piątek, 24 lipca 2015

S3 - Rozdział 7

So kiss me, kiss me, kiss me


       Siedziałam w pokoju, opierając nogi o biurko. Skończyłam zadania domowe, które nam zadano, więc legalnie mogłam zająć się tym, co lubiłam najbardziej. Zresztą obiecałam Michaelowi, że namaluję dla niego jego gitarę. I to w firmie obrazu. Chłopak nakręcił się na to na tyle, że przez bite dziesięć minut jęczał mi, jak bardzo mu na tym zależy, jak to będzie pasowało mu do pokoju i jak od dawna coś takiego chciałby mieć. Dopiero po długiej chwili dał mi w ogóle dojść do słowa. Cały Clifford. Miałam, więc do wykonania mały zlecony przez niego projekt.
       Obracałam w palcach zdjęcie jego gitary elektrycznej. Czarno białej, z dwoma krzyżykami. Fotka była normalnych rozmiarów, więc mniej więcej wszystko było widać. Jednak żeby dokładnie odwzorować instrument potrzebowałam nieco większego formatu. Najlepiej żywego formatu. Wiedziałam, że gitara blondyna nieco odbiega wyglądem od gitary Michaela, ale przecież miały niemalże identyczny układ potencjometrów i tej całej reszty, na której się nie znałam. Sięgnęłam, więc po telefon i zaczęłam stukać palcami w ekran. Wiem, że normalny człowiek ruszyłby tyłek i załatwił tą sprawę normalnie, ale mi jakoś nie chciało się podnosić swoich czterech liter z tej wygodnej pozycji.

Do Luke:
Pożycz mi swoją gitarę.

       Położyłam telefon na nogach i po raz kolejny wlepiłam oczy w zdjęcie. Gitara stała na tle granatowej ściany, a obok pięła się półka z płytami. Przekrzywiłam głowę. Po chwili poczułam wibrację, która przeszła po moim udzie.

Od Luke:
LOL XD

- Co za idiota – mruknęłam po nosem. Przekręciłam oczami i wtedy nadszedł kolejny sms.

Od Luke:
Którą?

Do Luke:
Tą biało czarną.

Od Luke:
Miałem na myśli elektryczną, czy akustyczną? :P

       - Pieprz się – warknęłam, odkładając telefon. Oparłam nogi o krawędź biurka i zaczęłam bujać się na krześle.
- Cóż za soczysty dobór słów- usłyszałam jego głos.
       Podskoczyłam, wypuszczając zdjęcie z rąk, a następnie poczułam dwie rzeczy. Najpierw, jak krzesło wysuwa mi się spod tyłka, a potem, jak z hukiem ląduję na ziemi. Na szczęście nie przywaliłam się głową w żaden mebel. Runęłam na dół. Przez chwilę widziałam białe gwiazdki przed oczami. Jęknęłam. Bolało mnie niemalże całe ciało.
- Rose!- Szybkie kroki zbliżyły się w moją stronę, a po chwili zobaczyłam nad sobą jego twarz. – Rose? Nic ci nie jest?
- Nie – rzuciłam. – Chyba…
- Słodki Jezu – mruknął, pomagając mi usiąść. 
       Pomasowałam się po głowie, a Luke wlepił we mnie swoje błękitne oczy, uważnie mnie obserwując. Widziałam jego przestraszoną twarz.
- Nic mi nie jest.
- To wyglądało…
- Przymknij się- odparłam, widząc, jak drgają mu kąciki ust.
- Przezabawnie i strasznie jednocześnie – powiedział, a ja uderzyłam go w ramię. - Ej! Za co?!
       Wyprostował się i wyciągnął w moją stronę ręce. Mimo to podałam mu je, a on pomógł mi wstać. Skrzywiłam się, kiedy zabolał mnie kręgosłup. Jak nic nabiłam sobie gdzieś, jakiegoś siniaka.
- Na pewno wszystko okej?
- Jest spoko.
- Spoko – odparł i uśmiechnął się. – Co do gitary… - Spojrzałam na niego. – Grasz?
- Chyba cię pogięło – mruknęłam, podnosząc z ziemi zdjęcie Michaela.
- Dowiem się, po co ci ona?
- Chciałam zagrać w baseball – odpowiedziałam, a on przekręcił oczami. – Chcę namalować to – pokazałam mu zdjęcie – dla Michaela. Wiem, że twoja wygląda inaczej, ale muszę mieć coś większego.
- Spoko. Przyniosę ci ją po próbie z chłopakami. Pasuje?
- Tak.
- Na pewno wszystko okej?
- Tak.
       Wtedy usłyszałam głosy. Ich głosy. Chłopaki zjawili się w naszym domu. Jak zwykle władowali się do środka bez pukania. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Przekręciłam oczami, a Luke ruszył w stronę drzwi.
- Luke! Hemmo! Stary! – Calum i Ash przekrzykiwali się miedzy sobą. – Hej, blond królewno!
- Idę!
       Mimo wszystko parsknęłam śmiechem, słysząc ich ostatni tekst. Hemmings odwrócił się i zerknął na mnie. Zmrużył oczy.
- Bez komentarza – rzucił, a ja tylko wzruszyłam ramionami. Wyszedł z pokoju, a potem usłyszałam, jak schodzi na dół.
- Rose! – krzyknął Luke.
- Co znowu? – powiedziałam sama do siebie. 
       Odłożyłam zdjęcie na biurko i również wyszłam z mojego królestwa. Przeszłam przez korytarz i skierowałam się w stronę schodów. Gdy byłam w połowie drogi na dół, zobaczyłam Lori, stojącą obok chłopaków. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Hej – rzuciłam, a ona odpowiedziała mi tym samym.
- Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam – powiedziała, a ja szybko pokręciłam głową. -  Ja i Michael mieliśmy robić projekt na sztukę, ale okazało się, że ma totalną sklerozę.
- Zapomniałem, że umówiłem się na dzisiaj z chłopakami – odparł przepraszającym tonem, spoglądając na blondynkę.
- Namówił mnie na to, bym tu przyszła – powiedziała z uśmiechem. – Choć nie powiem, ale nie chciałam siedzieć z nimi sama – dodała ciszej, nachylając się bardziej w moją stronę. – Ale na szczęście ty też tu mieszkasz.
- Fajnie, że przyszłaś – odparłam zgodnie z prawdą. – Kawa?
- Pewnie.
        Spojrzałam na chłopaków, którzy już zaczęli dyskusję na temat muzyki. Wzruszyłam ramionami i razem z Lori, przeszłyśmy do kuchni. Nastawiłam wodę, a dziewczyna usiadła przy stole. Wyciągnęłam z szafki paczkę ciastek i rozłożyłam je przed nią, mając nadzieję, że te pasożyty nie zorientują się, że coś słodkiego leży na blacie. Przez chwilę między nami panowała cisza. Lori zajęła się ciastkami, a ja zalałam kawę. Wzięłam kubki i usiadłam obok niej.
- Jak tam projekt? – zapytałam ze śmiechem.
- Wkurzyłam się, bo chciałam go zrobić, jak najszybciej i później mieć to z głowy, ale Michael zrobił te swoje oczy i dodał do tego tą swoją przepraszającą i kajającą się minę, że ja nie miałam serca być dalej na niego zła.
- Ta… Cała ta ich przeklęta czwórka opanowała ten manewr do perfekcji. Szczególnie Hood. I wszyscy się na to nabierają. Robią te swoje maślane oczy, jęczą ci, że nie chcieli…
- Dokładnie…
- Hej dziewczyny! – Ashton oparł się o framugę, wlepiając w nas zaciekawione spojrzenie. Wychyliłam się zza pleców przyjaciółki.
- Ash – mruknęłam, uśmiechając się do niego, a on odpowiedział tym samym. – Weź sobie idź.
- Widzę, że przyszedł czas na babskie pogaduchy. To spadam – skwitował ze śmiechem.
- I to jest po prostu cios poniżej pasa – dokończyła Lori, wracając do przerwanego tematu. – Bo ty nie masz możliwości obrony.
- To powinno być karalne – rzuciłam, a przyjaciółka wybuchła śmiechem.
- Hej! – Odwróciłyśmy się w stronę wychylającego się w naszą stronę Michaela.
- Idźcie w końcu na tą swoją próbę! – warknęła Lori, a Clifford po prostu zachichotał. Dziewczyna przekręciła oczami, a ja zdusiłam w sobie śmiech.
- Rozpoczynacie sabat babski? – zapytał. – Chciałem tylko wiedzieć, czy po próbie nadal nasze wyjście na spacer jest aktualne.
- Tak, aktualne, a teraz spadaj – rzuciła, machając w jego stronę ręką.
- Uwielbiam cię, gdy jesteś taka zła – skwitował, puścił oczko i zostawił nas same. 
       Zacisnęłam mocniej usta, starając się nie śmiać, ale nie dałam rady i wybuchłam śmiechem. Lori odwróciła się powoli do mnie, a na jej twarzy widniało zaskoczenie.
- Widzisz! – mruknęła, wskazując na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał Michael.
- Jak nic należą się mu dwa lata, w zawieszeniu na trzy – powiedziałam, a blondynka wybuchła śmiechem. Gdy się uspokoiła, spojrzała na mnie, a ja uniosłam brwi do góry. – Co?
- Powiem ci coś, ale się nie wkurzaj – odparła, zaciskając usta.
- Jezu, czemu mam wrażenie, że to będzie coś strasznego? –jęknęłam, przekręcając oczami. – No, mów.
- Nie, strasznego na pewno nie, ale dziwnego na pewno.
- Lubię, jak mówisz do mnie szyfrem – odparłam, a Lori zachichotała pod nosem.
       Przysunęła się bliżej mnie, jakby bała się, że ktoś może nas podsłuchać. Wiedziałam, że chłopaki zabunkrowali się już w piwnicy blondyna, bo wyraźnie słyszałam, jak zamykają się za nimi drzwi. Mimo to, ja nachyliłam się bardziej w jej stronę.
- Więc?- ponagliłam ją, a ona westchnęła.
- Michael się dzisiaj o ciebie wypytywał – powiedziała, ściszając głos.
- Co?!
- Zadawał mi dziwne pytania.
- Dziwne?
- Typu, czy kogoś masz na oku, czy jest ktoś, kogo lubisz najbardziej.  – Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- O co mu chodzi?
- Nie mam pojęcia – odparła, wzruszając ramionami. – Chciałam się dowiedzieć, ale on walną tylko, że jest po prostu ciekawy, ale ja akurat tej bajeczki nie kupuję. No i zapytał, czy podoba ci się Ryan.- Skrzywiłam się.
- I co powiedziałaś?
- Że nie jest w twoim typie.
- I słusznie. Czego on może chcieć? – zastanowiłam się na głos. Zerknęłam na blondynkę. – Nie chcę ci go odbić – powiedziałam, gdy Lori wlepiła we mnie swoje brązowe oczy.
- Uwierz mi, że nawet mi to przez myśl nie przeszło – odparła ze śmiechem. – Próbowałam wykombinować, co go nagle tak zainteresowało, ale nie mam bladego pojęcia, co siedzi w tej jego głowie. Może chce cię z kimś wyswatać?
- Zabiję go, jeśli wpadł na taki poroniony pomysł – mruknęłam, łapiąc za kubek z kawą. - Naprawdę go uduszę, jak spróbuje czegoś takiego. 
       Lori spojrzała na mnie ze współczuciem, a potem zaśmiała się. Zerknęłam na nią, pokręciłam głową i sama się uśmiechnęłam. To było tak głupie i niedorzeczne, ale w końcu to Clifford. W jego wykonaniu wszystko jest możliwe.

       Po próbie pożegnałam się z chłopakami i Lori. Zamknęłam za nimi drzwi, a następnie wróciłam do kuchni, by posprzątać ze stołu. Wtedy też w domu zjawiła się moja mama, która zabrała się za rozpakowywanie zakupów. Szybko jej w tym pomogłam, a potem ulotniłam się do siebie.
       Wzięłam z biurka zdjęcie od Michaela i telefon komórkowy, który wcisnęłam do kieszeni. Następnie wyszłam i skierowałam swoje kroki w stronę mojego strychu. Przygotowałam sobie płótno, farby i pędzle. Przyczepiłam zdjęcie gitary tak, by mieć na nie dobry widok. Potem złapałam za chustę, która leżała na kanapie i zawiązałam ją sobie na głowie, by włosy nie przeszkadzały mi w czasie pracy.
       Gdy podeszłam do sztalugi i chwyciłam za pędzel, usłyszałam kroki, które zmierzały w moją stronę. Uniosłam brwi do góry i powoli odwróciłam się w stronę osoby wchodzącej. Zobaczyłam blond włosy postawione do góry. Luke wtargnął na moje terytorium z uśmiechem na ustach. W jego rękach znajdowała się gitara i stojak.
- Zgodnie z obietnicą – powiedział, a następnie rozejrzał się. – Gdzie ci ją postawić?
- Tutaj – odparłam, wskazując palcem miejsce niedaleko mnie. – Dzięki.
       Przez chwilę spoglądałam, jak chłopak ją ustawia, a potem wyprostował się i przeniósł na mnie swoje błękitne oczy. Pokazałam mu palcami, by odwrócił ją bardziej w bok tak, by była naprzeciwko mnie, a on bez słowa wykonał moje nieme polecenie.
- Dzięki, jest idealnie – powiedziałam, otwierając pierwszą farbę.
- Będę ci tu przeszkadzał? – zapytał nagle, a ja oderwałam wzrok od palety.
- Nie.
- Mogę przejrzeć twoje rysunki?
- Nie krępuj się.
       Luke uśmiechnął się. Poszedł do stolika, na którym leżały moje najświeższe prace. Tam zawsze je gromadziłam, a one musiały odleżeć swoje, by potem trafić do teczki. Zgarnął je wszystkie, a potem rozsiadł się z nimi na kanapie. Jakiś czas temu Luke przyznał się do tego, że moje rysunki traktuje, jak inspiracje, które pomagają mu pisać piosenki. Na początku byłam nieco wkurzona, że myszkował mi po strychu bez pytania, ale szybko mi przeszło. W końcu to naprawdę miłe, że twoja praca daje trochę weny twórczej w innej dziedzinie.

***
       Luke, co jakiś czas zerkał w stronę dziewczyny, która pochłonięta malowaniem, zupełnie nie zwracała na niego uwagi. Widział, z jaką pasją pracuje. Rozumiał ją, bo sam potrafił zatracić się w muzyce, tak jak ona w malowaniu. 
       Obserwował, jak jej oczy powoli błądzą po zdjęciu, by potem przenieść to na płótno. Śledził jej powolne ruchy dłoni, jak od czasu do czasu wkłada koniuszek pędzla do ust, zastanawiając się nad kolejnym detalem. Uśmiechał się pod nosem. Mógł tak na nią patrzeć przez długi czas.

***
       Nie wiem ile minęło czasu, odkąd oboje weszliśmy na strych, ale mój obraz powoli nabierał kształtów. Wiedziałam, że nie skończę go w jeden dzień, mimo to praca szła mi dość płynnie. Żadne z nas się nie odzywało. Żadne z nas nie chciało przeszkadzać temu drugiemu. Nagle poczułam, jak Luke staje tuż za mną. Uniosłam brwi do góry, nie odrywając wzroku od płótna.
- Wygląda naprawdę świetnie – powiedział.
- Dzięki. Myślisz, że mu się spodoba?
- Będzie zachwycony – odparł, a ja zaśmiałam się, kręcąc głową. – Mi się podoba, więc jemu pewnie też. Choć ja się na tym nie znam, ale on też nie.
- No i gitara – powiedziałam i tym razem, to on się zaśmiał.
       Zamarłam, kiedy poczułam, jak delikatnie odsuwa mi z ramion materiał od chusty. Przybliżył się do mnie, a ja cicho przełknęłam ślinę, czując jego ciepły oddech na mojej szyi.
- Co ty robisz?
- Zrób sobie przerwę – wyszeptał. Moja ręka z pędzlem zatrzymała się kawałek od obrazu.
- Luke? – Musnął nosem moją skórę na szyi, a ja poczułam przyjemny dreszcz, który przeszedł po moim ciele.
- No, co? – zapytał. 
       Odwróciłam się, spoglądając na niego zaskoczona. Na jego twarzy gościł ten pewny siebie uśmieszek. Przekręciłam oczami.
- Nie możesz od tak, robić takich rzeczy – syknęłam, odpychając go od siebie.
- A ty możesz? – ciągnął, unosząc jedną brew do góry. Prychnęłam po nosem. W sumie sama nie byłam lepsza.
- Masz rację – odparłam i już chciałam się odwrócić, kiedy Luke złapał za moje nadgarstki. – No, weź – jęknęłam. 
       Zaśmiał się pod nosem, wyciągając z mojej dłoni pędzel. Odłożył go na stolik i przysunął się do mnie bliżej.
- Rose?- zapytał, udając niewiniątko. I weź tu z nim wytrzymaj. Dotknął mojej twarzy, a ja spojrzałam w te jego błękitne oczy, które sprawiały, że mój mózg zamieniał się w papkę. – Po prostu przez cały dzień mam ochotę to zrobić. Szczególnie, że wyglądasz tak pociągająco w czasie malowania.
       I zanim zdążyłam w jakikolwiek sposób zareagować, nachylił się i złączył nasze usta. Przechylił głowę w bok, by pogłębić nasz pocałunek. Nawet nie próbowałam się przed tym bronić. Poddałam się temu całkowicie.
       Jego ręce oplotły mnie w tali. Przysunął mnie jeszcze bliżej siebie. Objęłam jego kark rękami. Z moich ust wydarło się ciche westchnięcie, gdy przejechał palcem po mojej dolnej wardze. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
- Dzieciaki kolacja! – krzyknął Dan. Już chciałam od niego odskoczyć, gdy ten przetrzymał mnie i odchylił głowę w stronę schodów.
- Już idziemy!
- Luke – syknęłam, próbując się wyswobodzić z jego uścisku. 
       Na jego twarzy w dalszym ciągu gościł uśmiech. Naparł na mnie mocniej i musnął moje wargi swoimi. Zamarłam. Cholera, to było takie przyjemne. Przygryzłam wargę, a on pocałował mnie znowu. Zacisnęłam mocniej palce na jego koszulce.
- Idziemy? – zapytał, jak gdyby nigdy nic, odrywając się ode mnie. Prychnęłam pod nosem, a on roześmiał się.
- Nigdy więcej tego nie rób – warknęłam.
- Tak?
- I przestań się tak patrzeć – dodałam, widząc na jego twarzy zadowolenie i triumf, że i tak stanęło na jego. – Bo to jest…
- Co? – zapytał niewinnie.
- A idź ty – mruknęłam, ale mimo to uśmiechnęłam się pod nosem. Blondyn przekręcił oczami, a potem oboje, zeszliśmy na dół.
  

***
Byłam pewna, że zdążę wrzucić rozdział w czwartek po pracy, ale mi nie wyszło, więc pojawia się dzisiaj. Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu :)

Kolejny rozdział wyszedł mi długi i nadal główkuję się, jak go w jakiś sensowny sposób podzielić - nie zdziwcie się, jak skapituluję i dostaniecie go w całości (pomęczycie się trochę :D). Dlatego uprzedzam, że magiczna ósemka może być nieco dłuższa. 

Widzę, że przypasował wam zazdrosny Luke :) No i niektóre z was "niuchają" podstęp w wykonaniu Ryana :) 

You're Mine - Całą noc? Szacun, że tyle wytrzymałaś. Wybacz, że nie zdążyłam :(

Dziękuję wam za tak bardzo megaśne komentarze!!! Jesteście wiecie jakie - Najlepsiejsze na maxa! 

Pozdrawiam!


A no tak, zapomniałabym o tym, kiedy następna część... Może niedziela? Co wy na to? Chyba, że wolicie kiedy indziej? Uprzedzam, że rozdział ósmy może być dłuższy, chyba, że w końcu uda mi się go jakoś podzielić, by obie części miały ręce i nogi.


Pozdrawiam raz jeszcze!


W następnym odcinku (lub odcinkach :)):

- Stary, jak tak ci się podoba, to zaproś ją gdzieś– usłyszał głos Michaela, który siedział obok niego. Luke drgnął i powoli podniósł głowę do góry. Odwrócił się w jego stronę.
- Co? - wydusił z siebie, nie wiedząc, o co mu chodzi.

***

- Widzimy się później cwaniaku – powiedziałam, odwracając się od niego.
- Jaki cwaniaku? – Usłyszałam jeszcze za plecami jego zdziwiony głos. 

***

- Rose?
- Luke?
- Musisz to robić? – zapytał, przekręcając oczami, a ja zaśmiałam się.

***

- Co jest?
- Calum- wydusiłam z siebie, a on zrobił zaskoczoną minę.
- Co Calum?

***

- Bo źle stałaś – powiedział, podchodząc do mnie. – Pokaże ci. – Objął mnie w pasie, ustawiając mnie trochę w bok, od obrazu. – Wysuń nogę do przodu i lekko się pochyl, aby złapać równowagę.

***

- Rivers – prychnęłam pod nosem. – Więc teraz jestem Rivers?
- Przestań mnie łapać za słówka.

***

- Czyżby?
- Nie ma takiej opcji.
- Ach, tak...- mruknął, uśmiechając się do mnie zadziornie. 

12 komentarzy:

  1. Świetny!!! Oni są tacy słodcy :) dodaj rozdział jutro proszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kobieto ! Niedziela Niedziela ? Oszalałaś ja tyle nie wytrzymam sobota godzina 23:30 najpóźniej rozumiesz to jest moje życie zlituj się daj mi żyć :* :( Ps. zapraszam do mnie http://ff-niall-horan.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  3. So kiss me, kiss me, kiss me! Hah xd
    Oni są tacy uroooczy! Dodaj rozdział jak najszybciej (i najlepiej w całości...) :)
    Pozdrawiam, Cecile

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju ale cudo! *.* oni są razem tak idealnie dobrani ^0^
    A... czy rozdział może być jutro??
    Co prawda imieniny mam w niedzielę, ale jutro świętuję i tak mi się marzy taki Luke... xD
    Kocham!! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju ale cudo! *.* oni są razem tak idealnie dobrani ^0^
    A... czy rozdział może być jutro??
    Co prawda imieniny mam w niedzielę, ale jutro świętuję i tak mi się marzy taki Luke... xD
    Kocham!! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm, wydaje mi się, że Mikey wypytywał Lori o Rose, bo Luke go o to prosił XD W końcu nasza ulubiona blond królewna sama się nie odważy. Ba, nawet nie przyzna się sam przed sobą.
    Oh, proszę, daj następny w całości! Nie męcz nas i nie rozdzielaj go. I dodaj go jak najszybciej :D
    Pozdrawiam cieplutko :>

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie pogniewam sie jak bedzie za dlugia ahah dodaj w calosci<3

    OdpowiedzUsuń
  8. Początek był przekomiczny. Oni razem są taaaaaaaacy uroczy :) biedna Rose zaliczyła glebę a Luke sie o nią bał ;) z tym "hej blond królewno" było trafione haha. A co Mikey taki ciekawski? Mi się zdaje, że pytał o to, bo chce wiedzieć co jest między tą dwójką, albo tak jak napisała Lariste, Luke mógł go oto poprosić ;) kkońcówka bajeczna - ♡♡♡♡ kiss me kiss me ;)
    Oczywiście, że rozdział ma być dodany w całości i czekam na niego w sobotę. SOBOTA!!! :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju cudowny dawaj next jak najszybciej i nie dziel go !! Już nie mogę się doczekać ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  10. OMFG ! Świetny rozdział ! .Wstaw nexta jutro błagaaaaam ! , i nie dziel go , długie rozdziały oznaczają więcej czytania a to oznacza mega zaciesz na mordzie , i bycie na haju.
    I LOVE U !

    OdpowiedzUsuń