poniedziałek, 27 lipca 2015

S3 - Rozdział 9 cz.1

They're placing me here in the bad girls section


       Jak w każdą sobotę, mama zarządziła wielkie sprzątanie. Ja ogarniałam górę, a ona dół przy pomocy Luke'a, który do najszczęśliwszych osób w tym momencie nie należał. Dan natomiast został wygoniony na dwór, aby skosić trawnik i zabrać się w końcu za pomalowanie drewnochronem naszych ogrodowych mebli. 
       Nieco zziajana, weszłam do kuchni. W środku siedzieli faceci, a słysząc krzątaninę dochodzącą z pomieszczenia obok, zorientowałam się, że mama dokańcza sprzątanie salonu. Dan przyssał się do zimnej lemoniady. Był spocony, umazany farbą, a na jego ubraniach widniały kawałki zielonej trawy. Luke natomiast wyglądał, jakby od środków czyszczących i tego wszystkiego, co zafundowała mu mama, miał zaraz wyzionąć ducha.
       Parsknęłam śmiechem na ich widok, co spowodowało, że w końcu zorientowali się, że nie są sami. Dan uśmiechnął się lekko, przecierając ramieniem czoło. Luke utkwił we mnie swoje błękitne oczy.
- Biedni – mruknęłam i wybuchłam kolejny raz śmiechem.
- Ty mi lepiej powiedz, czy idziesz do Billy’ego – powiedział blondyn, a ja spojrzałam na niego, nie wiedząc, o co mu chodzi.
- Co znowu za Billy? – wypaliłam, sięgając z suszarki czystą szklankę. 
       Zobaczyłam, jak Luke unosi brwi do góry. Nalałam sobie lemoniady i wypiłam z niej kilka szybkich łyków, nie spuszczając brązowych oczu z blondyna.
- Kilka dni temu pytałem się, czy wpadniesz na nasz występ – powiedział powoli. – Wujek Asha zaproponował nam grę w swoim klubie.
- U Billy’ego?- wydusiłam z siebie.
- BillyRock – odezwał się Dan. – Znany klub w mieście.
- Pytałeś się? – ciągnęłam, próbując sobie to przypomnieć, ale w głowie miałam tylko pustkę.
- Tak mnie słuchasz – mruknął Luke, a Dan zachichotał.
- Tak one słuchają – dodał starszy Hemmings, a ja zmrużyłam na niego oczy. – Nie, no Rose… Teraz się patrzysz na mnie, jak Sarah, kiedy walnę coś durnego – odparł. – Idę dokończyć malowanie.
- I chcesz mnie tak zostawić?- jęknął Luke, machając ręką w moją stronę. Zazgrzytałam zębami, co wywołało chichot u Dana.
- Chcę jeszcze trochę pożyć synu – powiedział Dan i zaczął się śmiać.
- Dan! – krzyknęła mama. – Zapomniałeś pomalować stołu!
- Już idę kochanie! – Kiedy wyszedł, usłyszałam jeszcze, jak odzywa się po raz kolejny do Sarah. – Musiałem się napić…- Oboje wyszli na ogród.
       Utkwiłam wzrok w chłopaku, który zmarszczył nos i lekko się uśmiechnął. Przekręciłam oczami, dopijając lemoniadę.
- Kiedy jest ten wasz występ? – zapytałam, odkładając szklankę.
- Dzisiaj. – Kiwnęłam głową, zastanawiając się, czy dziewczyny też by na niego poszły. No… Lori na pewno. – Wiesz Rose – spojrzałam na niego. – Zależy mi na tym, byś przyszła.
- Zastanowię się – powiedziałam złośliwie, drocząc się jednocześnie z nim. Choć nie powiem, ale słowo zależy, które wypłynęło z jego ust, mile połechtało moje ego. Hemmings westchnął ciężko. – Naprawdę mi o tym mówiłeś?
- Tak. - Wstał od stołu, podszedł do blatu, by odstawić szklankę do zlewu. Na jego twarzy wymalował się ten pewny siebie uśmieszek. – Akurat jeśli chodzi o tą sprawę, to ci wybaczę niesłuchanie mnie.
- Och, czyżby? Bo?
- Bo akurat kiedy ci to mówiłem, byłaś zajęta czymś innym.
- Niby czym? – zapytałam, unosząc brwi do góry.
- Czymś, o czym nie mogłem powiedzieć przy moim tacie – ciągnął tajemniczo, a potem zaśmiał się pod nosem. – Mianowicie dobieraniem się do mnie.
       Zacisnęłam usta, czując, jak zrobiło mi się gorąco. Na moich policzkach pojawiły się lekkie rumieńce, co nie uszło uwadze Hemmingsa. Uśmiechnął się zadowolony z siebie, a następnie nachylił w moją stronę. Jego usta znalazły się tuż przy moim uchu. Wstrzymałam oddech.
- Lubię, jak się rumienisz – powiedział, a potem wyprostował się. Odwrócił się i wyszedł z kuchni. 
       Wzięłam powolny głęboki oddech. Nagle podskoczyłam słysząc dzwoniący telefon, który wygrywał znaną mi melodię. Sięgnęłam do kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Odebrałam.
- Hej Lori…

       BillyRock znajdował się w samym centrum Sydney. Umówiłam się z dziewczynami pół godziny szybciej, aby zaklepać, jak najlepsze miejsce do siedzenia. Udało nam się dorwać stolik niedaleko niewielkiej sceny, więc będziemy mieć idealny widok na zespół.
       Becky, niczym kelnerka przytargała nam piwo, a potem usiadła obok Lori. Ja rozglądałam się po ciemnym pomieszczeniu. Królowały tu żółto czerwone dodatki, a także ciemno brązowy długi bar, który na samym środku tuż za grubym szkłem miał czarną gitarę basową w formie topora. Była ona na tyle charakterystyczna, że łatwo rozpoznałam, do kogo kiedyś należała, mianowicie do Gene Simmonsa z zespołu Kiss.
       W środku znajdowało się już sporo ludzi, a ja wśród nich wyłapałam uczniów z naszej szkoły, którzy jako pełnoletnie osoby mogły legalnie wejść do klubu. Powoli dochodziła godzina zero, czyli moment, w którym to na scenie pojawić się miało 5 Seconds of Summer. Cała nasza trójka skupiła wzrok w jednym miejscu, oczekując początku. 
       W końcu punktualnie o ósmej, rozbrzmiała muzyka. Na scenie pojawił się starszy mężczyzna z długimi włosami i szerokim uśmiechem na ustach.
- Witajcie w BillyRock! – krzyknął, a cała sala zaczęła klaskać. – Przed wami 5 Seconds of Summer, zespół, w którym gra mój siostrzeniec. Chłopaki dajcie czadu! Zapraszam do wspólnej zabawy!
       Gdy tylko zszedł, w jego miejsce pojawiła się czwórka tak dobrze znanych mi chłopaków. Przyłączyłam się do wspólnych oklasków. Uśmiechnęłam się, kiedy Ashton uderzył w perkusję. Zaraz za nim do roboty wzięli się pozostali i popłynęła pierwsza piosenka- She looks so perfect.
       Było widać, że chłopaki na scenie czują się, jak ryby w wodzie. Mówili do publiki, która to wybuchała śmiechem lub klaskała jeszcze głośniej. Parę razy dało się słyszeć dzikie piski dziewczyn. 5 Seconds of Summer zagrali swoje kawałki, a także kilka coverów. W sumie ich występ trwał prawie dwie godziny. Na końcu zafundowali nam swoją wersje What I like About You. Pierwszy raz słyszałam to w ich wykonaniu i prawie spadłam z krzesła. Było wyśmienite. Poderwałam się po raz kolejny z miejsca, zdając sobie sprawę, że dziewczyny już od jakiegoś czasu stoją. Becky wydała z siebie głośny pisk, a ja nie mogłam oderwać wzroku od Hemmingsa. Znów zaczęłyśmy się bujać w rytm piosenki, śpiewając razem z nimi.
       Kiedy i ten utwór dobiegła końca, chłopaki zeszli ze sceny wśród licznych głośnych oklasków. Spojrzałam na Lori, która też się we mnie wpatrywała. Blondynka obiecała Michaelowi, że da mu znać, gdzie siedzi, a ja tuż przed wejściem do klubu dostałam sms-a od Luke'a, by zająć większy stolik, tak, by i oni się przy nim zmieścili. Teraz musiałyśmy tylko wybrać tą, która ruszy tyłek i po nich pójdzie. Niewiele myśląc wyciągnęłyśmy dłonie przed siebie i zagrałyśmy w marynarza. Raz, dwa, trzy… Ja pokazałam kamień, a Lori papier.
- Wygrałam! – rzuciła zadowolona i usiadła z powrotem na swoim miejscu. 
       Przekręciłam oczami i z przegraną miną odwróciłam się od stolika. Ruszyłam przed siebie, zauważając, że obsługa już zabierała ze sceny instrumenty. Zanim doszłam do końca, chłopaki zdążyli się wyłonić z zaplecza.

***
       Odwrócił się i uśmiechnął szeroko. Wiedział, że przyjdzie, w końcu mu obiecała. Zmierzył ją szybko od góry do dołu. Miała rozpuszczone lekko skręcone włosy, nieco mocniejszy makijaż, czarną tunikę z głębszym dekoltem na cieniutkich ramiączkach i obcisłe dżinsy. Na nogach czarne wysokie szpilki na koturnie. Dla niego wyglądała, jak marzenie.
- Rose! – krzyknął Ashton. – Jak ci się podobało?
- Jesteście świetni – powiedziała, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. – Ostatnia piosenka wymiatała. Jak to jest, że jesteście tak genialni? To zbrodnia mieć, aż tyle talentów – rzuciła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. – Sport, muzyka…
- Bo jesteśmy cudni – skwitował Calum, a ona przekręciła oczami.
- Gdzie siedzicie? – zapytał Michael, rozglądając się po klubie.
- Pierwszy stolik na podwyższeniu. Niedaleko baru – wyjaśniła.
- Pójdziemy jeszcze po coś do picia – rzucił Clifford, a ona kiwnęła głową. – Wziąć coś dla was?
- Trzy piwa Mikey – powiedziała, a czerwono włosy cmoknął powietrze i uśmiechnął się.
       Luke obserwował ją z boku, nie mogąc oderwać od niej oczu. W końcu i ona spojrzała w jego stronę. Puściła mu oczko, a on poczuł, jak zrobiło mu się cieplej. Poruszyła brwiami i zaśmiała się pod nosem, co wywołało u niego kolejny szeroki uśmiech.
- Idziesz stary? – zapytał Calum, pukając go w plecy.
- Tak – powiedział. 
       Ruszył za resztą, a gdy ją mijał, ona złapała go za rękę. Odwrócił się, spoglądając w jej ciemne tęczówki.
- Zapomniałam powiedzieć Michaelowi, by to były trzy piwa z sokiem.
- Jasne.
- I jeszcze jedno – odparła, nachylając się bardziej w jego stronę. Wstrzymał oddech. – Twój wokal w ostatniej piosence był naprawdę seksowny. – Odsunęła się od niego, po raz kolejny puściła mu oczko, a następnie odwróciła się i ruszyła w stronę przyjaciółek.

***
        Wróciłam do stolika. Obsługa już zabrała nasze puste szklanki. Usiadłam na krześle, spoglądając na dziewczyny, które rozmawiały o koncercie, jaki dało 5 Seconds of Summer. Jak widać nie tylko mi, podobała się ich ostatnia piosenka.
- Gdzie oni są? – zapytała Lori.
- Poszli po alkohol – rzuciłam ze śmiechem. – Już idą- dodałam po dłuższej chwili.
       Wskazałam szybko palcem na zbliżającą się w naszą stronę czwórkę chłopaków. Obok nas od razu zrobiło się głośniej, gdy Ashton ryknął śmiechem, na coś, co powiedział mu Luke.
- Drogie panie – rzucił Calum, stawiając piwo przed Becky. – To miłe, że zaszczycacie nas swoją obecnością.
- Chyba od tego basu pokręciło ci się w mózgu – skwitowałam, łapiąc za kufel, który postawił przede mną Luke.
- I jak cię nie kochać Rose – rzucił Mulat, siadając między Ashtonem, a Michaelem. Clifford oczywiście usadził się blisko Lori, a ja po swojej prawej miałam Becky, a po lewej Luke'a. Siedzieliśmy przy okrągłym stoliku, który nie był zbyt wielki, więc musieliśmy się nieco ścisnąć, aby każdy mógł mieć do niego dostęp.
- To, co?- powiedziałam, podnosząc kufel do góry. – Za wasz świetny występ.
- Za wasz występ! – zawtórowały mi dziewczyny, a chłopaki uśmiechnęli się szeroko. Stuknęliśmy się naczyniami, a potem każdy upił niewielki łyk piwa.
- Co powiecie na małą zabawę? – zapytał Irwin, ze złośliwym uśmiechem na ustach.
- Jaką zabawę? – odezwała się Becky.
- W Nigdy – powiedział Ashton. Zacisnęłam mocniej usta. – Rose, chyba ty już wiesz, o co chodzi.
-Chyba każdy wie – odpowiedziałam.
- Ja nie wiem – odparła Becky. – O co chodzi?
- Każdy po kolei mówi jakieś zdanie, które zaczyna się od słowa nigdy – zaczął tłumaczyć. – Na przykład, nie wiem… Nigdy nie nosiłem sukienki. Jako, że wy dziewczyny je nosicie, to musicie upić trochę swojego piwa.
- Aaa... No, dobra – rzuciła brunetka, kiwając głową. – Łapię.
- To jak? – dopytał się Irwin.
- Niech będzie – rzucił Calum.
- Czas wywalić wasze brudne sekreciki na wierzch – oznajmił złośliwie Ashton, a my wszyscy parsknęliśmy śmiechem. – No i oczywiście, nie kłamiemy. Chodzi o to, by się przyznać nawet do najgorszych rzeczy. Nikt tu nikogo nie ocenia, ale najlepsza w tym zabawa, że się mówi prawdę.
- To zaczynaj Ash – powiedziała Lori, zaciskając palce na swoim kuflu.
- Okej… - Rozejrzał się po naszych twarzach i zachichotał pod nosem. – To może na początek coś lajtowego. – Zamyślił się, pukając palcem w policzek. – Nigdy nie tknąłem papierosów. – Spojrzeliśmy na niego. – Serio, nigdy. Nie ciągnie mnie do tego świństwa. 
       Zauważyłam, że nikt z pośród nich nie ruszył swoich szklanek. Prychnęłam cicho pod nosem i szybko złapałam za swoją, upijając z niej mały łyk.
- No, Rose – powiedział ze śmiechem Calum, a potem spojrzał na Irwina. – Jedziemy po kolei?
- Tak, teraz ty. – Hood zamyślił się.
- Pójdę twoim tropem. Nigdy nie spróbowałem czegoś mocniejszego, chodzi mi o jakieś używki, zioło i tak dalej. W końcu jestem sportowcem.
       Zacisnęłam mocniej usta, kiedy pozostali siedzieli nie wzruszeni. Pieprzona gra Irwina. Chwyciłam za szklankę i upiłam mały łyk. Po mnie za szklanki sięgnęli Luke i Michael.
- Rose!- powiedziała rozbawiona Becky, a ja pokazałam jej środkowy palec.
- Kto by pomyślał – rzucił Irwin, a potem spojrzał na kumpli. – W waszym przypadku, to raczej było nieświadome – dodał, przypominając im felerną imprezę w Picton, na której to idioci z drugiej drużyny dosypali im coś do napojów.
- Jakie świętoszki – mruknęłam, odstawiając kufel na stół.
- Idąc waszym tropem – pociągnął Michael, zerkając na mnie, a ja przekręciłam oczami. – Powinienem powiedzieć, że nigdy nie piłem alkoholu, ale to by było kłamstwo, dlatego nieco nagnę zasady i powiem tak: Nigdy nie zdarzyło mi się by nie urwał mi się film. Nie jest to zbyt składne, ale chyba wicie, o co mi chodzi. 
       Pokiwaliśmy głowami i wszyscy wzięliśmy szklanki do rąk. W końcu nie musiałam pić sama. Spojrzeliśmy na Lori. Blondynka poruszyła śmiesznie ustami, zastanawiając się, co powiedzieć.
- Nigdy nie zrobiłam sobie tatuażu – odparła, patrząc na mnie.
- Czy to jest jakiś spisek, by mnie szybciej upić? – zapytałam ze śmiechem.
- Będziesz łatwiejsza – rzuciła blondynka, co wywołało śmiech u nas wszystkich. Ja, Irwin, Michael i Calum wzięliśmy kolejny łyk piwa.
- Nigdy… Nigdy nie piłam whisky – powiedziała Becky. Wszyscy oprócz niej pociągnęli ze swoich szklanek.
- Nigdy nie zrobiłam sobie piercingu w okolicach twarzy – odparłam, spoglądając ze złośliwym uśmiechem w stronę blondyna, który jako jedyny posiadał kolczyk w wardze. Upił łyk piwa, a potem pokazał mi język.
- Nigdy nie nosiłem szpilek – rzucił, a ja razem z dziewczynami chwyciłyśmy za kufle. I ku naszemu zdziwieniu złapał za swoją szklankę także i Calum. Parsknęłam śmiechem.
- No, co? Moja siostra mnie zmusiła, gdy byłem mały – wytłumaczył się, co wywołało kolejną salwę gromkiego śmiechu z naszej strony.
- Przejdźmy do czegoś pikantniejszego – skwitował Irwin. – Nigdy nie całowałem się z osobą tej samej płci. 
       Wszyscy spojrzeli po sobie, a ja jako jedyna złapałam za szklankę. Becky i Lori parsknęły śmiechem, a chłopaki wlepili we mnie zaciekawione spojrzenia. Wypiłam łyk.
- No, co? Przegrałam zakład z koleżanką – oznajmiłam, wzruszając ramionami.
- Nie chcesz nam tego zademonstrować?
- Pieprz się Irwin – syknęłam, a on zaczął chichotać pod nosem.
- Nigdy nie zaliczyłem panienki w samochodzie – powiedział Calum ze śmiechem. Ja i dziewczyny wymieniłyśmy spojrzenia, a następnie z ciekawością spojrzeliśmy na chłopaków. Irwin i Luke sięgnęli po kufle.
- LOL – wyrwało się Becky, a Lori parsknęła śmiechem.
- Nigdy nie dałem się przyłapać przez kogokolwiek na igraszkach – powiedział Michael. Irwin złapał za piwo.
- Ooo – mruknęłam ze śmiechem. – Biedny Ash.
- Ta, raczej biedna moja babcia, która prawie miała zawał – odparł, a my ryknęliśmy śmiechem.
- Nigdy nie zaliczyłam przypadkowego numerku – wyrecytowała Lori, a wszyscy oprócz niej chwycili za szklanki. – No, co wy?! Serio?! Teraz to się czuje święta.
- Nigdy nie uprawiałam seksu bez zabezpieczenia – rzuciła Becky. Michael i Calum chwycili za swoje szklanki.
- I nie zostaliście tatusiami?- zakpiła brunetka.
- To było raz. Miałem takiego stresa, że już nigdy o tym nie zapomnę – powiedział Clifford.
- A ja nawet tego nie pamiętam- oznajmił Calum. – To znaczy, nie wszystko pamiętam. Byłem za bardzo nawalony.
- Mój Boże – wydusiła z siebie Lori, parskając śmiechem.
- Nigdy nie zdradziłam swojego partnera – powiedziałam, czekając na to, co zrobi reszta. Nikt jednak się nie poruszył. – No, gratulacje wy wierni – dodałam, na co ci zareagowali śmiechem.
- Nigdy nie kręcił mnie seks analny – rzucił Luke, a wszyscy znów ryknęli śmiechem. – No, co? Tylko to przyszło mi do głowy! – Nikt jednak nie ruszył swoich kufli. Spojrzeliśmy na Irwina, który bacznie nas wszystkich obserwował.
- Nigdy nie pocałowałem, w jakikolwiek sposób, nikogo, kto siedzi przy tym stoliku. 
       Zamarłam. Zerknęłam ukradkiem na Luke'a, on zerkał na mnie. Przeniosłam wzrok na Lori, a ona zezowała na Michaela. A potem cała nasza czwórka złapała za szklanki. Dopiero po chwili zobaczyłam, że i Calum ją podniósł. Uniosłam brwi do góry. Albo któryś z chłopaków pocałował się z Hoodem, albo musiała to być Lori. Atmosfera przy naszym stoliku zgęstniała. Ashton i Becky z ciekawością zerkali na nas.
- No, ładnie – odparła brunetka ze śmiechem.
- Teraz czuję się wyalienowany – skwitował Ashton.- Becky chodź się całować, bo jako jedyni jesteśmy w tyle.
- Wal się Irwin, jeszcze mi nie odbiło – odpowiedziała szybko.
- Dobra, może starczy tej gry- rzucił Hemmings.
- O stary, ja chcę więcej szczegółów – wtrącił się Ashton.
- A ja chcę potańczyć- odezwała się Becky. – Starczy tego siedzenia. Lori? Rose? Idziecie? – Obie pokiwałyśmy głowami i wstałyśmy. – Panowie, trzymajcie nam miejsca.
- Się wie – rzucił Calum, wyciągając w jej stronę uniesiony kciuk.
       Ruszyłam za Lori i Becky. Obie zmierzały w kierunku pełnego parkietu. Ludzie od jakiegoś czasu wywijali na nim tańce- połamańce. Wiedziałam jednak, że propozycja Becky odnośnie tańczenia, nie wzięła się znikąd. Brunetka zaraz zafunduje nam przesłuchanie, aby dowiedzieć się więcej. I… Nie pomyliłam się. Złapała mnie i Lori za ramię i zaciągnęła w bok, tak by reszta nie mogła nas widzieć.
- Ty – wskazała na Lori, a na jej twarzy gościł szeroki uśmiech. Była podekscytowana. – Całowałaś się z Michaelem? – Blondynka pokiwała głową. Becky spojrzała na mnie, a ja zacisnęłam usta. – Nie gadaj, że obściskiwałaś się z Hemmingsem!
- No… Zdarzyło się – odparłam, a potem zaśmiałam się pod nosem. – Parę razy.
- Rose! – krzyknęła Becky, parskając śmiechem. Za chwilę jednak uspokoiła się i zerknęła na nas podejrzanie. – Która zatem przyzna się do całowania Hooda?
- Boże, miałam może z jedenaście lat – rzuciła Lori, opierając ręce na biodrach. – Nawet nie wiedziałam, że on o tym pamięta! – Ja i Becky wymieniłyśmy spojrzenia i zaczęłyśmy chichotać, jak nienormalne.
- A między tobą a Lukiem coś jest? – wypaliła Lori, sprawiając, że zeszłam na ziemię.
- Przyjaźnimy się – wypaliłam, robiąc niewinną minę. Przecież nie mogłam się przyznać do tego, że ta nasza przyjaźń ma dość mocno przesunięte granice.
- Przyjaźnicie się – powtórzyła Becky, mrużąc na mnie oczy. – Jasne.
- No, tak – powiedziałam, jak gdyby nigdy nic. – To przyjaźń z dodatkiem. – Dziewczyny wybuchły śmiechem. – Tak jakoś wyszło – ciągnęłam.
- Nie pogrążaj się bardziej Rivers – odparła Becky, klepiąc mnie po plecach. Przekręciłam oczami i dołączyłam do dziewczyn, które znów śmiały się w najlepsze.

***
       Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Oczy Ashtona biegały od niego, do Michaela, zatrzymując się przez jakiś czas na Calumie. Blondyn upił łyk piwa i wtedy ciszę przerwał Clifford, głośnym westchnięciem. Wlepił oczy w Irwina.
- Weź przestań – powiedział czerwonowłosy.
- Jak mam przestać, jak wy… i one… i wy… - rzucił Ash ze śmiechem, a potem spojrzał na niego złośliwie. – Jak było? Doszło do czegoś więcej?
- Pieprz się – odparł Clifford, a reszta wybuchła śmiechem. Przez chwilę udawał poirytowanego, a potem sam zachichotał pod nosem. – Nie doszło.
       Irwin poruszał znacząco brwiami, przenosząc swoje brązowe oczy na Hemmingsa. Ten lekko zacisnął usta, ale nie odwrócił się. Chłopak przez dłuższy moment mierzył go wzrokiem, a potem po raz kolejny na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- W twoim przypadku wiadomo, z kim się obściskiwałeś – odparł, a Luke zrobił wielkie oczy. – No, weź stary, przecież to widać. Ciągnie cię do niej, jak psa do szynki. Tylko, czemu robiłeś z tego taką tajemnicę?
- Jaką tajemnicę? – wydusił z siebie Luke.
- Serio? – odparł Clifford, a blondyn przekręcił oczami.
- Niemniej jednak ciekawi mnie, która z nich dała się pocałować Calumowi – ciągnął dalej Irwin, przenosząc wzrok na Hooda. – Jedna z nich zaliczyła ustami dwóch moich kumpli.
       Mulat pokręcił nosem i wzruszył ramionami. Następnie zaśmiał się i zerknął na Michaela. Ashton parsknął niekontrolowanym śmiechem, a Luke szybko do niego dołączył. W środku cieszył się, jak dziecko, że nie była to Rose. Clifford prychnął po nosem, zaciskając usta w wąską linię.
- To było dawno – powiedział powoli Calum. – Wtedy nawet nie wiedziałeś, że ona istnieje.
- Kiedy?
- Byliśmy dzieciakami.
- I?
- Serio Mikey? – prychnął Calum. – Skąd miałem wiedzieć, że kiedyś będziecie ze sobą kręcić.
- Bez jaj, będziesz mu robił o coś takiego jazdy? – wypalił Luke.
- No, nie – odpowiedział powoli Clifford. – W sumie… To było dawno.
- Lori jest na twoim celowniku, a my się przyjaźnimy. Więc zabójstwem by było, gdyby któryś z nas zaczął się wpieprzać i mieszać. Nie podbija się do dziewczyny, na którą leci twój najlepszy kumpel. To chyba ogólna znana zasada? – oznajmił Hood, dopijając swoje piwo. Ash i Michael pokiwali głowami.
       Luke jeszcze przez chwilę wpatrywał się w nich, a następnie nieco się rozluźnił. To jasno dało mu do zrozumienia, że zachowywał się, jak głupek, będąc zazdrosny o Caluma. Cała czwórka przyjaźniła się od małego i sam Hemmings nie wyobrażał sobie, by któryś z nich mógł zrobić drugiemu, jakiekolwiek świństwo. Byli prawie, jak bracia, znający się na wylot. Nic dziwnego, że chłopaki tak szybko potrafili go rozszyfrować.
- Luke – odezwał się Michael. Blondyn podniósł głowę i spojrzał na niego. – Będąc przy temacie dziewczyn, zaprosiłeś Rose na bal?
- Nie – powiedział zgodnie z prawdą i ponownie złapał za kufel. Wypił kilka dużych łyków, czując, jak trzy pary oczu, wpatrują się w niego.
- A mogę wiedzieć, na co ty czekasz? – wypalił Irwin. Luke wzruszył ramionami.
- Boże, jesteś idiotą – skwitował Hood. – Jeśli myślisz, że ona będzie na ciebie czekać w nieskończoność, to się mylisz. Taki Ryan na przykład… - A blondyn zazgrzytał zębami. Usłyszał śmiech pozostałych.- Tak… Nie spiesz się Luke. Bo wcale nie byłbyś wkurwiony, gdyby cię uprzedził.
- Dobra, zejdziecie już ze mnie wy Panie Dobre Rady – powiedział Luke.
- Jesteś idiotą – powtórzył Hood. A Hemmings w myślach przyznał mu rację.



***
Kolejny rozdział za nami. Mam nadzieję, że się wam spodobał :) Widzę, że naprawdę lubicie zazdrosnego Luka - muszę to zapamiętać! :) To cenna wskazówka, choć do tego sezonu mam już wszystko napisane, ale przyda się ona do następnego :)

Mega się cieszę, że poprzedni (długi) rozdział wam się spodobał :) Od razu dziękuję za wasze pozytywne komentarze, przy których miałam mega wielki zaciesz, jak je czytałam! Jesteście NAJLEPSIEJSZE! - wiadomo, standard! :D 

You're Mine - niestety nie udałoby mi się wrzucić tego szybciej. Musiałam być w robocie w weekend, a po pracy nie miałam już sił, by siedzieć przy kompie :(

Cecile - jednak to nie butelka, ale gra była :)

Tradycyjnie wrzuciłam sobie następną część już na bloga, więc mogę go dodać kiedy chcecie. Tak, znowu możecie decydować :) Dzień z największą ilością głosów oczywiście wygrywa! 

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

Po raz kolejny spojrzałam na nich i warknęłam cicho pod nosem. Dziewczyna, dziewczyną, ale prędzej umrę, niż pozwolę na to, by durna Harper umawiała się z Lukiem. By nie daj Boże, coś między nimi było.

***

- Jesteś naznaczony – powiedziałam, siląc się na powagę, ale w ogóle mi to nie wychodziło.
- Jezu, jesteś pijana – mruknął, przekręcając oczami.

***

- My wiemy, kto ci to zrobił – skwitował Ashton, bujając się na krześle.
- Kto? – zapytał zaciekawiony Ryan.
- Nie twój interes - rzucił Michael i parsknął śmiechem.

***

- Ponoć dotrzymujesz umów – powiedział powoli.
- A mieliśmy, jakąś umowę?

***

- Oj – rzucił i roześmiał się. Utkwiłam w nim wzrok, zaciskając lekko usta. I weź się tu opanuj, by go nie udusić. – Musiałem przysnąć. 

13 komentarzy:

  1. Od północy sprawdzał czy jest rozdział bo nauczyłam sie że lubisz dodawać w takich godzinach haha
    Bosko Bosko Bosko cud miód malina haha po fragmentach nie wiem czego sie spodziewać w następnym uuuu ale chyba będzie zazdrosna Rose... Rozdział malinowaty xd następny niech jutro będzie o tak! Ale wyznania, najlepsze jak sama Rose piła a oni zdziwieni haha i pocałunek Lori-Calum tego sie nie spodziewałam. Oooo no tak, Luke ma zaprosić Rose na bal! I Harper i Ryan niech sie lepiej nie wtrącają bo jeszcze ich znajdę! Życzę weny i chęci i zdrowia i kocham bardzo mocno / Anna x

    OdpowiedzUsuń
  2. Dodasz jutro?

    OdpowiedzUsuń
  3. " No, weź stary, przecież to widać. Ciągnie cię do niej, jak psa do szynki. " 😂 po przeczytaniu tego zaczęłam śmiać się jak nienormalna. Rozdział świetny jak zwykle :). Następny dodaj jutro plz

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy Rose zrobi Luke'owi malinkę? Taa, jak przeczytałam o tym, że Calum i Lori się całowali jak byli dziećmi, przypomniała mi się trzecia klasa podstawówki - urodziny koleżanki...
    Był to zwykły buziak, ale wtedy to normalnie coś niemożliwego!
    Potem zostaliśmy wrogami! :D
    Rozdział super, jak zwykle, no. Co ja ci mam napisać? Niech się Luke spieszy, bo mu ktoś ją podkradnie (i jakoś nwm czemu na to liczę :P)
    Buziaki, pozdrowienia, weny
    Lusia

    OdpowiedzUsuń
  5. Oooo przyznali się ^^
    Jeju jak fajnie ^^
    Chyba się jeszcze nie obudziłam ^^
    Następny jutro ^^
    Proszę ^^
    Bo wykituję ^^
    Kocham ^^
    ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiedziałam że jest taka gra.
    Hah, ale się przyznali! Mam nadzieję, że luke zaprosi ją na bal.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja chce kolejny jutro.. Bardzo ładnie proszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudo :) Luke zapraszaj Rose na bal póki nie jest za późno! Nastepny niech bedzie jutro :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja chce kolejną dziś proszę albo w nocy jakoś o 1:00 :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mogłam z tej akcji w kuchni - "Mianowicie dobieraniem się do mnie" - hahah Luke ty wiesz kiedy z czymś takim wyjechać XD Gra w Nigdy - dobry pomysł Ash, bardzo podstępnie :D Dzięki temu się przyznali. Jak widać nie tylko Becky zrobiła im przesłuchanie, bo to samo praktycznie zrobił Irwin :D I chłopaki mają racje, Hemmo weź się w końcu do roboty, bo faktycznie ktoś ci sprzątnie Rose sprzed nosa i będziesz wkurzony i będziesz świrował :D Cudny rozdział, nie mogę doczekać się następnego, więc też jestem za opcją JUTRO! Szczególnie, że te fragmenty są mega ciekawe i chcę wiedzieć co się działo dalej.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  11. Aha, czyli rozdział za jakieś 12 minut? ;D

    OdpowiedzUsuń