wtorek, 21 lipca 2015

S3 - Rozdział 6

Cause without you I'm a lost boy


       Stałam przy swojej szafce szukając paczki długopisów, którą jeszcze rano do niej wkładałam. Prychnęłam z frustracją pod nosem. Dlaczego ja mam w tej szafce wiecznie taki syf? To jedyne miejsce na ziemi, które żyje własnym życiem. Naukowcy powinni się nim zająć, w celu zbadania tego dziwnego zjawiska.
       W końcu znalazłam przeklęte długopisy. Wyciągnęłam dwa z nich i wsunęłam je do torby. Następnie złapałam za zeszyt i włożyłam go sobie pod pachę. Zamknęłam drzwiczki, założyłam kłódkę. Odwróciłam się i podskoczyłam. Notatnik wyleciał mi z rąk. Stanęłam twarz w twarz z Ryanem.
       Ku mojemu zdziwieniu, chłopak, jak gdyby nigdy nic, schylił się po niego. Podniósł go z podłogi i podał mi go. Wpatrywałam się w jego zielone oczy, bacznie go obserwując.
- Dzięki – wydusiłam z siebie. 
       Ryan uśmiechnął się, co było dla mnie nowością, szczególnie, że oboje jakoś za bardzo za sobą nie przepadaliśmy. Musiałam zrobić, jakąś głupią minę, bo zaśmiał się pod nosem. Nie był to jednak złośliwy, czy kpiący śmiech, a taki bardzo naturalny i normalny.
- Mam do ciebie pewną sprawę – powiedział powoli. Uniosłam brwi do góry.
- Jaką?
- Kiepsko zaczęliśmy swoją znajomość- ciągnął, opierając się o metalowe szafki. – Zresztą ty ciężko zaczęłaś znajomość z całą moją paczką. A my z tobą.
- Co związku z tym?
- Skoro jesteś już na pokojowej drodze z chłopakami, to pomyślałem, że i ja powinienem poprawić swój status. – Przekręciłam oczami.
- Calum cię do tego zmusił, czy jak?
- Sam na to wpadłem. Po prostu słyszałem, że naprawdę jesteś w porządku. Bawimy się nieraz na tych samych imprezach, mamy tych samych znajomych. Dobrze by było, gdybyśmy się lepiej poznali.
- Ach, tak…
- Serio Rose –powiedział swobodnym tonem. – Zresztą, teraz ze sobą normalnie rozmawiamy. Czemu by nie spróbować, by było tak zawsze? Wiem, że narozrabiałem, ale ty też nie byłaś w stosunku do mnie taka święta. Traktowałaś mnie, jak śmiecia.
- Bez przesady – rzuciłam, bo w jego ustach naprawdę to zabrzmiało strasznie.
- Ale wyciągam do ciebie rękę w ramach pojednania – powiedział z uśmiechem. – Zapraszam dzisiaj do kina.
- Co?
- Zapraszam do kina. I nie przyjmuję odmowy. Spotkamy się, porozmawiamy. Może się polubimy. Na to liczę.
- Okej.
- Co?
- Okej – powiedziałam i uśmiechnęłam się od niego. – Pójdę z tobą do kina.
- Super. Umówmy się na piątą, pod kinem w centrum handlowym.
- A film?
- Już wybrałem – odparł z uśmiechem. – O ile nie masz nic przeciwko temu.
- Jaki gatunek?
- Thriller.
- Ekstra. To do zobaczenia – rzuciłam przez ramię i ruszyłam w kierunku schodów.
       Dobra, byłam zupełnie zaskoczona tą nagłą sympatią Ryana. Nie ufałam mu do końca, więc postanowiłam być czujna. Gdy dotarłam do schodów, z góry schodził Luke. Uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja odpowiedziałam tym samym.
- Jak biologia? – zapytałam, kiedy mnie mijał.
- Bez problemów. A ty?
- Właśnie na nią idę.
- Powodzenia.
- Nie dzięki.

       Tak samo, jak Hemmingsowi, tak i mi biologia poszła bez problemów. Przerabiałam ten materiał w poprzedniej szkole, więc nie musiałam zbyt wiele zakuwać. Podeszłam do tego zupełnie rozluźniona, a gdy pytania okazały się być proste, odprężyłam się jeszcze bardziej.
       Wybiła przerwa, a ja ruszyłam w stronę naszej ławki, na której umówiłam się z dziewczynami. Z daleka zobaczyłam znane mi sylwetki. Przyspieszyłam korku i zatrzymałam się tuż obok nich. Odstawiłam torbę na ziemię i usiadłam obok Lori. Dopiero po chwili zorientowałam się, że dziewczyny wlepiają we mnie zaciekawione spojrzenia, a Becky, aż cała chodzi z ekscytacji.
- Co mnie ominęło? – zapytałam, wpatrując się w przyjaciółki.
- Doszły nas słuchy – zaczęła Lori, ale Becky szybko jej przerwała.
- Umówiłaś się z Weinem? – odparła, łapiąc mnie za ramiona i przybliżając się do mnie tak, że idealnie mogłam obejrzeć każdy fragment jej twarzy.
- Umówiłaś… umówiłaś…- prychnęłam pod nosem, odsuwając się od niej. – To po prostu spotkanie.
- Ale z Ryanem?! – ciągnęła dalej Becky. – Jeśli chciałaś rozrywki, trzeba było wziąć się za Irwina, Hemmingsa, czy Hooda…
- Jakiej rozrywki?– odparłam, ignorując fakt, że powiedziała słowa rozrywka i Hemmings w jednym zdaniu.
- Go lubię najmniej. To pewny siebie dupek – powiedziała Lori.
- Ja też lubię go najmniej – powiedziałam powoli, a one znów spojrzały na mnie badawczo. – Nie ufam mu. To popychadło Harper, każdy o tym wie.
- Wiec, co ci strzeliło do głowy?- zapytała Becky.
- Bo jak to mówią – powiedziałam z uśmiechem. – Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Chcesz rozgryźć wroga? Musisz się do niego zbliżyć.
- Ty podła jędzo – rzuciła ze śmiechem Lori, a ja i Becky zawtórowałyśmy jej.

***
       Luke dotarł do radia, jako pierwszy. Zaczął przygotowywać notatki i program, który mieli wygłosić na następnej przerwie z Michaelem. Clifford się spóźniał, choć przeważnie zawsze był punktualny.
       Odstawił energetyka na blat, przerzucając w dłoniach zapisane kartki, gdy nagle drzwi od pokoju otworzyły się. Do środka wlecieli – i to niemalże dosłownie – Calum i Ashton. Podeszli do okrągłego stołu i rozsiedli się na krzesłach, rzucając w kąt pomieszczenia swoje plecaki. Blondyn uniósł brwi do góry i z ciekawością na nich spojrzał. Na ich twarzach gościły lekkie uśmiechy. Oprócz tego wyglądali, jakby się nad czymś głęboko zastanawiali.
- Co jest? – wypalił Luke, przerzucając kolejną zapisaną stronę.
- Też się zastanawiam – powiedział Calum. – To jest ciekawe…
- Co? – zapytał Hemmings.
- A to, że Rose umówiła się z Ryanem- poinformował go Ashton, a Luke zamarł. 
       Raptownie odwrócił się w ich stronę i spojrzał to na jednego, to na drugiego, licząc na to, że go najnormalniej w świecie wkręcają.
- Co?!
- Właśnie z nim rozmawiałem i się wygadał – powiedział Irwin. – To jest… niesamowite.
- Niesamowite?! – mruknął Luke, nieco głośniej, niż to planował. Zadrżały mu ręce, a on poczuł, jak robi mu się zimno. Potem nagle uderzyła w niego fala gorąca, kiedy najnormalniej w świecie się wkurzył. Ta informacja podniosła mu ciśnienie.
- Myślałem, że się nie znoszą – odparł Calum.
- Też tak myślałem – rzucił Ashton.
- Umówili się? Na kiedy?
- Na dzisiaj. Idą razem do kina. – Luke prychnął po nosem.
- To mi śmierdzi zwykłą randką, nie wiem tylko, jakim cudem ta dwójka…- Ale Calum przerwał, słysząc, jak Hemmings zazgrzytał zębami. –Co jest?
- Nic nie jest – warknął Luke. Ashton i Calum wymienili szybko spojrzenia, a potem uśmiechnęli się szeroko, co wcale mu się nie spodobało.
- Wyluzuj. To pewnie zwykłe spotkanie, a nie randka – powiedział powoli Irwin. – Nie musisz się spinać.
- A czy ja się spinam? – zapytał, odwracając się do nich.
- Tak, spinasz się. Wyglądasz teraz, jakbyś miał mi ochotę przyjebać, tylko dlatego, że nie masz nikogo innego pod ręką – powiedział jednym tchem Ashton, a Luke przewrócił oczami.
- Nie denerwuj się, to pewnie nic takiego - odparł Calum, machając ręką.
- Ja się nie denerwuję – rzucił Luke, zaciskając mocniej usta. Było to oczywiście kłamstwo, na które jego kumple nie dali się nabrać. Prawda była taka, że był wkurwiony.
-Ta, jasne – skwitował Ashton, bujając się na krześle. 
       Blondyn zerknął w ich stronę, wychwytując moment, kiedy Irwin i Hood znów na siebie znacząco spojrzeli. Teraz Luke wiedział, że tym swoim durnym zachowaniem najnormalniej w świecie się zdradził. Wziął głęboki oddech i odłożył papiery na bok. Złapał za puszkę i wypił kilka łyków słodkiego napoju.
       Nagle drzwi do radia otworzyły się. Wszyscy odwrócili się w stronę wchodzącego do środka Michaela. Clifford był czymś bardzo rozbawiony, a oni wpatrywali się w niego oczekując, by zdradził im powód swojego stanu.
- Znacie najnowsze plotki- rzucił, siadając na stole.
- Co znowu? – jęknął Luke, pocierając palcami kąciki oczu.
- Stary… - zaczął Irwin, kręcąc głową, ale Michael szybko mu przerwał.
- Ryan umówił się na randkę z Rose. Andy przed chwilą sprzedał mi tego newsa. Idą razem do kina, potem pewnie na jakąś kolację. Dacie wiarę?
       Luke warknął pod nosem. Odstawił puszkę, odwrócił się i przeszedł do pokoju obok. Czuł, jak chłopaki odprowadzają go wzrokiem. Zatrzasnął za sobą drzwi.
- Kurwa! – krzyknął głośniej. Reszta doskonale to słyszała.
- Co jemu? – wypalił Clifford, wskazując na zamknięte drzwi. – Zazdrosny, czy co?
- Nie – powiedział rozbawiony Irwin. – On wcale nie jest zazdrosny.
- I wcale nie jest wkurzony – dodał Calum ze śmiechem.
- Kurcze, to robi się coraz ciekawsze –skwitował Michael.
- Nie używaj słów Rose, Ryan i randka w jednym zdaniu przy Hemmo – powiedział Calum. – Działa to na niego, jak płachta na byka.
- Właśnie widzę – odparł Clifford. – No… Sądząc po jego wybuchu, on jest w stu procentach zazdrosny. Myślicie, że ma coś do rudej?
- My nie musimy myśleć. Po tym jego pokazie frustracji, to doskonale widać – powiedział Ashton. Spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się szeroko.

***
       Wyszykowana na bóstwo, ruszyłam na spotkanie z Ryanem. Chciałam odkryć, jaka gra się rozpoczęła, bo naprawdę wątpiłam w to, że chłopak tak po porostu chce mnie poznać lepiej. Że chce naprawić naszą relację, która była daleka od idealnej. Tak, jak to powiedziałam dziewczynom, nie ufałam mu do końca. Postanowiłam jednak zagrać miłą koleżankę i spróbować rozgryźć, co mu chodzi po głowie.
       Weszłam do centrum handlowego, a następnie wjechałam schodami ruchomymi na samą górę. Z daleka zobaczyłam czekającego chłopaka. Przykleiłam na twarz uśmiech i podeszłam do niego. Odwrócił się i również się uśmiechnął.
- Jesteś!
- Myślałeś, że nie przyjdę?
- Przeleciało mi to przez myśl. Wyglądasz rewelacyjnie.
- Dzięki.
- Film niedługo się zacznie. Kupiłem już bilety. To, co? Może jakieś jedzenie?
- Pasuje.
       Oboje podeszliśmy do bufetu. Ryan kupił nam duży popcorn i dwie cole, a także paczkę orzechów w czekoladzie. Nie miałam zamiaru ruszać tego ostatniego, bo jakoś szczególnie za tym nie przepadałam. Potem skierowaliśmy się w stronę ciemnej sali, w której już puszczano reklamy. Okazało się, że mamy miejsca na samej górze i to na środku rzędu. Idealnie. Oby tylko Weine zamknął swoją jadaczkę w czasie filmu i dał mi możliwość oglądania go w spokoju.
       Usiadłam pierwsza, odkładając na bok swoją torebkę i wyciszając dźwięk w telefonie. Ryan obstawił się jedzeniem, podając mi jedno picie. Usiadł, ocierając się o moje ramię. Zerknęłam na niego. Położył popcorn na swoich kolanach. Przez chwilę między nami panowała cisza. W końcu jednak powoli zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i ku mojemu zdziwieniu, nie było to takie trudne, jak zakładałam.

       Muszę przyznać, że film był całkiem dobry i wciągający. Plus dla Ryana, za wybranie właśnie tej produkcji. Po kinie, chłopak zaproponował spacer. Zgodziłam się. Szliśmy, więc wzdłuż ulic miasta, tuż obok siebie, rozmawiając na temat obejrzanego filmu. Byłam zdziwiona, że Ryan nie jest do końca takim półgłówkiem, za jakiego go do tej pory uważałam. Mimo wszystko w dalszym ciągu traktowałam go na dystans. Nie do końca przekonywał mnie tą nagłą zmianą.
- Nie wyobrażam sobie, by to mnie wsadzili do takiego pomieszczenia – powiedział, przypominając scenę, w której główny bohater trafił do małej klitki pełnej skorpionów. – Szczególnie, jakby dodali do tego szczury.
- Boisz się szczurów? – zapytałam z uśmiechem, a ten, aż się wzdrygnął. Zaśmiałam się pod nosem.
- Nie tyle, że boję, co brzydzę. Są paskudne, szczególnie te ich ohydne ogony… A ty, co? Ty pewnie też, czegoś się boisz.
- Robali, tych wijących się, latających… Pająki są spoko, do nich nic nie mam, ale reszta. Ohyda. Choć też raczej podpinam to pod kategorię bardziej brzydzę, niż boję.
- Pająki są spoko – powtórzył za mną i zaśmiał się, kręcąc głową. – Jesteś niesamowita.
- Weź taką skolopendrę – rzuciłam, a na samą myśl dostałam gęsiej skórki. – Fuj…
- Ta, one raczej milusio nie wyglądają.
- Szczury są bardziej milusie. Puchate, z tymi śmiesznymi mordkami…
- Weź – rzucił Ryan i ponownie się wzdrygnął. Spojrzałam na niego i wybuchłam śmiechem.
- Co powiesz na lody? – zapytałam, wskazując cukiernię.
- Chętnie, tylko skończ z tematem szczurów, bo wszystko podchodzi mi do gardła – powiedział, lekko się uśmiechając.
- Jasne – rzuciłam, kiwając głową. – Temat skończony.

***
       Chciał skupić się na czymś innym, ale nie potrafił. W tym przypadku nawet muzyka nie pomagała. W głowie ciągle miał Ryana i Rose, którzy wybrali się razem do kina. Był wkurzony zarówno na nią, jak i na niego. Miał wrażenie, że rozsadzi go od środka. I musiał się sam przed sobą do tego przyznać – był cholernie zazdrosny.
       Siedział w kuchni, co jakiś czas zerkając na telefon. Przed nim stał talerz z kanapkami, które on powoli zjadał. Popijał je szklanką soku. Jego ręka z kanapką zatrzymała się kilka centymetrów od ust, kiedy drzwi od domu otworzyły się, a on usłyszał znane mu głosy.
- Naprawdę dobrze się bawiłem – powiedział Ryan.
- Ja też – odpowiedziała Rose, a Luke mimowolnie zazgrzytał zębami. Poczuł, jak zrobiło mu się ciepło, a jego ręka mocniej zacisnęła się na niewinnej kanapce.
- Dzięki za randkę –rzucił Weine.
- Randkę? – Usłyszał, jak dziewczyna zaśmiała się. – Więc to była randka?
- Randki przeważnie inaczej się kończą…
- Ach, tak. Ciekawe…
       Luke wstrzymał oddech. Czy oni właśnie się… Nie, to nie możliwe. Blondyn odrzucił kanapkę na talerz, czując, jak jego żołądek skręca się w ciasny supeł. Ciśnienie podniosło mu się jeszcze bardziej, a on poczuł, jak zatrzęsły mu się dłonie. Przez to wszystko zrobiło mu się najnormalniej w świecie niedobrze.
- Do zobaczenia w szkole Rose – powiedział Ryan.
- Do zobaczenia – odpowiedziała, a potem Luke usłyszał, jak dziewczyna zamyka drzwi.
       Hemmings zaczął powoli oddychać, choć strasznie go nosiło. Miał ochotę coś rozwalić. Najlepiej tą parszywą buźkę swojego kumpla. Odwrócił się, kiedy Rose zatrzymała się przy wejściu do kuchni. Włosy miała rozpuszczone, lekko pofalowane. Ubrana była w obcisłe ciemne dżinsy i luźną czarną tunikę, która idealnie podkreślała jej kształty. Na nogi wcisnęła buty na koturnie. Wyglądała fantastycznie, a Luke prawie bezdźwięcznie jęknął. Jakim cudem umówiła się z Weinem?
- Hej – rzuciła z uśmiechem.
- Hej – odpowiedział cicho.
- Coś się stało? – zapytała, wyciągając z kieszeni telefon. Widział na jej twarzy lekkie zaskoczenie, a potem ona znów utkwiła w nim te swoje cudne brązowe oczy, które tak bardzo mu się podobały. – Przepraszam. Po kinie zapomniałam włączyć telefon. Nawet nie wiedziałam, że dzwoniłeś.
- Spoko – rzucił.
- To było coś ważnego?
- Nie – odparł szybko, a ona uniosła lekko brwi do góry. – Jesteś zły?
- Nie.
- Jasne- mruknęła.
- Jak było w kinie?
- Okej – odpowiedziała, wzruszając ramionami. – Luke, co jest?
- Nic nie jest…
- Przecież widzę.
- Po prostu kiepsko się czuję – powiedział, wstając z miejsca. Odłożył niedojedzone kanapki na blat. Czuł, jak dziewczyna bacznie go obserwuje, co było prawie nie do zniesienia. – Boli mnie żołądek. Pewnie coś mi zaszkodziło. Pójdę do siebie.
       I zanim ona zdążyła, w jakikolwiek sposób zareagować, on minął ją i wyszedł z kuchni. Wszedł szybko na górę, a potem skierował się do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi z głośnym trzaskiem. Podszedł do łóżka i rzucił się na nie, zakrywając głowę kapturem czarnej bluzy, którą miał na sobie. Przecież nie mógł jej powiedzieć prawdy. Nie dość, że dla niego było to niedorzeczne, to jeszcze najprawdopodobniej spaliby się ze wstydu.

***
       Zacisnęłam usta, odprowadzając go wzrokiem. Nic z tego nie rozumiałam. Czyżby Luke, aż tak się wkurzył o to, że nie odebrałam, gdy dzwonił? I to, aż pięć razy? Kit z tym, że się źle czuje mógł wciskać naszym rodzicom. Ja bardzo dobrze wiedziałam, że jest po prostu o coś wkurwiony. Widziałam go już wiele razy w tym stanie, kiedy się kłóciliśmy. Widać to było w jego oczach, mimice i ruchach. Próbowałam przeanalizować cały dzisiejszy dzień, licząc na to, że znajdę ten moment, kiedy jakimś cudem mogłam podnieść mu ciśnienie. Niestety nic nie znalazłam, bo dziś raczej mało mieliśmy ze sobą styczności. Byłam jednak pewna, że jego złość skierowana jest w moją osobę, a ja chciałam wiedzieć, co takiego zrobiłam.
       Odwróciłam się i sama poszłam na górę. Weszłam do swojego pokoju i wyskoczyłam z ubrań. Szybko przebrałam się w szare dresy i luźną niebieską koszulkę. Związałam włosy w kucyk. Od razu czułam się bardziej komfortowo. Jak nic preferowałam sportowy luźny styl. W nim było mi najlepiej.
       Wyszłam z pokoju, wciskając telefon do kieszeni. Moje oczy zatrzymały się na drzwiach od pokoju Hemmingsa. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, czy dać mu spokój, czy spróbować wycisnąć z niego powód jego złości. Szybko postawiłam jednak na tą drugą opcję. Podeszłam do drzwi i zapukałam. Nie czekając na odpowiedź, otworzyłam je i weszłam do środka.

***
       Kiedy usłyszał pukanie, odwrócił się na bok. Kaptur zsunął się z jego głowy. Wiedział, że to ona, w końcu w domu oprócz nich, nie było nikogo. Miał nadzieję, że Rose sobie pójdzie. Ona jednak weszła do środka. Podeszła do jego łóżka.
- Luke?
- Co? – wydusił z siebie ostrym tonem, za który potem w myślach się skarcił. 
       Dlaczego wyżywał się na niej? W końcu ona nie zrobiła nic złego. Umówiła się po prostu z Ryanem. Czuł się podle i to było chyba jeszcze gorsze, niż zwykła czysta złość. Rosalie nigdy nie była jego. Nigdy w żaden sposób się nie deklarowała. Po porostu byli znacznie bliżej, niż wcześniej, ale oboje nadal byli wolni. I mogli umawiać się, z kim chcieli. 
       Mimo to nadal gdzieś w środku czuł mocne ukłucie zazdrości. Jego żołądek znów się ścisnął, gdy pomyślał, że Weine mógł ją dotknąć, złapać za rękę, czy - o zgrozo - pocałować. Aż wzdrygnął się, co nie uszło uwadze dziewczyny.
- Wiem, że jesteś wściekły.
- Nie jestem.
       Choć tego nie widział, to mógłby przysiądź, że Rose w tym momencie przekręciła oczami. Po chwili poczuł, jak siada na łóżku. Przybliżyła się do niego, nachylając się nieco w jego stronę. Miał wrażenie, że jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko.
- Luke, co ja takiego zrobiłam? – zapytała.
- Nic.
- Jasne.
- Nie jestem zły na ciebie. – I faktycznie w tym momencie poczuł, że większa część złości kierowana nie jest na rudowłosą, a na jego kumpla z boiska. Zacisnął mocniej usta. – Jestem zły na kogoś innego. Do tego naprawdę źle się czuję. I… Nie gadajmy już o tym.
- Znam tą osobę? – zapytała, a on przekręcił oczami.
- Błagam cię Rose – jęknął. – Naprawdę nie chcę o tym mówić.
- Spoko.
- Spoko.
- Posiedzieć z tobą? 
       Z jednej strony chciał, by została, z drugiej chciał zostać sam. W jej obecności czuł, że jest mu po prostu głupio przez to, w jaki sposób się zachowuje. Jak rozkapryszone dziecko lub pies ogrodnika. To wszystko zaczynało go w pewien sposób przytłaczać.
- Nie musisz – wydusił z siebie.
- To posiedzę – odparła, a on poczuł pewnego rodzaju ulgę. Że Rose faktycznie się nim przejmuje. Że nie odeszła, a została.
       Przybliżyła się do niego jeszcze bardziej, a potem zrobiła coś, co spowodowało, że Luke poczuł przyjemny dreszcz, który przeszedł wzdłuż jego kręgosłupa. Delikatnie musnęła ustami jego kark. Następnie przyszła kolejna fala ulgi, gdy oplotła go ciasno ramieniem, kładąc się tuż za jego plecami. Zamknął oczy, wypuszczając cicho powietrze z ust. Teraz zdał sobie sprawę z tego, że naprawdę czuje do niej coś więcej. I miał wrażenie, że to nie zaczęło się teraz, a wcześniej.

***
       Siedziałam z nim tak długo, aż usłyszałam jego powolny i cichy oddech. Luke zasnął. Pogładziłam go lekko po ramieniu, starając się go nie obudzić. Wstałam z łóżka i złapałam za jego kolorowy koc w Żółwie Ninja. Przykryłam go nim, a następnie cicho wyszłam z pokoju.
       Wróciłam do siebie, zastanawiając się nad tym, co takiego ukrywa Hemmings i co go tak zirytowało. Widząc go takiego, jakoś nie miałam sumienia naciskania na niego bardziej, szczególnie, że unikał tematu, jak diabeł święconej wody. Nie chciałam też, by wkurzył się jeszcze bardziej.

       Rodzice wrócili niemalże w tym samym momencie. Dochodziła godzina dziewiąta, a w domu najpierw zjawiła się mama, a potem Dan, który ściskał w ręku siatkę z chińszczyzną. Orientalny zapach przypraw rozniósł się po pomieszczeniach, a ja zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo jestem głodna.
- Gdzie Luke? –zapytał Dan.
- Śpi.
- Obudź go, niech zejdzie na tą późną kolację – poprosił starszy Hemmings z uśmiechem, a ja bez słowa ruszyłam na górę. Szczerze, to nie chciałam budzić blondyna, choć z drugiej strony może po tej drzemce, jego humor wróci do normalności.
       Weszłam do jego pokoju. Luke dalej pogrążony był we śnie. Spał w takiej samej pozycji, na boku, odwrócony w stronę okna, jak wcześniej. Okrążyłam łóżko i kucnęłam przed nim. Jego twarz była spokojna. Wyglądał naprawdę słodko.
- Luke – powiedziałam cicho, dotykając jego ramienia. – Luke?
- Yhy – wydusił z siebie, nie otwierając oczu.
- Mamy zejść na kolację.
       Chłopak powoli otworzył oczy. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie, a ja lekko się uśmiechnęłam. On odpowiedział mi tym samym, a ja w duchu odetchnęłam z ulgą. Może mu przeszło? Powoli usiadł na łóżku, przecierając oczy. Odrzucił na bok koc.
- Jak się czujesz? – zapytałam, uważnie go obserwując.
- Lepiej. Mój żołądek chyba się uspokoił.
- To może nie opychaj się teraz, aż tak bardzo. Rodzice zaserwowali nam chińszczyznę.
- Nie, chyba jest już okej.
- To spoko.
- Spoko – odpowiedział, wstając z łóżka. 
       W tym momencie rozbrzmiał dźwięk dzwonka, a ja szybko wyciągnęłam telefon z kieszeni. Spojrzałam na wyświetlacz i uśmiechnęłam się. Zauważyłam, że Luke mi się przygląda. Odebrałam.
- Hej Lori – powiedziałam. – Co tam?
- Lepiej ty mów, jak było na spotkaniu?
- W porządku.
- Tylko tyle?
- A co chcesz wiedzieć?
- Może… wszystko? – Zaśmiała się, a ja jej zawtórowałam. – Czy Ryan ci się podoba?
- Nie przesadzaj – rzuciłam, prychając pod nosem. – To było tylko spotkanie. Jak dla mnie jednorazowe.  A zresztą nie jestem nim zainteresowana.
- No, tak… Chciałaś tylko poznać wroga –odparła ze śmiechem.
- Dokładnie.
- Pocałował cię?
- Boże, Lori nigdy w życiu! – Po drugiej stronie usłyszałam wybuch gromkiego śmiechu.
- Wpadniesz tak za pół godziny na neta? Może wtedy wszystko nam opowiesz. Becky już się doczekać nie może i bombarduje mnie na czacie.
- Jasne. Zjem tylko kolację. Jak coś to poczekajcie na mnie.
- To jesteśmy umówione.
- Tak. Do usłyszenia.
       Rozłączyłam się i odwróciłam w stronę Luke'a, który w dalszym ciągu wlepiał we mnie swoje błękitne oczy. Uniosłam lekko brwi do góry, a on po prostu uśmiechnął się. Odetchnęłam z ulgą. Chyba złość naprawdę mu przeszła.
- Idziemy? –zapytałam, wskazując na drzwi. Kiwnął głową i oboje wyszliśmy z pokoju. 


***

Kolejny rozdział za wami, w którym pojawia się zazdrosny Hemmings. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał :)

Anna - nie masz co się bać, bo jakoś nigdy nie robiłam dłuższych przerwy :) Chyba najdłuższa trwała tydzień, ale to było z początku, kiedy nie nastukałam tyle rozdziałów do przodu :)

Wrong Time - spokojnie one też wkrótce się pojawią, ale nic więcej nie mówię, by się nie zdradzać z fabułą :D


Kolejny rozdział pojawi się w czwartek lub piątek - zobaczę, jak się wyrobię z czasem po pracy :) 

Dziękuję wam oczywiście za wasze megaśne komentarze - naśmiałam się przy niektórych i do tej pory mam tak zwany zaciesz :) Cieszę się, że opowiadanie tak wam się podoba :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Pieprz się – warknęłam, odkładając telefon. Oparłam nogi o krawędź biurka i zaczęłam się bujać na krześle.
- Cóż za soczysty dobór słów- usłyszałam jego głos.

***

- Namówił mnie na to, bym tu przyszła – powiedziała z uśmiechem. – Choć nie powiem, ale nie chciałam siedzieć z nimi sama – dodała ciszej, nachylając się bardziej w moją stronę. – Ale na szczęście ty też tu mieszkasz.

***

- Widzisz! – mruknęła, wskazując na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał Michael.
- Jak nic należą się mu dwa lata w zawieszeniu na trzy – powiedziałam, a blondynka wybuchła śmiechem. 

***

- Będę ci tu przeszkadzał? – zapytał nagle, a ja oderwałam wzrok od palety.
- Nie.

***

- Nie możesz od tak robić takich rzeczy – syknęłam, odpychając go od siebie.
- A ty możesz? – ciągnął, unosząc jedną brew do góry. Prychnęłam po nosem. W sumie sama nie byłam lepsza. 

11 komentarzy:

  1. ooo, ciekawe czy wytrzymam te trzy dni *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne ;) Aww Luke jest zazdrosny o Rosalie :) czekam na nastepny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to! Zazdrosny Luke <33
    Ryan won od Rose! A kysz!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to! Zazdrosny Luke <33
    Ryan won od Rose! A kysz!!

    OdpowiedzUsuń
  5. O jacie! Gadali o robalach i teraz myślę, że Ryan to wykorzysta.
    Zazdrosny Luke jest słodki!! I przyznał się, że coś do niej czuje! Wszyscy wiemy, że to miłość <3
    Kurka, ja nie wytrzymam do czwartku/piątku
    Pozdrawia, Cecile :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny ♡♡zazdrosny Luke jest taki uroczy ♡już nie mogę doczekać się następnego rozdziału ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Ryan odwal się od Rose, bo ona ma być z Hemmo!!!! Zazdrosny Luke jest taki uroczy :) i w końcu przyznał się przed sobą, że coś do niej czuje. Chłopie ja ci zaraz podpowiem co to jest ;) to miiiiiłość ;)jaram się tą dwójką bardzo bardzo ;) mam nadzieję, że ssspotkanie z Ryanem faktycznie było jednorazowe.
    Kurczę chyba nie wyrobię do czwartku lub piątku, chcę kolejny już teraaaz! Nie mogę się doczekać.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze wczoraj myślałam że to Cal zaprosi Rose do kina, a tu taka niespodzianka! W zachowaniu Ryana coś mi nie gra, boje sie że to jakiś podstęp ze strony Harper albo coś.
    Zachowanie Hemmingsa w radle >>>>>
    To jak Ash i Cal wymieniali spojrzenia >>>>
    Mikey i jego refleks z nowiną o randce >>>>
    Nie no nie mogłam z tych momentów hahaha
    Jestem tylko ciekawa czy go wypytają dlaczego taki zazdrosny był.
    Od teraz nie będę sie obawiała że będą jakieś wielce długie przerwy, dzięki. Jak zwykle życzę weny i chęci i miłego dnia! Do następnego cudaśnego rozdziału! / Anna x

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdrosny Luke <3 Serio, nie spodziewałam się, że to będzie Ryan (...no ale przecież o to ci właśnie chodziło...) Odnośnie tych robali, to zgadzam się z Cecile. Mam wrażenie, że to @#%& coś nie zmieniło się na lepsze. Ale mam nadzieję, że owszem. Ja mam wrażenie, że chłopaki już dawno wywąchali, co się święci między naszą Rosie a Luke'iem. Ja tam jestem za Lose, ale jak się Lukuś troszkę powkurza, to źle nie będzie :P
    Buziaki, pozdrowienia, weny
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak dziś nie wstawisz rozdziału to się zabije , odkryłam cie dopiero dziś , w sumie to wczoraj :D Dla Cb zawaliłam noc wiec błagam dla mnie wstaw dziś kolejną część xoxo :*

    OdpowiedzUsuń