wtorek, 28 lipca 2015

S3 - Rozdział 9 cz.2

Keep on whispering in my ear,
Tell me all the things that I wanna hear
'Cause it's true, that's what I like about you


       Stałam przy barze i co chwilę wybuchałam śmiechem. Towarzyszył mi Michael, który teraz raczył mnie zabawnymi historyjkami, nie tylko ze swojego życia, ale także z pozostałych członków 5 Seconds of Summer. A że Clifford ma dobrego gadanego, nic więc dziwnego, że w niektórych momentach musiałam mocniej zaciskać usta, by nie popłakać się ze śmiechu. W końcu cali czerwoni, rozeszliśmy się w swoje kierunki. Ja ponownie uderzyłam na parkiet, na którym zostawiłam Lori i Becky, a Michael ze swoim i moim kolejnym piwem, udał się do naszego stolika.
       Po jakimś czasie, chłopak pojawił się ponownie, tym razem obok Lori i zaciągnął ją do wspólnego tańca. Również i Becky znalazła kandydata na partnera do wygibasów, a był nim Mark, kolejny zawodnik naszej szkolnej drużyny.
       Pozostawiona sama sobie, odsunęłam się od nich i zerknęłam w stronę naszego stolika. Zacisnęłam mocniej usta i zmrużyłam oczy. Wiedziałam, że i ona jest w klubie, bo parę razy mignęła mi z Angelą i Ryanem, ale przez cały ten czas trzymała się z dala od nas, co było mi na rękę. Teraz jednak siedziała na moim miejscu, tuż obok Hemmingsa. Oboje o czymś rozmawiali. Po drugiej stronie stolika razem z Ashem i Calumem siedział Ryan.
       Wstrzymałam oddech, czując, jak robi mi się gorąco, kiedy Harper oparła się o nogę Luke'a i nachyliła się do niego. Jej usta były blisko jego ucha. Coś mu powiedziała, a ten pokiwał głową. Myślałam, że coś mnie strzeli.
       Wiedziałam, że prędzej czy później Luke w końcu znajdzie sobie dziewczynę na stałe. W końcu należał do grona przystojniaków, za którymi odwracają się panny. Miał te swoje błękitne oczy, idealnie ułożone blond włosy, był wysoki i dobrze zbudowany – w końcu sportowiec, a do tego muzyk, z tym swoim pewnym siebie uśmieszkiem i zadziornym charakterem. W końcu nikt taki zbyt długo nie biega solo. Musiałam pogodzić się z tym, że któregoś dnia będę musiała udać się na jakąś terapię i się z niego wyleczyć, bo trójka to jednak już tłum. A prawda była taka, że najnormalniej w świecie uzależniłam się od Hemmingsa.
       Po raz kolejny spojrzałam na nich i warknęłam cicho pod nosem. Dziewczyna, dziewczyną, ale prędzej umrę, niż pozwolę na to, by durna Harper umawiała się z Lukiem. By, nie daj Boże, coś między nimi było.
       Niewiele myśląc, wyciągnęłam telefon i wystukałam szybkiego sms-a, którego wysłałam do blondyna. Uśmiechnęłam się złośliwie i znów utkwiłam swoje ciemne oczy w naszym stoliku. Luke odsunął się od Mills, aby wydobyć z kieszeni swoją komórkę. Odczytał wiadomość, a następnie rozejrzał się po sali. Po chwili nasze oczy się spotkały. Kiwnął mi tylko głową, a potem przeprosił Harper i ruszył w moją stronę. Punk dla mnie.
- Co jest takie pilne? – zapytał, zatrzymując się obok mnie.
       Kątem oka zauważyłam, jak Harper zrobiła się czerwona, gdy zobaczyła, co było przyczyną przerwania ich rozmowy. W środku poczułam triumf małego zwycięstwa. Nie mogąc się powstrzymać, uśmiechnęłam się szeroko.
- Musimy pogadać na osobności – rzuciłam, bo tylko to przyszło mi do głowy. Zupełnie nie pomyślałam o tym, by obmyślić dalszą część diabolicznego planu, który polegał na wkurzeniu bezmózgiej Harper. Dlatego musiałam improwizować.
- Tutaj? – zapytał ze śmiechem Luke.
- Nie tu – odparłam. – Tu nie da się rozmawiać.
       Niewiele myśląc, złapałam go rękę. W BillyRock nie było osobnych toalet dla kobiet i mężczyzn, a po prostu trzy osobne, niewielkie pomieszczenia z ubikacją, z których korzystali wszyscy klienci. Pociągnęłam Luke'a w tamtą stronę, w myślach zastanawiając się, co dalej. Musiałam działać tak, by Luke nie nabrał jakiś podejrzeń i nie wziął mnie za zazdrosną o niego wariatkę.
       Zatrzymałam się przed ostatnimi drzwiami i otworzyłam je. Na szczęście toaleta była wolna. Bez zbędnych słów wepchnęłam chłopaka do środka. Luke nie stawiał oporów. Wszedł jako pierwszy, a ja ruszyłam za nim. Zamknęłam drzwi na zamek tak, by nikt nam nie przeszkodził. Odwróciłam się w jego stronę. Blondyn uśmiechał się, a w jego oczach widniało zaciekawienie.
- Co jest takie pilne? – powtórzył, rozglądając się po niebieskiej łazience. – Niezła lokalizacja na rozmowę. Mogliśmy po porostu wyjść na dwór i tam…
       Ale nie dokończył, bo popchnęłam go lekko na ścianę i przywarłam do niego, zatrzymując usta parę milimetrów od jego ust. Zadziałałam pod impulsem i z braku innego planu, którego w czasie krótkiej drogi do łazienki, nie udało mi się wymyślić. Postawiłam, więc na coś, co pozwoli mi zająć trochę Luke'a, mając nadzieję, że gdy stąd wyjdziemy Harper zdąży sobie pójść.  A zresztą Hemmings wyglądał tak pociągająco, że nie miałam nic przeciwko, by zagrać z nim w tą naszą grę na tej imprezie.
- Rose? To nie wygląda, jak pilna rozmowa – powiedział ze śmiechem.
- Czyżbyś miał coś przeciwko? – zapytałam, muskając lekko jego wargi. Poczułam jego ciepły oddech na swoich ustach, kiedy głośno wypuścił powietrze. Puknęłam go mocniej w kostkę, co spowodowało, że chłopak musiał stanąć w lekkim rozkroku. 
       Wsunęłam udo między jego nogi, przywierając do niego mocniej. Luke splótł nasze palce ze sobą, a ja pocałowałam go. Było to szybkie i zachłanne, czyli taki sposób, jaki najbardziej lubiłam w naszym wykonaniu. Od tego zrobiło mi się jeszcze cieplej.
       Moje usta zjechały z jego warg, muskając jego brodę, linię szczęki, a potem szyję. Puściłam jego ręce, oplatając je wokół jego karku. Natomiast jego dłonie znalazły się na moich udach, a gdy mocniej przyssałam się do jego skóry, podjechały wyżej, by zatrzymać się na pośladkach.
       Przez jego ciało przeszedł dreszcz, który od razu wyczułam. Oderwałam się od niego, a on ciężko westchnął. Spojrzałam w jego błękitne tęczówki. Luke dotknął mojej twarzy, a ja zaśmiałam się pod nosem, widząc to, co zostawiłam na jego szyi.
- Zostałeś naznaczony – wydusiłam z siebie i zaśmiałam się po raz kolejny, zasłaniając usta dłonią.
- Co?
- Jesteś naznaczony – powiedziałam, siląc się na powagę, ale w ogóle mi to nie wychodziło.
- Jezu, jesteś pijana – mruknął, przekręcając oczami.
- Wcale nie – odparłam, splatając nasze palce razem. – Nie zataczam się, nie plącze mi się język i wiem, co robię.
- Jasne.
- Oczywiście.
- Udowodnij – rzucił, posyłając mi ten pewny siebie uśmieszek.
- Niby, jak?
- Nie wiem… Hmm… Policz od dwadzieścia do jeden, bez ani jednego zająknięcia się – powiedział, spoglądając na mnie. Przekręciłam oczami.
- Dwadzieścia, dziewiętnaście, osiemnaście, siedemnaście, szesnaście – ciągnęłam szybko i płynnie. – Piętnaście, czternaście, trzynaście…
- Tyle mi wystarczy – skwitował, puszczając moje ręce. 
       Zanim zdążyłam się zorientować, wpił się w moje usta, przyciągając mnie mocniej do siebie. Moja noga bardziej otarła się o niego, a ja poczułam, jak jego ciało nieco się spięło. Oddałam mu pocałunek, zaciskając palce na jego czarnej koszulce z Green Day'em. Kiedy jednak poczułam jego ręce pod tuniką, oderwałam się od niego, znów łapiąc go za dłonie.
- No, co? –wydusił z siebie, uśmiechając się głupkowato.
- Nie chcę tego robić w kiblu – rzuciłam, a ten zaśmiał się.
- W takim razie wracajmy do domu. – Pociągnął mnie w stronę drzwi, ale ja zaparłam się nogami. Luke spojrzał na mnie, unosząc brwi do góry.
- Nie chce jeszcze iść – jęknęłam. – Jest naprawdę fajnie.
- Ja za tobą nie nadążam – mruknął, przekręcając oczami. 
       Uśmiechnęłam się pod nosem, przybliżając się do niego ponownie. Otarłam się nosem o jego policzek. Jego place mocniej zacisnęły się na moich palcach. Musnęłam jego usta swoimi, a on lekko je rozchylił, licząc na kolejny pocałunek. Zaśmiałam się. Luke prychnął pod nosem.
- No, weź księżniczko– powiedział cicho, obejmując mnie w tali. Przejechałam palcem po jego dolnej wardze, zatapiając się w jego błękitnych tęczówkach.
- Dokończymy w domu. 
       Zrobił nadąsaną minę, a ja po raz kolejny musnęłam jego usta. Blondyn ponownie naprał na mnie, chcąc mnie pocałować, ale ja na czas zdążyłam się odchylić do tyłu.
- Rose – syknął. – Tak nie można!
- Jak?
- Doprowadzać drugiej osoby do takiego stanu – warknął cicho, a potem wciągnął mocniej powietrze, gdy przycisnęłam swoje ciało do jego. – Żabko…
- Żabko? – odparłam, spoglądając na niego. – Czy ja ci wyglądam na ropuchę?
- Powiedziałem żabko, a nie ropucho – rzucił, po raz kolejny przekręcając oczami.
- Czy ja ci kotek wyglądam na płaza?- Zaśmiał się.
- A czy ja ci wyglądam na zapchlonego sierściucha?
- Może nie zapchlonego, ale z twoją blond czupryną i tymi oczami… -powiedziałam złośliwie.
- Rose!
       Zaśmiałam się, obejmując go i po raz ostatni przybliżając swoją twarz do jego twarzy. Złączyłam nasze usta, a on bez wahania oddał mi pocałunek. Nie powiem, ale mogłabym z nim tak stać przez długi czas i ani na moment nie przerywać tego, co się działo. Luke… Mój prywatny wkurzający narkotyk. Odsunęłam się od niego i głośno westchnęłam. On uśmiechnął się lekko. Pogładził mnie po policzku, a ja zrobiłam kilka kroków do tyłu.
- I co? Tyle z naszej rozmowy?
- Jak mówiłam, dokończymy ją później.
- Później, to będziesz nieprzytomna od alkoholu.
- Piję właśnie ostatnie piwo. Nieprzytomny będziesz ty.
- Założymy się? – rzucił, unosząc jedną brew do góry. Znów jego usta wykrzywiły się w tym pewnym siebie uśmiechu.
- To groźba czy obietnica? – odpowiedziałam, a ten pokręcił głową ze śmiechem. 
       Podeszłam do drzwi i otworzyłam zamek. W między czasie zauważyłam, jak Luke podchodzi do lustra. Poprawił włosy, a potem zrobił wielkie oczy, prawie przyciskając twarz do gładkiej tafli.
- Cholera Rose! Zrobiłaś mi malinkę!- Nie wytrzymałam i po prostu parsknęłam niekontrolowanym śmiechem.

***
       Szedł tuż za nią. Stąd mógł podziwiać jej pewny siebie krok oraz materiał jej bluzki, który lekko falował, ocierając się o jej obcisłe dżinsy. Był nieco rozczarowany, że Rosalie przerwała ich wspólną grę w łazience, bo on w porównaniu do niej, nie miałby nic przeciwko szybkiemu numerkowi w toalecie. Zresztą z nią mógłby to robić gdziekolwiek. Przyciągała go niczym magnes, a on poddawał się temu, nie próbując się bronić.
       Doszli do stolika, przy którym nadal siedział Calum, Ashton, Ryan i Harper. Widział, jak dziewczyny zmierzyły się wzrokiem. Brunetka prychnęła pod nosem, a ruda przewróciła oczami. Złapała szybko za kufel z piwem, wypiła kilka łyków, a następnie odwróciła się i odeszła w stronę parkietu. Na całe szczęście żadna z nich, nie miała ochoty na sprzeczki w klubie.
       Usiadł z powrotem na swoim miejscu, łapiąc za swoje piwo. Powoli upił łyk, czując na sobie wzrok Harper. Odstawił kufel i wyciągnął telefon, by sprawdzić godzinę. Dochodziła pierwsza. Kiedy wsunął go z powrotem, usłyszał, jak Mills warknęła pod nosem, a następnie zerwała się z miejsca. Spojrzał na nią, a ta zazgrzytała zębami. Gdyby Luke umiał czytać w myślach, dowiedziałby się, co spowodowało taką irytację u jego koleżanki. Jednak nie był on świadomy tego, że Harper zauważyła ślad na jego szyi. Ślad zostawiony przez Rose. W końcu został naznaczony…
- Co jest? – wypalił.
- Muszę już iść – odparła. 
       Rzuciła szybkie cześć w stronę reszty, a następnie odwróciła się i odeszła w stronę Angeli. Pociągnęła ją za rękę i obie skierowały się w stronę wyjścia.
- Co jej? –odezwał się Ryan, spoglądając na Hemmingsa.
- Nie mam pojęcia – oznajmił blondyn, wzruszając ramionami.
       Po dłuższej chwili do stolika wrócił lekko zdyszany Michael, który klapnął na miejsce Lori, niedaleko Luke'a. Przyssał się do swojej szklanki, a następnie rozsiadł się na krześle, niczym król. Spojrzał po zgromadzonych, a potem odwrócił się w stronę blondyna.
- Zmachałem się – powiedział, poprawiając koszulkę. – Mimo mojej dość dobrej kondycji, zmachałem się.
- Lori wykończyła cię na parkiecie? – zapytał Luke.
- Nie tylko ona. Przed chwilą odwaliłem dobry taniec z całą trójką. Wykończyły mnie w trójkę. Matko, one potrafią się ruszać, ale ja za nimi nie nadążałem – powiedział, kręcąc głową. Hemmings parsknął śmiechem. - Ej, stary – dodał rozbawiony, wlepiając swoje zielone oczy w blondyna.
- Co?
- Co ty masz na szyi? – zapytał, a reszta siedząca przy stole, spojrzała w jego stronę.
- Co tam masz? – dopytywał się Irwin. Luke już otwierał usta, by mu odpowiedzieć, ale Michael znów przejął pałeczkę.
- Ma malinkę – rzucił Clifford i parsknął śmiechem.
- Zostałem naznaczony – powiedział blondyn, przypominając sobie słowa Rosalie, pocierając dłonią to miejsce.
- Ciekawe, kto ci to zrobił? – odparł Calum, a potem i on zaczął się śmiać. 
       Luke przekręcił oczami. Złapał za kufel i wyzerował go. Odstawił naczynie z powrotem na stół i lekko się uśmiechnął.
- My wiemy, kto ci to zrobił – skwitował Ashton, bujając się na krześle.
- Kto? – zapytał zaciekawiony Ryan.
- Nie twój interes – rzucił Michael i parsknął śmiechem. 
       Weine uniósł brwi do góry, zerkając na Clifforda, jakby ten go uderzył. Chłopaki wymienili spojrzenia i cała czwórka ryknęła śmiechem. Ryan był ich kumplem, ale to był tylko kumpel. Nie wtajemniczali go we wszystko, co dzieje się w ich życiu. Nie był z nimi tak blisko, jak oni byli ze sobą. A zresztą Ryan posiadał niewyparzoną jadaczkę, więc zaraz pół szkoły, znałoby ich sekrety.

***
       Kiedy opuszczaliśmy klub, dochodziła godzina czwarta. Michael, Ashton, Lori i Becky wracali jedną taksówką, a ja, Luke i Calum drugą. Ryan i Mark usadowili się w trzeciej. 
       W końcu samochód zatrzymał się pod naszym domem. Chłopaki uzgodnili, że za taksówkę płacą na spółę, a że Calum jechał dalej, to Luke wcisnął mu w rękę pieniądze za naszą część.
Hemmings zamknął drzwi, a ja uśmiechnęłam się do Mulata. Pomachał mi, więc mu odmachałam. Posłał mi całusa, a ja rozbawiona zrobiłam to samo. Hood parsknął śmiechem, a potem odjechał. 
       Odwróciłam się w stronę Luke'a, który obserwował nas z lekkim uśmiechem na twarzy. Przekręciłam oczami i bez słowa ruszyłam w stronę drzwi. Blondyn poszedł za mną. Słyszałam, jak wyciąga z kieszeni klucze i obraca je w dłoni.
       Oparłam się o zimną ścianę, wpatrując się w to, co robi. Podszedł do drzwi, machnął kluczami raz jeszcze, a następnie spojrzał na mnie. Uśmiechnął się zadziornie, a ja zmarszczyłam brwi nie wiedząc, o co mu chodzi.
- Zamierzasz je otworzyć, czy będziemy tak stać, aż zrobi się jasno? – zapytałam, nie odrywając od niego wzroku.
- Może otworzę… Może nie – odparł, a ja przekręciłam oczami.
       Podeszłam do niego i już chciałam wyrwać mu klucze, kiedy złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie. Gdybym sama nie piła z pewnością oprócz jego perfum, poczułabym od niego także nutkę alkoholu. Odgarnął mi z czoła moje rude włosy i uśmiechnął się po raz kolejny.
- No, co ty robisz – mruknęłam, starając się go odepchnąć. Zaśmiał się, a ja mimo wszystko, uśmiechnęłam się.
- Ponoć dotrzymujesz umów – powiedział powoli.
- A mieliśmy, jakąś umowę?
- Serio Rose? – Lekko pocałował mnie w usta. Oddałam pocałunek, zaciskając palce na jego koszulce.
- Tę umowę – odparłam cicho. Zerknęłam na niego, a on poruszał brwiami w ten zabawny sposób, że zachichotałam pod nosem. – Jesteś niewyżyty – powiedziałam i odepchnęłam go od siebie. Zabrałam mu klucze.
- Jestem napalony – rzucił, przywierając do moich pleców, gdy odwróciłam się w stronę drzwi, by je otworzyć. Odgarnął mi z ramion włosy i musnął wargami moją szyję, co sprawiło, że zamarłam z wyciągniętym przed siebie kluczem.
- Dobrze, że nazywasz rzeczy po imieniu, ale w domu są rodzice – powiedziałam, zrzucając z siebie jego ręce.
- Możemy iść do garażu – zaproponował.
- Seks w samochodzie? Idealny pomysł, szczególnie, że łatwo mogą nas nakryć.
- Żartowałem – odparł, a ja przekręciłam oczami. – Znam lepsze miejsce.
- Tak?
- Miejsce, w którym można się zamknąć i w którym nikt nie będzie nas słyszał, bo mój tata się o to postarał. Więc, jak będzie? 
       Zerknęłam na niego przez ramię i uśmiechnęłam się pod nosem. Wiedziałam, jakie miejsce ma na myśli. Kiwnęłam głową. A Luke wyszczerzył się do mnie jeszcze bardziej.
       Zabrał mi klucz, a ja odsunęłam się, by zrobić mu miejsce. Otworzył szybko drzwi. Przepuścił mnie, a ja na palcach weszłam do środka. Nie chciałam hałasować szpilkami i łupać w podłogę, niczym słoń. Dlatego zaasekurowałam się o ramię blondyna. Luke zamknął drzwi, a potem razem z głupkowatymi uśmiechami na ustach, podeszliśmy do kolejnych drzwi. Drzwi od jego piwnicy.
       Luke otworzył je i znów przepuścił mnie pierwszą. Zapalił światło, a ja zaczęłam powoli schodzić na dół. Słyszałam za plecami, jak cicho zamyka drzwi, a następnie, jak przekręca klucz w zamku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, zatrzymując dłużej wzrok na tablicy korkowej, wiszących dekoracjach i bałaganie, jaki miał na biurku.
       Hemmings zszedł na dół, zatrzymując się tuż za mną. Oplótł mnie w tali, przyciągając do siebie. Przechyliłam głowę w bok, a on zaczął składać na mojej szyi delikatne pocałunki. Zaczerpnęłam głośniej powietrza. Uwielbiałam, gdy to robił.
       Odwrócił mnie, a ja znów mogłam spojrzeć w te jego błękitne oczy. Złożył na moich ustach kolejny pocałunek, ujmując moją twarz w dłoniach. Jęknęłam cicho, kiedy przygryzł mi dolną wargę. Niewiele myśląc, złapałam za dół jego koszulki i pociągnęłam ją ku górze. Luke szybko się jej pozbył. Przejechałam rękami po jego torsie, a on uważnie obserwował moje ruchy. Podniosłam głowę, by znów na niego spojrzeć. Musnął ustami moje usta, a ja poczułam tak zwane motylki w brzuchu.
       Złapał za moją rękę i poprowadził w stronę kanapy. Usiadł na niej i pociągnął mnie w swoją stronę. Oparłam się dłońmi o oparcie, zrzucając z nóg szpilki, a potem usiadłam na nim. Wpiłam się w jego usta, a on przechylił głowę, by pogłębić pocałunek. Przez chwilę całowaliśmy się zachłannie, a nasze języki pracowały ciężko i szybko.
       Wsunął mi ręce pod bluzkę, a ja zaczęłam lekko muskać wargami jego szyję. W tym samym momencie, jakbyśmy byli jednym organizmem, przeszedł nas dreszcz. Zaśmiałam się cicho i oderwałam od niego. Uśmiechnął się lekko. Złapał za dół mojej tuniki i ściągnął ją ze mnie. Przejechał dłońmi po moich ramionach, łopatkach i plecach. Rozpiął mi stanik i szybkim ruchem pozbył się go, rzucając nim gdzieś przed siebie.
       Przysunął mnie do siebie jeszcze mocniej, a ja poczułam twarde wybrzuszenie w jego spodniach. Oplotłam jego kark rękami, wsuwając mu dłoń we włosy. Jęknęłam, kiedy jego usta zaczęły zjeżdżać w dół od szyi, po obojczyk, kończąc na piersiach. Otarłam się o niego udami, a on spiął mięśnie.  
       Oderwałam się od blondyna. Rozpięłam mu pasek, a także rozporek. Zsunęłam się z jego nóg. Spojrzałam na niego, unosząc brwi do góry. Zabrałam się za ściąganie spodni. Luke oblizał wargi i również pozbył się dołu.
       Wróciłam na jego kolana, unosząc się bardziej, a on wszedł we mnie, co wywołało u mnie głośniejsze jęknięcie. Poruszałam się najwolniej, jak umiałam. Luke wpił się w moje usta, szybciej oddychając. Zresztą, nie tylko on miał przyspieszony oddech. Wplótł palce w moje włosy, przyciskając mnie do siebie jeszcze mocniej. Po raz kolejny pocałował mnie, a potem zacisnął usta.
- Szybciej – mruknął, a ja wyprostowałam się, nie przerywając ślimaczego tempa. Spojrzałam na niego. Miał powiększone źrenice i lekkie rumieńce na twarzy. Boże, czy można wyglądać jeszcze bardziej seksownie i pociągająco? Lekko rozchylił usta, wypuszczając z nich głośno powietrze.
- Szybciej? – odparłam, dotykając jego twarzy. Pogładziłam go po policzku.
- Rose  - syknął, a ja uśmiechnęłam się do niego. Niemalże się zatrzymałam, a ten jęknął z frustracją. Pocałowałam go, a on próbował rękami zmusić mnie do zwiększenia tempa, łapiąc za moje pośladki.
- Kotku – rzuciłam, trącając jego policzek nosem.
- Rose proszę – wydusił z siebie, opierając czoło o moje czoło. Zacisnęłam się mocniej wokół niego, a on jęknął.
- O co prosisz Luke? – zapytałam zadziornie, a ten spojrzał w moje oczy.
- Ty lubisz się nade mną znęcać i mnie katować – odparł, a ja uśmiechnęłam się. Nachyliłam się i pocałowałam go po raz kolejny. – Rose…
- O tak kotku… Mów do mnie jeszcze – powiedziałam i zaśmiałam się cicho. Jego przyspieszony oddech, rozpalał moją skórę, a jego dłonie na moim ciele tylko potęgowały to przyjemne uczucie.
- No, weź…Księżniczko... - mruknął, a ja poruszyłam się, na co on głośniej wciągnął powietrze. Sama zresztą wolałam szybsze tempo, więc w końcu podkręciłam tą zabawę. W takim momencie ciężko się z nim dłużej droczyć.
       Naparłam na niego mocniej, oplatając go ramionami. Luke znów zaczął składać pocałunki na mojej szyi. Zacisnęłam palce na oparciu kanapy, a drugą ręką musnęłam jego ramię. Przyjemny dreszcz przeszedł po moich plecach, a ja, aż jęknęłam cicho. Ujął moją twarz w dłonie i znów mnie pocałował. Szybko, zachłannie i namiętnie, a mi, aż zakręciło się w głowie.
       Jednym zgrabnym ruchem, przewrócił mnie na bok tak, że wylądowałam na plecach. Przejechał rękami po moich nogach, a potem rozchylił je. Zawisł nade mną, musnął ustami moje usta i wszedł we mnie mocniej. Jęknęłam, wbijając mu paznokcie w ramię, a ten syknął pod nosem, ponownie całując mnie.
       Zacisnął dłonie tuż przy mojej głowie. Uniosłam się wyżej, by połączyć nasze usta po raz kolejny. Nasze oddechy jeszcze bardziej przyspieszyły. Kiedy Luke jęknął cicho tuż przy moim uchu, zacisnęłam mocniej powieki. Przywarłam do niego, a on nachylił się jeszcze bardziej w moją stronę. Jęknęłam głośniej, przyciskając dłoń do ust, aby powstrzymać się od krzyku. Doszłam pierwsza. Luke wykonał jeszcze kilka szybkich ruchów, a potem i on zaczął szczytować.
       Po wszystkim uśmiechnął się lekko. Czułam, jak drży na całym ciele, więc objęłam go mocniej, a on musnął moje usta swoimi wargami. Rozchyliłam je, pozwalając, by znów mnie pocałował. A mogłam z nim to robić bez końca. Usiadłam, a on odsunął się ode mnie.
- Chcesz już iść?
- Nie. Chcę się ubrać – powiedziałam, a on przekręcił oczami. 
       Wychyliłam się zza kanapy i złapałam za bieliznę. Naciągnęłam na siebie czarne figi, a potem rozejrzałam się za jakąś górą. Luke bez słowa podał mi białą koszulkę. Spojrzałam na niego.
- Jest czysta – odparł ze śmiechem. – Miałem się w nią przebrać po próbie z chłopakami, ale zapomniałem, więc tu została.
- Nie musisz mi się tłumaczyć- rzuciłam, kręcąc głową. Wzięłam od niego biały materiał i wsunęłam go na siebie.
- Zostaniesz tu ze mną?
- Na trochę – odparłam, a on uśmiechnął się, nie ukrywając zadowolenia, jakie wymalowało się na jego twarzy.
       Złapał za granatowy koc, który wisiał na oparciu kanapy. Przesunęłam się do góry tak, że moja głowa znalazła się na poduszce. Luke okrył nas nim, a następnie ułożył się obok mnie. Nie było tu zbyt dużo miejsca, ale leżąc blisko siebie, było nawet wygodnie.
       Oparł głowę o rękę i spojrzał na mnie. Przez chwilę podziwiałam te jego nieziemskie błękitne oczy. Uśmiechnęłam się pod nosem, a on nachylił się i pocałował mnie lekko. Jego dłoń zjechała po moim boku, zatrzymując się na udzie. Poczułam, jak jego palce trafiają pod koszulkę.
- Luke – rzuciłam, odpychając go od siebie. Spojrzał na mnie z miną niewiniątka. – Chyba raz starczy…
- Zależy, dla kogo. – Przekręciłam oczami i uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, na co on zareagował śmiechem. – Nie moja wina, że mnie pociągasz. I to bardzo… Szczególnie, gdy masz na sobie moją koszulkę…
- Przystopuj i opanuj się. Powtórki nie będzie. Jestem padnięta. – Prychnął pod nosem niezadowolony i położył się. – Nie zamierzasz się ubrać?
- Nie. – Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się do niego twarzą.
- Wykończyłeś mnie… - Zjechałam nieco niżej, by móc wtulić się w jego klatkę piersiową. Przywarłam do niego mocniej, na co on wypuścił głośniej powietrze.
- Jak mam się opanować, kiedy ty robisz coś takiego? – przerwał mi.
- Okej, mogę się odsunąć. – I już chciałam to zrobić, ale Luke złapał mnie za ręce.
- Nie wygłupiaj się księżniczko, tak było idealnie – powiedział, a wyczułam, że musiał się uśmiechnąć. Zrobiłam to samo, zamykając oczy. Objął mnie ciaśniej.
- Obudzisz mnie za dziesięć minut?
- Aż tak cię wymęczyłem?- odparł ze śmiechem.
- Sprzątanie, ty, klub, ty, a potem tańce i znowu ty…
- Nie za dużo tych Ty?
- Może się pomyliłam o jedno – powiedziałam, ziewając. – Dziesięć minut, okej?
- Masz dziesięć minut – rzucił, delikatnie gładząc mnie po plecach.

       Obudziłam się, ale nadal nie otwierałam oczu. Przekręciłam się i nagle poczułam twarde podłoże. Miałam wrażenie, że wszystkie moje kości zatrzeszczały, gdy spotkałam się z podłogą.
- Kurwa – syknęłam, powoli siadając. 
       Rozejrzałam się. Nadal byłam w piwnicy Luke'a i sądząc po lekkich smugach światła, które wdzierały się do środka przez niewielkie okienka, na zewnątrz było już jasno.
- Nic ci nie jest?- zapytał blondyn, wychylając się z kanapy. Jego włosy sterczały we wszystkie strony. Był blady i zaspany.
- Miałeś mnie obudzić po dziesięciu minutach, a jest – odwróciłam się i spojrzałam na zegar, który wisiał na ścianie. – Jest dziesiąta!
- Oj – rzucił i roześmiał się. Utkwiłam w nim wzrok, zaciskając lekko usta. I weź się tu opanuj, by go nie udusić. – Musiałem przysnąć.
- Musiałem przysnąć – powtórzyłam z niedowierzaniem, przecierając twarz dłońmi.
- Nie widzisz, gdzieś moich bokserek? – zapytał, opierając głowę na ręce.
- A idź ty – odparłam, wstając z podłogi. Chwyciłam za niebieski materiał i rzuciłam w jego stronę.  Jego bielizna odbiła się od klatki piersiowej i pacnęła na koc, którym był przykryty. Blondyn przekręcił oczami.
       Podeszłam do spodni i szybko wciągnęłam je na siebie. Następnie namierzyłam stanik i bluzkę. Złapałam te dwie rzeczy. Odwróciłam się do niego plecami i szybko zrzuciłam z siebie jego koszulkę. Przebrałam się w swoje rzeczy. Złapałam za szpilki. Gdy się odwróciłam w stronę blondyna, ten powoli wciągał na siebie spodnie. Potem ubrał koszulkę.
       Spojrzeliśmy na siebie, a potem bez słowa ruszyliśmy w stronę schodów. Luke cicho otworzył drzwi. Wychylił się na zewnątrz. Nasłuchiwał. Następnie odwrócił się i pokazał mi palcem, że rodzice są w kuchni. Kiwnęłam głową.
       Niczym ninja, wyszliśmy z piwnicy. Poruszaliśmy się wolno i cicho, byle by dotrzeć na górę. Na szczęście Dan, co chwilę śmiał się w najlepsze i zagłuszał nasze kroki, kiedy opowiadał Sarah o jakieś sytuacji w pracy. Moja mama też chichotała.
       Weszliśmy na piętro i ruszyliśmy w stronę naszych pokoi. Nacisnęłam cicho klamkę. Otworzyłam drzwi. Podniosłam głowę i spojrzałam na Luke'a. Blondyn uśmiechnął się do mnie. Odpowiedziałam tym samym, a potem oboje zniknęliśmy za swoimi drzwiami. 


***
Były słowa JUTRO - więc jest - druga część rozdziału za nami. Mam nadzieję, że się wam podobało :) 

Anna - tak, od jakiegoś czasu wrzucam rozdziały po północy, choć wczoraj miałam spory poślizg :D Ale ta pora jest najbardziej dla mnie wygodna, bo nic mnie nie odrywa od sprawdzania tego, co napisałam :)

Lusia- jak widać, trafiłaś :) "Potem zostaliśmy wrogami"- LOL, nieźle XD Do czego mogą doprowadzać pocałunki haha :)

Dziękuję za wasze pozytywne i megaśne komentarze! Mam mega zaciesz na twarzy! Cieszę się, że lubicie to opowiadanie! Jesteście NAJLEPSIEJSZE - ale to oczywiście wiecie!

A następny rozdział może w czwartek? Co wy na to?

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Co? – wydusiłam z siebie, zamykając gazetę.
- Wybierasz się na bal? –wypalił, a ja uniosłam brwi do góry.

***

- Wiesz Michael?- rzuciłam, wskazując na niego palcem. – To chciałem usłyszeć –wyszeptaliśmy jednocześnie i zaczęliśmy oboje dusić się ze śmiechu.

***

- A co? Jesteś zainteresowany pójściem ze mną? – odparł Hemmings, zerkając na niego ze złośliwym uśmiechem na ustach.
- Tak, o ile zagwarantujesz mi szybki numerek po – rzucił Ashton i cała ich czwórka wybuchła śmiechem. – A tak serio, pytam poważnie.

***

- Są fajne, pasuje? Ale Rose… Ty już masz czarne buty.
- Ale nie takie.
- Ale tamte też są czarne.
- Ale nie takie.
- Ale są podobne, też są na obcasie…
- Ale nie takie – rzuciła po raz kolejny, a Luke przekręcił oczami.

***

- Jesteś…
- Uroczy?
- Nienormalny – odparła, przekręcając oczami. 

10 komentarzy:

  1. OOOOO Genialne ! Kocham ich razem :D I ta malinka *.* Zazdrosna Rose jest słodka :D Czwartek ? A nie może być jutro ? Proszę :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham to !!! Niech Harper nawet sie nie zbliża do Luka. Nie wytrzymam do czwartku dodaj jutro plis :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Harper łapy precz od Lucasa!
    Napalony Luke, to drugi najlepszy Luke *zaraz po uroczym, tuż przed zazdrosnym*
    Kocham to tak bardzo bardzo! <3
    Proooszę dodaj rozdział jak najszybcieeej!! *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Pf, to oczywiste, że Harper nie ma szans z Rose i wszyscy to doskonale wiedzą! Zazdrosna Rose, o luju, epicka akcja z tą łazienką i naznaczeniem. Później piwnica, o Jezusie Brodaty, co za dwa zboczuszki :D Z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, jak zwykle z resztą. ;)
    Pozdrawiam cieplutko! :>

    OdpowiedzUsuń
  5. Taak, pocałunki... (to była jego wina, nie moja!)
    Jak zawsze super. Harper - dobrze ci tak ty suko... Szczerze nienawidzę tego czegos, co śmie się nazywać człowiekierm. A może środa? Chociaż ? *maślane oczka*
    Calum <3 Fajny by był taki kumpel :P
    Buziaki, pozdrowienia, weny
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezus Kocham to! <3
    Może być czwartek ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Harper weź się odwal od Luka i zajmij się np. Ryanem, który też ma się odwalić od Rose i wtedy wszyscy będziemy szczęśliwi. Mała z niej zazdrośnica :D Uwielbiam ich razem, ta scenka w toalecie była cud, miód i orzeszki i ta MALINKA HAHHA :D Zostałeś Hemmo naznaczony! A końcówka taka mocno hot! Podoba mi się i chcę takich więceeeeeeeeeeej!!!
    Też jestem za tym by rozdział był w środę czyli jutro :D Wiem, że możesz to zrobić, bo masz wolne od pracy, więc robotą mi się nie wymigasz hahahah :D Czekam na kolejną część.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. O mamo.. Zazdrosna Rose. Wkurzona Harper. Zdziwiony Ryan. Chłopcy w klubie. Luke i Rose. Malinka. Dziewczyno czy ty chcesz mnie zabić? Bo ja niedługo nie wytrzymam, te rozdziały są zbyt cudowne *-* oczywiście nie mam nic przeciwko tylko jak czytam to sie szczerze i ludzie dziwnie sie patrzą xd czwartek chce już czwartek aby podziwiać kolejne cudo! Aaaaa Harper łapy precz od Lukea a ty Lu otwórz oczy! Cudo jak zwykle. Weny słońce, miłych chwili i do następnego. Buziaki / Anna x

    OdpowiedzUsuń