piątek, 21 sierpnia 2015

S4 - Rozdział 3

Close your eyes you'll be mine and it's alright
Take a breath, no rest till the sunrise
Heartbeat, so sweet when your lips touch mine


       Zgodnie z umową, jak tylko wstałam rano, wykonałam trzeci test ciążowy. Wynik oczywiście był negatywny. Wyszłam z nim z łazienki, kisząc go w kieszeni dresów. Nie chciałam, by mama lub Dan to zobaczyli. Wolałam nie zaczynać z nimi tego tematu.
       Wparowałam do pokoju Luke'a, który nadal smacznie spał, choć dochodziła godzina jedenasta. Niewiele myśląc, rzuciłam się na łóżko. Nie siląc się na jakąkolwiek delikatność, wdrapałam się na niego i ułożyłam wygodnie na jego ciele.
- Matko… Rose – wyjęczał, starając się przykryć twarz kołdrą. – Co jest?
- Dzień dobry kotek – rzuciłam, gilgocząc go moim włosami. – Albo raczej powinnam powiedzieć tatuśku.
- To nie jest śmieszne – odparł, otwierając oczy.
- Masz. – Wyciągnęłam z kieszeni test i podsunęłam mu go pod twarz, by wyraźnie zobaczył jedną kreskę. – Zadowolony?
- Tak. Teraz mogę iść spać?
- Nie.
- Dlaczego?- wyjęczał. Schowałam test do kieszeni.
- Dzwonił Ashton – powiedziałam, a moje ręce powędrowały w stronę jego twarzy. Popukałam go palcami po policzkach, a następnie złapałam go za nos, śmiejąc się, jak nie normalna. Luke jednym zręcznym ruchem, złapał za moje ręce. Uśmiechnął się.
- Co z nim?
- Ponoć obiecałeś mu, że coś mu zawieziesz. Nie pamiętam tylko, co to było – odpowiedziałam.
- Tak, wzmacniacz. Matko… Zapomniałem – mruknął niezadowolony.
- Więc rusz ten swój seksowny tyłek i zrób to, co mu obiecałeś – powiedziałam, wyrywając ręce z jego dłoni, by po chwili znów zacząć jeździć palcami po jego twarzy.
- Dostałaś porannego dopalacza, czy jak?
- Masz coś przeciwko?
- Tak, chciałbym jeszcze pospać – rzucił, szarpiąc za kołdrę. – Rose – jęknął, niczym dziecko.
- Takiego kotku – powiedziałam z triumfalnym uśmiechem.
         Prychnął pod nosem, a potem szybkim ruchem zrzucił mnie z siebie, zagrzebując się w pierzynę jeszcze bardziej. Odgarnęłam z twarzy rude włosy. Spojrzałam na niego, a raczej na zarys jego postaci. Uniosłam się na rękach. Podniosłam kołdrę z drugiej strony i wsunęłam się pod nią. Na ślepo wdrapałam się na blondyna, mocniej przyciskając swoje ciało do jego ciała.
- Ale jesteś cieplutki – rzuciłam, a on parsknął śmiechem. – Wstawaj! – Złapałam za jego ramiona i podciągnęłam się przy ich pomocy tak, by znów znaleźć się z nim twarzą w twarz.
- Rose- syknął, a ja odkryłam nam głowy, bo zaczynała się pod pierzyną robić sauna.
- Co?
- Nie rób tak – powiedział, oblizując usta. – To cholernie podniecające.
- Mmm… czyżby? – wydusiłam ze śmiechem i szybko pocałowałam go. – Wstawaj!
- Jesteś nie do zdarcia – odparł, przejeżdżając palcami po moim ramieniu.
- Dlatego mnie kochasz.
- Między innymi, dlatego cię kocham – poprawił mnie, a ja uśmiechnęłam się szeroko.

         Siedziałam w salonie na fotelu, szkicując go. Nie miałam dziś innego pomysłu na obrazek, więc wzięłam to, co było pod ręką, choć to pomieszczenie nie miało w sobie nic nadzwyczajnego. Luke szykował się powoli do wyjścia, a rodzice znajdowali się w ogrodzie, gdzie gościli swoich znajomych.
        Podniosłam głowę do góry i zapatrzyłam się w okno. Myślami popłynęłam w stronę wspólnych spotkań z Lukiem. Poruszałam ustami. Nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że blondyn zmaterializował się w salonie i teraz bacznie obserwował każdy mój ruch.
- O czym tak dumasz księżniczko?- zapytał.
- O niczym szczególnym…
- O czym?
- O naszej pierwszej randce – rzuciłam, a on uniósł brwi do góry. Zerknął na mnie z lekkim rozbawieniem.
- W sumie… Przecież my nigdy nie byliśmy na randce – powiedział i spojrzał na mnie, jak na wariatkę.
- No, właśnie – rzuciłam z wyrzutem, robiąc nadąsaną minę.
- Myślałem, że masz gdzieś te wszystkie romantyczne rzeczy.
- Jasne Luke, mam je gdzieś – prychnęłam pod nosem.
        Naprawdę chciałabym z nim zaliczyć, chociaż jedną randkę. Co by mu szkodziło? Co prawda nigdy nie przywiązywałam zbyt większej uwagi do tego typu rzeczy, ale gdzieś w środku zazdrościłam Lori tego, że Michael wiecznie gdzieś ją wyciąga. A to kino, a to zoo, a to milion innych różnych miejsc, w których będą mieli swoje wspomnienia. I to nie jest tak, że my w ogóle nie ruszamy się z domu. Ale głównie wtedy są z nami nasi znajomi. A jedyne, na co do tej pory mogłam liczyć, to dwójkowe wyjścia do sklepu i na spacery, jakie nieraz odbywaliśmy wieczorem. I tyle…
         Usłyszałam cichy śmiech Luke'a i naprawdę miałam ochotę go w tym momencie trzepnąć. Niewiele myśląc, złapałam za poduszkę, którą miałam pod ręką i cisnęłam nią w blondyna. Poduszka odbiła się od jego klatki piersiowej, a on spojrzał na mnie rozbawiony. Widziałam ten znany błysk w jego błękitnych oczach.
         Zaśmiał się po raz kolejny i szybko podszedł do mnie. Nachylił się, a ja odepchnęłam go, nadal będąc na niego zła. Złapał moje ręce i przetrzymał je mocniej, by szybko skraść mi pocałunek. Poczułam przyjemny dreszcz na plecach.
- Idź ty – mruknęłam, kiedy się ode mnie odsunął. 
         Uśmiechał się szeroko i w tym momencie naprawdę wyglądał uroczo. Co nie zmieniało faktu, że powinien gdzieś mnie zabrać, by zaspokoić moje nie zbyt wygórowane oczekiwania względem jego osoby. Jedno wyjście… Zależało mi na jednym pieprzonym wyjściu.
- Uwielbiam cię, gdy jesteś taką zołzą – powiedział cicho, w dalszym ciągu nachylając się nade mną.
         Warknęłam pod nosem, co rozbawiło go jeszcze bardziej. Ponownie przybliżył się do mnie, a ja mocno zacisnęłam usta, by nie mógł mnie pocałować. On jednak zatrzymał twarz kilka milimetrów od mojej tak, że prawie stykaliśmy się ze sobą nosami.
- Skoro tego tak bardzo chcesz księżniczko, to masz czas do szóstej.
- Na, co?
- Zabieram cię dzisiaj na randkę – powiedział, a ja uniosłam lekko brwi do góry i rozchyliłam ze zdziwienia usta. Hemmings wykorzystał to, by znów połączyć nas w pocałunku. Kiedy się odsunął, spojrzałam na niego. – Przyjadę po ciebie o szóstej. Do zobaczenia. – Odwrócił się, poprawił białą koszulkę i jak gdyby nigdy nic, wyszedł z salonu.

         Nie byłam pewna, czy Luke mnie wkręca czy faktycznie gdzieś mnie zabierze. A jeśli tak, to gdzie? Problem, więc polegał na tym, że nie miałam pojęcia, jak się ubrać. Bo po Hemmingsie mogłam spodziewać się wszystkiego. Postawiłam, więc na klasykę. Wcisnęłam na siebie ciemno granatowe rurki i czarną tunikę z głębszym dekoltem. Do tego czarne buty na obcasie. Rozpuściłam włosy, tworząc na nich lekkie fale, a potem dorzuciłam do tego odpowiedni makijaż. Spakowałam torebkę. Gdy wybiła punkt szósta, mój telefon oznajmił mi otrzymanie wiadomości. Złapałam za komórkę.

Od Luke:
Koniec czasu. Wychodź. Czekam.

         Przekręciłam oczami. Był punktualnie. Luke raczej nie miał w zwyczaju się spóźniać, choć czasem mu się to zdarzało. Na szczęście bardzo rzadko. Zeszłam na dół, a następnie wychyliłam się zza drzwi od ogrodu. Zakomunikowałam mamie, że wychodzę i będę wieczorem, a potem wyleciałam z domu, jak na skrzydłach.
         Zatrzymałam się w połowie drogi. Luke stał przy swoim czarnym samochodzie, opierając się o jego maskę. Podniósł głowę do góry i uśmiechnął się do mnie szeroko. Nie wiem, jak to zrobił, bo wychodząc z domu wyglądał całkiem inaczej. Teraz miał na sobie oprócz swoich czarnych spodni, które nałogowo nosił nie tylko on, ale i pozostali członkowie 5 Seconds of Summer, także i czarną gładką koszulkę, a na to rozpiętą koszulę w takim samym kolorze. Wyglądał naprawdę rewelacyjnie. Zresztą, jak zawsze.
         Podeszłam do niego, a on ujął moją twarz w dłonie i szybko pocałował. Spojrzał w moje oczy i uśmiechnął się szeroko.
- Pięknie wyglądasz – powiedział cicho. Dobra, niech on przestanie mi tak słodzić od samego początku, bo się od tego przyzwyczaję, a wtedy to dopiero będzie miał przekichane.
         Odsunął się ode mnie, obszedł samochód i zatrzymał się przy drzwiach od strony pasażera. Naiwna ja, przez chwilę myślałam, że da mi poprowadzić, ale on skinął na mnie głową, bym do niego podeszła. Kurna… Czemu nie da mi, choć raz przejechać się swoim BMW? Podeszłam do niego, a on otworzył mi drzwi. Wsiadłam do środka. On po chwili zrobił to samo, zajmując miejsce kierowcy.
- Daj poprowadzić.
- Po moim trupie księżniczko – rzucił ze śmiechem, a ja pokręciłam nosem. - A zresztą nawet nie wiesz, gdzie chcę jechać.
- W sumie racja. To może w drodze powrotnej…
- Po moim trupie – powtórzył, a ja przekręciłam oczami. – Jeszcze moment.
         Odwrócił się w stronę tylnego siedzenia. Sięgnął po coś, a potem wyprostował się. W jego ręku znajdowała się długa czerwona róża. Musiałam zrobić naprawdę głupią minę, bo Luke zaśmiał się pod nosem. Zaskoczył mnie. Totalnie mnie zaskoczył.
- Bez jaj – wydusiłam z siebie.
- Dla ciebie – podał mi różę – bo jesteś moim kwiatuszkiem. – Spojrzałam na niego, jak na kosmitę, a potem parsknęłam śmiechem. On szybko do mnie dołączył.
- Nie, błagam kotku…
- Tak, wiem – rzucił, odpalając silnik. – Ale nie mogłem się powstrzymać, by ci nie wyjechać z tym tekstem. – Zaśmiałam się pod nosem i pokręciłam głową. – Gotowa na naszą randkę? – Pokiwałam głową. – To w drogę.

         Siedzieliśmy przy stoliku w jednej z restauracji na obrzeżach Sydney. Nie wiem, czemu Luke wybrał akurat to miejsce. Może dlatego, że było tu mniej klientów, niż w centrum miasta. Sala była lekko przyciemniona. Przez okna można było podziwiać ostry i wysoki klif, który znajdował się kawałek dalej. Kelnerzy i kelnerki przechadzali się wśród gości, ubrani w bordowe uniformy. W tle cicho grała muzyka.
- To, co deser?- zapytał, spoglądając na mnie z uśmiechem. Właśnie skończyliśmy jeść główne danie. A główne danie było mega ogromne, więc nie byłam pewna, czy dam radę wcisnąć w siebie coś jeszcze.
- Ty nie masz limitu, nie?
- Możemy wziąć na pół.
- Na pół?- rzuciłam, opierając się o stół. Splotłam ze sobą palce i lekko oparłam na nich brodę. Luke posłał mi ten swój znany szeroki uśmiech. – Znając ciebie, to ja się na te pół i tak nie załapię, bo pochłaniasz jedzenie z prędkością światła – skomentowałam, a on parsknął śmiechem.
- Jak nie chcesz to nie… Ja chcę – przejechał wzrokiem po karcie, jaką zostawiła nam na stole kelnerka. – Brownie z lodami i sosem czekoladowym.
- To dla mnie same lody – odparłam, a on pokiwał głową.
- To mi się podoba – rzucił, puszczając mi oczko. Przekręciłam oczami.
         Po chwili obok nas pojawiła się kelnerka, która obsługiwała nas od samego początku. Chciało mi się śmiać za każdym razem, kiedy się obok nas zatrzymywała. Bowiem dziewczyna wlepiała w Luke'a maślane spojrzenie. Chyba mój chłopak wpadł jej w oko. Hemmings złożył zamówienie.
- Da się załatwić podwójny czekoladowy sos do deseru? – zapytał, a ja uniosłam brwi do góry. Utkwił w niej swoje błękitne oczy i uśmiechnął się w taki sposób, że z łatwością można było dostrzec te jego dołeczki w policzkach. Wiedziałam, że robi to specjalnie. Zawsze to robił, gdy czegoś chciał. Pieprzony manipulant.
- Och… Jasne, nie ma problemu – powiedziała, uśmiechając się szeroko.
- Super, wielkie dzięki – odparł, zniżając głos, a ona oblała się lekkim rumieńcem.
         Kiedy dziewczyna odeszła, Luke zerknął na mnie, biorąc do ręki szklankę z napojem. Upił niewielki łyk i zadowolony z siebie, rozsiadł się na krześle. Przekręciłam oczami, a on zaśmiał się pod nosem. Po chwili nachylił się w moją stronę i złapał mnie za rękę. Nagle rozległ się dźwięk przychodzącego sms-a.
- Przepraszam na chwilę – powiedział, a ja kiwnęłam głową. Wyciągnął telefon z kieszeni i odczytał szybko wiadomość. – To Calum. Pyta się, czy mamy jeszcze te długie materiały, którymi rodzice przykrywali meble, gdy się wprowadzaliśmy.
- Nie mam pojęcia – odparłam, wzruszając ramionami. – Pewnie, gdzieś są w garażu. To było dawno…
- Dawno – powiedział Luke, wpatrując się we mnie.
- Dawno – powtórzyłam z uśmiechem. – Odpisz mu, że tego poszukam, jak wrócimy.
- Ale wrócimy późno.
- Późno?
- Aż tak się ze mną nudzisz, że chcesz już wracać? – zapytał, udając smutnego. Wysunął dolną wargę, a ja miałam ochotę zaśmiać się na całą restaurację.
- Z tobą? Nigdy – powiedziałam, a on uśmiechnął się szeroko. – Odpisz, że poszukam tego rano przed szkołą.
- Jasne.
         Spojrzałam na Luke'a uważniej, tchnięta moim niezastąpionym instynktem, który zazwyczaj dobrze mi podpowiadał. Chłopaki coś knuli. Nie wiedziałam tylko, co i przeciwko komu. Blondyn schował telefon i znów utkwił we mnie swoje błękitne oczy. Przez chwilę wpatrywałam się w niego w milczeniu.
- Co? –wydusił z siebie.
- Po co mu to? – zapytałam, starając się przybrać naturalny i swobodny ton.
- Po co… No… Tak…
- Mów – powiedziałam, wychylając się bardziej w jego stronę. Luke zacisnął usta. – To, jakaś wielka tajemnica, czy co?
- Nie, ale pewnie się wkurzysz.
- Bo?
- Bo znam twój pogląd na tą sprawę – oznajmił, a ja wcale nie byłam zaskoczona. Pokiwałam głową, dając mu jednocześnie znać, by kontynuował. Luke na chwilę przyssał się do swojego napoju.
- Więc?
- Jak to ty powiedziałaś, chcemy odbić piłeczkę w stronę Picton – powiedział powoli, a ja prychnęłam pod nosem. Byłam naiwna wierząc w to, że chłopaki sobie odpuszczą tą całą rywalizację poza boiskiem i pójdą po rozum do głowy. Jak widać, nic z tego.
- Wpakujecie się w końcu, w jakieś kłopoty – mruknęłam, machając w jego stronę palcem, jak to często robią matki do swoich małych dzieci. Blondyn pokręcił nosem. - Parę razy udało wam się wywinąć im jakiś numer, ale w końcu ktoś się wkopie, a wy będziecie mieć przekichane…
- Daj spokój księżniczko – rzucił niewinnym tonem. – Nic się nie stanie. Zawsze mamy dobrze opracowane plany…
- Co tym razem zalśniło wam w tych waszych mózgach? – przerwałam mu.
- Tym razem to pomysł Marka.
- To z tymi barwami, o których Calum i Ash wspomnieli na ognisku? – Pokiwał głową. – Co z tym?
- Chcemy rozwiesić im je po całej sali gimnastycznej. Wkurzą się.
- To na pewno. Z pewnością to będzie szybsze, niż wasz ostatni plan. Obkleiliście papierem toaletowym ich samochody.
-Tak, dokładnie – rzucił ze śmiechem, a ja spojrzałam na niego, jak kosmitę. – Rose wyluzuj…
- Będziecie mieć kłopoty – powiedziałam poważnym tonem. – Jeszcze przyznasz mi rację. Nie chcę byście się pakowali, w jakieś gówno.
- Rose kochanie, nic się nie stanie…
- Zobaczymy – odparłam, a on wziął głęboki oddech. – Mam nadzieję, że na czas wybijecie sobie te durne pomysły z głowy.
- Może skończmy ten temat – powiedział szybko. – To miało być miłe i tylko nasze spotkanie.
- Jest miłe Luke, ale jesteście niepoważni. – Blondyn skrzywił się.
- Księżniczko…
- Co? – warknęłam.
- Naprawdę zmieńmy temat – poprosił, a ja przekręciłam oczami. 
         To i tak nie zmieniało faktu, że chłopaki wpakują się, w jakiś syf. Najgorsze było to, że nie wiedziałam, co zrobić, by ich od tego pomysłu odciągnąć. To było do przewidzenia, że prędzej czy później Picton znów odpowie. A jak zauważyłam, te ich kolejne genialne pomysły, były tak naprawdę coraz mocniejsze i głupsze, niż poprzednie.

         Nasza pierwsza randka nie skończyła się, tylko na kolacji. Luke zabrał mnie do samochodowego kina. Pierwszy raz miałam okazję oglądać w taki sposób film i nie powiem, ale było to ciekawe doświadczenie. Trafiliśmy akurat na przegląd starych horrorów, co mi osobiście bardzo odpowiadało, bo lubię ten gatunek. Najpierw obejrzeliśmy Piątek trzynastego, a teraz puszczono Koszmar z ulicy Wiązów.
        Blondyn zaopatrzył nas w przekąski, choć ja nic już prawie nie tknęłam, oprócz dwóch garści popcornu od niego. Byłam pełna po naszej wizycie w restauracji. Mieliśmy dobre miejsce, bo było wszystko idealnie widać i słychać. 
        Luke splótł moje palce ze swoimi, opierając dłonie o podłokietnik znajdujący się między naszymi siedzeniami. Siedzieliśmy tak już od dłuższej chwili, co jakiś czas na zmianę poruszając palcami, co powodowało uśmiech u tej drugiej strony.
- Podoba mi się ten moment, kiedy to łóżko go wciąga, a potem ta krew rozbryzguje się na wszystkie ściany w jego pokoju, jakby ktoś puścił soczystego pawia z wnętrza materaca– powiedział jednym tchem Luke, a ja spojrzałam na niego, jak na kompletnego psychopatę. – No, co? To idealna scena w tym filmie!
- Wiesz, jak to nakręcili? – Pokręcił głową. – Czytałam, że pokój był zrobiony do góry nogami.
- W sumie, całkiem możliwe…
- Ja tam uwielbiam w tej serii czarny charakter – rzuciłam ze śmiechem.
- Uuu… Kocham cię Freddy Krueger! Chodź, podrapię cię moimi pazurami…
- Spadaj – powiedziałam, odpychając go ze śmiechem, kiedy Luke zaczął ciągnąć mnie za rękę, rechocząc przy tym, jak nienormalny.
- Chodź, chcę zobaczyć co masz w środku!
- Luke jesteś psychiczny!
- Ja? To ty jarasz się sfajczonym facetem ze snów – powiedział ze śmiechem, a ja uderzyłam go w ramię. – Ał! Rose! – A potem zbliżył się, znów ciągnąc mnie za rękę. – Chodź tu do mnie.
- Nie ma mowy, oglądam.
- Widziałaś tu już – odparł i nachylił się w moją stronę. 
          Złapał mnie za brodę i przyciągnął do siebie tak, że teraz zamiast ekranu miałam przed oczami jego twarz. Chciałam się odwrócić, ale on musnął ustami moje wargi, a ja poczułam ten znany przyjemny dreszcz na plecach. Pocałował mnie po raz kolejny, tym razem mocniej i pewniej, niż poprzednio. Jego ręka objęła moją twarz, zahaczając palcami o mój kark.
- Luke, no… - jęknęłam.
- No, co? – rzucił ze śmiechem. – To nieodłączny element oglądania filmu na randce. A zresztą, ty jesteś bardziej interesująca, niż ta zacna produkcja.
- Czyżby? –zapytałam, unosząc brwi do góry. Lekko zagryzłam wargę, a on westchnął ciężko.
- Uwielbiam, jak to robisz – skwitował i znów wpił się w moje usta, prawie pozbawiając mnie tchu.
           Wsunęłam palce w jego włosy, mocniej przyciskając go do siebie i mając gdzieś to, że byliśmy w miejscu publicznym. Pociągnęłam go lekko za końcówki, a on cicho zamruczał. Wyplątałam z jego palców moją drugą rękę, która powędrowała w stronę jego klatki piersiowej. Przejechałam wzdłuż jego ciała, trafiając na udo. Następnie powoli wsunęłam ją pod jego koszulkę.
- Mmm... Księżniczko – powiedział cicho.
- Luke. Spadajmy stąd – rzuciłam, a potem przygryzłam mu dolną wargę, na co on zareagował głośniejszym westchnięciem.
- Chcesz już wracać do domu? – zapytał, odrywając się ode mnie. Spojrzałam w jego błękitne oczy, które miały w sobie te wesołe iskierki, które tak kochałam.
- Do domu nie – powiedziałam, kręcąc głową. Przejechałam palcem po jego wargach. Uśmiechnęłam się zadziornie.
- Coraz bardziej mnie nakręcasz – skwitował. – Jedźmy do domu.
- Nie.
- No, Rose…
- W domu są nasi rodzice – przypomniałam mu, a on jęknął z niezadowoleniem. Mogłam się założyć, że o tej porze jeszcze nie spali.
- Co za porażka – powiedział, krzywiąc się.
- Kotku…
- Tak? – Znów spojrzał na mnie, a ja dotknęłam jego policzka.
- Zróbmy to na tylnym siedzeniu w twoim samochodzie –rzuciłam, a on uśmiechnął się szeroko.
- Poważnie?
- Poważnie.
- Jestem pieprzonym szczęściarzem, że mam taką kobietę, jak ty – powiedział z nieukrywanym entuzjazmem, a ja uśmiechnęłam się do niego. Tak… Luke pod tym względem był, jak typowy facet – łatwy w obsłudze.


***
Mamy pierwszą randkę w ich wykonaniu. W powietrzu jednak cały czas czai się Picton :D 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Marionette of Life - nie, nie mogłam bym mu tego zrobić ponownie. Raz poobijany Luke, z niemożliwością gry w piłkę, starczy :D W końcu w drugim sezonie dostał przymusowe wakacje od tego sportu :)

Lusia - cieszę się, że to ff dostarczyło ci odrobiny rozrywki :) A co do Caluma, to pewnie sobie kiedyś kogoś tam znajdzie :D Milena też ciągle się wypytuje, czy planuję połączyć z kimś pozostałe osoby, by nie latały solo - więc jeśli postanowię kontynuować jakoś to opowiadanie, to wtedy może coś na ten temat się pojawi (kontynuacja w dalszym ciągu jest w fazie "nie wiem, zastanawiam się"). 

Dziękuję za wszystkie wasze komentarze, które są tak mega super! Micha mi się cieszy za każdym razem, gdy je czytam. Jest to naprawdę znakomita i mocna motywacja do pisania! Jesteście NAJLEPSIEJSZE!

Kolejny rozdział w niedzielę lub w poniedziałek - zobaczę kiedy dam radę go wrzucić :)

Pozdrawiam!

W następnym odcinku:

- No…
- Wywalaj – powiedziałam, szturchając go.
- Milutko, nie ma co – odpowiedział, przekręcając się na plecy. 

***

- Lori ma rację. Michael miał pietra –oznajmiła Becky. – W sumie, wcale się nie dziwię – dodała, mierząc mnie wzrokiem.
- Goń się – syknęłam, a następnie zaśmiałam się pod nosem. – Co znowu wymyślili?

***

- To mamy przjebane – rzucił Hood, zakrywając twarz rękami.
- Może nie – zaczął Irwin.
- O ile zakład, że Lori właśnie teraz dzwoni do Rose? – ciągnął Mulat, a ci, aż jęknęli.

***

- Gdzie byliście? – zapytała cicho, nie odrywając od niego wzroku. Kątem oka wychwycił, jak dziewczyna złapała za tył swetra Clifforda, kiedy ten chciał bokiem czmychnąć do salonu. – Wracaj!
- Rose my… – zaczął Luke.

***

- Nie tak szybko rezygnuje się z przyjaciół Mikey – odparłam, a ten zaśmiał się. – Jesteście chodzącymi neandertalczykami, ale za to was tak bardzo uwielbiamy.
- A my cię też uwielbiamy zołzo – powiedział Calum, odpychając Clifforda, by teraz on mógł rzucić się w moje ramiona.
- Coś ty powiedział? 

9 komentarzy:

  1. WOW!! Randka Luka i Rose :D Po tych spojlerach czuje że chłopakom oberwie się od Rose :P

    OdpowiedzUsuń
  2. O raaaany to było cudne!!! Uwielbiam ich razem! Luke to taki słodziak bez kitu XD jestem jak najbardziej za Księżniczką i Kotkiem Hahahahah najpierw kolacja a potem samochodowe kino TEŻ CHCĘ! !! :) a co do Picton to też mam takie wrażenie, że chłopaki w coś się wpakują, oby tylko nie mieli zbyt poważnych kłopotów. Po fragmentach wnioskuję, że dorwie ich najpierw Rose hahha to może być zabawne i strasznie jednocześnie :) nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, więc stawiam na NIEDZIELE, koniecznie ;)
    I tak ma być więcej części tego cud miód mego ukochanego opowiadania, więc zabieraj się do pracy Roxy ;) nie przyjmuje innej możliwości :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. o cho cho. Widzę, że następny rozdział będzie pikantny. I dobrze! Nie wiem, jak ty to robisz, ale twoje rozdziały wychodzą bez skazy. No jak to tak można? Nie wiem, co jeszcze mam napisać. Nie chcę się powtarzać. Jeszcze raz rozdział genialny.
    P. S. coś mi się wydaje, że jednak ktoś im przerwie seksy. :(
    Dużo weny i do następnego!

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww idealna pierwsza randka <3
    Rose jest taka mega napalona na naszego Lucasa że to wprost straszne. Ale i tak to uwielbiam hah <3
    Niech Picton spada! BUUUUUU Nienawidzimy Picton xD
    Proszę jak najszybciej next, bo nie wytrzymam bez tego długo
    Uzależniłam się i nie chcę iść na odwyk <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Aww idealna pierwsza randka <3
    Rose jest taka mega napalona na naszego Lucasa że to wprost straszne. Ale i tak to uwielbiam hah <3
    Niech Picton spada! BUUUUUU Nienawidzimy Picton xD
    Proszę jak najszybciej next, bo nie wytrzymam bez tego długo
    Uzależniłam się i nie chcę iść na odwyk <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem jak zacząć, więc może na początku się przywitam, także... Hejka !
    Cały twój blog ten i zresztą nie tylko ten... po prostu WOW. Niesamowite są twoje blogi, a twoje rozdziały mogłabym czytać cały czas. Genialnie piszesz i nigdy nie przestawaj, bo cię zaciukam!
    Świetny rozdział i już nie mogę doczekać się następnego ( którego aż się boje XD ) i mam nadzieję, że będzie on szybko.
    Picton to złooo !
    Pozdrowienia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham ! *-* nwm czm ale to jeet takie słodkie kiedy Luke nazywa ją księżniczką ��

    OdpowiedzUsuń