niedziela, 23 sierpnia 2015

S4 - Rozdział 4

It's like, He doesn't hear a word I say


         Otworzyłam powoli oczy, kiedy usłyszałam dzwoniący budzik. Tyle, że nie był to mój budzik. Na cały regulator wydzierała się komórka Hemmingsa. Blondyn jednak nic sobie z tego nie robił, tylko dalej kimał w najlepsze.
        Uniosłam się na łokciach, mając już w mózgu prawdziwe Techno Party. Nienawidzę tej pieprzonej muzyczki, jaką ma ustawioną na budzenie. Wychyliłam się i wyłączyłam drący się telefon. Następnie spojrzałam na chłopaka.
- Luke – powiedziałam, pukając go w plecy.
- Yhy?
- Wstawaj. Masz trening.
- Kurwa – syknął, zakopując się w pościeli.
- Nie kurwa, tylko tyłek z wyra – rozkazałam, wieszając mu się na ramieniu. 
         Chciałam jeszcze pospać, ale musiałam go najpierw wywalić z łóżka, by ten nie spóźnił się na trening. Wiedziałam, że blondynowi nie uśmiecha się tak wczesne wstawanie, ale mógł nie wisieć na laptopie do trzeciej w nocy, grając z Michaelem w jakieś gry. Choć byłam pewna, że i tak Luke tylko mu przeszkadzał, bo jedyne, co Hemmings opanował, to Fifa. Gry, w które gra Clifford są pewnie dla niego czarną magią.
- Kotku – rzuciłam, dotykając jego policzka.
- No…
- Wywalaj – powiedziałam, szturchając go.
- Milutko, nie ma co – odpowiedział, przekręcając się na plecy. Spojrzałam na niego, a ten przetarł dłońmi twarz. Uśmiechnęłam się do niego, a potem cmoknęłam go w nos. – Tak lepiej.
- Luke mówię serio, zaraz ci się przyśnie, a ty będziesz mieć przewalone u trenera.
- Wiem, wiem… Już wstaję - powiedział, w dalszym ciągu nie ruszając się z miejsca.
- Właśnie widzę, jak wstajesz – rzuciłam i położyłam się z powrotem. 
         Okryłam się kołdrą prawie po sam czubek nosa. Usłyszałam głośne i ciężkie westchnięcie, które dochodziło z boku. Luke się poruszył. Jednak zamiast wstać, przekręcił się i wylądował na mnie.
- No, kurwa – syknęłam, próbując go z siebie zwalić. Blondyn zachichotał pod nosem.- Idź sobie. Mam jeszcze trochę czasu na sen do wykorzystania, a ty mi przeszkadzasz.
- Myślałem, że lubisz jak się do ciebie przytulam – powiedział z uśmiechem.
- Uwielbiam naprawdę, ale… Daj mi żyć – mruknęłam tonem niezadowolonego dziecka.
- Mój nerwus – rzucił, cmoknął mnie w czoło, a następnie podniósł swoje cztery litery z łóżka. 
         Zabrał telefon i ruszył w stronę drzwi. Przed oczami mignęły mi jeszcze jego kolorowe bokserki, a potem w pokoju znów nastała przyjemna i kusząca cisza. Przekręciłam się na bok i zamknęłam oczy, starając się zasnąć. Na szczęście udało mi się wyrwać trochę snu, zanim mój budzik zaczął dzwonić.

         Wyszłam z Becky z bocznego korytarza, kierując się w stronę metalowych szafek. Z daleka dostrzegłam Michaela, co nie było wcale trudne, zważając na to, że jego włosy w dalszym ciągu były wściekle czerwone. Obok niego stała Lori, a ja od razu zauważyłam, że blondynka jest wkurzona. Wymachiwała w jego stronę palcem, jakby ten był pięcioletnim dzieckiem, które nabroiło.
- Kłopoty w raju? – rzuciła Becky, kiedy podeszłyśmy do jej szafki, która znajdowała się zaraz obok szafki Lori.
- Po prostu – zaczęła blondynka, a Michael zacisnął usta. – Przeginacie – dokończyła, wlepiając oczy w swojego faceta.
- Co znowu wam strzeliło do tych waszych głów? – wypaliłam, a Clifford drgnął. Powoli odwrócił się w moją stronę, robiąc przy tym minę niewiniątka.
- Um… Nie, nic – powiedział, a potem wzruszył ramionami, jakby faktycznie nic się nie działo. Ale kogo on chce oszukać. Po jego zachowaniu od razu było widać, że panowie wpadli na jakiś arcygenialnogłupi pomysł. – Umówiłem się z Lukiem w radiu. Musimy przyszykować program. Do zobaczenia później dziewczyny – rzucił szybko, cmoknął Lori w usta, a potem zmył się w trybie natychmiastowym.
- O kurwa, Rose – rzuciła rozbawiona Lori, wpatrując się we mnie.
- Ja nic z tego nie rozumiem – powiedziałam powili.
- Michael ewidentnie się ciebie przestraszył – pociągnęła blondynka ze śmiechem. – O tak… Będziesz tajną bronią.
- Co?
- Lori ma rację. Michael miał pietra –oznajmiła Becky. – W sumie, wcale mu się nie dziwię – dodała, mierząc mnie wzrokiem.
- Goń się – syknęłam, a następnie zaśmiałam się pod nosem. – Co znowu wymyślili?
- Ciągle gadają o zemście – odpowiedziała Lori.
- Picton? – Choć wcale nie musiałam się o to pytać, bo doskonale wiedziałam, na kogo palują.
- Ta… Czy to jest tak ciężkie do przewidzenia, że w końcu wpakują się w kłopoty? – pociągnęła blondynka.
- Tego nie trzeba przewidywać – skwitowała Becky, wzruszając ramionami. – Oni na bank w końcu wpakują się, w jakiś syf. Ciekawe tylko, ile im to zajmie czasu.

***
        Clifford wpadł do radia, jak burza. Zamknął za sobą drzwi, a potem szybko podszedł do krzesła. Usiadł na nim, czując na sobie wzrok pozostałej trójki. Podniósł głowę do góry i skrzywił się.
- Wygadałeś się kretynie? – wyrzucił z siebie Irwin, a Michael lekko pokiwał głową.
- Pogrzało cię? Nie umiesz przy niej trzymać języka za zębami?- odparł Hood.
- Nie wiem… Jakoś tak kurwa wyszło – rzucił Michael, zakrywając twarz rękami. – Ale nie wie wszystkiego. Nie powiedziałem, że chcemy to zrobić dzisiaj.
- O tyle dobrze – odezwał się Luke, który siedział na ławce, tuż obok niego.
- Nie jest dobrze, bo wpadła na nas Rose – odpowiedział, a Luke zacisnął usta.
- Będzie dobrze, o ile Rose nas nie złapie – pociągnął Calum, wyciągając z plecaka butelkę wody. – Wszyscy, tylko nie ona. Nie chcę, by mnie wypatroszyła. To naprawdę słodkie, że się tak o nas martwi, ale zła Rose jest, jak pitbull. – Chłopaki wybuchli śmiechem.
- Jedziemy twoim samochodem?- zapytał Luke, wpatrując się w Clifforda.
- Tak, jak to ustaliliśmy. Spotkamy się w połowie drogi z resztą chłopaków, a potem na grzecznie wrócimy do ciebie, by obejrzeć mecz – odpowiedział jednym tchem.
- Po zajęciach trzeba się będzie szybko zapakować – dodał Ashton. – Trochę tych materiałów do przewiezienia jest.
- Damy radę. Część wsadzi się do samochodu Marka – pociągnął temat Luke. – To będzie piękna zemsta.
- Oj, tak – rzucił Calum, szybko kiwając głową.

***
          Luke wparował do domu, jakąś godzinę po mnie. Poszedł do siebie, by się przebrać, a potem pojawił się w kuchni. Rozsiadł się na krześle i wlepił we mnie swoje błękitne oczy. Spojrzałam na niego znad szkicownika, a ten uśmiechnął się lekko. Wyglądał, jakby na coś czekał.
- Co? – wydusiłam z siebie, kiedy uśmiech na jego ustach zrobił się jeszcze większy.
- Nakarm mnie – powiedział, opadając głową na stół. – Jestem głodny – wyjęczał. Standard w jego wykonaniu.
         Przekręciłam oczami i ruszyłam się z miejsca, by nałożyć mu makaronu z sosem, który równie dobrze on sam mógł sobie wziąć z garnka. Z ciepłym jedzeniem wróciłam do blondyna. Postawiłam przed nim talerz, a następnie dłonią przeczesałam jego włosy.
- Ledwo żyję – odezwał się ponownie, podnosząc się. 
         Oparł głowę na ręku i znów na mnie spojrzał. Przyjrzałam się mu uważniej, starając się znaleźć jakiś znak, który potwierdziłby mi to, że ta czwórka idiotów, coś kombinuje. Ale nic z tego. Albo sobie odpuścili albo Luke zmienił taktykę i maskował się jeszcze lepiej, niż zazwyczaj.
- Nie siedź tak długo przy kompie – powiedziałam powoli. – Szczególnie, gdy masz rano trening.
- Jesteś najlepsza- odparł, owijając się wokół mojego pasa.
- Wiem. – Blondyn prychnął pod nosem, a potem zaśmiał cię cicho. – Jedz i idź spać.
- Nie mogę, umówiłem się z chłopakami u Caluma – powiedział szybko. Uniosłam lekko brwi do góry. – Chcemy poprawić jedną z piosenek.
- Którą?
- I can’t remember – odpowiedział, a ja pokiwałam głową. To był nowy kawałek, nad którym od dłuższego czasu pracowali. Jeszcze nie dali nikomu jej posłuchać, bo według nich nie była perfekcyjna.
- Dzisiaj jest ten wasz mecz?
- Dzisiaj. Wpadną chłopaki i kumpel taty. Gra nasza reprezentacja.
- Dom pełen facetów – mruknęłam, siadając na swoim wcześniejszym miejscu. Luke złapał za widelec, uśmiechnął się i zajął się jedzeniem.

***
         Pożegnał się szybko z Rosalie, a potem wybiegł z domu. Zarzucił na siebie czarną bluzę, a następnie ruszył w stronę bramki. Wyszedł na chodnik. Po chwili tuż obok niego, zatrzymało się srebrne BMW Clifforda. Wsiadł do tyłu, zajmując miejsce obok Hooda.
- Ile mamy czasu? – zapytał, wychylając się w stronę Ashtona.
- Wystarczająco dużo, by obkleić im całą tą śmierdzącą budę – odpowiedział Irwin.
- Ugadałem się z Markiem, że spotkamy się na trzydziestce piątce. Będzie jechał za nami – powiedział Hood, a następnie wyciągnął telefon z kieszeni, który oznajmił mu przyjście wiadomości. – Właśnie napisał. Jest już w drodze.
- Co z resztą?
- Dołączą zaraz po nim – rzucił Hood. – Już nie mogę się doczekać.
- Ja za to nie mogę się doczekać ich pierdolonych min – skwitował Michael i cała czwórka wybuchła śmiechem.

         Dotarli na miejsce w dobrym czasie. Calum podszedł do mężczyzny pilnującego bocznego wejścia do budynku. Podał mu dłoń, a następnie wyciągnął w jego stronę białą kopertę z pieniędzmi. Udało im się dorwać właśnie tego ochroniarza, który był niedawnym mieszkańcem Sydney. Dodatkowo kiedyś uczył się w tej samej szkole, co oni i nadal miał sentyment do starej budy. Nic dziwnego, że udało im się szybko go na mówić na to, by wpuścił ich do sali gimnastycznej.
         Hemmings machnął ręką w stronę pozostałych. Pozostała ósemka ich kumpli z drużyny, wynurzyła się z samochodów. Zabrali pozwijane kolorowe materiały i szybkim krokiem ruszyli w jego stronę.
- Dobra, na prosto i na lewo. Tam będzie czekał na was Calum – poinstruował ich, wskazując wejście.
         Kiwnęli głowami i ze złośliwymi uśmiechami na ustach, weszli do budynku. Clifford i Ashton pojawili się, jako ostatni. Oni też taszczyli pod pachami przygotowane przez nich materiały. Luke przejął część od Irwina i cała trójka poszła za resztą.
- Pięknie – rzucił Michael, kiedy weszli do sali gimnastycznej. Reszta drużyny już zajęła się obwieszaniem pomieszczenia. 
         Z każdą minutą sala zmieniała się w czarno-czerwone piekło. Piekło dla tych frajerów z Picton. Starali się być tak dokładni, aby zasłonić każdy skrawek powierzchni, jaki tylko się dało. Nie oszczędzili nawet podłogi. Potem przeszli do szatni. Na samym końcu Irwin wykonał szybko kilka zdjęć, ku uczczeniu tego wydarzenia.
- To, co? Zwijamy się – zarządził Calum, a oni pokiwali głowami.
         Wyszli na zewnątrz, czując lekki wiatr, który nieco rozwiał im włosy. Przybili piątki pozostałym chłopakom, a następnie ruszyli w stronę srebrnego BMW. W połowie drogi rozległ się dźwięk dzwonka. Michael wydobył telefon z kieszeni i odebrał.
- Hej słonko – powiedział, siląc się na niewinny ton.
- Hej skarbie – odpowiedziała Lori. – Jesteś już może u Rose?
- Właśnie się tam wybieramy. A, co?
- Nie mogę się do niej dodzwonić, a mam problem z zadaniem z francuskiego. Jak będziesz na miejscu, powiedz niech do mnie przedzwoni w trybie kurwa pilnym.
- Tryb kurwa pilny. Zakodowałem – powiedział ze śmiechem. Spojrzał w stronę pozostałych kumpli.
- Na razie Michael! – krzyknął w jego stronę uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak.
- Na razie Mark! – odpowiedział Clifford.
- Był z wami Mark? – zainteresowała się Lori, a mu wcale się to nie spodobało.
- Spotkaliśmy go przypadkiem. Włóczył się z Jasonem i wpadli na nas przy pizzerii – odpowiedział i poczuł, jak nagle zrobiło mu się gorąco.
- Spoko. Widzimy się jutro w szkole – powiedziała, a on wyczuł, że się uśmiechnęła.
- Jasne. Tryb kurwa pilny.
- Dokładnie kochanie. Pa.
- Pa, słonko.
         Rozłączył się i klepną otwartą dłonią w czoło, co nie uszło uwadze reszty. Chłopaki spojrzeli na niego zaskoczeni, gdy wsiadł do samochodu z niezadowoloną miną. Wpakowali mu się do auta i utkwili w nim zaciekawiony wzrok.
- Co jest? – wypalił Hood.
- Chyba kurwa mamy przejebane – powiedział powoli, odwracając się w ich stronę. – Właśnie dzwoniła Lori.
- I?- pociągnął Irwin, gdy Clifford zamilkł.
- I to, że niekontrolowanie krzyknąłem na razie Mark – odpowiedział Michael.
- To jeszcze nic takiego – rzucił Luke, rozsiadając się wygodnie na siedzeniu z tyłu.
- Ustaliliście chociaż jedną wersję wydarzeń?- wypalił Irwin, spoglądając to na jednego, to na drugiego. Oboje pokiwali głowami. – No i po problemie!
- Powiedziałem, że idę spotkać się z wami na mieście- wyrzucił z siebie Michael.
- Co?! Na mieście?! – warknął Luke, podrywając się z miejsca. Objął długimi palcami zagłówek. – Na mieście?! Ja powiedziałem, że mamy próbę u Caluma! Nasza wersja to próba u Caluma, Michael!
- To mamy przejebane – rzucił Hood, zakrywając twarz rękami.
- Może nie – zaczął Irwin.
- O ile zakład, że Lori właśnie teraz dzwoni do Rose? – ciągnął Mulat, a ci, aż jęknęli.
- Powiedziała, że nie może się do niej do dzwonić – odpowiedział Michael.
- A jak tylko cię sprawdzała? – zapytał Hood, unosząc brwi do góry. 
          Clifford po raz kolejny jęknął pod nosem. Muszą przyszykować się na to, że jak wejdą do domu Hemmingsa, to być może czeka ich długie przesłuchanie, a potem poważna rozmowa z rudowłosą.

***
         Poderwałam się z łóżka, kiedy usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Odrzuciłam książkę na bok i podeszłam do biurka. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła Lori. Uśmiechnęłam się pod nosem i odebrałam.
- Hej, co tam?
- Czy ci kretyni są u ciebie?
- Jeszcze nie. Co znowu zrobili?
- Czy Luke mówił gdzie idzie?
- Powiedział, że mają próbę u Caluma- odparłam, marszcząc brwi. Nie wiedziałam, o co chodzi Lori, ale byłam pewna, że przyjaciółka zaraz mnie oświeci. Usiadłam na łóżku.
- Wiedziałam- syknęła pod nosem.
- Co jest?
- Michael walną mi ściemę, że idą na miasto – odpowiedziała.
- Może poszli.
- Był z nimi Mark – ciągnęła dalej blondynka. Mój mózg zaczął szybko wszystko składać do kupy. Próba, miasto, Mark… Próba, miasto, Mark… Próba, miasto, Mark, zemsta… Próba, miasto, Mark, zemsta, barwy, Picton…
- Nie gadaj, że pojechali to zrobić- wydusiłam z siebie, choć Lori nie musiała mi na to odpowiadać.
- Tak, myślę, że właśnie to zrobili.- Zazgrzytałam zębami. Naprawdę nie chciałam, by wpakowali się w kłopoty, ale najwyraźniej oni lubią je mieć. – Rose… Skop im kurwa dupę!
- Jasne, zaraz z nich wszystko wyciągnę.
- I nie daj się nabrać na te ich słodkie oczka. Najlepiej w ogóle na nich nie patrz.
- To też da się jakoś załatwić – odpowiedziałam, kiwając głową, choć Lori tego nie mogła zobaczyć.
- Spotkanie na mieście… Mam ochotę trzepnąć go po tej jego czerwonej głowie!

***
          Luke otworzył bramę, a Michael wjechał na podjazd. Zatrzymał samochód obok auta Dana. Wysiedli na zewnątrz i podeszli do Hemmingsa, który wpatrywał się w drzwi wejściowe. Clifford spojrzał w tamtym kierunku, ale nikogo tam nie było. Czyżby i Luke obawiał się wejścia do środka? Jeśli Rose już wie, to mają przekichane.
- Nie stójmy tak – powiedział Luke. – Za chwilę zaczyna się przedmeczowe studio.
         Kiwnęli głowami i podeszli do drzwi wejściowych. Irwin wyminął ich i złapał za zimną klamkę. Otworzył i jako pierwszy wszedł do środka. Nie zdążył dobrze się rozejrzeć, ale wychwycił tylko głosy Dana i jego kumpla, które dochodziły z salonu. 
         Nagle poczuł dłoń zaciskającą się na jego koszulce. Nabrał do ust powietrze i schylił się, gdy Rose szarpnęła go za ubranie. Choć była od niego mniejsza i drobniejsza, to zniżyła go do parteru. Spojrzał w ciemne zmrużone oczy dziewczyny i przełkną ślinę. Calum miał rację. Zła Rose jest, jak pitbull.
- Gdzie byliście? – zapytała cicho, nie odrywając od niego wzroku. Kątem oka wychwycił, jak dziewczyna złapała za tył swetra Clifforda, kiedy ten chciał bokiem czmychnąć do salonu. – Wracaj!
- Rose my… – zaczął Luke.
- Tak słodziutki, z chęcią tego wysłucham – powiedziała. – Do kuchni.
- Ale… - pociągnął blondyn.
- Do kuchni – rzuciła, spoglądając na Hemmingsa.
         Puściła ich, a oni ruszyli we wskazanym przez nią kierunku. Usiedli przy stole. Irwin oparł policzek o rękę i znów przeniósł wzrok na Rosalie. Dziewczyna spojrzała po kolei na każdego z nich, a potem prychnęła cicho pod nosem.
- Więc? – zapytała, unosząc brwi do góry i krzyżując ręce na klatce piersiowej. – Tylko bez ściemy.
- Byliśmy w Picton – rzucił Michael, wiercąc się na swoim miejscu.
- Dlaczego nie powiedzieliście nam prawdy? – zapytała, a oni unieśli brwi do góry. Nie tego się spodziewali.
- Bo ty… Bo wy… Bo – zaczął Calum.
- Ponoć się przyjaźnimy – odparła, a on wyczuł w jej głosie nutkę zawodu. To było jeszcze gorsze. Wolałby chyba żeby dziewczyna na nich po prostu nakrzyczała. Irwin nienawidził tego uczucia. Nienawidził zawodzić własnych przyjaciół i bliskich.
- Dlaczego nas okłamaliście? – ciągnęła dalej, a Ashton cicho jęknął pod nosem. Tak, zdecydowanie tego nienawidził.
- Nie chcieliśmy was denerwować – odparł Luke.
- Jakoś kiepsko wam to wyszło – powiedziała, kręcąc nosem. – Co żeście zrobili? Zrealizowaliście tylko plan Marka, czy dodaliście coś od siebie?
- Tylko to, co było w planach- wypaplał przepraszającym tonem Clifford. Rosalie przekręciła oczami.
- Znacie moje zdane na temat tej waszej pieprzonej rywalizacji – rzuciła, a ci kiwnęli głowami. – Czy teraz za każdym razem będziecie kręcić i ściemniać?
- To… Rose… my – próbował dalej Calum. – To nie tak!
- To proste pytanie – powiedziała, spoglądając na nich uważnie. – Czy od teraz zamierzacie nam za każdym razem walić iście nieprzemyślaną ściemę? Bo jeśli tak, to powiedzcie od razu, my odpuścimy.
- Jak odpuścicie? – zapytał Ashton, nie bardzo rozumiejąc, o co jej chodzi.
- Odpuścimy. Będziemy wiedzieć z góry, by nie wierzyć w żadne wasze słowo – pociągnęła, a Irwin zerknął na pozostałych. Mieli tak samo skwaszone miny, jak on.
- Chłopaki mecz! – krzyknął Dan z pokoju obok. 
          Rosalie przekręciła oczami i spojrzała na nich oczekując odpowiedzi. Żaden z nich się nie odezwał. Dziewczyna wzięła ich z drugiej strony, wyjeżdżając z zupełnie innego kierunku, niż tego się spodziewali. Poczuli się, jak dupki i to nie przez to, że pojechali do Picton, ale z tego powodu, że kłamali. Że kłamali na temat wszystkiego, co dzisiaj się działo.
- Nie, no… Rose nadal się przyjaźnimy, nie? To tylko… To tylko… Jednorazowa taka kurewsko nie fajna sytuacja –pociągnął Calum.
- To się okaże – odparła, a potem odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia. Zatrzymała się jednak i chłopaki już myśleli, że chociaż się do nich uśmiechnie, ale ona tylko rzuciła neutralnym tonem.- Miłego oglądania meczu. – I wyszła z kuchni.
          Przez chwilę siedzieli w milczeniu i wpatrywali się w siebie, niczym cztery zbite psy. Ashton czuł się winny, że kłamał. A bardzo nie lubił tego robić. Wiedział jednak, że w jego przypadku nie jest wcale tak źle. Gorzej mieli Luke i Michael, bo Rose i Lori to nie tylko ich przyjaciółki, ale także i dziewczyny. Dodatkowo Rosalie miała w sobie coś takiego, że szybko potrafiła uruchomić czyjeś sumienie. Mogła albo tak cię podbudować, że będziesz myślał, że osiągniesz wszystko lub tak zwalić cię z piedestału, że poczujesz ten ból nawet fizycznie, a nie tylko psychicznie.
- Idziecie?! – krzyknął po raz kolejny Dan.
- Idziemy! – odpowiedział Luke, choć nie miał wcale zbyt zachęcającej miny.

***
          Rzuciłam się na łóżko i przysunęłam do siebie laptopa. Spojrzałam na ekran, w którym widniała twarz blondynki. Od jakiegoś czasu ja i Lori wisiałyśmy na internetowym komunikatorze, obmyślając strategię odnośnie chłopaków.
- Na co w końcu postawiłaś?
- Na wywołane skruchy – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Banda ściemniaczy. Tylko im trochę nie wyszło – rzuciła blondynka ze śmiechem. – I jak?
- Chyba się udało. Ciekawa jestem, czy następnym razem też walną nam jakąś ściemę.
- Dlaczego nie powiedzieli od razu? – zapytała. 
         Podczas naszej rozmowy doszłyśmy do wniosku, że chłopaki się nie zmienią i dalej będą głąbami z chorymi pomysłami, więc może chociaż ugramy to, że przestaną nas okłamywać. Dlatego, gdy zjawili się w domu, poszłam w tamtą stronę.
- Luke powiedział, że nie chcieli nas denerwować – odpowiedziałam, a ona prychnęła pod nosem.
- Gdyby powiedzieli prawdę, to byśmy się nie denerwowały. Czubki – skwitowała Lori.
- Jestem ciekawa kiedy odpowie Picton.
- Zagrali barwami. Spodziewam się, że wykręcą jakiś numer szybciej, niż my się tego spodziewamy.
- Trafna uwaga. To, co? Bierzemy się za ten francuski?
- Tak – rzuciła z uśmiechem, a ja przyciągnęłam pod nos podręcznik.

          Po rozmowie z Lori, poszłam na strych. Zostawiłam tam niemały bałagan, bo kumpel Dana wpadł na górę i wyciągnął ode mnie kilka szkiców, aby je oprawić i powiesić na holu w swoim domu. Nie powiem, ale to mile połechtało moje ego. Zauważyłam, że coraz więcej ludzi ma moje rysunki i to było naprawdę przyjemne uczucie, że komuś podoba się to, co robisz.
         Zaczęłam mozolnie zbierać wszystko ze stołu, wciskając rysunki w pierwsze lepsze teczki. Nagle usłyszałam odgłosy stóp, które ewidentnie zmierzały na mój strych. Podniosłam się i odwróciłam w stronę schodów. Do środka weszli chłopaki.
- Rose – zaczął Calum.- Chcemy cię przeprosić. Nie powinniśmy kłamać.
         Zrobiłam zaskoczoną minę. Nie spodziewałam się, tak szybkiej reakcji z ich strony. Miny mieli nie za ciekawe, co powodowało, że najnormalniej w świecie miękło mi serce. Ale… Oni już tak mieli.
- Jest okej, Cal – rzuciłam z lekkim uśmiechem.
- Na pewno? – dopytał się Irwin.
- Tak, na pewno- powiedziałam, kiwając głową.
- Ekstra! – skwitował Michael i rzucił się na mnie, by mnie przytulić. Poklepałam go po ramieniu. – Nadaj się przyjaźnimy?
- No, tak… A czy w kuchni się nie przyjaźniliśmy? – Oderwał się i spojrzał na mnie.
- Miałem wrażenie, że chyba sobie odpuściłaś – powiedział powoli.
- Nie tak szybko rezygnuje się z przyjaciół Mikey – odparłam, a ten zaśmiał się. – Jesteście chodzącymi neandertalczykami, ale za to was tak bardzo uwielbiamy.
- A my cię też uwielbiamy zołzo – powiedział Calum, odpychając Clifforda, by teraz on mógł rzucić się w moje ramiona.
- Coś ty powiedział?
- Nic – rzucił z miną niewiniątka. Spojrzałam na Hemmingsa, który zacisnął lekko usta, starając się nie roześmiać. Kiedy nasze oczy się ze sobą spotkały, uniósł lekko brwi do góry.
- No, co ty! Nie słyszał tego ode mnie! – powiedział, kręcąc głową. Wybuchłam śmiechem, a reszta szybko do mnie odłączyła. 


***
Rozdział pojawił się jednak w niedzielę, bo w poniedziałek nie dałabym rady go wrzucić. Przyszła pora na wywinięcie małego numeru wrogiej szkole :D Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Urlop mi się kończy i trzeba wracać do pracy, a przyznam się, że mam takiego urlopowego lenia, że mi się nie chce XD

Dziękuję wam za wasze tak mega mega MEGA pozytywne komentarze! Wiecie, jak zmotywować mnie do pracy- tak, wiecie, bo już wielokrotnie o tym pisałam :) Uwielbiam was, jesteście NAJLEPSIEJSZE! 

Zastanawiałam się, czy nie wprowadzić jakiegoś bardziej ogarniętego harmonogramu we wrzucaniu kolejnych rozdziałów - np. kolejne części pojawiałyby się w środy i w soboty? Co wy na to? Czy wolicie tak, jak teraz - czyli na oko? Dajcie znać w komentarzach :)

Następny pojawi się we wtorek! 

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Jest i on! – rzucił Irwin, wciągając na nogi czarne korki.
- Zaspało się królewnie? – odezwał się Michael ze śmiechem, a Luke pokazał mu środkowy palec.

***

- Co jest? – wyszeptałam najciszej, jak tylko mogłam.
- Potrzebuję twojej pomocy- odpowiedział, a jego głos brzmiał dziwnie.
- Co się dzieje?

***

- Jezu – mruknął, przecierając dłonią czoło. – Przepraszam.
- Daj spokój…
- To jest takie żenujące – ciągnął dalej, a ja spojrzałam na niego.

***

- Nie mogę udzielać takich informacji. – Przekręciłam oczami.
- Niech pani mi tylko powie, czy też należą do drużyny piłkarskiej? – Zauważyłam, jak zadrgał jej policzek.
- Skąd mam to wiedzieć?
- Przepytuje pani ludzi lepiej, niż FBI – odparłam, wzruszając ramionami.

***

- Będę mogła w końcu się nim przejechać…
- Wiem i to cholernie boli, jak tylko sobie o tym pomyślę. 

8 komentarzy:

  1. Tak troche powiem że nawet ja cykałam sie Rose xd tak strasznie zrobiło mi sie szkoda chłopaków i mój biedny Ashton :c ale przyznam że było zabawnie hahaha serio nieogarnięci jeśli chodzi o porządną ścieme haha
    Jeśli chodzi o rozdziały to wole tak na oko (idk moim zdaniem tak lepiej bo jak termin jest tak z góry wyznaczony to jest zawód kiedy jednak nie ma rozdziału bo coś sie stało)
    Jak zwykle cudownie i bez skazy.
    Dawno nie komentowałam bo "byłam poza zasięgiem" (wakacje i te sprawy) ciesze sie że znowu mogę skomentować twoją prace ;*
    Życzę weny, buziaki i do następnego / Anna x

    OdpowiedzUsuń
  2. Tym małym skubańcom się należało! Hah
    Michael jaka papla, jemu normalnie nie można ufać! Calum się ciągle jąka, no i ten biedny Ashti...
    A Luke siedział cicho, no bo po co się wgl odzywać haha xD
    Kocham to tak mocno mocno <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Tym małym skubańcom się należało! Hah
    Michael jaka papla, jemu normalnie nie można ufać! Calum się ciągle jąka, no i ten biedny Ashti...
    A Luke siedział cicho, no bo po co się wgl odzywać haha xD
    Kocham to tak mocno mocno <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Noo hej ! Mi też trochę szkoda chłopaków , ale Lori i Rose mają rację - w jakieś gówno się wpakują , co do rozdziału , świetny! /Emily77

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem lepiej wrzucaj 'na oko', po prostu jakoś tak mi pasuje :D rozdział świetny, czekam na kolejny bo coś czuję że pojawi się policja i zgarnie chłopaków :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahah wściekła Rose jest jak pitbull - Cal rozwaliłeś system hahahah dobrze, że Luke umie ją poskromić hahahahah Bo nie ma to jak team Kotek i Księżniczka XD Chłopaki wprowadzili swoją zemstę w życie i jestem ciekawa, czy Picton faktycznie im odpowie i kiedy, bo sądząc po wymianie zdań między Lori i Rose, to się to w końcu wydarzy, HAHAHAH biedne przestraszone chłopaki - nagle zrobili się przy niej tacy malutcy :D Biedny Ash, tak się źle z tym czuje, Clifford ty paploooo :P A Luke przyjął najlepszą strategię - będę siedzieć cicho to może nie pogorszę sytuacji :D Końcówka urocza! :D
    Co do rozdziałów też pasuje mi wrzucanie ich "na oko" :) No, i nie mogę doczekać się kolejnej części, szczególnie po tych fragmentach - wnioskuję, że chłopaki będą mieć jakieś kłopoty!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś wspaniała!
    Rozdziały świetne.
    Nie spóźniasz się z dodawaniem.
    Jesteś po prostu zajebista!
    Rozdział miodzio. Nie mam się do czego przyczepić. Czekam teraz z niecierpliwością na odpowiedź Picton. Chociaż chciałabym, żeby im Rose skopała dupy. Tak jakoś.
    Życzę weny i do następnego :*

    OdpowiedzUsuń