sobota, 8 sierpnia 2015

S3 - Rozdział 14

And I need you now tonight
Ang I need you more than ever
And if you only hold me tight
We'll be holding on forever


       Bal maturalny zbliżał się wielkimi krokami, więc nic dziwnego, że najstarsze klasy przez ostatni tydzień dyskutowały tylko o tym. W piątek przeddzień tego wielkiego wydarzenia, niemalże wszyscy chodzili podekscytowani – no, w szczególności dziewczyny. Nawet mnie nieco bardziej wzięło i sama nie mogłam się doczekać. Choć z początku w ogóle nie chciałam tam iść.

       Ja, Becky i Lori usiadłyśmy przy naszym stoliku. Jako, że zapiekanka była mocno gorąca, postanowiłam zacząć od deseru. Otworzyłam czerwoną galaretkę, która zatrzęsła się w mojej dłoni, a potem wbiłam w nią plastikową łyżkę.
- Nie mogę się doczekać – powiedziała Becky, niemalże podskakując na swoim miejscu. - Chyba wstanę z rana i już zacznę się szykować.
- Nie za szybko? – zapytałam, unosząc brwi do góry. Przyjaciółka spojrzała na mnie, jak na kosmitkę.
- Mark po ciebie przyjeżdża? – zwróciła się do niej Lori, a ona pokiwała głową, wciskając do buzi trzy frytki. – Więc spotkamy się z tobą na miejscu.
- A wy, co? – wydusiła brunetka z pełną buzią.
- Jedziemy razem – odpowiedziałam. – To był pomysł chłopaków.
       I wtedy, jak na zawołanie do stołówki weszła czwórka głośnej szkolnej elity. A raczej jej część, bo od numeru ze skolopendrami, Ryan, Harper i Angela tworzyli osobną grupę. Lori uśmiechnęła się szeroko, widząc, jak Michael rozgląda się po pomieszczeniu. Gdy natrafił na swoją dziewczynę, również się uśmiechnął i machnął do niej.
- Gołąbeczki – wymruczała Becky, a ja parsknęłam śmiechem. Lori zmrużyła na nią oczy, ale mimo wszystko uśmiechnęła się lekko pod nosem. – Mam nadzieję, że jest dla ciebie miły i…
- Jest cudowny i kochany– powiedziała Lori, opierając się na ręce i wlepiając oczy w swojego faceta. 
       Zdusiłam w sobie śmiech. Nie ma co ukrywać, moja psiapsióła wpadła po uszy. Becky uniosła jedną brew do góry i spojrzała na mnie. Wzruszyłam ramionami, mając na twarzy głupkowaty uśmieszek.
- Jeśli ty, jak się zakochasz będziesz się tak zachowywać, to chyba palnę sobie w łeb- oznajmiła, a ja nie mogąc dłużej wytrzymać, wybuchłam śmiechem. Lori prychnęła na nas pod nosem, a potem wyprostowała się.
- Cześć dziewczyny – rzucił Calum, siadając obok Becky.
- Cześć chłopaki – odpowiedziałam razem z brunetką, bo Lori była zajęta sprzedawaniem Michaelowi szybkiego buziaka w usta. Usiadł obok swojej panny, a na jego twarzy gościł szeroki uśmiech. On też wpadł po uszy i nikt mi nie powie, że nie.
       Luke i Ash zajęli miejsca po mojej stronie. Odłożyłam pusty kubeczek po galaretce i złapałam za puszkę z piciem. Otworzyłam ją i przyssałam się do niej, jakbym nie piła od tygodnia.
- Pamiętacie, że dzisiaj po lekcjach spotykamy się na sali gimnastycznej? – zapytał Calum, spoglądając po kolei na każdego z nas.
- Wiemy – rzucił Ashton, rozpakowując batona. – Słyszę to od ciebie chyba już z pięćdziesiąty raz. Dzisiaj jest ostatni dzień i naprawdę nie jesteśmy głąbami Cal. – Hood przekręcił oczami, i zamieszał w swoim talerzu ze spaghetti. Podniósł głowę i spojrzał na blondyna, który lekko zagryzł wargę.
- Co jest? – wypalił Calum, a wszyscy spojrzeli się na Hemmingsa.
- Dostałem projekt do odwalenia ze sztuki– rzucił, krzywiąc się.
- Projekt? – wydusił z siebie Michael. – Myślałem, że nam odpuścili przed jutrzejszą imprezą.
- Spóźniłem się na zajęcia, z jedną osobą i… to w ramach kary- powiedział Luke.
- Nie gadaj, że Clark dał ci zadanie – rzuciła Lori ze śmiechem.- Po jakim czasie wlazłeś mu do klasy?
- Po jakiś dziesięciu minutach, może dłużej – odpowiedział powoli Luke. Miał tak kwaśną minę, jakby co najmniej świat miałby mu się z tego powodu zawalić. Clifford zachichotał pod nosem, a potem Irwin i ja. Calum wpatrywał się w blondyna, jakby chciałby mu przywalić.
- Co to za projekt? – wydusiłam z siebie, siląc się na powagę.
- Kubizm – odpowiedział, wpatrując się w mój talerz. A potem, jakby nigdy nic złapał za moją zapiekankę i ułamał jej kawałek.
- Ej! – rzuciłam, a następnie przekręciłam oczami, kiedy Hemmings wpakował ją do ust.
- Najgorsze jest to, że mamy mu to przesłać jeszcze dzisiaj.
- Dzisiaj?! – warknął Calum, robiąc duże oczy. – Jak to kurwa dzisiaj?! A przygotowania…
- Wyluzuj – wtrącił się Michael. - Mieliśmy z Lukiem rozstawić sprzęt i go sprawdzić. Zajmę się tym sam.
- Dzięki stary – powiedział blondyn, a Calum zacisnął mocniej usta.
- Ja ci pomogę- odezwał się Ashton, wgryzając się w hamburgera. – We dwójkę będzie szybciej.
- I po problemie – rzuciła Becky. – Uwiniemy się z tym szybko Calum, zobacz ile nas tam zebrałeś.
        Hood jednak nie był zadowolony z tej całej sytuacji. Zauważyłam, jak nabiera mocno powietrza, a potem z przekąsem kręci nosem. Wiedziałam jednak, że jak przyjdzie co do czego, to mu ta złość najnormalniej w świecie przejdzie. Hood nie należał do osób, które długo się boczą.
       Spojrzałam na Luke'a, który znów dobrał się do mojego jedzenia, zupełnie ignorując swoje spaghetti. Uniosłam lekko brwi do góry. Westchnęłam i złapałam za nasze talerze. Zamieniłam je. Wzięłam od niego widelec i zajęłam się makaronem. Tyle było z mojej zapiekanki, na którą miałam ochotę.
- Z kim odwalasz ten projekt? – zapytał Irwin, spoglądając na kumpla. Zauważyłam, jak Luke skrzywił się po raz kolejny.
- Z Harper – odpowiedział, a ja myślałam, że coś mnie strzeli. Irwin wydusił z siebie długie uuu.
- Cóż to będzie za współpraca – rzuciła Becky, kręcąc głową.
- Nie dobijaj leżącego – powiedział Luke, a dziewczyna zaśmiała się pod nosem. Zupełnie mi się to nie spodobało. Miałam tylko nadzieję, że Hemmings pójdzie ten projekt robić do niej, a ja nie będę musiała na nią patrzeć w swoim domu. Jeszcze mi tej suki tam brakowało…

        Niestety, ku mojemu nieszczęściu, Luke postanowił, że owy projekt będą robić z Harper u nas. Myślałam, że trzepnę się torbą, gdy mi to oznajmił. Mimo wszystko postanowiłam robić dobrą minę do złej gry. Pozwoliłam im użyć moich książek, które kisiłam na strychu, licząc na to, że ta wywłoka nie będzie mi się kręcić po moim królestwie.
        Ja i reszta pożegnaliśmy się z Hemmingsem, który ruszył w kierunku wyjścia ze szkoły z miną zbitego psa. Było widać, że wolałby zostać tu z nami, niż odwalać zadanie zlecone przez pana Clarka. My natomiast całą grupą skierowaliśmy się do sali gimnastycznej, by wyszykować ją na jutrzejsze wielkie wydarzenie. A pracy trochę było.

***
        Siedział oparty o łóżko, a Harper znajdowała się tuż za nim. Żadne z nich nie poruszało tematu Rosalie, ich dawnej paczki, czy czegokolwiek, co wykraczałoby poza ich projekt. To mu, jak najbardziej odpowiadało.
        Poprawił laptopa, którego miał na kolanach, a ona podyktowała mu kolejny fragment, opierając dłonie na rękach. Od dłuższego czasu leżała wyciągnięta na jego łóżku, niemalże zwisając nad jego ramieniem. Usłyszał za plecami szelest kartek, kiedy dziewczyna przewróciła kolejną stronę. Zupełnie stracił poczucie czasu i miał wrażenie, że zadanie to ciągnie się w nieskończoność.
- To będzie ostatnie – powiedziała. – Zostanie tylko podsumowanie.
- Nareszcie –odpowiedział. 
        Malarstwo nie było jego działką. Nie znał się na tym, a ten cały kubizm był w ogóle dla niego dziwną formą sztuki. W obrazach Rosalie przynajmniej widać było jakiś sens i z góry było wiadomo, na co się patrzy. Tu królowało coś zupełnie innego – pstrokate barwy, mocno zarysowane kąty i figury geometryczne, które tworzyły dzieła. Podchodziło to dla niego pod abstrakcję, choć wiedział, że to zupełnie inny kierunek w sztuce.
- Możemy użyć w podsumowaniu tego, co napisałeś wcześniej w notatkach – pociągnęła Harper, podsuwając mu pod nos jego zapisane kartki. – Będzie się nadawać.
- Okej.
- Wrzucimy parę obrazków z neta i po sprawie. – Wstała z miejsca i podała mu książkę. – Przepiszesz to? Muszę skorzystać z łazienki. – Pokiwał tylko głową, kładąc książkę na ziemi. Wlepił oczy w drobny druk, słysząc, jak Harper wychodzi z jego pokoju.

***
       Dziewczyna wyszła na hol. Przez chwilę stała nieruchomo nasłuchując. W domu nadal nikogo oprócz nich nie było. Uśmiechnęła się pod nosem. Spojrzała na drzwi, które miała przed sobą. Podeszła do nich. Uchyliła je. Bingo… Pokój Rosalie.
       Po raz kolejny zaczęła nasłuchiwać, by mieć pewność, że Luke nie ruszył się ze swojego miejsca. Nie słysząc jednak jego kroków, weszła cicho do pokoju rudowłosej. Przymknęła drzwi. Rozejrzała się uważnie, szukając tego, po co przyszła. W końcu jej wzrok natrafił na garderobę.
       Niewiele myśląc podeszła do niej i otworzyła ją. Na samym przedzie wisiała jej sukienka. Sukienka przyszykowana na jutro.
- Masz jednak gust Rivers – powiedziała Harper sama do siebie. – Szkoda, że będzie trzeba nieco ją oszpecić.
        Odwróciła się, a następnie podeszła do biurka. Z niewielkiej metalowej tuby wyciągnęła nożyczki. Razem z nimi wróciła do sukienki. Raz jeszcze obejrzała ją dokładnie, uśmiechając się przy tym złośliwie. Po chwili nożyczki poszły w ruch, przecinając błękitny materiał.

***
        Kiedy Harper wróciła do pokoju, Luke siedział na łóżku, wrzucając ostatni obrazek. Spojrzał na nią, gdy ta usiadła obok niego. Nachyliła się, by zobaczyć, na jakim jest etapie. Uniosła brwi do góry i pokiwała głową, zauważając, że skończył.
- Zapisałaś jego meila? – zapytał Luke.
- Tak – odparła, wyciągając z torby swój różowy kalendarz. Przekartkowała go, a potem podała mu adres.
- Nic już nie poprawiamy?
- Nie. Jest naprawdę dobrze- odpowiedziała z lekkim uśmiechem. – Możesz wysyłać.
        Blondyn nacisnął przycisk wyślij i ich projekt poleciał do nauczyciela. Odłożył laptopa na szafkę, znajdującą się tuż przy łóżku, a potem bez słowa zaczął zbierać książki, które należały do Rosalie. W końcu jednak odwrócił się w stronę Harper, która dokładnie śledziła jego ruchy.
- Co jest? – wypalił, a ona tylko wzruszyła ramionami. Przestała się uśmiechać. – No, mów.
- Przykro mi – powiedziała, spuszczając głowę.
- Przykro ci? – Pokiwała głową, a on prychnął pod nosem. Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Wiem, że byłam suką Luke.
- Nawet nie zaprzeczę – odparł, a ona wlepiła w niego swoje brązowe oczy.
- Rose też nie była święta.
- Żadna z was nie była – powiedział Luke, odkładając książki na bok. – Ale ona nie robiła ci takich świństw.
- A mój samochód?
- Ty zaczęłaś – odparł, wpatrując się w nią. – Ty i twój pomysł z czerwoną farbą.
- Chcę cię przeprosić.
- Mnie? – zapytał zdziwiony. A ona pokiwała głową. – To ją powinnaś przeprosić, a nie mnie.
- Ale to też uderzyło w ciebie – odparła, odgarniając z czoła brązowe kosmyki włosów. – Naprawdę mi przykro przez to, co się stało. Szczególnie przy tej ostatniej akcji. Naprawdę mnie poniosło.
- Poniosło.
- Wiem, że ja i Rose nigdy się nie dogadamy- pociągnęła, nie spuszczając z niego wzroku. Przybliżyła się do niego. – Ale byliśmy naprawdę zgarną paczką i ja to wszystko rozwaliłam. Chcę to naprawić, tylko zupełnie nie wiem, jak…
- Ja tym bardziej nie wiem Harper.
- Wiem, jaka byłam. Wiem, co mówiłam i co robiłam. To nie tak powinno być… - Spojrzała w jego błękitne oczy. – Byłam zazdrosna.
- Zazdrosna?
- O ciebie – wyszeptała, a Luke uniósł brwi do góry. – O chłopaków w pewien sposób też, bo ona przyciągnęła ich do siebie. Przyciągnęła też ciebie. Wtedy na korytarzu… Powiedziałam ci to w mało subtelny sposób. Wiem, że ty nie czujesz tego samego do mnie, ale powinieneś wiedzieć…
- Co?
- Zakochałam się w tobie Luke – odparła, przysuwając się do niego jeszcze bliżej. Blondyn zrobił zaskoczoną minę. – I chyba to najbardziej mnie frustrowało, że ty tego nie widzisz. Że ty w pewien sposób zafascynowałeś się nią, a nie mną. Mimo wszystkich moich starań, ty nadal traktowałeś mnie po prostu, jak kumpelę. Chyba to wszystko doprowadziło do tego, że zaczęłam robić wszystkie te rzeczy, aby ona odsunęła się od nas.
- Co przyniosło zupełnie odwrotny skutek- powiedział Hemmings, kręcąc głową.
- Wiem… Dlatego żałuję tego. Naprawdę…
- Okej…
- Nie jest okej Luke – odparła, a on spiął się, gdy dotknęła jego ramienia. Spojrzała mu w oczy. Jej dłoń powędrowała wyżej. Dotknęła jego twarzy, a on ku jej zdziwieniu, odsunął się.
- Co ty wyprawiasz? – zapytał, gdy ona uklęknęła tuż przy nim. Była tak blisko niego, że dokładnie mógł obejrzeć jej ciemne tęczówki i różowe wargi. Ujęła jego twarz w dłonie.
- Naprawdę nie mogę się powstrzymać – wyszeptała, napierając na niego. Zanim zdążyła przysunąć swoje usta do jego, on złapał ją za ręce i odciągnął od siebie.
- Harper lepiej będzie, jak już pójdziesz – powiedział powoli.
- Przepraszam- odparła, wstając z łóżka. - I faktycznie będzie lepiej, jak pójdę – dodała, słysząc, że ktoś wszedł do domu.
       Bez słowa zabrała swoje rzeczy, a potem wyszła z jego pokoju. Luke przez chwilę siedział na łóżku, analizując to, do czego mogło między nimi dojść. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Jak mogła wymyślić coś tak głupiego? Nic do niej nie czuł. Nic, co by nawet choć trochę popchnęło go w jej stronę. W jego głowie siedział zupełnie ktoś inny… Ktoś, kto powodował, że na samą myśl o niej, uśmiechał się szeroko. Rosalie…

***
       Weszłam do domu z mamą, która od razu skierowała się do kuchni. Byłam wykończona, bo Calum narzucił nam takie tempo, że pracowaliśmy, niczym mrówki. Podniosłam głowę i przekręciłam oczami, widząc, kto schodzi po naszych schodach. Harper.
       Uśmiechnęła się do mnie triumfalnie, a następnie minęła mnie, uderzając przy tym w ramię. Spojrzałam na nią, powstrzymując się przed wypowiedzeniem soczystego epitetu w jej stronę. W trybie natychmiastowym wcisnęła na nogi szpilki i wyszła z domu, pokazując mi na odchodnym środkowy palec.
- Kto to? – zapytała mama, wychylając się z kuchni.
- Właśnie wyszła jedna taka – odparłam, machając ręką w stronę drzwi. – Nie ważne. Szkoda na nią słów.
- To koleżanka Luke'a? – dopytywała się.
- Nie mam pojęcia, jak to teraz z nimi jest – rzuciłam, wzruszając ramionami.
- Myślisz, że mają się ku sobie? – zapytała ze śmiechem, a ja zrobiłam wielkie oczy.
- Bez jaj, nawet ich nie łącz – prychnęłam pod nosem, a mama zachichotała pod nosem.
- Naprawdę jej nie lubisz.
- Nawet gorzej – mruknęłam. – Pomóc ci?
- Nie, dam sobie radę.
- W razie, co krzycz.
- Jasne słonko – powiedziała Sarah ze śmiechem.
       Odwróciłam się, poprawiłam torbę, którą miałam na ramieniu i ruszyłam w stronę schodów. Następnie skierowałam się do swojego pokoju. Odłożyłam torbę. Wzięłam piżamę z łóżka i poszłam z nią do łazienki. Dochodziła ósma, więc śmiało mogłam wbić się w moje nocne ubranko, które składało się z krótkich czarnych spodenek i zielonej koszulki w małe obciachowe czerwone serduszka. Mój prezent od babci… Który do tej pory pozostawiam bez komentarza.
       Kiedy wróciłam do pokoju, związując swoje mokre włosy, zauważyłam lekko uchylone drzwi od swojej garderoby. Zdążyłam do nich dojść, kiedy do środka weszła mama.
- Przyniosłam ci czyste ubrania, ale musisz je jeszcze raz poskładać, bo robił to Dan i to nie wygląda za dobrze.
- O, dzięki.
        Podeszła do mnie i podała mi je. Otworzyłam drzwi, by wsadzić rzeczy do środka. Nie miałam ochoty składać ich dzisiaj, więc chciałam walnąć je na najniższą półkę i zająć się tym jutro. Jednak, jak tylko spojrzałam na moją sukienkę, ubrania wyleciały mi z rąk.
        Moja sukienka przyszykowana na bal, była w opłakanym stanie. Była ponacinana i podarta z różnych stron, a pojedyncze strąki materiału zwisały z niej bezwiednie. Wiedziałam, kto to zrobił i aż się we mnie zagotowało. I to do tego stopnia, że nie wytrzymałam i wypuściłam z oczu duże krople łez, czując się totalnie bezsilna na wszystkie zagrywki Harper.
        Cichy szloch, który wydobył się z moich ust, zatrzymał moją mamę, która już wychodziła z pokoju. Spojrzała na mnie, a ja zobaczyłam w jej oczach przerażenie, tym, że tak nagle zmienił mi się humor. Szybko podeszła do mnie i dopiero wtedy dostrzegła przyczynę mojego stanu.
- Co tu się stało?- zapytała, a ja pokręciłam głową. Przełknęłam łzy, a ona objęła mnie mocno, co spowodowało, że zaszlochałam w jej ramię jeszcze głośniej. – Wiesz, kto to zrobił?
- Domyślam się – powiedziałam wilgotnym głosem.
- To ta, co wychodziła z domu?
- Mamo, nie mieszaj się – poprosiłam, a ona ujęła moją twarz w dłonie.
- Jak mam się nie mieszać, kiedy zrobiła coś takiego…
- Bo będzie jeszcze gorzej – jęknęłam. – Obiecaj mi to… Że nie będziesz się mieszać!
       Mama wpatrywała się we mnie ze współczuciem, a potem czując się najwidoczniej na przegranej pozycji, pokiwała głową. Przytuliła mnie do siebie mocniej. Poczułam, jak powoli głaszcze mnie po plecach.
- To nie koniec świata Rosalie – wyszeptała. – Wymyślimy coś innego…
- Mamo – powiedziałam cicho. – Jak wymyślimy, jak bal już jutro.
- Wymyślimy – odparła stanowczo. – Moja córka i tak pójdzie na bal. – Znów ujęła moją twarz w dłonie. – Pójdzie i będzie się dobrze bawić, okej?
- Okej – rzuciłam, dla świętego spokoju, chociaż w środku wcale nie czułam się w porządku. Wiedziałam, że moje pójście stoi pod znakiem zapytania, bo znalezienie kolejnej sukienki może się nie udać. A ja naprawdę chciałam tam być. I naprawdę chciałam się dobrze bawić z Lukiem, chłopakami i moimi przyjaciółkami. To miał być nasz wieczór, a Harper w tak szybki sposób wszystko zniszczyła.
- Rose mam pytanie – Usłyszałam głos blondyna, który wparował do pokoju. Zatrzymał się i spojrzał na nas, robiąc zaskoczoną i nieco przerażoną minę. – Co się stało?
- Nic – odpowiedziałam, wycierając dłońmi oczy.
- Właśnie widzę- mruknął, wpatrując się we mnie uważnie.
- To przez twoją koleżankę – powiedziała Sarah, spoglądając na chłopaka. Wskazała mu zniszczoną sukienkę, a Luke wytrzeszczył oczy.
- Kurwa – syknął pod nosem.
- Luke! – skarciła go mama, ale on nic sobie z tego nie robił. Widziałam jednak, że się wkurzył. Zdołałam to wychwycić, zanim odwrócił się i wyszedł szybko z pokoju. Widziałam go w tym stanie już nie raz.
- Mamo – powiedziałam, odsuwając się od swojej rodzicielki. – Zostawisz mnie.
- Ale Rosalie…
- Nic mi nie będzie, po prostu chce zostać sama. Zrób to dla mnie.
- Niech będzie – odparła. Cmoknęła mnie szybko w czoło, a potem niechętnie wyszła z mojego pokoju.
        Złapałam za rozrzucone po podłodze rzeczy. Pociągając nosem i dalej zalewając się łzami, wrzuciłam je na półkę. Następnie ściągnęłam sukienkę z drzwi i wcisnęłam ją w najdalszy kąt, aby na nią nie patrzeć. Zamknęłam drzwi, obeszłam łóżko i usiadałam na podłodze. Podciągnęłam nogi pod samą klatkę piersiową. Oparłam głowę na ramionach i dalej płakałam, dając upust złości. Nienawidziłam Harper jeszcze bardziej.

***
        Wszedł do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Warknął pod nosem i sięgnął po telefon. Szybko odnalazł numer Mills. Niewiele myśląc nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył komórkę do ucha. Odebrała po drugim sygnale.
- Hejka Luke – rzuciła słodkim głosem. – Coś nie tak z projektem?
- Chyba coś nie tak z tobą!
- Co jest?
- Jeszcze się pytasz?! Byłem naprawdę skory uwierzyć w to, że jest ci przykro i że chcesz, by było, jak dawniej…
- Oczywiście, że chcę – wtrąciła się.
- Nie Harper, ty po prostu dalej prowadzisz swoje durne gierki. Jesteś zwykłą suką Mills!
- Ale Luke…
- Odpieprz się! Ode mnie, od Rosalie i całej naszej grupy! – I rozłączył się. 
       Był wściekły. Nosiło go, ale wiedział, że w tej sytuacji ta jego złość na niewiele się przyda. Musiał coś wymyślić. Chciał jej poprawić humor. Chciał, by ona nie zrezygnowała przez ten incydent z jutrzejszego wyjścia. W głowie zaświtał mu pewien pomysł.
       Wyszedł z pokoju. Spojrzał na zamknięte drzwi, które miał przed sobą. Spuścił głowę i klnąc pod nosem, zszedł na dół. Dopiero, gdy znalazł się w kuchni, zauważył, że jego tata wrócił z pracy. Sarah właśnie opowiadała mu, co się stało. Oboje spojrzeli na niego, a on zacisnął zęby.
- Co z Rose? – zapytał, opierając się o krzesło.
- Chciała zostać sama – powiedziała Sarah. – Nie rozumiem, jak mogła zrobić coś takiego…
- One od dawna prowadzą ze sobą wojnę – odparł Luke.
- Więc dlatego chciała żebym się nie wtrącała.
- I tak będzie najlepiej – powiedział blondyn. – Sarah – kobieta spojrzała na niego – rano będę potrzebował twojej pomocy.
- Jasne. W czym?
- Rano ci powiem. – Sarah uniosła brwi ze zdziwienia.
- Co ty knujesz? – zapytał Dan, wpatrując się w syna.
- Po prostu, chcę coś zrobić, a jeszcze dokładnie nie wiem, jak to zrobić.
- Widzę, że to skomplikowane – stwierdził starszy Hemmings.
- Rose jest u siebie? – zapytał Luke.
- Tak, ale chciała być sama- odpowiedziała powoli Sarah. – Nie zdziw się, jak cię zaraz wyrzuci.
- Mnie nie wyrzuci – rzucił z pewnością w głosie. Kobieta spojrzała na niego zaskoczona. – Mam z nią pewną umowę.
- Umowę?
- Umowę – powtórzył Luke, a następnie odwrócił się i wyszedł z kuchni, zostawiając za plecami rodziców.

***
       Wylałam z siebie kolejną porcję łez, gdy usłyszałam za plecami otwierające się drzwi. Ktoś wszedł do środka. Zacisnęłam mocniej usta. Naprawdę potrzebowałam spokoju i samotności, aby się pozbierać. Usiadł obok mnie i dopiero, kiedy poczułam jego dłoń na swojej, rozpoznałam, kto to. Luke.
- Zostaw mnie – mruknęłam, nie podnosząc głowy.
- Nie.
- Nie? – odparłam zaskoczona. Spojrzałam na niego, a ten lekko przegryzł wargę.
- Pamiętasz, co powiedziałem po tej akcji na plaży? – zapytał, delikatnie głaszcząc mnie po dłoni.
- Mówiłeś dużo rzeczy.
- Między innymi to, że przy mnie zawsze możesz płakać, a ja zawsze będę obok, by cię pocieszyć. Dlatego nie zostawię cię. Nie w tym momencie. Nigdy cię nie zostawię.
       Jeśli myślał, że po jego słowach przestanę się mazać, to się pomylił. Z moich oczu wypłynęło jeszcze więcej łez. I to nie dlatego, że wkurzyłam się na niego, że nie chce wyjść. Powodem tego było to, że po prostu się wzruszyłam. To, co powiedział sprawiło, że zrobiło mi się cieplej na sercu, a ja rozkleiłam się jeszcze bardziej.
       Luke przybliżył się. Złapał mnie za ramiona i przytulił do siebie. Wcisnęłam się mocniej w jego koszulkę, a on objął mnie ciaśniej. Pozwolił, bym łzami moczyła mu bluzkę. Jego dłoń delikatnie przesuwała się po moich plecach i włosach. Uspokajał mnie.
- Luke – powiedziałam, nie odrywając się od niego.
- Tak?
- W razie, czego pójdziesz na ten bal sam – wydusiłam z siebie.
       Znów złapał mnie za ramiona. Odciągnął mnie od siebie i spojrzał w moje zaczerwienione ciemne oczy. Przejechał palcami po mojej twarzy, usuwając z nich łzy. Niepewnie utkwiłam wzrok w jego błękitnych tęczówkach.
- Pójdę na ten bal tylko i wyłącznie z tobą – odparł powoli. – Jeśli ty zostaniesz w domu, ja też zostanę.
- Nie, nie… tak nie…
- Nie wygonisz mnie na niego siłą. Chcę tam iść z tobą. Jeśli nie, oboje zostaniemy w domu.
- Ale Luke, to bal maturalny…
- No i co?
- Twój bal…
- Twój też. – Nie dawał za wygraną. – Co będzie złego w tym, że urządzimy sobie maturalne piżama party? – zapytał z lekkim uśmiechem, a ja mimo wszystko parsknęłam śmiechem. – Też będziemy dobrze się bawić.
- Będę cię mieć na sumieniu – odparłam, a on znów mnie przytulił.
- Nie, na sumieniu nie – powiedział, a ja wyczułam, że się uśmiecha. – Ewentualnie pod albo nad sobą księżniczko.
- Jesteś nienormalny – skwitowałam. Zauważyłam, że przestałam płakać. Luke skutecznie potrafił poprawić mi humor.
- Ale uroczy – odparł, a ja zaśmiałam się po raz kolejny.  



***
I następny rozdział za nami. Byłam pewna, że jednak wstawię go sobotę, ale moje plany uległy zmianie, więc bez problemów mogę go dodać teraz :)

Jak pisałam ostatnio, ten sezon też powoli dobiega do końca. Rozdział numer 15 wyszedł mi tak długi, że musi zostać podzielony na dwie części - i to dwie dłuższe części, więc mam nadzieję, że to jakoś wytrzymacie :)

Dla tych, co nie mają jeszcze tego opowiadania dosyć, informuję również, że tworzy się czwarty sezon :) Monia nawet stworzyła mi do niego zwiastun, bo będzie łapał się trochę innej tematyki - ale na tapecie nadal będzie ta nasza dwójka łosi (czyli Rose i Luke) :D Już mam nadzieję, że będzie się wam podobał, choć wrzucę go na bloga dopiero w ostatnim rozdziale tego sezonu - dobra, chyba mało składnie mi to wyszło, ale wiemy, o co chodzi, nie? :D

Magdalena Rodziewicz - gdzie pracuję? Handel - taka odpowiedź musi ci wystarczyć :)

Lusia - życzę ci miłego i udanego wyjazdu :)

Dziękuję wam za tak mega pozytywne komentarze. Miałam mega zaciesz do tableta, jak je czytałam. Wy wiecie, jak podnieść mi motywację do dalszego pisania! Dziękuję raz jeszcze! Jesteście najlepsiejsze z najlepsiejszych! :)

Kolejny rozdział w poniedziałek :)

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Jesteś najlepszy – powiedziałam ciszej, muskając ustami jego usta.
- To miłe… Zapamiętam to sobie.

***

- To było słodkie – powiedział z uśmiechem.
- To było żenujące – odparłam.

***

- To źle, że jestem ciekawy?
- Od kochanka – powiedziałam, ze złośliwym uśmiechem na ustach.
- Tak? Nie przypominam sobie, bym coś ci wysyłał – skwitował ze śmiechem.

***

- Tak się zastanawiam, co ci Hemmingsowie w sobie mają, że obie Rivers na nich poleciały i odwrotnie – rzuciła Becky, a ja prawie zakrztusiłam się własną śliną. – W końcu to przyjaźń z dodatkiem – pociągnęła, uśmiechając się do mnie dwuznacznie.

***

- Wchodzisz w ten dziwny, bardzo poważny stan – odparłam. – Zauważyłam to. Od jakiegoś czasu tak masz. Powiem coś nie tak, coś, co stricte dotyczy naszej relacji, a ty dostajesz grobowej miny. Nie rozumiem tylko, dlaczego? – zapytałam, spoglądając w jego błękitne oczy. Luke przygryzł wargę. – Wiem, że i tak mi nic nie powiesz- dodałam zrezygnowanym tonem.


9 komentarzy:

  1. Dziękuję, ta odpowiedź mnie usatysfakcjonowała. Jest godzina 0:59 a ja czytam twój rozdział i wiesz co? Chciałabym być Rose, kocham tę ich dziwną relacje... I jeśli mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie... Ile masz lat? Bo piszesz jak zawodowa pisarka... Jak kiedyś skończysz te opowiadanie napisz coś jeszcze będę twoją największą fanką...

    OdpowiedzUsuń
  2. Harper jest taką... ugh
    To po prostu żałosne! Jak tak można!
    Czuję, że Luke coś planuje *a tak wgl to jaki z niego słodziak awww *0* Uroczyy*
    Kocham kocham kocham to! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Harper jest taką... ugh
    To po prostu żałosne! Jak tak można!
    Czuję, że Luke coś planuje *a tak wgl to jaki z niego słodziak awww *0* Uroczyy*
    Kocham kocham kocham to! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny
    Pozdrawiam
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
  5. Harper ty głupia wywłoko!!! Matko jak ja jej nie cierpię, Luke dobrze jej nagadał, niech się od nich w końcu odwali i będzie spokój. Głowa do góry Rose, będzie dobrze. Luke czy możesz przestać być taki słodki? :)) uwielbiam ich razem ;) jestem ciekawa co takiego wykombinował Hemmo. Te fragmenty tylko mnie jeszcze bardziej zaciekawiły, szczególnie ostatni. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału! Już bym go chciała ;)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże jaka suka z tej Harper !!
    Rozdział cudowny juz nie mogę doczekać się poniedziałku ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że Luke powie Rose, że się w niej zakochał. Byłoby super! ��
    Harper jest taka dwulicowa! �� To moja najmniej lubiana postać w tym opowiadaniu. No, ale kto się ze mną nie zgodzi?
    PS. O Mój Boże, jest mi strasznie głupio, że nie komentowałam poprzednich rozdziałów i nawet nie będę się usprawiedliwiała. ��
    Pozdrawiam ��

    OdpowiedzUsuń