piątek, 14 sierpnia 2015

S3 - Rozdział 16

Everythink I do, I do it for you


       Obudziłam się i poczułam trzy rzeczy – potworny ból głowy, istną suszę w ustach i jego ciało przyciskające się do moich pleców. Rękę zarzuconą miał przez moją talię, a ja bałam się mocniej poruszyć, by go nie obudzić.
       W końcu jednak cicho i powoli wyswobodziłam się z kołdry i jego kończyny, a następnie wstałam z łóżka. Spojrzałam na Luke'a, który wtulał twarz w poduszkę. Prawie całą kołdrę zabrałam ja, więc spał bez niej, ale najwidoczniej wcale mu to nie przeszkadzało. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wyglądał naprawdę uroczo, szczególnie, że był w samych kolorowych bokserkach, obejmując teraz z kotłowaną przeze mnie pierzynę.
       Oderwałam wzrok od chłopaka i podeszłam do okna. W pokoju panował zaduch i mogłabym się założyć, że w powietrzu unosi się zapach alkoholu. W końcu wczoraj trochę tego wypiliśmy. Uchyliłam je, a następnie wróciłam do Luke'a. Złapałam za kołdrę i przykryłam go. Nachyliłam się nad nim, delikatnie muskając jego policzek ustami, a on leciutko uśmiechnął się. Przez chwilę myślałam, że go obudziłam, ale on nadal się nie ruszał, a jego oddech był spokojny i miarowy, co tylko upewniło mnie w tym, że zrobił to przez sen. Po raz kolejny uśmiechnęłam się pod nosem, a następnie podeszłam cicho do szafy. Złapałam za czyste ubrania i wyszłam z pokoju, zostawiając go samego.

       Byłam pewna, że szybki prysznic tchnie we mnie trochę życia i energii, ale nadal czułam się skopana przez procenty. Jakbym miała się zaraz przekręcić i wykorkować. W głowie mi huczało, żołądek ścisnął się w supeł, a susza w ustach nie chciała minąć, mimo kilku kubków chłodnej wody. Miałam mega kaca i nawet nie próbowałam temu zaprzeczać. Wszystko to wina tych pieprzonych mocnych drinków chłopaków, które były tak bardzo zdradliwe.
       Gdy zaczęłam schodzić na dół, usłyszałam głosy rodziców, którzy znajdowali się w kuchni. Uniosłam lekko brwi, wchodząc do środka. Było po jedenastej, a oni dopiero jedli śniadanie? Może sami wczoraj udali się na jakąś imprezę. Zazwyczaj urzędowali w kuchni między dziewiątą, a dziesiątą. 
- Któż to wstał – rzucił ze śmiechem Dan. Mama zmierzyła mnie od góry do dołu i cicho prychnęła pod nosem. Wiedziałam, że nie lubi, gdy przesadzam z alkoholem.
- Cześć – wydusiłam z siebie, siadając obok starszego Hemmingsa.
- Kawusi? Czy może aspiryny? – zapytał, z szerokim uśmiechem.
- To i to.
- Ładnie pobalowaliście – powiedziała mama, wstając od stołu. 
        Zaczęła krzątać się przy blacie. Po chwili postawiła przede mną szklankę z wodą, w której to musowała przeciwbólowa tabletka, a także kubek gorącej kawy.
- Trochę…
- To mi nie wygląda na trochę – rzuciła, a ja przekręciłam oczami.
- Daj spokój kochanie – odezwał się ponownie Dan. – W końcu to był ich bal maturalny. Sama na swoim nie byłaś lepsza. – Zrobiłam wielkie oczy i z ciekawością spojrzałam na Dana, który dla odmiany zaczął chichotać pod nosem. – Co? Mama ci nie mówiła?
- Nic, a nic – rzuciłam, zerkając na swoją rodzicielkę, która zrobiła nadąsaną minę.
- Mnie opowiadała – powiedział, rozsiadając się na krześle.
- Przestań Dan- odparła, kręcąc głową.
- Nie przestawaj, mów dalej – rzuciłam, machając w jego stronę ręką, by go jeszcze bardziej zachęcić. Moja mama prychnęła pod nosem i upiła łyk kawy. – No?
- Może sama jej powiesz, czy mam ja to zrobić? – zapytał mężczyzna.
- Nic nie mów, tak będzie najlepiej – odpowiedziała, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Mamo, no… Nie bądź taka święta – rzuciłam rozbawiona. 
       Ciekawość zżerała mnie od środka. Chciałam poznać upokarzającą balową historię mamy. Matula spojrzała na mnie i zaśmiała się pod nosem. Następnie skinęła głową w stronę Dana, dając mu pozwolenie na kontynuowanie.
- Otóż… Twoja mama też mocno zabalowała na swojej szkolnej imprezie – zaczął Dan, nachylając się w moją stronę. – Na tyle, że ozdobiła drzwi od domu.
- Co zrobiłaś? – zapytałam, raptownie odwracając się w jej stronę. Mama poczerwieniała na policzkach, a potem udała niewiniątko. Parsknęłam śmiechem.
- Zwymiotowała na nie – dokończył Dan.
- Na drzwi babci?!
- Dobra, dobra… Byłam ledwo przytomna – rzuciła, by się usprawiedliwić, co wywołało u nas jeszcze większy śmiech.
- A co na to babcia?
- Wybaczyła mi, choć musiała się odbyć długa i poważna rozmowa.
- Dziadek pewnie podszedł do tego bardziej na luzie? – zapytałam, a mama zaśmiała się.
- Dziadek miał niezłą zabawę. Przez miesiąc nazywał mnie Cofająca Sarah. – Ja i Dan spojrzeliśmy na siebie, a potem ryknęliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Ale lepiej opowiadaj, jak było na twoim balu – zmieniła temat mama, a ja westchnęłam ciężko.         Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam w skrócie opowiadać im, jak się bawiliśmy. Pominęłam oczywiście niektóre rzeczy, bo wszystkiego przecież wiedzieć nie musieli.

***
       Otworzył powoli oczy. Od razu rozpoznał pokój, w jakim się znajdował. Wyciągnął rękę przed siebie, ale miejsce obok niego było puste. Rosalie musiała już wstać. Pokręcił nosem, a następnie powoli dźwignął się do pozycji siedzącej. Przetarł dłońmi oczy, rozglądając się po pomieszczeniu. Miał cichą nadzieję, że dziewczyna jest w środku. Niestety był w nim sam.
       Wstał i zaścielił szybko łóżko. Spojrzał na zegarek. Było po pierwszej. Przeciągając się ruszył w kierunku drzwi. Cicho wyszedł na korytarz. Z dołu dochodziły do niego znane mu głosy. Poszedł do siebie i zabrał czyste rzeczy. Następnie udał się do łazienki, by doprowadzić się do stanu używalności.
        Zszedł na dół, czując potwornego kaca, który zaczyna o sobie poważnie dawać znać. Głowa pulsowała mu tępym bólem, język kleił się do podniebienia, a na samą myśl o jedzeniu, żołądek fikał mu koziołki. Czuł się tak, jakby go wstrząsnęli, przemielili i wypluli.
- Na pewno nie chcesz iść z nami? – zapytała Sarah. Luke uniósł brwi do góry.
- Na pewno – odpowiedziała Rosalie. Blondyn uśmiechnął się pod nosem.
- Jest i on – powiedział Dan, kiedy Luke wszedł do kuchni. – Jak się czujesz synu?
- Życie mnie sponiewierało – odparł, podchodząc do lodówki.
- Nasz mały biedny Luke – rzuciła ze śmiechem Sarah, a Rose roześmiała się.
- To widać – dodał Dan. – I kolejne szybkie pytanie, bo niedługo wychodzimy.
- Tak?- dopytał, nawet się nie odwracając. Otworzył lodówkę i wyciągnął z niej zimną puszkę z napojem energetycznym.
- Ja i Sarah idziemy razem do kina. Chcesz iść z nami?
- Daj mi żyć – jęknął, a jego ojciec zaśmiał się pod nosem.
- Czyli nie?
- Zdecydowanie nie. Nie nadaję się na jakiekolwiek wyjścia o tej porze.
- Twoja strata – skwitował Dan, wzruszając ramionami.
- Głodny? – zapytała Sarah.
- Nie.
- To coś nowego – odezwała się Rosalie, a on odwrócił się do niej. Na jej twarzy wymalował się uśmiech, a on odpowiedział jej tym samym.

***
       Luke ulokował się na kanapie w salonie. Leżał wyciągnięty na całej jej długości, z jedną ręką pod głową, a drugą zarzuconą na swoim brzuchu. Miał przymknięte powieki, ale co jakiś czas je otwierał, by na chwilę rzucić okiem na to, co dzieje się na ekranie telewizora.
       Siedziałam na fotelu, skąd miałam na niego doskonały widok. Nogi miałam podkurczone, a o nie oparłam swój szkicownik. W ręku trzymałam ołówek, który tańczył po kartce papieru. Powoli tworzył się rysunek, na którym to on był głównym bohaterem. Zacisnęłam lekko usta, kiedy Luke poruszył się na swoim miejscu. Na szczęście nie zmienił pozycji, w jakiej leżał, więc śmiało mogłam kontynuować pracę.
        W końcu zostały mi do zrobienia ostatnie poprawki. Mały obraz był prawie gotowy. Nagle Luke spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Uniosłam brwi do góry, wpatrując się w jego błękitne oczy.
- Co tam masz? – zapytał z ciekawością.
- Coś – odpowiedziałam, rozcierając w jednym miejscu ołówek. Blondyn prychnął od nosem.
- Pokażesz?
- Jak skończę.
- Chodź do mnie- jęknął, wyciągając rękę w moją stronę. Spojrzałam na niego z politowaniem, a on przekręcił oczami.
- Jak skończę – powtórzyłam.
- Zamiast korzystać z tego, że jesteśmy sami…
- Ty kimasz na kanapie – przerwałam mu, co wywołało u niego cichy śmiech. - Zresztą nie oszukujmy się. Obydwoje mamy kaca, życie nas nie lubi i teraz z chęcią zakopalibyśmy się pod ziemią, by wszyscy dali nam spokój.
- Wcale nie – odparł, a ja zerknęłam na niego znad bloku. – Nie chcę byś ty, dała mi spokój.
- Och, to słodziutkie kotku – mruknęłam przesłodzonym głosem, a Luke skrzywił się. Następnie znów się roześmiał. – Dobra, skończyłam.
- Daj zobaczyć – rzucił, ponownie wyciągając rękę w moją stronę.
       Musiałam podnieść swoje cztery litery z fotela, bo Hemmings raczej nie był skory ruszyć się z miejsca. Podeszłam do niego, a on wcisnął się bardziej w oparcie, tak bym mogła usiąść obok niego. Podałam mu blok, opierając się ramieniem o oparcie.
- Ej! To jest ekstra – powiedział, dokładnie oglądając szkic. – Podoba mi się.
- Dzięki.
- Nie wiedziałem, że to mnie rysujesz.
- Skąd mogłeś to wiedzieć, skoro przez ostatnią godzinę bujałeś się między jawą a snem. – Luke dalej wlepiał swoje błękitne oczy w rysunek. Przygryzł wargę i ponownie spojrzał na mnie.
- Mogę go wziąć? – zapytał, machając blokiem.
- A po co ci on? – wypaliłam, bo miałam nadzieję, że rysunek ten zostanie ze mną.
- Jak to, po co? Chcę go mieć. Wszyscy mają twoje rysunki, tylko nie ja. A jakby nie patrzeć, jestem twoim facetem i też chciałbym coś mieć.
- Wszyscy?
- Wszyscy. Calum ma dwa – swój portret i tą laskę w tatuażach, Michael dostał duży obraz swojej gitary, Ashton przejął sobie szkice z transparentu, jakie robiłaś, bo mu się podobały, a Lori i Becky też kiszą jakieś obrazki, bo widziałem, jak im je dawałaś. Nawet nasz dyro zachował sobie twój kolarz, bo prawie posikał się na jego widok – rzucił, a potem dodał z nadąsanym tonem. – Wszyscy, tylko nie ja.
- Dobra, jest twój – powiedziałam, kiedy Luke wpatrywał się we mnie oczekująco.
       Uśmiechnął się szeroko i położył blok na ziemi. Następnie złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie. Opadłam na jego klatkę piersiową. Poczułam jego gorący oddech na ustach. Spojrzałam w te jego błękitne oczy, które tak uwielbiałam. Luke trącił nosem mój nos, by po chwili połączyć nas w pocałunku.
        Dotknęłam jego policzka, pogłębiając nasz pocałunek. Wsunął mi dłoń we włosy, przyciskając mnie do siebie jeszcze bardziej. Jego druga ręka powędrowała w stronę mojego ramienia, a ja zadrżałam, kiedy jego palce musnęły moją skórę. Matko, co on ze mną robi…
        Na oślep, wyciągnęłam rękę. Nie przestając go całować, zjechałam w dół, ale źle oceniłam odległość i zamiast pod koszulkę, moja ręką trafiła w centralny środek jego spodni. Hemmings drgnął, kiedy moja dłoń otarła się w tym miejscu, a ja szybko ją zabrałam.
- Nie kuś – wyszeptał ze śmiechem.
- To był niechcący.
- Jasne – mruknął, a ja niewiele myśląc, uderzyłam go pięścią w ramię. – Ał! Za co?
        Wyprostowałam się, wyrywając się z jego ramion. Poprawiłam włosy i spojrzałam na niego. Wpatrywał się we mnie z tym swoim pewnym siebie uśmieszkiem. Prychnęłam pod nosem, co rozbawiło go jeszcze bardziej.
- No, wracaj tu.
- Nie – rzuciłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej. 
        Odwróciłam się od niego, a na mojej twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. Usłyszałam, jak podniósł się z miejsca. Poczułam, jak obejmuje mnie w tali i przysuwa do siebie jeszcze bliżej.
- No, księżniczko… - Spojrzałam na niego, a ten przekręcił oczami. – Ta… Dałem się nabrać.
- Punkt dla mnie.
- Pieprze te punkty – rzucił, odchylając mnie do tyłu, by znów połączyć nasze usta ze sobą. Oplotłam jego kark jedną ręką. A on zjechał palcami po moim boku, co przyjemnie załaskotało.
        W końcu oderwał swoje usta od moich, a ja mogłam się wyprostować. Zdążyłam wziąć głębszy oddech, kiedy Luke odgarnął z ramion moje rude włosy, by musnąć ustami skórę na mojej szyi.
- No, przestań – powiedziałam, kręcąc głową.
- Bo? – Odwróciłam się do niego, ujmując jego twarz w dłoniach. Zaśmiałam się raz, a potem drugi, gdy puścił mi oczko. – Kręcisz mnie.
- Wiem. 
        Prychnął pod nosem. Złapał za moje dłonie i oderwał je od swojej twarzy. Następnie pociągnął mnie w swoją stronę tak, że prawie wleciałam w jego klatę piersiową. Objął mnie mocniej, a ja przez chwilę mogłam posłuchać równego bicia jego serca.
- Wiesz co – zaczął, a ja znów wyprostowałam się. Uśmiechnął się do mnie, gładząc zewnętrzną stroną palców mój policzek. Potem przybliżył się do mnie jeszcze bardziej, a ja wstrzymałam oddech.
- Co? – wyszeptałam.
- Naprawdę cię kocham – odparł cicho.
- Ja też cię kocham kotek – odpowiedziałam, a on znów złączył nasze usta. 
        Tym razem jednak był to spokojny i delikatny pocałunek, który w naszym wykonaniu zdarza się dużo rzadziej. Moje palce mocniej zacisnęły się na jego koszulce. To było tak nieziemskie uczucie, że mogłabym z nim to robić cały czas i nie mieć dość.
- No, pięknie.
        Słysząc ten męski głos prawie dostałam zawału. Odskoczyłam od Luke'a tak raptownie, że nie utrzymałam się na nogach i poleciałam na podłogę, upadając na tyłek. Podniosłam głowę i spojrzałam na naszych rodziców, którzy wpatrywali się w nas naprawę mocno zaskoczeni. Cholera… Jakim cudem nie słyszeliśmy, że wchodzą do domu? Byliśmy tak zaślepieni sobą, że faktycznie nic poza nami się nie liczyło. Do czasu…
        Luke wstał z miejsca, a następnie podał mi rękę. Pomógł mi podnieść się z podłogi. Kiedy już stanęłam na nogach, oboje przenieśliśmy oczy na rodziców. Zacisnęłam mocniej usta, starając się przezwyciężyć to dziwne uczucie, które we mnie narastało. Denerwowałam się i powoli zaczynałam wpadać w panikę. Co teraz?
- Dan musimy porozmawiać – odezwała się moja mama, w dalszym ciągu wpatrując się w nas. Teraz mieli takie twarze, że nie potrafiłam z nich nic odczytać. – Z wami też będziemy chcieli porozmawiać – dodała, wskazując naszą dwójkę. Przełknęłam ślinę.
- Jasne – rzucił blondyn. Przynajmniej on był w stanie cokolwiek z siebie wydusić.
- Dajcie nam chwilę- powiedział Dan, wskazując na schody.
- Jasne – powtórzył Luke, a potem złapał mnie za rękę, zabrał blok i wyszedł z salonu.
        Weszliśmy na górę, a blondyn skierował się do swojego pokoju. Wciągnął mnie do niego, zamykając za nami drzwi. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na niego z przerażeniem. Luke wyglądał na spokojnego, choć nie miałam pojęcia, czy naprawdę tak jest, czy tak dobrze udaje.        Podszedł do mnie i ukucnął, opierając się o moje kolana. Odłożył rysunek na szafkę i złapał mnie za ręce, był spleść swoje palce z moimi.
- Rose – powiedział cicho. – Nie denerwuj się.
- Jak mam się nie denerwować? – rzuciłam, kręcąc głową z niedowierzaniem. Wzięłam głęboki oddech, który był lekko przerywany z nadmiaru emocji.
- Rose… Skarbie – ciągnął Luke – Nic się nie dzieje.
- A jak… Nie wiem… Będą chcieli nas rozdzielić? W końcu oni się pobierają… A jak… Boże, Luke… A jak tym, co jest między nami zniszczymy to, co jest między nimi?
- Hej, przystopuj – powiedział, mocniej zaciskając palce wokół moich. Tym gestem zmusił mnie do tego bym znów na niego spojrzała. – Nic się takiego nie stanie…
- Skąd wiesz?
- Widzę, że nie odświeżałaś sobie informacji prawnych.
- Co?
- Kwestia naszych rodziców – zaczął, uważnie mi się przyglądając. – Nawet jeśli się pobiorą, to i tak nic się nie zmieni. Nie jesteśmy rodzeństwem, nie jesteśmy ze sobą spokrewnieni w żaden sposób, ani tym bardziej spowinowaceni. Do tego oboje mamy swoich rodziców i jesteśmy pełnoletni, więc nikt nikogo nie będzie adoptował. Nie będziemy mieć też rodzeństwa. – Zacisnęłam usta. – Wiem od taty, że Sarah nie może mieć już więcej dzieci. Zresztą myślisz, że któreś z nich chciałoby się bawić w pieluchy? -  Pokręciłam głową.  – Prawnie, jesteśmy dwójką obcych dla siebie ludzi. Oni mogą się pobrać i my możemy to zrobić.
- Widzę, że się przygotowałeś- mruknęłam, kręcąc palcem małe kółka na jego dłoni.
- Musiałem to wiedzieć – rzucił, wzruszając ramionami. – Chcąc być z tobą, musiałem wiedzieć.
- No, tak…
- Więc, nic nie zrobią.
- A co jeśli i tak będą chcieli nas rozdzielić? – wydusiłam z siebie i poczułam, jak zadrżały mi dłonie. Luke przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Puścił jedną moją rękę, by dotknąć mojego policzka. Gest ten nieco mnie uspokoił.
- Znasz ich. Czy oni wpadliby na tak głupi pomysł, by to zrobić? A nawet jeśli, to ja nie pozwolę na to, by do czegoś takiego doszło. Kocham cię i chcę być z tobą, bez względu na to, co oni sobie myślą. – Przełknęłam ślinę i spojrzałam na niego załzawionymi oczami. – Błagam Rose… Tylko się mi tu nie rozklejaj. Nienawidzę, jak płaczesz…
       Puścił mnie i podniósł się. Usiadł obok i przytulił mnie. Jego dłoń powoli głaskała mnie po plecach, a ja walczyłam z tym, by naprawdę się nie rozpłakać. Oparł brodę o moją głowę, przyciskając mnie do siebie jeszcze mocniej.
- A jak… - zaczęłam, ale Luke szybko mi przerwał.
- Nie, oni też się nie rozstaną z tego powodu – powiedział, jakby czytał mi w myślach. – Po prostu… Myślę, że ich trochę zatkało – dodał ze śmiechem. – To wszystko. Pogadają sobie, pewnie wyznaczą nam dodatkowe reguły, typu żadnego obściskiwania się w miejscach ogólno rodzinnych typu salon i kuchnia i po sprawie. – Zaśmiałam się. – A my te reguły i tak będziemy łamać – dodał, a ja wyczułam, że się uśmiecha. - Poczekamy, aż pójdą i odbędziemy szybki numerek na stole.
- Luke! – rzuciłam ze śmiechem, uderzając go w ramię.
- Lepiej ci? – zapytał, kiedy spojrzałam na niego. Pokiwałam głową. – To dobrze.
       W tym momencie drzwi od pokoju otworzyły się, a ja podskoczyłam w miejscu. Ręka Luke'a mocniej zacisnęła się na moim ramieniu. Przed nami stał Dan. Spojrzał najpierw na swojego syna, a potem na mnie, robiąc przy tym nieco zakłopotaną minę.
- Dlaczego płaczesz? – zapytał, wchodząc do pokoju. 
        Szczerze? Mógł nie zadawać mi tego pytania, bo rozkleiłam się, jak małe dziecko. I choć wiedziałam, że zachowuje się irracjonalnie do całej sytuacji, to jednak tak bardzo bałam się, że nasi rodzice będą przeciwko temu, co jest między mną a Lukiem. A ja nie chciałam go stracić. Nie chciałam też, by to, co jest między nami, pogorszyło relację między nimi. W głowie miałam kompletny mętlik i zaczynałam się gubić w tym wszystkim.
- Tato, daj nam chwilę – powiedział Luke, obejmując mnie jeszcze mocniej. A ja znów wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
- Pewnie… Po prostu, jak będziecie gotowi, to zejdźcie na dół, okej?
- Okej.
- Chyba, że – zaczął Dan, ale Luke musiał pokręcić głową, bo starszy Hemmings nie dokończył, tylko wyszedł z pokoju, zostawiając nas samych.
- Rose – powiedział cicho Luke, ponownie ujmując moją twarz w dłoniach. – Skarbie, proszę… Wyluzuj.
- Wyluzuj – mruknęłam, kręcąc nosem i pospiesznie wycierając oczy dłonią.
- Wyluzuj, bo zaraz pęknie mi serce – dodał, całując mnie w czoło. – Co myślałaś, że przyszedł tu, by na nas nakrzyczeć?
- Nie – rzuciłam, skubiąc dół jego koszulki. – Po prostu za szybko zadał mi pytanie.
- Słodki Jezu – odparł Luke z lekkim uśmiechem. – Mimo tego, co powiedziałem ty nadal się boisz? – Pokiwałam głową. – Niepotrzebnie.
- Wiem, jestem głupia –powiedziałam, odsuwając się od niego. – Nie byłam gotowa na to, co się stało. – Luke złapał mnie za rękę, a drugą znowu mnie objął. – A stało się za szybko.
- Co? Chciałaś to trochę poukrywać?
- Chciałam im powiedzieć w odpowiednim momencie.
- Ten odpowiedni moment zazwyczaj nie wypala.
- Ta… Teraz to wiem.
- Już?
- Chyba tak. – Kiedy Luke się poruszył, ja złapałam go za koszulkę. – Posiedźmy tu jeszcze chwilę.
- Widzę te twoje, chyba tak – rzucił ze śmiechem.- Nie ma sprawy. Będziemy tu siedzieć tak długo, jak będziesz tego chciała.

       W końcu jednak musieliśmy zejść na dół. Moje obawy nie zniknęły, choć dzięki Lukowi, stały się mniejsze i w końcu zaczęłam normalnie myśleć.
        Siedzieliśmy w salonie przy stole, oni po jednej stronie, my po drugiej. Luke cały czas trzymał mnie za rękę, dodając mi tym pewności siebie i otuchy. Odzywałam się mało, głownie to on mówił. On i nasi rodzice. I faktycznie nie miałam, czego się bać. Słowa blondyna się potwierdziły – nasi rodzice po prostu byli mocno zaskoczeni tym uczuciem, jakie urosło między nami. Nie spodziewali się, że nasza relacja zmieni się w coś większego. Chcieli się dowiedzieć, czy jest to coś poważnego czy nie, czy trwa to długo czy krótko i tak dalej. Głównie padały normalne pytania, jakie rodzic zadaje swojemu dziecku, gdy ten komunikuje mu, że znalazł swoją drugą połówkę.
        Bacznie obserwowałam także i ich, by utwierdzić się w przekonaniu, że między nimi nic się nie zmieniło – głównie tylko po to, by odrzucić ten głupi pomysł, że my moglibyśmy zepsuć ich uczucie. Ale wszystko wyglądało tak, jak zawsze. Byłam spokojniejsza.
- Sypiacie ze sobą? – wypaliła mama, a ja zrobiłam wielkie oczy. Poczułam, jak zrobiło mi się gorąco i modliłam się w duchu, bym nie oblała się szkarłatem na twarzy. Na szczęście nic takiego się nie stało.
- Sarah – zaczął Luke i zaśmiał się. - Pozwól, że ci nie odpowiemy na to pytanie. To jest tak, jakbym ja wypytywał was o to, co robicie w sypialni. – Teraz to mama zrobiła wielkie oczy, a Dan parsknął śmiechem.
- W sumie racja – powiedziała powoli. – Chcę tylko mieć pewność, że w razie czego się zabezpieczacie i…
- Mamo – jęknęłam. - Jesteśmy w tym wieku, że te rozmowy mamy już za sobą.
- Dobra, może skończmy ten temat – zarządził Dan, ze śmiechem. – Nie wtrącajmy się w ich życie, aż tak.
- Dobry pomysł – oznajmił Luke. – To koniec? – Wszyscy spojrzeliśmy na niego. – No, co? Jestem głodny!
- Klasyka- powiedziałam, przekręcając oczami.
- Chyba kac cię opuścił – rzuciła mama z uśmiechem.
- Sarah, a zrobiłabyś te pyszne omlety z czekoladą? – zapytał Luke.
- O! To bardzo dobry pomysł – odparł Dan, wpatrując się w swoją narzeczoną.
- Tak, mamo. Znakomity – powiedziałam i również utkwiłam w niej swoje ciemne oczy. Moja mama prychnęła pod nosem, a następnie wstała z miejsca.
- I co ja mam z wami zrobić?
- Zrobić omlety – rzuciłam z uśmiechem.
- Dobra, niech będą omlety. Ale pewnie nikt się nie pała do pomocy…
- Ja ci pomogę – powiedziałam, wstając z miejsca.
- Pod jednym warunkiem – odparła mama, machając mi palcem przed twarzą.
- Jakim?
- Nie wyjesz całej czekolady.
- Słowo, nie tknę, ani odrobiny.
- W to akurat nie wierzę – rzuciła ze śmiechem i jako pierwsza poszła do kuchni. Zerknęłam na Luke'a, a on uśmiechnął się do mnie. Odpowiedziałam mu  tym samym i ruszyłam za mamą. 


***
I tak o to zakończył się sezon numer 3! :D 
Jak widać w końcu rodzice ich przyłapali, ale zadymy dużej nie było :) 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu.

Jeśli nie macie dość, to zapraszam na sezon numer 4. Pierwszy rozdział pojawi się w poniedziałek.

Dla ciekawskich mały zwiastun do nowej części - Monia jesteś wielka! Wielkie dzięki! Mam nadzieję, że zwiastun wam się spodoba, tak samo jak mi :)

Magdalena Rodziewicz - zdecydowanie wolę formę ty :) Mam jeszcze jedną historię, ale nie wiem, czy ona kiedyś ujrzy światło dzienne. Na razie mam trzy blogi i nie planuję nowych, choć u mnie wszystko szybko się zmienia :)

Dziękuję wam za cudne komentarze - wiecie, jak nakręcić mnie do dalszego pisania! Jesteście najlepsze! Duże, ogromne DZIĘKI! :)

Pozdrawiam!

11 komentarzy:

  1. Cudowny aż mnie zatkało!!! Ich rodzice sie dowiedzieli w takim momencie uhuhu ale dobrze ze nie zrobili awantury. Czekam na 4 sezon :) !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś wspaniałego! <3 Masz ogromny talent i normalnie rozpływam się, jak czytam każdy kolejny rozdział, haha :)) Nie mogę doczekać się kolejnego sezonu i mam nadzieję, że będzie tak genialny, jak 3 poprzednie ;)) ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział wreszcie nie muszą się ukrywać fajnie ze ich rodzice przyjęli to ze zrozumieniem ♡ juz nie mogę doczekać się 4 sezonu !!♡♡♡♡♡♡
    Cudowny zwiastun !♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  5. Monia, jak zwykle odwaliła kawał dobrej roboty, bo ten zwiastun jest MEGA WYCZEPISTY! Już nie mogę doczekać się 4 sezonu - po zwiastunie wnioskuję, że będzie więcej piłki nożnej :D Oni są razem tacy sweetaśni, że nie wyobrażam sobie by byli z kimś innym -Luke przestań być taki hot! :D Dobra, prawie sama miałam zawał, jak przeczytałam, że rodzice ich przyłapali i denerwowałam się razem z Rose. A Luke tak uroczo ją uspokajał. Na całe szczęście wszystko dobrze się skończyło :) Dan i Sarah są wyluzowani, więc mega bym się zdziwiła, gdyby mieli coś przeciwko ich związkowi. Parsknęłam śmiechem czytając to "czy sypiają ze sobą" - Och, Sarah gdybyś ty tylko wiedziała, że oni do grzecznych nie należą HAHAHAHAH :D
    Jak to PONIEDZIAŁEK?! No... No... No dobra, wytrzymam.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  6. Juhu!!!!!!!
    Na to czekałam !!!!!!!
    Pozdrawiam
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
  7. O MAJ GAD NO NIE WIERZE ICH RODZICE SIE DOWIEDZIELI I NIE MAJĄ NIC PRZECIWKO CZY ŻYCIE MOŻE BYĆ JESZCZE PIEKĘNIEJSZE OMG FANGIRLING POZIOM HARD JWKDJKSJDJFKWJDJD *0*

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie rozpisze się bardzo. Nie mam na to czasu. Chce Ci napisać, że dałaś czadu. Ten rozdział jest boski i zawarto w nim odpowiedzi na pytania które mnie nurkowały od dłuższego czasu. Dzięki że jesteś czekam na kolejny sezon... <3
    Pozdrawiam Serdecznie Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział. :D

    OdpowiedzUsuń