni są taaaaaaacy uroczy razem! A Mike i Lori <33 Aww ( normalnie napisałabym jakiś sensowny komentarz, ale lol jest 6 rano 0.0 hmm SPOKO) :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Znowu się razem uczą... Awww ^^ Lori się przyznała!!! Uwielbiam twoje ff :);W każdym rozdziale znajdzie się humor (Biedny Cal...) i szczerze uwielbiam to czytać! :D Jesteś NAJLEPSIEJSZA Z NAJLEPSIEJSZYCH!!! ;)
    Dzień... może jutro? Ew. Po jutrze? Jak szybko się da :P
    Buziali, pozdrowienia, weny
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Brakuje mi TYCH sytuacji miedzy nimi xD dodaj jutro<3

    OdpowiedzUsuń
  6. Przecudny rozdział ! :D
    Następny wstaw jak najszybciej x :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Suuuper!! Ich relacja jest trochę pokręcona, ale to takie fajne!!
    Piszesz tak bardzo idealnie <3
    Dodaj następny jak najszybciej, proszę!
    Pozdrawiam, Cecile :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże te opowiadanie jest cudowne ♡ Lori I Mike są tacy słodycy ♡ juz nie mogę doczekać się next wstawiaj jak najszybciej ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  9. Blond małpa - buhahaha Rose wariatkooo XD ooo to było słodkie, jak Luke się na nią zagapił. Biedne moje małe ciacho Calum zaliczył glebę hahah padłam XD Hemmo ty czasem jesteś taki podstępny ;) coś mi się zdaje, że nie chodziło mu tylko o naukę :) Lori i Michael jestem jak najbardziej za by oni byli razem!!! No po prostu rozdział cudooowny. My wiemy czemu się rumienisz Rose hahahaha
    ja chcę kolejny już jutro bo nje wyrobię!!! A najlepiej to bym chciała go już teraz!!!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  10. Komentuje teraz xD chociaż przeczytałam to koło 1 na dobranoc^^
    Rozdział zajebisty :D

    OdpowiedzUsuń