piątek, 11 września 2015

S4 - Rozdział 10 cz.1

We're perfectly imperfect


         Wraz z nadejściem kolejnej soboty, chłopaki musieli odłożyć na bok swoją chorą rywalizację z Picton i skupić się na innej drużynie. Czekało ich, bowiem drugie w tym roku spotkanie ze szkołą z Manly. Wcześniej grali u nich i wygrali jeden do zera. Tym razem mieli wystąpić na swoim boisku i przed znaną sobie publicznością. Drużyna z Manly nie należała do najlepszych, więc ten mecz był tylko czystą formalnością. Mimo wszystko i tak uczniowie naszej szkoły zacierali ręce, bo kolejna wygrana oznaczała, nie tylko zdobycie kolejnych przydatnych punktów, ale także spotkanie pomeczowe, na którym wszyscy mieli zamiar dobrze się bawić.
          Szykowałam się do wyjścia. Na dworze panował upał, a ja musiałam wziąć to pod uwagę, że po meczu do domu szybko nie wrócę, więc musiałam się zabezpieczyć na wypadek chłodnej nocy. A takowe się zdarzały.
          Siedziałam na dole, na szybko jeszcze składając czyste pranie. Ubrana już byłam w koszulkę z numerem i nazwiskiem Luke'a. Do tego dodałam krótkie dżinsowe spodenki, a na nogi zarzuciłam czerwone trampki. Mama biegała to w jedną, to w drugą stronę, sprawdzając czy wszystko ze sobą zabrała. Miałam wrażenie, że matula szykuje się na jakąś wojnę, a nie na mecz. Ale Sarah zawsze była nieco roztrzepana, więc to jej zachowanie niezbyt mnie już dziwiło. W końcu znam ją od urodzenia.
          Nagle usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Szybko rozpoznałam muzyczkę, która dochodziła z góry. Złożyłam szybko ostatnią białą koszulkę z Nirvaną, która należała do Luke'a i ruszyłam na górę. Wiedziałam, że nie zdążę wpaść do pokoju na czas, więc nawet się zbytnio nie spieszyłam. Zawsze przecież można oddzwonić.
         W czasie mojej wędrówki telefon wydzierał się niemiłosiernie, a ja zastanawiałam się, kto mnie tak mocno napastuje. Kiedy weszłam do swojego pokoju, telefon rozdzwonił się po raz trzeci, a ja w końcu doskoczyłam do niego. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Hemmings.
- Hej, co… – zaczęłam, ale nie dane mi było skończyć, bo blondyn szybko mi przerwał.
- Nareszcie! Myślałem, że nigdy nie odbierzesz – rzucił z ulgą, a ja uniosłam brwi do góry. – Musisz mnie uratować zanim trener mnie rozszarpie.
- Co zrobiłeś?
- Zapomniałem koszulki –powiedział, a ja przekręciłam oczami. – Nie wiem jak, ale zapomniałem. Pewnie została na łóżku. Podrzucisz mi ją? Tylko błagam, wyrób się czasowo.
- Jasne.
- Jesteś najlepsza.
- Wiem – odparłam, a on prychnął pod nosem, co wywołało na mojej twarzy szeroki uśmiech. – Będę na czas.
- Daj znać, jak będziesz na miejscu. Spotkamy się przed szatnią.
- Pewnie.
- Dzięki księżniczko.
- Od tego mnie masz – odpowiedziałam, a on zaśmiał się. – Widzimy się przed meczem – rzuciłam szybko i rozłączyłam się.
          Wsunęłam telefon do kieszeni, jakby Luke przypomniał sobie o czymś jeszcze. Może oprócz koszulki zapomniał też majtek czy skarpetek? Ale komórka milczała.
          Wyszłam z pokoju i poszłam do królestwa Hemmingsa. Od razu zobaczyłam czerwoną koszulkę leżącą na jego łóżku. Bingo. Dziwiłam się, że sam jej nie zauważył, bo góra od jego stroju widocznie odznaczała się na tle granatowej pościeli. Zabrałam ją i wróciłam na dół, aby dokończyć składanie prania, a potem udać się na mecz.

          Zgodnie z umową, odłączyłam się od rodziców, by wejść do budynku szkoły. Gdy byłam w środku, napisałam szybkiego sms-a do Pana Zapominalskiego, informując go, że jestem na miejscu. Przeszłam chłodnym, długim i pustym korytarzem. Byłam już naprawdę blisko męskiej szatni, kiedy drzwi otworzyły się, a z środka wypadł Luke. Odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął z ulgą.
- To chyba twoje, kotku– powiedziałam, podchodząc do niego i podając mu czerwoną koszulkę.
- Wielkie dzięki – odpowiedział, a ja na dłużej zatrzymałam wzrok na jego odsłoniętej klatce piersiowej. Znałam ciało blondyna na pamięć, ale i tak w dalszym ciągu uwielbiałam się na nie gapić. A było na co popatrzeć.
          Luke bez słowa wciągnął na siebie koszulkę, zasłaniając mi dobry i smaczny widok. Skrzywiłam się lekko, a on zaśmiał się. Przybliżył się, by po chwili mnie objąć.
- Nie rób takiej miny księżniczko– powiedział z tym pewnym siebie uśmieszkiem.
- Nie moja wina, że jesteś seksi – skwitowałam, a on zachichotał pod nosem. – Powodzenia na meczu. Życzę wygranej.
- To będzie kaszka z mleczkiem.
- Nie bądź taki pewny siebie. – Tym razem to Luke się skrzywił. – Wygracie. Wszyscy wiedzą, że i tak to spotkanie wygracie, więc nie szarżujcie. Macie wrócić cali.
- Szybki buziak w ramach powodzenia?
           Uśmiechnęłam się do niego szeroko, a on przycisnął swoje ciało mocniej do mojego. Połączył nasze usta, a ja dotknęłam jego policzka. Zjechałam palcami wzdłuż linii jego szczęki, a on przyspieszył ruch swoich warg i języka. Zaszumiało mi w głowie. Uwielbiałam to uczucie.
- Panno Rivers! - Zagrzmiał męski głos, a ja odskoczyłam od Luke'a, prawie potykając się o własne nogi. Oboje odwróciliśmy się w stronę trenera i nauczyciela w-fu w jednym, który stał tuż przed nami ze skrzyżowanymi na piersiach rękami. Jego wzrok utkwiony był w naszej dwójce. – Proszę nie dekoncentrować mi zawodnika.
- Jasne – wydusiłam z siebie, a Luke zaśmiał się pod nosem.
- Przypominam wam też, że to szkoła i…
- Wyluzuj trenerze, zbieram tylko dodatkową motywację– rzucił szybko blondyn, a mężczyzna lekko uniósł brwi do góry. Po chwili na jego twarzy pojawił się mały uśmiech.
- Wolałbym byś motywował się w taki sposób poza szkołą – odpowiedział, siląc się na to, by się nie zaśmiać. W gruncie rzeczy trener drużyny, był jednym z bardziej wyluzowanych nauczycieli w tej szacownej placówce.
- Pójdę już – odezwałam się po raz kolejny, a panowie spojrzeli na mnie. – Jeszcze raz powodzenia.
- Widzimy się po – odparł Luke i skradł mi szybkiego całusa.
- Hemmings! – warknął trener, a ja znów odsunęłam się na bezpieczną odległość od jego napastnika.  – Natychmiast zabieraj swój tyłek z powrotem do szatni i zostaw w spokoju tą biedną…
- Nie jest biedna – wtrącił się Luke, idąc w jego stronę. – Jest moją dziewczyną.
- Czyli jest naprawdę biedna – skwitował trener, a blondyn przekręcił oczami. – Do szatni, natychmiast! 
           Zacisnęłam mocniej usta, starając się nie wybuchnąć głośnym śmiechem. Gdy zamknęły się za nimi drzwi, odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia. Teraz musiałam na trybunach odnaleźć pozostałą część naszego kibicowskiego składu.

          Nasza drużyna z łatwością pokonała chłopaków z Manly. Mecz zakończył się zwycięstwem dwa do zera dla Kingsford. Trybuny wrzały z entuzjazmu, gdy nasi zawodnicy schodzili z boiska. Było tak, jak powiedział Hemmings. Kaszka z mleczkiem.
          Po meczu tradycyjnie czekało nas świętowanie. Odłączyłam się z dziewczynami od rodziców i ruszyliśmy spacerem w stronę znanego nam lasu. Tym razem jednak punktem docelowym była jego zachodnia część. Choć nie był to jakiś trudny i ciężki mecz, to i tak dyskusje o nim rozbrzmiewały na każdym kroku. Co jakiś czas dało się słyszeć głośne okrzyki, kiedy uczniowie skandowali nazwę swojej szkoły. Powoli zaczął się każdemu udzielać luźny i imprezowy nastrój.
           Razem z dziewczynami weszłam na szeroką ścieżkę, która prowadziła w głąb lasu. Musiałyśmy dotrzeć na jego drugą stronę, w miejscu gdzie znajdowała się ogromna polana, położona zaraz przy plaży. Minęłyśmy samochody, którymi przyjechali niektórzy uczniowie. Z daleka usłyszałam muzykę. Oznaczało to, że Ben już siedzi za komputerem i bawi się w Dj-a. Na drzewach porozwieszano lampki, które miały oświetlać nam drogę, gdy już zrobi się ciemno.
            W końcu trafiłyśmy do celu. Na polanie już porozstawiano stoły i rozkładano jedzenie i picie. Na środku chłopaki z mojej klasy zaczęli budować z grubych gałęzi podkład pod duże ognisko. Wiele osób już pozajmowało miejsca na przyniesionych balach i ławkach. Zauważyłam, że dodano dodatkowe światło, aby po zmroku nie było tu za ciemno.
           Standardowo podeszłyśmy do Bena, odbierając od niego swoje rzeczy. Chłopak nigdy nie pił i zawsze transportował na miejsce sprzęt, a oprócz tego bez jakiegokolwiek sprzeciwu zabierał rzeczy nasze i chłopaków. Podziękowałyśmy mu, a on uniósł wysoko kciuk do góry.
- Milej zabawy drogie panie – rzucił, bujając się w rytm puszczanej przez siebie muzyki.
           Pozabierałyśmy wszystko i skierowałyśmy się w stronę Becky, która już obczajała najlepszą miejscówkę do siedzenia. Jak zwykle wybrała miejsce nieco oddalone od reszty, tuż na skraju lasu, by można było na spokojnie rozmawiać i pić, a jednocześnie by mieć dobry widok na to, co dzieje się na polanie.
           Razem z Lori porozkładałyśmy koce. Zerknęłam na Becky, która już dorwała się do turystycznej lodówki, w której znajdowały się przyszykowane przez Irwina drinki. Mogę się założyć, że Ashton znów zaserwuje nam coś mocnego. Otworzyła jedną z butelek i wypiła niewielki łyk. Skrzywiła się, a ja zaśmiałam się pod nosem.
- Boże… Ashton nie zna limitów – rzuciła, a ja zauważyłam, jak się wzdryga.
- Wyciągnij też dla nas – powiedziałam, poprawiając ostatni koc.
          Dzięki połączeniu kilku koców, powstało sporo miejsca dla całej naszej paczki. Każdy mógł się normalnie i swobodnie rozłożyć i nikt nikomu nie będzie leżał na plecach. Od jakiegoś czasu stosowałyśmy tą metodę i to się w stu procentach sprawdzało. Szczególnie, że chłopaki często lubili się wylegiwać i pić jednocześnie.
          Usiadłam opierając się o drzewo, co było moim standardowym miejscem. Lori usiadła naprzeciwko mnie, a Becky z boku. Brunetka podała nam zimne napoje. Odkręciłam butelkę i posmakowałam specjału Irwina. Tak… Było mocne i aż wykręcało ci wnętrzności. Na szczęście drugi drink wchodził o niebo lepiej i łatwiej. Trzeba było tylko przemęczyć się na początku.
- To, co? Mały toast za naszą drużynę? – zaproponowała Becky.
- Za naszą drużynę! – zawtórowałam jej z Lori i cała nasza trójka stuknęła się butelkami.
          Upiłam kolejny łyk znów się krzywiąc, a potem spojrzałam na brunetkę, która myszkowała po wielkiej siatce, którą przyszykowali chłopaki. Tym razem to ja z dziewczynami zaopatrywałyśmy nas w słone i chrupiące przekąski, ale najwidoczniej i nasi gracze dodali coś od siebie.
- Normalnie ich kocham – rzuciła Becky, przewracając zawartość siatki, a ja usłyszałam szelest opakowań i pudełek.
- Co tam masz?
- Żarcie! – krzyknęła, robiąc duże oczy. – Chyba będziemy piec kiełbaski na ognisku!
- Nie chyba, tylko na pewno – odparłam, upijając kolejny łyk morderczego drinka Irwina. – Calum coś o tym wspominał.
- Są i pianki! – ekscytowała się dalej Becky, a ja zachichotałam pod nosem. Najwidoczniej dzisiaj jej do szczęścia zbyt wiele nie trzeba było. – Nie wiem kogo to, ale mam to gdzieś – dodała po chwili, wyciągając z siatki szczelnie zapakowane suszone kiełbaski. – Idealne na zagrychę – ciągnęła dalej, oblizując się.
- Co tam jeszcze masz? – zapytała Lori.
- Ser – rzuciła, wzruszając ramionami. – Komu jest potrzebny ser? A nie to… Camembert.
- Mój! – odparła blondynka, wyrywając jej okrągłe opakowanie z dłoni.
- Znajdź też coś dla mnie. Jestem głodna – powiedziałam, krzyżując nogi i opierając o nie łokcie.
- Na co masz ochotę? – zapytała, spoglądając na mnie.
- Na jakieś mięsko.
- Mam jeszcze jedną paczkę tych suszonych kiełbasek, chcesz?
- A daj, chętnie przegryzę – odpowiedziałam, odbierając od niej zapakowane jedzenie.

         Po dłuższym czasie na polanie zjawiła się nasza szkolna drużyna, jak zwykle witana okrzykami i owacjami. Ashton ułożył bardzo ładną mowę, dziękując za doping, a ja się zastanawiałam, czy wymyślił ją sam czy Hood mu pomagał. W końcu Ben zarządził oficjalne otwarcie naszego świętowania, co przyjęto z równie wielkim entuzjazmem.
         Podniosłam głowę i spojrzałam na czwórkę chłopaków zbliżających się w naszą stronę. Na twarzach mieli promienne uśmiechy, a ja liczyłam tylko na to, że dziś obejdzie się bez tematu z serii te skurwiele z Picton.
- Widzę, że dobrałyście się już do naszego wspólnego jedzenia – rzucił Hood, siadając na kocu. Wychylił się, jednym zgrabnym ruchem otworzył turystyczną lodówkę i wyciągnął z niej butelkę z drinkiem.
          Michael zajął miejsce tuż obok Lori, Ashton natomiast przycupnął po lewej stronie Becky. Luke usiadł obok mnie, sprzedając mi szybkiego całusa w usta. Calum porozdawał swoim kumplom butelki. Zerknęłam na Irwina, który zanurzył dłonie w siatce z jedzeniem, zawzięcie czegoś szukając.
- Stary – zwrócił się do Caluma. – Nie spakowałeś moich kiełbasek.
- Jak nie? Wszystko powinno być w środku – odpowiedział Mulat, marszcząc jednocześnie czoło. 
         Bomba… Wsunęłyśmy z Becky jedzonko Irwina. Spojrzałam na brunetkę, która zrobiła niewinną minę, wpychając puste opakowanie po przekąsce pod swoje udo.
- Nie ma ich tu – jęknął Ash.
- Jak nie ma? – ciągnął swoje Calum, a potem jakby tchnięty nagłym impulsem spojrzał na nas. Odwróciłam głowę w drugą stronę, udając, że zaciekawiło mnie duże ognisko. Starałam się nie parsknąć śmiechem.
- Miałem na nie ochotę od rana – odparł niezadowolonym tonem Irwin.
          W dalszym ciągu czułam na sobie spojrzenie Hooda, a do niego dołączył też zaciekawiony wzrok Michaela i Luke'a, którzy zerkali to na mnie, to na Becky. Lori udawała, że w ogóle nie wie, o co chodzi, zagryzając drinka resztkami sera.
- Rose – zaczął powoli Calum, a ja odwróciłam się w jego stronę. Na jego twarzy wymalowany był uśmiech.
- Tak?
- Wiesz coś na temat zaginionych kiełbasek Ashtona? - Kiedy zadał mi to pytanie, nie wytrzymałam i zachichotałam pod nosem, bo Irwin wyglądał, jakby przez brak swojej przekąski miał się zaraz rozpłakać.
- Nie wiem, o czym mówisz – odparłam, walcząc ze śmiechem.
- Chyba ty już dobrze wiesz, o czym on mówi – wtrącił się Ashton, świdrując mnie wzrokiem.
           Zagryzłam wargę, udając niewiniątko, a potem odchyliłam się do tyłu, by zasłonić się ramieniem Hemmingsa. To spowodowało, że puste opakowanie po kiełbaskach zaszeleściło mi pod łydką, zupełnie zdradzając to, co zrobiłam.
- Winna! – krzyknął Clifford, wskazując na mnie palcem.
- Nie tylko ja, ona też – rzuciłam, wskazując na Becky.
- Ale z ciebie małpa – skitowała, a ja znów zaczęłam się śmiać.
- Mam chociaż nadzieję, że wam smakowało – powiedział Irwin, kręcąc nosem.
- Wybaczysz nam? – wydusiłam z siebie, wlepiając w niego błagalny wzrok. Zamachałam rzęsami, jak to robią panny na słynnych komediach, a Irwin parsknął śmiechem.
- Wybaczę. Ale za to robicie mi jedzenie na ognisku.
- Jasne. Nie ma sprawy – odpowiedziałam, a on pokiwał głową.

         Nie tylko Ashtonowi musiałyśmy usmażyć kiełbaski. Reszta chłopaków uznała, że skoro i tak będziemy je robić, to nie zaszkodzi, jak zrobimy też porcję dla nich. Takim oto sposobem ja, Becky i Lori, która przyszła nam z pomocą, siedziałyśmy przy ognisku z długimi patykami w rękach. Męska część naszej paczki nie ruszała się z miejsca i wygodnie wylegiwała się na kocykach.
         Po napełnieniu brzuchów ciepłym jedzeniem – ja z dziewczynami zjadłyśmy kiełbaski na samym końcu, najpierw karmiąc naszych leniuchów – wróciliśmy do picia i przekąsek, dopychając się nimi. 
         Oderwałam wzrok od tańczących przy Benie dziewczyn, któremu najwidoczniej nie przeszkadzała niewielka grupa panienek, kręcąca się wokół niego. Chichotały przy nim i zagadywały go, jakby był jakąś gwiazdą, czy coś w tym stylu. W końcu jednak znał się ze szkolną elitą, przez co jego status społeczny wzrastał. Do tego był przystojnym kąskiem, więc nic dziwnego, że w takich momentach miał powodzenie u płci przeciwnej.
          Uśmiechnęłam się pod nosem, spoglądając na Luke'a, który pogrążony był z Calumem w rozmowie na temat rozgrywek piłkarskich. Lori i Michael otwierali kolejne drinki, a Ashton i Becky nadawali o nowym filmie, który ma wejść do kin.
- Muszę na stronę- powiedziała blondynka, wstając z miejsca.
- Pójdę z tobą- odezwała się Becky, przerywając Ashtonowi w pół zdania. – Rose?
- Mi się nie chce – odpowiedziałam, machając ręką i upijając kolejny łyk z butelki.
          Dziewczyny minęły nas i weszły w głąb lasu, szybko znikając nam z oczu. Zostałam z chłopakami sama. Podniosłam głowę do góry, czując ich wzrok na sobie. Zamrugałam oczami nie wiedząc, o co może im chodzić.
- Co?- wydusiłam z siebie.
- Nic. Nie można już sobie na koleżankę popatrzeć? – odparł Clifford, jak gdyby nigdy nic.
- To jest…
- Jakie? – zapytał szybko Iriwn.
- Dziwne – skwitowałam, a oni zaśmiali się.
- Patrzymy z ciekawości – dodał Hood.
- O co wam chodzi? - ciągnęłam, zupełnie nie rozumiejąc ich zachowania.
- Dobra zapytam wprost – rzucił Ashton, a ja pokiwałam głową. W końcu może jakieś konkrety. – Jakieś wiadomości od Greena?
- Nie, nie, nie – rzuciłam, machając w jego stronę palcem. – Żadnego kurwa tematu na temat Picton, Greena i tej całej sprawy!
- Okej, okej – odparł Ashton, unosząc ręce do góry. – To było jedne niewinne pytanie…
- W waszym przypadku, to nigdy nie są niewinne pytania – pociągnęłam, a on skrzywił się. – Nie gadajmy już o tym, dobra?
- Spoko, żadnego tematu – odezwał się Luke.
- Spoko – odpowiedziałam, a potem ciężko westchnęłam. Miałam ochotę ich udusić. Po co w ogóle zaczynają?
- Rose, wyluzuj – rzucił Clifford, a ja prychnęłam pod nosem. – Uśmiechnij się do nas.
- Wal się, Mikey – warknęłam, a chłopak uśmiechnął się.
- Naprawdę kończymy – zarządził Hemmings. 
          Przemilczałam to i do ssałam się do butelki. Dopiłam drinka do końca i zgniotłam ją w rękach. Plastik trafił do siatki, w której gromadziliśmy śmieci. Hood wydobył kolejną butelkę z lodówki i wyciągnął ją w moją stronę. Już chciałam ją przejąć, gdy Calum szybko zabrał rękę.
- No, weź! – mruknęłam, kiedy nie chciał mi jej dać.
- Najpierw zapewnij nas, że nie jesteś na nas zła i nadal nas uwielbiasz.
- Nie jestem na was zła i nadal was uwielbiam, choć jesteście czubki do kwadratu – skwitowałam, a on zaśmiał się.
- Może być – rzucił i podał mi butelkę. 
           Spróbowałam ją otworzyć, ale nic z tego. Korek był zakręcony tak mocno, że nawet nie drgnął. Włożyłam w to więcej siły, ale butelka nadal pozostawała zamknięta. Usłyszałam cichy śmiech Irwina, który najwidoczniej dobrze się bawił widząc moje zmagania. W końcu z pomocą przyszedł mi Luke, który bez słowa wyciągnął mi butelkę z ręki, odkręcił ją z dziecięcą łatwością, a potem oddał, przyklejając na twarz rozbawiony uśmieszek.
- Dzięki- rzuciłam, biorąc mały łyk drinka.
- Kobiety – skwitował blondyn.
- Faceci – odparłam, mrużąc na niego oczy.
          W tym momencie z lasu wyskoczyła Lori i Becky. Podeszły do nas, a ja zauważyłam, jak świecą się im oczy z ekscytacji. Uniosłam lekko brwi do góry zastanawiając się, o co może im chodzić.
- Rose musisz to zobaczyć- rzuciła Lori. – To jest piękne!
- A my? – zapytał Calum.
- Wam to się raczej nie spodoba, nie wasze klimaty – skwitowała blondynka, a ja spojrzałam na Hooda, który zrobił urażoną minę.
- Świetliki, mnóstwo świetlików – rzuciła Becky, machając rękami. – Wygląda to cudnie!
- Tak, to raczej nie dla mnie – stwierdził Irwin, rozciągając się na kocu.
- A ja z chęcią rzucę okiem – powiedziałam, wstając z miejsca.
- Zaprowadzisz ją? – zapytała Lori, a brunetka pokiwała głową. Odwróciłam się i poszłam z Becky, zostawiając ich za plecami.


***
Przyszedł czas na trochę więcej luzu :) Rozdział ten wyszedł mi dłuższy, więc musiałam podzielić go na dwie części. Mam nadzieję, że część 1 w miarę się wam spodobała.

Druga część pojawi się w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek - w zależności, jak wyrobię się w czasie :)

Dziękuję za wszystkie wasze komentarze, które są świetną i mocną motywacją do dalszego pisania - ale to już wiecie :) Uwielbiam was! 

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Gdyby tam były dwie całujące się laski, to rozważałbym ruszenie dupy z tego przyjemnego miejsca – pociągnął Irwin, a chłopaki wybuchli śmiechem. Lori zmrużyła na niego oczy, a potem spojrzała na pozostałych, którzy chichotali, jak nienormalni.

***

- Co? – wydusił z siebie Michael, a reszta wytrzeszczyła oczy.
- Tak z czystej ciekawości, jak to jest – pociągnęła, klapiąc go po nodze. – No… Chciałabym spróbować.

***

- Czemu ja?
- Bo już to kiedyś robiłaś –powiedziała.

*** 

- Cicho, bo zmienią zdanie – wtrącił się Irwin.
- One czy oni? - pociągnęła dalej brunetka, ale Ashton machnął na nią ręką.

***

- Jestem za ciężka.
- Nie jesteś – odparł, a ja wyczułam, że się uśmiecha. – Jesteś całkiem lekka, jak na swój duży i wredny charakterek.

10 komentarzy:

  1. Rozdział genialny!
    Świetliki <3 Też bym chciała tak na żywo zobaczyć świetliki ;*
    Czekam na następny
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta scena w szkole była cudowna. Mina i słowa trenera bezcenne haahha :D Uwielbiam ich razem i nie wyobrażam sobie, być mogła ich w jakikolwiek sposób rozdzielić, więc mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobisz. Haha zeżarły przysmaki Asha - biedny perkusista, a tak miał na to ochotę. Łaaaa świetliki! Też z chęcią bym zobaczyła coś takiego!
    Dobra po pierwszym fragmencie parsknęłam śmiechem - FACECI! Jestem ciekawa, o co dokładnie tam chodzi i co będą próbować. Nie mogę się doczekać drugiej części rozdziału i mam nadzieję, że pojawi się w niedziele!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny jak kazdy, z niecierpliwoscią czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaah już nie mogę się doczekać nie wiem czy tyle wytrzymam :D Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam weny na ciekawy komentarz wiec będzie krotko zwięźle i na temat Kocham tego bloga czekam na next i tak jak każdy rozdział jest idealny ♡
    Mho ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam na prawdę sporo blogów i musze przyznać ze twój jest najlepszy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo jak fantastycznie ^0^ ŚWIETLIKI! A ten trener to jest od dzisiaj mój ulubiony bohater :D
    Kocham toooo <3333

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo jak fantastycznie ^0^ ŚWIETLIKI! A ten trener to jest od dzisiaj mój ulubiony bohater :D
    Kocham toooo <3333

    OdpowiedzUsuń
  9. Dodasz rozdział jutro? Mam urodziny i taki mały prezent? Marzena

    OdpowiedzUsuń