czwartek, 17 września 2015

S4 - Rozdział 11

You're fuckin' perfect to me


        Podeszłam do lustra i poprawiłam włosy. Na mojej twarzy pojawiła się niezadowolona mina. Nasze szkolne spódniczki sięgały przed kolano, a ja na prawym miałam sporych rozmiarów strupa. Moja osobista pamiątka po sobotniej imprezie na polanie. Przejechałam palcem po dolnej wardze, zastanawiając się, jak tą paskudę zamaskować. W końcu wpadłam na całkiem niezły pomysł.
        Podeszłam do swojej garderoby i zaczęłam szperać w szufladzie. Z triumfem na ustach, wyciągnęłam czarne zakolanówki. Następnie usiadłam na łóżku i zaczęłam je wsuwać na stopy. Na samym końcu wciągnęłam na nogi czarne trampki za kostkę.
        Podniosłam głowę i uniosłam lekko brwi do góry. Luke stał w drzwiach, opierając się o framugę, a jego błękitne oczy spoglądały wprost na mnie. Uśmiechał się pod nosem.
- Co jest? – wypaliłam, wiążąc drugą sznurówkę.
- Wyglądasz mega pociągająco – odpowiedział, wchodząc do środka.
        Nachylił się nade mną, opierając dłonie o moje uda. Spojrzałam na niego, a ten trącił nosem mój nos. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej. Luke musnął ustami moje wargi, a potem wyprostował się. Liczyłam na to, że sprzeda mi pełny pocałunek, ale musiałam obejść się smakiem.
- Jak tam kolano? – zapytał.
- Jest już w porządku. Tylko wygląda okropnie. Ej! –warknęłam, kiedy zmierzwił mi włosy na głowie. – Zabieraj łapy.
- Mój nerwus – skwitował ze śmiechem, a potem ruszył w stronę drzwi. – Widzimy się na angielskim.
- Już jedziesz?
- Umówiłem się wcześniej z chłopakami. – Kiwnęłam głową, a Luke uśmiechnął się i wyszedł z pokoju.

        Siedzieliśmy całą naszą paczką na stołówce. Rozmawialiśmy na temat szkoły i studiów, bo w końcu to nasz ostatni rok w liceum. Udawałam, że wszystko jest w porządku, choć i tak bacznie obserwowałam czwórkę chłopaków, po których widać było, że są czymś mocno podekscytowani. Nie trzeba było być geniuszem żeby się domyślić, co ich wprawia w tak dobry nastrój. Mózg szybko podsuną mi podpowiedź – zemsta na Picton.
         Nie pytałam, co kombinują i kiedy, bo naprawdę nie chciałam poruszać tego tematu, szczególnie, że reagowałam na niego agresją. Oni też wtedy nakręcali się jeszcze mocniej, co nie wychodziło, ani jednej, ani drugiej stronie na dobre. Postanowiłam to pominąć i udawać, że nie widzę niczego złego w ich zadowolonych uśmieszkach.
        Włożyłam do buzi kolejną łyżeczkę budyniu i odwróciłam się. Spostrzegłam, że Lori wpatruje się we mnie z uwagą. Pokręciłam nosem, a ona lekko zacisnęła usta. Ona też wiedziała, że coś się szykuje. Lori miała podobne podejście do tematu, co ja, więc i jej coraz mniej zaczynało się to podobać.
        Wyprostowałam się i włożyłam łyżeczkę z powrotem do plastikowego pojemniczka. Dopiero wtedy zauważyłam, że nie jest ona tam sama. Uniosłam brwi do góry spoglądając na Luke'a, który jak gdyby nigdy nic, dobrał się do mojego jedzenia. Znowu. Hemmings pod tym względem jest, jak wielki, nienajedzony pasożyt.
- Ej- rzuciłam, klepiąc go po nodze. – Nie masz swojego?
- Już zjadłem.
- Rose, będziesz to jeść? – zapytał Calum, wskazując na mój nieruszony jeszcze jogurt. Uśmiechał się przy tym szeroko, wlepiając w ciebie te swoje duże brązowe oczy, przez co nie masz sumienia mu odmówić.
- Nie, możesz wziąć.
- Dzięki – rzucił, kiwając mi głową i złapał za kubeczek.
- No, Luke… - jęknęłam, kiedy łyżeczka blondyna znów zbliżyła się do mojego budyniu. Zrobił minę niewiniątka, uśmiechając się przy tym szeroko, że od razu skapitulowałam. – Masz. – Wcisnęłam mu budyń w rękę, a jego oczy rozszerzyły się z zadowoleniem, jak u małego dziecka, gdy dostanie wymarzoną zabawkę.
- Rose, jesz swoje jabłko?- wypalił Michael, a ja przekręciłam oczami. Bez słowa podałam Cliffordowi owoc. – Dzięki.
- Co z wami? – mruknęła Becky, patrząc na nich.
- Chyba sugerują mi to, że powinnam przejść na dietę- odpowiedziałam, a Luke skrzywił się i szybko pokręcił głową.
- W żadnym wypadku – odpowiedział Calum. – Masz nienaganną sylwetkę.
- To urocze, pasożycie – rzuciłam, a Hood zachichotał pod nosem.
- Nie chciałabym z wami utknąć na bezludnej wyspie – skwitowała Becky.
- Bo?- wydusił Irwin.
- Wyżarlibyście wszystkie zapasy, a potem moją działkę z uzbieranego jedzenia – powiedziała powoli brunetka, a ja parsknęłam śmiechem. Chłopaki zrobili urażone miny.
- To nie prawda – wtrącił się Michael.
- Widząc to, co dzisiaj odwalacie – zaczęła Lori, a czerwonowłosy zmrużył na nią oczy – to by była prawda.
- Czuję się urażony – skwitował Michael, opierając głowę o rękę. – Naprawdę kurewsko urażony.
- Niepotrzebnie, Mikey – rzuciłam, wzruszając ramionami. – Każda z nas się do tego już przyzwyczaiła, że pochłaniacie wszystko, co widzicie. – Clifford skrzywił się jeszcze bardziej, a potem prychnął pod nosem.
- No, przestańcie – powiedziała Lori, rozbawiona ich dziecinnym zachowaniem.
- Jesteśmy facetami i potrzebujemy więcej jedzenia, niż wy – odpowiedział Irwin.
- A, co? Budujecie masę? – wydusiłam z siebie, siląc się na to, by nie parsknąć głośnym śmiechem na widok jego skwaszonej miny.
- Masz szczęście, że cię lubię, bo inaczej obraziłbym się do końca życia – odparł Ashton, a ja uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Doceniam to – odpowiedziałam, a następnie włożyłam rękę do kieszeni marynarki, czując wibrację. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, a potem poderwałam się z miejsca, jak oparzona.
- Co jest? – zapytał Luke, ale ja już go nie słuchałam. Wstałam od stołu i odeszłam kawałek na bok, by móc odbyć w miarę spokojnie rozmowę, choć byłam w głośnej i zatłoczonej stołówce.

        Po wyjściu ze stołówki, odłączyłam się od grupy. Musiałam wrócić do swojej szafki po książkę. Wyciągnęłam podręcznik do biologii i wcisnęłam go w torbę. Zamknęłam szafkę i założyłam kłódkę. Odwróciłam się i podskoczyłam. Przede mną stał Luke. 
        Na jego twarzy nie było uśmiechu. Jego błękitne oczy badawczo mnie obserwowały. Ręce skrzyżowane miał na klatce piersiowej. Wyglądał na poirytowanego. Jego humor diametralnie się zmienił. Już nie był tak rozbawiony, jak wcześniej.
- Co się stało? – zapytałam, nie odrywając od niego wzroku.
- Ty mi to lepiej powiedz –odpowiedział, zaciskając usta. Uniosłam brwi do góry nie wiedząc, o co mu chodzi. – Kim jest Charlie?
- Charlie?
- Widziałem, że dzwonił do ciebie Charlie. Byłaś tym bardzo podekscytowana – odpowiedział, a ja zrobiłam wielkie oczy. Po chwili uśmiechnęłam się szeroko.
- Jesteś zazdrosny? – wypaliłam, choć wiedziałam, że nie powinnam go wkurzać, tylko od razu wyjaśnić całą tą sytuację. Luke potrafił być zawziętym zazdrośnikiem, co czasem mnie wkurzało, a z drugiej strony mile łechtało moje ego.
- Charlie to jakaś twoja tajemnica? – odpowiedział, a ja spojrzałam na niego, jak na kosmitę.
- Sugerujesz mi, że mogę cię zdradzać? – Miałam wrażenie, że gdyby na korytarzu było ciszej, to z pewnością usłyszałabym, jak Hemmings zgrzyta zębami. – Spokojnie kotku…
- Rose, kim do cholery jest Charlie?
          Uśmiechnęłam się i podeszłam do niego. Jego ręce były tak mocno zaciśnięte, że musiałam mocniej za nie pociągnąć, by blondyn rozluźnił uścisk. Objęłam go w pasie, ale on nie odwzajemnił tego gestu. W dalszym ciągu stał wkurzony, wpatrując się we mnie. Podniosłam głowę do góry, by móc na niego spojrzeć.
- Charlie pracuje w hurtowni plastycznej – powiedziałam powoli, a on zmarszczył czoło. – Dzwonił żeby mi powiedzieć, że moje zamówienie jest gotowe do odebrania. Ucieszyłam się, bo zamówiłam duże płótno, na którym chcę wykonać portrety naszych rodziców, co ma być ich prezentem ślubnym. Czekałam na to tak długo, że już myślałam, że o tym zapomniał.
- I to tyle?
- A co? Liczyłeś na jakieś pikantne szczegóły? – rzuciłam, przekręcając oczami. – Cieszę się, że po odebraniu zamówienia, będę mogła w końcu ruszyć z robotą.
- Przepraszam- wydusił z siebie, a jego ręce oplotły się wokół mnie. – Zachowuję się czasem, jak dupek.
- To urocze – skwitowałam ze śmiechem, a on prychnął pod nosem. Mimo tego zauważyłam na jego twarzy szeroki uśmiech. Cmoknął mnie w czoło.
- Jesteś tylko moja księżniczko.
- Sie wie, kotku – odparłam, a on zachichotał pod nosem. – Luke?
- Tak?
- Mam za mały bagażnik, by wsadzić do niego płótno.
- I?
- Pożycz samochód.
- Po moim trupie – rzucił, kręcąc jednocześnie głową. Zrobiłam nadąsaną minę, a on znów cmoknął mnie w czoło. – Ale mogę tam z tobą pojechać.
- Po szkole?
- Może być później? Jestem umówiony w pewnym miejscu z chłopakami i mogę być trochę później w domu.
- Hurtownia jest otwarta do siódmej.
- Zdążymy – powiedział z pewnością w głosie. Oderwałam się od niego, a on spojrzał na mnie z uwagą. – Co jest?
- Gdzie jedziesz z chłopakami?
- W jedno miejsce, o którym nie mogę przy tobie mówić, by zrobić coś temu, którego imienia i nazwiska nie mogę przy tobie wymawiać, bo się denerwujesz. – Prychnęłam pod nosem, wiedząc, że ma na myśli Greena i Picton, a także jakiś numer, który chcą mu odwalić.
- Wy nigdy nie przestaniecie, prawda?
- Nie wkurzaj się na mnie.
- Nie wkurzam – odparłam, zaciskając usta, co było kompletną ściemą. Nie chciałam, by znów pakowali się w jakieś akcje, szczególnie, że Green i tak na to odpowie.
- Wkurzasz się.
- Oj, przestań – mruknęłam. – Idę na lekcje.
- Ej, księżniczko – rzucił, łapiąc mnie za rękę. Przyciągnął mnie do siebie, a ja wleciałam w jego klatkę piersiową, czując po raz kolejny przyjemny zapach jego perfum, które uwielbiałam.
- Naprawdę się nie wkurzam – powiedziałam, mocniej zaciskając ramiona wokół niego. Zadarłam głowę do góry, a Luke uśmiechnął się. Pocałował mnie szybko w usta, a potem złapał za rękę i poprowadził w stronę schodów.

         Okazało się, że chłopaki planują odwet na Greenie w czasie lekcji. Mianowicie chodziło o to, by dorwać go i jego bandę zaraz po zajęciach. W tym celu oni i czwórka innych geniuszy z drużyny, zerwali się z lekcji i pojechali do Picton. Nie powiem, ale to co odwalali zupełnie mi się nie podobało. Jak nic mieli gwarantowane kłopoty, które zbliżały się do nich wielkimi krokami. Postanowiłam jednak o tym nie myśleć i skupić się na lekcjach.

         Zjadłam szybki obiad i odrobiłam zadanie z biologii, które nam zadali. Potem rozsiadłam się w salonie. Leżałam na sofie z książką w ręku, co jakiś czas pociągając mały łyk ciepłej kawy. W domu panowała cisza, bo Luke'a nie było, a rodzice nadal byli w pracy, więc raczyłam się tym spokojem, który jest tu raczej mało spotykany.
         Przerzuciłam kolejną kartkę, nie odrywając wzroku od równego tekstu, kiedy drzwi od domu otworzyły się. Do środka wpadł roześmiany Hemmings. Podniosłam głowę znad książki i przekręciłam oczami, widząc w jak podekscytowanym jest stanie.
         Luke bez słowa rzucił czerwoną marynarkę i plecak na fotel, a potem podszedł do mnie, w dalszym ciągu szczerząc się, jak nienormalny. Usiadł obok, nachylając się nade mną. Miałam ochotę go trzepnąć tak dla zasady, choć on bardzo dobrze wiedział, że tą ich rywalizację traktuję, jak czystą głupotę.
- Co zrobiliście? – zapytałam, siląc się na neutralny ton.
- Obrzuciliśmy ich i ich samochody zgniłymi jajami. – Przekręciłam oczami. – Sama zaczęłaś ten temat.
- Już nic nie mówię – odparłam, a on zaśmiał się pod nosem. – Ej! – warknęłam, kiedy Luke złapał za moją książkę i wyciągnął mi ją z dłoni. Wsadził do niej zakładkę, a potem położył ją na podłodze. – Ja tu czytam i…
         Ale nie dokończyłam, bo blondyn ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie. Było to szybsze i zachłanniejsze, co spowodowało, że od razu zrobiło mi się gorąco, a w brzuchu poczułam przyjemne łaskotanie. Oplotłam jego kark rękami, mocniej przyciągając go do siebie i modląc się w duchu, by szybko nie przestawał robić tego, co robi. Na szczęście przez dłuższą chwilę nie odrywał się ode mnie. W końcu jednak to zrobił, a ja spojrzałam w jego cudne błękitne oczy.
- Jedziemy? – zapytał, a ja pokiwałam głową.- Pójdę się tylko przebrać.
- Też muszę się ogarnąć – odparłam, siadając na kanapie.
- Nie musisz. Wyglądasz perfekcyjnie – powiedział, a ja uniosłam jedną brew do góry. Siedziałam w rozciągniętych dresach i białej, o wiele na mnie za dużej koszulce. Przemilczałam to i wstałam z kanapy.
- Dasz mi poprowadzić? – zapytałam z nadzieją, choć znałam jego odpowiedź.
- Nie ma mowy. Mój samochód do tej pory rozpacza po tym, jak zarysowałaś mu zderzak.
- Będziesz mi to wypominał do końca życia? – odparłam, kręcąc nosem. 
         Luke uśmiechnął się tylko i złapał mnie w pasie. Pociągnął w swoją stronę, a ja usiadłam na jego kolanach. Spojrzał się na mnie, muskając moje usta swoimi. Przymknęłam oczy i aż zamruczałam, kiedy zrobił to ponownie.
- Może tak… Może nie – odpowiedział ze śmiechem, a potem pokręcił głową, gdy sprzedałam mu szybkiego pstryczka w nos. – No, księżniczko…
- Zbieraj się kotku – zarządziłam, wstając z jego nóg.

         Luke zatrzymał się przed dużym budynkiem z czerwonej cegły. Tuż nad szklanymi, podwójnymi drzwiami wisiał drewniany szyld z napisem Hurtownia Plastyczna Pomazani, a nad nim zawieszono dwa olbrzymie krzyżujące się pędzle. Parking był prawie pusty, więc liczyłam na to, że w środku nie będzie zbyt dużo klientów.
         Wysiadłam z samochodu i po chwili Luke zrobił to samo. Oboje ruszyliśmy w stronę drzwi. Blondyn otworzył je, przepuszczając mnie pierwszą. Usłyszałam nad głową charakterystyczny dzwonek, który oznajmiał pracownikom to, że ktoś pojawił się w hurtowni.
         Zerknęłam kątem oka na Luke'a, który rozglądał się dookoła, zatrzymując wzrok dłużej na wielkiej palecie farb, a potem na wystawionych do sprzedaży sztalugach. Odłączyłam się od niego i poszłam w stronę lady. Zanim dotarłam do końca, z zaplecza wyłonił się młody chłopak z burzą kręconych brązowych włosów, wesołym uśmiechem i dużymi niebieskimi oczami.
- Rosalie! – zawołał, a jego głos odwrócił uwagę Luke'a od pudełek z farbami. Blondyn zaraz znalazł się obok mnie, bacznie obserwując pracownika hurtowni.
- Cześć Charlie – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego. – Jak tam moje zamówienie?
- W końcu skompletowane. Nawaliła nam dostawa płócien.
- Na szczęście i tak mam jeszcze trochę czasu.
- Prezent ślubny – rzucił, mierząc we mnie palcem. – Tak, wiem. Najpierw zobacz płótno, o którym rozmawialiśmy. Chcę mieć pewność, że wielkość ci odpowiada. Chodź. 
         Otworzył małe drzwiczki, abym mogła wejść do środka, a potem machnął na mnie ręką. Odwróciłam się w stronę blondyna. Luke w dalszym ciągu wpatrywał się w chłopaka z grobową miną. Uniosłam lekko brwi do góry, ignorując jego zachowanie.
- Idziesz czy czekasz? – zapytałam, kiedy blondyn, wziął głębszy oddech.
- Idę – powiedział szybko.
        Pokiwałam tylko głową i jako pierwsza przeszłam za ladę. Luke ruszył za mną. Poszliśmy za Charlie’im, który poprowadził nas prawie na sam tył budynku.  Zatrzymał się przy większym stole i odsłonił materiał. Moim oczom ukazało się sporej wielkości płótno, dokładnie takie, jakie chciałam.
- To jest to – rzuciłam z uśmiechem, a chłopak wyszczerzył się do mnie jeszcze bardziej. Podeszłam bliżej, czując, jak Luke depcze mi po piętach. Przejechałam dłonią po materiale.
- Najwyższej jakości – powiedział Charlie. – Najlepsze, jakie mamy.
- Będzie idealne.
- No i jeszcze jest to – ciągnął brunet, odwracając się od nas.
         Podszedł do dużego kwadratowego pudła, sięgając dłonią po dwie białe kartki A3. Dopiero po chwili zauważyłam, że obie są zalaminowane. Wrócił do nas i wyciągnął je w moją stronę. Przejęłam je od niego i pokiwałam głową.
- Wielkie dzięki – powiedziałam, widząc dwie fotografie mamy i Dana. Jeszcze nie zdecydowałam, które z nich chcę przenieść na płótno, ale Charlie był tak miły, że wydrukował mi je obie na większym formacie, bym łatwiej widziała wszystkie szczegóły.
- Jest okej?
- Jest bardzo okej. Jesteś najlepszy – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Pokażesz to, jak skończysz? Masz naprawdę talent.
- I to mówi ten, co talentu nie ma – rzuciłam ze śmiechem.
- Daj spokój, malujesz lepiej ode mnie. Ja nie mam dobrego oka i ręki do portretów, a twoje wyglądają, jak prawdziwe zdjęcia. – Uśmiechnęłam się do niego po raz kolejny, a on skinął mi głową. Po chwili jednak jego niebieskie oczy przeniosły się na Luke'a. – W ogóle powinienem najpierw się przedstawić twojemu znajomemu. Jestem Charlie, syn właściciela hurtowni.
        Spojrzałam na blondyna, który lekko zacisnął usta, a potem niechętnie wyciągnął rękę w jego stronę, by uścisnąć mu dłoń. Pokręciłam nosem. Hemmings znów zaczął zachowywać się dziwnie, jak nie on. Zwykle towarzyski, teraz tak wrogo nastawiony do osoby, której w ogóle nie zna.
- Luke – odpowiedział. – I jestem jej chłopakiem – dodał, akcentując dokładnie te cztery wyrazy. Charlie zrobił wielkie oczy, a potem uśmiechnął się, by znów na mnie spojrzeć.
- Nie wiedziałem, że zmieniłaś status na zajęty – rzucił ze śmiechem. – Ale czemu ja się dziwię? Dawno się nie widzieliśmy. No i piękne kobiety za długo nie biegają w pojedynkę – pociągnął, a ja przekręciłam oczami, co wywołało u niego szeroki uśmiech.
- Znowu mi słodzisz.
- Mówię tylko, jak jest – powiedział, wzruszając ramionami. – To, co? Sprawdzisz pozostałe zamówienie czy ufasz mi w stu procentach?
- Ufam ci w stu procentach. Jeszcze nigdy nie dałeś plamy.
- Pracuję na status godnego zaufania doradcy klienta – skwitował, dumnie prostując się, by po chwili znów zachichotać pod nosem. – Zaklejać?
- Zaklejaj – rzuciłam, kiwając głową.

***
         Luke pierwszy raz był w takim miejscu. Miejscu, które ewidentnie mogłoby być królestwem Rosalie. Wszędzie stały farby, pędzle, sztalugi i inne rzeczy, na których on się nie znał. Niektóre z nich widział na strychu dziewczyny, ale i tak nie miał pojęcia, do czego służą. Rose odłączyła się od niego i podeszła do lady. Z pomieszczenia obok wyłonił się młody chłopak, który mógł być w ich wieku.
- Rosalie! – powiedział wesoło, a na jego twarzy wymalował się duży szeroki uśmiech, który wcale mu się nie spodobał.
- Cześć Charlie – odpowiedziała rudowłosa, a Luke zmrużył na niego oczy.
         Był pewny, że ten cały Charlie będzie starszym kolesiem, który pracuje w tej hurtowni. Nie spodziewał się młodzieniaszka, który dodatkowo będzie w tak dobrych relacjach z jego dziewczyną. Dodatkowo po sposobie, w jaki ze sobą rozmawiali, wnioskował, że znają się o wiele lepiej, niż jak sprzedawca z klientką. Zazgrzytał zębami.
        Starał się jednak nie zachowywać, jak zazdrosny dupek, tylko cierpliwie podążył za nimi. Wtedy ten cały przeklęty Charlie zaczął rozmawiać z Rose na temat tych płócien, a potem wychwalać jej zdolności. Wkurzył się jeszcze bardziej słysząc, że uważa go za jej znajomego. Dlatego szybko postanowił naprostować tą informacje.
- Nie wiedziałem, że zmieniłaś status na zajęty – rzucił ze śmiechem. – Ale czemu ja się dziwię? Dawno się nie widzieliśmy. No i piękne kobiety za długo nie biegają w pojedynkę.
- Znowu mi słodzisz – odpowiedziała Rose, a Luke miał wrażenie, że zaraz go coś strzeli. Wychodziło na to, że faktycznie ich znajomość była na bardziej zaawansowanym poziomie, niż myślał wcześniej. 
         Zacisnął zęby, czując, jak trzęsą mu się dłonie. Miał ochotę przywalić Charliemu, aby pokazać mu gdzie jego miejsce. Wiedział jednak, że gdyby palnął coś głupiego lub zrobił coś durnego, Rosalie obraziłaby się na niego, a on musiałby się długo namęczyć, by mu to wybaczyła. Nie zmieniało to jednak faktu, że ten cały Charlie wcale mu się nie podobał.
- Luke zaniesiesz to do samochodu? – zapytała, wskazując na płótno.
- Jasne – odparł niechętnie, bo wolał tu z nią zostać i mieć tą dwójkę na oku.
- Zapłacę i zaraz przyjdę.
- Dla stałej i tak bosko uzdolnionej klientki, dodatkowy rabat.
- Jesteś najlepszy Charlie – odpowiedziała z uśmiechem, a on odpowiedział jej tym samym.
         Hemmings prychnął pod nosem i złapał za płótno. Czuł, jak wszystko przekręca mu się w żołądku, dodatkowo zawiązując się w ciasny supeł. Wziął głęboki oddech i odwrócił się, a potem klnąc w myślach, ruszył w stronę wyjścia. Wolał na chwilę odpuścić, bo był bliski powiedzenia kilku słów, za które potem z pewnością by oberwał. Był zazdrosny. Cholernie zazdrosny.

***
         Zapłaciłam za zamówienie, a potem złapałam za karton, który przyszykował mi Charlie. Był ciężki i nieco się skrzywiłam, kiedy uniosłam go do góry. Ale czemu się dziwiłam? W końcu zrobiłam największe zamówienie w mojej całej malarskiej karierze.
- Dobra, dawaj to – powiedział Charlie, wychodząc zza lady. – Pomogę ci.
- Dzięki, ale…
- Daj spokój. Zaniosę ci to do samochodu, skoro twój boski chłopak nie raczył tu wrócić. – Zanim zdążyłam się zorientować, przejął ode mnie karton. Oboje odwróciliśmy się. Przed nami stał wkurzony Luke.
- Sam się tym zajmę – warknął, wyrywając mu pakunek z ręki. – Czekam na ciebie w samochodzie- rzucił na odchodnym, a potem ruszył w kierunku drzwi. Spojrzałam na Charliego, który odprowadził go wzrokiem. Kiedy zamknęły się za nim drzwi, chłopak spojrzał na mnie przepraszającym wzorkiem.
- Będziesz mieć przeze mnie kłopoty?
- Nie... No, co ty – skłamałam, choć wiedziałam, że Luke w samochodzie urządzi mi przesłuchanie.
- Ja tam byłbym zazdrosny o taką pannę, jak ty – skwitował Charlie. – Ale to ja. Choć było widać, że chyba tym ostatnim tekstem nieco go wkurzyłem.
- Przejdzie mu – odparłam z uśmiechem. – Jeszcze raz wielkie dzięki.
- Polecam się na przyszłość –odpowiedział, kiwając mi głową.
- Do zobaczenia.
- Pa, Rosalie! – krzyknął, kiedy ruszyłam w stronę drzwi.
          Wyszłam na zewnątrz. Spojrzałam w kierunku czarnego BMW. Luke właśnie wsadzał karton do bagażnika. Zagryzłam lekko wargę i podeszłam do niego. Płótno ulokował na samej górze, tak by nic mu się nie stało w czasie transportu. Blondyn zamknął bagażnik i spojrzał na mnie. Jego mina mówiła wszystko. Był wkurwiony.
- Już?
- Tak, możemy jechać – odparł, mijając mnie.
         Wsiadł do samochodu, a ja wzięłam głęboki oddech. Przekręciłam oczami. Luke naprawdę był słodkim i uroczym facetem, ale nieraz ta jego zazdrość pokazywała też to jego drugie oblicze. Oblicze denerwującego cię dupka. Nie miałam nic przeciwko lekkiej zazdrości, w końcu sama też nieraz byłam o niego zazdrosna, gdy na przerwach stał z chłopakami i jakimiś dziewczynami, rozmawiając i dowcipkując. Ale ja przynajmniej nie robiłam mu scen, jak z dramatu. A on czasem w tej swojej zazdrości przechodził sam siebie, choć w tym wypadku Charlie też mógł zamknąć jadaczkę i nie pogarszać sytuacji.
          Usiadłam na miejscu pasażera i zapięłam pasy. Zerknęłam na Luke'a, który mocno zaciskał palce na kierownicy. Nie wiedziałam, czy powinnam się odezwać czy zostawić go w spokoju. W końcu Luke potrafił wybuchnąć w najmniej oczekiwanym momencie. Blondyn uruchomił silnik i po chwili włączyliśmy się do ruchu, zmierzając w stronę domu.
         Między nami panowała niezbyt przyjemna cisza. Jego błękitne oczy skupione były na drodze. W ogóle nie zwracał na mnie uwagi, co było adekwatne z tym, że był wściekły. Niewiele myśląc, dotknęłam palcami jego dłoni, a on westchnął ciężko.
- Luke – odezwałam się, spoglądając na niego. - Nie wkurzaj się na to, co powiedział Charlie.
- Jak mam się nie wkurzać?! – warknął, a ja aż podskoczyłam. – Pierdolony palant!
- Luke!
- Jak dobrze się znacie?
- Co?
- Chcę wiedzieć, jak dobrze się znacie – powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Serio, Luke? Będziesz mi robił jazdy o Charliego? – wydusiłam z siebie i pokręciłam głową.
- To jakaś tajemnica Rose?
- Nie zaczynaj znowu.
- To mi odpowiedz na moje pytanie!– odparł, spoglądając na mnie, by po chwili znów przenieść swoje błękitne oczy na drogę.
- Po pierwsze, przestań się na mnie wydzierać- powiedziałam, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Luke głośniej wypuścił powietrze z ust. – Nie mam kontroli nad tym, co on gada…
- To nie tylko chodzi o to, co gada, Rose – rzucił, kręcąc głową – ale jak ślini się na twój widok!
- Luke?
- Co?!
- Przestań krzyczeć – powiedziałam, świdrując go zdenerwowanym wzrokiem. – Jak mam z tobą na spokojnie rozmawiać, skoro się na mnie wydzierasz, a do tego ten twój pretensjonalny ton...
- Bo jestem wkurwiony – wysyczał. – Pieprzony skurwiel.
- Luke!
- Przepraszam – wydusił z siebie, a ja uniosłam lekko brwi do góry. – Wróćmy jednak do pytania, na które mi NIE odpowiedziałaś. Jak długo się znacie?
- Odkąd zaczęłam robić zakupy w hurtowni, czyli odkąd pojawiłam się w Sydney, zadowolony?
- Ani kurwa trochę – odpowiedział, zaciskając usta. Przekręciłam oczami. – Jak dobrze go znasz?
- Co?
- Jak dobrze go znasz? – powtórzył, a ja zauważyłam, jak sili się na spokój.
- W miarę. Jest o rok starszy od nas. Studiuje na Uniwersytecie Sydney na wydziale malarstwa i rysunku. Mamy wspólną pasję, więc głównie rozmawiamy o tym.
- Wspólną pasję- prychnął pod nosem blondyn, a ja zazgrzytałam zębami. – Spotkałaś się z nim poza jego miejscem pracy?
- Serio, Luke?
- To źle, że chcę wiedzieć? – odparł, zerkając na mnie.
- Spotkaliśmy się dwa razy na kawie – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, a Luke warknął pod nosem. –Zresztą odbyte zanim zaczęliśmy ze sobą normalnie rozmawiać. Wtedy nawet nie przypuszczałam, że nasza relacja może wyglądać inaczej, a tym bardziej nie myślałam o tym, że będziemy razem.
- Doszło między wami do czegoś? – Spojrzałam na niego, jak na idiotę.
- To były tylko dwa wyjścia na kawę. Jeśli myślisz, że obściskiwaliśmy się przy stoliku albo zaliczyliśmy szybki numerek na zapleczu w hurtowni, to się grubo mylisz. A zresztą uważasz, że każdemu facetowi pcham się do łóżka?
- Rose, nie to miałem na myśli – powiedział, zaciskając zęby. - I wcale tak nie uważam.
- O tyle dobrze – skwitowałam, prostując się i wbijając wzrok w drogę. – Nie możesz mi robić takich jazd za każdym razem, kiedy będę rozmawiać z jakimś kolesiem.
- Wiem, ale to silniejsze ode mnie – odparł cicho, a ja zerknęłam na niego. – Co nie zmienia faktu, że ten cały Charlie mi się nie podoba. Szczególnie, że ewidentnie na ciebie leci i miał gdzieś to, że stoję obok.
- Luke, przestań.
- Taka prawda!
- Nie mam już do ciebie siły- rzuciłam, odwracając się od niego. 
          Miałam ochotę mu przyłożyć. Naprawdę nie miałam wpływu na inne osoby. Dlaczego to zawsze ja w takich przypadkach musiałam obrywać i się tłumaczyć. Zazdrość, zazdrością, ale Hemmings tym zachowaniem potrafił doprowadzać mnie do szału.
- Przepraszam księżniczko – powiedział po chwili ciszy, jaka między nami zapanowała. Poczułam, jak jego dłoń wsuwa się w moją. Spojrzałam na niego. Uśmiechnął się lekko. Prychnęłam pod nosem.
- Widzę, że ci przeszło.
- A ja widzę, że teraz złość przeszła na ciebie – odparł cicho, kręcąc nosem.
- Bo mam wrażenie, że mi nie ufasz.
- Ufam ci. Ufam ci w stu procentach – odpowiedział, delikatnie przejeżdżając swoimi palcami po mojej skórze.- Ale nie ufam im.
- Kotku – zaczęłam, ponownie odwracając się w jego stronę. Puściłam jego rękę i dotknęłam dłonią jego twarzy. Korzystając z okazji, że stoimy na światłach, musnęłam ustami jego usta. – Liczysz się, tylko ty. Resztę mam gdzieś. Nie patrzę na nich w kategoriach osób, które mogłyby cię w jakikolwiek sposób zastąpić. – Luke uśmiechnął się do mnie szeroko. –Więc, proszę… Wyluzuj.
- Postaram się.
- Jasne – odparłam, przekręcając oczami. Blondyn skradł mi szybkiego całusa, a potem znów spojrzał na drogę. Widziałam, że w dalszym ciągu się uśmiecha. Kryzys zażegnany.

          Luke zaparkował na swoim stałym miejscu, niedaleko mojego samochodu. Gdy wysiadłam z jego auta, poczułam wibrację w kieszeni, a potem usłyszałam dźwięk znanej mi melodii. Wyciągnęłam telefon i uśmiechnęłam się do ekranu, widząc osobę dzwoniącą. Blondyn spojrzał na mnie z uwagą.
- Wniesiesz mi to na strych? – zapytałam, a on pokiwał głową. – Dzięki, jesteś kochany.
- Mówi mi tak częściej.
- Mało razy ci to mówię?  – rzuciłam w jego stronę, a on uśmiechnął się do mnie szeroko i wzruszył ramionami. Przekręciłam oczami.  Raz jeszcze spojrzałam na dzwoniący telefon i odebrałam.
- Hej ciociu – powiedziałam, opierając się o czarny samochód. 
          Luke przeszedł obok, cmokając mnie w przelocie w nos, a ja odgoniłam go, na co on zareagował śmiechem. Musiałam się skupić na tym, co mówi Meggie, która prawdziwą moją ciotką nie była. Po prostu była najlepszą przyjaciółką mojej mamy i zwracałam się tak do niej od urodzenia.
         Prowadząc rozmowę, śledziłam wzrokiem mojego zazdrośnika Hemmingsa, który powoli wnosił płótno do domu. Potem wrócił po karton. Dopiero wtedy zniknął mi z oczu, a ja na zewnątrz zostałam sama.
         Meggie rozgadała się na tyle, że weszłam do domu po prawie trzydziestu minutach. Zerknęłam w kierunku salonu, w którym znajdowała się reszta naszej pokręconej rodzinki. Mama rozłożyła się z papierami na kanapie, co jakiś czas przekładając je z jednej kupki na drugą, a Dan i Luke zajęli miejsce przy stole, nachylając się nad laptopem starszego Hemmingsa i o czymś zawzięcie dyskutując. Oboje wcinali solone orzeszki. I to na tyle głośno, że słyszałam te ich chrupanie na korytarzu.
         Ściągnęłam buty, wsuwając nogi w swoje japonki, których używałam jako kapci, a potem weszłam do środka. Usiadłam na sofie naprzeciwko mojej mamy i utkwiłam w niej zaciekawione spojrzenie. Sarah po chwili podniosła głowę i wlepiła we mnie niebieskie oczy.
- Co jest skarbie? –zapytała, wrzucając papiery do pękatej teczki.
- Dzwoniła Meggie – powiedziałam, a ona uśmiechnęła się.
- Do mnie też, ale kazałam jej kontaktować się z tobą, w końcu jesteś moją druhną. To ty podajesz pomysły…
- Normalnie to ja organizowałabym ci wieczór panieński, a nie pytała się ciebie o zdanie – rzuciłam z przekąsem. Kątem oka zauważyłam, jak panowie spojrzeli w naszą stronę zainteresowani tematem. – Wieczór panieński, którego nie chciałaś mieć.
- Serio, Sarah? –wydusił z siebie Dan. – To tradycja.
- Mama uważała, że jest na to za stara – powiedziałam zgodnie z prawdą, a Sarah prychnęła pod nosem.
- Za stara?- odezwał się Luke, unosząc brwi do góry. – Nigdy nie jest się za starym na takie zabawy.
- Pogadamy, jak będziesz w moim wieku – odpowiedziała mama, a blondyn przekręcił oczami.
- Musimy w końcu ustalić coś konkretnego, bo twoja kumpela zje mnie przez telefon żywcem – rzuciłam, a Sarah zaśmiała się. – Będzie to ciekawe, bo na żadnej takiej dużej imprezie z tobą nie byłam…
- Tak, będzie to ciekawe doświadczenie – poparła mnie mama. – Ale nie ma to, jak zabawa z moją kochaną córeczką.
- Więc zaszalejmy mamo, tak porządnie – zaproponowałam, a ona zachichotała pod nosem, jak nastolatka.
- Zależy, co masz na myśli mówiąc porządnie, Rosalie – odparł Dan, a ja odwróciłam się w jego stronę, patrząc na niego, jak na kosmitę.
-Dan – zaczęłam, a mężczyzna pokiwał głową. – Czy ja ci się wtrącam w twój wieczór kawalerski?
- No… Nie – odpowiedział z uśmiechem.
- Właśnie. Więc mamo- ciągnęłam dalej, znów przenosząc swoje ciemne oczy na Sarah. – Musisz zaszaleć. Kontrolowanie zaszaleć – dodałam, widząc wzrok panów. Tak… Nagle się zrobili tacy święci. – Myślałam o jakimś klubie.
- Klub brzmi dobrze- odparła mama. – Tylko weź pod uwagę to, że my jesteśmy starsze od was.
- Wyluzuj mamcia – rzuciłam ze śmiechem. – Nie zaciągnę cię na imprezę dla dzieciaków. Meggie nawet wypaliła z pomysłem, by udać się do klubu z męskim striptizem i chciałam wiedzieć… 
          Ale nie dokończyłam, bo poczułam, jak coś przelatuje mi obok nosa. Mama zmarszczyła czoło i obie odwróciliśmy się w stronę Hemmingsów. Udawali, że robią coś na komputerze. Spojrzałam na orzeszka, który leżał tuż obok mojej stopy. Winni! Znów zerknęłam na mamę, która rozbawiona wzruszyła ramionami.
- Nigdy nie byłam w klubie ze striptizem – pociągnęła Sarah, a ja zauważyłam na jej twarzy złośliwy uśmieszek. Poruszałam znacząco brwiami i postanowiłam dołączyć do tej zabawy.
- Ani ja. Więc możemy to nadrobić. – Kolejny orzeszek przeleciał mi koło nosa. Warknęłam cicho, znów odwracając się w stronę panów, ale ci dalej udawali głupków.
- Ale będzie… Zawsze chciałam pójść z córką do klubu ze striptizem.
- Wyobrażasz sobie te wszystkie gorące, wyginające się na scenie ciasteczka? – wypaliłam, a mama parsknęła śmiechem. Dwa kolejne orzeszki poleciały w naszą stronę. Jeden śmignął Sarah koło ucha, a drugi uderzył mnie w nogę.
- Nie wiem, który to, ale ma przestać- rzuciła mama w ich stronę, a ci zrobili miny niewiniątek. – Będziecie to sprzątać.
- Wracając do tematu –pociągnęłam, a Sarah znów uśmiechnęła się złośliwie. – To genialny pomysł.
- Słyszałam, że jest taki klub, w którym to striptizerzy tańczą dla ciebie przy stole. To by był czad.
- O matko! A nie tańczą na stole? Byłby lepszy widok! - Kolejne orzeszki poleciały w naszą stronę, a my obie spojrzałyśmy się w momencie, kiedy Dan i Luke brali kolejny zamach. – Mamy was!
- Żadnych striptizów – powiedział szybko Luke.
- Nie uwierzę w to, że na kawalerskim Dana nie będzie striptizerek – wydusiłam z siebie, a mama zachichotała od nosem.
- Nie będzie, bo nie idziemy do klubu – powiedział powili Dan, a Luke szybko pokiwał głową.
- Czyżby?
- Stawiamy na coś innego – odparł tajemniczo Luke.
- Poznamy szczegóły? – odezwała się Sarah.
- Jak wszystko będzie wymyślone do końca – rzucił Dan.
- Co nie zmienia faktu, że sprzątacie salon z tych orzeszków – powiedziała mama, machając w ich stronę palcem.
- Żadnych striptizerów – powtórzył Dan, z niezadowoloną miną, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Tylko was wkręcałyśmy – odparła ze śmiechem mama, a oni zrobili zaskoczone miny. – Wyluzujcie... Nasi zazdrośnicy. 
         Luke i Dan w tym samym momencie prychnęli pod nosami i odwrócili się do laptopa, wracając do tego, co robili na nim wcześniej. Mama spojrzała na mnie i poruszała znacząco brwiami. Uśmiechnęłam się do niej, walcząc z ochotą ryknięcia śmiechem.  Ewidentnie panowie dali się wkręcić, a my z mamą miałyśmy niezły ubaw. 



***
Mam nadzieję, że nikt nie przysnął od tej długości. Liczę też na to, że rozdział przypadł wam do gustu :) Mamy powrót Luka zazdrośnika :)

Cieszę się, że podoba wam się to, co wychodzi spod moich palców :) Dziękuję wam za wasze cud - miód komentarze, które naprawdę są bardzo, BARDZO motywujące! Uwielbiam je czytać i prawie natychmiast dostaję potężnego kopa do dalszego pisania :) Jesteście NAJLEPSIEJSZE!

Kolejny rozdział pojawi się w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek. Jeszcze nie wiem, jak wyrobię się czasowo i "samopoczuciowo" - tak dokładnie "samopoczuciowo" - bo w sobotę uderzam na imprezę. Tak, przyznam się do tego, że jak moja paczka uderzy w tango, to... no... wiadomo hahah XD Od razu też uprzedzam, że kolejny rozdział też wyszedł mi dłuższy (o nie znowu/o to fajnie - niepotrzebne skreślić) i nie będzie dzielony. Mam nadzieję, że wytrzymacie i to :) Dla ciekawskich i zainteresowanych tematem dodam, że ten sezon liczy sobie 20 rozdziałów. Więc jeszcze was pomęczę :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- To nie twoja sprawa! – odburknął tamten. – Wypierdalaj!
- Odezwij się tak do niej jeszcze raz, a twoja własna matka cię nie pozna! – Zagrodził Luke, rzucając się w jego stronę. 

***

- Wy – dyrektor wskazał na naszą drużynę, co spowodowało, że w końcu podnieśli głowy i spojrzeli na niego. – Zapraszam do mojego gabinetu. – Następnie przeniósł wzrok na mnie i na Lori. – Was również.

***

- Mam nadzieję, że jesteście z siebie w stu procentach zadowoleni – powiedziałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. Luke podniósł głowę i spojrzał na mnie z niedowierzaniem. –Co? Myślałeś, że będę cię teraz pocieszać? 

***

- Nie musisz się na mnie wydzierać, bo Rose już mi urządziła tą scenę – powiedział Luke.
- Świetnie, w takim razie przejdę do punktu drugiego - warknął Dan, podchodząc do niego.

***

- Luke?
- Nie chcę rozmawiać na ten temat – powiedział powoli. Wyciągnęłam w jego stronę rękę, splatając jego palce ze swoimi. Uścisnął je lekko.
- Nie musimy, jak nie chcesz – odparłam cicho. Pokiwał tylko głową.

***

- Widzę, że nie tylko ja o tym myślałam.
- Ty też?
- Ja też – odparłam, zagryzając lekko wargę. – Spotkajmy się jutro na jednej z przerw, ale same, bez nich. 


9 komentarzy:

  1. Zdecydowanie "o to fajnie". Nie zbyt przepadam za takimi króciutkimi rozdzialikami, gdyż przeważnie kończą się w takich momentach, w których coś się dzieje i później musimy czekać i czekać i odliczać kolejne godziny, minuty i sekundy, do kolejnego rozdziału.
    Luke... moje kochanie, jesteś za bardzo zazdrosny o tę biedną Rose. Naprawdę podziwiam ją za to, że tak dzielnie znosi humorki swojego chłopaka. Ja, rozumiem całe to pojęcie zazdrość i sama przez coś takiego przechodziłam, jak zapewne większość z nas i nie mówię tu o zazdrości z mojej strony. Rose, sama potrafi skręcać, gdy w pobliżu Luke'a pojawia się... dajmy na to Harper, której imię już dawno nie czytałam :D Osobiście, nie jestem jej wielką fanką, ale lubiłam czytać o tych wojnach Harper-Rose.

    Klub ze striptizem. Zdecydowanie TAK!!!! Proszę, zlituj się nad swoimi oddanymi czytelniczkami i pozwól dziewczynom zrobić tam wieczór panieński Sarah. Chciałabym to przeczytać, a dokładniej ten fragment, gdy nasz blond zazdrośnik, dowiaduje się o tym... po fakcie. Dlaczego? Gdyż sądząc po dzisiejszej akcji Dana i Luke'a, gdy TYLKO usłyszeli taką propozycję, to podejrzewam, że po fakcie dokonanym, może być jeszcze goręcej i ostrzej. Chyba, że być może planujesz w takie miejsce wysłać męską część, to jestem również jak najbardziej za.

    Ok. Trochę się rozpisałam, więc być może przejdę do końca. Życzę Ci miłej zabawy ze znajomymi. Wybaw się, na ile tylko będzie Twój stan Ci pozwoli ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! Głupia ja!

      Być może powinnam to napisać na tym blogu, do którego się to będzie odnosić, ale najbliższy rozdział jest jutro, a jestem ciekawa Twojej reakcji/odpowiedzi, czy czegoś tam.
      Wczoraj, oglądałam na jednym takim francuskim kanale, bardzo fajny film o kangurach (^^). Od razu przypomniała mi się scenka, gdy Malia przyjechała do Luke'a na wakacje i była zawiedziona, że blondyn nie posiada kangurów w ogródku. Zauważyłam w filmie, że te zwierzaczki bardzo lubią sobie spacerować po ulicach, ogródkach, a nawet czasami zaglądają przez okna, więc być może Malii kiedyś uda się spotkać takiego kangurka?

      Usuń
  2. Rozdział wspaniały ( jak zresztą cały blog )
    Luke zazdrosny XD Moim zdaniem przez tą zazdrość jest słodki, ale z drugiej strony to bez przesady. W końcu nie może cały czas kontrolować Rose i zabraniać jej rozmawiać z innymi facetami.
    Bardzo jestem ciekawa co będzie w następnym rozdziale, bo jego zapowiedź mnie bardzo zaintrygowała... No więc czekam na niego z niecierpliwością, pozdrawiam <3 ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Zdecydowanie fajnie, że rozdział był długi! Mógłby być jeszcze dłuższy, bo twoje rozdziały mogłabym czytać godzinami <3

      Usuń
  3. Jak możesz uwazac ze chcemy krótkie rozdziały??? Ten rozdział - perfekcyjny, idealny ...po prostu nie można chyba lepiej pisac ♥ oczywiście ze wole dlugie rozdziały ... zycze milej zabawy
    Czekam na kolejny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Lukey ty mój zazdrośniku ty xd tak bardzo nie ma czasu by komentować
    Kartkówka z WOSu
    Test z Matmy
    Kto wymyślił szkołę? ;-;
    Ale kocham to tak samo mocno jak zawsze <333
    O TAAAAAAAAAAK MOCNO
    MOCNIEJ NIŻ SOSY KOCHAJĄ PIZZĘ
    a wszyscy wiemy jak sosy ją kochają... ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Lukey ty mój zazdrośniku ty xd tak bardzo nie ma czasu by komentować
    Kartkówka z WOSu
    Test z Matmy
    Kto wymyślił szkołę? ;-;
    Ale kocham to tak samo mocno jak zawsze <333
    O TAAAAAAAAAAK MOCNO
    MOCNIEJ NIŻ SOSY KOCHAJĄ PIZZĘ
    a wszyscy wiemy jak sosy ją kochają... ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha zazdrosny Luke jest słodki, ale z drugiej strony nie dziwię się, czemu Rose się tak na niego wkurza, bo jazdy to ma niezłe XD Co nie zmienia faktu, że go takiego zazdrośnika uwielbiam ahahah pilnuje swojego! Choć widać było, że ten cały Charlie leci na Rose jak Reksio na szynkę. HAHAH o tak też chcę striptiz ! Ale pewnie panowie dostaliby wścieklizny - szczególnie Luke XD
    Czuję, że coś się będzie działo poważnego w następnej części. Oby tylko nic strasznego. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i... widzimy się na imprezie! :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń