środa, 12 sierpnia 2015

S3 - Rozdział 15 cz.2

Cause I got three little little words
That I've always been dying to tell you


       Stał przy długim szwedzkim stole, ustawionym niedaleko wejścia do sali. Obok niego znajdował się Michael i Lori. Clifford od jakiś kilku minut pałaszował powystawiane jedzenie, a blondynka przyglądała się mu z lekkim rozbawieniem.
- No, co? – wyrzucił z siebie Michael, przełykając to, co miał w buzi. – Zgłodniałem. – Spojrzał na blondyna i uśmiechnął się. – Nie zapomnij o naszym spotkaniu po.
- Pamiętam – odparł Luke, przekręcając oczami.
- Ty, to jest mega dobre – rzucił Clifford, wskazując na małe paszteciki. Następnie wziął jednego i wpakował go całego do buzi. – Powinnaś spróbować.
- Wyglądają całkiem, całkiem – powiedziała Lori, odwracając się do stołu i nachylając się w stronę przekąski, wskazanej przez jej chłopaka.
       Luke chciał zrobić to samo, ale drogę zagrodziła mu Harper. Zerknął na nią, unosząc lekko brwi do góry. Zacisnął usta. Czego chciała tym razem?
- Luke – powiedziała, sprawiając, że musiał spojrzeć na nią po raz kolejny.
- Mówiłem, że nie mam ochoty z tobą rozmawiać – odparł, kręcąc głową. – Dlaczego nie możesz się od nas odczepić?
- Daj spokój, z uwagi na dawną…
- Tak, właśnie dawną – wtrącił. – Po prostu odpuść Harper. Tak będzie najlepiej dla nas wszystkich.
- Naprawdę tak uważasz? – zapytała, a on zorientował się, że Lori i Michael przysłuchują się ich wymianie zdań. Zauważył, jak czerwonowłosy pokręcił głową.
- Tak, naprawdę tak uważam – powiedział powoli, akcentując dokładnie każdy wyraz, by to do niej w końcu dotarło.
       Harper odpowiedziała coś jeszcze, ale mówiła tak cicho, że jej nie słyszał. Nachylił się w jej stronę, kiedy ona znów wymamrotała coś pod nosem. Nie miał pojęcia, o co jej chodzi.
       Dziewczyna wychyliła się zza niego i Luke przez chwilę miał nadzieję, że sobie stąd pójdzie. Jednak ona zrobiła coś zupełnie innego. Zanim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, ona wspięła się na palce, złapała go za koszulę i przyciągnęła do siebie, wpijając się w jego usta. Zaskoczony tym, co się stało, oddał jej pocałunek.

***
       Szłam z Becky w kierunku Lori, która wraz z chłopakami okupowała stół z jedzeniem. Czemu mnie nie dziwiło, że panowie zakotwiczyli się akurat w takim miejscu?
       Przecisnęłyśmy się przez dużą grupkę dyskutujących uczniów. Nagle poczułam, jak Becky łapie mnie za rękę. Spojrzałam na nią zaskoczona, a ona wskazała na dwie osoby przed nami. Uniosłam brwi do góry. Luke rozmawiał z Harper.
- Czemu ona nie może wypieprzać na księżyc? – warknęła Becky.
- Ja to bym się cieszyła, gdyby wypieprzyła z Sydney – odparłam, marszcząc nos.
       W tym momencie Mills wychyliła się zza blondyna i nasze spojrzenia się spotkały. Po jej twarzy przemknął szybki, złośliwy uśmiech. A potem zrobiła coś, co sprawiło, że wytrzeszczyłam oczy. Pocałowała go. Pocałowała Luke'a. Miałam wrażenie, że świat zatrzymał mi się przed oczami. Nie widziałam nic poza tą obściskującą się ze sobą dwójką.
- Podła zdzira – syknęła Becky, zgrzytając zębami.
       Przez moment zapomniałam, jak się oddycha. To bolało. Wiedziałam, że takie obrazki będą boleć. Nie wiedziałam tylko, że aż tak bardzo. Może sprawiała to Harper, a może po prostu zbyt mocno czułam, coś do Luke'a. Zrobiło mi się gorąco. Odwróciłam się.
- Rose?
- Nic mi nie jest – powiedziałam, siląc się na to, by uspokoić głos. – Tylko wyjdę. Dosłownie na chwilę… Muszę się… Nie ważne – rzuciłam. – Zaraz wrócę. - I zanim Becky zdążyła zareagować, ruszyłam w kierunku wyjścia.

***
       Oddał jej pocałunek, ale szybko wrócił na ziemię. To nie była ta osoba, z którą uwielbiał to robić. To nie była ta dziewczyna. To nie były te usta. To nawet nie był sposób, w jaki lubił to robić. Wszystko było nie tak i nic do siebie nie pasowało.
       Odepchnął ją od siebie, a następnie spojrzał na nią z niedowierzaniem. Harper uśmiechnęła się triumfalnie. Był wściekły.
- Ty to umiesz całować – rzuciła.
- Popieprzyło cię?! – warknął. – Nigdy więcej tego nie rób!
- Jesteś zwykłą suką Mills – odezwała się Lori, szarpiąc ją za ramię.
- Ej, nie tutaj – wtrącił się Michael, odciągając blondynkę od Harper.
- Zrobiła to specjalnie! – rzuciła głośniej Lori, wpatrując się w dziewczynę. – Podła żmija!
- Życie to gra skarbie – powiedziała Harper, uśmiechając się do niej złośliwe.
- Mogę się założyć, że nie przyssałabyś się do niego, gdyby Rose was nie widziała – odezwała się Becky, która zatrzymała się tuż obok niej.
        Luke drgnął na dźwięk imienia rudowłosej. Widziała to… Odwrócił się, ale jej nigdzie nie było. Co on najlepszego zrobił? Zagotowało się w nim jeszcze bardziej. Harper zniszczyła wszystko.
        Zdążył spojrzeć na swoich przyjaciół i odskoczyć na czas, ochraniając ubranie przed kremowym ciastem. Lori nie wytrzymała. Wzięła najbliższy talerz, a następnie pacnęła nim w głowę Harper. Ciasto rozbryzgało się po jej ubraniu i włosach. Luke zrobił wielkie oczy. Osoby stojące najbliżej nich, z ciekawością spoglądały na tą scenę, chichocząc pod nosami.
- Życie to gra skarbie – powtórzyła jej słowa ze złośliwym uśmiechem. – To za Rose.
- Zniszczyłaś mi sukienkę! Ty…- wysyczała Mills, odgarniając z twarzy ściekający krem. Nie dokończyła, bo Clifford wybuchł gromkim śmiechem. Zazgrzytała zębami, a potem z głośnym warknięciem ruszyła w kierunku wyjścia.
- Brawo skarbie – powiedział Michael, obejmując Lori ramionami i przyciskając ją do siebie.
- A ty co tak stoisz?- zapytała Becky, uderzając Luke'a w ramię. Chłopak spojrzał na nią zdezorientowany. Już kompletnie nie ogarniał tej całej sytuacji. – Idź za nią! I nie blondasie, nie mam namyśli Harper. - Pokiwał tylko głową i sam poszedł w kierunku drzwi.

***
       Oparłam się plecami o ścianę. Starałam się nie płakać, chociaż miałam na to wielką ochotę. W dalszym ciągu przed oczami stawał mi on i ona. Dlaczego to tak kurewsko boli, skoro nigdy nie byliśmy nawet razem? Odpowiedź była prosta. Bo czułam do niego coś więcej. Coś, czego czuć nie powinnam.
       Wzięłam kilka głębszych wdechów i wydechów, normując oddech, który przyspieszył. Byłam wkurzona, zazdrosna i rozgoryczona tym, co się stało. Na szczęście udało mi się powstrzymać łzy i opanować się na tyle, by nie rozbeczeć się, jak dziecko. Choć w dalszym ciągu czułam, jak trzęsą mi się dłonie.
        Nagle usłyszałam szybkie kroki. Stukot obcasów był coraz bliżej. Odsunęłam się dalej i spojrzałam na wychodzącą dziewczynę. To była Harper. Harper uwalona jakimś ciastem. Resztki jedzenia ściekały jej na ramiona, a ona wyrzuciła pod nosem wiązankę soczystych przekleństw. Ciekawe, co się stało? Nie zauważyła mnie. Pognała w stronę drzwi i tyle ją widziałam. Dobra, to wszystko zaczyna robić się coraz dziwniejsze.
       Ponownie oparłam się o ścianę. Wiedziałam, że będę musiała w końcu wrócić na salę, choć nie miałam na to największej ochoty. Objęłam się ciaśniej rękami, jakby to miałoby mi dodać więcej otuchy. Wtedy usłyszałam kolejne kroki, które roznosiły się echem po pustym korytarzu.
       Wstrzymałam oddech, kiedy Luke wyłonił się zza zakrętu. Spojrzał na drzwi, a potem, jakby tknięty jakimś impulsem, odwrócił się w moją stronę. Zobaczyłam na jego twarzy ulgę. Nie wiem czemu, ale przez moment byłam pewna, że nie ruszył za mną, tylko za nią.
       Podszedł do mnie, a ja mocniej zacisnęłam usta. Jego widok wcale nie poprawił mi samopoczucia. Sprawił tylko, że moje serce mocniej się ścisnęło, a ja znów musiałam walczyć ze sobą, by nie uronić, ani jednej łzy.
- Rose – powiedział cicho, podchodząc do mnie.
- Jest spoko Luke – skłamałam, wzruszając ramionami.
- Jasne – mruknął. Nie dał się nabrać. – To, co się tam stało… Nie powinno mieć w ogóle miejsca. Wzięła mnie z zaskoczenia. Dopiero potem zrozumiałem, dlaczego w ogóle to zrobiła…
- Luke- odparłam, zerkając na niego, a on zamilkł. Poczułam się nieco lepiej słysząc, że to nie on zaczął. – Nie musisz mi się tłumaczyć – dodałam powoli, a on lekko zacisnął usta.
- Ale…
- Nie musisz. Nie jesteśmy razem, więc możesz robić, co chcesz, z kim chcesz i kiedy chcesz – wydusiłam z siebie, choć to naprawdę bolało.
- A co jeśli ja nie chcę? – zapytał, a ja spojrzałam na niego uważniej. 
       Przez chwilę wpatrywał się we mnie w milczeniu, a potem, kiedy z sali wyszła roześmiana parka, złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drugiego korytarza.
       Wyrwałam dłoń z jego ręki, a on ciężko westchnął. Znów oplotłam się ramionami, mocniej zaciskając palce na materiale sukienki. Przybliżył się do mnie, a ja wstrzymałam oddech. Gdy był tak blisko mnie, to bolało jeszcze bardziej, bo wiedziałam, że jednocześnie jest tak daleko.
- To nie byłaś ty – wyszeptał, zaczesując mi kosmyk włosów za ucho. Spojrzałam w te jego błękitne oczy. – A ja nie chcę robić tych wszystkich rzeczy, jakie robimy my, z kimś innym – powiedział powoli. Ściągnęłam brwi. Zaczynałam się gubić w jego słowach. Luke westchnął po raz kolejny.
- Przy stoliku powiedziałaś, że wchodzę, jak ty to określiłaś, w dziwny, bardzo poważny stan. – Pokiwałam głową. – Wiesz, czemu? Ponieważ za każdym razem, kiedy mówiłaś, że między nami nic więcej nie ma, czy pojawiała się wzmianka o kimś, kto mógłby mnie w jakiś sposób zastąpić, to cholernie bolało. I nie będę zaprzeczał, czy w żaden sposób kłamał, że nie byłem zazdrosny o Ryana. Byłem nawet zazdrosny o Caluma, choć to było głupie, ale i tak silniejsze ode mnie. Dlatego zachowywałem się, jak idiota. Bo czułem się zagrożony.
       Złapał mnie za rękę, ale tym razem nie wyrwałam swojej dłoni z jego uścisku. Pozwoliłam mu na to, by splótł moje palce ze swoimi. Jego ciepła dłoń uspakajała, choć teraz w moim mózgu panował totalny rollercoaster. Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Wolną ręką, dotknął mojej twarzy, ujmując ją za brodę i zmuszając, bym znów spojrzała w jego błękitne oczy.
- Uwielbiam, gdy jesteś blisko mnie, a kiedy cię nie ma, to myślę o tobie w każdej pieprzonej sekundzie, zastanawiając się, co robisz i czy jesteś szczęśliwa. Uwielbiam, gdy mnie dotykasz i sposób, w jaki mnie całujesz. Mógłbym wpatrywać się w twój uśmiech godzinami, bo uwielbiam, jak się uśmiechasz. I uwielbiam sprawiać, że się uśmiechasz. Uwielbiam nawet twój złośliwy charakterek, którym czasem doprowadzasz mnie do szału, ale który jest w pewien sposób tak bardzo pociągający dla mnie. A seks… Seks jest tylko przyjemnym dodatkiem do tego wszystkiego, co do ciebie czuję. Bo najbardziej uwielbiam trzymać cię w ramionach, kiedy ty wtulasz się we mnie. Nie musimy wtedy nawet ze sobą rozmawiać, choć tak bardzo uwielbiam dźwięk twojego głosu. Jestem szczęśliwy będąc blisko ciebie. Ty sprawiasz, że jestem szczęśliwy. – Przejechał palcem po mojej wardze, a ja przełknęłam łzy. – Jeszcze do niedawna myślałem, że po prostu się w tobie zakochałem. Ale w końcu zrozumiałem, że to coś innego. Coś znacznie większego... Rose kocham cię, jak wariat. Mam gdzieś wszystko inne. Po prostu chcę być z tobą.
       Kiedy to powiedział, zwiesiłam głowę. Z moich oczu wydostały się duże krople łez, które zaczęły powoli ściekać po policzkach. Dopiero po jego słowach zrozumiałam, że ja czuję do niego to samo. Że on w końcu nazwał to uczucie, którego ja nie potrafiłam dokładnie zaklasyfikować. Kochałam go. Niby to było łatwe do odgadnięcia, a mi jednak sprawiło to tyle problemów, że nawet przed samą sobą nie byłam wstanie się do tego przyznać. Kochałam go. Kochałam go, tak naprawdę.
        Zasłoniłam twarz wolną dłonią, ukrywając łzy. Ale on i tak wiedział, że płaczę. Zbliżył się jeszcze bardziej i znów zmusił mnie do tego, bym na niego spojrzała. Niepewnie zatopiłam się w jego oczach.
- Nie chciałem sprawić ci przykrości – powiedział szeptem. Pokiwałam głową. Otarł mi łzy, a ja zagryzłam wargę. – Przepraszam…
- Za co? Nic nie zrobiłeś.
- Płaczesz przeze mnie. Zresztą moja mowa w głowie brzmiała dużo lepiej. No i… Nie chciałem tego robić na szkolnym korytarzu…
       Prychnęłam pod nosem i lekko uśmiechnęłam się do niego. Złapałam za jego krawat i przyciągnęłam go bliżej siebie. Luke złączył nasze usta, a ja zacisnęłam dłonie wokół jego karku. Całował lekko i delikatnie, a moje serce mocniej przyspieszyło. Ten pocałunek jeszcze bardziej spotęgował uczucie, którym go obdarzyłam. Teraz wiedziałam, że dla mnie liczy się tylko on.
- Luke – wyszeptałam, odrywając się od niego, a on oparł swoje czoło o moje. Nadal miał zamknięte oczy, a ja mogłam spojrzeć w jego spokojną twarz.
- Rose?
- Kocham cię – powiedziałam cicho. 
        Momentalnie otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko. To był ten uśmiech, który tak bardzo uwielbiałam. Musnął swoimi wargami moje wargi, by po chwili znów połączyć nas w pocałunku.
- Kocham cię – odpowiedział, a ja zaśmiałam się pod nosem. 
       To były dwa najpiękniejsze słowa, jakie mogłam od niego usłyszeć. Przejechałam palcami po jego twarzy, a Luke cicho westchnął. Na jego twarzy dalej gościł uśmiech. Raz jeszcze spojrzałam w jego błękitne oczy i pocałowałam go ponownie. Bez wahania oddał mi pocałunek, przechylając głowę, by go pogłębić.
- Nieźle.
       Oderwaliśmy się od siebie, słysząc rozbawiony głos Michaela. Spojrzeliśmy w jego stronę. Obok niego stała uśmiechnięta od ucha do ucha Lori. Zauważyłam w jej rękach moją torebkę, a Clifford ściskał kamizelkę i marynarkę Hemmingsa.
- Nie chcieliśmy wam przeszkadzać – zaczęła blondynka. – Ale…
- Lori się o was martwiła – wtrącił się Michael. Dziewczyna spojrzała na niego, jak na kosmitę.
- Ja? Nie tylko ja, sam nie mogłeś wyrobić – prychnęła pod nosem, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. – Wzięliśmy w razie czego wasze rzeczy.
- Ta… Jakby któreś z was chlipało gdzieś w koncie i nie chciało wracać na salę – dodał Clifford, uśmiechając się głupkowato.
- Jest okej, stary – rzucił Luke.
- Właśnie widzę, że nie było to konieczne – powiedział Michael, wzruszając ramionami. Potem znów spojrzał na nas rozbawiony. –Wyglądaliście, jak dwa przyssane do siebie jamochłony.
- Michael!- krzyknęła Lori, uderzając go łokciem w bok.
- Co? Jamochłony się nie całują? - A jego dziewczyna przekręciła oczami. – Naprawdę, nie?
- Chyba musisz powtórzyć biologię – skwitowała, kręcąc głową.
- Nigdy nie byłem dobry w te klocki – rzucił Michael, po raz kolejny wzruszając ramionami. 
       Luke spojrzał na mnie, a ja lekko pokiwałam głową. W tym momencie rozumieliśmy się bez słów. Żadne z nas nie chciało wracać na bal.
- W sumie to dobrze, że przynieśliście nasze rzeczy – powiedział blondyn, podchodząc do Clifforda.
- Idziecie już?- zapytała Lori.
- Jak dla mnie wystarczy – odparłam, biorąc od niej torebkę.
- Ale widzimy się o trzeciej na plaży? – odezwał się po raz kolejny Michael, uważnie nas obserwując.
- Jasne – odpowiedział z uśmiechem Luke. – Dzięki.
- Nie ma sprawy – rzucił Clifford, patrząc na przyjaciela, który zaczął ubierać kamizelkę. Marynarkę wziął w rękę.
- Do zobaczenia niedługo – powiedziała z uśmiechem Lori.
- Do zobaczenia – odparłam  i również się uśmiechnęłam. Michael poklepał Luke'a po plecach, a ten kiwnął mu głową i też się uśmiechnął. Następnie wyciągnął rękę w moją stronę, a ja złapałam ją. Oboje ruszyliśmy w kierunku drzwi.
- To mi się podoba! – krzyknął Michael za nami. Luke machnął mu jeszcze na odchodnym, nawet się do niego nie odwracając, a Clifford zaśmiał się głośno.
       Wyszliśmy ze szkoły. Na zewnątrz nie było nikogo. Na około nas panowała cisza. Luke narzucił mi marynarkę na plecy. Włożyłam ręce w otwory.
- Dzięki – powiedziałam, a on pocałował mnie szybko. – Dokąd idziemy?
- Plaża?
- Mi pasuje.
- Tylko pozbędę się tego – rzucił, ściągając krawat. Zwinął go i wcisnął do kieszeni marynarki.         Objął mnie ramieniem, a ja owinęłam się wokół jego pasa i pozwoliłam, by mnie poprowadził w stronę głównej bramy.

       Po plaży kręciło się kilka osób, ale i tak była to niewielka garstka ludzi. Nikt nikomu nie wchodził w drogę. Słychać było tylko szum fal, a jedynym źródłem światła był jasny księżyc w pełni.
       Spacerowaliśmy brzegiem. Powoli i bez pośpiechu. Od czasu do czasu pogrążaliśmy się w krótkiej rozmowie, by za chwilę znów milczeć. Cisza między nami nie była niezręczna, czy krępująca. Była przyjemna taka, jaka nieraz panuje między bliskimi sobie osobami.
       Zatrzymaliśmy się. Przybliżył się i objął mnie. Spoglądałam na blondyna, w którego oczach – teraz dużo ciemniejszych, niż zazwyczaj – odbijał się lekko księżyc. Luke uśmiechał się pod nosem, pogrążony we własnych myślach, wpatrując się w lekkie fale, które pojawiały się na tafli wody. W końcu spojrzał na mnie.
- O czym myślałeś?
- Nie o czym, tylko o kim – poprawił mnie, a ja przekręciłam oczami.
- O kim myślałeś? – zapytałam po raz kolejny, kiedy Luke uśmiechał się do mnie tym pewnym siebie uśmieszkiem.
- O tobie – odparł i cmoknął mnie w nos.
- Jasne.
- O tobie księżniczko – powiedział, delikatnie gładząc mnie po policzku. Następnie spojrzał na zegarek. – Musimy się zbierać. Niedługo mamy spotkać się z resztą. – Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową.

       Wyszliśmy z drugiej strony, trafiając na dziką część plaży, po której nikt się nie kręcił. Z daleka usłyszeliśmy znajome głosy. Przeszliśmy bokiem, omijając duże kamienie i krzaki. Im byliśmy bliżej, tym bardziej słyszeliśmy resztę naszej grupy. W końcu wyłoniliśmy się zza wysokiej skarpy, a wszystkie oczy skierowały się w naszą stronę.
- No, w końcu! – krzyknął Ashton. – Macie dla mnie koszulkę?
- Nie tylko koszulkę – powiedział blondyn, podchodząc do kółeczka, w którym siedzieli. – Żeby ją zdobyć, musieliśmy kupić dziesięć zapiekanek.
- Dziesięć? – zapytała Becky i parsknęła śmiechem.
- Świetnie, dawaj je. Jestem głodny – powiedział Calum.
       Zauważyłam, że brakuje kilku osób, mianowicie ich partnerek i partnera Becky. Luke podał siatkę Hoodowi, a potem złapał za jeden z kocy. Rozłożył go niedaleko Irwina i usiadł na nim. Skinął na mnie głową, a ja podeszłam do niego. Usiadłam obok.
- Co się stało? – zwróciłam się do Asha, który ściągnął marynarkę, pod którą nie miał nic, a potem wciągnął na siebie, przyniesioną przez nas ze stacji, żółtą koszulkę. Michael podał mi butelkę z drinkiem. Odkręciłam ją i upiłam kilka dużych łyków.
- Courtney się napiła – powiedział powoli, zarzucając na siebie marynarkę, a następnie łapiąc za jedną z zapiekanek.
- Napiła – prychnął Calum.- Ona i Michelle się najnormalniej w świecie zważyły. Odprowadziliśmy je do domu.
- W sumie nie będę nawet cię poprawiał. Były nawalone- pociągnął Irwin, a Hood zachichotał pod nosem.
- I jaki był finał? – zapytał z ciekawością Luke, opierając się na mojej nodze.
- Zwymiotowała… Na mnie – rzucił. 
       Ja i Hemmings spojrzeliśmy na siebie, a potem na resztę. Widząc duszącego się ze śmiechu Michaela, nie wytrzymałam i sama parsknęłam śmiechem. Po chwili rechotali wszyscy, łącznie z Irwinem.
- A co z Markiem? – zwróciłam się do Becky. Ta wzruszyła ramionami i prychnęła pod nosem.
- Też się nachlał- odparła po chwili. – Zaliczył zgona. Michael pomógł mi go zaciągnąć do domu.
- Nieźle – skwitowałam, popijając słodkiego drinka.
- To jakaś masakra – odparła ze śmiechem brunetka. – Ale się nam trafiło – dodała, spoglądając na Caluma i Asha.
- Ale i tak było super – skwitował Hood.
- Zaliczyłeś ją? – wypalił Clifford.
- Michael! – warknęła ze śmiechem Lori, a on tylko mocniej się do niej przytulił.
- No, co… To jeden z moich najlepszych kumpli, to normalne, że gadamy na takie tematy – odparł czerwonowłosy, a następnie spojrzał na mnie i na Becky. – Nie udawajcie, że wy nie gadacie na temat seksu, bo w to za chuja nie uwierzę.
- Oczywiście, że gadamy na temat seksu – odparłam, wzruszając ramionami.
- Więc?- zapytał Mikey, wpatrując się we mnie, a następnie zaśmiał się pod nosem.
- Calum – powiedziałam, zerkając na Mulata – zaliczyłeś ją czy nie?
- Rose! – krzyknął Ashton i wybuchł śmiechem. – To było dobre! Słysząc coś takiego z twoich ust!
       Dopiero od niedawna cała nasza siódemka bardziej trzymała się razem, ale mimo wszystko każdy czuł się w tym towarzystwie dość swobodnie. Nigdy jednak – my dziewczyny – nie rozmawiałyśmy tak otwarcie na temat łóżkowych podbojów chłopaków i ogólnie na temat seksu, pomijając grę w Nigdy. Dzisiaj jednak wypity przez nas alkohol o wiele bardziej nas otworzył. To sprawiło, że w pewien sposób staliśmy się jeszcze bliższą grupą przyjaciół. Nie ma tabu, nie ma wstydu, możesz mówić, o czym chcesz.
- Zaliczyłem. W sali od biologii – powiedział Mulat, jedząc zapiekankę. Na naszych twarzach pojawiły się głupkowate uśmiechy, które utrzymały się do samego końca, bo im więcej wypijaliśmy, tym bardziej dopisywał nam humor.
- Jezu, tylko nie na mojej ławce – rzuciła ze śmiechem Lori.
- Na biurku nauczycielki – sprecyzował Hood, a my ryknęliśmy śmiechem.
- Szacun stary – skwitował Irwin.
- A ty, co?- zapytał Michael, wskazując na kumpla.
- Zanim Courtney zaniemogła, zabawialiśmy się w męskiej szatni – rzucił Ashton.
- Becky, a ty zaliczyłaś Marka? – zwróciłam się do kumpeli, która poruszała znacząco brwiami. – Gdzie?
- W toalecie – odpowiedziała.
- Czy w tym dniu wszyscy się nawzajem zaliczają, czy co?- wydusiła z siebie Lori. Spojrzała na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niej dwuznacznie. – Nie, nie, nie… - rzuciła, machając w moją stronę palcem.- Nawet nie próbuj.
- A ty zaliczyłaś Michaela? – wypaliłam, a ona prychnęła pod nosem. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Dzisiaj nie – odparł Clifford.
- Czyli jednak! – krzyknęła Becky, wskazując blondynkę palcem. – Jednak to z nim zrobiłaś!
- Kręci mnie to, jak laski rozmawiając o seksie – odezwał się Irwin.
- Co w tym dziwnego?- odparłam, wpatrując się w brunetkę, a ona zachichotała pod nosem. – To i tak się nie liczy, bo Lori nie zaliczyła nigdy niezobowiązującego numerku. Zrobiła to z Michaelem, który już był jej chłopakiem.
- Uwielbiam, jak dyskutujecie przy mnie na temat mojego życia seksualnego – powiedziała Lori, a wszyscy parsknęli śmiechem.
-Sami swoi Lori – skwitował Calum, wypijając kilka dużych łyków drinka.
- Kiedy poszłaś z nim do łóżka? – ciągnęła Becky, a Michael parsknął śmiechem. Lori zmarszczyła nos.
-Dwa dni temu – odpowiedział w końcu Clifford, a ja byłam święcie przekonana, że Lori w tym momencie oblała się rumieńcem. Było jednak zbyt ciemno, by można było to dostrzec.
- U ciebie, czy u niej? – dopytywała Becky.
- No, błagam…  - jęknęła Lori, a my wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Wstydzisz się? – wydusiłam, ze złośliwym uśmiechem. Blondynka pokazała mi środkowy palec, a potem sama zachichotała pod nosem.
- A może ty się przyznaj, czy zaliczyłaś Luke'a? – wypaliła nagle, a ja poczułam, jak wszystkie oczy spoglądając w naszą stronę. Zerknęłam na blondyna, który zaciskał usta, starając się nie śmiać. Wzruszyłam ramionami.
- Zaliczyłaś swojego nowego faceta? – zapytał Clifford, z głupim uśmieszkiem na ustach.
- Jak byście nie wiedzieli – powiedziałam, przekręcając oczami.
- Ale powiedz to na głos – ciągnęła Becky. – Oficjalnie.
- Jesteśmy razem od… - Zerknęłam na Luke'a.
- Od ponad trzech godzin – powiedział, obejmując mnie ramieniem.
- Więc nie… Nie zdążyłam go jeszcze zaliczyć- odparłam z uśmiechem. – Zaliczyłam go przed – dodałam, a wszyscy parsknęli śmiechem.
- Więcej, niż raz – dopowiedział Hemmings, a wszyscy wytrzeszczyli na nas oczy.
- No, co? – wydusiłam z siebie, a ci znów zaczęli się śmiać.
- Nie powiem, ale dziwnie się słuchało, kiedy określałyście moich kumpli mianem zaliczony – oznajmił Irwin, parskając pod nosem niekontrolowanym chichotem. – Nie jesteście takie święte…
- A ktoś ci kiedyś powiedział, że jesteśmy? – wtrąciła się Becky.
- Lubię was i to bardzo, jesteście nieobliczalne – skwitował Ashton, a potem wszyscy zaczęli się śmiać, kiedy dostał czkawki.

       Siedzieliśmy na plaży do prawie szóstej rano. W końcu jednak trzeba było ruszyć tyłki i iść do domu. Każdy z nas był podpity – jedni mocniej, drudzy mniej, dlatego postanowiliśmy wziąć taksówki. Ja, Luke i Calum pojechaliśmy jedną, a reszta drugą.
       Najpierw odwieźliśmy do domu Hooda, który miał problemy z otwarciem drzwi wejściowych, ale po długich próbach w końcu to mu się udało. Potem pojechaliśmy do nas. Zapłaciliśmy kierowcy, a następnie ciasno objęci poszliśmy w stronę furtki. Wokół nas panowała cisza. Nasza ulica w dalszym ciągu smacznie spała.
       Z kieszeni marynarki Luke'a wyciągnęłam klucze od domu. Mi na szczęście udało się otworzyć drzwi za pierwszym razem. Weszliśmy do środka. Złapałam za koszulę blondyna, który zatoczył się i poleciał w stronę wieszaków. Parsknęłam śmiechem pod nosem, ale na szczęście zachowałam się w miarę cicho i nie obudziłam naszych rodziców.
- Dzięki – wydusił z siebie, a potem ruszył na górę. Szedł slalomem, co było kolejną przyczyną tego, że musiałam zdusić w sobie chęć roześmiania się na głos. Ściągnęłam buty i poszłam za nim, odtwarzając dla rozrywki jego drogę.
- Bardzo śmieszne – mruknął, spoglądając na mnie, gdy zatrzymałam się tuż przed nim.
- Bardzo – odparłam, chichocząc. – Jezu…
- Co?
- Jesteś śliczny –rzuciłam, a potem minęłam go i poszłam do swojego pokoju. Hemmings po chwili pojawił się obok mnie. Odwróciłam się w jego stronę, unosząc lekko brwi do góry. Miał skrzyżowane ręce na klatce piersiowej i dokładnie śledził każdy mój ruch.
- Co?
- Facet nie chce słyszeć, że jest śliczny – mruknął, kręcąc nosem. – Tylko, że jest przystojny.
- Tylko, to chciałeś mi powiedzieć?- rzuciłam ze śmiechem. – Jesteś śliczny i przystojny.
- Zresztą nie wiem – odparł, wzruszając ramionami. – Jestem pijany.
- Widzę. Dlatego spadaj do łóżka. – Jęknął i skrzywił się. –Kotek – podeszłam do niego, a on spojrzał w moje ciemne oczy. – Idź spać.
- Muszę się umyć, najpierw…
- Więc, chodź.
       Odłożyłam torebkę na biurko i powiesiłam na krześle jego marynarkę. Wzięłam piżamę. Potem złapałam go za rękę i poprowadziłam do łazienki. Zamknęłam za nami drzwi. Spojrzałam na niego, a ten cicho zaśmiał się. Powoli zaczęliśmy szykować się do snu. Luke miał nieco bardziej zwolnione ruchy, niż ja, więc w końcu musiałam na niego poczekać, kiedy ten kończył myć zęby. Nie wypiłam tyle, co on, więc lepiej kontaktowałam się z otaczającym nas światem.
       W końcu wyszliśmy z łazienki. W dalszym ciągu trzymałam go za rękę. Zatrzymałam się przed drzwiami naszych pokoi. Spojrzałam na niego, a ten uśmiechnął się szeroko. Podszedł bliżej i ujął moją twarz w dłonie. Pocałował mnie delikatnie, a ja odwzajemniłam to.
- Nie zostawiaj mnie – powiedział cicho.
- Nigdy – odparłam. 
       I znów pociągnęłam go za dłoń, wciągając do swojego pokoju. Zamknęłam za nami drzwi. Podeszliśmy do łóżka. Okrążyłam je i położyłam się z drugiej strony. Blondyn przez chwilę mnie obserwował, a potem znalazł się obok, przykrywając się kołdrą. Przybliżyłam się do niego i zawisłam nad nim, spoglądając w te jego błękitne oczy. Przejechał zewnętrzną stroną dłoni po mojej twarzy, a ja pocałowałam go. Wsunął palce w moje włosy, mocniej napierając na mnie.
- Rose – wyszeptał.
- Tak Luke?
- Z chęcią bym cię teraz zaliczył – rzucił ze śmiechem, a ja po chwili dołączyłam do niego.
- Daj spokój, jesteś za bardzo…
- Wiem… Najebałem się trochę – powiedział, uśmiechając się.
- Nie tylko ty – rzuciłam.
- A co?
- Świat mi się kręci– odparłam, kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Wszystko było okej póki byłam w pozycji stojącej, teraz jednak szumiało mi w głowie, a ściany tańczyły mi przed oczami.
- Ej, dobrze się czujesz? – zapytał, opierając się na łokciach.
- Ta... Nic mi nie będzie – odparłam, starając się nie zamykać oczu, bo wtedy było jeszcze gorzej.
- Na pewno? Może chcesz się położyć?
- Leżę.
- Na mnie.
- Masz coś przeciwko?
- Pewnie, że nie.
- To dobrze, bo tak mi lepiej. – Luke objął mnie.
- Mów, jak…
- Daj spokój – rzuciłam ze śmiechem. – Nie zrobię ci tego, co Courtney zrobiła Ashowi – odparłam i tym razem to Luke się zaśmiał.
- O to się nie martwię – powiedział, głaszcząc mnie po plecach. Przymknęłam oczy, czując, jak chce mi się spać. Ziewnęłam.
- To dobrze – odparłam ciszej.
- Dobranoc księżniczko – wyszeptał.
- Dobranoc kotku.



***
Byłam pewna, że nie zdążę dzisiaj wrzucić nowego rozdziału, ale jednak się udało :) W końcu coś, na co niektóre z was czekały :D

Mam nadzieję, że ta część przypadła wam do gustu :)

Do zakończenia sezonu numer 3 pozostał tylko jeden rozdział :) A rozdział ten pojawi się w piątek :) 

Dziękuję za wasze pozytywne komentarze - wiecie, jak mnie zmotywować i jak mnie rozbawić :) Jesteście MEGA NAJLEPSIEJSZE!

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Daj spokój kochanie – odezwał się ponownie Dan. – W końcu to był ich bal maturalny. Sama na swoim nie byłaś lepsza. – Zrobiłam wielkie oczy i z ciekawością spojrzałam na Dana, który dla odmiany zaczął chichotać pod nosem. – Co? Mama ci nie mówiła?

***

- Co tam masz? – zapytał z ciekawością.
- Coś – odpowiedziałam, rozcierając w jednym miejscu ołówek. Blondyn prychnął pod nosem.

***

- Rose – powiedział cicho. – Nie denerwuj się.
- Jak mam się nie denerwować? – rzuciłam, kręcąc głową z niedowierzaniem. Wzięłam głęboki oddech, który był lekko przerywany z nadmiaru emocji.

***

- Dlaczego płaczesz? – zapytał, wchodząc do pokoju. Szczerze? Mógł nie zadawać mi tego pytania, bo rozkleiłam się, jak małe dziecko. 

***

- Wiem, jestem głupia –powiedziałam, odsuwając się od niego. – Nie byłam gotowa na to, co się stało. – Luke złapał mnie za rękę, a drugą znowu mnie objął. – A stało się za szybko.


10 komentarzy:

  1. ONI SĄ RAZEM O KURDE HAJDKKFKSMDJKSNEKXKSNDJDNJCJS *0*
    JEZU KOCHAM ICH
    KOCHAM TĄ HISTORIĘ
    JEZU FANGIRLING POZIOM HARD *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajnie się czyta. Ciekawe kiedy zaczną myśleć o tym, że są rodzeństwem i nie powinni być razem. Co na to ich rodzina jak się dowie, w sumie nie urodziła ich jedna matka więc.... no nie ważne, dzięki za to że są osoby takie jak TY/PANI. Świetnie pisane blogi czekam na więcej... Masz plany na inny blog?

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu wreszcie są razem ♡♡ przenika dla Rose była taka cudowna 😍 Juz nie mogę doczekać się nastepnego ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. <<<<<<<<<<<<<<<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Durna Harper niech zabiera łapy od Hemmo, bo za siebie nie ręczę! OMG W KOŃCU!!! W KOŃCU JEJ TO POWIEDZIAŁ! To było takie awwwwwww XD SŁOOODKIE :D Oni pasują do siebie i nie wyobrażam sobie, by mogli być z kimś innym. Michael i jego jamochłony- chłopie ty wiesz, jak rozluźnić atmosferę! :D Biedny Ash, laska musiała się naprawdę mocno skuć :P Coś czuję, że jutro będę mieli wielkiego kaca. Uwielbiam... nie... KOCHAM to opowiadanie :) Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Chcę już piątek!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  6. ooomatko, to jest tak zajebiste, kiedy czytalam ze harper pocalowala luka na oczach rose scisnelo mnie w srodku, ale ogromnie sie ciesze ze rose jest z lukiem kocham i zycze weny

    OdpowiedzUsuń
  7. Awww :3
    Kocham strasznie <3
    Mega słodziaśne ;)
    Rose i Luke <3

    OdpowiedzUsuń