niedziela, 2 sierpnia 2015

S3 - Rozdział 12

Turn around
Every now and then I get a little bit helpless
And I'm lying like a child in your arms


       Siedziałam w kuchni, pijąc kolejną kawę. Mój wzrok utkwiony był w niebieskim kubku. Mogę się założyć, że gdyby teraz ktoś mnie zobaczył, to porównałby mnie do figury woskowej. W ogóle się nie ruszałam, a myślami byłam zupełnie gdzieś indziej. Cały czas powracałam do wczorajszej rozmowy z dziewczynami. Rozmowy, którą odbyłyśmy w butiku Sally.
- Spojrzałaś na niego tak inaczej… Jakby był jakimś cudnym zjawiskiem, on na imprezie tak patrzył się na ciebie – przypomniałam sobie słowa przyjaciółki. A potem doszło to pytanie. – Dlaczego…
       Zdałam sobie sprawę, że to, co działo się pomiędzy mną a Lukiem zaczynało brnąć w inną stronę i przeistaczać się w coś, nad czym zupełnie nie miałam kontroli. A ja lubiłam mieć kontrolę nad swoim życiem. Tyle, że przy Hemmingsie w ogóle mi to nie wychodziło. Musiałam się do tego przyznać sama przed sobą, że obdarzyłam go pewnym uczuciem, które nie powinno w ogóle się pojawić. Że to całkowicie pokomplikuje moje życie. Z drugiej strony byłam od niego uzależniona. Luke był moim narkotykiem, a ja nie potrafiłam od tak z niego zrezygnować.
       Nagle podskoczyłam w miejscu i niemalże wylałam kawę na stół. Po kuchni rozniósł się dźwięk znanego mi dzwonka. Sięgnęłam drżącą ręką po telefon, jakbym obudziła się z jakiegoś snu. Musiałam wrócić na ziemię.
- Tak?
- Jesteś zajęta? – zapytała mama, a ja wzięłam głęboki oddech.
- Nie – powiedziałam, odgarniając z twarzy rude kosmyki włosów.
- Uratujesz swoją matkę?
- Co się stało mamo? – zapytałam ze śmiechem.
- Nie zdążę odebrać zaproszeń na ślub. Dyrektorka wyskoczyła mi z jakimś pilnym spotkaniem.
- Jasne, odbiorę je za ciebie.
- Dzięki córciu. Wyślę ci adres sms-em.
- Okej.
- To widzimy się w domu.
- Miłego spotkania mamo.
- Jasne – prychnęła, a potem roześmiała się. – Pa, słonko.
       Rozłączyła się, a ja odłożyłam telefon na stół. Wzięłam do ręki kubek z letnią już kawą i dopiłam ją do końca. Wstałam od stołu, gdy moja komórka zawibrowała. Wsadziłam brudne naczynie do zmywarki, a potem wróciłam po telefon. Odczytałam sms-a od mamy, a potem poszłam na górę, by nieco się poprawić i nie straszyć ludzi na ulicy.
       Kiedy wychodziłam z domu, mój telefon odezwał się po raz kolejny, oznajmiając mi kolejną przychodzącą wiadomość. Wsunęłam torbę między nogi i wyciągnęłam komórkę z kieszeni. Odblokowałam go i uniosłam brwi ze zdziwienia. Zupełnie nie spodziewałam się wiadomości właśnie od niego.

Od Ryan:
Masz teraz czas?

Do Ryan:
Jestem trochę zajęta.

       Zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę samochodu. Nie zdążyłam jednak do niego dojść, bo znów poczułam wibrację w kieszeni.

Od Ryan:
To nie zajmie dużo czasu. Chcę ci coś pokazać. Spotkasz się ze mną?

Do Ryan:
Muszę najpierw coś odebrać na mieście.

Od Ryan:
Gdzie cię znajdę?

Do Ryan:
Harbour Street.

       Wyciągnęłam kluczyki od samochodu. Otworzyłam go, a następnie wsiadłam za kierownicę. Rzuciłam torbę na siedzenie obok. Mój telefon ponownie oznajmił mi przychodzącą wiadomość.

Od Ryan:
Idealnie. Będę tam za trzydzieści minut.

Do Ryan:
Co jest takie ważne?

Od Ryan:
Zobaczysz :D

       Przekręciłam oczami i odrzuciłam telefon na siedzenie obok. Jakoś nie miałam ochoty spotkać się z Ryanem, ale najwidoczniej chłopak nie przyjmował żadnej odmowy. Wolałam, by mnie nie zamęczał sms-ami i nie błagał o to durne spotkanie. Odbębnię je na szybko, a potem spadam do domu. Taki miałam plan…

       Wyszłam ze sklepu, ściskając w ręku plik zaproszeń. Nie powiem, ale mama i Dan wybrali naprawdę ładne kartki. Nie pstrokate i nie fikuśne, a dosyć proste i eleganckie. Naprawdę mi się podobały.
       Podniosłam głowę i uniosłam brwi do góry. O mój niebieski samochód opierał się Ryan. Gdy tylko mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko. Szczerze… Miałam cichą nadzieję, że nie przyjdzie. Mimo wszystko uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do niego. 
- Cześć – rzucił, odsuwając się od drzwi pasażera.
- Cześć – powiedziałam, otwierając je. Torbę wsunęłam pod siedzenie, a zaproszenia ułożyłam na nim. Zamknęłam drzwi, a następnie samochód. – Co jest takie ważne do zobaczenia? Nie mam zbyt wiele czasu…
- To zajmie dosłownie chwilę – odpowiedział, nadal uśmiechając się. – A zresztą, to niespodzianka.
- Nie lubię niespodzianek – rzuciłam, wzruszając ramionami.
- Daj spokój Rose, każdy lubi niespodzianki – powiedział, a jego dobry humor go nie opuszczał. Jak dla mnie był zbyt dobry. Nigdy nie widziałam, by Ryan wcześniej tryskał, aż takim optymizmem. Chyba, że był na imprezie i za dużo wypił.
- Nie ja. – Chłopak przekręcił oczami. – No, dobra… Pokaż to.
- Zapraszam. – Wskazał mi wejście w stronę plaży. Po raz kolejny uniosłam brwi do góry. – No, chodź. - I zanim zdążyłam się zorientować, wziął mnie za rękę i pociągnął w tamtą stronę.  
       Przez chwilę szliśmy w milczeniu. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że Ryan w dalszym ciągu ściska moją dłoń. Skrzywiłam się i wyswobodziłam rękę z jego uścisku. Zerknęłam na niego, a ten lekko uśmiechnął się.
       Skręciliśmy na prawo, oddalając się od wejścia. Nasze kroki kierowały się w kierunku niestrzeżonej plaży, z której praktycznie nikt nie korzystał. Było tu mnóstwo kamieni i dziko rosnącej roślinności. Musiałam się kilka razy go złapać, by się nie przewrócić.
- Jesteś wolna?- zapytał, zatrzymując się i spoglądając na mnie.
- W jakim sensie?
- W sensie balu. Idziesz z kimś?
- Tak.
- Szkoda. Spóźniłem się – rzucił ze śmiechem, a potem znów ruszył przed siebie.
       Zmarszczyłam nos. Jeśli ten głupek myślał, że poszłabym z nim, nawet gdyby wyprzedził Luke'a, to był w błędzie. Wolałabym tam iść sama, niż być skazana na jego towarzystwo przez całą imprezę. Dobra, w kinie było całkiem spoko, ale Ryan to Ryan. Nie ufałam mu do końca i dalej jednak niezbyt go lubiłam.
- To tutaj – powiedział, wskazując niewielką budkę. 
       Zerknęłam na niego, a potem na nią. Biała farba odłaziła od ścian, brakowało kilku szyb w oknach. Była to stara, już nie używana budka, w których ratownicy kiedyś trzymali swoje sprzęty.
- To jest ta niespodzianka? – zapytałam, spoglądając na niego, jak na kretyna.
- To, co jest w środku – rzucił. – Musisz koniecznie to zobaczyć. To coś dla ciebie, coś z twojej dziedziny. Nikomu o tym nie mówiłem żeby nikt tego nie zabrał. Ludzie w ogóle o tej budce zapomnieli, a tam jest kilka naprawdę fajnych rzeczy.
- Okej, zobaczmy, co tam znalazłeś – powiedziałam. Im szybciej to zobaczę, tym szybciej sobie stąd pójdę i wrócę do domu. Podeszłam do drzwi i powoli otworzyłam je.

***
       Ashton patrzył na rudowłosą, która rozmawiała z Ryanem. Klepnął Michaela w ramię. Clifford odwrócił się do niego, robiąc zaskoczoną minę. Irwin wskazał dwójkę znanych mu osób stojących na parkingu.
- Bez jaj – mruknął Clifford, marszcząc noc. – Rosalie i Ryan?
- Ciekawe, czego on od niej chce? – powiedział Ashton.
- Ja wiem jedno. Ten obrazek zupełnie nie spodoba się Hemmo – skwitował. – Umówili się?
- Nie mam pojęcia. On na nią czekał.
- Idą gdzieś. Myślisz, że to randka? Lori mówiła mi, że Rose nie jest nim zainteresowana.
- Myślisz, że zmieniła zdanie?
- Wątpię. Nie widziałem żeby trzymała się z Ryanem – odparł Clifford. – Ona częściej spędza czas z nami, niż z nim, to wiem na pewno.
- Może na razie nic o nich nie mówmy Lukowi – zaproponował Ashton. – Może zaraz wrócą i rozejdą się w swoje strony.  – Spojrzał na kumpla, a ten pokiwał mu głową.
- Pizza zamówiona – usłyszeli za plecami głos Caluma, który w asyście blondyna, niósł w ich stronę cztery szklanki i duży napój w butelce. – Co wy macie takie miny?
- Jakie miny?- rzucił szybko Irwin.
- Podejrzane – skwitował Calum, poruszając brwiami.
- Padło ci na mózg – odparł Michael, kiedy oboje usiedli do ich stolika, który oni zajęli wcześniej. – Załatwiłeś więcej sosu?
- Sie wie. Ma się ten urok – powiedział Hood, prostując się na krześle.
- Babka prawie się rozpłynęła – odparł ze śmiechem Luke.
- Pieprzony manipulant – skwitował Ashton z uśmiechem, a Calum wybuchnął śmiechem, a potem spojrzał na niego.
- Nie tylko ja – rzucił i przeniósł swoje ciemne oczy na Hemmingsa. – Nasz blond cukierek włączył się do rozmowy, a babka dała nam napój na koszt firmy.
- Was powinni zamknąć – powiedział Michael.
- Się odezwał świętoszek. A wystarczy, że zamachasz tymi swoimi zielonymi oczkami i ludzie jedzą ci z ręki – ciągnął Calum. Michael przekręcił oczami, a potem zaśmiał się.

***
       Otworzyłam drzwi i uniosłam brwi do góry. W tej małej budce panował totalny syf. Zupełnie nie wiedziałam, o co chodzi chłopakowi. Odwróciłam się w jego stronę, a on uśmiechnął się do mnie.
- Pod tą kapą – wskazał palcem na brudny szary materiał.
- Mam tam wejść?
- Stanę na czatach. Nikt cię nie zobaczy – powiedział.
       Przekręciłam oczami i powoli weszłam do środka. Zatrzymałam się przy kapie, którą mi pokazał. Wyciągnęłam rękę w jej stronę. Kiedy moje palce zacisnęły się na niej, usłyszałam głos, którego nienawidziłam.
- Brawo Rivers – powiedziała Harper, a ja raptownie odwróciłam się w jej stronę. Na jej twarzy malował się triumfujący uśmiech. – Przyszła pora na moją zemstę.
       I zanim zdążyłam doskoczyć do drzwi, ona zamknęła mi je przed nosem. Słyszałam, jak coś metalowego ociera się o drewno. Pchnęłam je raz, a potem drugi raz, ale drzwi ani drgnęły. Słyszałam jej śmiech dochodzący z zewnątrz, który mieszał się ze śmiechem jej najlepszej kumpeli.
- Otwieraj Mills! – krzyknęłam, waląc pięścią w drzwi.
- Takiego rudzielcu. To za mój samochód!
       Warknęłam pod nosem. Jak mogłam dać się tak nabrać? Ryan zrobił ze mnie idiotkę. Był po prostu częścią planu durnej Harper. Byłam wściekła na niego, na nią i sama na siebie. Wstrzymałam oddech, przysłuchując się wymianie zdani między nimi.
- Dobra robota – powiedziała Harper.
- To mi się wcale nie podoba – odpowiedział chłopak.
- Tobie nie musi. Ważne, że ja się dobrze bawię. Zapłaciłam ci za to, więc teraz spadaj, bo nie jesteś już tu potrzebny.
- Przemyśl to Harper.
- Spieprzaj Ryan. Dostałeś w zamian kasę, a także szybki numerek ze mną, więc teraz nie wpieprzaj się w to.
- Ryan jesteś dupkiem! – krzyknęłam przez zamknięte drzwi.
- Och, Rudzielcu zabawa jeszcze nie jest skończona.
- Się doczekać nie mogę – warknęłam pod nosem, po raz kolejny uderzając pięścią w stare drewno.
- Angela – usłyszałam ponownie rozkazujący głos Harper. – Czas dorzucić jej kilku przyjaciół. – A potem znów zwróciła się do mnie. - Wiesz Rivers, radzę się z nimi dobrze zaprzyjaźnić, bo trochę mnie kosztowały. Łatwo je zdobyć, choć facet z hodowli był zdziwiony, że chcę ich, aż tyle.
       Przełknęłam ślinę, odsuwając się od drzwi. Zupełnie nie podobało mi się to, co powiedziała. Nie miałam pojęcia, co dodatkowo wymyśliła i chyba wolałam tego nie wiedzieć.
       Nagle usłyszałam uderzenia plastiku. W oknach, po obu stronach, pojawiły się wiadra. Widziałam dłonie, które musiały należeć do nich. Okna nie były na tyle duże, by się przez nie przecisnąć, ale też nie na tyle małe, by ciężko było przez nie coś do środka wrzucić.
       Krzyknęłam i niemalże wmalowałam się w drzwi, kiedy Harper i Angela zaczęły wsypywać do środka te paskudy. Jedne były małe, inne duże. Wszystkie jednak lądowały na brudnej podłodze z tym dziwnym stukotem, kiedy ich pancerze odbijały się od ziemi. Skolopendry.
- Miłej zabawy Rivers!– powiedziała na odchodnym Harper, a potem obie wybuchły śmiechem.
       Przez chwilę słyszałam ich kroki, a potem zapadła cisza. Zostałam sama, z wijącym się przede mną robactwem. Mój oddech przyspieszył. Zrobiło mi się gorąco. Błagałam w myślach, by się do mnie nie zbliżały, ale parę z nich poszło w moją stronę. Krzyknęłam, odpychając je trampkiem. Wiedziałam, że ich ugryzienie cholernie boli, ale wolałam tego nie doświadczyć na własnej skórze. Ze strachu oddychało mi się coraz ciężej. Żołądek skurczył się, a ja byłam pewna, że zaraz zwymiotuję. Ręce zaczęły mi się trząść, a koszulka kleić do ciała. Potem nadeszła fala zimna. Wpadałam w panikę.

***
       Co jakiś czas obserwował wejście na plażę. Zastanawiał się, co takiego Ryan robił tam z Rose. W pewnym momencie wyprostował się, co nie uszło uwadze Clifforda, który również spojrzał w tą samą stronę.
       Irwin zmarszczył nos, wpatrując się w Ryana, który pospiesznie wychodził z plaży. Od razu rozpoznał, że ich wspólny kumpel jest czymś zdenerwowany. Zupełnie mu się to nie spodobało. Szczególnie, że wrócił sam. Gdzie podziała się Rosalie? Okrążył swój samochód, wsiadł do niego, a następnie szybko odjechał.
- Co jest? – Usłyszał głos Caluma.
- Też chciałbym wiedzieć – powiedział Michael, a następnie spojrzał na Irwina. Ten tylko kiwnął głową.- Tylko się nie wkurzaj – odparł, wpatrując się w blondyna, który ugryzł kawałek pizzy. Po jego słowach powoli odłożył ją na talerz. – Jak byliście w środku, widzieliśmy Ryana i Rose. Rozmawiali o czymś, a potem on zabrał ją na plażę.
       Ashton również utkwił wzrok w kumplu i mógłby przysiądź, że się w nim zagotowało. Był przekonany, że Hemmings zazgrzytał zębami, choć próbował udawać, że wszystko jest okej. Oni jednak wiedzieli swoje. Relację Ryan – Rose odbierał jako czyste zagrożenie.
- Co dalej?- dopytywał się Hood.
- To, że on wrócił, a ona nie – powiedział Ashton. – I niech mnie ktoś strzeli, jeśli się czymś nie zdenerwował.
- Może Rose kopnęła go w dupę – oznajmił Calum, wzruszając ramionami. - A przynajmniej mam taką nadzieję…
- Mnie tam ta sytuacja w ogóle się nie podoba – stwierdził powoli Irwin, znów spoglądając w stronę wejścia na plażę. – Dlaczego ona nie wraca?
- Myślicie, że Ryan mógł jej coś zrobić?- zapytał powoli Michael. W tym momencie Luke zerwał się z miejsca. Bez słowa rzucił na stół pieniądze i ruszył przed siebie.
- No, kurwa bosko – powiedział Calum. – Teraz żeś dopieprzył do pieca.
- Powiedziałem tylko to, co myślę – rzucił Clifford i sam podniósł się z krzesła. Pozostali zrobili to samo.
       Rzucili swoją działkę na pieniądze zostawione przez Hemmingsa i biegiem ruszyli w jego stronę. Dogonili go, gdy był w połowie drogi na plażę.
- Wyluzuj Hemmo – powiedział Calum, łapiąc go za ramię.
- Chcę tylko wiedzieć, że jest z nią wszystko w porządku- odparł Luke. Był wściekły.
- Nawet nie wiesz, gdzie ona może być – ciągnął dalej Hood.
- Mam to gdzieś – syknął, wyszarpując ramię z jego uścisku. – Znajdę ją.
- Pomożemy ci – odezwał się Clifford i teraz to on wyszedł na prowadzenie, mijając ich.
       Weszli na ciepły piach. Tłumy ludzi kłębiły się na plaży strzeżonej, a wśród nich leniwie przechadzali się ratownicy. Cała czwórka zaczęła się rozglądać za znaną rudowłosą dziewczyną. Nigdzie nie było jej widać, co jeszcze bardziej wkurzyło blondyna.
- Lewa, czy prawa?- zapytał Ashton.
- Nie mam pojęcia – wydusił z siebie Luke.
- Zdecydowanie prawa – oznajmił Michael, a oni spojrzeli w tamtą stronę. – Tam jest mniej ludzi. Jeśli chciał z nią porozmawiać, to wybrał miejsce, gdzie będzie mniej ludzi – rzucił, akcentując dokładnie słowo porozmawiać, widząc zaciśnięte usta Luke'a. Cała czwórka odbiła na prawo.

***
       Kiedy wpadasz w panikę masz wrażenie, że cały świat wali ci się na głowę. Tracisz kontrolę nad tym, co się dzieje. Nie potrafisz myśleć racjonalnie, a jedyne, o co się martwisz to, to by nie zapomnieć, jak się oddycha. Masz wrażenie, że ściany są znacznie bliżej ciebie, że jest zbyt duszno, by funkcjonować. Z drugiej jednak strony oblewają cię zimne poty, a po ciele przechodzą szybkie dreszcze. Do tego, gdy patrzysz na te obrzydliwe wijące się pod stopami paskudztwa, masz ochotę zwymiotować.
       Przełknęłam łzy, które zebrały się w moich oczach. Walczyłam z tym, by nie rozpłakać się, jak małe dziecko. Nie ułatwiało tego oddychanie, które było coraz trudniejsze. Przyciskałam się tak mocno do drzwi, że wystające deski z pewnością odcisnęły się na mojej skórze. Co jakiś czas wykopywałam skolopendry butem, aby zyskać więcej miejsca. Nie byłam tylko pewna, jak długo będę wstanie to robić. Co jakiś czas krzyczałam z bezsilności, licząc na to, że może ktoś mnie usłyszy.
- Rose! 
       Usłyszałam znany głos dochodzący z bardzo daleka. Przez chwilę myślałam, że to mój mózg najnormalniej w świecie płata mi figla. Ale po chwili doszedł do mnie drugi głos, który szybko rozpoznałam.
- Rose!
- Luke! – krzyknęłam zachrypniętym głosem i zabębniłam od tyłu w drzwi. Poczułam ulgę.
- Zaraz cię wypuścimy! – odpowiedział Calum, a ja przełknęłam ślinę, gdy kolejna fala wij rzuciła się w moją stronę.
- Szybciej, błagam, szybciej – powtarzałam w myślach, zamykając oczy i zaciskając mocno powieki.
       Usłyszałam jakieś skrobnięcie, jakby metal otarł się o drewno, a następnie drzwi otworzyły się. Nie utrzymałam równowagi i poleciałam w dół, przewracając się na plecy. Odczołgałam się od wejścia.
- Mój Boże – powiedział Michael, patrząc na moje towarzystwo, jakie zapewniła mi Harper. – To jest kurwa chore!
- Rose? –zapytał Luke, kucając obok mnie. 
       Zauważyłam, ja Ashton zamyka drzwi. Poczułam, jak wszystko przekręca mi się w żołądku i przez chwilę walczyłam z tym, by nie zwymiotować. W końcu jednak opanowałam to i spojrzałam w błękitne tęczówki Hemmingsa.
- Już jest okej – powiedział Calum, klękając po mojej drugiej stronie. Poklepał mnie po ramieniu, a ja wzdrygnęłam się. Zrobiło mi się jeszcze zimniej. Kolejne dreszcze przeszły po moich plecach.
- W porządku?- zapytał Luke, a ja pokiwałam głową. – Nic ci nie jest? – Pokręciłam nią, nadal oddychając, jak bym przebiegła maraton. Luke chwycił moją twarz w dłonie i sprawił, że znów musiałam spojrzeć na niego. – Spokojnie, już nic się nie dzieje. – A potem objął mnie, a ja poczułam jeszcze większą ulgę. Zacisnęłam palce mocniej na jego koszulce, a on pogładził mnie po plecach.
- Trzymaj – usłyszałam głos Michaela. 
       Luke odwrócił się i coś od niego wziął. Po chwili poczułam ciepły i miękki materiał na sobie. Narzucił mi jego bluzę na plecy. Opatulił mnie nią, jak małe dziecko. Potem pomógł mi wstać.
- Dzięki – powiedziałam do Clifforda, a ten uśmiechnął się do mnie pocieszająco. Mój oddech powoli się uspakajał.
- To Ryan? – zapytał Ashton, podchodząc do mnie. Był wściekły.
- I Harper – odparłam, a on pokiwał głową. Zauważyłam, jak cała czwórka wymienia szybko spojrzenia.
- Chodź, zabiorę cię do domu – powiedział Luke.
       Poprowadził mnie w stronę wyjścia z plaży. Szliśmy pierwsi, a za nami podążali pozostali. Słyszałam ich przyciszone głosy. Wiedziałam, że pewnie rozmawiają o tym, co się stało. Wyszliśmy na deptak, kierując się w stronę mojego samochodu. Zatrzymałam się przed nim, a Luke podszedł do pozostałych, zostawiając mnie w tyle. On też zaczął szybką dyskusję. Miałam wrażenie, że z każdym wypowiedzianym przez niego słowem, Luke staje się bardzie nerwowy i wkurzony, niż był wcześniej.
       W końcu pokiwał głową, odpowiadając tym na pytanie Caluma, a potem odwrócił się w moją stronę. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę.
- Daj kluczyki – powiedział. Bez słowa podałam mu je. – Wsiadaj.
       Przełknęłam ślinę. Zerknęłam jeszcze na pozostałych, którzy uważnie mi się przyglądali. Michael niepewnie machnął mi ręką. Spuściłam głowę w dół. Zgarnęłam z siedzenia zaproszenia, a potem usiadłam na miejscu pasażera. Luke szybko okrążył samochód, skinął głową w kierunku swoich przyjaciół i wsiadł za kierownicę. Odpalił silnik i po chwili włączyliśmy się do głównego ruchu.
       Dojechaliśmy do domu w milczeniu. Widziałam, jak Luke mocniej zaciska palce na kierownicy, jak nerwowo przygryza wargę. Powoli odwróciłam się w jego stronę. Wyciągnął kluczyki ze stacyjki.
- Jesteś wkurzony – powiedziałam powoli.
- A dziwisz się! – krzyknął, a ja podskoczyłam. 
       Przeniosłam wzrok na swoje kolana, przyciskając zaciśniętą dłoń do ust. Powoli zaczynałam nie wyrabiać, od tej całej popieprzonej sytuacji. Byłam gdzieś na granicy rozpadu, silnie walcząc, by nie spaść w dół.
- Hej, nie jestem zły na ciebie – powiedział spokojniej. – Przepraszam.
- Jest spoko – wydusiłam z siebie, walcząc ze łzami. Nie mogłam rozkleić się w samochodzie. Wszędzie, tylko nie przy nim.
- Właśnie widzę, jak jest spoko – mruknął. – Zabiję go…
- Luke…
       Wyciągnął w moją stronę rękę, a ja odsunęłam się od niego. Na jego twarzy wymalowało się niedowierzanie, połączone z zaskoczeniem. Zacisnęłam mocniej usta i bez słowa wysiadłam z samochodu. Zabrałam torbę i zaproszenia. On również wysiadł. Zamknął go i ruszył za mną. Dogonił mnie, gdy ja już stałam przy drzwiach. Złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę.
- Nie chciałem na ciebie podnieść głosu – powiedział cicho.
- Wiem Luke. 
       Wyswobodziłam rękę z jego dłoni, a on znów zacisnął usta. Odwróciłam się od niego i jako pierwsza weszłam do domu. Mama i Dan byli w kuchni. Weszłam do środka.
- Rosalie? – zapytała mama, widząc moją bladą twarz. – Coś się stało?
- Nie. Po prostu kiepsko się czuję – skłamałam, a następnie położyłam na stole zaproszenia. – Odebrałam.
- Dzięki kochanie. Jesteś głodna?
- Nie. Pójdę się położyć – odparłam i szybko wyszłam z kuchni. Minęłam się z Lukiem. Powoli weszłam na górę, słysząc ich głosy za plecami.
- Ty też się źle czujesz? – zapytała mama. Blondyn musiał pokręcić lub pokiwać głową, bo nie usłyszałam jego odpowiedzi. – Głodny?
- Byłem z chłopakami na pizzy.
- Okej.
- Idę do siebie. – Przyspieszyłam, kiedy skończył to krótkie zdanie.
- Bankowo o coś się pokłócili – skwitował Dan. – Nie, nie, nie… Nie wtrącaj się. Niech załatwią to między sobą.
       Wleciałam do swojego pokoju. Rzuciłam torbę w stronę biurka. Podeszłam do łóżka i wskoczyłam na nie, mocniej wciskając twarz w poduszkę. Jedną ręką otuliłam się bardziej bluzą Clifforda. Cała przesiąkła jego zapachem. Od razu zauważyłam, że chłopaki używali innych perfum.
       W końcu uspokoiłam się na tyle, że ochota na płakanie odeszła. Ręce przestały mi się trząść. Powoli wracałam do normalnego stanu. Choć nadal wzdrygałam się na samo wspomnienie o felernej plażowej budce. Nagle usłyszałam otwierające się drzwi do mojego pokoju.
- Nic mi nie jest mamo – powiedziałam, nie podnosząc głowy. Poczułam, jak siada obok. – Naprawdę czuję się… - Odwróciłam się i przerwałam, widząc go przed sobą.
- Jak?
- Lepiej – odparłam, by znów paść na łóżko. – Przepraszam za moje zachowanie.
- Spoko Rose.
- Spoko – prychnęłam pod nosem. Boże, dlaczego on mi robił taką wodę z mózgu.
- Naprawdę, jest spoko – powiedział, a ja wyczułam, że się uśmiechnął. – Głowa do góry.
- Nie mów mi, co mam robić – odparłam, na co on zareagował śmiechem.
- Wracasz do normalności – skwitował. – Posuń się.
- Co?
- Posuń się.
       Podniosłam głowę, by znów na niego spojrzeć. Przekręciłam oczami i przesunęłam się. Luke położył się obok. Odwrócił się twarzą do mnie i delikatnie odgarnął mi z twarzy rude kosmyki włosów. Cicho westchnęłam.
- Co się tam stało? – zapytał cicho.
- Ryan – Luke zacisnął mocniej zęby, na dźwięk jego imienia - chciał się spotkać i coś mi pokazać. Zaprowadził mnie tam, a potem pojawiła się Harper i Angela. Zamknęły drzwi i potem… Wiesz, co było. – Pokiwał głową.
- Na pewno jest w porządku? – dopytał.
- Teraz już tak. W samochodzie dopadł mnie mały kryzys.
- Przepraszam.
- Nie przez ciebie- odparłam, kręcąc głową. – Nie chciałam tylko przy tobie…
- Tak?
- Mniejsza o to – mruknęłam, wpatrując się w jego błękitne oczy.
- Wiesz…- Złapał mnie za rękę i splótł nasze palce ze sobą. – Przy mnie zawsze możesz płakać. A ja zawsze będę obok, by cię pocieszyć, jasne? – Kurcze, ten to potrafi mnie łatwo rozgryźć i jednocześnie zaskoczyć. Pokiwałam głową, a on uśmiechnął się do mnie. Niewiele myśląc wtuliłam się w niego. Luke ciaśniej objął mnie ramionami, a ja poczułam się naprawdę bezpiecznie. 


***
Wiem, że kilka osób liczyło na rozdział w sobotę, ale nie dałabym go rady wtedy wrzucić. Mam nadzieję, że niedziela też jest spoko :) No i liczę na to, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Lariste - już niedługo - bardzo niedługo - będzie coś więcej na temat, jak to ty napisałaś Mori :)

Milena - będzie niedługo hot scenka, wytrzymasz :)

Oczywiście, jak zwykle w tym miejscu chcę wam podziękować za wasze cudne, mega rozśmieszające i poprawiające humor komentarze - w pracy micha mi się cieszyła, jak nie wiem, jak je czytałam :) Jesteście MEGA MEGA NAJLEPSIEJSZE!

Co powiecie na kolejny we wtorek?

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- A co z tobą? – wypalił Calum, a Luke spojrzał na niego uważniej. – Byłeś podminowany…
- Jest okej – powtórzył, choć w środku czuł, że wcale tak nie jest. Hood uniósł do góry jedną brew, wlepiając w niego swoje brązowe oczy. Następnie prychnął pod nosem. Nie dał się nabrać.

***

- Martwisz się o nas? – zapytał, przyklejając na twarz swój znany pewny siebie uśmieszek. Prychnęłam pod nosem. – To słodkie Rosalie…
- Pieprz się – mruknęłam, a on zaśmiał się.

***

- Ooo- mruknęła, przenosząc wzrok na niego. – Boisz się cukiereczku o swoją laleczkę do bzykania?

***

- W końcu zmienisz zdanie – rzuciła, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Nawet, gdyby mnie torturowali, to moje zdanie się nie zmieni – powiedział, nachylając się w jej stronę, a ona wstrzymała oddech.


11 komentarzy:

  1. Ou jea! Ei roxy! Dalej nie wiemy co elita z poprzedniej szkoly zrobiła rose. Albo pomyliłam opowiadania o.O shsh suuper *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za mała dziwka ,dobrze że pojawili sie chłopcu *..* Może poniedziałek ?

    OdpowiedzUsuń
  3. CO ZA SURYKATKA Z TEJ HARPER! NO PO PROSTU NIE WIERZĘ!
    Chłopcy to jednak lubią ratować damy w opałach xD
    Luke jest taaaaki uroczy *.*
    A ja to tak bardzo kocham <333

    OdpowiedzUsuń
  4. CO ZA SURYKATKA Z TEJ HARPER! NO PO PROSTU NIE WIERZĘ!
    Chłopcy to jednak lubią ratować damy w opałach xD
    Luke jest taaaaki uroczy *.*
    A ja to tak bardzo kocham <333

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeeeezuuu, jak ja nienawidzę Harper! I Ryana też! Pojechała po całości, numer Rose i dziewczyn to przy tym pikuś. Zróbcie coś z nią, bo sama jej nastukam - OSOBIŚCIE! Dobrze, że Ash miał sytuację pod kontrolą - dobry z niego obserwator :) Bo inaczej wolę nie wiedzieć, jak długo Rose by tam siedziała, gdyby Irwin to zignorował. LUKE kurcze! czy można być bardziej słodszy? - Jak widać można XD Uwielbiam go i uwielbiam ich razem! Calum ciebie też słoneczko!!! XD
    Nie mogę doczekać się kolejnej części i czemu akurat wtooorek, co? Dobra wiem, że masz swoje życie, ale ... NOOOOO :D
    Już się nie mogę doczekać tej kolejnej hot scenki XD CZEKAM CZEKAM
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak to jest, że ja nigdy nie jestem np. trzecia? O.o
    Mniejsza z tym. Masakra! Ja to bym chyba zemdlała (chociaż lepiej nie, po to cholerne dziadostwo by mnie jeszcze oblazło)! Nienawidzę robali, więc świetnie rozumiem Rose. Nawet w zoologicznym omijam szerokim łukiem te akwaria czy co to tam z nimi...
    Boże, Harper to chyba z wózka wypadła jak była mała i rąbnęła w kamień! Chłopaki, super bohaterzy normalnie :)
    Mi pasuje wtorek, bo wcześniej i tak nie zdążę przeczytać :)
    Buziaki, pozdrowienia, weny
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział bomba! Myślę że to będzie mój ulubiony <3
    Dodawaj może rozdziały co 2 dzień? :)
    Będzie łatwiej ;)
    Czekam do następnego^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Super..... Aż mi łza poleciała po policzku

    OdpowiedzUsuń
  9. Od pierwszego smsa tego ryana, wiedziałam, że coś się święci. Ja rozumiem, że Harper to jest zdzira, ale Ryan? Co biedna Rose mu zrobiła, że gra w jednej drużynie z tymi dwoma mułami?
    Mikey i ta bluza, brawo bejbiku, moja krew! Zachowanie Lukeya, po prostu asghfsh. Wyraża wiecej niż tysiąc słów XD
    Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tego sie nie da opisac. ♡♡ Cudo ♡ Czekam na kolejny ♡ Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń