środa, 23 września 2015

S4 - Rozdział 13

Little love a little sympathy
Yeah, you show me good loving, make it alright


        Wyłączyłam dzwoniący budzik. Przekręciłam się na plecy i ciężko westchnęłam. Leżąc tak, wsłuchiwałam się w powolny oddech blondyna oraz gęste krople deszczu, które bębniły w szybę. Przed zaśnięciem długo myślałam nad tym, czy jest jakaś szansa na to, by wyciągnąć chłopaków z tej kaszany, w jaką się wpakowali. Pomysł powoli nabierał kształtów, ale ja wiedziałam, że konieczna będzie rozmowa z dziewczynami. W końcu Lori też kombinowała nad jakimś planem.
         Podniosłam się do pozycji siedzącej. Odwróciłam się, spoglądając na śpiącego dalej Hemmingsa. Luke w dalszym ciągu przebywał w krainie snów, pomimo tego, że mój budzik wydzierał się na cały regulator. Nachyliłam się nad nim, przejeżdżając dłonią przez jego odsłonięte ramię, a chłopak drgnął.
- Luke musisz wstać- powiedziałam, a on wymamrotał coś pod nosem. – Co?
- Nigdzie nie idę. Nie chce mi się- rzucił, jeszcze bardziej wtulając się w poduszkę.
- Nie wygłupiaj się. Wstawaj – odparłam, odkrywając kołdrę. Następnie klepnęłam go w tyłek, a ten, aż podskoczył. Otworzył oczy i spojrzał na mnie w momencie, kiedy ja podnosiłam się z łóżka.
- Daj mi pięć minut – wyjęczał, niczym dziecko.
- Masz czas dopóki nie wrócę z łazienki, potem wstajesz.
- Tak, mamo – odparł, zakrywając się kołdrą.
         Prychnęłam cicho pod nosem, patrząc na niego z niedowierzaniem. Mimo tego, że mówił, jak mój Luke, to jednak nie był nim do końca. Brakowało mi tu jego szerokiego i tego pewnego siebie uśmiechu, tych wesołych iskierek w jego oczach i bardziej entuzjastycznego tonu. Wiedziałam jednak, że blondyn dalej czuje gorzki smak porażki, po tym co stało się wczoraj, więc postanowiłam go zostawić. Miałam tylko nadzieję, że jego stan w końcu wrócić do normy, nawet jeśli plan wyciągnięcia ich z kłopotów się nie powiedzie.

         Po szkole szybko rozeszła się wiadomość o zawieszeniu dwóch wrogich sobie drużyn w rozgrywkach szkół średnich. O dziwo chłopaki nie stali się wrogami numer jeden, a zyskali status bohaterów tragicznych i wszyscy współczuli im z powodu tego, co się stało. Uczniowie stali murem za swoją drużynę, zwalając winę na Picton i Greena, argumentując to tym, że Irwin i reszta odpierali tylko ataki, broniąc swojej szkoły, a tamci po prostu zbyt przegięli, pakując ich w kłopoty. Nienawiść do żółto-zielonych wzrosła. Dziwiłam się, że nikt nie dostrzega tego, że nasi też nie są tacy święci.
          Sydney w dalszym ciągu zalewało się deszczem, więc nie mogłyśmy wyjść na zewnątrz i usiąść pod naszym ulubionym drzewem, by przedyskutować sytuację. Na szczęście chłopaki odłączyli się od nas na jednej z przerw. Calum i Ashton poszli do pokoju parlamentu, aby wydrukować jakieś referaty na historię, a Michael z Lukiem zaszyli się w radiu, by przyszykować kolejny program, który tym razem wygłosić ma Ben.
          Korzystając z tego, że zostałyśmy same, usiadłyśmy na naszej ławce z dala od szkolnego zgiełku. Przez chwilę żadna z nas się nie odzywała. Dopiero po chwili Lori poruszyła temat, o którym miałyśmy pogadać.
- Myślicie, że faktycznie jest jakaś szansa?- wydusiła z siebie blondynka, zerkając na nas.
- Szansa jest. Wiem, że jeśli my czegoś nie zrobimy, to będzie pozamiatane – odpowiedziałam, wciskając telefon do kieszeni marynarki.
- Dziwię się, czemu oni nic nie robią – odezwała się Becky, mając na myśli pozostałą część naszej paczki. – Przecież powinni spróbować!
- Widząc ich miny, wnioskuję, że powoli zaczynają się godzić z tą całą sytuacją – powiedziałam, lekko zaciskając usta. – Chociaż Calum jest pupilkiem dyrektora i gdyby tylko chciał, mógłby to cofnąć. Kto, jak kto, ale Hood prawie zawsze dostaje to, czego chce.
- Problem tkwi w ich nastawianiu – odparła Lori. – Dlatego to my musimy spróbować.
- Trzeba porozmawiać z dyrem – rzuciłam, a one pokiwały głowami. – Oby, tylko chciał nas wysłuchać.
- Też o tym myślałam – skwitowała Lori. - Musimy mieć mocne argumenty. Dyro kocha tą szkołę, jak nikt inny. Może uda nam się go namówić na zmianę kary.
- A co, jakby stworzyć coś na wzór umowy? – wypaliłam, a one spojrzały na mnie z uwagą. – Taki pomysł wpadł mi dzisiaj na angielskim. Żeby to nie były tylko puste słowa, ale coś, co będzie miał na piśmie. Taka umowa między kapitanami i szkołami.
- Nie głupie – odparła Becky, wskazując na mnie palcem. – Do tego klauzula wiszącej kary, gdyby nie wywiązali się z umowy.
- Dokładnie. Może wtedy jeden i drugi dyro, by odpuścił – pociągnęłam.
- Wiesz, że trzeba będzie zaangażować w to także Greena? – wypaliła Lori.
- Wiem i to mi się najmniej podoba – odpowiedziałam, krzywiąc się. – Ale w końcu każdy chyba zasługuje na drugą szansę, nie?
- Oby, tylko dyro też był tego zdania – powiedziała Lori. – To, co? Działamy z tą umową? – dodała z lekkim uśmiechem. Ja i Becky pokiwałyśmy głowami. – To spotkajmy się dzisiaj. Stwórzmy ją, a jutro zrobimy nalot na gabinet dyra. Musimy działać szybko. Może jeszcze nie zadzwonił do tego Związku Piłki Nożnej Szkół Średnich. Bo jeśli obaj wykonali już telefon, to odkręcanie tego będzie jeszcze trudniejsze.
- Spotkajmy się u mnie – rzuciłam.
- Zgoda. Zrobisz coś dobrego na obiad? – wypaliła Becky, a ja zaśmiałam się cicho pod nosem.- No, co?
- Zrobię. Po szkolę pojadę na szybkie zakupy i czekam na was.
- Zjawimy się, jak najszybciej – powiedziała Lori.

          Wparowałam z siatkami do domu. Pchnęłam nogą drzwi, a one zamknęły się z cichym trzaskiem. W salonie grał telewizor. Wiedziałam, że to blondyn. W końcu jego drużyna jest zawieszona, więc nie ma już treningów i wyciskania z siebie potu na boisku.
          Poszłam do kuchni, aby odłożyć rzeczy, a następnie weszłam do salonu. Uniosłam brwi do góry. Luke nie był sam. Na fotelach i sofie rozsiadło się całe 5 Seconds of Summer. Po ich minach i ciszy, jaka tu panowała wiedziałam, że ich nastrój nadal jest kiepski.
- Hej, Rose – rzucił mało entuzjastycznie Hood, nie odrywając wzroku od ekranu. Reszta kiwnęła tylko głową. Leciał jakiś program o samochodach, który najwyraźniej był mega interesujący, bo cała czwórka skupiała swoją uwagę na nim.
- Hej – odpowiedziałam, a następnie zostawiłam ich samych, mając nadzieję, że nie zarażę się od nich złym humorem. W końcu do pracy nad umową powinnam mieć o wiele lepsze i bardziej optymistyczne nastawienie.
          Wzięłam torbę i wleciałam do góry, aby szybko się przebrać. Musiałam jeszcze zrobić obiad, a czas mnie gonił. W końcu niedługo zjawią się tu dziewczyny, z którymi pogrążę się w ciężkiej pracy.

          Stałam przy kuchence, co jakiś czas mieszając na patelni mięso. Na drugiej smażyłam kolejnego naleśnika. Sosy były już gotowe, więc zbliżałam się do końca moich kuchennych rewolucji. Z pomieszczenia obok w dalszym ciągu słyszałam głos prowadzącego i odgłosy silników, kiedy testowali kolejny samochód. Tak… Stan tamtej czwórki – nadal niezmienny.
          Wylałam resztkę ciasta na rozgrzaną patelnie, słysząc, jak cicho syczy olej. Rozprowadziłam je po całości, a następnie wyłączyłam palnik pod mięsem. Wtedy usłyszałam kroki, które zmierzały w moją stronę. Zerknęłam przez ramię. Calum zmaterializował się w kuchni.
          Bez słowa podszedł do mnie i otworzył szafkę, by wrzucić do śmietnika pustą puszkę po energetyku. Nie odrywałam od niego wzroku, zatrzymując się dłużej na jego przygaszonych ciemnych oczach i twarzy bez uśmiechu, którego mi brakowało. Nie lubiłam takiego Hooda. Wolałam go jako wesołego i wiecznie pogodnego chłopaka, jakim był.
- Macie zamiar zmarnować cały dzień przed telewizorem? – zapytałam, co spowodowało, że Calum w końcu na mnie spojrzał.
- Nie. Zaraz zwijamy się na dół. Chcemy trochę pograć.
- Pogracie po obiedzie.
- Co robisz? Bo pachnie super.
- Moja specjalność- rzuciłam z dumą. - Kawałki piersi z kurczaka w przyprawie gyros, zawinięta z serem w naleśniku. Do tego dwa sosy.
- Teraz to zgłodniałem – powiedział i lekko uśmiechnął się do mnie, co przyjęłam z ulgą. Może w końcu dawne 5 Seconds of Summer wróci?
           Odpowiedziałam mu uśmiechem, koncentrując się na ostatnim naleśniku, którego zrzuciłam z patelni na talerz. Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Wiedziałam, że to dziewczyny.
- Otworzysz? To Becky i Lori – poprosiłam Hooda, a ten tylko skinął głową i wyszedł z kuchni.
            Podkręciłam tempo robienia obiadu. Dziewczyny przywitały się z Hoodem, a także resztą chłopaków, a potem wparowały do kuchni. Usiadły na krzesłach. Spojrzały na mnie. Lori skrzywiła się.
- Co jest?
- W salonie panuje masakryczna atmosfera – skwitowała.
- Ta, na pogrzebach jest weselej – odparła Becky, a ja zrobiłam wielkie oczy i parsknęłam śmiechem. – Naprawdę musimy coś zrobić, bo inaczej dłużej sama tego nie zniosę – pociągnęła ciszej.
- Można się od nich zarazić depresją – powiedziałam, zawijając mięso i ser, a potem szybko wrzucając to na patelnie, by ser się rozpuścił. Potem ściągnęłam grubego naleśnika na talerz i polałam go sosem.
- Jezu, ale to fantastycznie pachnie – powiedziała Becky, oblizując usta. – Jemy tu czy…
- Zjemy w pokoju Rose- postanowiła Lori, przerywając jej. – Trzeba szybko zacząć pracę.
- Zgoda – odparłam, kiwając głową. Przyszykowałam naleśniki dla chłopaków, a potem, niczym kelnerka, wzięłam talerze w ręce.
- Pomóc ci?- zapytała Lori, unosząc brwi do góry i spoglądając na mój mały wyczyn.
- Nie, dzięki. Poradzę sobie – odparłam, taszcząc cztery talerze jednocześnie.
            Wyszłam z kuchni i przeszłam do salonu. Chłopaki podnieśli głowy i spojrzeli na mnie. Zastanawiałam się, czy to moja skromna osoba czy zapach jedzenia, odciągnął ich wzrok od ekranu. Widząc jednak, jak Clifford przełyka ślinę, obstawiałam to drugie. Podeszłam do każdego, podając mu talerz z jedzeniem.
- Jesteś najlepsza – powiedział Ashton.
- Wiem – rzuciłam z uśmiechem, a chłopak przekręcił oczami. Mimo to lekko uśmiechnął się pod nosem. Dobra, najwidoczniej jedzenie uwalnia w nich odrobinę lepszego humoru. – Smacznego.
- Dzięki – odpowiedzieli razem.
- Dołączycie do nas? – zapytał Michael.
- Ponoć macie iść grać – powiedziałam, spoglądając na niego.
- Możemy to sobie odpuścić – odparł Irwin.
- Nie, spoko. Grajcie. My i tak mamy babskie spotkanie.
- Babskie spotkanie?- wypalił Luke.
- Tak. Mamy do przetestowania kilka nowych kosmetyków – skłamałam. Nie chciałam ich na razie wtajemniczać w nasz plan. Hemmings skrzywił się, a ja cicho prychnęłam pod nosem. – Jesteś facet i tak tego nie zrozumiesz – skwitowałam. 
            Machnęłam na nich ręką i wróciłam do dziewczyn. Przyszykowałam talerze także i dla nas, a potem cała nasza trójka ruszyła do góry. Miałam tylko nadzieję, że chłopaki nie będą nam przeszkadzać i dadzą nam popracować w spokoju.

           Wspólnymi siłami udało nam się ułożyć i opracować całą umowę, którą przenieśliśmy na papier. Zawierała ona takie punkty, jak gwarancja na zaprzestanie walki, poprawa stosunków i oczywiście kara, jeśli ktoś złamie te warunki. Wydrukowana została w dwóch egzemplarzach, z miejscami na podpisy kapitanów, którzy mam nadzieję, pójdą na ten układ. Najpierw jednak musiałyśmy przekonać do naszego pomysłu dyrektora. A to już gorsza sprawa.
           Aby wybrać tą, która pójdzie błagać dyrektora o kolejną szansę dla tych łosi, postanowiłyśmy zagrać w klasycznego marynarza. Przegrałam zarówno z Becky, jak i Lori, więc ta operacja spadła na moje barki. Przyszykowałyśmy dobre argumenty, a wiele z nich pochodziło od Lori, która była naprawdę dobra w takich mowach. Potem przez kolejną godzinę wałkowałyśmy to, robiąc poprawki, a ja jednocześnie wkuwałam te argumenty na pamięć, aby niczego nie pominąć. Z każdym kolejnym słowem, moja wiara na cofnięcie zawieszenia rosła. Miałam nadzieję, że jutro pójdzie mi tak samo dobrze, jak przed dziewczynami, które z aprobatą kiwały głowami, kiedy ja wyrzucałam z siebie kolejne zdania. Naprawdę coraz bardziej ogarniało mnie to uczucie, że to jednak może wypalić.

           Wieczorem postanowiłam się wyluzować przed jutrzejszym spotkaniem z naszym dyrektorem. W tym celu przyszykowałam sobie popcorn i chipsy. Ułożyłam się wygodnie na swoim łóżku i odpaliłam telewizor, mając nadzieję, że znajdę jakiś ciekawy film.
          Zrobiłam wielkie oczy i uśmiechnęłam się szeroko, trafiając na kanał dla dzieciaków. Właśnie puszczali Króla Lwa. Uwielbiałam bajki Disneya, a do tej produkcji miałam naprawdę wielki sentyment. Cieszyłam się, że to dopiero początek. Z chęcią wrócę do czasów dzieciństwa.
          Nagle drzwi do mojego pokoju otworzyły się. Do środka wszedł Luke. Zatrzymał się w połowie drogi, spoglądając na telewizor z uniesionymi do góry brwiami. Następnie powoli przeniósł swoje błękitne oczy na mnie, a ja wzruszyłam ramionami.
- O!- wyrwało mu się, a potem podszedł bliżej, by po chwili rzucić się na łóżko. Jak gdyby nigdy nic przejął ode mnie miskę z popcornem, a ja cicho prychnęłam pod nosem. – No, nie podzielisz się?
- Niech ci będzie – odpowiedziałam, wiedząc to, że Hemmings pochłonie ten popcorn z taką prędkością, że się nawet nie zorientuję.
- Lubię Króla Lwa – powiedział, obejmując mnie ramieniem.
- Ja też, więc będę wdzięczna, jak będziesz cicho.
           Luke mruknął coś pod nosem, a potem władował do ust kolejną garść popcornu, chrupiąc mi nad uchem. Poczułam jego palce na ramieniu i mimo wszystko uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Uwielbiałam z nim siedzieć i być tak blisko niego. Otworzyłam paczkę chipsów i zaczęłam je jeść.
- Nie macie za grosz wyobraźni, intelekt – no, szkoda mi słów – zanuciłam razem ze Skazą, który wyśpiewywał pieśń Przyjdzie czas do hien. Usłyszałam cichy śmiech Luke'a. Zerknęłam na niego i zrobiło mi się lepiej, widząc lekki uśmieszek, który pojawił się pod jego nosem.
- Za dzieciaka zawsze przerażał mnie Skaza i Frollo z Dzwonnika z Notre Dame – powiedział Luke.
- Tak, ci to mieli charakterki – odparłam.
- No, śpiewaj dalej…
- Nie umiem śpiewać- rzuciłam, krzywiąc się.
- Daj spokój, źle ci to nie wychodzi – powiedział, w dalszym ciągu lekko się uśmiechając. Skoro mam z siebie zrobić kretynkę, tylko dlatego, by Luke porzucił swój grobowy wyraz twarzy, to niech tak będzie. Odłożyłam paczkę chipsów na bok, a potem spojrzałam na niego z uśmiechem. – No, co?
- Bowiem czeka was szansa życiowa, przyjdzie czas na odmianę – kto wie? – wyśpiewałam, wymuszając z siebie złowrogi ton, a Luke zaśmiał się pod nosem. Podniosłam się i usiadłam na kolanach, przybliżając się do niego. – Epoka przepychu się skrada po cichu. – Moje palce pomaszerowały po jego ramieniu.
- A co będzie z nami? – zapytał Luke, razem z ekranową hieną.
- Słuchajcie uszami – odpowiedziałam ze Skazą, jednocześnie lekko pociągając go za ucho, co wywołało u niego kolejny cichy chichot. – Zachęcam do zgody, a będą nagrody, kiedy spełni się to, o czym śnię. Choć się prawo obejdzie nie raz, przyjdzie czas! – wyśpiewałam, jeszcze bardziej przybliżając się do niego i pukając go placem w klatkę piersiową. Luke spojrzał w moje ciemne oczy, a ja uśmiechnęłam się do niego.
- I? – zapytał, a ja objęłam go ramieniem.
- No cóż, quid pro quo, do roboty zagonię was wnet – jakiem król – pociągnęłam, klepiąc go po klatce piersiowej. – Nie plotę wam żadnych andronów, zaszczyty czekają u drzwi. Należą się mnie – no, bo komu? – Odgarnęłam teatralnie z ramion swoje rude włosy, a Luke po raz kolejny zaśmiał się. – Lecz przy mnie zyskacie i wy! – wyśpiewałam, przyciskając swój policzek do jego policzka. – Bowiem przyjdzie czas na zamach sezonu, przyjdzie czas, już niebawem, tuż, tuż.
          Uśmiechnęłam się do niego i popchnęłam go na poduszki. Luke zaskoczony poleciał do tyłu, puszczając miskę, z której wyleciał popcorn. Usiadłam na nim, łapiąc go za koszulkę.
- Pośpiechu nie lubię, ostrożnej rachubie, tysiącom wyrzeczeń zawdzięczam to, że cześć należną monarsze oddadzą mi starsze i młodsze zwierzęta co tchu – ciągnęłam dalej, wyciągając rękę w geście zwycięstwa. Następie pochyliłam się nad nim. – Oto mój plan i kłów moich blask. Przyjdzie czas!
- Nie myślałaś o aktorstwie?- wypalił, a ja parsknęłam śmiechem. – To było naprawdę…
- Jakie?
- Seksowne i pociągające – odpowiedział z uśmiechem.
- Nie takie miało być- rzuciłam, marszcząc nos. – Miało być złowieszcze.
- Złowieszcza jesteś w momencie, kiedy jesteś wściekła i się na mnie wydzierasz- skwitował, a ja prychnęłam pod nosem.
- Sprzątasz popcorn, który wysypałeś – powiedziałam i już chciałam z niego zejść, ale Luke złapał mnie za nadgarstki.
- Dostanę chociaż jednego całusa od mojej małej lwicy?
- Dostaniesz – powiedziałam z uśmiechem. 
           Nachyliłam się w jego stronę. Poczułam jego ciepły oddech na wargach, a potem szybki dreszcz, który przebiegł mi po plecach, kiedy Luke wsunął mi dłoń we włosy i przyciągnął do siebie. Nasze usta złączyły się ze sobą. Blondyn od razu przeszedł do szybszego tempa, co niesamowicie mnie kręciło.
- Księżniczko smakujesz, jak papryka – odparł ze śmiechem, kiedy się od niego odsunęłam.
- A ty kotku, jak słony popcorn. Popcorn, który masz posprzątać.
- W sumie to twoja wina, że się rozsypał.
- Nie mam czasu – powiedziałam, schodząc z niego i siadając na swoim poprzednim miejscu. Luke podniósł się i uniósł lekko brwi do góry, wlepiając we mnie oczy. – No, co? Jako Skaza muszę zdobyć Lwią Ziemię, a potem niestety zginąć, a to długi i pracochłonny proces. – Luke parsknął śmiechem.
- Hakuna Matata – rzucił i tym razem to ja się zaśmiałam. Poczułam, jak jego dłoń wsuwa mi się pod koszulkę, wędrując po plecach.
- Sprzątaj – rozkazałam, pukając go w ramię. Luke westchnął i przekręcił oczami, ale posłusznie zabrał się do roboty. 
- Mój kotek – powiedziałam, klepiąc go po udzie. 


***
Udało mi się wrzucić rozdział dzisiaj. Mogę za to podziękować chorobie - wiem to głupie, ale taka prawda - bo nieco się posypałam, ale przez to wyszłam dzisiaj z pracy szybciej. Mam też jutro wolne, więc liczę na to, że trochę mi to do piątku przejdzie, bo w piątek muszę koniecznie być w pracy. Się okaże :P

Mam nadzieję, że rozdział w miarę przypadł wam do gustu :)

Oczywiście, jak zawsze w tym miejscu (lub niżej :D), chcę wam bardzo podziękować za fantastyczne i tak miłe i mocno motywujące komentarze! Uwielbiam je i was :)

Poprzednio pisałam, że znalazłam się w końcu na Wattpadzie. Dziś pojawiły się pierwsze rozdziały opowiadania Pod jednym dachem. Choć Wattpad nie chciał dziś zbytnio ze mną współpracować. Dzięki Monia za cudną okładkę- naprawdę mi się podoba i uważam, że mega pasuje do pierwszego sezonu PDJ. Bo czy nie mam racji? :D


Oliwia - Podziwiasz? Tu mnie zatkało, bo raczej nic nadzwyczajnego nie robię, ale to było cholernie miłe :) Tak, jakoś znajduję na to czas - może to przez dobrą organizację tego czasu? Nie wiem... Na razie nie nawaliłam i mam nadzieję, że nie nawalę :)

Milena - nic nie powiem, na temat nowych opowiadań - TAJEMNICA.

Annie - jeeeny... nie hahah :D Nikt nikogo nie będzie mordował :D 

Kolejny rozdział w... znów paczę w kalendarz... sobota lub niedziela. I od razu uprzedzam, że znów wyszedł mi dłuższy rozdział i raczej nie będzie on dzielony. Mam nadzieję, że wytrzymacie to po raz kolejny :)

Pozdrawiam! 
I nie chorować! Bo to kijowe do kwadratu :)


W następnym odcinku:

- Błagam, odpuść – jęknęłam, kręcąc głową.
- Po prostu się martwię.


***

- Co będzie podmiotem naszych negocjacji?
- Drużyna piłkarska – odpowiedziałam, kładąc na biurku białą teczkę.

***

- Zależy mi – wydusiłam z siebie.
- Niech mi pani to udowodni jeszcze bardziej – odparł, a ja rozszerzyłam nieco oczy ze zdziwienia. 

***

- Serio? – wydusił Michael, kiedy blondyn, oparł się o zimny metal. – Ciebie też zrobiła w wała?
- Nawet nie wiem, kiedy zniknęła mi z oczu – odpowiedział Luke, rzucając plecak na ziemię. – Była szybka.

***

- Michael chyba jest na mnie wkurzony – powiedziała ciszej, a ja ciężko westchnęłam.
- Witaj w klubie tych złych – mruknęłam, zaciskając lekko usta.

***

- To się nigdy nie skończy – mruknęłam pod nosem.
- To wszystko twoja wina – odparł, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Że, co?!


8 komentarzy:

  1. Niestety musze się przyznać ze ja tez jestem chora i potwierdzam ze to kijowe
    Rozdzial wciągający i cudny jak kazdy ♥ jak ty to robisz ze nie moge sie od tego oberwac? ;* cos czuje ze umawa wymyslona przez dziewczyny nie spodoba sie chłopakom ... ale zobaczymy czekam na kolejne rozdziały
    Życzę zdrowia przede wszystkim i czasu wiecej bo całkowicie cie rozumiem ...ja niestety jestem zawsze zajeta
    Pozdrawiam Matylda ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również jestem chora. Ale twoje rozdziały poprawiają mój stan. Na wattpadzie również czytam twoje opowiadanie, jest boskie. Przepraszam że tak długo nie pisałam komów ale brak czasu + szkoła +nauka =przysypianie na lekcji. Z wielką niecierpliwością czekam na każdy pojawiający się rozdział. Nie myślałaś aby toopopowiadanie zgłosić gdzieś aby sprawdzili czy nadaje się na stworzenie książki? Pozdrawiam Magda! I wszystkim chorujących życzę szybkiego powrotu do zdrowia! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejć! Gdzie nie czytam czyjeś opowiadanie, czy rozmawiam z kimś znajomym z Polski, słyszę że jest chory, że ma gorączkę, czy przeziębienie. Współczuję wam wszystkim.
    Dziewczyny, jak widzę twardo stoją za chłopakami i bardzo dobrze, gdyż jak sobie wyobrażam ich takich smutnych, takich bez życia, to aż mi się serce kraja. Pytanie tylko: czy wyjdzie to na dobre dziewczynom? Bo sądząc po pięknym i za krótkim spoilerze, to obawiam się, że kolorowo to nie będzie. Współczuję dziewczyny, ale jakby coś, to twardo stoję za wami i będę was mentalnie wspierać, gdy dojdzie do spotkania najpierw z dyrem, a później z 5 SOS :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejka, to ja Oliwia ( jak coś ) jestem na telefonie i coś nie mogę zalogować, więc piszę z anonima...
    A więc rozdział wspaniały! Chłopaki to teraz takie zbite pieski... A powinni wziąść się w garść, bo oni na serio mogli by to wszytsko odkręcić! Ale czytając zapowiedź następnego rozdziału, to wydaje mi się, że coś im się nie uda, czy coś, ale mam nadzieję, że się mylę XD
    Ja też jestem chora. I moja przyjaciółka też. Co to się dzieje na tym świecie...
    Tak podziwiam Cię i zawsze będę cię podziwiać :-)
    Mam ogromną nadzieję, że następny rozdział będzie jak najszybciej, pozdrawiam i życzę weny. I już nie mogę się doczekać następnych opowiadań, które na pewno też szybko pokocham... Tak cholernie bardzo cię podziwiam. Ja nie mam nic wiele do roboty a i tak ledwo wyrabiam xd... Zawsze . Tak więc zdrowiej szybko !

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też kocham Króla Lwa i zawsze śpiewam, ahahah. Świetny rozdział! Nie mogę się doczekać następnego, zwłaszcza po przeczytaniu tego co będzie, aż mnie skręca :o naprawdę masz talent, kocham czytać Twoje blogi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem ciekawa czy ta ich umowa wypali i czy dyro ją poprze. Oby :) też uwielbiam Króla Lwa :) hahaha Rose jako Skaza? Hah Luke miał niezłe przedstawienie. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, bo po fragmentach wnioskuję, że będzie się działo :)
    Okładka jest idealna ;)
    nie dziel kolejnego rozdziału, daj go nam w całości ;)
    wracajcie ludziska do zdrowia :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń