środa, 30 września 2015

S4 - Rozdział 15

'Cause we're the leaders of the pack


        Miałyśmy coraz mniej czasu na skombinowanie telefonu do Greena. Problem leżał po tej stronie, że nawet nie było okazji, by niespostrzeżenie dobrać się do komórki Ashtona, bo chłopak był do niej niemalże przyklejony. Nasz dyrektor oczekiwał podpisanych umów u siebie w poniedziałek, a powoli kończył nam się tydzień. Piątek był ostatnim dniem, w którym mogłyśmy coś zdziałać. Dlatego od rana nasza trójka nie robiła nic innego, jak tylko wymyślała kolejne pomysły na przejęcie ulubionej zabawki Irwina.
- Zaraz się zastrzelę – syknęła Lori, nachylając się w moją stronę tak, by nie usłyszał jej nauczyciel. – Łeb mi paruje. 
         Następnie wyprostowała się i jak gdyby nigdy nic, posłała w kierunku Hooda niewinny uśmiech. Calum chodził z nami na chemię i teraz właśnie nie miał innych rzeczy do roboty, jak wpatrywanie się w nas z drugiego końca sali.
         Prychnęłam lekko pod nosem, ignorując Mulata i jego zaciekawiony wzrok. Jego ciemne oczy w cale nie pomagały w koncentracji, bo miało się wrażenie, jakby chłopak przenikał cię na wylot i znał każdą twoją najdrobniejszą nawet myśl. Jakby on wiedział, że my nadal coś kombinujemy. Oczywiście żadna z nas nie była na tyle głupia, by wierzyć w to, że Luke czy Michael nie wygadali się przed resztą. Było to widać, jak na dłoni, że podzielili się z nimi tymi skrawkami informacji, jakie uzyskali od nas. Miałam nadzieję na to, że po tym chłopaki odpuszczą, ale oni dalej brnęli w to, by dowiedzieć się jeszcze więcej, choć wyraźnie Hemmingsowi zaznaczyłam, by nie wtykał tego swojego słodkiego nosa tam, gdzie nie powinien.
- Wychowanie fizyczne – powiedziałam nagle tonem odkrywcy. Lori drgnęła i znów odwróciła się do mnie, mając już gdzieś nauczyciela, który nudnym głosem opowiadał o substytucji.
- Nie mamy dzisiaj wf-u – rzuciła, nie wiedząc o co mi chodzi.
- Ale oni mają – powiedziałam z triumfem i uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Nie jarzę – mruknęła, kręcąc nosem.
- To jest moment, w którym Ashton zostawia swój telefon w szafce w szatni. To jest moment, by się do niego dobrać – pociągnęłam, szczerząc się do niej, jak wariatka.
- Genialne- syknęła.
- Panno Bentley, czy mogła by pani… - zaczął nauczyciel, a ja opadłam jeszcze bardziej na ławkę.
- Przecież słucham – odpowiedziała blondynka, odwracając się w jego stronę. Uśmiechnęła się do niego promiennie. – Uwielbiam reakcje chemiczne – dodała, a nauczyciel odpowiedział jej uśmiechem. Zachichotałam pod nosem, mocniej wciskając usta w rękaw od marynarki, by nie było mnie słychać. Cała Lori.
- Zrobimy to dzisiaj – wyszeptała, szybko się odwracając, by po chwili znów usiąść prosto i utkwić wzrok w tablicy.

         Podzieliłyśmy się naszym pomysłem z Becky, która uznała, że to nasza jedyna okazja, by zdobyć numer do Greena. Szybko wymyśliłyśmy kolejne punkty tego planu. W końcu musiałyśmy dostać się do męskiej szatni, otworzyć odpowiednią szafkę i spisać numer, a wszystko to zrobić w taki sposób, by nikt tego nie widział. 
         Problem pojawiał się przy punkcie drugim, a mianowicie w szafce Ashtona. I nie chodziło tu o kłódkę, która w szatniach nie wymagała szyfru. Głównie chodziło o to, którą szafkę wybierze Ashton. Mianowicie te szafki w szatni nie były przypisane do konkretnego ucznia i każdy korzystał z tej, z której chciał. Aby nie włamywać się do wszystkich po kolei, jedna z nas musiała tam wejść i zobaczyć, gdzie ulokował się Irwin.
- Nie wejdę tam – jęknęła Lori. – To męska szatnia i oni w dodatku będą tam się przebierać, co jest adekwatne z tym, że będą bez ubrań i … Nie wejdę tam – pociągnęła, oblewając się rumieńcem.
- Dobra, ja mogę iść –rzuciłam dla świętego spokoju.
- To chciałam usłyszeć – powiedziała zadowolona Becky.
- Bo?
- Bo jako jedyna masz powód – skwitowała, a ja uniosłam brwi do góry.
- No, zaskocz mnie – rzuciłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Po pierwsze możesz uderzyć do Luke'a, że czegoś pilnie potrzebujesz. Po drugie możesz ściemnić, że masz do pogadania z nauczycielem, bo nie było cię na ostatniej lekcji i chcesz wiedzieć, czy dyro naprawdę usprawiedliwił ci nieobecność. Po trzecie możesz skłamać, że chcesz pomówić z nauczycielem na temat ugody w ich sprawie.
          Zacisnęłam lekko usta, spoglądając na rozpromienioną twarz przyjaciółki, która dumna ze swojej krótkiej przemowy, szczerzyła się do mnie, niczym Joker z Batmana. Ale musiałam przyznać jej rację. Miałam więcej opcji do walnięcia kitu chłopakom.
- Nie głupie – odezwała się Lori.
- Główka pracuje – powiedziała zadowolona Becky. – Idź. I tak za dużo zmarnowałyśmy czasu stojąc tu, jak kretynki. Musisz przecież wyczaić tą szafkę, a nie zrobisz tego, jak chłopaki zmyją się na salę gimnastyczną.
- Dobra- rzuciłam, wiedząc, że decyzja zapadła.
- Będziemy tu na ciebie czekać.
          Kiwnęłam im tylko głową i ruszyłam w stronę drzwi. Niewiele myśląc pchnęłam je, a głosy najstarszej męskiej części uczniów, były o wiele wyraźniejsze, niż na zewnątrz. W duchu modliłam się, by żaden z nich nie paradował na golasa, bo chciałam oszczędzić sobie takich widoków.
          Ruszyłam przed siebie. Jak tylko dotarłam do pierwszej grupy chłopaków, zaraz rozległy się pokrzykiwania, że to męska szatnia, że oni się tu przebierają i czy jestem z tych, co uwielbiają patrzeć na odsłonięte klatki męskiej części populacji. Zignorowałam ich. W końcu musiałam namierzyć tego jednego z nich, dla którego się tu znalazłam. Czemu Irwin nie mógł wybrać szafki, gdzieś bliżej wejścia?
         Odwróciłam się raptownie, słysząc znajome głosy. Niestety mój wzrok najpierw natrafił na Marka, który był najbardziej wysunięty z nich wszystkich. I nie tylko wysunięty, bo też najbardziej rozebrany. Oprócz skarpetek nie miał na sobie nic innego. Za nim siedziała męska część mojej paczki.
- Rose! Kurwa! Jestem nago! – krzyknął Mark, pospiesznie zasłaniając się plecakiem.
- Nie wnikam, co ty robisz na przerwach – odparłam, przekręcając oczami.
- Mogłabyś…
- A co ja faceta nago nie widziałam? – prychnęłam pod nosem, a potem przeszłam obok niego.
- Ale pewnie nie w takich rozmiarach – rzucił rozbawiony, kręcąc biodrami. Powoli odwróciłam się do niego, a ten puścił mi oczko. Usłyszałam chichot Clifforda i Hooda.
- Wiesz, z tego, co zdążyłam zauważyć to raczej rozmiar standardowy bez żadnej rewelacji – powiedziałam, a chłopaki ryknęli głośnym śmiechem. Mark spłonął czerwienią, ale przynajmniej się zamknął.
          Podeszłam do chłopaków. Luke wciągnął na siebie białą koszulkę. Spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział tym samym.
- Rose, jakbyś nie zauważyła to męska szatnia – powiedział rozbawiony Michael.
- No, co ty słodziaku? Jest oznakowana? – rzuciłam, a on pokręcił głową, w dalszym ciągu uśmiechając się szeroko.
- Co cię do mnie sprowadza? –zapytał blondyn, wstając z miejsca.
- Nie do ciebie, a do nauczyciela. Jest u siebie?
- Jest.
- Super. Zobaczymy się po zajęciach. Miłego gimnastykowania się panowie – powiedziałam, a następnie szybko cmoknęłam Hemmingsa w usta. 
          Ukradkiem zerknęłam na numerek szafki Irwina, a potem przeszłam przez całą szatnię – bo trener nie mógł mieć dla ułatwienia gabinetu na początku, tylko na samym końcu – i weszłam do jego królestwa.
          Ze wszystkich stron otaczały mnie puchary, dyplomy i medale. Było tu tak kolorowo i tak przytłaczająco jednocześnie, że można było dostać oczopląsu i duszności w jednym. Nauczyciel, a zarazem trener, siedział przy swoim biurku notując coś w dzienniku zajęć.
- Dzień dobry – powiedziałam, a on podniósł głowę. Był nieco zdziwiony widząc mnie przed sobą, ale lekko uśmiechnął się i wskazał mi krzesło. Usiadłam.
- Co panią do mnie sprowadza, panno Rivers?
- Słyszał może pan o umowie między drużynami, a szkołami?
- Dyrektor mi o tym mówił. Jestem naprawdę zadowolony z pani postawy i zaangażowania, jakie pani i pani koleżanki w to włożyły.
- I mam prośbę – powiedziałam, nachylając się w jego stronę.
- Tak?
- Czy może pan nic chłopakom nie mówić, dopóki wszystko nie będzie gotowe i pewne?
- Oczywiście. Zresztą sam dyrektor kazał mi trzymać buzię na kłódkę, dopóki nie dostanie do ręki umów.
- To chciałam usłyszeć – powiedziałam z uśmiechem.
- Jeśli mogę wiedzieć…
- Tak?
- Na jakim pani jest etapie?
- Słucham?
- Etapie przy pracy z umową?
- Mogę śmiało powiedzieć, że jesteśmy w połowie drogi, ale jeśli nie pojawią się komplikacje, to wyrobimy się na czas.
- Dobrze to słyszeć. Przyznam się, że to byłby spory cios, gdy się okazało, że moja drużyna ma zostać zawieszona w rozgrywkach.
- Oby do tego naprawdę nie doszło – wydusiłam z siebie.
- Czy to wszystko panno Rivers? Zaraz mam zajęcia.
- Tak… Już sobie idę. Dziękuję trenerze.
- To ja dziękuję – powiedział, mierząc we mnie palcem i chichocząc pod nosem, jak nastolatek. Uśmiechnęłam się szybko, a następnie w trybie natychmiastowym opuściłam jego gabinet, a potem szatnię.

           Musiałyśmy trochę odczekać, aż chłopaki znajdą się na sali gimnastycznej. Lori stała z przyciśniętym uchem do drzwi, wsłuchują się w ich głosy. Ja i Becky stałyśmy kawałek dalej, zerkając na boki, czy na horyzoncie nie pojawia się żaden nauczyciel. W końcu Lori uśmiechnęła się do nas i skinęła na nas głową. Podeszłyśmy do niej.
- Poszli. W środku jest cicho – powiedziała, wskazując na drzwi.
- Idziemy – zarządziła Becky.
          Złapała za klamkę i nacisnęła ją. Jako pierwsza weszła do środka, a my ruszyłyśmy za nią. Starałyśmy się poruszać, jak najciszej na wypadek gdyby jednemu z nich się coś przypomniało i postanowiłby wrócić do szatni.
- Jaki to był numer? – wyszeptała Lori.
- Dwadzieścia trzy – odpowiedziałam, wisząc niemalże na jej plecach.
          Wychyliłyśmy się zza metalowych szafek, spoglądając w głąb pomieszczenia. Było puste. Na palcach dotarłyśmy do tej konkretnej szafki, która interesowała nas najbardziej. Złapałam w rękę małą kłódkę, która zamykała nam dostęp do jej zawartości. Pokręciłam nosem.
- No, kurwa – syknęła Becky. – Zapomniałyśmy o tym.
- O tym pomyślałam ja – rzuciłam, a następnie spojrzałam na nią.
- Co?
          Uśmiechnęłam się do niej i wyciągnęłam w jej stronę rękę. Brunetka zrobiła zaskoczoną minę, kiedy moja dłoń powędrowała w stronę jej włosów. Niewiele myśląc wyciągnęłam z nich jedną ze wsuwek, które utrzymywały jej włosy w jednym miejscu.
- Ej – warknęła, kręcąc nosem. – Myślisz, że to przejdzie?
- Na filmach zawsze przechodzi – odpowiedziałam, wzruszając ramionami. – Zresztą to zwykła i nieskomplikowana kłódka.
- Do dzieła Rose, bo nie mamy całego pieprzonego dnia – odezwała się Lori, pukając mnie w plecy.
           Złapałam kłódkę w jedną rękę, unieruchamiając ją. Odgięłam nieco wsuwkę i włożyłam ją do środka zamka. Zdążyłam parę razy nią pokręcić, kiedy nagle zamarłam. Ktoś wszedł do szatni. Zanim zdążyłam się zorientować Lori pociągnęła mnie do tyłu, a ja wypuściłam wszystko z dłoni. Wsuwka nadal była w kłódce.
- Co ty robisz? – syknęła blondynka, kiedy wyrwałam się z jej rąk.
          Doskoczyłam szybko do szafki, pociągnęłam za wsuwkę i wycofałam się do tyłu, za nim zdążył mnie zobaczyć Calum. Chłopak, jak gdyby nigdy nic zatrzymał się niedaleko szafki Irwina. Otworzył kluczem swoją i wyciągnął z niej butelkę wody. Następnie zamknął ją z powrotem i już chciał wyjść, ale jak zwykle los musiał nieco pokrzyżować nam plany. Niestety, na nasze nieszczęście Becky wleciała w ustawione przy ścianie bramki do unihokeja. Rozległ się brzdęk uderzającego o siebie metalu, a dziewczyna prawie pisnęła ze strachu.
          Spojrzałyśmy po sobie, a potem usłyszałyśmy kroki, które zmierzały w naszą stronę. Lori odskoczyła w bok, chowając się za kolejnym rzędem szafek. Złapałam Becky i pociągnęłam ją w drugą stronę. Wychyliłam się w ramach zrobienia krótkiego zwiadu i wtedy przed oczami pojawił mi się Hood. Przywarłam do szafek, zasłaniając usta dłonią, by nie usłyszał mojego szybkiego oddechu. 
          Calum rozejrzał się, dłużej zatrzymując swoje ciemne oczy na niewinnie stojących bramkach. Potem, jak gdyby nigdy nic wzruszył ramionami i poszedł w stronę drzwi, które prowadziły na salę. Gdy i one się za nim zamknęły, odetchnęłyśmy z ulgą.
- Kurwa Becky, miałam prawie pieprzony zawał – syknęła Lori.
- Przepraszam. Zupełnie nie widziałam tego gówna – mruknęła, marszcząc nos.
- Idziemy – rozkazałam i znów podeszłam do szafki z numerem dwadzieścia trzy.
          Znów złapałam w jedną rękę kłódkę, a potem ulokowałam w zamku wsuwkę Becky. Na filmach wyglądało to dużo prościej, a ja zdążyłam się już porządnie poirytować i zmęczyć, bo kłódka nie chciała się otworzyć. W końcu włożyłam w pchnięcie do góry więcej siły. Zrobiłam wielkie oczy. Udało się.
- O kurwa, to jednak działa – powiedziała uśmiechnięta Becky. – Zwracam honor – dodała, patrząc na mnie
          Otworzyłam szybko drzwi. Ashton zadbał o porządek. Jego ubrania leżały równo złożone na kupce, a koszula powieszona została na wieszaku. Pod nią znajdował się jego czarny plecak. 
          Bez namysłu złapałam za niego, podając go Lori, która zaczęła w nim szybko szperać.
Miałam wrażenie, że każda sekunda ciągnie się w nieskończoność. Widziałam, jak blondynka zagląda do kieszonek, szukając telefonu chłopaka. W końcu wyciągnęła go i z triumfem na ustach podała mi urządzenie. 
          Wzięłam go w dłoń i palcem nacisnęłam boczny guzik. Ekran zaświecił się. Przejechałam po nim palcem, odblokowując ekran. Na całe szczęście Ashton nie miał żadnej dodatkowej blokady czy kodu. Spojrzałam na jego tapetę, która ukazywała logo 5 Seconds of Summer, a potem szybko weszłam w kontakty. Odnalazłam numer do Greena i podałam go Becky, która wklepała go do mojego telefonu. Następnie odłożyłyśmy komórkę, a potem plecak na swoje miejsce. Zamknęłyśmy drzwiczki, założyłyśmy kłódkę i z głupimi uśmieszkami triumfu, ulotniłyśmy się z szatni.

           Musiałam skontaktować się z Greenem będąc jeszcze w szkole. W domu, bowiem ciężej było obejść czujny słuch i wzrok Hemmingsa. Wiedziałam jednak, że Trevor może mieć teraz zajęcia, więc postanowiłam wysłać mu sms-a. Byłam pewna, że na odpowiedź zwrotną poczekam znacznie dłużej, ale chłopak odpowiedział niemalże natychmiast.

Do Green:
Musimy pilnie porozmawiać. BEZ OSÓB TRZECICH. Daj znać, jak będziesz miał chwilę czasu. To pilne! Rosalie z Kingsford.

Od Green:
Mam przerwę. Co to za sprawa?

           Bez sensu było umawiać się z nim przez sms-y, bo najpierw musiałam wszystko mu dokładnie wyjaśnić. Dlatego ruszyłam na drugi koniec korytarza, na którym było o wiele ciszej, niż na głównym holu. Odnalazłam jego numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Green odebrał po pierwszym sygnale.
- Cóż cię do mnie sprowadza, Rose? – zapytał, a ja wyczułam, że na jego twarzy musiał się wymalować ten złośliwy uśmieszek, którego nie porzucał.
- Jest sprawa…
- To już wiem słodziutka. – Zazgrzytałam zębami. – O co chodzi?
- Chodzi o zawieszenie waszej drużyny w rozgrywkach. – Słyszałam, jak warknął pod nosem. – Słuchaj uważnie Green, bo nie zamierzam się powtarzać. Jest szansa na to, by was z tego wyciągnąć.
- Jak?
- Później. Najpierw spotkaj się ze mną. Jutro o dwunastej w Moore Park, wejście od północnej strony. Masz być sam, inaczej nici z umowy.
- Czemu niby mam w to wierzyć? Może to jakiś kolejny podstęp tych kretynów?
- Żaden podstęp. Możesz łatwo to sprawdzić. Idź do dyrektora i zapytaj się o umowę, na którą on wyraził zgodę. Warunek jednak jest jeden. Trzymasz jadaczkę na kłódkę i przychodzisz sam na spotkanie w parku.
- Zweryfikuję najpierw twoje informacje złociutka.
- Tylko się pospiesz.
- Oddzwonię za godzinę. – I rozłączył się. Przekręciłam oczami. Wiedziałam jednak, że Green zjawi się na spotkaniu. Nie wmówi mi bowiem tego, że chce, by jego drużyna nadal była zawieszona w rozgrywkach. Teraz trzeba było umówić się na to samo spotkanie z Irwinem.

          Aby dorwać się do Irwina, kiedy będzie sam, wykorzystałam moment, w którym wszedł do męskiej łazienki zaraz po zajęciach z ekonomii. Kiedyś przez to łażenie w nieodpowiednie dla mnie miejsca, wpakuję się w kłopoty, bo w końcu jakiś belfer mnie na tym przyłapie. Ale raz się żyje, nie?
          Ashton wszedł do środka, a ja ruszyłam zaraz za nim. Na szczęście toaleta była pusta. Chłopak zatrzymał się i odwrócił, a następnie zrobił wielkie oczy, widząc mnie przed sobą.
- Rose?
- Ash? – wyrzuciłam z siebie, a on zdezorientowany w dalszym ciągu wpatrywał się we mnie swoimi brązowymi oczami.
- To męska łazienka.
- Tak, wiem, ale mamy do pogadania – rzuciłam, podchodząc do niego.
- I to akurat w tym miejscu?
- Masz coś przeciwko? – wypaliłam, a on roześmiał się i pokręcił głową. – To dobrze, bo im szybciej zacznę, tym szybciej stąd wyjdę.
- Więc, co to za sprawa?
- Chodzi o…
          Ale urwałam, bo drzwi od toalety otworzyły się i do środka wszedł, jakiś chłopak z młodszej klasy. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a potem rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby pomylił toalety.
- To męska łazienka – powiedział, wskazując na drzwi.
- Wiem, możesz stąd wyjść? – odparłam, świdrując chłopaka wzrokiem.
- Ale…
- Drugą toaletę masz piętro niżej.
- Ale…
- Zjeżdżaj stąd –warknęłam, wyganiając go, a chłopak pospiesznie wyleciał z łazienki, jakbym miała mu co najmniej odgryźć głowę. Irwin zachichotał pod nosem. Znów zostaliśmy sami.
- Więc?
- Pewnie chłopaki już ci mówili o tym, że ja i dziewczyny pracujemy nad tym, by przywrócić waszą drużynę do rozgrywek.
- Tak, to wiem.
- Dlatego musisz się jutro ze mną spotkać. Dwunasta w Moore Park, wejście od północnej strony. I nikomu, ani słowa. Chłopaki nie mogą o tym wiedzieć. Jeśli zjawisz się z którymś z nich, to niestety wszystko przepadnie.
- Dobra, nie ma sprawy. Będę cicho, nic nie powiem i będę jutro w parku. – Spojrzałam na niego z uwagą. – Naprawdę nic żadnemu nie powiem. Przysięgam.
- Ekstra – rzuciłam z uśmiechem. Poszło łatwiej, niż myślałam. Na szczęście Irwin nie zadawał niepotrzebnych pytań. – W takim razie pójdę już.
-Dzięki, bo naprawdę muszę skorzystać z toalety – powiedział ze śmiechem. Przekręciłam oczami, uśmiechnęłam się do niego i wyszłam z łazienki, zostawiając go samego.


 

***
I sprawa odnośnie szatni się wyjaśniła - jak widać cała trójka miała mocny argument, by zrobić małe włamanie Irwinowi :)
Mam nadzieję, że ten rozdział przypadł wam do gustu :)

Dziękuję za wasze pozytywne komentarze, które potrafią mnie rozbawić i dodać mocnego kopa do dalszego pisania :) Jesteście najlepsiejsze :)
Dziękuję też za wszystkie życzenia powrotu do zdrowia - oboje mamy się lepiej :)

Kolejny rozdział pojawi się w niedzielę!

Małe info na koniec!
Możecie spodziewać się w piątek małego EDIT-u, bo... tak właśnie, blog numer pięć już czeka na swoją oficjalną odsłonę. Historia, jak zwykle będzie z 5SOS. Z pewnością mogę ją zaliczyć do romansu - może czasem lekkiej komedii - ciężko mi stwierdzić, nigdy nie byłam w tym dobra. Mam nadzieję, że się wam spodoba :) Ale to w piątek :)

W niedziele natomiast - miałam to trzymać do zakończenia sezonu, ale co tam :D - ukaże się przedpremierowo (tak to nazwijmy) zwiastun do piątej części Pod Jednym Dachem. Jest świetny - tradycyjnie dzieło Moni. Wrzuciłabym go dzisiaj, ale YT nie chce ze mną współpracować. Mam nadzieję, że się wam spodoba. 
Z tego opowiadania robi mi się tasiemiec, ale nic na to nie poradzę, że uwielbiam tych wszystkich łosi (czytaj -bohaterów), że ich dalsze losy same pojawiają mi się w głowie. Ale...Bez spiny i ta opowieść kiedyś dobiegnie końca. 

Tyle ode mnie :)

Pozdrawiam!


ZAPOWIEDZIANY EDIT :D
Zapraszam was na kolejną historię o chłopakach, o której wspominałam wyżej!
Blog z nowym opowiadaniem oficjalnie startuje dzisiaj :) Mam nadzieję, że się wam spodoba.
Poniżej zwiastun do obejrzenia, który wykonała Monia - dziewczyno, wielkie ogromne dzięki za to cudo!


A ciekawych nowej historii zapraszam na:

Pokochać ciszę

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Wychodzisz?
- Umówiłam się z dziewczynami – odpowiedziałam, prostując się.
- Myślałem, że dzisiaj wyjdziemy gdzieś razem.

***

- Co jest? – wypalił Irwin.- Czekamy na kogoś jeszcze? – Utkwił we mnie swoje ciemne oczy, a ja uśmiechnęłam się niewinnie. – Rose, kto jeszcze ma przyjść?
- Ja…

***

- Wydarzył się- mruknął Irwin. – To wszystko wasza pieprzona wina!
- Nasza?! Nie tylko nasza! Przypomnieć ci, co wy zrobiliście?! Nie jesteś cholernym świętoszkiem Irwin, więc go nie zgrywaj!
- Zaraz mu przywalę! – warknął Ash, wstając z ławki.

***

- Tak?
- Zapomniałem o jednej ważnej rzeczy –powiedział Green, a ja wstrzymałam oddech.

***

- Mieliśmy… - zaczął, ale ja złapałam go za koszulkę i przyciągnęłam do siebie, by znów go pocałować. Zaśmiał się, kiedy po raz kolejny odsunął się ode mnie. – Mogę kontynuować?
- Teraz tak – powiedziałam, przejeżdżając palcem po jego dolnej wardze.


8 komentarzy:

  1. Yph... myślałam, że jakieś ciekawsze widoki będą w tej szatni. Szkoda, ale w głębi liczę na to, że być może kiedyś Rose uda się jeszcze wleźć do szatni ^^ Wieeeeeeeeeem, zboczona jestem ^^

    Już coraz bliżej do ostatecznego spotkania! Z jednej strony trochę się boję tego, co tam może zajść, ale z drugiej strony dzięki temu spotkaniu może wyjść coś dobrego. Oby tylko Luke tam nagle nie wparował, bo może być gorąco.
    Czekam na ten dzień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ten gif z Ashtonem... dobra, oficjalnie uznaje się za zboczoną osobę :/

      Usuń
  2. Ja chcę żeby to się nigdy nie kończyło aaa czkema na następne rozdziały, życzę weny buziaki!!! :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział!
    Już rano zobaczyłam, że jest rozdział i normalnie byłam mega wnerwiona, że muszę już iść do przeklętego miejsca zwanego szkołą... Gdy wróciłam miałam '' pare '' rzeczy do załatwienia, a teraz WRESZCIE znalazłam czas aby przeczytać ten zacny rozdział ^^
    Rose taka dobra we wszystkim XD Lubię tą babkę, jest bardzo spoko, a z Lukiem tworzą wspaniałą parę na tym blogu ;-) <3
    Rozdział po prostu wow ... Jak czytam co powiedział, czy co zrobił Green to aż mam dreszcze. Kretyn ... XD
    Błagam, niech ten blog nigdy się nie kończy... Wspaniale piszesz i ogólnie mam wrażenie, że jesteś fajną dziewczyną ^^ I coś mi się wydaję, że się nie mylę XD
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział ( i na następne opowiadanie )
    Pozdrawiam ^^
    Cieszę się, że lepiej się czujecie ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. HAHAHAH myślałam, że padnę na tej akcji. One mają coraz to lepsze pomysły :D Nie ma co stanowią świetną drużynę :) Jak nie szatnia to męska toaleta - Rose w końcu naprawdę wpadniesz w kłopoty :D Nie mogę doczekać się tego zwiastuna do piątej części i oczywiście kolejnego rozdziału, bo coś po fragmentach czuję, że będzie się działo! Gif z Ashem... MIODZIO!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  5. Znalazłam te ff na wattpadzie i te pierwsze, chyba 6 rozdziałów tak bardzo mi się spodobały, że chciałam więcej i więcej, więc wlazłam na bloga, spis treści i czytałam. Nawet wstawałam 20 minut wcześniej rano, żeby przed szkołą przeczytać przynajmniej dwa rozdziały, hah.
    To fanfiction to życie, dah. Masz świetny styl pisania, Twoje prace się czyta tak... Hmm... Nie wiem jakim przymiotnikiem to określić. Swobodnie? I chętnie. Czekam na kolejne rozdziały tej historii i życzę wielu pomysłów xx Buziaki x

    OdpowiedzUsuń