sobota, 25 lipca 2015

S3 - Rozdział 8

Look into my eyes, you will see
What you mean to me


       Obracał prawie pustą puszkę coli w rękach. Wpatrywał się w tą czerwoną barwę, przypominając sobie kolor jej sukienki z dodatkiem czarnej kraty, którą miała na jego urodzinach. Wyglądała tak cholernie pociągająco. Uwielbiał wracać właśnie do tego konkretnego wspomnienia. Uśmiechnął się pod nosem.
- Stary, jak tak ci się podoba to zaproś ją gdzieś– usłyszał głos Michaela, który siedział obok niego. Luke drgnął i powoli podniósł głowę do góry. Odwrócił się w jego stronę.
- Co? – wydusił z siebie, nie wiedząc, o co mu chodzi. Clifford zaśmiał się pod nosem.
- Zaproś tą puszkę na randkę. Skoro tak ci się podoba, że się do niej szczerzysz…
- Spieprzaj – syknął po nosem, co wywołało kolejny dziki chichot ze strony czerwonowłosego. Luke przekręcił oczami i dopił napój. Zgniótł puszkę w dłoni i wykonał płynny rzut w stronę śmietnika. Puszka trafiła w sam środek.
- No… - rzucił Michael, kiwając głową. – Ładny kosz.
- Za ile wchodzimy? – odparł blondyn.
- Za niecałą minutę.
       Luke pokiwał głową. Złapał za niebieskie słuchawki i wsunął je na głowę. Wyprostował się, przybliżając się w stronę mikrofonu. Podsunął pod nos zapisane kartki. Spojrzał na zegar w komputerze, który idealnie odliczał czas, co do sekundy.
- Za trzy, dwa, jeden – powiedział Michael, wyciągając w jego stronę palce. – I już.
- Witamy na kolejnej przerwie w Kingsford High School – rzucił Hemmings. – Przyszedł czas na jedną z ważniejszych informacji dla ostatnich klas naszej szacownej placówki. Michael? Podzielisz się z nami tą nowiną?
- Co roku ma miejsce pewne wydarzenie, ważne dla tych, którzy kończą tu edukację. Domyślacie się, co to może być? Pewnie już wam coś świta… Luke, masz jakieś pomysły?
- Może zaliczenie ostatniego testu z matmy?
- Nie – przeciągnął sylabę Michael. – Coś zupełnie innego. Coś, na co czeka każdy…
- Bo skończy nam się przerwa – rzucił Luke i oboje zaśmiali się.
- Dobra już przechodzę do konkretów. Mianowicie drodzy koledzy, czas wydobyć z szafy i odkurzyć garnitury. Drogie koleżanki pora wdać się w szał zakupów, w celu znalezienia tej jednej jedynej sukienki, która onieśmieli waszych partnerów. Bowiem, dużymi krokami zbliża się coroczny bal ostatnich klas, zwany także Balem Maturalnym.
- Jak wiadomo w naszej szkole, co roku panuje inna tematyka na tym ważnym wydarzeniu.
- W tym roku parlament uczniowski po długich debatach wybrał w końcu motyw przewodni.
- Będziemy się bawić w rytmach dawnych lat, a dokładniej… Michael?
- Lata 80 i 90!
- Zaproszenia dla wszystkich uczniów ostatnich klas, będzie można odbierać od jutra od członków parlamentu.
- Dlatego rozglądajcie się po korytarzach i szukajcie nas, aby na pewno zdobyć swój bilet i bawić się z nami do rana. Luke, może zapodamy teraz coś w tych klimatach?
- Co powiesz na Bon Jovi’ego You Give Love a Bad Name?
- Pasuje!
       Luke wcisnął guzik na konsoli, a na korytarzu popłynęła znana muzyka. Odłączył się i ściągnął słuchawki. Zerknął na Clifforda, który zrobił to samo, a następnie wyciągnął telefon z kieszeni. Blondyn uniósł brwi do góry. Michael szybko stukał palcami w ekran. W końcu zadowolony podniósł głowę do góry i spojrzał na przyjaciela.
- No, co? Pisałem do Lori.
- Od kiedy ty mi się, z czegokolwiek tłumaczysz?
- Od wtedy, kiedy tak się dziwnie na mnie patrzysz – rzucił Michael i zaczął się śmiać. Luke przekręcił oczami. – Wyłączysz tu wszystko?
- A ty dokąd?
- Lori czeka na mnie przy swojej szafce. Chcę ją szybko zaprosić na bal, by nikt nie sprzątnął mi jej sprzed nosa.
- Jasne, spoko – rzucił Luke, nachylając się w stronę komputera.
- Tobie też to radzę – powiedział, wlepiając w niego swoje zielone oczy. Hemmings powoli odwrócił się w jego stronę. – Zaproś ją.
- Jakbyś nie zauważył, już dawno wyrzuciłem puszkę do kosza – odparł, a Michael szybko przekręcił oczami. – No, co?
- Nie miałem na myśli puszki – powiedział, spoglądając na niego, jak na kosmitę.
- A kogo?
- Rosalie – rzucił z uśmiechem. A potem, jak gdyby nigdy nic, wyszedł z radia, zostawiając Luke'a mocno zszokowanego.

***
       Rozmawiałam właśnie z Becky i Lori, kiedy chłopaki rzucili informację o zbliżającym się balu. Przekręciłam oczami. Nigdy nie lubiłam tych szkolnych szopek.
       Zaraz po komunikacie, komórka blondynki odezwała się, a ona z uśmiechem na ustach oznajmiła, że Michael pilnie chce się z nią spotkać. Ja i Becky spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo, a następnie zachichotałyśmy pod nosami. Lori machnęła na nas ręką i ruszyła w stronę pobliskiego korytarza. Gdy zniknęła nam za rogiem, poczułam, jak Becky wpatruje się we mnie. Powoli odwróciłam się w jej stronę. Zobaczyłam na jej twarzy szeroki uśmiech.
- O ile zakład, że Clifford zaprosi ją właśnie teraz na bal?
- Nie muszę się z tobą o to zakładać. To jest łatwe do przewidzenia.
- Spotkamy się na lunchu? – zapytała.
- Pewnie. – Spojrzałam na zegarek. – Dobra, muszę spadać, bo niedługo mam sztukę i muszę wbić się na najwyższe piętro.
- Ja zaczynam matmę – jęknęła, krzywiąc się.
- Powodzenia.
- Zdechnę tam, jak mamę kocham. – Zacisnęłam usta, a potem wybuchłam śmiechem. – Do później Rose.
       Kiwnęłam jej głową i ruszyłam w przeciwnym kierunku. Dotarłam do schodów i zaczęłam się po nich wspinać. Następnie przeszłam wzdłuż korytarza. Minęłam grupki uczniów, którzy już zaczęli rozprawiać o zbliżającym się balu. Głównie w dyskusję uderzały dziewczyny.
       Weszłam do klasy, siadając na swoim miejscu. Wyciągnęłam notatnik. Oparłam głowę o rękę. Podniosłam oczy do góry i natrafiłam na uśmiechniętą twarz Caluma, który siedział z Ryanem naprzeciwko mnie. Odpowiedziałam tym samym, a oni dodatkowo machnęli mi rękami.
- Czołem uczniowie! – Rozległ się głos nauczyciela.
- Czołem panie Clark! – rzuciliśmy chórem.
- Chyba zaraz będziemy w komplecie – powiedział, rozglądając się po klasie. – Meg, możesz wejść? Chciałbym zacząć lekcję –odparł do wysokiej blondynki, która stała w wejściu, zagadana ze swoją kumpelą. Dziewczyna szybko pokiwała głową i ruszyła w stronę swojej ławki.
- Dobrze… - rzucił z uśmiechem. – Możemy zaczynać.  Dziś przejdziemy do kolejnej epoki, którą sobie dokładnie omówimy. Dodatkowo znów przyszykowałem dla was zadanie, a raczej mały projekt, który wykonacie w parach. – Po sali rozniósł się cichy pomruk. – Czemu wy tak negatywnie na to reagujecie?- zapytał rozbawiony. – Będzie fajnie! Jak zwykle przy takich projektach każda z par dostanie temat do przyszykowania. Możecie to zrobić na różne sposoby, droga wolna. Możecie się wykazać. Im bardziej kreatywnie tym lepiej!
- Możemy się dobrać w pary sami? – zapytał Josh.
- Tak. Zróbcie to teraz, tylko szybko. Rozdam wam zagadnienia do opracowania i wracamy do tematu lekcji.
       W sali rozpoczął się mały harmider, gdy wszyscy zaczęli mówić jednocześnie. Zacisnęłam lekko usta, zastanawiając się nad potencjalnym kandydatem lub kandydatką na partnera. Nagle poczułam, jak ktoś intensywnie się na mnie patrzy. Powoli spojrzałam przed siebie. Oczy moje i Caluma spotkały się ze sobą. Wskazał na siebie, a potem na mnie i uniósł brwi do góry, czekając na moją odpowiedź. W sumie z Hoodem naprawdę współpracuje się dobrze, więc szybko pokiwałam głową. Uśmiechnął się szeroko, a ja odwzajemniłam ten uśmiech.
- Gotowi? – zapytał pan Clark, stając na środku sali, tak by wszyscy mogli go dobrze widzieć.
- Tak!
- W takim razie zaczynamy od tego rzędu – powiedział, wskazując na przeciwległe ławki. Po kolei uczniowie podawali swoich partnerów, a pan Clark rozdzielał tematy. W końcu doszedł do Hooda.
- Calum z kim będziesz pracować? – zapytał, wpatrując się w niego.
- Z Rosalie – odpowiedział Mulat. Nauczyciel zerknął w moją stronę, a ja uśmiechnęłam się lekko.
- Widzę, że wasze podejście do siebie uległo zmianie.
- I to na lepsze panie C.
- Wasz temat to, abstrakcja w malarstwie. – A mi w głowie pojawił się pewien pomysł.

       Wyszłam z klasy, wciskając zeszyt do torby. Stanęłam nieco z boku, aby zejść z drogi rozpędzonym uczniom, którzy zmierzali na lunch. Podniosłam głowę do góry i odnalazłam wzrokiem swojego partnera od projektu. Calum przez chwilę rozmawiał z Ryanem, a potem spojrzał w moją stronę. Kiwnął koledze głową i podszedł do mnie.
- Dzisiaj?
- Pasuje – powiedziałam. – piąta trzydzieści?
- Pasuje.
- Weź coś na przebranie – rzuciłam i zaśmiałam się pod nosem, widząc jego zaskoczoną minę. – Jakąś koszulkę, za którą nie będziesz płakać.
- Co ty kombinujesz?
- Zobaczysz – odpowiedziałam tajemniczo. Chłopak uśmiechnął się i pokiwał głową.- To, co? Widzimy się później. – Już chciałam się odwrócić, ale Hood odezwał się po raz kolejny.
- Mam jeszcze jedną sprawę.
- Jaką?
- Chodzi o bal – rzucił, opierając się ramieniem o zimną ścianę. Utkwiłam w nim zaciekawione spojrzenie.
- Co z tym balem? – zapytałam, kiedy Cal nadal milczał.
- Dasz się wyciągnąć po raz kolejny do pomocy?
- Jakiej?
- Przy dekoracjach? – Przekręciłam oczami, a Mulat zrobił te swoje słodkie psie oczy. Prychnęłam pod nosem. Dlaczego oni zawsze to robią? Cała czwórka to bezczelnie wykorzystuje.
- Dobra, pomogę – odparłam w końcu, a Calum narzucił na swoje usta swój słynny przyjacielski uśmiech.
- Ekstra!
- Widzimy się później cwaniaku – powiedziałam, odwracając się od niego.
- Jaki cwaniaku? – Usłyszałam jeszcze za plecami jego zdziwiony głos. Machnęłam mu tylko ręką, uśmiechnęłam się i włączyłam się do tłumu, który zmierzał w kierunku schodów.

       Po szybkim obiedzie, ogarnęłam kuchnię. Luke, jak zwykle zmył się, gdy tylko zabrałam się za sprzątanie. Prychnęłam pod nosem. Standard w jego wykonaniu. Co jakiś czas zerkałam w kierunku salonu, w którym to się rozłożył. Leżał na kanapie z książką w ręku. Tak… Luke lubił od czasu do czasu coś przeczytać i nie były to cienkie kolorowe komiksy, a normalne powieści. Głównie horrory, kryminały lub thrillery. Teraz pochłaniał Rękę mistrza Stephena Kinga.
       Zawisłam nad nim, kiedy przewrócił kolejną kartkę. Powoli podniósł na mnie swoje błękitne oczy, a ja uniosłam brwi do góry. Wiedziałam, że mu przeszkadzam, ale potrzebowałam jego pomocy. Niedługo miał się zjawić Calum, a żeby mój plan wypalił, musiałam wszystko mieć przygotowane na czas.
- Rose?
- Luke?
- Musisz to robić? – zapytał, przekręcając oczami, a ja zaśmiałam się.
- Pomóż mi.
- W czym?
- Przenieść coś na zewnątrz.
       Westchnął i powoli zwlókł się z kanapy. Książę Hemmings, nie ma co. Odłożył książkę na stół, a potem odwrócił się w moją stronę. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu. Poruszyłam lekko ustami, chcąc je jak zwykle przygryźć, co było moim niekontrolowanym odruchem w momencie, gdy blondyn znajdował się tak blisko mnie. Zresztą przygryzałam wargę nawet wtedy, gdy nie było go w pobliżu.
- Nawet nie próbuj – powiedział, a ja zauważyłam, jak obserwuje ruch moich warg.
- Co?
- Nie rób tak!
- Jak? – Myślałam, że go trzepnę. Luke nadal skutecznie i łatwo potrafił mnie irytować.
- Nie zagryzaj jej – odparł ciszej, a ja wstrzymałam oddech. Jeszcze tego brakowało, że będzie mi mówił, co mam robić. 
       Spojrzałam w jego oczy i uśmiechnęłam się triumfalnie. Luke zacisnął mocniej usta. Między nami zapanowała cisza. Wpatrywaliśmy się w siebie, uważnie obserwując to, co zrobi ta druga strona. Ta mała walka na spojrzenia nieco mnie znudziła, więc uniosłam lekko jedną brew do góry, a Luke drgnął. Spuściłam głowę na dół, pozwalając, by włosy zasłoniły moją twarz. Potem, jak gdyby nigdy nic uniosłam ją z powrotem lekko do góry, znów skupiając się na jego błękitnych tęczówkach. Zagryzłam wargę, jednocześnie uśmiechając się złośliwie.
- Doigrałaś się – powiedział.
       Zanim zdążyłam się zorientować, złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie bliżej. Niemalże zachłysnęłam się zapachem jego perfum, kiedy wleciałam w jego klatkę piersiową. Moje dłonie mocniej zacisnęły się na jego przedramionach.
       Jak tylko podniosłam oczy do góry, by móc na niego spojrzeć, ten złączył nasze usta. Przechyliłam głowę w bok, by pogłębić pocałunek. Zrobiło mi się gorąco, kiedy nasze języki zaczęły wspólny taniec. Czując jego ręce na swoich plecach, wspięłam się na palce i przywarłam do niego mocniej. Musiałam to przyznać po raz kolejny – Hemmings mnie najnormalniej w świecie kręcił.
       Tak zagubiłam się w tym, co się stało, że nawet nie zdałam sobie z tego sprawy, że Luke pociągnął mnie w stronę kanapy. Wylądowałam na nim, a on bardziej oplótł mnie swoimi ramionami. Wpiłam się w jego usta z cichym westchnięciem, czując, jak jego ręce zjeżdżają niżej.
       Uniosłam się i spojrzałam na niego, ale on szybko przybliżył się do mnie, by kontynuować to, co przerwałam. Kiedy poczułam jego ciepłe wargi na mojej szyi, oprzytomniałam. Oderwałam się od niego, ale ten przetrzymał moje ręce.
- Co jest?
- Calum- wydusiłam z siebie, a on zrobił zaskoczoną minę.
- Co Calum?
- Calum niedługo tu będzie. – Przekręcił oczami. – Mamy robić projekt na sztukę. Chciałam żebyś…
- Całował mnie dalej? – zapytał, z łobuzerskim uśmiechem. Musnął ustami moje usta, a ja poczułam przyjemny dreszcz, który przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa.
- Luke!
- Co? – zapytał z miną niewiniątka.
- Przestań! – warknęłam przez zaciśnięte zęby, a on roześmiał się. – Naprawdę muszę iść…
- To czemu nadal przy mnie jesteś?
- Bo mnie trzymasz – prychnęłam, a ten poluźnił uścisk. 
       Wyślizgnęłam się z jego objęć i wstałam z kanapy, poprawiając koszulkę i włosy. Luke pokręcił nosem.
- Co kotek taki niezadowolony? – rzuciłam i roześmiałam się, a blondyn prychnął pod nosem. – Rusz tyłek i mi pomóż.
       Przekręcił oczami i powoli podniósł się z kanapy. Odwróciłam się szybko od niego, by znów nie dać się złapać na te jego przeklęte nieziemskie oczy. Machnęłam na niego ręką, a ten niezadowolony poszedł za mną.

       Kiedy w naszym domu zjawił się Hood, wszystko było gotowe do naszego projektu. Zajęliśmy salon, korzystając z tego, że w domu nie było rodziców. Luke, aby nam nie przeszkadzać, poszedł ze swoją książką do ogrodu.
       Zaczęliśmy od teorii, skupiając się na najważniejszych zagadnieniach. O dziwo poszło nam to dość sprawnie i szybko. Calum naprawdę był dobrym kandydatem na partnera w takich działaniach, bo nie utrudniał pracy, zawsze miał dobre pomysły i plan działania, który pomagał wszystko uporządkować. Nic dziwnego, że był także dobrym przewodniczącym szkoły i pupilkiem dyra.
- Powiesz mi w końcu, po co miałem przynieść koszulkę na zmianę? – Zadał mi to pytanie po raz kolejny, a ja uśmiechnęłam się do niego tajemniczo.
- Skoro skończyliśmy tu, możemy zająć się drugą częścią projektu – powiedziałam, wstając z miejsca. Chłopak przez chwilę bacznie mnie obserwował, a gdy kiwnęłam na niego głową, podniósł się z krzesła i poszedł za mną.
       Weszłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki trzy zimne napoje w puszce. Jedną wcisnęłam mu w ręce.
- Dzięki. To, co… Zdradzisz mi coś?
- Zaraz zobaczysz. Chodź, idziemy do ogrodu.
       Przeszliśmy przez korytarz i wyszliśmy na zewnątrz. Luke spojrzał na nas znad książki, a potem bez słowa wrócił do czytania, opierając swoje długie nogi o stół. Postawiłam przed nim puszkę z napojem, a ten tylko skinął mi głową i lekko się uśmiechnął.
- Przebieraj się- powiedziałam, biorąc z oparcia krzesła swoją starą flanelową koszulę.
- Najpierw mów, co będziemy robić – rzucił, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Będziemy tworzyć abstrakcję – odparłam zadowolona, wskazując na drugi koniec ogrodu. Przy pomocy Luke'a, ustawiłam tam największe płótno, jakim dysponowałam. Na samej jego górze zawieszone były kolorowe balony, wypełnione rzadkimi farbami. Trawę osłoniłam workami, aby jej za bardzo nie zachlapać.
- Ekstra! – skwitował Hood z uśmiechem, a następnie zrzucił z siebie bluzkę. 
       Zerknęłam na niego. Nie powiem, ale było na co popatrzeć. Usłyszałam gdzieś za sobą ciche chrząknięcie. Powoli odwróciłam się w stronę blondyna, ale ten znów wlepiał oczy w drobny tekst. Chyba mi się przesłyszało… Albo mam jakieś omamy.
       Kiedy Calum wciągnął na siebie zwykły biały t-shirt, zgarnęłam ze stołu rzutki, które pożyczyłam od Hemmingsa. Oboje podeszliśmy do płótna.
- Dobry pomysł, pan Clark będzie piał z zachwytu, jak mu to przytargamy –odparł Calum.
- Mam nadzieję, że podwyższy nam to ocenę.
- Tak, bo wykażemy się kreatywnością. Co będziemy robić, bo na zwykłe malowanie mi to nie wygląda.
- Będziemy rzucać do balonów. W środku jest farba, więc gdy trafimy, ona rozpryśnie się na płótnie. Powstanie dziwne coś. Zresztą zobaczymy, co w ogóle z tego wyjdzie.
- Nauka połączona z zabawą. Ty to masz łeb Rose – powiedział, klepiąc mnie po ramieniu, a ja uśmiechnęłam się szeroko. – Co powiesz na to, by potem pomazać po całości rękami?
- Pewnie, czemu nie.
- O! Albo po prostu je tam odciśniemy. Wyjdą takie dziwne placki.
- Jestem za – rzuciłam, kiwając głową. – Rzucasz pierwszy.
       Podałam mu jedną z rzutek. Hood odpowiednio się ustawił, wycelował i trafił. Pierwszy balon pękł z nieco głośniejszym pyknięciem. Niebieska farba plasnęła na płótno, tworząc kolorową smugę. Reszta płynu opadła z cichym szumem na worek.
- Ładnie – skwitowałam, podchodząc do niego. 
       Ustawiłam się obok i sama wycelowałam. Niestety mam takiego cela, że moja rzutka zamiast trafić w balon, odbiła się po prostu od materiału i spadła na ziemie. Usłyszałam jego cichy chichot. Prychnęłam pod nosem, odgarniając z twarzy rude kosmyki włosów.
- Nie ma co, mam zajebiste oko.
- Bo źle stałaś – powiedział, podchodząc do mnie. – Pokaże ci. – Objął mnie w pasie, ustawiając mnie trochę w bok, od obrazu. – Wysuń nogę do przodu i lekko się pochyl, aby złapać równowagę.
- Nie wiedziałam, że rzucanie może być takie skomplikowane.
- Nie jest, o ile chcesz trafić. – Złapał mnie za rękę, w której trzymałam rzutkę. – Miej nadgarstek na wysokości nosa. I nie spinaj się tak. Weź głęboki oddech. Niech twoja ręka będzie luźniejsza. To powinien być płynny i lekki ruch nadgarstka. Musisz wziąć też pod uwagę trajektorię lotu rzutki…
- Co? – jęknęłam, odwracając się do niego, a ten znów się zaśmiał.
- Rzuć.
       Przewróciłam oczami, wracając do poprzedniej pozycji, którą mi narzucił. Wstrzymałam oddech i rzuciłam. Rzutka poleciała teraz nieco lepiej, ale i tak wylądowała kilka centymetrów niżej, niż znajdował się balon.
- Widzisz, trajektoria lotu. To fizyka i tyle…
- Błagam cię Calum – mruknęłam, a ten znów się zaśmiał.
- Po prostu rzuć nieco wyżej, niż to, gdzie znajduje się balon.
- Trzeba było tak od razu.
- Powiedziałem od razu.
- Jasne – odparłam, a ten poklepał mnie po plecach.
- Jeszcze raz.
       Podał mi kolejną rzutkę. Ponownie stanęłam tak, jak mi pokazał. Wysunęłam lekko język, aby ułatwić sobie celowanie. Zamachnęłam się i rzuciłam. W końcu rzutka trafiła w balon, a ten wybuchł, obryzgując płótno czerwoną farbą.
- Świetnie!
- Trajektoria lotu – prychnęłam pod nosem i zaczęłam się śmiać, a on szybko do mnie dołączył.

***
       Książka go wciągnęła, ale on i tak, co jakiś czas podnosił głowę, by na nich spojrzeć. W pewnym momencie wstrzymał oddech, gdy Calum podszedł do Rosalie i po prostu objął ją. Stali tak blisko siebie, że Luke, aż zazgrzytał zębami. Poczuł zagrożenie i lekką irytację na swojego przyjaciela, który przecież nie robił nic złego. Hemmings w myślach sam się skarcił za te bezsensowne odczucia względem Hooda.
       Gdzieś w środku czuł nutę zazdrości, choć i tak nie była ona tak duża, jak w przypadku Ryana. Był o nią cholernie zazdrosny. Podłoże do tego stanu było proste. Rose nadal była wolna, a on wiedział, że prędzej czy później ktoś w końcu zakręci się wokół niej, a ona zatraci się w nowym uczuciu do kogoś innego. Miał tylko nadzieję, że stanie się to, jak najpóźniej, a oni do tego momentu w dalszym ciągu będą mogli prowadzić tą dziwną, emocjonalną grę między sobą. Grę, która go wciągała, dawała tyle dobrych odczuć i była tak przyjemna, a z drugiej strony tak bardzo niewłaściwa i w pewien sposób krzywdząca dla obojga. Rose była dla niego, jak narkotyk, z którego ciężko będzie mu zrezygnować. Wiedział, że kiedyś oboje poniosą tego konsekwencje. Oby stało się to, jak najpóźniej i w mało drastyczny sposób.

***
       Calum rzucił ostatnią rzutką, a zielona farba roztrysnęła się na płótnie, które było już całe kolorowe. Oboje położyliśmy je na ziemi i zaczęliśmy, zgodnie z pomysłem Hooda, odciskać na nim swoje dłonie. Zabawy było, co nie miara, szczególnie, że Calum zaczął palcami malować dziwne buźki.
       W końcu brudni, aż po łokcie i nieco zmęczeni, stanęliśmy nad obrazem, by przez chwilę móc podziwiać nasze wspólne dzieło. Byliśmy zadowoleni. Wyszła naprawdę dziwna kombinacja, którą łatwo było podpiąć pod malarską abstrakcję.
- Idziemy się umyć – zarządziłam i jako pierwsza ruszyłam w stronę drzwi. Calum poszedł za mną. Zatrzymałam się tuż przy stole, przy którym nadal siedział Luke.
- Wniesiemy go do środka? – zapytał Hood.
- Później. Na dworze szybciej przeschnie. – Spojrzałam na blondyna.  – Luke – powoli podniósł głowę i spojrzał na mnie. – Otworzysz nam drzwi?
       Chłopak zacisnął usta. Powoli odłożył książkę i cicho prychając pod nosem, podszedł do drzwi. Otworzył je. Calum wszedł do pokoju pierwszy. Utkwiłam w blondynie badawcze spojrzenie, a ten uniósł brwi do góry.
- O co ci chodzi?
- O nic – odpowiedział szorstko.
       Pokręciłam głową. Postanowiłam nie wdawać się z nim w żadne dyskusje, szczególnie, że to mogłoby doprowadzić do kolejnej kłótni. Naprawdę nie wiedziałam, o co może mu znowu chodzić. Hemmings swego czasu był po prostu irytującą księżniczką, który tak głęboko trzyma swoje sekrety, że za nic nie wyjawi ci prawdy. Prawdy, która być może ułatwiłaby nam wspólne życie pod jednym dachem.
       Bez słowa weszłam do pokoju, zostawiając go samego. Poszłam za Calumem, który w kuchni już zaczął doprowadzać się do porządku. Stanęłam obok niego. Zabrałam się za usuwanie farby z rąk. Podniosłam głowę do góry, czując, jak Calum mi się przygląda.
- Co?
- Odpuść mu – powiedział, a ja zrobiłam wielkie oczy.
- Odpuść mu? – prychnęłam pod nosem z niedowierzaniem. – Wiem, że to twój przyjaciel i że trzymasz jego stronę i…
- Odpuść.
- Ty wiesz, o co mu chodzi? – wypaliłam nagle, spoglądając na niego z zaciekawieniem.
- Wiem dużo rzeczy Rose – powiedział tajemniczo i uśmiechnął się. – I wielu rzeczy się domyślam.
- Dzięki panie Bond, dużo mi wyjaśniłeś – odparłam, kręcąc nosem. – Wszyscy jesteście tacy sami.
- To męska solidarność.
- Pieprzcie się – syknęłam, a Calum parsknął śmiechem.

       Calum pożegnał się z Lukiem, a potem ze mną. Odprowadziłam go do drzwi. Kiedy one się za nim zamknęły, weszłam do kuchni. Spojrzałam na Luke'a, który siedział przy stole, stukając palcami w ekran telefonu. Chwyciłam za otwartą colę. Bez słowa dopiłam napój, a pustą puszkę wyrzuciłam do kosza. Wyprostowałam się i już zamierzałam wyjść, ale w tym momencie blondyn postanowił się do mnie odezwać.
- Cóż to była za miła współpraca – odparł, podnosząc głowę do góry.
- O co ci chodzi? 
- Musiałaś się tak do niego przystawiać? – Zrobiłam wielkie oczy i zaśmiałam się pod nosem. W tym momencie Hemmings rozłożył mnie tym jednym pytaniem na łopatki.
- Kotek – mruknęłam, podchodząc do niego, a ten skrzywił się.
- Nie mów tak do mnie.
- Jesteś zazdrosny? – ciągnęłam dalej, nachylając się w jego stronę.
       Lekko odsunął się ode mnie i spojrzał, jak na wariatkę. Na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech.
- Chyba cię pogięło. Za dużo sobie nie wyobrażaj Rivers.
       Przyznam się, że gdzieś w środku poczułam małe rozczarowanie, tak jakby mój mózg chciał tego, by Luke jednak był o mnie, choć trochę zazdrosny. Ale było to tak irracjonalne pragnienie, że sama zbeształam się w myślach za tak idiotyczny pomysł. Byliśmy tylko przyjaciółmi. Przyjaciółmi, którzy rozpoczęli dziwną grę między sobą. Grę tak dobrą, jak i złą zarazem.
- Rivers – prychnęłam pod nosem. – Więc teraz jestem Rivers?
- Przestań mnie łapać za słówka.
- Ty robisz, to cały czas. – Przekręcił oczami, a ja miałam ochotę mu przyłożyć. Luke idealnie potrafił wywołać u mnie irytację.
- Nie unoś się.
- Wal się – warknęłam. Minęłam go i ruszyłam w stronę wyjścia. On jednak odezwał się po raz kolejny.
- Znowu to robisz.
- Co?
- Wychodzisz.
- Bo mnie wkurzasz- odparłam, odwracając się w jego stronę. – A wiedz, że nie chcę powiedzieć czegoś, czego później będę żałować. 
       Luke prychnął pod nosem, nie odrywając oczu od telefonu. Odpowiedziałam mu tym samym, co spowodowało, że w końcu na mnie spojrzał. Pokręciłam głową i bez słowa ulotniłam się z kuchni. Weszłam po schodach na górę i wleciałam do swojego pokoju, nieco głośniej zatrzaskując za sobą drzwi.
       Rzuciłam się na łóżko, walcząc z tym, by tam nie wrócić i się na niego nie wydrzeć. A naprawdę miałam na to wielką ochotę. Wiedziałam jednak, że gdybym to zrobiła, potem miałabym wyrzuty sumienia, że sama go sprowokowałam do kolejnej kłótni. Zagryzłam wargę, w myślach obrzucając Luke'a różnymi epitetami. Przynajmniej w taki sposób mogłam się na nim wyżyć, bez potrzeby faktycznego ranienia go. Bo gorzkie słowa jednak bolą.
       Nagle usłyszałam, jak drzwi od mojego pokoju otwierają się. Wiedziałam, że to on, w końcu nasi rodzice jeszcze nie wrócili do domu. Przekręciłam się na plecy i starałam się go po porostu zignorować. Luke usiadł na łóżku.
- Weź spadaj – rzuciłam, kiedy musnął swoimi palcami moje palce. Słyszałam, jak ciężko westchnął. – Idź sobie.
- Nie.
- Nie? – Spojrzałam na niego, a ten wlepiał we mnie te swoje błękitne oczy.
- Nie.
       Zerwałam się do pozycji siedzącej, odsuwając się jednocześnie od niego. Warknęłam cicho pod nosem. Blondyn spojrzał gdzieś w bok, by po chwili znów przenieść na mnie swoje oczy.
- Ty mnie nie zostawiłaś, kiedy byłem wkurzony, więc dlaczego ja mam to zrobić?- Zacisnęłam lekko usta. I weź tu się na niego złość, kiedy on wypala ci z czymś takim. Niby zwykły tekst, ale w pewien sposób ważny. - Jestem idiotą – powiedział powoli. – Czepiam się i prowokuję cię.
- Jesteś idiotą – odparłam. – Ale ja nie jestem lepsza…
- To zupełnie, co innego – ciągnął, sprawdzając moją reakcję. – Bo to ja pierwszy zaczynam. Od jakiegoś czasu to ja zachowuje się, jak kretyn. A naprawdę nie chcę zepsuć tego wszystkiego. Nie chcę wracać do tego, co było wcześniej. Ale ostatnio ja… jakoś nie potrafię się powstrzymać.
- Co, przechodzisz spóźniony bunt nastolatka? – wypaliłam, a ten mocniej zacisnął usta. – Przepraszam… Jak widać, nie tylko ty nie potrafisz się powstrzymać. Ewidentnie to przed chwilą pokazałam.
- Jest spoko Rose – powiedział, lekko się uśmiechając. – Czasem lubię tą twoją złośliwość. – Pokręciłam głową.
- Spoko – rzuciłam i sama się uśmiechnęłam.
- Spoko.
- Jak widać, czasem uda nam się szybko rozwiązać problem – skwitowałam, a ten zaśmiał się pod nosem. – Punkt dla nas.
- Punkt dla nas – powtórzył. – Więc?
- Więc?
- Nie wkurzaj się już na mnie – odparł nieco ciszej, robiąc przy tym tą swoją przepraszającą minę. I weź tu trzeźwo myśl, kiedy on wypala ci z czymś takim. Po tym złość zupełnie mi przeszła, a ja poczułam wyrzuty sumienia z tego powodu, że byłam na niego zła. Cały Hemmings i ta jego manipulatorska umiejętność.
- Nie wkurzam się – powiedziałam powoli.
       Podniosłam się z miejsca, zatrzymując się tuż przed nim. Chwyciłam jego twarz w dłonie i sama na własną odpowiedzialność, spojrzałam w te jego niesamowicie błękitne oczy. Luke uśmiechnął się, lekko przygryzając wargę. Kurcze, wyglądał po prostu zajebiście. Zaśmiałam się pod nosem.
- Rose? – zapytał, posyłając mi ten pewny siebie uśmieszek, który często tak bardzo mnie wkurzał, a jednocześnie tak bardzo pociągał.
- Co?
- Mały buziak na pojednanie?
- Chyba padło ci na mózg – odparłam, odsuwając się od niego. Odepchnęłam jego ręce od siebie, a ten zaśmiał się pod nosem. - Myślisz, że jednym buziakiem coś zdziałasz?
- Ponoć - przejechał palcem po moim ramieniu, a ja poczułam przyjemny dreszcz. – Już nie jesteś na mnie zła.
- Nie jestem, ale nic ode mnie nie dostaniesz – odparłam zawziętym tonem. – To za karę.
- Oj, przestań – mruknął, nachylając się w moją stronę.
- Nie ma mowy. 
       Luke jednak nic sobie z tego nie robił. Przybliżył się jeszcze bardziej. Jego ciepły oddech owiał moją skórę na policzku. Zerknął na mnie, a ja mogłam z tak bliska podziwiać te jego cudne oczy.
- Czyżby?
- Nie ma takiej opcji.
- Ach, tak…- mruknął, uśmiechając się do mnie zadziornie. Oblizał lekko wargi, a ja wstrzymałam oddech. Kurwa, jak tak można! To po prostu zbrodnia doprowadzać drugą osobę, na skraj racjonalnego myślenia.
- Pieprz się – odparłam, łapiąc go za koszulkę i przyciągając do siebie. Złączyłam nasze usta. Szybko poczułam jego dłonie na swoich plecach. Po chwili oderwałam się od niego, a ten uśmiechnął się do mnie triumfalnie. – Pieprz się – powtórzyłam, kręcąc nosem.
- Powinnaś powiedzieć: pieprz się ze mną Hemmings – rzucił Luke, a ja uderzyłam go w ramię. – Ej!
- Zabieraj łapy!
- Kręci mnie to, że jesteś taką zołzą – odparł cicho, tym lekko zachrypniętym głosem. Z jednej strony miałam ochotę się na niego rzucić, by zrobić to, do czego mnie prowokował, a z drugiej po porostu udusić gołymi rękami.
       Luke przetrzymał mnie i musnął swoimi wargami moje wargi. Z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie, a on naparł na mnie mocniej. Nie utrzymałam równowagi i przewróciłam się na poduszki. Blondyn znalazł się tuż nade mną. Przejechał palcem po mojej twarzy i po raz kolejny wpił się w moje usta, prawie pozbawiając mnie tchu.
       Oplotłam jego kark, zaciskając ręce na jego koszulce. Całował najpierw delikatnie i spokojnie, doprowadzając mnie tym do szału. Potem jednak, gdy jego ręka znalazła się na moim udzie, a on przejechał nią w górę, tempo jego pocałunków wzrosło, zmieniając je na bardziej zachłanne i szybsze.
- Hej dzieciaki! – Usłyszałam głos Dana dochodzący z dołu. Nasi rodzice wrócili do domu. Blondyn oderwał się ode mnie z cichym warknięciem. Zerknął na otwarte drzwi od mojego pokoju.
- Ci to mają pieprzone wyczucie czasu – syknął, co mnie po prostu rozbawiło. Parsknęłam śmiechem, a on spojrzał na mnie ponownie i przekręcił tylko oczami. Po chwili na jego twarzy wymalował się lekki uśmiech.
- Życie kotku– odparłam, siadając na łóżku. 
       Luke szybko przybliżył się do mnie, a ja wstrzymałam oddech. Pocałował mnie lekko, a potem uśmiechnął się po raz kolejny.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem księżniczko – odparł pewnym siebie głosem. – Kiedyś to dokończymy.
       Potem wstał z miejsca i wyszedł z mojego pokoju. Zrobiłam wielkie oczy i przez chwilę analizowałam to, co powiedział. Prychnęłam pod nosem, ale po chwili zachichotałam, jak nienormalna. W końcu się uspokoiłam i również wstałam z łóżka. Przybierając na twarzy normalny uśmiech, wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę schodów, by zejść na dół i spotkać się z rodzicami. 




***
Tak, jak pisałam wcześniej, nie wymyśliłam, jak podzielić ten rozdział, by miał ręce i nogi, więc macie go w całości. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Znów pojawił się zazdrosny Luke :)


Annie - Imieniny masz w niedzielę, więc życzę ci wszystkiego najlepszego!!! I żebyś miała takiego Luka!!! :)

Jak zwykle w tym miejscu, chcę wam podziękować za wasze megaśno-sweetaśne boskie komentarze! Jesteście NAJLEPSIEJSZE!!! - Wiecie to!

Jak zauważyłam i o ile się nie mylę, kolejny rozdział będzie już przymusowo dzielony - na szczęście numer 9 łatwiej podzielić, bo wyszedł jeszcze dłuższy, niż ten. A pierwsza część pojawi się w poniedziałek :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Tak one słuchają – dodał starszy Hemmings, a ja zmrużyłam na niego oczy. – Nie, no Rose… Teraz się patrzysz na mnie, jak Sarah, kiedy walnę coś durnego – odparł. – Idę dokończyć malowanie.

- I chcesz mnie tak zostawić?- jęknął Luke, machając ręką w moją stronę. Zazgrzytałam zębami, co wywołało chichot u Dana.

***

- Drogie panie – rzucił Calum, stawiając piwo przed Becky. – To miłe, że zaszczycacie nas swoją obecnością.

***

- Nigdy nie zaliczyłem panienki w samochodzie – powiedział Calum ze śmiechem. Ja i dziewczyny wymieniłyśmy spojrzenia, a następnie z ciekawością spojrzeliśmy na chłopaków. Irwin i Luke sięgnęli po kufle.
- LOL – wyrwało się Becky, a Lori parsknęła śmiechem. 

***

- Nie pogrążaj się bardziej Rivers – odparła Becky, klepiąc mnie po plecach. Przekręciłam oczami i dołączyłam do dziewczyn, które znów śmiały się w najlepsze.

***

- Jaką tajemnicę? – wydusił z siebie Luke.
- Serio? – odparł Clifford, a blondyn przekręcił oczami.

14 komentarzy:

  1. "-Zaproś ją.
    - Jakbyś nie zauważył, już dawno wyrzuciłem puszkę do kosza" wyłam i nie mogłam sie uspokoić... Chwila ja nadal sie dusze ahahahah nie no to wygrało ten rozdział hahaha
    Idk chce żeby Cal zaprosił Rose na bal ale oni przecież sie domyślili więc ani Cal ani Ash jej nie zaproszą, a ja bardzo chce zazdrosnego Lukeya o matko bardzo bardzo. W tym rozdziale też była zazdrość ale prawie sie pokłucili a tego nie chce. Zrobiłam sie smutna jak Rose pomyślała że Luke nie jest zazdrosny i w ogóle. Kurde rozdział długi, tyle sie dzieje a ja go tak szybko przeczytałam i teraz mam czekać do poniedziałku :c chyba przetrwam jakoś. Nie muszę ci chyba pisać że rozdział cudaśny i mega siupi bo to raczej wiesz, mam nadzieje.. Dobra to życzę weny (chociaż że rozdział masz już napisany) i chęci i miłego. Kocham i bardzo mocno ściskam i całuje / Anna x

    OdpowiedzUsuń
  2. No kurde dziewczyno to jest genialne *>*
    Oni są tacy słodcy
    Chce już widzieć jak to dokańczają :D XD
    A tak ładnie plosseeee wstaw jutro wieczorkiem rozdział ploseeee :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jutro co ja pieprze , juz dzisiaj ma wieczorem być Ploseeee Nie wytrzymam do poniedziałku :(

    OdpowiedzUsuń
  4. DZIĘKUJĘ!!! <3
    Taki superaśny zazdrosny napalony Luke to spełnienie moich marzeń kurde xD
    Cudowny rozdział, po prostu ahh *0*
    I nie mogę nie zgodzić się z Hemmo
    Ich rodzice mają fantastyczne wyczucie czasu xD
    Kochaaaaaaaaaaam <3333

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdrosny Luke jest uroczy i jednocześnie wkurzający. Przez chwilę myślałam, że będzie w parze z Ryan'em, ale to lepiej, że z Calum'em :)
    Ehh, nie wytrzymam do poniedziałku! :(
    PS. Czy oni będą grać w butelkę? xd
    Pozdrawiam Cecile

    OdpowiedzUsuń
  6. Znowu zazdrosny Luke ♡♡♡♡ juz nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ boże cudowny rozdział ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha akcja a raczej rozmowa między chłopakami w radio rozłożyła mnie na łopatki XD kurcze przez chwilę myślałam, że Calum zaprosi ją na bal. Hood jesteś cud, miód i orzeszki ale dzięki ci chłopie, że tego nie zrobiłeś bo chcę by Rose poszła tam z Hemmo, który jest zazdrośnik do kwadratu. Uwielbiam zazdrosnego Luka ♡♡♡♡ a jeszcze lepiej uwielbiam ich wspólne hot scenki :) ♡♡♡♡
    Nie mogę się doczekać kolejnej części, szczególnie po tych fragmentach :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. Ugh.... ja jeszcze czekam na ten piekny i pechowy dla bohaterow dzien, w ktorym ich rodzice ich przylapia. Nie mowie o sytuacji w lozku, ale dajmy na to, jak sie beda namietnie calowac i wzajemnie (chodz wiecej ze strony Luke'a) obmacywania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ugh.... ja jeszcze czekam na ten piekny i pechowy dla bohaterow dzien, w ktorym ich rodzice ich przylapia. Nie mowie o sytuacji w lozku, ale dajmy na to, jak sie beda namietnie calowac i wzajemnie (chodz wiecej ze strony Luke'a) obmacywania.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ugh.... ja jeszcze czekam na ten piekny i pechowy dla bohaterow dzien, w ktorym ich rodzice ich przylapia. Nie mowie o sytuacji w lozku, ale dajmy na to, jak sie beda namietnie calowac i wzajemnie (chodz wiecej ze strony Luke'a) obmacywania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chce już kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Coś się we mnie odezwało, co chce Case... Ale przecież chłopcy tego Hemmingsowi nie zrobią...
    I coś innego tknęło, żeby Luke jeszcze bardziej się wkurzył (mianowicie, żeby ktoś mu jednak sprzątnął Rosalie z przed nosa) Taaak, jestem zła! Jakoś w ogóle nie wchodzę na neta, tak że musiałam nadrobić poprzedni rozdział...
    Buziaki, pozdrowienia, weny
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń