poniedziałek, 14 września 2015

S4 - Rozdział 10 cz.2

I kissed a girl just to try it
I hope my boyfriend don't mind it


       - Co jest takiego ekscytującego w świetlikach? – zapytał Ashton, kiedy Lori usiadła obok Michaela, opierając się o jego ramię.
- Bo to pięknie wygląda. Przydałoby ci się trochę romantyzmu – stwierdziła, a chłopak prychnął pod nosem.
- Gdyby tam były dwie całujące się laski, to rozważałbym ruszenie dupy z tego przyjemnego miejsca – pociągnął Irwin, a chłopaki wybuchli śmiechem. Lori zmrużyła na niego oczy, a potem spojrzała na pozostałych, którzy chichotali, jak nienormalni.
- Co wy macie z tymi całującymi się laskami? – wydusiła z siebie.
- Bo to fajnie wygląda – odpowiedział jej Hood. – I jest na swój sposób podniecające.
- Jesteście nienormalni – rzuciła, odkręcając swoją butelkę i upijając z niej łyk drinka. – Nigdy nie całowałam się z dziewczyną. - Chłopaki przestali się śmiać i spojrzeli rozbawieni w jej stronę. –Jak to jest całować się z dziewczyną?
- Pytasz teraz poważnie, czy robisz sobie z nas jaja? – zapytał Luke, wlepiając w nią zaskoczone spojrzenie.
- Pytam poważnie.
- Chyba ktoś się napił – zaświergotał Irwin.
- Mam dobry stan imprezowy, ale czy muszę być pijana, by zadać takie pytanie? – pociągnęła Lori, kręcąc nosem.
- Nie, no… Ty jesteś Lori, a Lori nie zadaje pytań na takie tematy – odpowiedział Ashton. – Lori się rumieni, jak poruszamy takie tematy.
- Wal się Irwin – syknęła, ale mimo to uśmiechnęła się pod nosem. – Jakoś nie świrowałam podczas twojej gry w Nigdy.
- Uwierz, że też byłem zdziwiony – rzucił, a ona przekręciła oczami.
- To, co? Wychodzi na to, że mam się zamknąć i się nie pytać? – ciągnęła dalej, a chłopaki spojrzeli na siebie i znów zaczęli się śmiać.
- Bez takich. Pytaj, o co chcesz, w końcu sami swoi, nie? – odezwał się Luke, wzruszając ramionami.
- Więc, jak to jest całować się z dziewczyną? – zapytała po raz kolejny.
- Ciężko na to odpowiedzieć, bo nie mam porównania, jak to jest całować się z facetem – rzucił Calum, a chłopaki znów wybuchli śmiechem. – Mogę się założyć, że macie o wiele delikatniejsze usta, niż my. I ciągle się przecież mażecie tymi błyszczykami i innymi rzeczami, przez co czasami jesteście takie lepkie.
- I nieraz fajnie przy tym mruczycie, choć to jest tak naprawdę sprawa indywidualna – dodał Irwin.
- I? – dopytywała. – Co jeszcze z tymi pocałunkami?
- Ja na przykład lubię, gdy całujesz mnie tak na spokojnie i delikatnie. To mega kręci – rzucił Clifford, a Lori uśmiechnęła się do niego.
- Mnie kręci, jak dziewczyna wsuwa mi rękę we włosy – powiedział Calum. – To jest przyjemne, jak nie stoi, jak kołek.
- Popieram – rzucił Luke, wskazując na niego palcem. – To jest mega przyjemne. Albo, jak dotyka twojej twarzy.
- A Rose, jak cię całuje? – wypaliła, a Luke uśmiechnął się pod nosem.
- Zdecydowanie inaczej, niż ty Michaela – skwitował, a dziewczyna znów się zaśmiała. – Rose woli szybsze i mocniejsze pocałunki.
- Czemu mnie to nie dziwi – rzuciła Lori, a chłopaki zaśmiali się. – Chciałabym pocałować dziewczynę.
- Co? – wydusił z siebie Michael, a reszta wytrzeszczyła oczy.
- Tak z czystej ciekawości, jak to jest – pociągnęła, klapiąc go po nodze. – No… Chciałabym spróbować.
- Matko Lori, nie poznaję cię – rzucił Irwin i zachichotał pod nosem. Blondynka jednak zignorowała go i odwróciła się w stronę swojego chłopaka. Clifford zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową.
- Mogę pocałować dziewczynę?
- Ty tak na serio? – zapytał Clifford.
- Miałbyś coś przeciwko temu? Jako test oczywiście?
- Zaraz się z beki przekręcę – wydusił z siebie Calum.
        Michael przez chwilę zamyślił się, a potem pokręcił nosem. Lori utkwiła w nim spojrzenie, czekając na jego odpowiedź. Clifford jednak roześmiał się i pogładził ją po ramieniu, kiwając przy tym głową.
- A co mi tam. Próbuj- powiedział, a chłopaki zaśmiali się po raz kolejny. – Ale przy mnie, okej?
- Jasna sprawa. Tylko pocałunek.
- Jeszcze się po tym okaże, że jednak wolisz dziewczyny – skwitował Irwin, a Michael rzucił w niego pustą butelką. –Ała! Stary! Żartowałem!
- Musisz sobie wybrać jakaś kandydatkę – pociągnął Luke, wkładając do buzi chipsa.
- Właśnie myślę.
- Zrób to przy nas – powiedział Calum. – Muszę to zobaczyć!
         Lori popukała się palcem po policzku. Chłopaki spoglądali na nią z zaciekawieniem. Po chwili dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na Hemmingsa, który uniósł brwi do góry i zamrugał szybko oczami.
- Nie jestem dziewczyną – odparł, nie rozumiejąc, do czego zmierza.
- Ale masz dziewczynę. Dziewczynę, która kiedyś całowała się z dziewczyną – odpowiedziała Lori.
- Ale stary masz minę! – rzucił Calum, wybuchając śmiechem i wskazując na kumpla palcem.
- Chcesz całować się z Rose? – wydusił z siebie blondyn.
- Mogę? – Luke zrobił wielkie oczy. – Skoro Michael mi pozwolił, to zapytam też, czy ty pozwalasz mi na to, by pocałować twoją dziewczynę.
- No, stary zgódź się – rzucił szybko Clifford. – Będzie śmiesznie.
- Śmiesznie? – rzuciła Lori, odwracając się w jego stronę. – Śmiesznie?
- Dla nas śmiesznie – skwitował Michael, a Lori przekręciła oczami, by znów spojrzeć na Luke'a.
- To, jak? Mogę pocałować Rose?
- Możesz – odpowiedział w końcu, choć sam zastanawiał się, dlaczego tak szybko się na to zgodził. Szczególnie, że bardzo dobrze wiedział, że potrafi się zrobić zbyt mocno zazdrosny o Rosalie, a to może nie być zbyt przyjemny widok. Nawet jeśli Rose miałaby się tylko pocałować ze swoją przyjaciółką.
- Ale ekstra! – rzuciła Lori i klasnęła w ręce.
- Ciekawe tylko, czy Rose się zgodzi – odparł Hemmings, ale Lori machnęła na niego ręką.
- Podoba mi się twój entuzjazm – powiedział Irwin, leżąc na kocu.

***
         Dziewczyny miały rację, widok był po prostu przepiękny. Nigdy nie widziałam, czegoś takiego. Chmara święcących na żółto świetlików, krążyła wokół przewalonego drzewa. Dodatkowo tu las był nieco rzadszy, więc światło księżyca rzucało w tą stronę lekką poświatę. Wszystko to wyglądało, jak wyciągnięte z bajki Disneya. Magicznie. Mogłabym tak stać i się na to gapić, ale wiedziałam, że musimy w końcu wrócić do reszty naszej paczki.
        Wyszłyśmy z lasu, nadal rozprawiając na temat tego, co przed chwilą zobaczyłyśmy. Usiadłam na kocu i dopiero wtedy zorientowałam się, że wszystkie oczy spoglądają na mnie. Uniosłam lekko brwi do góry. Chłopaki na twarzach mieli głupkowate uśmieszki, a Lori szeroki uśmiech, jakby coś nieziemsko ją ekscytowało.
- Co jest? – wydusiłam z siebie, nie rozumiejąc, o co im chodzi.
- Nie mogliśmy się doczekać kiedy wrócisz – odpowiedział mi Irwin, poruszając znacząco brwiami.
- Gadaliście o mnie? – zapytałam, uważnie ich obserwując.
- Po części- odparł Michael.
- Nie, no… Przestańcie, bo to jest przerażające – skwitowałam, bo w dalszym ciągu gapili się na mnie. Odwróciłam głowę. Nawet Luke wlepiał we mnie te swoje błękitne oczy, uśmiechając się pod nosem. Pokręciło ich w mózgach od tych drinków, czy jak? - Co, żeś im nagadał?
- Ja? Nic – odpowiedział szybko, popijając drinka. – To Lori.
- Lori? – zapytałam, odwracając się w stronę blondynki. Pokiwała głową. – Co jest?
- Chcę pocałować się z dziewczyną – powiedziała powoli, a ja parsknęłam śmiechem.
- A skąd ten pomysł? – dopytałam z rozbawieniem.
- Zaczęło się niewinnie od pytania, jak całuje dziewczyna – odpowiedział mi Calum, przyciskając palce do ust, starając się nie roześmiać.
- I ja mam ci na to odpowiedzieć, czy jak? – ciągnęłam dalej, bo w dalszym ciągu mówili dla mnie szyfrem.
- Chcę się z tobą całować – odpowiedziała mi Lori, a ja prawie zakrztusiłam się własną śliną.
         Chłopaki wybuchli niekontrolowanym śmiechem na widok mojej miny, która zdradzała moje wielkie zaskoczenie. Uspokoiłam się jednak i znów spojrzałam na nią, zastanawiając się, czy mnie czasami nie wkręca, ale ona mówiła poważnie.
- O kurwa – wymsknęło się Becky.
- Czemu ja?
- Bo już to kiedyś robiłaś –powiedziała.
- Wiesz, że masz chłopaka.
- Michael i Luke się zgodzili – rzuciła, machając na nich ręką. 
         Uniosłam po raz kolejny brwi do góry i spojrzałam na blondyna, który pokiwał mi głową. Bez jaj… Ale skoro wszyscy chcieli małe przedstawienie, to co mi tam. W końcu to tylko Lori. Lori i jej dziwny pomysł.
- No, to całujmy się – zarządziłam, a ona uśmiechnęła się szeroko.
- Serio? Wy tak na serio? – wydusiła z siebie Becky.
- Cicho, bo zmienią zdanie – wtrącił się Irwin.
- One czy oni? – pociągnęła dalej brunetka, ale Ashton, machnął na nią ręką. 
- Ej, nie… Usiądźcie na środku, bo chcę to dobrze widzieć – rzucił szybko Ash, kiedy Lori wstała i już chciała do mnie podejść.
- Okej – skwitowałam, przesuwając się bardziej na środek koca. Następnie wyciągnęłam rękę w stronę Lori. – Chodź tu maleńka – rzuciłam, a potem parsknęłam śmiechem.
          Rozsunęłam trochę nogi, by zrobić jej miejsce, a blondynka uklęknęła tuż przede mną. Zacisnęłam lekko usta, walcząc z wielką ochotą ryknięcia śmiechem. Czułam zaciekawione spojrzenia reszty, którzy nie odrywali od nas wzroku.
- Weź Calum, bo kurwa nic nie widzę – syknął Irwin, pukając kumpla w plecy.
          Zaśmiałam się pod nosem, podnosząc głowę. Utkwiłam swój wzrok w brązowych tęczówkach Lori, która w dalszym ciągu mi się przyglądała. Poruszyłam się, zastanawiając się na co ona czeka i czy faktycznie to nie jest jakiś ich wkręt.
- Zróbcie to w końcu! – powiedział Hood.
- Miałaś mnie pocałować – powiedziałam, nie odrywając oczu od blondynki, którą miałam przed sobą.
- Wiem i nadal chcę to zrobić, ale kurwa nie mam odwagi wykonać pierwszego kroku – rzuciła, przygryzając lekko wargę.
- Przejmij stery Rose, bo będziecie tak siedzieć do rana – odparł Clifford ze śmiechem.
- No, dobra… Jak cię pocałować?
- Pocałuj mnie tak, jak całujesz Luke'a – odpowiedziała, a ja kiwnęłam głową. – Chociaż… Nie wiem, czy ja to przeżyję.
- Co? – zapytałam ze śmiechem.
- Mamy inny styl całowania się – powiedziała, a ja uśmiechnęłam się do niej. Coś mi się zdaje, że musieli rozmawiać na ten temat i wyszło pewnie na to, że jestem jakąś nakręconą na seks niewyżytą panną.
- Przeżyjesz – odparłam, przybliżając się do niej.
- O kurwa – usłyszałam jeszcze głos Asha.
          Niewiele myśląc złapałam Lori za bluzkę, co ją zaskoczyło i przyciągnęłam do siebie. Skoro miałam pocałować ją tak, jak Hemmingsa, to proszę bardzo. Będzie tak, jak to najbardziej uwielbiam z nim robić.
         Wpiłam się w jej usta, a ona oplotła moją szyję ramionami. Przekręciłam głowę od razu, pogłębiając pocałunek. Słyszałam, jak Becky wypowiada soczyste o kurwa, o kurwa, kilka razy pod rząd. Puściłam koszulkę Lori i wsunęłam jej dłoń we włosy, a dziewczyna westchnęła.
         Faktycznie Lori całowała zupełnie inaczej, ale nadążała nad tempem, które narzuciłam. Nic jednak nie mogło równać się z Lukiem. Brakowało mi tu jego kolczyka, który zawsze przyjemnie łaskotał mnie po wardze. Brakowało mi jego całego.
        Nagle poczułam, jak to Lori przejmuje stery. Nieco zdębiałam, bo moja przyjaciółka się naprawdę rozkręciła. Naparła na mnie mocniej, a ja zaskoczona tym co się dzieje, nie utrzymałam równowagi i poleciałam z nią do tyłu. Przygniotła mnie do ziemi, nie przestając całować.
         W końcu jednak oderwała się i spojrzała w moje ciemne tęczówki. Uniosłam lekko brwi do góry. Uśmiechnęła się, a ja wybuchłam śmiechem. Dźwignęła się na rękach.
- Ty to umiesz całować – skomentowała, wstając.
- Dzięki.
- Jak było? – zapytał Michael, spoglądając na nią.
- To było… Jej… Rose jesteś zajebista – ciągnęła Lori ze śmiechem, a potem odwróciła się do Michaela, który lekko zaciskał usta. – I tak z tobą całuje mi się najlepiej.
- Mogę pocałować Rose, by przekonać się, czy faktycznie tak zajebiście całuje? – wypalił Michael, a Lori spojrzała na niego z niedowierzaniem. 
- Nigdy w życiu – rzucił szybko Hemmings.
- Nigdy w życiu – powiedziała blondynka.
- Boże, tylko żartowałem – skwitował Clifford i parsknął śmiechem. Lori i Luke wymienili spojrzenia.

         Na polanie było coraz mniej ludzi, więc i my postanowiliśmy się zbierać. Razem z Lukiem pożegnaliśmy się z naszą paczką, a potem skręciliśmy w stronę lasu, bo ja koniecznie chciałam raz jeszcze zobaczyć te przepiękne świetliki. Niestety już ich nie było.
         Skierowaliśmy się w stronę wyjścia z lasu. Co jakiś czas potykałam się o gałęzie, ale Luke mocno trzymał mnie za rękę, a ja opierałam się o jego bok, dzięki czemu nie zaliczyłam żadnego upadku. Na razie… 
         W pewnym momencie nie zauważyłam wielkiego konaru, który leżał na mojej drodze. Blondyn ominął go, a ja zahaczyłam konar i przeleciałam przez niego, ciągnąc za sobą Hemmingsa. Luke jednak utrzymał równowagę, łapiąc mnie dodatkowo w locie, a ja już miałam przed oczami wielki upadek. Na całe szczęście chłopak mnie uratował przed gryzieniem, tak zwanej gleby.
- Spoko?
- Spoko – rzuciłam, rozcierając kolano, którym zawadziłam o ziemię. – Dzięki.
         Skrzywiłam się nieco, czując pieczenie w nodze. Bosko. Kolejny siniak albo zadrapanie do kompletu. Było jednak zbyt ciemno, bym mogła zobaczyć, co takiego sobie zrobiłam. Luke przysunął się bliżej mnie, obejmując ciasno ramieniem.
- Wyjdźmy stąd zanim się uszkodzisz.
- Dobry pomysł.
          W końcu udało nam się wyjść z lasu i ruszyliśmy pustym chodnikiem w stronę domu. Czekała nas dłuższa, około półgodzinna wędrówka. Spojrzałam na blondyna, który zerkał na mnie z lekkim uśmiechem na ustach.
- Co?
- Nigdy więcej już nikogo nie pocałujesz – rzucił, a ja przekręciłam oczami.
- Byłeś zazdrosny?
- Byłem – odpowiedział, przybliżając się do mnie. Cmoknął mnie w skroń, a ja mocniej przycisnęłam się do jego ciała. – Z jednej strony był to naprawdę niezły widok, ale z drugiej niezbyt przyjemny.
- Mój kochany zazdrosny kotek – zagruchałam, a ten parsknął śmiechem.
- Nigdy więcej nikogo nie pocałujesz – powtórzył.
- A ciebie mogę?
- Nie łap mnie za słówka księżniczko.
- Poczekaj, boli mnie noga – powiedziałam, zatrzymując się. Odsunął się, uważnie mnie obserwując.
- No, pięknie – rzucił, patrząc moją nogę. 
        Sama na nią spojrzałam. Czyli jednak nie uszłam bez szwanku ze spotkania z konarem. Krew ściekała mi z kolana, kończąc swoją drogę pod czerwonym wysokim trampkiem za kostkę.
- Mam pecha – skwitowałam, wzruszając ramionami.
- Ty i te twoje, chcę zobaczyć te świetliki – rzucił, na końcu udając mój głos. Niewiele myśląc pokazałam mu język, na co on zareagował śmiechem.
- Idziemy do domu, trzeba ci to przemyć – odparł, a potem odwrócił się do mnie. Przykucnął.
- Co ty robisz?
- Wskakuj – powiedział. – Powiedziałaś, że boli cię noga.
- Serio?
- A no, serio – rzucił ze śmiechem. Podeszłam do niego i wskoczyłam mu na plecy. Jego ręce oplotły się wokół moich ud, przetrzymując mnie w jednej, stabilnej pozycji.
- Jestem za ciężka.
- Nie jesteś – odparł, a ja wyczułam, że się uśmiecha. – Jesteś całkiem lekka, jak na swój duży i wredny charakterek.
- Pieprz się – syknęłam, obejmując go ciaśniej ramionami.
- Z tobą zawsze księżniczko, ale raczej nie możemy tego zrobić na środku ulicy.
- A może ja chcę to zrobić z tobą na środku ulicy? – wypaliłam, dotykając ustami jego szyi.
- Rose przestań, bo się nakręcę na ciebie jeszcze bardziej.
- Jesteś nakręcony?- ciągnęłam dalej, wkładając mu od góry rękę pod koszulkę i delikatnie muskając palcami jego skórę.
- Rose, no – jęknął ze śmiechem. A ja przygryzłam mu płatek ucha. Poczułam, jak zadrżał na ciele, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej. – Słodki Jezu…
- Mój kotek – powiedziałam, przytulając się do niego jeszcze bardziej. Luke znów zaśmiał się.

        Pierwsze, co zrobiłam po powrocie do domu, to wizyta w łazience w celu zaklejenia kolana, które dalej krwawiło. Na szczęście rana nie okazała się być głęboka, więc szeroki plaster w zupełności wystarczył. Potem wzięłam szybki prysznic. Po mnie do łazienki poszedł Luke.
         Siedziałam na łóżku, przyklejając nowy plaster, bo ten pod wpływem wody, jednak nie utrzymał się na miejscu. Brawo dla producentów, którzy na pudełku zapewniali o jego wodoodporności. Drzwi do pokoju blondyna otworzyły się i do środka wszedł wypachniony i czysty Luke.
- Jak kolano?
- Będzie działać – odpowiedziałam, a ten zaśmiał się.
         Podniosłam się z miejsca, wrzucając śmieci do kosza, a pudełko z plastrami odkładając na jego biurko. Odwróciłam się w stronę blondyna, który dokładnie śledził każdy mój ruch. Uśmiechnęłam się do niego, a on odpowiedział mi tym samym. Już chciałam wrócić do łóżka, kiedy Luke złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Dostanę masaż pleców za to, że cię tu przytargałem? – zapytał ze śmiechem.
- Chcesz masażu?
- Tak naprawdę mam ochotę na coś innego- odparł ciszej, a potem ujął moją twarz w dłonie i wpił się w moje wargi. To właśnie kochałam. Sposób, w jaki mnie całował, doprowadzając do tego, że nie myślałam o niczym innym, a tylko o nim. Zaszumiało mi w głowie, gdy jego wargi sunęły wolno wzdłuż mojej szczęki, by po chwili wylądować na szyi.
         Wsunęłam palce w jego włosy, które były lekko wilgotne, przyciągając go do siebie jeszcze bardziej. Poczułam jego dłonie na swoich ramionach i mimowolnie głośniej westchnęłam. Luke odsunął się ode mnie, uśmiechając się. Przygryzłam wargę.
- Uwielbiam, jak tak robisz – wyszeptał i znów pocałował mnie mocno, pozbawiając mnie tchu. Całował szybko, zachłannie i namiętnie, co nakręcało mnie na niego jeszcze bardziej. W tym momencie miałam gdzieś to, że po drugiej stronie korytarza śpią nasi rodzice. Znów przywarłam do niego mocniej.
- Pieprz się ze mną Hemmings – rzuciłam szybko, a ten zaśmiał się.
- Nawet nie zdążyłem powiedzieć mojej kwestii – odparł, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Mniejsza z tym, po prostu nie przestawaj – poprosiłam, a on naparł na mnie mocniej.
         Oparłam się o ścianę, a Luke docisnął swoje ciało do mojego. Poczułam jego ciepłą skórę i gorący oddech na swoim policzku. Przejechałam paznokciami po jego boku, a on znów wpił się w moje usta, dotykając moich odsłoniętych ud. Przyjemny dreszcz przeszedł wzdłuż mojego kręgosłupa.
         Hemmings był w samych bokserkach, więc miałam o wiele łatwiejszy dostęp do jego ciała, niż on do mojego, bo ja byłam ubrana w swoją jakże szykowną piżamę. Moje dłonie szybko błądziły po jego klatce piersiowej. Mój oddech nieco przyspieszył, kiedy Luke znów naparł na mnie mocniej, przez co mogłam poczuć twarde wybrzuszenie w jego bieliźnie. Przejechałam dłonią po tym miejscu, a on zamruczał pod nosem, jednocześnie głośniej wypuszczając powietrze z ust.
         Złapał mnie za pośladki, unosząc mnie jednocześnie do góry. Oplotłam nogami jego biodra, a on odwrócił się i nie przestając mnie całować, ruszył w kierunku łóżka. Opadłam na materac, czując, jak ugina się pod moim ciężarem. Luke odwrócił się i szybko poszedł zgasić światło. 
        Podniosłam się na łokciach, widząc zarys jego sylwetki. Blondyn włączył lampkę, która stała na szafce tuż przy łóżku. Przez chwilę spoglądał na mnie z uśmiechem, a potem wszedł na łóżko i zawisł nade mną.
         Oplotłam jego kark, zmuszając go do tego, by przybliżył się od mnie jeszcze bardziej. Pocałował mnie po raz kolejny. Popchnęłam go, powodując, że Luke wylądował na plecach i niewiele myśląc usiadłam na nim.
- Uważaj na kolano – powiedział, walcząc z przyspieszonym oddechem.
- Teraz to nie jest ważne – odpowiedziałam, a on zaśmiał się pod nosem.
          Zrzuciłam z siebie koszulkę. Od razu poczułam na piersiach jego nieco szorstkie dłonie, które zaczęły błądzić po moim ciele, powodując, co i rusz przyjemne dreszcze. Na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka, kiedy lekko przesunął po moich bokach paznokciami. Nachyliłam się nad nim, łącząc nasze usta, a Luke złapał za moją spinkę do włosów i jednym zgrabnym ruchem ściągnął ją, odrzucając ją na bok.
         Zsunęłam się z niego, by zdjąć spodenki wraz z bielizną. Luke już chciał się podnieść, ale ja szybko popchnęłam go, by został w tej samej pozycji. Teraz ja chciałam być na górze. Prychnął pod nosem, a zaraz po tym lekko zacisnął usta, kiedy złapałam za jego bokserki. Zsunęłam je z niego, odrzucając je do tyłu.
         Przywarłam do niego i zaczęłam szybko muskać jego szyję ustami, co jakiś czas lekko przygryzając skórę zębami, na co on reagował cichym pomrukami. Jego dłonie wędrowały po moim ciele, a ja otarłam się o niego bardziej. Jęknęliśmy cicho w tym samym momencie.
         Usiadłam na nim ponownie, lekko unosząc się do góry, tak by mógł we mnie wejść. Zacisnęłam mocniej usta, opierając dłonie na jego klatce piersiowej. Zaczęłam wykonywać szybkie ruchy, utrzymując przez cały czas to samo tempo. Luke podniósł się, oplatając mnie w pasie rękami i przyciskając do siebie jeszcze mocniej. Jęknęłam po raz kolejny, kiedy jego usta zostawiały wilgotne i ciepłe ślady na moich piersiach.
          Wsunęłam dłoń w jego włosy, pociągając delikatnie za końcówki. Hemmings podniósł głowę do góry, a ja wpiłam się w jego usta. Poczułam jego dłonie na swoich plecach, które co jakiś czas zaciskał tak, że lekko drapał mnie paznokciami, co było naprawdę przyjemnym uczuciem.
          Przekręcił się, a ja opadłam na poduszki. Musnął moją szyję ustami, a jego dłonie zjechały wzdłuż mojego ciała. Oplotłam jego kark rękami i jęknęłam głośniej, kiedy wszedł we mnie mocniej. Złapał za moje udo, podciągając je ku górze, a potem pocałował, po raz kolejny pozbawiając mnie tchu.
- Luke – jęknęłam, kiedy przyspieszył swoje ruchy.
         Puścił mnie, a ja oplotłam nogami jego biodra. Blondyn zacisnął ręce na granatowej pościeli, a ja znów wsunęłam dłoń w jego włosy, przyciskając go do siebie jeszcze mocniej. Słyszałam jego przyspieszony oddech, który rozpalał moją skórę. Jęknął pod nosem głośniej, unosząc się do góry, by po chwili znów trafić ustami na moją szyję. Miałam tak wyostrzone zmysły, że myślałam, że od tego wszystkiego zwariuję. Hemmings skutecznie potrafił mnie odprowadzić do takiego stanu.
- Kotku…
- Jestem... blisko – powiedział, walcząc z szybkim oddechem.
- Nie ty… jeden – odpowiedziałam, a on pocałował mnie, by po chwili mocniej zacisnąć usta.
         Nie zwalniał, nie przestawał, a zamiast tego jeszcze odrobinę przyspieszył, co spowodowało, że znów jęknęłam głośniej, wciskając twarz w jego obojczyk. Moje dłonie zjechały na jego plecy, a potem niekontrolowanie wbiłam w jego skórę paznokcie, na co on zareagował cichym syknięciem. Doszliśmy w tym samym momencie.
         Luke uniósł się na rękach, a potem musnął moje usta swoimi wargami, które lekko drżały. Objęłam go, gładząc dłońmi po głowie i plecach, a on pocałował mnie po raz kolejny. Tym razem było to bardziej delikatniejsze i spokojniejsze, niż wcześniej.
         Uśmiechnął się lekko, a potem opadł na pościel obok mnie. Słyszałam nasze ciężkie oddechy, które powoli się normowały. Odwróciłam się, by objąć go ramieniem, a on przysunął się do mnie jeszcze bardziej. Przez chwilę leżeliśmy w ciszy.
         W końcu usiadłam na łóżku. Luke zrobił to samo. Rozejrzał się po podłodze, po której walały się nasze ubrania. Zauważyłam na jego twarzy lekki uśmiech, który połączony był ze zmęczeniem. Nie tylko on był w tym momencie wykończony.
         Luke wstał i złapał za moją piżamę oraz bieliznę. Podał mi ją, a ja zaczęłam się szybko w nią ubierać. Odnalazł swoje bokserki i wsunął je na siebie. Potem wrócił do łóżka, układając się po swojej stronie. 
         Zgasiłam lampkę i położyłam się obok, wtulając się w jego klatkę piersiowej, która nadal była przyjemnie gorąca. Wyraźnie słyszałam, jak bije mu serce i było to dla mnie tak bardzo przyjemne uczucie, że mogłabym się wsłuchiwać w ten równy rytm godzinami. Luke przykrył nas kołdrą.
- Kocham cię księżniczko – powiedział, muskając moją skroń ustami.
- Też cię kocham kotku – odpowiedziałam z uśmiechem, przyciskając się do niego jeszcze bardziej.


***
Myślałam, że zdążę wrzucić ten rozdział wrzucić późnym wieczorem, ale nie wyszło. Dlatego rozdział pojawia się w nocy w poniedziałek :D

Mam nadzieję, że ta część przypadła wam do gustu - Milena jest twoja ulubiona scenka, czyli ta hot :) A także nieco zwariowany pomysł Lori :D

Jak zawsze w tym miejscu, chcę wam podziękować za wasze mega na wypasie, super komentarze, które motywują mnie od pisania i sprawiają, że gęba sama się cieszy do ekranu. DZIĘKUJĘ!

Marzena - z okazji urodzin życzę ci przede wszystkim dużo szczęścia, radości i zdrowia. Siły w dążeniu do wybranych celów i spełnienia tych wszystkich pięknych marzeń, które posiadasz! Łatwego i przyjemnego roku szkolnego - o ile nadal jesteś uczniem, a jak nie to owocnej i bezproblemowej pracy bez wyrzeczeń! (niepotrzebne skreślić :D). 

Kolejny rozdział pojawi się w czwartek! Od razu uprzedzam, że będzie znów z tych dłuższych, bo znowu nie wiem, jak go podzielić i wrzucę go w całości. Mam więc nadzieję, że was nie odstraszę i nie zanudzę.

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Jest już w porządku, tylko wygląda okropnie. Ej! –warknęłam, kiedy zmierzwił mi włosy na głowie. – Zabieraj łapy.

***

- Jesteśmy facetami i potrzebujemy więcej jedzenia, niż wy – odpowiedział Irwin.
- A, co? Budujecie masę? – wydusiłam z siebie, siląc się na to, by nie parsknąć głośnym śmiechem na widok jego skwaszonej miny. 

***

 - Sugerujesz mi, że mogę cię zdradzać? – Miałam wrażenie, że gdyby na korytarzu było ciszej, to z pewnością usłyszałabym, jak Hemmings zgrzyta zębami. – Spokojnie kotku…
- Rose, kim do cholery jest Charlie?

***

- Tu nie tylko chodzi o to, co gada Rose – rzucił, kręcąc głową – ale jak ślini się na twój widok!
- Luke?
- Co?!
- Przestań krzyczeć – powiedziałam, świdrując go zdenerwowanym wzrokiem. 

***

- Ale będzie… Zawsze chciałam pójść z córką do klubu ze striptizem.
- Wyobrażasz sobie te wszystkie gorące, wyginające się na scenie ciasteczka? – wypaliłam, a mama parsknęła śmiechem. 

10 komentarzy:

  1. Dziękuję za życzenia.
    Marzena

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham te opowiadanie , czekam na kolejny rozdział x

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział, wspaniały ...
    Lori i jej pomysł... Po prostu pozdro z podłogi XD To było wow ...
    I jeszcze ta hot scenka na koniec <3
    Mogłabym czytać to opowiadanie cały czas, uwielbiam twoje blogi, uwielbiam to jak piszesz, uwielbiam ciebie <3
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam
    - twoja wierna na zawsze czytelnicza ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. BUHAHAH normalnie nie mogłam z tego pomysłu Lori! A chłopaki jacy chętni do oglądania tego "pokazu" hahah XD Zdziwiłam się, że zazdrosny Luke tak szybko się na to zgodził. JEST I MOJA ULUBIONA HOT SCENKA!!! Uwielbiam ich razem! Po prostu ten rozdział cały jest zarąbisty i taki optymistyczny :) Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  5. Chłopcy wydawali się bardziej chętni niż Lori xD
    Luke + Rose= Połączenie doskonałe *0* Jezu, szkoła mnie wykańcza i w tym momencie powinnam się uczyć na chemię... ale czytam twoje ff no bo jakże by inaczej :D
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Chłopcy wydawali się bardziej chętni niż Lori xD
    Luke + Rose= Połączenie doskonałe *0* Jezu, szkoła mnie wykańcza i w tym momencie powinnam się uczyć na chemię... ale czytam twoje ff no bo jakże by inaczej :D
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  7. ten rozdział MEGAAA *-* już nie mogę się doczekać kolejnego! Nigdy nie znudzi mi się te ff <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham twoje rozdziały i niecierpliwie czekam do następnego <3 wszystkie twoje blogi sa genialne i zazdroszczę ci talentu ja tak nie potrafię pisać
    Życzę weny i duuuuzo wolnego czasu na wstawianie nowych rozdziałów ;*♡

    OdpowiedzUsuń
  9. O boże, Lori w tym rozdziale to ja XD Też miałam kiedyś identyczną, pijaną fazę przy chłopaku i z przyjaciółką, ale nie ważne :D
    Luke i Rose to życie, Michael i Lori to życie, w ogóle to opowiadanie to życie. Dziewczyno, ja normalnie kocham wszystkie Twoje opowiadania, każde tak samo <3
    nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, życzę dużodużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam twoje opowiadanie. Mam badzieję, że będziesz coś jeszcze takiego pisać. Zapraszam do siebie ---> http://bterfly.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń