wtorek, 4 sierpnia 2015

S3 - Rozdział 13 cz.1

I'm wrapped around your finger


       Ocknął się, kiedy na dworze zrobiło się jasno. Jedną ręką przetarł zaspane oczy, a następnie spojrzał w dół. Rosalie spała wtulona w jego klatkę piersiową. Przez chwilę leżał nieruchomo, zastanawiając się, w którym momencie przysnął. Wiedział, że ona odpłynęła pierwsza, a on nie chciał jej budzić. Więc leżał z nią dalej, wsłuchując się w jej cichy i spokojny oddech. Uśmiechnął się pod nosem, ponownie przenosząc na nią swoje błękitne oczy. Nie miałby nic przeciwko temu, by zasypiać i budzić się obok niej codziennie.
       Niechętnie odciągnął jej dłonie od siebie, a następnie wstał z łóżka. Okrył ją bardziej kocem i sięgnął po jej telefon. Nastawił w nim budzik, by nie zaspała do szkoły. Potem złapał za swój i cicho wyszedł z pokoju. 
       Wszedł do siebie i podszedł do garderoby. Wziął czyste ubrania i razem z nimi udał się do łazienki. Nie miał zamiaru kłaść się spać, bo i tak za niecałą godzinę musiałby znów wstać. Przed zajęciami miał trening i wolał na niego zdążyć, niż zebrać ochrzan od trenera, że olewa jego spotkania.
       Wziął długi prysznic, a następnie przyszykował torbę i plecak. Gotowy do wyjścia ponownie opuścił pokój i zszedł na dół. W połowie drogi usłyszał głosy rodziców. Byli już na nogach. Rzucił swoje rzeczy przy szafce na holu i wszedł do kuchni, mając nadzieję, że już na niego czeka gorąca kawa.
- Cześć – wydusił z siebie, siadając na krześle. Zaraz przed jego nosem znalazł się talerz z tostami i kolorowy parujący kubek. – Dzięki.
- Czy ty i Rose pokłóciliście się wczoraj? – zapytała Sarah, zajmując miejsce naprzeciwko niego.
- Miałaś się nie wtrącać – mruknął Dan, ale ona uciszyła go ręką.
- Nie – odpowiedział szybko Luke.
- To skąd te dziwne zachowanie? – dopytywała się dalej.
- Rose miała zły dzień – powiedział powoli blondyn.
- Zły dzień- powtórzyła Sarah.
- Naprawdę się nie pokłóciliśmy – rzucił, wpatrując się w nią.
- To chciałam usłyszeć – powiedziała i uśmiechnęła się do niego. – Przeszło jej?
- Mmm… Chyba tak – odparł Luke, łapiąc za kubek. – A przynajmniej mam taką nadzieję. – Zauważył, jak Sarah i Dan wymieniają spojrzenia. Wolał, by już nie drążyli tego tematu. Nadal gdzieś w środku był wkurzony przez to, co się stało.

       Gdy zajechał pod szkołę, parking był prawie pusty. Znajdowały się tu tylko samochody pracowników i nauczycieli, a także chłopaków z jego drużyny. Wysiadł z auta, zarzucając na ramię torbę i powoli ruszył w stronę drugiego, bocznego wejścia.
- Hej! Hemmo! Poczekaj! – Usłyszał za plecami znajome głosy. 
       Zatrzymał się i odwrócił, osłaniając oczy od słońca. Zaraz obok niego pojawili się jego kumple. Wszyscy mieli blade twarze, a na ramionach podobne torby. Żaden z nich nie lubił zbyt wczesnego wstawania.
 - Co z Rose?- zapytał Michael, kiedy ruszyli w stronę drzwi.
- Wczoraj było już okej – powiedział powoli. – A dzisiaj jeszcze się nie widzieliśmy.
- A co z tobą? – wypalił Calum, a Luke spojrzał na niego uważniej. – Byłeś podminowany…
- Jest okej – powtórzył, choć w środku czuł, że wcale tak nie jest. Hood uniósł do góry jedną brew, wlepiając w niego swoje brązowe oczy. Następnie prychnął pod nosem. Nie dał się nabrać.
       Weszli do szkoły, a potem przeszli cichym i pustym korytarzem w stronę szatni, z której dochodziły pojedyncze głosy pozostałych członków drużyny. Ashton pchnął drzwi i cała czwórka przekroczyła próg.
       Wystarczyło jedno spojrzenie, był Luke zagotował się ze złości. Zazgrzytał zębami, a jego dłoń mocniej zacisnęła się na pasku od sportowej torby. Oparty o swoją metalową szafkę stał Ryan, który, jak gdyby nigdy nic rozmawiał z Markiem. Uśmiechał się i kiwał głową, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że oni weszli do środka.
- Luke – powiedział Michael, ale on tylko rzucił torbę na ławkę i odwrócił się w stronę Weine’a.
- Właśnie widzę, jak jest kurwa okej – mruknął Calum, ale Hemmings już go nie słuchał.
       Niewiele myśląc, ruszył w kierunku Ryana. Mark spojrzał na niego zdziwiony, gdy ten odsunął go od chłopaka. Zacisnął rękę w pięść i uderzył go prosto w twarz. Weine stracił równowagę i odbił się od szafek z głośnym hukiem. Luke wymierzył drugi raz i po raz kolejny jego pięść spotkała się z twarzą Ryana. Chłopak upadł na ziemię, spoglądając na niego zszokowany. Z jego nosa pociekła krew. Hemmings chciał uderzyć go raz jeszcze, ale odciągnął go Calum i Michael.
- Już! Starczy! Luke! – krzyknął Hood.
- Odbiło ci?! – warknął Ryan.
- To za Rosalie – odpowiedział Hemmings, strącając z ramion ręce swoich kumpli. – Zbliż się do niej jeszcze raz, a pożałujesz.
- Już Hemmo, uspokój się – powiedział Irwin, odpychając go od chłopaka. Ryan dźwignął się powoli na nogi.
- Wy! – krzyknął trener, a oni odwrócili się w jego stronę. – Co to za zachowanie?! Hemmings! Weine! Macie się natychmiast uspokoić i odsunąć od siebie!
- Już jest dobrze trenerze – odpowiedział Calum. – Już nic się nie dzieje.
- Mam was na oku – rzucił mężczyzna i odwrócił się.
- To nie tylko moja wina – zaczął Ryan.
       Luke już chciał się do niego odwrócić, ale uprzedził go Ashton. Jak gdyby nigdy nic, uderzył Weine’a w twarz, a on znów poleciał na szafki. Hood i Clifford zrobili wielkie oczy, kiedy trener ponownie spojrzał w ich stronę. Był wściekły.
- Irwin! – krzyknął, machając w jego stronę palcem.
- Przepraszam trenerze, ręka jakoś tak mi odskoczyła – powiedział Ashton, udając niewiniątko.
- Czy ja chcę wiedzieć, o co wam poszło? – ciągnął mężczyzna.
- Raczej nie. Już jest naprawdę okej – odpowiedział Irwin. – Słowo kapitana. – Trener uniósł jedną brew do góry, mierząc go od góry do dołu.
- Ty, Hemmings i Weine zapamiętajcie to, co teraz powiem. Jeszcze jeden taki numer, a będziecie przez miesiąc grzać ławę. Zrozumiano?
- Jasne, jak słońce – rzucił Ashton, kiwając głową.
- W takim razie koniec przedstawienia. Przebierać się i wyjazd na boisko. Każdy po dwadzieścia kółek, a wasza trójka robi czterdzieści.
- Mogło być gorzej – mruknął Clifford, wzruszając ramionami.

***
       Zanim doszłam na lekcję, odbyłam szybką rozmowę z Becky i Lori, które wiedziały już o tym, co stało się wczoraj. Blondynka nawet nie kryła się z tym, kto był jej głównym źródłem informacji. Zresztą dzięki Michaelowi, uniknęłam przerabiania wszystkiego od nowa i opowiadania całego zajścia, do którego nie chciałam wracać. Obie były wkurzone zarówno na Harper, Angelę, jak i Ryana. Gdyby, któryś z nauczycieli słyszał, jakimi epitetami ich obrzuciły, z pewnością zwiędłyby im uszy. Nie ukrywam, ale po tych słowach poczułam się znacznie lepiej.
       Zajęłam swoje standardowe miejsce w sali od angielskiego. Wyciągnęłam notatnik i podręcznik. Korzystając z tego, że lekcja jeszcze się nie zaczęła, położyłam się na ławce i zaczęłam gryzmolić na tylnych kartkach swojego zeszytu.
       Po chwili do sali wpadł ledwo żywy Luke wraz ze swoimi kumplami z boiska, którzy wyglądali na mniej skatowanych od blondyna. Hemmings podszedł do ławki i klapnął na swoje miejsce z głośnym westchnięciem. Nie odrywałam wzroku od zeszytu, ale w końcu skrzywiłam się lekko, czując jego spojrzenie na sobie.
- Co się stało? – zapytałam, w dalszym ciągu na niego nie patrząc. – Dostałeś w kość?
- Tak – rzucił, a następnie przybrał podobną pozycję do mnie. Zerknęłam na niego, a on na mnie.
- Tylko ty?
- Ja, Irwin i… - zazgrzytał zębami – ten skurwiel.
- Bo?
- Nie ważne – odparł, bawiąc się zamkiem od swojego plecaka, na którym leżał. Przekręciłam oczami. – Ważniejsze, czy z tobą jest w porządku.
- Jest w porządku – rzuciłam z lekkim uśmiechem. Odpowiedział mi tym samym.
- To chciałem usłyszeć.
- Dlaczego z tobą nie jest w porządku? – zapytałam i tym razem to on przekręcił oczami. – Dlaczego tylko wy dostaliście taki wycisk? –Wlepiłam w niego swoje ciemne tęczówki i Luke przez chwilę wpatrywał się we mnie w milczeniu. – No? – ponagliłam go.
- Nie chcesz wiedzieć.
- Dlaczego?- Wzruszył ramionami. – Powiedz mi.
- Przywaliłem mu. Dwa razy. – Wiedziałam, o kogo chodzi.
- Co zrobiłeś?! – warknęłam cicho, nachylając się w jego stronę.
- Sam jest sobie winien. Ashton też dał mu w pysk.
- Zwariowaliście?!
- Nie, błagam Rose… Będziesz go teraz bronić, czy jak? – rzucił, krzywiąc się z niedowierzaniem. Uniosłam brwi do góry.
- Nie, mam go w dupie. Ale tu chodzi o was! Mogliście wylądować na dywaniku, mogli was zawiesić!
- Trener tylko dodał nam więcej ćwiczeń – odparł, wzruszając ramionami.
- Widział to? – A blondyn pokiwał głową. – Jesteście nienormalni i nie ostrożni.
- Martwisz się o nas? – zapytał, przyklejając na twarz swój znany pewny siebie uśmieszek. Prychnęłam pod nosem. – To słodkie Rosalie…
- Pieprz się – mruknęłam, a on zaśmiał się.
- Och, z tobą zawsze księżniczko. Ale myślę, że nauczycielka nie byłaby zadowolona, gdybyśmy zaczęli zabawiać się na jej lekcji… Ała! Cholera Rose, to bolało – rzucił, rozcierając ramię, po tym, jak go uderzyłam. Kilka osób spojrzało z zaciekawieniem w naszą stronę.
       Luke przekręcił oczami i oparł czoło o plecak. Słyszałam jego ciężkie westchnięcie i miałam ochotę zacząć się śmiać. Wyglądał przekomicznie. Oparłam się o rękę, wlepiając w niego swoje ciemne oczy. Zarówno jego, jak i moja pozycja, w jakiej siedzieliśmy sprawiała, że nikt nie widział tego, co dzieje się między nami.
       Powoli wyciągnęłam rękę w jego stronę, dotykając najpierw boku jego nogi. Hemmings drgnął. Przejechałam palcami w górę, a następnie wsunęłam palce w jego dłoń. Luke podniósł głowę i odwrócił się w moją stronę. Delikatnie zacisnął dłoń, lekko uśmiechając się przy tym.
- Spoko?- zapytałam szeptem, bo do sali weszła nauczycielka.
- Spoko.

       Wrzucałam właśnie książki do szafki. Towarzyszyła mi Lori, która bacznie śledziła każdy mój ruch. Spojrzałam na blondynkę, a ona uniosła lekko brwi do góry.
- Jest spoko Lori – rzuciłam, a ona uśmiechnęła się zatroskana. –Naprawdę. Nie będę płakać z powodu tego, co się stało. Trzeba się podnosić i iść dalej. A zresztą naprawdę już mi lepiej. Nie łapię doła, nie mam zamiaru się z tego powodu pochlać, ani skoczyć z mostu…
- Już, wystarczy. Załapałam – powiedziała, machając ze śmiechem ręką w moją stronę. Następnie spojrzała gdzieś przed siebie, uśmiechając się szeroko. Podniosłam głowę z ciekawością, choć z góry wiedziałam, co, a raczej kto wywołał u niej taki entuzjazm. W naszą stronę szedł Michael.
- Cześć dziewczyny – rzucił z uśmiechem, opierając się szafki. – Co tam?
- W porządku – odpowiedziała Lori.
- Rose? – Zielone oczy Clifforda dokładnie mnie obserwowały.
- W porządku Mikey – rzuciłam, co wywołało u niego cichy chichot. – Raz jeszcze dzięki za bluzę. Wypiorę ją i ci oddam.
- Spoko, nie ma pośpiechu – odpowiedział, w dalszym ciągu się uśmiechając.
       Już chciał się odezwać po raz kolejny, kiedy nagle skrzywił się i przekręcił oczami. Ja i Lori wymieniłyśmy szybko spojrzenia, a następnie odwróciłyśmy się, by zobaczyć powód jego nagłej zmiany zachowania. W naszą stronę dumnie kroczyła Harper, a na jej twarzy gościł szeroki złośliwy uśmiech. Zatrzymała się obok.
- Jak tam twoi nowi znajomi rudzielcu? – zapytała i parsknęła śmiechem.
- Pytali się o ciebie. Myślę, że tęsknią za tobą, w końcu jesteś jedną z nich – powiedziałam, a Mills prychnęła pod nosem.
- Jak mówiłam wcześniej, to zemsta za mój samochód i…
- Ty naprawdę jesteś suką – odezwała się Lori, a ciemne oczy Harper przeniosły się na moją przyjaciółkę.
- Przymknij się Bentley…- A blondynka po prostu się zaśmiała. Zdziwiłam się, spoglądając to na jedną, to na drugą. Clifford milczał, na razie zostawiając dziewczyny w spokoju, ale widziałam, że jest czujny, by wtrącić się w odpowiednim momencie.
- Naprawdę masz ograniczoną wyobraźnię – pociągnęła Lori. – Powinnaś się cieszyć, że nic poważnego się nie stało. Igrałaś z ogniem – dodała, a na twarzy Harper pojawiło się zaskoczenie. – Skolopendry są jadowite idiotko. Jedno ukąszenie spoko, ale tam było ich mnóstwo. MNÓSTWO. Ich jad jest podobny do jadu pszczoły, czy osy, a Rose jest alergikiem – dokończyła, a ja zmarszczyłam brwi. Potem jednak nieco mnie olśniło i pokiwałam głową, choć alergikiem nigdy nie byłam. Harper spojrzała na mnie, mając minę zdziwionego karpia. – Masz pierdolone szczęście, że nie doszło do tragedii. Myślę, że gdyby twój plan nie wypalił, a Rose trafiłaby do szpitala, jej mama na pewno, by tobie tak łatwo nie popuściła. Zresztą my też nie. Miałabyś przesrane, nie tylko w szkole…
- Zamknij się – syknęła Mills, robiąc krok do przodu.
- Spieprzaj Harper – odezwał się Michael, wyciągając rękę do przodu. Brunetka zatrzymała się.
- Ooo- mruknęła, przenosząc wzrok na niego. – Boisz się cukiereczku o swoją laleczkę do bzykania?
- Jeszcze jedno słowo – warknął Clifford, wychylając się w jej stronę. Jego dłonie zacisnęły się w pięści. Instynktownie złapałam go za koszulkę, powstrzymując go przed tym, by zbliżył się do niej jeszcze bardziej. Nie chciałam kolejnej zadymy. Harper zaśmiała się i odrzuciła do tyłu swoje długie włosy.
- I co? Zmienisz się w damskiego boksera? - zapytała zadziornie. –To nie pierwszy raz, kiedy masz na to ochotę, co nie misiu? Przełamiesz się w końcu i mnie uderzysz? Ja wiem, że nie jesteś w stanie tego zrobić…
        Słyszałam, jak Clifford warknął pod nosem. Cała moja uwaga była skupiona na nim i na Harper, dlatego zupełnie zaskoczyło mnie to, co zrobiła Lori.
- On nie, ale ja tak.
       I zanim zdążyłam ogarnąć całą tą sytuację i przeanalizować jej słowa, Lori zacisnęła prawą dłoń i po prostu uderzyła ją w twarz. Zrobiłam wielkie oczy, kiedy Harper grzmotnęła w metalowe szafki. Uczniowie zgromadzeni na korytarzu spojrzeli na nas zaciekawieni. Od razu zaczęli szeptać między sobą, wytykając nas palcami.
- To było – wydusiłam z siebie, kiedy Mills przyłożyła dłoń do policzka. Następnie szybko odwróciła się i odeszła. – Ekstra.
- Idziemy stąd – zarządził Michael.
        Zamknęłam szybko szafkę i ruszyłam za nim i za Lori. Nie powiem, ale blondynka zrobiła to, na co ja miałam ochotę od bardzo długiego czasu. Nie mogłam się powstrzymać i po prostu parsknęłam śmiechem. Spojrzeli na mnie.
- Jesteś moją bohaterką – powiedziałam, pukając ją w ramię. – To było niesamowite.
- Daj spokój, należało jej się – odparła, ale po chwili na jej ustach wymalował się lekki uśmiech.- Zresztą to nie było nic wielkiego…
- Było, było – odezwał się Michael. Zauważyłam, że i on się uśmiecha.
- Widzisz – powiedziałam, zarzucając jej rękę na ramię. – Mikey się ze mną zgadza.
- Nie wiedziałem, że moja dziewczyna ma taki mocny prawy sierpowy – rzucił.
        Lori zrobiła wielkie oczy, a ja otworzyłam buzię ze zdziwienia. Powiedział to… Powiedział to publicznie. Z początku chłopak sam nie zdał sobie z tego sprawy, co wypłynęło z jego ust, bo spojrzał na nas zaskoczony. Dopiero po chwili, jakby się ocknął i przeanalizował wszystko.
        Zauważyłam na jego twarzy lekkie rumieńce i to, jak ze strachem wlepił swoje zielone oczy w równie zaskoczoną Lori. Skoro Lori tak pięknie załatwiła Harper, powinnam się jej odwdzięczyć. Dlatego postanowiłam szybko się wtrącić, zanim Michael zarządzi ewakuację i ucieknie. Bo po jego twarzy wnioskowałam, że ogarniała go lekka panika. A najgorszą rzeczą, jaką w tym momencie mógł zrobić, to była właśnie ucieczka.
- No, nareszcie moje misiaczki! – powiedziałam głośno, przyciągając Clifforda do siebie. 
       Teraz moje ręce wisiały na obojgu. Jako, że Michael był wyższy ode mnie musiałam wspiąć się na palce, by to zrobić. Na szczęście chłopak nieco się schylił, więc ja mogłam bezpiecznie stanąć na całych stopach i się nie przewrócić.
- Długo wam to zajęło – pociągnęłam, widząc, jak Michael wpatruje się w Lori. Powoli uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła to. Odetchnęłam z ulgą. – Nareszcie coś pozytywnego!
- O ile Lori nie ma nic przeciwko temu…
- Nie bądź głupi – rzuciłam, spoglądając na niego, jak na kosmitę. Nagle Clifford zaczął być dziwnie nieśmiały, co było naprawdę urocze. – To i tak za długo trwało. Lori? – Spojrzałam na blondynkę, która teraz uśmiechała się szeroko.
- Pewnie, że nie mam nic przeciwko temu- powiedziała, oblewając się rumieńcem.
- Bosko! – rzuciłam ze śmiechem. – Zostawię was samych.
        Odsunęłam się od nich, wciskając jeszcze im ręce w ich dłonie, a następnie szybko ruszyłam w stronę schodów. Wspięłam się na kilka z nich i odwróciłam się. Uśmiechnęłam się widząc scenkę przede mną. Michael podszedł do niej, w dalszym ciągu trzymając Lori za rękę, a następnie delikatnie musnął ustami jej usta. To nie był może gorący i namiętny pocałunek, a lekki cmok, ale mimo wszystko dający znać, że ta dwójka jest razem.
- O rzesz kurwa – usłyszałam znajomy głos. 
        Odwróciłam się i podniosłam głowę. U szczytu schodów stała Becky, która miała oczy, jak dwa spodki. Szybko podbiegłam do niej i poklepałam ją po ramieniu.
- W końcu – powiedziałam ze śmiechem.
- Oni tak… już… To oficjalne?
- Oficjalne.
- Od kiedy? Lori nic mi nie mówiła i… czuję się kurna pominięta…
- Od jakieś minuty – skwitowałam, a brunetka spojrzała na mnie z niedowierzaniem. – Yhy… To prawda.
- Lepiej późno, niż wcale – powiedziała, a następnie z szerokim uśmiechem wzruszyła ramionami.
- Chodź, Lori do nas dojdzie – odparłam, popychając ją w kierunku kolejnych schodów.

***
        Szedł w stronę sali od chemii. Poprawił plecak, który wisiał mu na ramieniu. Wyciągnął telefon zauważając, że ma jedną wiadomość. Kiedy ją odczytał, uśmiechnął się pod nosem i szybko odpisał Cliffordowi. Jego kumpel właśnie mu oznajmił, że przestał być singlem.
        Nagle usłyszał znajomy głos, który zawołał go po imieniu. Skrzywił się, bo akurat z tą osobą nie chciał w ogóle rozmawiać. Kiedy zatrzymała się obok niego, podniósł głowę i spojrzał na nią, unosząc lekko brwi do góry.
- Co? – odezwał się, a Harper ścisnęła usta.
- Daj spokój Luke, chyba nie wściekasz się o…
- Właśnie się wściekam – powiedział, wciskając telefon do kieszeni. - Będę wdzięczny, jeśli zejdziesz mi z oczu.
        Minął ją, ale ona złapała go za ramię. Ponownie odwrócił się w jej stronę. Złapał za jej rękę i odciągnął ją od siebie. Harper wlepiła w niego swoje ciemne oczy. Przez chwilę spoglądali na siebie w milczeniu.
- Wiesz skarbie – zaczęła, a on zrobił zdziwioną minę. – Walka o faceta tylko bardziej mnie nakręca na zwycięstwo.
- Co? – prychnął pod nosem Luke, kręcąc głową. – Wybij sobie to z głowy. Między nami nigdy nic nie było i nie będzie.
- W końcu zmienisz zdanie – rzuciła, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Nawet, gdyby mnie torturowali, to moje zdanie się nie zmieni – powiedział, nachylając się w jej stronę, a ona wstrzymała oddech. – Nawet wtedy… Nigdy mnie nie kręciłaś Harper i nigdy nie będziesz. Jesteś dziewczyną, która nie jest w moim typie. Szczególnie, jeśli chodzi o twój charakter i sposób bycia. Nie mógłbym być z kimś, kto zupełnie nie ma szacunku do ludzi.
        Wyprostował się. Puścił jej oczko. Odwrócił się i poszedł do klasy, w której zaraz miała rozpocząć się lekcja.

***
        Harper jeszcze przez chwilę stała na korytarzu, odprowadzając wzrokiem Hemmingsa. Zazgrzytała zębami. Kurwa, w którym momencie popełniła błąd… On już od dawna mógł być jej, ale ona zbyt ostrożnie podchodziła do całej sytuacji. A potem zjawiła się ta cała Rivers, przez którą jej paczka jest w totalnej rozsypce. Najpierw zaczęło się od Caluma, a teraz rudzielec przeciągnął na swoją stronę całą czwórkę. Harper zagotowała się ze złości.
- Widzę, że kiepsko ci poszło – powiedziała Angela, zatrzymując się obok niej. Mills prychnęła pod nosem, patrząc na blondynkę.
- Zamknij się – rzuciła, a ona przekręciła oczami. – To jeszcze nie koniec. Rivers zniszczyła naszą relację, więc i ja zniszczę jej relacje. To nie koniec wojny… Nie dam jej tak łatwo wygrać.


***
Kolejny za nami i mam nadzieję, że wam się spodobał. Jest w końcu jakiś konkret odnośnie, jak to piszecie Mori :) Mam nadzieję, że w tym wypadku taki obrót spraw jest satysfakcjonujący :)

Chołka xx - tak, pomyliłaś opowiadania XD Rose w poprzedniej szkole należała do elity, ale nic nie było mówione, że oni coś jej zrobili - i od razu wyjaśniam, że nic jej nie zrobili, nadal się lubią- a przynajmniej w większości :D

Milena - hot scenka będzie, będzie już niedługo :)

Lusia - to witam w klubie, też nie lubię robali, chyba, że to pająki - pająki są spoko :)

Wiktoria Black - rozważam taką opcję, bo ostatnio udaje mi się utrzymać taki harmonogram, więc może zagości na stałe :)

Chcę wam oczywiście też podziękować za te super megaśne komentarze :) Jesteście najlepsiejsze i wiecie, jak zmotywować człowieka do dalszej pracy! :)

Kolejna część w czwartek :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Co robisz?!
- A co można robić w łazience?! – Przekręciłam oczami. Luke naprawdę czasami nie używał mózgu.

***

- Pytanie odnośnie balu – pociągnął temat, a ja pokiwałam głową. – Jak się ubierasz? 
- Co? – wydusiłam z siebie. Serio, to nie mogło poczekać? – Jak, jak? Normalnie. Co cię to obchodzi? – Luke spojrzał na mnie, jak na kosmitkę.
- Idę z tobą, więc mnie obchodzi – powiedział powoli. No… W sumie racja.

***

- Co jest? – zapytałam.
- Nie, nic nie jest - odparł, wzruszając ramionami.

***

- Nie masz gorszych problemów? – mruknęłam cicho.
- Jestem głodny – rzucił cicho. Przekręciłam oczami. Luke czasem przechodził sam siebie.


11 komentarzy:

  1. Jak zwykle super *.* Yesss ! Dojebali temu skurwielowi ... Oooooo Mikey i i Lori w końcu razem TAK SUKO ! <3 Kocham to opowiadanie ! Luke dobrze dogadał tej dziwce , pierdolona szmata ... -.-
    Ściska mocno i pozdrawiam kochana ♥♥
    Ps. Przepraszam za mój niewyparzony język , jestem grzeczną dziewczynką :* - powiedziała z minka niewiniątka <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedziałam, że coś mi nie 'grało. Haha! Świetny rozdział! Harper wkurza mnie coraz bardziej, wyrwałabym jej włosy ;-; lubię te słowo: spoko. Idealnie wpasowuje się do sytuacji, np. kiedy ktoś oczekuje dluższego monologu np. żeby kogoś pocieszyć a tu takie: spoko. B)) sama gubię się w tym co piszę, ale ok. XD

    Czekam! xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Harper mnie wkurza, dobrze, że Lori jest przyłożyła!
    I dobrze, że Ryanowi też się dostało!
    I OMG LORI I MICHAEL RAZEM!!! FANGIRLING POZIOM HARD *0* MORI KURDE FOREVER!! *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, czy Mori po łacinie to nie znaczy śmierć? 0.0
      Tak się teraz skapnęłam 0.o
      Spostrzegawcza ja xD

      Usuń
    2. Ej, czy Mori po łacinie to nie znaczy śmierć? 0.0
      Tak się teraz skapnęłam 0.o
      Spostrzegawcza ja xD

      Usuń
  4. Harper mnie wkurza, dobrze, że Lori jest przyłożyła!
    I dobrze, że Ryanowi też się dostało!
    I OMG LORI I MICHAEL RAZEM!!! FANGIRLING POZIOM HARD *0* MORI KURDE FOREVER!! *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. o boże co tu się dzieje????????!!!!!!!
    Jezus skąd tu bierzesz te wszystkie pomysły?!

    OdpowiedzUsuń
  6. I baaardzo mu dobrze temu dupkowi, że chłopaki mu przyłożyli i brawo dla Lori za rąbnięcie Harper. Jestem z nimi ;) ooooo w końcu Michael i Lori zostali parą, teraz jeszcze tylko Hemmo i Rose niech wyjdą z ukrycia i będzie pięknie :D czy już pisałam, że nienawidzę Harper, pewnie tak bo laski nie cierpię i mam nadzieję, że ona się od nich w końcu odwali. Uwielbiam scenki z udziałem Luka i Rose :) są słodcy. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału i tej hot scenki, która niedługo się ma pojawić :D
    pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć, muszę przyznać że jeszcze nie komentowałam tego o to bloga nigdy. (dołączyłam do grona czytelniczek gdy dodałaś 5 post 3 serii) . Ale historia super. Ni ma się do czego przyczepić. I mam dlatego mam małe pytanie. Pisząc te rozdziały dążysz do jakiegoś szczególnego wydarzenia? Nie chodzi mi tu o jakieś sprzeczki i tym podobne małe epizody tylko coś nowego co odmieni bieg opowiadania.
    Pozdrawiam
    Marysia

    OdpowiedzUsuń