poniedziałek, 10 sierpnia 2015

S3 - Rozdział 15 cz.1

You're simply the best, better than all the rest
Better than anyone, anyone I've ever met


       Usłyszał dźwięk budzika. Przekręcił się na bok i na oślep wyciągnął rękę przed siebie. Złapał za telefon i wyłączył go. Padł na poduszki, otwierając oczy. Wiedział, że nie może przysnąć, bo to może skutkować tym, że obudzi się w południe. Przez chwilę leżał, wsłuchując się w ciszę panującą w jego pokoju, a potem dźwignął się i wstał z łóżka, szeroko ziewając.
       Wyszykowany do wyjścia, zszedł na dół. Sarah na szczęście już była na nogach, kompletnie ubrana i gotowa do pokazania się światu. Uśmiechnął się do niej, siadając na krześle obok. Podsunęła mu bliżej kubek z parującą kawą.
- Choć dzisiaj mam wolne, to wstałam z samego rana – powiedziała powoli, a on utkwił w niej swoje błękitne oczy. – Powiesz mi, co to za plan?
- Powiem – rzucił, kiwając głową.
- Więc?- zapytała ze śmiechem.
- Pojedziesz ze mną w jedno miejsce – odparł tajemniczo, a kobieta przekręciła oczami.

***
       Cieszyłam się z jednej rzeczy. Że wstając rano, moja twarz darowała mi przykry obrazek, jakim mogły być spuchnięte od płaczu oczy. Na całe szczęście wyglądałam normalnie – normalnie, jak po wstaniu z łóżka. Doprowadziłam się do tak zwanego stanu używalności, a potem wróciłam do pokoju, kompletnie nie wiedząc, co powinnam zrobić. Nie miałam sukienki, a dziś był bal. Spojrzałam na zegarek. Było po jedenastej. Nic się nie stanie, jak przez najbliższą godzinę jeszcze trochę się nad sobą poużalam. Choć przeważnie należałam do osób, które działały nie patrząc na to, co się dzieje, to dziś jednak nie miałam ochoty ruszać się z miejsca. Padłam na łóżko, obejmując ramionami poduszkę i gapiłam się w okno przed sobą, zastanawiając się, co robić. 
       Zza drzwi dochodziły do mnie głosy i kroki innych domowników, którzy krzątali się to w jedną, to w drugą stronę, ale ja, jakbym była odcięta od ich świata. W końcu jednak musiałam wrócić do rzeczywistości. Mianowicie do pokoju wparowała mi mama.
- A ty co? Masz zamiar przeleżeć w łóżku cały dzień, a potem szykować się na bal na ostatnią chwilę? – rzuciła ze śmiechem. Nie wiedziałam, czemu ją to tak bawiło, bo mnie akurat do śmiechu nie było.
- Jaki bal, mamo? - mruknęłam. – Nie mam przecież, w czym iść.
- Jak to nie? Masz sukienkę – powiedziała z pewnością w głosie, a ja zacisnęłam mocniej usta. Żadna moja stara kiecka nie nadawała się na dzisiejsze wyście. I byłam pewna, że mama o tym wiedziała.
- Nie, nie mam. Moja sukienka została zniszczona, wczoraj, przez głupią…
- Chyba nie mówisz o tej, która wisi w salonie – wtrąciła, ze śmiechem.
       Zrobiłam wielkie oczy i powoli, jak w zwolnionym tempie odwróciłam się w jej stronę. Sarah stała w drzwiach, z szerokim uśmiechem na ustach. Mogłabym pomyśleć, że mnie wkręca, ale widząc jej roześmiane oczy pełne ekscytacji, wiedziałam, że mówi prawdę. Mama nie mogła się doczekać mojej reakcji.
       Zerwałam się z łóżka, jak oparzona. Wyciągnęła w moją stronę rękę, a ja złapałam za nią. Pozwoliłam, by pociągnęła mnie w stronę schodów. Szczerze, to ledwo za nią nadążałam. Niemalże zbiegłyśmy na dół.
       Weszłam do salonu pierwsza. Zrobiłam wielkie oczy, rozchylając usta ze zdziwienia. Na krześle wisiała moja sukienka. Była taka sama, jak ta, którą kupiłam z dziewczynami. Podeszłam do niej, nie wiedząc, jak to się stało. Dotknęłam ją niepewnie, jakby miała zaraz zniknąć mi z oczu. Ale ona była prawdziwa… Cała i totalnie prawdziwa.
       Odwróciłam się do mamy i rzuciłam się w jej ramiona. Usłyszałam jej śmiech. Na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Mogłam iść na bal. Mogłam iść i bawić się z resztą.
- Dzięki, dzięki, dzięki… - zaczęłam, ściskając ją mocniej. Mama spojrzała na mnie i pogładziła mnie po policzku.
- Nie mnie powinnaś dziękować – odparła ze śmiechem. – Ja tylko robiłam za doradcę.
- Co?- zapytałam, spoglądając na nią z zaskoczeniem. – Jak to?
- Nie powiem, ale sama chciałam cię dzisiaj wyciągnąć na zakupy, by kupić nową sukienkę, ale Luke i jego plan był szybszy.
- Luke? To Luke?
- To Luke – odpowiedziała, nadal szeroko się uśmiechając. – Wyciągnął mnie z rana do Sally…
- Przecież Sally ma zamknięte w weekendy.
- Też to mu powiedziałam, ale Luke i tak chciał tam pojechać. Sally mieszka nad sklepem…
- To wiem.
- I Luke do niej poszedł – rzuciła ze śmiechem. - Mogę się założyć, że sprzedał jej jakąś łzawą historyjkę, dorzucił do tego te swoje smutne błękitne oczy i nagle Sally pojawiła się w sklepie. Szybko podała nam identyczną sukienkę, którą u niej kupiłaś. Ja tylko dobrałam odpowiedni rozmiar.
       W tym momencie moje oczy chyba nie mogły być większe. Byłam tak tym wszystkim zszokowana, że mój mózg dopiero po chwili przeanalizował wszystko to, co powiedziała mama. Z szerokim uśmiechem na ustach, znów spojrzałam na moją nową sukienkę. Nie mogłam uwierzyć, że zrobił dla mnie coś takiego.
- Myślę, że powinnaś mu podziękować – powiedziała z uśmiechem, klepiąc mnie po ramieniu.  – Jest w swoim pokoju.
       Pokiwałam tylko głową i w trybie natychmiastowym opuściłam salon. W tym momencie byłam tak szczęśliwa i zadowolona z życia, że nie było dla mnie rzeczy niemożliwej do zrobienia. Jak jeden gest, jak jedna sukienka, mogła zmienić cały obraz sytuacji, która dla mnie wydawała się być beznadziejna.
       Wbiegłam na górę i zatrzymałam się przed jego drzwiami. Miałam gdzieś pukanie i te inne grzecznościowe bzdety. Po prostu wparowałam mu do pokoju, szczerząc się, jak idiotka.
       Luke podniósł głowę znad zapisanych kartek. Siedział na łóżku, a tuż przy jego nogach stała jego gitara akustyczna. Spojrzał na mnie z uśmiechem na ustach. Chyba domyślił się, że już wiedziałam, a raczej widziałam, co dla mnie zrobił. Niewiele myśląc podbiegłam i rzuciłam się na niego. Nie było to najdelikatniejsze podziękowanie, bo użyłam do tego trochę więcej siły, więc Luke nie utrzymał się w pozycji siedzącej i oboje pacnęliśmy na łóżko. Kartki wyleciały mu z rąk i opadły na podłogę.
- Dziękuję – powiedziałam, obejmując go ciasno ramionami. Zaśmiał się, leżąc pode mną.
- Jest taka sama? – zapytał, wpatrując się we mnie.
- Jest identyczna – odparłam, spoglądając w jego błękitne tęczówki. Uśmiechnął się, a ja pocałowałam go. Oddał mi pocałunek, ujmując moją twarz w swoich dłoniach.
- Jesteś najlepszy – powiedziałam ciszej, muskając ustami, jego usta.
- To miłe… Zapamiętam to sobie.
- Najlepszy – powtórzyłam, a on znów się zaśmiał.
- Więc nasze wspólne wyjście na bal jest nadal aktualne?
- Jak najbardziej – odparłam. 
       Luke uśmiechnął się po raz kolejny i znów mnie pocałował. Poczułam jego dłonie na plecach i cicho westchnęłam. Mogłabym to z nim robić na okrągło i nie mieć dość. W końcu jednak musiałam się od niego oderwać. Uniosłam się na rękach, a on spojrzał na mnie.
- Co?
- Muszę się szykować.
- Gdzieś idziesz?
- Na bal maturalny – odpowiedziałam, cmokając go w nos. Wstałam z niego, a ten uniósł się na łokciach, wlepiając we mnie swoje błękitne oczy.
- Przecież jest dopiero parę minut po dwunastej – powiedział, zerkając na zegarek.
- Wiem, zostało mi mało czasu – odparłam i wyszłam z pokoju, zostawiając go samego, lekko rozbawionego, za swoimi plecami.

       Odgarnęłam włosy z ramion, a następnie przeciągnęłam usta pomadką. Schowałam ją do małej torebki kopertówki, która leżała na biurku. Szkoda tylko, że nie pomyślałam o tym, by zaopatrzyć się w coś większego, bo po władowaniu do niej wszystkich niezbędnych rzeczy, zabrakło w niej miejsca na telefon. O kluczach w ogóle nie myślałam, bo wiedziałam, że Luke będzie miał swój komplet w kieszeni.
       Złapałam za nią i za komórkę. Spojrzałam raz jeszcze w lustro. Byłam gotowa. Wyszłam z pokoju w tym samym momencie, co on. Podniosłam głowę i uśmiechnęłam się szeroko. Matko… Wyglądał nieziemsko i elegancko. Jego blond włosy, jak zwykle były postawione do góry. Miał na sobie trzyczęściowy, dobrze dopasowany czarny garnitur oraz tego samego koloru krawat. Koszula była w niemal identycznym odcieniu, co moja błękitna sukienka. Wiem, że byłam w pewien sposób narwana na jego punkcie, szczególnie, że mocno pociągał mnie fizycznie, ale teraz naprawdę miałam wielką ochotę, to z niego zerwać albo chociaż częściowo zerwać. Musiałam jednak wrócić na ziemię.
- Wyglądasz przepięknie księżniczko – powiedział cicho, uśmiechając się do mnie szeroko.
- Tobie też niczego nie brakuje przystojniaku – odparłam, a on przekręcił oczami.
       Dał mi znak ręką, bym poszła przodem. Ruszyłam w stronę schodów, a on był tuż za mną. Kiedy tylko zeszłam kilka stopni w dół, usłyszałam podekscytowany pisk mojej mamy.
- Wyglądacie fantastycznie! – krzyknęła, podskakując w miejscu, jak nastolatka. – Och, Dan! Czy oni razem nie wyglądają wspaniale?! – Odwróciła się do niego i potrząsnęła nim. Mężczyzna zaśmiał się pod nosem, a następnie spojrzał na nas z uśmiechem.
- Wyglądają, wyglądają – powiedział.
- Matko Luke – zaczęła moja mamuśka, która po tym, jak zeszliśmy, zaczęła krążyć na około nas. - W garniturze ci do twarzy. Rose skarbie, wyglądasz pięknie.
- Dzięki Sarah – powiedział Luke, siląc się na to, by nie wybuchnąć śmiechem.
- No, ustawcie się… - zaczął Dan, ale mama szybko przejęła pałeczkę.
- Tak, tak… Musi być zdjęcie!
- Kochanie – zaczął mężczyzna, spoglądając na swoją narzeczoną. – Musisz wyjść mi z kadru.
- O, przepraszam – rzuciła, odsuwając się od nas. Ja i Luke stanęliśmy obok siebie. Objął mnie ramieniem, a ja zrobiłam to samo zaciskając mu dłoń wokół jego pasa.
- Gotowe – oznajmił Dan.
- Rób jeszcze jedno – rozkazała mama, pukając go w plecy.
- Mamo- jęknęłam.
- Jeszcze jedno – powtórzyła z uśmiechem, a ja przekręciłam oczami.
- Już – powiedział Dan.
- Jeszcze…
- Mamo!
- Chciałam powiedzieć, że jeszcze tylko kwiaty – rzuciła, świdrując mnie wzrokiem, a potem roześmiała się.
       Podeszła do nas i otworzyła plastikowe pudełko. Luke jako pierwszy chwycił za mały bukiecik. Machnął palcami w moją stronę, a ja wyciągnęłam rękę. Wsunął mi go na nadgarstek, a ja przez dłuższą chwilę zapatrzyłam się w biało niebieskie róże z dodatkiem zieleni. Uśmiechnęłam się pod nosem. Złapałam za butonierkę dla niego, która była identyczna, jak moja ozdoba tyle, że dużo mniejsza. Zbliżyłam się do niego i przyczepiłam mu ją do marynarki.
- Pięknie! – krzyknęła mama i klasnęła w dłonie. – Dan, zrób jeszcze jedno zdjęcie…
- Mamo – jęknęłam.
- Przestań Rose, musicie mieć jakąś pamiątkę – rzuciła ze śmiechem, odsuwając się ode mnie. Słyszałam, jak Dan i Luke zachichotali pod nosami. Miałam wrażenie, że moja mama jest bardziej podekscytowana tym naszym balem, niż my sami. Ustawiliśmy się do kolejnego zdjęcia.
- Już – oznajmił Dan i w tym momencie usłyszeliśmy klakson.
- Musimy iść – powiedział Luke.
- Bawcie się dobrze – rzuciła mama, kiedy Luke poprowadził mnie w stronę wyjścia.
       Kiedy zamknęły się za nami drzwi, odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na roześmianego blondyna i przekręciłam oczami.
- To było słodkie – powiedział z uśmiechem.
- To było żenujące – odparłam.
- Schować ci ten telefon?
- Dzięki.
       Przejął ode mnie komórkę i wcisnął ją do kieszeni marynarki. Następnie nadstawił mi swoje ramię, a ja ze śmiechem wsunęłam w nie rękę. Oboje poszliśmy w stronę… Aż się zatrzymałam. Chłopaki wynajęli białą limuzynę.
- Podoba się? – zapytał Luke.
- Wy to lubicie wpadać na imprezy z pompom, co? – rzuciłam ze śmiechem, podchodząc do samochodu. Luke otworzył mi drzwi, a ja weszłam do środka.
- A! Rose! – krzyknęła Lori, rzucając się na mnie. Po chwili obok mnie pojawił się Hemmings.
- Wyglądasz ekstra – powiedziałam, mierząc ją od góry do dołu.
- Ty też.
- A ja to, co? Dodatek? – prychnął Michael pod nosem. 
       Spojrzałam na niego rozbawiona. Miał na sobie ciemny garnitur w prążki i szary krawat, który pasował do sukienki Lori. A jego włosy… Jego włosy pasowały do dolnej czerwonej wstawki jej ubioru.
- Wyglądasz mega przystojnie Mikey – powiedziałam, siadając bliżej niego. Trzeba było się przesunąć, aby zrobić miejsce dla pozostałej czwórki.
- To chciałem usłyszeć – rzucił ze śmiechem, obejmując blondynkę ramieniem. – Ty też wyglądasz bajecznie.
- Dzięki.
- Gdzie teraz? – zapytał kierowca.
- Na Lower Ford Street szesnaście – powiedział Clifford.

       Ashton i Calum zaprosili na bal bliźniaczki. Michelle i Courtney były, jak dwie krople wody i nawet na bal postanowiły ubrać się identycznie. Obie miały na sobie białe sukienki w małe czarne groszki, sięgające im za kolano, a do tego te same blond fryzury, dodatki, buty i makijaże. Jedynie, po czym można było je rozpoznać, to niewielki pieprzyk pod dolną wargą u Michelle. Nie znałam ich za dobrze, bo one trzymały się z całkiem inną grupą ludzi, niż ja. Jedyny kontakt, jaki z nimi miałam to zajęcia z wf-u, biologii i historii.
       Kiedy byliśmy w komplecie, nasz kierowca Jack – naprawdę równy i zabawny facet, podał nam kieliszki, a Luke otworzył butelkę szampana. Rozlał ją wszystkim, a potem Ashton zaproponował toast: za dobrą i całonocną zabawę. Jack włączył muzykę i dyskotekowe światła w środku, przez co zrobiło się jeszcze bardziej klimatycznie.

       Zajechaliśmy pod szkołę, do której zmierzali inni uczniowie. Calum otworzył drzwi i wysiadł jako pierwszy, podając dłoń swojej partnerce. Za nim wynurzył się Ashton z Courtney, a potem ja i Luke, a na końcu Michael z Lori. Niemalże gęsiego, para za parą, ruszyliśmy w kierunku wejścia do szkoły. Przywitaliśmy z mijającymi nas znajomymi, a następnie ustawiliśmy się w rządku, by dotrzeć do miejsca docelowego. Mianowicie sali gimnastycznej, z której już dochodziła muzyka z lat 80 i 90.
       Gdy przyszedł czas, podeszliśmy do rozstawionej ławki, przy której siedziała nauczycielka od angielskiego. Spojrzała na nas z uśmiechem, a blondyn podał jej zaproszenia. Wyciągnęła rękę w naszą stronę. Podałam jej dłoń, a ona odcisnęła na niej pieczątkę z logo naszej szkoły. To samo zrobiła na dłoni blondyna. Po tej małej identyfikacji legalnie mogliśmy wejść na salę.
- Jest nieźle – powiedział Luke, rozglądając się dookoła. – To naprawdę dobrze wygląda.
- Co nie stary?! – krzyknął Calum, zarzucając mu rękę na ramiona.
- A ty miałeś takiego stresa… - pociągnął Hemmings.
- Miałem, ale mi przeszło – skwitował Hood. – Chodźcie do naszego stolika.
        Poczekaliśmy jeszcze chwilę na Lori i Michaela, a potem ruszyliśmy w kierunku okrągłego białego stołu. Przy nim siedziała już Becky i Mark.
- Jesteście! – krzyknęła z uśmiechem. – Dziewczyny wyglądacie kosmicznie, panowie, ale z was przystojniaki – rzuciła ze śmiechem.
- Będziesz ich teraz podrywać? – zaśmiał się Mark, a Becky spojrzała na niego, jak na kosmitę.
- Nie widzisz, że oni wszyscy mają partnerki? – mruknęła, a on puknął ją lekko w ramię.
- Przecież żartowałem – odparł ze śmiechem. Brunetka przewróciła oczami, ale w końcu uśmiechnęła się do niego.

       Bal oficjalnie rozpoczął się po przemowie dyrektora szkoły i nieco krótszej mowie przewodniczącego parlamentu. Potem na scenę wkroczyło 5 Seconds of Summer, którzy mieli na tej imprezie swoje pięć minut. Chłopaki grali przez godzinę nie tylko swoje kawałki, ale też wśród utworów znalazły się dwa covery. Po ich występie, na scenę wjechał ogromny tort, a Calum miał ten zaszczyt, by go pokroić. Uczniowie rzucili się w stronę ciała pedagogicznego, którzy rozdawali go na tekturowych talerzykach, by po chwili raczyć się jego pysznym czekoladowo truskawkowym smakiem. Gdy to wszystko dobiegło końca, przyszedł czas na zwykłą imprezę i tańce.
       Ashton i Michael przytargali odrębny zestaw napoi dla nas. Odrębny, bo specjalnie robiony przez nich w męskiej szatni. Mianowicie napoje z dodatkiem procentów. Nie oszukujmy się, większość uczniów przytargała ze sobą alkohol. Zresztą nasi nauczyciele też święci nie byli, bo sami mieli odpowiedni zestaw butelek dla siebie, choć udawali, że są grzeczni. Była to cicha transakcja wiązana. My pijemy i zachowujemy się grzecznie, oni piją, a my udajemy, że to nie prawda.
       Pociągnęłam soczysty łyk drinka z długiej szklanki, którą podał mi Luke. Wtedy z głośników buchnęła piosenka Ricky’ego Martina She Bangs. Calum zerwał się na równe nogi, a następnie nachylił się w naszą stronę.
- Drogie panie zapraszam do tańca – powiedział z szerokim uśmiechem.
- Wszystkie? – zapytała Becky.
- Wszystkie. Pokażmy im, jak się tańczy.
       Spojrzałyśmy na siebie, a następnie cała nasza piątka wstała z miejsc. Calum wyciągnął ręce w naszą stronę. Chwyciłam go za lewą, a Michelle za prawą. Mnie złapała Lori, a ją Becky. Courtney ze śmiechem chwyciła się siostry i takim oto wielkim złączonym wężem ruszyliśmy na parkiet.

***
        - Kurwa, ten to ma pieprzone szczęście – rzucił ze śmiechem Michael, spoglądając na przyjaciela. – No, nie… I wzięły go w kółeczko!
- Zazdrosny? – zaśmiał się Luke, popijając drinka. – Jakby on to powiedział…
- Urok Hooda – dokończył za niego Clifford i parsknął śmiechem.
- Matko, one potrafią się ruszać – skwitował Ashton, wpatrując się w piątkę dziewczyn tańczących na parkiecie. – Są gorące!
       Luke uśmiechnął się pod nosem i sam spojrzał w tamtą stronę. Wyłapał wzrokiem Rosalie, która tańczyła obok Lori i Michelle. Dłużej zatrzymał się na jej biodrach, które poruszały się w rytm muzyki, by potem spojrzeć na jej uśmiechniętą twarz. Calum złapał ją za rękę i okręcił wokół jej własnej osi, a po chwili to samo zrobił z pozostałymi.
- Niech się chłopak zmęczy – zaśmiał się Michael.
       Spojrzeli na niego, a ten machnął na Bena, który był od nich o rok młodszy i też działał w radiu. Chłopak uśmiechnął się do niego i skinął mu głową. Clifford wyciągnął ręce do góry i wykonał palcami młynek, dając mu znać, by puścił coś podobnego. Ben pokiwał głową. Gdy She Bangs dobiegło końca, rozległo się Livin’ La Vida Loca. I jak na rozkaz cała szóstka na parkiecie zaczęła śpiewać razem z wokalistą.
- Urok Hooda – powtórzył Clifford, kręcąc głową.
- Chyba tak łatwo go dzisiaj nie zmęczysz – powiedział Ashton.
- Ciekawe ile tak wytrzyma? – odezwał się Mark. – W sumie ma dobrą kondycję.
- Ciekawe ile wytrzymają one? – powiedział Michael i parsknął śmiechem. Po chwili pozostali dołączyli do niego.

***
       Upiłam łyk drinka. Odstawiłam szklankę. Spojrzałam na Luke'a, który dyskutował, o czymś z Markiem i Ashem. Nie zamierzałam im przeszkadzać, a chciałam zerknąć do swojego telefonu.
   Powoli, więc wyciągnęłam rękę w stronę blondyna. Wsunęłam dłoń do jego kieszeni, ocierając się nieco o niego. Chłopak drgnął i powoli odwrócił w moją stronę. Wyciągnęłam telefon i nacisnęłam guzik. Miałam jedną wiadomość. Podniosłam głowę do góry, zauważając, że Luke wpatruje się we mnie z uśmiechem.
- Co?- zapytałam, poprawiając sukienkę.
- Już myślałem, że mnie podrywasz- odparł, z tym swoim pewnym siebie uśmieszkiem. Przekręciłam oczami, co wywołało u niego cichy chichot. – Masz bal i bawisz się telefonem?
- Mam wiadomość – odpowiedziałam.
- Od kogo?
- Serio Luke? – rzuciłam, prychając pod nosem.
- To źle, że jestem ciekawy?
- Od kochanka – powiedziałam ze złośliwym uśmiechem na ustach.
- Tak? Nie przypominam sobie, bym coś ci wysyłał – skwitował ze śmiechem.
- Jesteś niemożliwy.
- I dlatego cię pociągam.
       Przekręciłam oczami po raz kolejny, a następnie szybko odpisałam koleżance. Gdy skończyłam, podałam mu telefon, a on znów wsunął go do kieszeni. Uśmiechnął się do mnie.
- Co?
- Muszę cię na chwilę zostawić, więc mi nie uciekaj – powiedział. 
       Zaśmiałam się pod nosem, a on wstał z miejsca. Poprawił marynarkę i ruszył w kierunku szatni. Odprowadziłam go wzrokiem, dopóki nie zniknął mi z oczu. Westchnęłam i odwróciłam się w stronę stołu. Złapałam za szklankę i dopiłam drinka do końca.
- Masz na niego oko – powiedziała rozbawiona Becky, przysuwając się w moją stronę.
- Nie zaczynaj – odparłam szybko.
- Masz na niego oko – usłyszałam głos Lori, tuż nad głową. Blondynka zaśmiała się.
- Zmówiłyście się, czy jak?
- To widać – odparła blondynka, siadając na miejscu Hemmingsa. – A on ma oko na ciebie.
- Lori, serio? – mruknęłam.
- Drażliwy temat? – zaśmiała się Becky. – Wyluzuj Rose, po prostu ciekawi nas to, co jest między wami. Tak, jak ciekawiło nas wcześniej, co jest pomiędzy Lori i Michaelem. Choć w waszym przypadku jest to bardziej zawiłe.
- Bo?
- Tak się zastanawiam, co ci Hemmingsowie w sobie mają, że obie Rivers na nich poleciały i odwrotnie – rzuciła Becky, a ja prawie zakrztusiłam się własną śliną. – W końcu to przyjaźń z dodatkiem – pociągnęła, uśmiechając się do mnie dwuznacznie.
- Błagam, nie dzisiaj i nie teraz i nie, jak piję.
- Właśnie pij więcej – powiedział brunetka ze śmiechem. – Może wtedy, jak więcej w siebie wlejesz to zdradzisz nam więcej rzeczy. – Widząc ten jej podejrzany uśmieszek, nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Lori dołączyła do mnie, a po chwili i Becky rechotała.
- Co wam tak wesoło? – zainteresował się Michael.
- Tak sobie rozmawiamy – odparła Lori.
- Tak sobie rozmawiacie – powiedział, kiwając głową.- Czyli obgadujecie – przyjrzał się naszym twarzom dokładniej – Luke'a. – Cała nasza trójka zrobiła wielkie oczy z zaskoczenia. – Jesteście łatwe do rozgryzienia.
- Skarbie – odezwała się ponownie Lori.
- Tak, rybko?
- Odczep się i zajmij się czymś innym – rzuciła, a my wybuchłyśmy śmiechem, widząc, jak Clifford kręci nosem.

***
       Przecisnął się przez tłum bawiących się uczniów, ściskając w ręku dwulitrowy napój. W końcu namierzył ich stolik i ruszył w jego kierunku. Zauważył tańczącego Caluma, który bujał się z Michelle, która była wniebowzięta. Urok Hooda – przypomniał sobie słowa Michaela i zaśmiał się pod nosem.
- Luke! – Usłyszał za plecami znajomy głos.
       Zatrzymał się i niechętnie odwrócił w stronę dziewczyny. Harper stanęła tuż przed nim. Ubrana była w czerwoną sukienkę. Jej przód kończył jej się na udach, a tył sięgał samej ziemi. Na nogach miała wysokie szpilki, a na twarzy mocny makijaż i wysoki kok, zrobiony z jej brązowych włosów.
- Co?
- Chciałam się tylko zapytać, czy dobrze się bawisz – odparła, robiąc minę niewiniątka. Przekręcił oczami.
- Jesteś ostatnią osobą, z którą mam ochotę w tym momencie rozmawiać – powiedział, a ona zacisnęła usta. – Milej zabawy Harper. – Już chciał się odwrócić, ale ona odezwała się po raz kolejny.
- Może w ramach dawnej przyjaźni zatańczysz ze mną, choć jedną piosenkę? W końcu to bal, a ja nie widziałam cię jeszcze na parkiecie. Więc, jak? Zatańczysz? – zapytała, unosząc brwi do góry. Luke uśmiechnął się szeroko, a ona odwzajemniła go.
- W sumie masz rację – powiedział powoli. – Z chęcią zatańczę.
       Harper uśmiechnęła się jeszcze bardziej i wyciągnęła w jego stronę dłoń. Blondyn jednak odwrócił się i poszedł do stolika. Odstawił butelkę, a następnie złapał Rosalie za rękę.
- Zatańczysz ze mną? – zapytał.
- Jasne – odpowiedziała z uśmiechem i wstała od stołu. Harper zazgrzytała zębami. Nienawidziła Rivers!

***
       Luke pociągnął mnie w stronę parkietu, w momencie kiedy Ben puścił utwór Whitney Houston I have nothing. Po chwili zatrzymał się i odwrócił w moją stronę. Przybliżyłam się do niego. Objął mnie w pasie, przyciągając do siebie mocniej. Splótł nasze dłonie ze sobą, a ja wolną ręką otoczyłam jego kark.
       Zaczął mnie prowadzić w rytm muzyki, a ja poddałam się temu. Podniosłam głowę do góry, spoglądając w jego błękitne oczy, w których mogłam się zatopić. Uśmiechnął się do mnie. Odpowiedziałam mu tym samym.
- Naprawdę wyglądasz cudownie – powiedział, nachylając się w moją stronę jeszcze bardziej. Jego wargi zatrzymały się przy moim uchu. – Ale ty pięknie wyglądasz w każdym zestawie.
- Nawet w rozciągniętych dresach?
- Nawet wtedy – odpowiedział. 
       Wstrzymałam oddech, gdy delikatnie musnął swoimi ustami moją szyję. Było to tak szybkie, że nikt i tak tego nie zauważył.
- Co ci się tak nagle zebrało na komplementy?
       Jednak nie uzyskałam żadnej odpowiedzi, bo Luke uśmiechnął się tylko, a potem obrócił wokół mojej własnej osi, by po chwili znów złapać mnie w ramiona. Zaśmiałam się pod nosem, gdy dalej bujaliśmy się w rytm powolnej muzyki. Pokręciłam ze śmiechem głową, gdy przypomniałam sobie początki naszej znajomości. Byliśmy naprawdę idiotami, wzniecając między sobą kłótnie i wojny o najmniejsze drobnostki.
- Z czego się śmiejesz? – zapytał, wpatrując się we mnie.
- Właśnie przypomniałam sobie, jak się poznaliśmy. 
- Pamiętam – powiedział ze śmiechem. – Kazałaś mi zainwestować w nowy mózg. Nie mogłem uwierzyć, że jesteś córką Sarah.
- Kiepskie początki.
- Ale mamy to za sobą.
- Kto by pomyślał, że będziemy razem bawić się na balu.
- Wtedy nawet nie wierzyłem, że jest szansa na to, że będziemy normalnie ze sobą rozmawiać.
- Cuda się zdarzaj – odparłam, przejeżdżając palcami po jego skórze na karku. Uśmiechnął się do mnie, a ja wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
- Lubię te cudy – wyszeptał, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.

       Usiedliśmy do stolika, kiedy na scenę wszedł dyrektor z wielkim uśmiechem na ustach. Luke przysunął krzesło bliżej mnie tak, by Mark mógł zmieścić się obok Becky. Nie miałam nic przeciwko temu, szczególnie, że siedziałam do niego bokiem. Z lekkim uśmiechem na ustach położyłam mu rękę na nodze, a on spojrzał na mnie. Puściłam mu oczko, a on zaśmiał się pod nosem.
- Drodzy uczniowie, czas wybrać królową i króla balu – zaczął dyrektor, a cała sala zawrzała. Rozległy się głośne oklaski. – Do tych tytułów zostało nominowanych kilka par, które wybrał nasz przewodniczący szkoły. Dlatego teraz sięgnijcie po formularze znajdujące się na środku stolika i zagłosujcie na tych, którzy najbardziej zasługują na ten tytuł. Głosują pary na pary! Do dzieła!
       Ashton wyciągnął kartki spod ozdobnego stroika, który znajdował się na środku okrągłego stołu. Wziął jedną z nich, a resztę podał dalej. Luke przejął je od Marka, a ja podałam je do Lori. Blondyn odwrócił się w moją stronę i oboje pochyliliśmy się nad białym papierem. Wytrzeszczyłam oczy.
- Bez jaj – rzuciłam ze śmiechem. Hood nominował mnie i Hemmingsa. Pod nami znajdował się Michael i Lori. W sumie było wymienionych siedmiu kandydatów i kandydatek.
- Na kogo zagłosujemy? – zapytał Luke.
- Na pewno nie na nas. Nie jesteśmy nawet parą – odparłam, wpatrując się w imiona i nazwiska pozostałych. Wszyscy byli ze sobą w prawdziwych normalnych związkach. Jedynie my odstawaliśmy od tego towarzystwa, bo przecież nie byliśmy razem. Zerknęłam na Luke'a, który w dalszym ciągu bacznie mnie obserwował. – No, co?
- Nic.
- Znowu to robisz – powiedziałam, opierając się na jego nodze.
- Co?
- Wchodzisz w ten dziwny, bardzo poważny stan – odparłam. – Zauważyłam to. Od jakiegoś czasu tak masz. Powiem coś nie tak, coś, co stricte dotyczy naszej relacji, a ty dostajesz grobowej miny. Nie rozumiem tylko, dlaczego? – zapytałam, spoglądając w jego błękitne oczy. Luke przygryzł wargę. – Wiem, że i tak mi nic nie powiesz- dodałam zrezygnowanym tonem.
- Chcesz wiedzieć? – Pokiwałam głową. – Będziesz musiała poczekać, bo to nie jest temat, na który chciałbym rozmawiać w tym miejscu.
- Spoko – rzuciłam, zaskoczona tym, że w końcu zacznie wyjawiać swoje sekrety.
- Na kogo, więc chcesz oddać głos? – zapytał, lekko uśmiechając się. Przejechałam ręką po jego nodze. – No, weź- mruknął, a ja zaśmiałam się.
- Nie na nas – powiedziałam stanowczo.
- To już wiem.
- Zagłosujmy na swoich.
- Michael i Lori, pasuje – rzucił z uśmiechem.
       Odchyliłam się w bok i akurat mój wzrok trafił na Becky, która zerkała w moją stronę. Wzruszyła ramionami. Ona i Mark nie wiedzieli, na kogo zagłosować. Wskazałam na parę, która siedziała za mną, a potem uniosłam kciuk do góry. Brunetka uśmiechnęła się szeroko i nachyliła w stronę swojego partnera.
       Kiedy głosowanie dobiegło końca, wyznaczone do tego nauczycielki przeszły się po sali, by pozbierać kartki. Potem na nowo rozbrzmiała muzyka, a my wróciliśmy do zabawy. Ogłoszenie wyników miało się odbyć punktualnie o północy. Byłam ciekawa, kto wciśnie się w te obciachowe korony.
       Równo o północy na scenę znów wkroczył dyrektor. W rekach ściskał podłużną karteczkę. Zerknęłam na Luke'a, a on uśmiechnął się do mnie. Przez salę przeszedł szmer podekscytowania. Szczególnie dziewczyny nie mogły doczekać się werdyktu.
- Moi drodzy – zaczął dyrektor. – Czas ogłosić króla i królową tegorocznego balu maturalnego! – Rozległy się oklaski.- Wiem, że nie możecie się doczekać, by poznać zwycięzców, więc nie będę przedłużać. Musicie jednak wiedzieć, że różnica między pierwszą, a drugą parą była minimalna. Zaważyły dwa głosy. A królem i królową balu zostają… Michael Clifford i Lori Bentley!
- O kurwa – usłyszałam głos blondynki i parsknęłam śmiechem. Szybko dołączyłam się do wspólnego bicia brawa.
        Michael złapał Lori za rękę i poprowadził ją w stronę sceny. Cała nasza grupa wstała, by zrobić im owacje na stojąco, a chłopaki zaczęli gwizdać w ich stronę. Słyszałam jeszcze krzyk Becky, która dopingowała idących.
       Zatrzymali się przy dyrektorze, a on najpierw założył srebrną koronę Lori, a potem wcisnął na głowę Michaela większą koronę, której czerwono złota barwa zlała się z jego włosami. Po tym nastąpił czas na ich wspólny taniec. Jednak nie była to ostatnia atrakcja dzisiejszego wieczoru, bowiem los zafundował mi coś jeszcze. Coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Coś, co zdarzyło się niecałą godzinę później.



***
Powoli, powoli zbliżamy się do końca sezonu trzeciego! Ale bez obaw, ponękam was jeszcze trochę :)

Mam nadzieję, że ta część rozdziału przypadła wam do gustu :)

Magdalena Rodziewicz - 25 :) Jeśli chcesz poczytać coś innego (innego XD też o 5SOS), to zapraszam na dwa pozostałe moje blogi - może ci się spodobają :)

Cecile McCartney - obstawiam, że nikt chyba tu Harper nie lubi :) Harper jako czarny charakter :D

Dziękuję za wasze megaśne i pozytywne komentarze! Wicie, jak zmotywować człowieka do pracy :)

Od dziś zaczynam drugi dwutygodniowy urlop, więc może zdarzyć się tak, że kolejne części będą trochę "bardziej" rozłożone w czasie, choć długich wyjazdów nie planuję. Jednak dzisiaj wyjeżdżam i wracam w środę wieczorem. Jeśli mi się uda, to wrzucę drugą część opowiadania w środę późnym wieczorem, a jak nie to pojawi się na pewno w czwartek.

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Naprawdę tak uważasz? – zapytała, a on zorientował się, że Lori i Michael przysłuchują się ich wymianie zdań. Zauważył, jak czerwonowłosy pokręcił głową.
- Tak, naprawdę tak uważam – powiedział powoli, akcentując dokładnie każdy wyraz, by to do niej w końcu dotarło.

***

- Nic mi nie jest – powiedziałam, siląc się na to, by uspokoić głos. – Tylko wyjdę. Dosłownie na chwilę… Muszę się… Nie ważne – rzuciłam. – Zaraz wrócę. - I zanim Becky zdążyła zareagować, ruszyłam w kierunku wyjścia.

***

- Ale…
- Nie musisz. Nie jesteśmy razem, więc możesz robić, co chcesz, z kim chcesz i kiedy chcesz – wydusiłam z siebie, choć to naprawdę bolało.

***

- Co w tym dziwnego?- odparłam, wpatrując się w brunetkę, a ona zachichotała pod nosem. – To i tak się nie liczy, bo Lori nie zaliczyła nigdy niezobowiązującego numerku. Zrobiła to z Michaelem, który już był jej chłopakiem.
- Uwielbiam, jak dyskutujecie przy mnie na temat mojego życia seksualnego – powiedziała Lori, a wszyscy parsknęli śmiechem.

***

- Ej, dobrze się czujesz? – zapytał, opierając się na łokciach.
- Ta... Nic mi nie będzie – odparłam, starając się nie zamykać oczu, bo wtedy było jeszcze gorzej.
- Na pewno? Może chcesz się położyć?
- Leżę.
- Na mnie. 

12 komentarzy:

  1. Why ten anonim zawsze mnie wyprzedzi?! Why? Mam teorie, wrużbita Maciej mi się włączył. Rosalie będzie zazdrosna. Hyhy i będzie kac, tak myślę. Z pewnością B))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle ze moze Meksykanin - Doradca prezydenta Ci pomoze poznac odpowiedz :p

      Usuń
    2. Mysle ze moze Meksykanin - Doradca prezydenta Ci pomoze poznac odpowiedz :p

      Usuń
    3. Mysle ze moze Meksykanin - Doradca prezydenta Ci pomoze poznac odpowiedz :p

      Usuń
  2. Luke aka bohater. Heh. Spróbuj zranić Rose to ci nakopię!

    OdpowiedzUsuń
  3. Lukey powiedz ty jej w końcu jak bardzo ją kochasz *wiem, że tak jest*, bo jak tego nie zrobisz to będzie przypał !
    Kocham to kocham to kocham to kocham to <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wytrzymam do środy !!!!!!!!!!;!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział ! Jestem ciekawa co dalej będzie, robi się coraz ciekawiej :)
    Do następnego

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak Luke jesteś najlepszy!!! Ty jej w końcu powiedz, dlaczego to wszystko robisz, bo my już wiemy,że to M I Ł O Ś Ć :D Michael w tej części jesteś mistrzem tekstów hahahaha Jest i ponowny przykład UROKU HOODA :D Dajesz Calum wszyscy wiedzą, że jesteś boski :D A Harper... Weź się dziewczyno ogarnij, spakuj i wyjedź stąd jak najdalej bo nikt i tak cie tu nie lubi.
    Te fragmenty są mega, zaciekawiły mnie i to bardzo. Już nie mogę się doczekać kolejnej części :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  7. p kurwa, dziewczynoooo kocham cie i to opowiadanie poprostu kocham pisz dalej ; rub t co robisz i nie przestawaj, kocham cie, a tak wogule tez mam na imie rosalie

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny Lori i Michale ♡♡♡♡👌
    Juz nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń