poniedziałek, 31 sierpnia 2015

S4 - Rozdział 6

My life would suck without you


        Tej nocy nie mogłam zasnąć. Nie wiem, czy było to spowodowane tym wszystkim, co dzisiaj się wydarzyło, czy tym, że miejsce obok mnie było zimne i puste. Być może te dwie rzeczy pokrywały się ze sobą, skazując mnie na długą bezsenność.
        Co jakiś czas odtwarzałam poszczególne momenty, by po chwili spojrzeć na drugi koniec łóżka. Choć ja i Luke nie mieliśmy bardzo długiego stażu w naszym związku, to jednak odkąd zaczęliśmy być oficjalnie razem, zawsze spaliśmy w jednym łóżku. Zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Do tego, że zawsze był obok. Teraz jednak, gdy on spędzał noc w szpitalu, łóżko w moim pokoju wydawało być zbyt duże.
         Wstałam rano ledwo przytomna, ale po szybkim prysznicu i kawie nieco się obudziłam. Musiałam wyszykować się na kolejny dzień w szkole, choć nie za bardzo chciało mi się ruszać z domu. Opuściłam wszystkie lekcje z dnia wczorajszego i dzisiaj musiałam zdobyć notatki, aby zobaczyć, co tym razem zaserwowali nam nasi nauczyciele.
         Siedziałam na łóżku, pakując torbę. Moje ruchy były wolne i wymuszone. Najchętniej wróciłabym do krainy snów i pospała kolejne kilka godzin. Miałam tylko nadzieję, że nie przyśnie mi się na zajęciach. 
         Nagle w moim pokoju rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Odwróciłam się i chwyciłam za telefon, leżący na szafce. Na mojej twarzy najpierw wymalowało się zdziwienie, a potem szeroki uśmiech, na widok osoby dzwoniącej. Odebrałam.
- Hej, kotku – rzuciłam, przetrzymując telefon brodą i wciskając do torby zeszyt od matmy.
- Hej, księżniczko – odpowiedział, a ja wyczułam, że się uśmiechnął. – Gotowa do szkoły?
- No – powiedziałam, przeciągając słowo. – Nie mam wyboru. A ty, co? Obudzili cię z samego rana?
- Sam się obudziłem. Chyba przekroczyłem limit snu na te dwa dni.
- Dobrze, że chociaż ty się wyspałeś – odparłam, zapinając torbę. Spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze chwilę, więc mogłam trochę posiedzieć. Liczyłam tylko na to, że się nie zagadam i nie będę musiała lecieć do szkoły, jak na ścięcie głowy.
- A ty nie?
- Nie mogłam zasnąć – powiedziałam zgodnie z prawdą i pacnęłam na plecy, przecierając twarz wolną dłonią.
- Co się dzieje?
- Po prostu nie mogłam zasnąć i tyle.
- No, wiesz…
- Co?
- Powinnaś powiedzieć, że nie mogłaś zasnąć, bo nie było mnie obok – powiedział poważnym tonem, a potem znów się roześmiał. No, Luke... Trafiłeś. Ale oczywiście się mu do tego nie przyznałam.
- Tak… Brakowało mi mojej prywatnej żywej poduszki, misia i kaloryfera w jednym. Po głosie słyszę, że czujesz się o wiele lepiej.
- Czuje się, jak nowo narodzony. Chcę już wracać do domu, ale wypisy są robione od pierwszej i… Zabierz mnie już.
- Wytrzymasz.
- Wiesz, co oni dali nam do jedzenia na śniadanie? – jęknął, a ja parsknęłam śmiechem. – Znowu, jakąś dziwną papkę.
- Może dlatego, że jesteś po zatruciu pokarmowym, geniuszu?
- Zabierz mnie stąd.
- Chciałabym.
- Mam jeszcze trochę czasu zanim nie przyjdzie Michael…
- Przyjdzie do ciebie?
- Tak. Mamy trochę kasy i chcemy zrobić napad na automat w bufecie.
- Luke! – On, Clifford i ich głupie pomysły.
- No, co? My tu głodujemy!
- Ani mi się waż!
- Wyluzuj księżniczko – rzucił rozbawiony. – Masz jeszcze chwilę?
- Może coś się wydusi – odpowiedziałam, przekręcając oczami.
- Co masz na sobie?
- Luke! – oparłam ze śmiechem. – A co ja mogę mieć na sobie o tej porze?
- W mundurku też wyglądasz seksownie. Chcesz zabawić się telefonicznie w nauczyciela i uczennicę?
- Kotku, zapytaj się lekarza, czy wyleczy ci tez mózg, bo widzę, że pod tym względem nie jest z tobą najlepiej – powiedziałam, a on zaczął rechotać pod nosem. Cały Hemmings.

         Postawiłam tackę na stole i usiadłam na swoim stałym miejscu w stołówce. Naprzeciwko mnie siedziała Becky, a obok miałam Lori, która od jakiegoś czasu wisiała na telefonie, pogrążona w rozmowie ze swoim chłopakiem. Otworzyłam budyń, zaczynając lunch od deseru. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na brunetkę, która widelcem torturowała swój makaron.
- Co jest? – zapytałam, wlepiając w nią zaciekawione spojrzenie.
- Myślałam nad tym wszystkim, o czym rozmawiałyśmy wcześniej – powiedziała, a ja od razu załapałam, że chodzi jej o rywalizację z Picton. – To naprawdę zaczyna wymykać się spod kontroli.
- Mówiłam – rzuciłam, nabierając na łyżeczkę budyń. – Ale oni nie chcą nas słuchać.
- Mam wrażenie, że wielokrotnie padną słowa, a nie mówiłam, jeśli nie przystopują.
- Ty teraz przystopuj – powiedziałam szybko, zerkając na dwójkę chłopaków idących w naszą stronę. – Właśnie się zjawili.
          Calum i Ashton podeszli do nas i bez słowa usiedli obok, niemalże od razu zabierając się za jedzenie. Uniosłam lekko brwi do góry. Miny mieli poważne, nieco zacięte. Domyślałam się, o czym mogli wcześniej rozmawiać i jakoś mi się to nie spodobało. Nagle Irwin drgnął i uśmiechnął się szeroko do mnie.
- Co?- wydusiłam powoli.
- Dasz przepisać ekonomię?
- Znowu? – mruknęłam, sięgając po torbę. Wygrzebałam z niej zeszyt i podałam mu go. – Co tym razem?
- Zupełnie zapomniałem, że mamy prace domową.
- To samo mówiłeś tydzień temu – prychnęłam pod nosem, a potem zaśmiałam się, widząc jego udawaną oburzoną minę.
- Może powinieneś zainwestować w coś na pamięć – rzuciła Becky, która siedziała obok niego. Irwin spojrzał na nią i przekręcił oczami, a brunetka parsknęła śmiechem.
- Dzięki Rose, że chociaż ty chcesz poratować kumpla – powiedział, z uśmiechem.
- Jasne, cukiereczku – odparłam, dokańczając budyń.
- A ja to nie pomagam? – rzuciła Becky, robiąc duże oczy.
- Zainwestować w coś na pamięć, to nie pomoc – stwierdził Irwin.
- Goń się – mruknęła, a my zaczęliśmy się śmiać. 
        Nie wiem czemu, ale ta dwójka przez chwilę przypominała mi Luke'a i mnie, we wczesnym okresie naszego poznania. Wybuchłam śmiechem jeszcze głośniej tak, że z zaskoczeniem spojrzeli na mnie.
- Przepraszam – powiedziałam, siląc się na spokój.
- Humor to ci dopisuje – skwitował Hood.
- A wam, jak widzę nie – pociągnęłam, a Calum ścisnął usta i poruszał nimi. Utkwił we mnie swoje ciemne oczy, a ja szybko pokręciłam głową. – Nic nie mów.
- O czym? – zainteresowała się Becky.
- Żadnego tematu na temat Picton – powiedziałam, a Ashton, aż warknął pod nosem słysząc nazwę tej szkoły.
- Tak, zdecydowanie żadnego tematu – rzuciła brunetka, kiwając głową. – Bo z wami coś się dzieje, jak schodzi na nich.
- Co? – odezwał się ponownie Hood.
- Dostajecie świra i agresji w oczach – podsumowałam, a oni zrobili zaskoczone miny. – Mówię serio. Działają na was, jak płachta na byka i bardzo dobrze wiemy, dlaczego. Więc zjedzmy lunch w spokoju i nie mówmy o tym.
- Jest, aż tak źle? – ciągnął Calum.
- Od wczoraj jest nawet gorzej – odpowiedziałam, a Mulat ponownie zacisnął usta. – Ta wasza rywalizacja wymyka się powoli spod kontroli.
- To nie nasza wina – mruknął Irwin, opierając się na łokciach.
- Po części też wasza – odpowiedziałam, a on prychnął pod nosem. – To źle się skończy.
- Wiemy, co myślisz na ten temat, więc odpuść – skwitował Ashton.
- Najlepiej naprawdę skończmy ten temat – zarządziła Becky. – Hej, Calum, zdecydowałeś się już na jakąś uczelnię?

         Mama krzątała się po kuchni, szykując obiad. Ja dokończyłam zadanie z angielskiego, a potem rozsiadłam się na kanapie, wlepiając oczy w telewizor. Nadawali właśnie wiadomości, ale ja nie szczególnie mogłam się na nich skupić. Mianowicie, nie mogłam doczekać się powrotu Luke'a. Dan po pracy miał go odebrać ze szpitala, a ten czas strasznie mi się dłużył.
         W końcu jednak usłyszałam upragnione otwierające się drzwi. Wstałam z miejsca i uśmiechnęłam się szeroko. Mama wyleciała z kuchni, jak oparzona i zanim wyszłam na hol, ona już ściskała w ramionach młodszego Hemmingsa.
- Udusisz mi syna – skwitował Dan ze śmiechem.
- Mam nadzieję, że dobrze się czujesz – powiedziała, głaszcząc go po głowie, jakby Luke był małym dzieckiem.
- Czuję się świetnie – odpowiedział blondyn z uśmiechem, a mama pokiwała głową.
         Spojrzałam na niego. Nie prezentował się już tak tragicznie, jak wczoraj. Wyglądał całkiem normalnie. Na jego twarz wróciły dawne kolory i nie był blady, jak ściana. Oczy znów miały te same znane mi wesołe iskierki. Z całą pewnością był już zdrowy. Jedynie na jego prawej dłoni widniał niewielki fioletowo czerwony siniak, w miejscu gdzie miał założony wenflon, który przypominał o tym, że był w szpitalu.
         Blondyn w końcu podniósł głowę i spojrzał w moją stronę. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i podszedł do mnie. Objęłam go, a on mocniej przytulił mnie do siebie.
- Teraz będziesz mogła normalnie zasnąć – wyszeptał, a ja zaśmiałam się, przypominając sobie naszą poranną rozmowę. Odsunął się ode mnie, a potem weszliśmy do salonu. Usiadłam z nim na kanapie.
- Przyszykowałam ci notatki z zajęć – powiedziałam. – Leżą na twoim biurku.
- Dzięki. Jestem głodny.
- Normalka- odparłam, a on przekręcił oczami.
- Sarah robi obiad? - zapytał, a ja pokiwałam głową. – Super. Pachnie zajebiście.
- Kurczak po meksykańsku.
- Pychota.
- Dla ciebie jest gotowana pierś z kurczaka i warzywa – odezwał się Dan, a ja nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, widząc minę blondyna.
- Co?- wydusił z siebie.
- Lekarz powiedział… - zaczął Dan, ale Luke szybko mu przerwał.
- Nie wierz w to, co mówił.
- Luke – syknął mężczyzna, a blondyn przekręcił oczami. – Masz przymusową lekko strawną dietę przez kilka dni.
- Kilka dni? – zapytał z niedowierzaniem. – Bez jaj. Kilka dni? – Dan pokiwał głową. – Mój Boże… - jęknął, opierając głowę o moje ramię. Starszy Hemmings parsknął śmiechem i wyszedł z salonu. Objęłam Luke'a, a on ciężko westchnął.
- Wytrzymasz – rzuciłam, starając się nie roześmiać.
- Kilka dni na zdrowym żarciu – mruknął, wtulając się we mnie jeszcze bardziej. – Umrę…
- Wiesz, takie jedzenie jeszcze nikogo nie zabiło.
- Mnie zabije – odpowiedział, a ja przekręciłam oczami. – Będę pierwszy, który przekręci się od nadmiaru warzyw.
- To może pączka? – wypaliłam, a Luke raptownie oderwał się ode mnie. Zmrużył na mnie oczy, a ja parsknęłam śmiechem.
- Bardzo śmieszne – skwitował, nadąsanym tonem. Widząc jego minę, nie mogłam się powstrzymać i ryknęłam śmiechem jeszcze głośniej.

         Weszłam do pokoju. Spojrzałam na siedzącego na podłodze blondyna. W rękach trzymał pada, a jego wzrok skupiony był na ekranie telewizora. Uniosłam brwi do góry. Podeszłam bliżej i usiadłam obok niego.
- Co jest księżniczko? –zapytał, nie odrywając błękitnych oczu od gry.
- Nic.
- Chcesz zagrać ze mną?
- Chcesz dostać bęcki? – wypaliłam, a ten zaśmiał się. – Jesteś taki pewny, że mnie łatwo rozłożysz na łopatki?
- Gram w Fifę lepiej, niż ty – skwitował, w końcu odwracając się w moją stronę.
- Ja mam za sobą szkołę Hooda – odparłam, a ten parsknął śmiechem.
- Za często grasz z Calumem.
- Zazdrosny? – rzuciłam, a ten pokręcił nosem. – Nauczył mnie kilku sztuczek.
- Tak? – Pokiwałam głową. – Przekonajmy się.
         Wyszedł do menu, a następnie wstał. Złapał za drugiego pada i usiadł z powrotem, podając mi go. Uśmiechnęłam się do niego z pewnością siebie. Dobra, nie byłam, aż tak w to dobra, jak uważałam, ale skoro kilka razy udało mi się pokonać Caluma, który był lepszy, niż Luke, to miałam nadzieję, że i z Hemmingsem jakoś sobie poradzę.
- Odpalaj kotku – powiedziałam, ściskając pada w dłoni.
         Luke włączył grę. Zaczęliśmy wybierać drużyny, a potem rozpoczęła się nasza rywalizacja. Nie powiem, ale łatwo nie było. Blondyn bez przeszkód przewidywał moje ruchy, więc musiałam w końcu wcielić w życie kilka sztuczek, jakich nauczył mnie Hood. Do przerwy był remis: jeden do jednego.
- No, księżniczko – rzucił ze śmiechem, trącając mnie ramieniem. – Jesteś lepsza, niż myślałem.
- Jestem lepsza od ciebie – powiedziałam ze złośliwym uśmiechem.
- Chciałoby się…-  Tym razem to ja puknęłam go ramieniem. –No, weź…
- Ty też mnie szturchasz w trakcie gry.- Prychnął pod nosem. 
        Jego drużyna zbliżała się do mojej bramki, a ja za cholerę nie mogłam zabrać mu piłki. Niewiele myśląc, przysunęłam się do niego bliżej i otarłam się o niego swoim ciałem. Poskutkowało, bo Luke nieco się rozkojarzył, a ja gwizdnęłam mu wirtualną piłkę sprzed nosa.
- Rose! Tak nie można.
- Bo?
- To nie sprawiedliwe! 
        Zaczęłam się śmiać, a moi zawodnicy już ruszyli do ofensywy. Usłyszałam jego cichy śmiech, kiedy Lukowi udało się przejąć piłkę. Warknęłam pod nosem, a on zaśmiał się po raz kolejny. Oparłam się o jego nogę i przekrzywiłam się, zjeżdżając po jego udzie.
- No, Rose –mruknął, kręcąc głową. Zabrałam mu piłkę.
- Co? – zapytałam, głosem niewiniątka.
- Nie rób tak!
- Nie podoba się?
- Właśnie wręcz przeciwnie – odpowiedział, a ja parsknęłam śmiechem.
- Mój kotek – wyszeptałam mu do ucha, w momencie, kiedy Luke robił zmianę, a ja mogłam na chwilę odwrócić głowę od ekranu. Mój ciepły oddech owiał jego skórę, a blondyn zadrżał. Uśmiechnęłam się zadowolona z siebie i wróciłam do gry.
- Wiesz, że to oszukiwanie?
- To po prosu inna taktyka kochanie – powiedziałam, a on przekręcił oczami po raz kolejny. Uśmiechnął się jednak pod nosem. W końcu mecz zakończył się remisem.
- Nie było tak źle – odezwał się, odkładając pada. Odwróciłam głowę w jego stronę. Wpatrywał się we mnie z lekkim uśmiechem.
- Grasz, jak nob – rzuciłam, a on zrobił wielkie oczy. Znów wybuchłam śmiechem. Zacisnął lekko usta i zanim zdążyłam się zorientować, powalił mnie na podłogę.
- Przeproś. – Pokręciłam głową, a on złapał moje ręce i przycisnął je do podłogi. – Przeproś.
- Nie ma mowy – odparłam ze śmiechem. Przybliżył się do mnie i musnął ustami moje usta. Poczułam przyjemny dreszcz na plecach.
- Przeproś, bo…
- Bo?
- Bo się obrażę.
- Jasne.
- Udowodnić ci to? – zapytał, trącając swoim nosem mój nos. Uśmiechnął się lekko. Pokręciłam głową po raz kolejny. – Więc?
- Nie jesteś nob – powiedziałam, dokładnie akcentując każde słowo.
- I tak ma być – rzucił i znów połączył nasze usta. 
         Wyswobodziłam ręce z jego dłoni i oplotłam jego kark rękami, przyciskając go do siebie mocniej. Luke całował szybko i zachłannie, ale właśnie to uwielbiałam. Wsunęłam palce w jego włosy i cicho mruknęłam pod nosem, co wywołało u niego uśmiech. Uniósł się na rękach, wlepiając we mnie swoje błękitne oczy.
- Kocham cię – powiedział cicho, przejeżdżając dłonią po mojej twarzy.
- Ja też cię kocham kotku – odpowiedziałam, łapiąc go za koszulkę i zmuszając go do tego, by pocałował mnie raz jeszcze. Mogłabym to z nim robić godzinami i nie mieć dość. Tak, w dalszym ciągu Luke był moim narkotykiem, tylko już zupełnie legalnym, a ja bez przeszkód mogłam z tego korzystać, co mi jak najbardziej odpowiadało.

***
         Luke nastawił budzik w telefonie, a potem zgasił lampkę, starając się poruszać, jak najdelikatniej. Wtulona w niego Rose lekko drgnęła, ale spała dalej. Blondyn uśmiechnął się pod nosem. Dziewczyna odpłynęła od razu, jak tylko położyła się do łóżka.
         Poprawił kołdrę, przykrywając ją bardziej. Potem powoli zamknął oczy, mając nadzieję, że zaśnie tak szybko, jak ona. Nagle jednak jego komórka zawibrowała, a on usłyszał krótki sygnał oznajmujący mu przyjście nowej wiadomości. Sięgnął po telefon i spojrzał na ekran.

Od Ashton:
Mamy gotowy plan.

Do Ashton:
Na to czekałem.

         Odłożył telefon i wziął głęboki oddech. Zerknął na śpiącą dziewczynę i lekko zacisnął usta. Wiedział, że to, co planował z chłopakami wcale jej się nie spodoba. Postanowił na razie nic jej nie mówić. Nie mógł się doczekać zemsty na Picton. Zresztą nie tylko on. Chłopaki też chcieli odbić piłeczkę. Wojna trwa.


***
I szóstka za nami - mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)
Jak widzicie chłopaki jednak i tak nie słuchają dziewczyn i chcą odbić "piłeczkę". Co z tego wyniknie - o tym w kolejnych częściach (oczywiście odkrywcze Roxy - chyba sobie pogratuluję XD). 

Dziękuję za wasze cudne i wspaniałe komentarze. Uwielbiam was! Wiecie, jak poprawić humor (gdy jest się w pracy i się je czyta), a przede wszystkim zmotywować do dalszej pracy! Jesteście najlepsziejsze z najlepsieszych!

Kolejny rozdział w środę. Może być?

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- To spadaj – rzuciłam, odpychając go od siebie.
- Serio? – wydusił nadąsanym tonem. Zerknęłam na niego. Wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem.

***

- Z twoimi umiejętnościami kierowcy, zapomnij. Miałbym za dużo ludzi na sumieniu. - Warknęłam cicho pod nosem, a następnie niewiele myśląc odsunęłam się od niego i uderzyłam go w ramię. – Ała! Za co?

***

- Zamykaj to, bo zaraz puszczę pawia – rzucił Michael, odsuwając się od nich.
- Na całe szczęście mój ojczulek jest naszym zaciętym kibicem i też nienawidzi Picton, więc nie wydał mnie matce – ciągnął dalej zadowolony Mark. 

***

- Przyznam się – rzuciła, a ja znów wlepiłam w nią swoje ciemne zaciekawione oczy. – Bardziej zawstydziło mnie to, że wszedł tam Luke. Myślę, że gdybyś była sama, byłoby to dla mnie mniej obciachowe.
- To urocze – skwitowałam, a ona trzepnęła mnie w ramię. – Ała! Za co?

***

- Czemu niby mielibyśmy coś zrobić?
- Daj spokój. Szczerzysz się, jakbyś się przyćpał, więc wnioskuję, że odwaliliście coś durnego.
- Księżniczko – mruknął, muskając ustami moje ramię. – Nie wkurwiaj się na mnie. 

8 komentarzy:

  1. Świetny rozdział jak zawsze, tylko za szybko się go czyta ;c :D Ciekawe co chłopacy wymyślili, ajj znowu to się nie skończy dobrze tak cos czuje ;c

    OdpowiedzUsuń
  2. Noo heej! Wszystko świetne , świetne i słodkie , ale co to ma być że Luke nic nie powie Rose , mam focha na niego , kochaaam ;*****,/Emily77

    OdpowiedzUsuń
  3. LUKEY NIE ŁADNIE OKŁAMYWAĆ SWOJĄ DZIEWCZYNĘ!! Czy ja ci kochana już kiedyś mówiłam jak bardzo kocham tego bloga? Prawdopodobnie tysiąc razy, ale co tam, mówię tysiąc pierwszy! KOCHAM TEGO BLOGA!
    Hah to ff to życie xD <3

    OdpowiedzUsuń
  4. LUKEY NIE ŁADNIE OKŁAMYWAĆ SWOJĄ DZIEWCZYNĘ!! Czy ja ci kochana już kiedyś mówiłam jak bardzo kocham tego bloga? Prawdopodobnie tysiąc razy, ale co tam, mówię tysiąc pierwszy! KOCHAM TEGO BLOGA!
    Hah to ff to życie xD <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Oni po prostu są genialni. Dopiero co wyszedł ze szpitala i znowu chce się tam wpakować? Chociaż przyznam, że zemsta na tych dupkach brzmi kusząco. Rozdział super, chociaż czuję niedosyt. Jednak wiem, że to dopiero gra wstępna. Oby ta cała zemsta nie skończyła się dla nich tragicznie. Mam złe przeczucia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział fantastyczny <3 jak zwykle wydawał sie za krótki ;( Zemsta na Pixon zeczywiscie kuszące, chociaż nie wiadomo do czego sie posuną ...Luke i Rose -zawsze cudowni
    A co do następnego rozdziału czemu nie wcześniej ???;* ♡
    Pozdrowienia :D

    OdpowiedzUsuń
  7. No i księżniczka ma z powrotem swojego koteczka :D Uwielbiam ich razem są mega słodcy i idealnie dopasowani. Nie chłopaki, wcale nie włącza wam się agresja, jak słyszycie te słowo Picton. Kogo wy próbujecie oszukać :P Pięknie... ładnie to tak kombinować za plecami Rose? Luke dostaniesz po głowie! Zresztą geniusze... Ledwo dwójka z nich wyszła ze szpitala, a oni już planują odwet! Choć nie mam nic przeciwko temu, bo Picton na to zasługuje, ale coś czuje, że oni też szybko odbiją piłeczkę i znów stanie się coś złego.
    Te fragmenty są meeeeeeeeeeega - jestem mocno zaciekawiona! Nie mogę doczekać się środy!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń