środa, 2 września 2015

S4 - Rozdział 7

And you can't keep us down,
'Cause we'll always come back again


       Przez kilka dni panowała cisza. Cisza na temat rywalizacji, zemsty i Picton. Nie byłam jednak tak naiwna, by wierzyć w to, że nasi geniusze sobie odpuścili. Byłam pewna, że w końcu wykombinują arcygłupi pomysł, który będzie kontynuacją wojny między szkołami. Była to tylko kwestia czasu, aż znów coś się wydarzy.
       Obudziłam się, słysząc dźwięk budzika, który wydzierał się na cały pokój. Uniosłam się na ręku i wyłączyłam go, by po chwili znów paść na poduszki. Luke poruszył się obok, mocniej wtulając się we mnie, a potem szybko wymruczał serię słów, z których zrozumiałam tylko soczyste kurwa i szkoła. Uśmiechnęłam się lekko.
       Przetarłam dłonią twarz, a potem pociągnęłam kołdrę wyżej, niemalże zagrzebując się w pościeli. Luke warknął pod nosem, kiedy pierzyna przykryła mu buzię, zabierając dostęp do powietrza. Zaśmiałam się i odwróciłam twarzą do niego.
- Przestań się wiercić – powiedział cicho, przekręcając się na plecy. – Chcę jeszcze pospać.
- To spadaj – rzuciłam, odpychając go od siebie.
- Serio? – wydusił nadąsanym tonem. Zerknęłam na niego. Wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem.
- No, co? 
        Prychnął pod nosem, a potem odwrócił się na bok, waląc tradycyjnego męskiego focha. Przekręciłam oczami. Tak… Nieraz Luke z rana był jeszcze gorszy, niż kobieta w czasie napięcia przedmiesiączkowego.
- Kotku – powiedziałam, nachylając się w jego stronę.
- Rose…
- Tak?
- Odsuń się. Teraz czuje się niechciany i niekochany – wyrzucił z siebie, a ja zacisnęłam usta, by nie parsknąć mu śmiechem tuż nad uchem. – Jestem zły.
- No, weź… - Pogładziłam go po ramieniu, a potem lekko musnęłam ustami jego kark.
- Nadal jestem zły – odparł, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Wychyliłam się bardziej, dotykając wargami płatka jego ucha, czując, jak po jego ciele przechodzi szybki dreszcz. Wcisnęłam rękę pod jego ramię i przycisnęłam się do niego mocniej. – W dalszym ciągu jestem zły.
        Odsunęłam się, a następnie złapałam go i mocno pociągnęłam w swoją stronę tak, że Luke przewrócił się na plecy. Zrobił zaskoczoną minę. Zawisłam nad nim. Niewiele myśląc pocałowałam go, ujmując jego twarz w dłoniach. Całowaliśmy się przez krótszą chwilę. Potem znów odsunęłam się od niego.
- Trochę lepiej – powiedział, a ja zobaczyłam ten znany błysk w jego oczach.
- Kotek jest chciany i kochany. Kotek przestać się złościć na Rose.
- Co Rose zrobić, by kotkowi przeszło?
- Powstrzymać się, by nie kopnąć go w tyłek – odpowiedziałam, a on wysunął dolną wargę, robiąc smutną minę. – Ej… Rose żartować. Rose przytulić kotka.
- I co jeszcze Rose zrobić?
- Kotek się rozpędzać.
- Kotek walczyć o swoje – odpowiedział, a ja parsknęłam śmiechem. – I?
         Spojrzałam na niego. Na jego twarzy widniał lekki uśmiech. Pokręciłam głową, a potem musnęłam szybko ustami jego wargi. Luke nieco je rozchylił, licząc na kolejny dłuższy pocałunek, ale ja znów zawisłam tuż nad nim, przejeżdżając ręką po jego klatce piersiowej. Zamruczał pod nosem, wsuwając mi palce we włosy. Zanim jednak zdążył mnie do siebie przyciągnąć, ja szybko zsunęłam dłoń jeszcze niżej, zatrzymując i zaciskając ją lekko w centralnym miejscu jego bielizny.
- Słodki Jezu – wydusił z siebie, wypuszczając z ust głośniej powietrze. – Teraz to mnie wzięłaś z zaskoczenia.
- To źle? –zapytałam zadziornie.
- Nie.
- Nadal kotek być zły?
- Kotek się zastanawiać – powiedział, dokładnie przyglądając się mojej twarzy. Przybliżyłam się do niego, przygryzając jego dolną wargę, a Luke znów rozchylił usta. Pocałowałam go, pocierając jednocześnie dłonią o jego bokserki. Blondyn cicho jęknął. – Cholera Rose…
- Przestać być zły?
- Zdecydowanie przestać być zły. Teraz cię za to potrzebować.
- Luke…
- Sama zaczęłaś – odparł z miną niewiniątka. W sumie… Miał rację. – Mamy jeszcze trochę czasu, tak?
- Trochę – odpowiedziałam, a on uśmiechnął się do mnie szeroko. 
         Szybko uniósł kołdrę, lekko popchnął mnie, a ja wylądowałam na plecach. Zawisł nade mną, mocniej wpijając się w moje usta. Oplotłam jego kark rękami, dotykając palcami skóry na jego karku. Jego wargi zjechały na moją szyję, a ja odchyliłam głowę do tyłu.
- Rodzice mogą nam wejść do pokoju – wydusiłam z siebie.
- Bez ryzyka nie ma zabawy – odpowiedział ze śmiechem, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Nadal byliśmy w pewien sposób na siebie nakręceni i narwani, więc zabawy łóżkowe były nieodłącznym elementem naszego związku. Oboje uwielbialiśmy być tak blisko siebie i na razie nie zapowiadało się na to, by nam się to, w jakikolwiek sposób znudziło.
- Powiedz to – powiedział cicho, a ja poczułam przyjemny dreszcz, kiedy wsunął dłoń pod moją koszulkę.
- Pieprz się ze mną Hemmings – rzuciłam, a on uśmiechnął się szeroko i po raz kolejny wpił się w moje usta, pozbawiając mnie tchu. Oderwał się ode mnie i zerknął na zegarek.
- Co?
- Sprawdzałem, czy faktycznie mamy czas na szybki numerek– odpowiedział, a ja zaśmiałam się.
- I?
- Zdecydowanie mamy- odparł, znów przyciskając się do mnie mocniej, by po chwili połączyć nasze usta po raz kolejny w ciągu tego, jakże krótkiego dnia.

         Stałam na korytarzu, grzebiąc w swojej szkolnej szafce. Jak zwykle panował tu klasyczny bałagan, którego za nic w świecie nie mogłam nigdy ogarnąć. Przekręciłam oczami i westchnęłam pod nosem, przewracając wszystkie rzeczy raz jeszcze. Wyglądało na to, że faktycznie zapomniałam wziąć z domu podręcznika od francuskiego.
        Zatrzasnęłam drzwiczki, będąc lekko poirytowana sama na siebie. Założyłam kłódkę i szybko wyciągnęłam telefon z kieszeni marynarki. Weszłam w wiadomości i zaczęłam stukać palcami po ekranie. Przerwa niedawno się zaczęła, więc miałam trochę czasu na skołowanie podręcznika.
- Mam nadzieję, że piszesz do mnie, jakiegoś sprośnego sms-a – usłyszałam jego głos, tuż obok. Odwróciłam się, unosząc lekko brwi do góry. Luke stał przede mną, a na twarzy wymalowany miał ten swój słynny pewny siebie uśmieszek.
- Ty to wiesz, kiedy się zjawić – odparłam, chowając telefon. Chłopak spojrzał na mnie z zaciekawieniem. – Wyskakuj kotku z podręcznika od francuskiego.
- To w ogóle nie było seksowne – rzucił ze śmiechem. – Po co ci on?
- Chcę porobić masę samolotów z papieru – odpowiedziałam, a ten przekręcił oczami. – A do czego mogę potrzebować podręcznika, Luke?
- Za to cię uwielbiam – skwitował, zarzucając mi rękę na ramię.
- Myślałam, że mnie kochasz.
- Przestań łapać mnie za słówka księżniczko – odpowiedział, a potem pociągnął mnie w stronę schodów. – Plecak mam w radiu.
- Dasz mi go? – Zerknął na mnie, jak na wariatkę.
- A no, dam… Zresztą po takim cudnym poranku, zrobię dla ciebie wszystko.
- Fajnie, kup mi niebieskie Porsche.
- Z twoimi umiejętnościami kierowcy, zapomnij. Miałbym za dużo ludzi na sumieniu. - Warknęłam cicho pod nosem, a następnie niewiele myśląc odsunęłam się od niego i uderzyłam go w ramię. – Ała! Za co?
- Wcale źle nie prowadzę – odparłam, zaciskając zęby, co wywołało u niego śmiech. – A zresztą będąc ze mną, powinieneś zrobić dla mnie wszystko bez względu na to, czy mieliśmy rano poranny szybki numerek czy nie.
- Przestań mnie łapać za słówka księżniczko – powiedział po raz kolejny i znów zarzucił mi rękę na ramię.
- Nie wyrobię przez ciebie psychicznie – skwitowałam, a po chwili znów usłyszałam jego cichy śmiech.
- Wiem, za to mnie kochasz.
        Doszliśmy do drzwi. Luke wyciągnął z kieszeni klucz, a potem włożył go do zamka. Ten jednak nie wszedł do końca. Blondyn schował go z powrotem, a następnie po prostu otworzył drzwi. Weszliśmy do środka.
        Zrobiłam wielkie oczy, starając się nie wybuchnąć śmiechem. Luke zatrzymał się obok, wpatrując się w Michaela i Lori. Dziewczyna siedziała na stole, a do niej przyciśnięty był Michael. Oboje byli pogrążeni w długim i namiętnym pocałunku. Blondynka zaciskała dłonie na jego twarzy, a jego ręce wędrowały wzdłuż jej nóg.
        Dopiero kiedy Hemmings odchrząknął głośniej, oderwali się od siebie. Zacisnęłam usta jeszcze bardziej widząc, jak Lori oblewa się mocnym rumieńcem. Jej twarz przypominała teraz kolorem włosy jej faceta.
- Radzę zamykać drzwi na klucz– powiedział rozbawiony Luke, a potem, jak gdyby nigdy nic, podszedł do swojego plecaka, który leżał przy ścianie.
        Lori spojrzała na mnie, a ja poruszyłam sugestywnie brwiami, co spowodowało, że blondynka poczerwieniała na twarzy jeszcze bardziej. Michael w ogóle nie wydawał się być tym faktem jakoś zbytnio poruszony, że właśnie przyłapaliśmy ich w takiej sytuacji. Ale to był Clifford, a Lori… Ona zawsze, jeśli chodziło o takie sprawy, rumieniła się lub zawstydzała. Była o wiele bardziej powściągliwa i niewinna, niż my wszyscy. Pewnie, gdyby trafiło na Becky, ta kazałaby nam spadać i im nie przeszkadzać. Lori natomiast wyglądała, jakby chciała zapaść się pod ziemię.
- Luke ten program – zaczął Michael, ale blondyn machnął na niego ręką i uśmiechnął się pod nosem. Wziął podręcznik i podszedł do mnie.
- Po prostu daj znać, jak skończycie. Zdążymy go przyszykować – rzucił i oboje wyszliśmy z pokoju radiowców.

         Stałam z Becky pod salą od francuskiego, czekając na dzwonek, który oznajmi nam początek zajęć. Wychyliłam się, widząc zbliżającą się w naszą stronę Lori. Dziewczyna podniosła głowę do góry i widząc mój szeroki uśmiech znów zarumieniła się.
- Gdzieś ty była? – rzuciła Becky, a potem uniosła brwi do góry. – A co ty taka czerwona?
- Nic, tak po prostu – skwitowała, udając niewiniątko. 
         Zacisnęłam mocniej usta, starając się nie roześmiać. Lori zerknęła na mnie, a ja puściłam jej oczko. Skoro to miało się zmienić w tajemnicę, to niech tak będzie.
- Wracając do tematu – powiedziała Becky. – Widzimy się u ciebie?
- Możecie wpadać – odpowiedziałam, a potem znów spojrzałam na blondynkę. – Nie wiem, czy Michael ci mówił, ale dzisiaj po treningu spotykając się w swoim zacnym męskim gronie, więc pomyślałam, że my możemy spotkać się w babskim. Co ty na to?
- Pewnie. Z chęcią wpadnę.
- Godzina jest dla mnie obojętna, bo będę cały czas w domu, więc przychodźcie, jak wam pasuje.
- Ogarniemy się po prostu po szkole i przyjdziemy. Pasuje Lori? – A blondynka pokiwała głową. – Super. Przyszykuj nam, jakieś żarcie.
- Z tym żarciem jesteś, jak Luke – odparłam, machając na nią ręką, a ona wystawiła mi język. – Coś upichcę.
- Lubię twoją kuchnie – skwitowała Becky, wzruszając ramionami.
- Cieszy mnie to – powiedziałam z uśmiechem.

***
        Wyszli ze sklepu i ruszyli szybkim krokiem w stronę głównego wejścia na plażę. To właśnie tam umówili się z pozostałymi chłopakami z drużyny. Z daleka zamajaczyły im znane sylwetki. Po zatruciu, jakie zafundowało im Picton, każdy chciał się zemścić.
        Zdążyli dojść i przywitać się z pozostałymi, kiedy odezwał się telefon Ashtona. Chłopak szybko wyciągnął komórkę z kieszeni, przełykając kawałek batona, którego pochłaniał z prędkością światła. Następnie spojrzał na pozostałych i uśmiechnął się szeroko.
- Mark i Ryan zaraz tu będą – powiedział zadowolony.
- Macie wszystko do drugiej części? – zapytał Jared.
- Wszystko jest w naszych samochodach – odpowiedział Calum z uśmiechem.
- To będzie jeszcze piękniejsze, niż nasza wcześniejsza akcja – skwitował Clifford, zacierając ręce.
- I będzie śmierdząco – dodał Irwin i wszyscy zaczęli się śmiać.
         Po chwili zza zakrętu wyłonił się biały mini van, za którego kierownicą siedział Mark. Na siedzeniu pasażera znajdował się Ryan. Samochód zatrzymał się obok nich i chłopaki szybko opuścili pojazd. Podeszli do bagażnika, przy którym zebrała się reszta drużyny.
- Pożyczyłem samochód od ojca, więc pilnujcie, by nic się tu kurwa nie wylało – powiedział Mark, otwierając drzwi.
         Luke spojrzał na białe wiadra. Jego kumpel podszedł do pierwszego z brzegu, a następnie otworzył wieczko. Blondyn spojrzał na czerwono-biało-czarną breję. Skrzywił się, kiedy doszedł do niego smród zepsutych rybich flaków.
- Zamykaj to, bo zaraz puszczę pawia – rzucił Michael, odsuwając się od nich.
- Na całe szczęście mój ojczulek jest naszym zaciętym kibicem i też nienawidzi Picton, więc nie wydał mnie matce – ciągnął dalej zadowolony Mark. – Nawet pomógł mi to wszystko zgromadzić w ogrodzie. Podsmażyłem te flaczki trochę na słońcu, więc mają mega mocny odór.
- Skąd to wytrzasnąłeś?- odezwał się Jared.
- Mój wujek pracuje na przystani – odpowiedział, szczerząc się szeroko. – Bułka z masłem.
- Dobra, zbierać się – zarządził Irwin. – Mamy plan do wykonania.
- Górą Kingsford! – rzucił ze śmiechem Mark, a potem znów władował się do mini vana.

***
        Kiedy Lori i Becky zjawiły się u mnie w domu, zaserwowałam im pizzę domowej roboty. Wyszła całkiem nieźle i byłam dumna z siebie, widząc, jak dziewczyny pochłaniają ją z uśmiechem. Po jedzeniu, przeniosłyśmy się do mojego pokoju.
        W tle leciała cicho muzyka, a ja właśnie malowałam Lori paznokcie. Zażyczyła sobie beżowy podkład, a na tym małe kropeczki. Na palcu serdecznym tworzyła się różowo czarna kokardka. Becky co i rusz zaglądała mi przez ramię, czekając na swoją kolej. Brunetka chciała dla odmiany kolorową szachownicę.
         Zerknęłam na Becky, która podniosła się z łóżka. Wskazała na drzwi dając nam znać, że idzie do łazienki, a potem opuściła pokój. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, wpatrując się w Lori. Dziewczyna po chwili odwróciła się w moją stronę.
- Nic nie było – powiedziała, zanim zdążyłam się odezwać.
- Wyluzuj. Jestem ostatnią osobą, która mogłaby cię w tej kwestii umoralniać – wydusiłam z siebie, a ona zaśmiała się. – Nie ruszaj się.
- Przepraszam. – Zamrugała oczami, a ja znów się uśmiechnęłam. – Dla mnie to było nieco żenujące. Nigdy nikt nas nie przyłapał.
- To był tylko pocałunek. Co innego gdyby…
- Boże, nie – rzuciła ze śmiechem.
- Zresztą, czym tu się przejmować – ciągnęłam dalej. – Michael to twój facet, to normalne, że się całujecie.
- Ale i tak to było żenujące.
- Wy mnie przyłapaliście, jak jeszcze nie byłam z Lukiem – przypomniałam jej, a ona zachichotała pod nosem. – Wtedy myślałam, że się zapadnę pod ziemię. Teraz, to by mnie to chyba nie ruszyło, więc ty też wyluzuj.
- Przyznam się – rzuciła, a ja znów wlepiłam w nią swoje ciemne zaciekawione oczy. – Bardziej zawstydziło mnie to, że wszedł tam Luke. Myślę, że gdybyś była sama, byłoby to dla mnie mniej obciachowe.
- To urocze – skwitowałam, a ona trzepnęła mnie w ramię. – Ała! Za co?
- Jesteś niemożliwa – odparła ze śmiechem, kręcąc głową.

***
         Cztery samochody podjechały od tyłu pod szkołę w Picton. Drużyna z Kingsford wyskoczyła na zewnątrz. Cała grupa zawiązała na twarze szaliki, głównie po to, by uchronić swoje biedne nosy przed zapachem, z którym będą musieli się spotkać. Naciągnęli na głowy kaptury, aby nikt ich nie rozpoznał. Podeszli do auta Marka i każdy z nich wziął po wiadrze z rybimi flakami. Następnie bez słowa, a za pomocą znaków niewerbalnych wydawanych przez Irwina, rozpoczęli swoją akcję.
        Calum, jako jedyny podążał bez wiadra. Był najbardziej wysunięty z nich wszystkich. Najpierw sprawdził, czy nikt nie kręci się w pobliżu bocznego wejścia, a potem machnął ręką na pozostałych. Jako pierwszy zbliżył się do drzwi. Szarpnął szybko za klamkę. Były otwarte.
        Przetrzymał je, wpuszczając do środka chłopaków. Potem wyciągnął z kieszeni białą kopertę i wetknął ją pod pierwszą ławkę. Ponownie z pomocą przyszedł im tutejszy ochroniarz, który był ich kibicem.
        Dołączył do reszty i znów wysunął się na przód szeregu, w jakim szli. Powoli otworzył drzwi od sali gimnastycznej. W pomieszczeniu było ciemno, a oni musieli załatwić tą sprawę bez zapalania światła tak, by nikt z zewnątrz nie zauważył, że ktoś tu się kręci. Calum wyciągnął z drugiej kieszeni średniej wielkości latarkę i poświecił na czysty i świecący parkiet.
- Do dzieła drużyno – odezwał się Irwin, a potem parsknął śmiechem.
         Chłopaki ustawili się w równym rzędzie, wzdłuż jednej bocznej linii. Przygotowali wiadra. Ashton podniósł rękę do góry, aby dać im znać, że mają zacząć. Postawili wiadra na parkiecie, a potem odkręcili wieczka. Po chwili rozległ się cichy bulgot, gdy wszyscy zaczęli wylewać flaki.
         Luke słyszał chichot niektórych członków ich zespołu. Mimo okropnego smrodu, sam uśmiechnął się pod nosem. To będzie piękna zemsta za to, że te sukinsyny zafundowali niektórym z nich, w tym i jemu, wizytę w szpitalu.
- Ale nakurwia – syknął Clifford, który stał obok niego. – Matko… Chyba zaraz puszczę pawia.
- Cudowna woń dla tych skurwieli – powiedział Irwin. – Mam nadzieję, że Green poślizgnie się na tym, a potem przyryje w to swoją parszywą gębą. Och, tak… Wspaniałe marzenie…
- Pospieszmy się – rzucił Calum, który stał przy drzwiach, robiąc też za ich czujkę. – Musimy jeszcze obskoczyć ich domy i pomalować im szyby.
- Nasze barwy górą! – zawołał Mark.
- Przymknij się – syknął Luke, szturchając go.
- Sorry.
- Kupiliście zmywalne farby w spreju? – zapytał Jared.
- Nie jesteśmy, aż tak pojebani, jak oni, by zniszczyć ich własność- powiedział Hood. – Więc są zmywalne, ale i tak pewnie się wkurwią.
- W to nie wątpię – skwitował Jared ze śmiechem. – Szkoda, że nie możemy zrobić im zdjęć.
- Najważniejszy i tak jest samochód Greena – pociągnął temat Ashton. – Reszta to przy okazji. Nie będziemy ich przecież szukać po całym Picton.
- Jasne, jak słońce – odpowiedział Mark.

***
         Dziewczyny wyszły ode mnie, gdy było po jedenastej. Luke'a nadal nie było w domu, mama już spała, a Dan pracował nad jakimś raportem. Nie chciałam mu przeszkadzać, więc zmyłam się z powrotem do siebie. Postanowiłam wziąć szybką kąpiel, a potem też położyć się spać.
        Ubrana w swoją, jakże szykowną piżamkę – czarne spodenki i czerwona luźna bluzka w czarne serduszka – wpełzłam pod kołdrę. Nastawiłam budzik i położyłam się. Wygrzebałam spod poduszki pilota i odpaliłam telewizor, licząc na to, że dzięki temu nieco się przymulę i szybciej zasnę.
         Po jakimś czasie, kiedy na ekranie leciał jeden z tych durnych, ale na swój sposób wciągających reality show, drzwi od mojego pokoju otworzyły się. Do środka wszedł Luke. Spojrzałam na niego. Jego błękitne oczy błyszczały z ekscytacji, a na twarzy wymalowany był szeroki uśmiech. Ubrany był tylko w swoje kolorowe bokserki. Podszedł do łóżka, odchylił kołdrę, a po chwili pacnął obok mnie na poduszki, wtulając się we mnie. Poczułam od niego alkohol.
- Co zrobiliście? – wypaliłam, a on zerknął na mnie i delikatnie pogładził po udzie. Jego dłoń była ciepła i elektryzowała.
- Czemu niby mielibyśmy coś zrobić?
- Daj spokój. Szczerzysz się, jakbyś się przyćpał, więc wnioskuję, że odwaliliście coś durnego.
- Księżniczko – mruknął, muskając ustami moje ramię. – Nie wkurwiaj się na mnie.
- Więc gadaj, co żeście zrobili – ciągnęłam, a on przekręcił oczami. Po chwili jednak uśmiechnął się szeroko.
- Mają salę w rybich flakach i kilkoro z nich nasze barwy na szybach. Oczywiście wszystko da się zmyć. A potem poszliśmy na dwa szybkie piwka, w celu oblania realizacji naszego szyderczego planu.
- Raczej debilnego planu – poprawiłam go, a on ciężko westchnął. – Jesteście walnięte łosie do kwadratu. – Mając na myśli całe 5 Seconds of Summer.
- Ale i tak nas uwielbiasz i mnie kochasz?
- Tak.
- To najważniejsze.


***
 Mamy odpowiedź chłopaków z Kingsford  - mam nadzieję, że rozdział się wam chociaż trochę spodobał :)

Anonimowy (jeden z wielu :)) - rozdział nie mógł pojawić się szybciej, bo moja praca mi na to nie pozwoliła :/

Dziękuję wam za wszystkie komentarze - są mega motywujące i zabawne. Taka moja prywatna nagroda :) Uwielbiam je czytać! DZIĘKI, DZIĘKI, DZIĘKI! :)

Kolejny rozdział pojawi się w... sobotę :)
Uprzedzam też, że będzie dłuższy, bo nie zamierzam go dzielić. Nie pasuje mi rozbicie go na dwie części. Mam nadzieję, że was tym nie zmęczę i nie zniechęcę do czytania :)

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Też cię kocham misiu – skwitował Michael, wracając do poprzedniej pozycji.
- Nasi geniusze – mruknął Irwin, co wywołało cichy chichot ze strony blondyna.

***

- Po prostu nie mogę słuchać, jak ciągle o nim gadasz – odpowiedziała Becky, a ja zrobiłam wielkie oczy.
- Może jesteś po prostu zazdrosna?

***

- Jebany skurwiel – warknął Ashton, odciągając telefon od twarzy. – Zabiję go. – A potem znów skupił się na rozmowie.
- Co się dzieje?- zapytałam, łapiąc Luke'a za ramię.

***

- Nie przeginaj!
-To wy przeginacie! Co jeszcze musi się stać, byście do cholery przestali?! Naprawdę nie chcę mieć z tym nic wspólnego! 
- To przestań się wtrącać w to, co robimy! Nie powinno cię to w ogóle obchodzić!

***

- Co jest stary? – zapytał Calum, przyglądając mu się z uwagą.
- Jestem skończonym idiotą – powiedział Luke, zaciskając usta.
- Co się stało? – odezwał się Ashton. – I nie gadaj, że nic, bo masz minę, jakbyś kogoś przypadkiem zamordował.

***

- Przepraszam. Naprawdę źle się czuję z tym, co zrobiłem. To nigdy nie powinno się wydarzyć. Nigdy…

9 komentarzy:

  1. Yh oni są serio głupi... Ale pomysły maja naprawdę dobre :D
    Boję się już co zrobi Picton w odpowiedzi. I jaki numer wykręci Luke...
    Uwielbiam to, ale chyba już to wiesz ;D <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezły smród musieli narobić ;D i dobrze im tak !!! Kocham tego bloga jest cudowny i jak dla mnie rozdziały moga sie pojawiać bez przerwy !;* serio tak sie wciągnęłam ze nie mogę przestać myśleć o Luku i Rose <3 i oczywiście o innych postaciach. Niecierpliwie czekam na kolejne rozdziały
    Życzę weny i duuuuzo czasu wolnego które go u mnie ostatnio brak ;* ♡
    Mho

    OdpowiedzUsuń
  3. Musiało cuchnąć ... Śmierdząca sprawa XD
    Rozdział genialny. Boję się co Picton zrobi w zamian za ten smród...
    Kocham tego bloga i oczywiście inne twoje opowiadania również. Wspaniale piszesz i nigdy nie przestawaj.
    Czekam na następny rozdział, życzę weny
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Super jak zawsze ♡♡ juz się boje co zrobi Picton za te rybie flaki fujj juz nie mogę doczekać się next ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡

    OdpowiedzUsuń
  5. No cudowny, jak czytałam początek to uśmiechałam się do siebie jak głupia :D Pewnie Picton szybko czymś odpowie :/ Ajajaj, oby do soboty, szykuje się dłuższe czytanko! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. cudny blog <3 serio genialnie piszesz . jak dla mnie rozdzialy moga byc nieskonczenie dlugie

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahah początek rozwalił mnie na łopatki - Księżniczka i Kotek są najlepsi - najpierw foch, a potem szybki numerek :P Biedna Lori aż tak się zawstydziła :D XD Ło no chłopaki pojechali - na pewno było mega śmierdząco. Mogę się założyć, że Picton się wkurzy i to delikatnie mówiąc. Wolę nie wiedzieć, co oni znów zrobią. Czy ja już pisałam, że uwielbiam Luka i Rose? Są idealną, nieprzesłodzoną parą :)
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Jestem ciekawa co takiego zrobi Hemmo. Chcę już sobotę!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń